Ignacy Pietraszewski i jego ZendAwesta

Polecam ten artykuł szczególnie tym polskim naukowcom, którzy odważają się próbować nieśmiało głosić jakieś tezy o wspólnocie kulturowej słowiano-irano-indyjskiej i o wspólnym pochodzeniu tych ludów, jak i o pradziejowym pochodzeniu Słowian – identycznych ze Scytami – nosicieli wspólnej kultury i duchowości pomiędzy Ariami. Jeżeli nie przestaniecie tego czynić skończycie tak jak ten wyrodny osobnik, któremu dobrego słowa nie potrafi poświęcić po 150 latach “polska” Wikipedia, a którego wspomina jedynie jego przyjaciel, orientalista w pośmiertnym epitafium, gmina Biskupiec w której się urodził – ale też go tam nie doceniają chociaż piszą o nim cieplej, no i jakiś tam “niedouk” Białczyński , którego książki i osoba są na współczesnym Indeksie Kościoła Katolickiego.

Wyciągnijcie i tę naukę, że prędzej was rodzina wyklnie jeśli wyrzeczecie się KK niż dostaniecie od niej grosz by dalej rozwijać swoje zainteresowania – bezbożne – i jeśli odmówicie pójścia w ślad braci rodzonych prosto do klasztoru czyli do Jedynego Nieba.

Chociaż tak jak kolega Ignacy Pietraszewski odbyliście wszystkie stosowne kursa naukowe i zdobyliście stosowne stopnie – poznaliście X języków – jak ten orientalista i odkryliście jako pierwsi coś na co nikt nie zwrócił uwagi przed wami – nie wspomni o was słowem żadna “poważna” encyklopedia, a wasze odkrycie zostanie wyszydzone z należytą starannością, która podziała odstraszającym przykładem na innych niepokornych “kretynów” i spowoduje że kolejny “głupek -przechrzta-odszczepieniec” nie spróbuje wywalić tych już raz wywalonych150 lat temu drzwi, po raz drugi. Nieważne bowiem czy coś jest prawdą, ani że coś odkryliście – jakeście wleźli między Wrony to kraczcie jak i ony – albo zdychajcie.

“Nowe” wydanie prastarego tłumaczenia Ignacego Pietraszewskiego (Chwała i Sława i chwarena ci Armoryko, która nazwą swą nawiązujesz do starożytnej wenedyjskiej Mormoryki na Czerncu – Carnacu.)

Stare Wedy, takie jak: Ryg-Weda, Jadźur-Weda, Sama-Weda i Upaniszady zalicza się do braminizmu wedyjskiego (wedyzmu) tj. wyznania Arjów. Wedy zostały jednak spisane w Indii dopiero ok. XV wieku p.n.e., a Upaniszady czyli nauki tajemne (Aranjaka – nauki gajowe) ok. VI wieku p.n.e.(Adam Wojtanek)

Jak widać obyczaje polskie są nieśmiertelne, a problemy odwieczne tak jak nasz lud, który spadł z Nieba w 966 roku razem z Kadzielnicą w Gniezdnie – a nie jak sobie mżycie w Bajach  – razem z Czarą Królewską – “Cz-”Arą z Góry “Cz”ARaRAtu (CZ-ara Boga RA – czy to naprawdę takie trudne do zrozumienia – CZ_ARA_RADu, trudne do odkrycia i przyjęcia?  RA jak  w WIARA, RA-trzy rodzaje ognia w jednym war-ysk-żar [war-łysk-gor]! – także trzy litery, trzy litery jak trzy gwiazdy Pasa Oriona-K-OSI-ARZA-Welesa, jak War-Łysko-Żary, We-leso-żary, jak RADA – Przekaz i Przykaz) , posadowioną w “ARKA”-jamie, przeniesioną następnie w kopii nad jezioro ARAL, zaginioną w pomroce dziejów w bojach z bogami o TAJE, gdzieś w okolicach Łukomorza czyli AR(s)Kony, odtworzoną po raz drugi i posadowioną jako OWAL (odwzorowanie Kłódzi) na Wzgórzu  “L”ARK(hill), a zatopioną powtórnie w “CZA”RO-dunie lub Czara-chowie (H-ARA-chow), a potem nauczaną w gajach ustnie – czyli jako trzecią Czarę ARA-Nyjakę (Czarę Zaginioną),  “Cz”ARKI którą skołoccy królowie C-ARowie (kaganowie) – a nie jacyś inni – nosili u pasa na podobieństwo “CZ”ARY – Wielkiego Dzbana – jednego z boskich narzędzi i stygmatów władzy Niebieskiej nadanej przez Bogów SISTANU – jej królom właśnie. Ta trzecia CZ-ARA-Njaka ocalała wszak właśnie jako Weda. Jest jeszcze jedno ogniwo w tym ciągu trzech Czar i to tam zrobiono trzecią kopię Cz-ARY -OWA-lu, i ono właśnie związane jest z Gizą i Nilem Błękitną Rzeką Mlekomediru:  Ow-ARysz (UW-ARIs, Uvaris-Awaris) – ostatnie miejsce UWicia Ary przez Rysów. To tamtejsi Rysowie – grumada przekazicieli Wiary są wszak znani Indiom-Windji jako riśi-riszi. To z kolei w Indiach ocalała nasza Ryg-Weda i Od-Harwat-Weda, tam rozwinięto ją twórczo przez wieki. I my dzisiaj tutaj wracamy do tej Ryg-Wedy Wedy Ziarna i Korzeni Wedy w Matce Ziemi zaRYTej-wyRYTej-zakRYTej – do Wiedy Odry i Wisły i Dniepru – Wiedy Najstarszej – Wiedy Słowiano-Istyjsko-Skołockiej. Pamiętajmy że ZendAwesta (Obwiesta) to odstępstwo od Wiary Przyrodzonej Słowian – odstępstwo od pojmowania “dobra” i “zła” jako dopełnienia – względnego stanu równowagi – to błąd, który wypaczył Wiarę Przyrody, a na którym to wypaczeniu oparły się późniejsze religie (w tym chrześcijaństwo).

Pamiętajmy że Wedę adoptowali z Indii wpierw Chińczycy-Kutaje u siebie jako Zend a potem Japończycy jako Zen a Obwiesta Zar-Zduszta jest wykoślawionym odpryskiem Wiedy SIS.

 

Wiele osób nieodłącznie kojarzy jogę medytacyjną z Indiami, następnie z ubóstwem i tzw. Trzecim Światem, ale mało kto pamięta, że do XIX wieku Indie zaliczały się do najbogatszych krajów świata. Indie były klejnotem w koronie swych władców. Dla Chińczyków Indie były zachodem. Hinduska medycyne ajur-wedyjska (wiedza Arjów) dała początki medycynie tybetańskiej. Chińczycy nazwali jogę „Czan”. Z Chin jogę przeniesiono do Japonii pod nazwą „zen”. (Adam Wojtanek)

I jeszcze jedno – zastanawiałem się czy nie sprostować paru spraw przy polskim odczytaniu – skądinąd doskonałym (niemalże – ale przecież w jednej głowie całej wiedzy rozproszonej sie nie domagajmy – to nie jest możliwe), które  to odczytanie bardzo mocno polecam – Grzegorza Niedzielskiego – tego wszystkiego z czym mamy do czynienia na Górze Bogit gdzie Świętowit ze Zbrucza stał, ale doszedłem do wniosku że musiałbym napisać równie sążnisty artykuł polemiczny. Chciałbym żebyście zajrzeli do tego artykułu na T-ARA-ce albo u nas do fragmentu III który przedrukowaliśmy (jest na czarnym pasku w dziale Świątynie Światła Świata, właśnie w tym DZIALE a nie innym jakimś – poświęconym Wielkiej Matce i Wenus – chociaż to bardzo ważne odczytanie i cyfry, przepraszam czerty  – bo to magiczne cyfry-wierzeniowe, znaczące a nie byle jakie – 3 i 6 wynikającej z dwóch trójek w centrum) – i zrozummy wszyscy, że najważniejsze w Orionie i Pasie Oriona -oddanych na Bogicie i  nie tylko na Bogicie, jak i w Trzech Słupach Bogitu – jest to iż centralny słup to AXIS MUNDI – Świętowit ze Zbrucza – Światło Świata – Najwyższy z Najwyższych – a dwie pozostałe gwiazdy to Wielki Dział – In-Yang – Czarnogłów i Białoboga – a 8 Ognisk – To 8 Żywiołów. Jak to już pojmiemy do końca to wszystko nam się inne ułoży – poza jednym – Musimy jeszcze uwierzyć, że Bogowie istnieją i działają naprawdę  – także w tej chwili.

Dla tych którzy opowiadają “baśniuszki” czyli senne pogaduszki o tym, że związek między Arkoną a Gizą jest przypadkowy a Ślęża znalazła się na tej linii bo tak wynika z rachunku statystycznego – jeszcze raz zamieszczam tutaj z tamtego artykułu mapy, które coś powinny pokazać albo dać do myślenia – Są tu cztery rzeki ERYDAN (Mleczna) – Nil (centralna rzeka MlekoMediru czyli Egiptu – jeśli ktoś zna jeszcze z Polaków to miano zapomniane tego kraju, a nie pogrążył się w odmętach niewiedzy jak Persowie, którzy swojej Awesty czytać nie umieli dopóki im Polak – Pietraszewski – jej nie przełożył na perski, a której Polak mały nie poznał mimo że mu ją Pietraszewski przełożył 150 lat temu)  – a trzecia z rzek to Odra, przepływająca statystycznie (a może tylko statecznie?) obok statystycznej (a może ostatecznej Ostoi?) Ślęży, a czwarta to oczywiście Zbrucz.

Góra Bogit i rzeka Zbrucz

Odra, Erydan i Nil

Ignacy Pietraszewski

(ur. 31 grudnia 1796[1] w Biskupcu, zm. 16 listopada 1869 w Berlinie) – dziewiętnastowieczny

Życie i pisma.

Urodził się w Biskupcu na Warmii w rodzinie Baltazara i Barbary (z domu Ciecierskiej) Pietruszyńskich. Po śmierci ojca (1802) i powtórnym zamążpójściu matki (1805), w 10 roku życia przeprowadził się do Grodna, gdzie pozostawał pod opieką swoich wujów, Jana i Antoniego (późniejsi ojcowie: Faustus i Feliks) Ciecierskich, którzy w zakonie dominikańskim zajmowali wysokie stanowiska. Przebywali tam także jego dwaj starsi bracia (także dominikanie), którzy zmienili nazwisko z Pietruszyńscy na Pietraszewscy i do podobnej zmiany nazwiska skłonili Ignacego. Tam w latach 1807 – 1813 uczęszczał do gimnazjum dominikańskiego. Krewni próbowali skłonić go do tego, aby po ukończeniu gimnazjum wstąpił do zakonu dominikanów, jednakże stanowczo odmówił, chcąc kształcić się dalej. Wskutek tego rodzina odmówiła mu dalszego wsparcia, przez co sam musiał zadbać o własne utrzymanie. Przez kilka lat pracował jako guwerner i dopiero po zgromadzeniu pewnych oszczędności w roku 1822 mógł przenieść się do Wilna, gdzie na Uniwersytecie Wileńskim zapisał się na wydział literacki. Tam uczęszczał na wykłady profesora Wilhelma Münnicha (1788-1867) nauczającego podstaw języków perskiego i arabskiego.

W 1826 roku wyjechał do Petersburga, gdzie w tamtejszym instytucie języków wschodnich wykładali m.in. prof. Józef J. Sękowski, autor głośnego w tamtym czasie dzieła pt. Collectanea z dziejopisów tureckich rzeczy do historii polskiej służących (2 t., Warszawa 1824 – 1825) oraz prof. Mirza Dżafar Topczy-Basza[2]. Dzięki własnej pracowitości i pomocy życzliwych osób w r. 1830 został stypendystą w instytucie języków wschodnich i otrzymał posadę w ministerstwie spraw wewnętrznych, a później w ministerstwie spraw zagranicznych. W 1831 zdaje egzamin końcowy i płynnie włada językami: tureckim, perskim i arabskim. W celu doskonalenia znajomości języka tureckiego w roku 1832 wysłano go do Konstantynopola, gdzie pełnił funkcję dragomana. Tam też zrodziło się jego zamiłowanie do zbierania wschodnich monet. Odtąd piastował szereg stanowisk dyplomatycznych: w 1836 roku był dragomanem w konsulacie w Jaffie, następnie sekretarzem w konsulacie w Salonikach, w r. 1837 – dragomanem w konsulacie w Aleksandrii, a w latach 1838–1840 konsulem w Jaffie. Podczas swoich podróży po Wschodzie Pietraszewski zebrał wielką i unikalną w skali światowej kolekcję monet wschodnich (2683 sztuki), o której z wielkim uznaniem wypowiadali się ówcześni znawcy przedmiotu (opisał ją w pracy Numi Mohammedani, Berlin 1843.[3])

W roku 1840 wezwano go do Petersburga, gdzie objął posadę w ministerstwie spraw zagranicznych. W 1842 roku otrzymał profesurę na Uniwersytecie Petersburskim, gdzie wykładał język turecki. Wskutek choroby w r. 1844 zrzekł się stanowiska i po kuracji przeprowadził się do Berlina. W tym samym roku został mianowany doktorem filozofii na Uniwersytecie Berlińskim.

Po wystawieniu swojej kolekcji monet na Międzynarodowym Kongresie Filologów w Dreźnie w 1844 roku zrozumiał, że sprzedając ją stanie się finansowo niezależny. W celu znalezienia odpowiedniego nabywcy wyjechał do Anglii i w 1845 roku złożył ją w depozycie Muzeum Londyńskiego. Jednakże ciągłe zwlekanie z decyzją o sprzedaży oraz nieszczęśliwy splot wydarzeń w 1853 roku pozbawiły go wspaniałej kolekcji nie przynosząc mu większego zysku. W międzyczasie w roku 1847 powrócił do Berlina i na Uniwersytecie Berlińskim objął posadę wykładowcy języków wschodnich (głównie tureckiego).

W r. 1846 wydał Nowy przekład dziejów tureckich, dotyczących historii polskiej; była to jego polemika ze wspomnianym wyżej pismem Sękowskiego, który zbyt nieprzychylnie odnosił się do dziejów Polski, za to zbytnią sympatię okazywał dziejom tureckim (taką krytyczną opinię o pracy Sękowskiego podzielali i inni uczeni, m.in. A. Mickiewicz, chociaż inni podkreślali, że reakcja Pietraszewskiego była zbyt przesadzona).

Strona tytułowa Zend-Avesty (1858)

Kolejnym obszarem jego zainteresowań były badania nad świętymi pismami Zaratusztry, które zaowocowały wydaniem w 1857 roku dzieła pt. Miano slavianskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendawesta a Zędaszta, to jest życie dawcza książeczka Zoroastra [tytuł niemiecki brzmiał: Das slavische Eigentum seit dreitausend Jahren, oder nicht Zendavesta, aber Zendaschta, das heisst das lebenbringende Buch des Zoroaster]. W piśmie tym dowodził bliskiego pokrewieństwa języka awestyjskiego z językiem polskim. Publikacja ta spowodowała, że w 1858 roku odebrano mu katedrę na Uniwersytecie Berlińskim. (W latach 1858-1862 ukazała się poszerzona wersja jego tłumaczenia Awesty, zatytułowana Zend Avesta ou plutôt Zen-Daschta expliquè d’après un principe tout à fait noveau[4]).

Należy tutaj zaznaczyć, że jego pionierskie (chociaż kuriozalne) tłumaczenie Awesty do dnia dzisiejszego pozostaje jedynym przekładem tego dzieła na język polski.

W roku 1860, jako dragoman towarzyszył pruskiemu poselstwu do Persji[5]. W czasie tej podróży szach perski, Naser ad-Din (1848 – 1896), oferował mu posadę na swoim dworze, jednakże Pietraszewski odmówił[6] Wtedy też zerwał wszelkie kontakty z Europą, co spowodowało, że niektóre gazety doniosły o rzekomej śmierci Pietraszewskiego[7].

Po powrocie do Berlina (1861) wydał jeszcze kilka pism dotyczących Awesty: Abrégé de la grammaire Zend (1861)[8] oraz poprawione, jak je sam określił, niemieckie tłumaczenie ksiąg Zaratusztry Deutsche verbesserte Übersetzung der Bücher des Zoroaster (1864).

Po śmierci Pietraszewskiego w 1869 roku, jego córka Kazimiera Moschowa przygotowała wybór z pozostawionego w rękopisie opisu podróży po Wschodzie, który pt. Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie ukazał się w roku 1872.

Odnośnie do naukowej wartości pozostawionego przez Pietraszewskiego dorobku można zacytować W. Ogrodzińskiego: dotychczasowe prace o Pietraszewskim skupiły się przede wszystkim na biografii człowieka, nie zaś na analizie dorobku naukowego i publicystycznego[9]. Zatem obiektywna ocena jego dorobku pozostaje nadal kwestią otwartą i zadaniem dla jakiegoś przyszłego orientalisty.

[klik]

Dzieła wybrane (chronologicznie) oraz pozycje zdigitalizowane

  • Numi mohammedani. Fasciculus I. Continens numos Mamlukorum dynastiae, additis notabilioribus dynastiarum: Moavidarum, Charizmschachorum, Mervanidarum, Ortokidarum, Karakojunlu, Seldschukidarum, Atabekorum, Fatimidarum, Aiyubidarum, Hulagidarum et regum Siciliae. Collegit descripsit et tabulis illustravit I. P., interpretis munere ad legationem russicam Constantinopoli perfunctus, Berlin 1843 [inna kopia: google books ]. Reprint: BiblioBazaar 2009.

(zawiera: Tabulae numorum lithographicae.)

  • Sprostowanie niektórych tłumaczeń z tureckiego w zbiorze p. t. Collectanae Sękowskiego (w: Przegląd Poznański, 1845, tom 2, s. 69-112 i s. 317-341.)
  • Nowy przekład dziejopisów tureckich, dotyczących się historyi polskiej, a szczególniej Tarychy Wasyf Efendego. Tom I, Berlin 1846 (ukazał się tylko tom 1).
  • Miano slavianskie w ręku jednej familii od trzech tyśięcy lat zostające, czyli nie Zendawesta, a Zędaszta, to jest życie dawcza książeczka Zoroastra. Das slavische Eigenthum seit dreitausend Jahren, oder nicht Zendavesta, aber Zendaschta, das heisst das lebenbringende Buch des Zoroaster, zeszyt 1-2, Berlin 1857 [inna kopia: [1] ] (obejmuje księgi I-V Wendidadu; książka zawiera: tekst awestyjskiego oryginału, transkrypcję łacińską, tłumaczenia: polskie, niemieckie, francuskie, a w pierwszej księdze także osmańsko-tureckie (zapisane alfabetem arabskim) oraz komentarz (po polsku)). Nowe wydanie (wznowienie samego tekstu polskiego) pt.: Zędaszta, to jest życiodawcza książeczka Zoroastra albo Awesta Wielka. Przeł. Ignacy Pietraszewski, zredagowali i wstępem opatrzyli: Julian Edgar Kassner i Andrzej Sarwa. Seria: Święte Księgi, Święte Teksty 19. Wydawnictwo Armoryka. Sandomierz 2011. ISBN 978-83-62661-19-0.
  • Zend Avesta ou plutôt Zen-Daschta expliquè d’après un principe tout à fait noveau. (…). Le text est accompagné d’une prononciation, de traductions polonaise et français, et suivi d’un vocabulaire et d’une grammaire, Berlin 1858-62 (trzy części w dwóch tomach); poszczególne części zawierają:
    • tom 1, część 1, 1858: Du Wendidad, rozdz. I-VIII inna kopia (poszerzony o księgi VI-VIII Wendidadu reprint Miana slavianskiego… z 1857 roku);
    • tom 2, część 2, 1862: Du Wendidad, rozdz. IX-XXII (tekst oryginalny, transkrypcję łacińską, tłumaczenia: polskie i francuskie oraz komentarz (po polsku));
    • tom 2, część 3, 1862: Wyspered et Jasna, rozdz. I-LXXI (tekst oryginalny, transkrypcję łacińską, tłumaczenia: polskie i francuskie oraz komentarz (po polsku)).

[inna kopia: google books Reprint: Teheran 1976. (3 woluminy w 1 tomie). Także: Kessinger Publishing 2009 (tom 1).

  • Abregé de la grammaire Zend, Berlin 1861.
  • Deutsche verbesserte Übersetzung der Bücher des Zoroaster, Berlin 1864.
  • Wie der Gelehrte Fachmann mit unzünftigen Entdeckungen verfährt, Berlin 1864.
  • Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie, Warszawa 1872 (wznowiona w zbiorze: Ignacy Pietraszewski: Uroki Orientu, Olsztyn 1989).

Ponadto kilka rękopisów spłonęło w trakcie II wojny światowej, m.in.:

  • Enwer-i Suheili, czyli promienie czystej prawdy (inny tytuł: Powieści Pidpaia [Pilpaja]; tłumaczenie z perskiego jednej z wersji Pańczatantry).
  • Wypadki z dziejów Polski styczność z dziejami Turcji mające (drugi tom wypisów z kronikarzy tureckich) i inne [10].

 Co za pech – tak był ceniony i jego praca, że pozwolono rękopisom spłonąć! A czy to był w ogóle przypadek że spłonęły te rękopisy, skoro tak były niewygodne dla “nauki” germańskiej.  Czy oni nie palili książek na stosach w okupowanych krajach i u siebie? Światli i wspaniali – jak zwykle wszystko wiedzący “lepiej” Niemcy. Czy dzisiaj nie próbuje się restaurować tego typu myślenia tworząc wewnętrzną cenzurę w wydawnictwach – cenzurę katolicką, albo nazwijmy to delikatniej by nie urazić nikogo –  germano-chrześcijańską? Jest przecież nadal tylko jedna wersja “słuszna” dziejów i historii Polski. Dlatego tłumaczenie AWESTY na język polski jest tylko jedno i zawdzięczamy je temu człowiekowi, którego zniszczono w imię pielęgnacji MITU chrześcijano-germańskiej “nauki” , która jest niczym innym jak uprawianą od 250 lat, albo i więcej, propagandą przekręcającą cały sens Polskich Dziejów.

CB

 

Biskupiec – Ignacy Pietraszewski

Wstawiony przez admin 09 luty 2009

SSpecjalne miejsce w dziejach Biskupca zajmuje wybitny orientalista Ignacy . Pietraszewski, który swój związek z rodzinną ziemią podkreślił podpisując jedną ze swoich prac naukowych: Warmijczyk Ignacy Pietraszewski.
Pietraszewski urodził się 31 grudnia 1796 w Biskupcu w rodzinie mieszczańskiej. W rodzinnym mieście uczęszczał do szkoły elementarnej, następnie kształcił się u dominikanów w Grodnie, by z kolei rozpocząć studia na uniwersytecie wileńskim i kontynuować je w Petersburgu. Trudną drogę wiodącą z ubogiego mieszczańskiego domu, poprzez najczęściej głodne i chłodne studia uniwersyteckie aż do tytułu profesora języków wschodnich uniwersytetu berlińskiego, pokonał dzięki żelaznej woli, olbrzymiej pracowitości i pilności. W 1830 roku dzięki pracy, jaką otrzymał w carskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Petersburgu oraz dzięki stypendium na dalsze studia mógł kontynuować naukę. W rok później zdał z doskonałym wynikiem końcowy egzamin. W 1832 roku był tłumaczem misji rosyjskiej w Konstantynopolu, gdzie zrodziła się jego nowa, obok orientalistyki, pasja kolekcjonowania starych monet mahometańskich. Pozostał jej wiemy przez wiele lat, czy to jako dragoman (oficjalny tłumacz w placówkach dyplomatycznych i konsularnych na Wschodzie) w Konstantynopolu (1832-1835) i Jaffie (1836), sekretarz konsulatu w Salonikach (1836), drugi dragoman konsulatu generalnego w Aleksandrii czy wreszcie jako konsul w Jaffie (1838-1840). Wynikiem tej pasji była praca o monetach arabskich pt. “Nummi mohamedani”, wydana w Berlinie w 1843 roku. W rok później Pietraszewski uzyskał doktorat na uniwersytecie w Halle. Powierzono mu wówczas lektorat języków wschodnich na uniwersytecie berlińskim oraz stanowisko dyrektora królewskiego gabinetu numizmatycznego. Jego zbiór starych monet arabskich, liczący 2683 sztuki, był jedynym tego rodzaju w Europie. W 1846 roku ukazał się pierwszy tom jego pracy pt. “Nowy przekład dziejopisów tureckich dotyczących się historii polskiej…”. Tę właśnie pracę podpisał Warmijczyk Ignacy Pietraszewski, a zadedykował ją: “Szlachetnym tylko i wiernym rodzinnej ziemi mojej Braciom – nie zaś tym, którzy z uszczerbkiem Ojczyzny obcym zaprzedali swą uczoność, myśli, uczucia, słowem całą osobistość swoją, poświęcam obecne wydanie…, który czują i cenią myśli nawet Persa, mówiącego: …żyć można bez ciebie i nie w tobie – o ziemio moja rodzinna – jednakże gorszym jest takie życie, jak tysiąc razy umierać – i odżyć znowu na chwilę”.

Rok 1857 przyniósł nową pracę, wydaną nakładem własnym autora. Była to trzecia z jego wielkich pasji – szukanie dowodu na słowiański charakter ksiąg Zendawesty. Praca nosiła tytuł: “Miano słowiańskie w ręku jednej familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie Zendawesta, a Zędaszta, to jest życie dawcza książeczka Zoroastra”. Dwa lata później ukazały się przetłumaczone z perskiego “Powieści Pilpaja”. W 1860 roku Pietraszewski pojechał jako pierwszy dragoman poselstwa pruskiego do Persji i przebywał tam do 1864 roku. Po powrocie zamieszkał w Berlinie, gdzie zmarł 16 listopada 1869. Po jego śmierci wyszły drukiem dalsze prace Pietraszewskiego. W 1871 roku ukazały się jego studia francuskie o gramatyce języka zend, a w 1872 roku “Dziesięcioletnia podróż po Wschodzie”. Prace jego ukazywały się również w językach niemieckim i francuskim.
Pietraszewski utrzymywał bliskie kontakty z polskim światem naukowym, a przede wszystkim z Joachimem Lelewelem. Był on członkiem polskich i zagranicznych towarzystw naukowych. Wprawdzie opinie o wartości niektórych z jego prac naukowych były kontrowersyjne, ale wszystkie encyklopedie uznają go za jednego ze znakomitszych przedstawicieli polskiej orientalistyki.

Źródło: “Biskupiec dzieje miasta i powiatu”, Wyd. Pojezierze, Olsztyn – 1969 r.

Oto jak opisuje jego osobę i dzieje jego odkrycia przyjaciel, orientalista Antoni Muchliński:

IGNACY PIETRASZEWSKI.

(Odbitek z Kurjera Wileń.).

…” On to pobierał początkowe nauki w Litwie, a potem w jej głównej szkole, — on to pokochał namiętnie lubą naszą krainę, on to bez ustanku marzył o najpożądańszem dla siebie szczęściu wypocząć na schyłku dni swoich pod rodzinną palmą, brzózką czy wierzbą błoń litewskich i wędrownicze swe kości złożyć u podnóżka sosenki, tego litewskiego cyprysu. Ciężki zaiste i twardy był żywot jego, od samej kolebki, ale twardą i silnie zahartowaną też była dusza jego i wola. Urodzony w r. 1799 w księstwie Warmińskiem Prus królewskich, spotkał w samym zarodku życia niedostatek w domu rodziców, którzy poczciwą pracą zaledwie mogli wyżywić liczne swe potomstwo, ale, dzięki Opatrzności, zaświeciła mu w dzieciństwie już gwiazdka weselsza, gwiazdka nadziei. Sprowadzonym został do Litwy; gdzie dwaj jego zacni wujowie, Faustyn i Feliks Ciecierscy, sprawowali najwyższe godności w zakonie kaznodziejskim prowincji litewskiej, a których imiona dotychczas wymawiają się z należną czcią dla wielkich ich poświęceń, cierpień i szlachetnych uczuć dla kraju. Pod osłoną tych czcigodnych i dostojnych mężów, uczęszczał on do kwitnącego podówczas gimnazjum dominikańskiego w Grodnie, a po skończeniu tam nauk przeniósł się do Wilna, gdzie zapisał się na wydział literacki w uniwersytecie. W owym czasie na tym wydziale była ustanowiona dodatkowa katedra języków wschodnich i poruczona Münichowi, professorowi literatury starożytnej, a który posiadał li tylko początkową znajomość języków arabskiego i perskiego, przeto i wykład jego ograniczył się do czytania i prawideł grammatyki tych języków. Umysł młodzieńczy Pietraszewskiego skwapliwie rzucił się do tej nowej gałęzi wiedzy zachęcony przykładem professora Sękowskiego, którzy świeżo wróciwszy ze wschodu, objął przed kilku laty katedrę języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim i w tym właśnie czasie ogłosił dzieło “Collectanea z dziejopisów tureckich rzeczy do historji polskiej służących, 2 tomy, Warszawa 1824 r.” przyjęte z zapałem przez uczonych, jako dzieło dostarczające nowych materjałów, dotąd prawie nietkniętych przez nikogo, do dziejów ojczystych. Lecz u Professora Municha nie wiele czego można było nauczyć się, inaczej umiał doradzić sobie nasz zapalony zwolennik mów azjatyckich, zamyślił udać się do Petersburga, gdzie Sękowski, wielostronną swą nauką i znakomitym talentem wykładu, umiał w uniwersytecie ułatwić i ożywić suche a żmudne uczenie się tych języków i krom tego znajdował się w stolicy osobny instytut języków wschodnich przy departamencie azjatyckim, w ministerjum spraw zagranicznych, a w którym prof. Szarmua z niepospolitym pożytkiem wykładał język peruki, mając do pomocy bieglejszego od siebie w praktycznem użyciu prof. Mirzę Dżafara Tobczybaszewa, dziś rzeczywistego radcę stanu i professora w tymże instytucie, znanego u nas z przekładu kilku sonetów Mickiewicza na wiersz perski. Zebrawszy zatem nader szczupły zapasik z dawania lekcij języka niemieckiego dla kleru dominikańskiego przy klasztorze ś. Ducha, a Wystarczający z biedą na kilkomiesięczne przeżycie, przyjechał w r. 1829 z najszlachetniejszym celem do Petersburga. Tu, zrządzeniem wyższem, znalazł w klasztorze Dominikańskim kilku znajomych i życzliwych mu kapłanów, co rozpoczynając wtedy święty swój zawód, umieli już pozyskać współczucie i względy, a w dalszym czasie najpiękniej, wywiązać się z wysokiego stanowiska chwalebnego swego powołania. Ci najprzód podali Pietraszewskiemu opiekuńczą rękę, karmili błogie jego nadzieje i zjednali dlań przychylność kilku możnych osób, wpływem których niebawem przyjęty został stypendzistą Cesarskim w uniwersytecie. Ale czyż godzi się zataić imiona tych jego dobroczyńców, jak i on sam ich nazywał? Rodacy nasi w stolicy łatwo je odgadną, bo któż tutaj nie pamięta ś. p. Klemensa Majłowicza, którego mowa płynęła z serca, a serce było wylane na ukojenie cierpień i nędzy bliźnich, lub któż nie zna czynów gorliwości, poświęceń ludzkości naszego Wincentego z Pauli, ks. Dominika Łukaszewicza? Żeby zaś bardziej utwierdzić zawód Pietraszewskiego, postarano się o przyjęcie go na służbę do ministerjum spraw wewnętrznych z przeniesieniem jego na stypędzistę do instytutu języków wschodnich (w r. 1830). W tej epoce szkoła ta składała się prawie z samych Litwinów i byłych uczniów uniwersytetu wileńskiego. P. Żaba August, dziś konsul w Erzerumie, tylko co ukończył instytut i był wysłany na wschód, p. Chodźko Aleksander, b. konsul w Persji a dziś professor literatury słowiańskiej w Collego de France kończył wówczas tamże nauki, a jednocześnie byli z Pietraszewskim, pp. Szpicnagiel Aleksander b. Konsul w Jaffie, Gut Edward b. sekretarz poselstwa w Persji, śp. Szemiot Antoni i ja: jednego tylko mieliśmy kolegę nie Litwina Popowa. Lubo lata Pietraszewskiego stawały na przeszkodzie w uczeniu się tak trudnych języków, pamięć też i pojętność jego wiele straciły już na łatwości przyswojenia ogromnego zapasu obcych wyrazów i wcielenia się w duch toku mów wschodu, tyle różniących się od europejskich, jednak praca żelazna a nie. zrażająca się Biczem i pilność przemogły te zawady: prócz (ego szczególne ku nam przywiązanie i poświęcenie się prof. Mirzy Dżafara Tobczybaszewa wpłynęły silnie i na postęp Pietraszewskiego, tak iż po trzech leciech pobytu w zakładzie, mógł już dość płynnie tłumaczyć się po persku i turecku. W końcu r. 1833 dla głębszego udoskonalenia się w języku Osmańskim zaliczony był do missji przy Porcie otomańskiej; mieszkaliśmy właśnie w Carogrodzie w jednymże domie Ormiańskim, najbliższym przeto byłem świadkiem jak mój towarzysz noce cale trawił

nad tyra językiem, i ażeby bliżej obeznać się z ludem i jego mową nieraz społem narażaliśmy życie swoje, zwłaszcza podczas postu Ramazanu, przemykając się ciemnemi i krętemi ulicami Stambułu, śród besztań a nierzadko i pocisków kamieni uliczników, aby, gdzieś na końcu miasta w kawiarni słyszeć słynnego meddacha, to jest opowiadacza powieści popularnych, dokąd zbierały się tysiące poważnych Osmanów, nęconych cynizmem, dowcipkowaniem i żarcikami z giaurów. W Konstantynopolu także zrodziło się w nim zamiłowanie do zbierania numizmatów muzułmańskich. Monety te, będąc starożytniejszemi od rękopismów arabskich, prócz świadectwa jakie nam dają o stanie sztuki, prostej zaiste jak ich obyczaje, są nieoszacowane dla filologji wschodu w ogóle, jako też w szczególności dla jej części dyplomatycznej, dla paleografji nade wszystko geografja, historja i chronologja mogą tam zbierać fakta wcale nieznane, pomniki wstrząśnień i wojen wewnętrznych i zewnętrznych, bytowania i wielkości miast niegdyś kwitnących, obszaru państw i granic muzułmańskich, stosunków panujących z władzami i handlowych z obcemi mocarstwami, i wiele innych kwestij statystycznych i politycznych. Wszystkie te zalety i korzyści numizmatyki wschodniej zachęcały go, czasu kilkoletniego pobytu jego na wschodzie, do powiększania z wielkim kosztem, narażaniem się przebiegłością i pracą zbioru swojego. Zapewne posady, coraz wyższe, jakie

on zajmował ca drodze dyplomatycznej w tym przeciągu urzędowania, a mianowicie drogomana (tłumacza) przy konsulacie w Jaffie (w roku 1835), sekretarza przy konsulacie w Tessalonice (w r. 1836), drogomana drugiego przy konsulacie jeneralnym w Aleksandrji (w r. 1837), i na koniec konsula w Jaffie porcie Jerozolimy (od r. 1838 do 1840), ułatwiały i mu środki wyszukiwania i nabycia tych pięknych skarbów przeszłości wschodu. Jakoż gabinet jego, pomiędzy zbiorami publicznemi i prywatnemi zajmował pierwsze miejsce, co poświadczył znakomity numizmatyk Fren, pochodnia przodkująca w tej gałęzi nauk; i inni orjentaliści niemieccy, którzy obejrzeli tę kollekcję na posiedzeniach filologicznych, w Dreznie w r. 1844, na które Pietraszewski był zaproszonym, mianowicie Olshausen, profesor języków wschodnich w Kiel (w Danji), który zrazu odkrył w niej najdawniejszy, ze znanych po dziś dzień, numizmat muzułmański. Stieckel, profesor uniwersytetu w Jenie, który znalazł, według jego wyrażenia cuda w dopełnieniach nawet tego muzeum, professorowie uniwersytetu berlińskiego Kohne i Petermann i professor w Halli Rudiger, którzy jednogłośnie powtarzali, że zbiór Pietraszewskiego jest nowym skarbcem dla Europy naukowej. Nie powtarzając tego, co sam Pietraszewski powiedział o nim w przedmowie do dzieła swego “Numi Motammedani” wydane go w Berlinie w r. 1843, a także rozbioru szczegółowego ogłoszone-

go z krytyką uczoną przez naszego ziomka p. Leopolda Sawaszkiewicza, znanego publicysty i historyka, pod tytułem: “Le Génie de l’Orient commenté par ses monumens monétaires; études historiques, numismatiques, politiques eteritiques, sur lé cabinet musulman dé M. Ignace Pietraszewski, par L. Sawaszkiewiez, Bruxelles 1846″ ia 8 stronic 220 i jedynaście tablic monet rzadszych, a które dzieło otrzymało pierwszą nagrodę akademji Belgijskiej, — dość wspomnieć, że kollekcja ta składała się z 2,683 monet, a z tych do tysiąca złotych. W dziele p. Szawaszkiewicza wyłożone są dzieje i samej kolekcji, dla dynastji Mameluków i Dżuszydów czyli chanów mongolskich złote hordy najkompletniejszej, oraz zalety onej i świadectwa o niej różnych numizmatyków. Nieporozumienia Pietraszewskiego z duchowieństwem greckiem Jerozolimy, wynikłe jak zdaje się, z gorliwości jego w obronie biednych pielgrzymce, rossyjskich, którzy często bywają wystawieni, według zeznania samych turystów Rossjan, na dowolne opłaty a nawet zdzierstwa i uciski, spowodowały odwołanie jego ze wschodu; w marcu 1840 r. rząd wezwał go do Petersburga i zaliczył do ministerjum spraw zagranicznych; ale Pietraszewski, mając zawsze większe zamiłowanie w życiu literackiem, niż w kłopotliwym i niewdzięcznym częstokroć zawodzie dyplomatycznym, którzy uśmiecha się bardziej dla osób z wyższej sfery towarzystwa, pragnął zająć katedrę w uniwersytecie; jakoż w r. 1842 poru-

czono mu wykład języka tureckiego w ówczesnej sekcji języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim i zajmował tę posadę do 1844 r. Odwykłemu od ciężkiego klimatu stolicy nie łatwo było z nim się zorientować, niebawem poczuł w sobie zarodek choroby wschodniej, co się zowie bouton d’Alep, z rodzaju trądu, napadającego wyłącznie na tych, co zamieszkali czas jakiś w Alepie, a kiedy nareszcie niemoc ta zaczęła gwałtownie się rozwijać na nodze, za radą lekarzy zmuszony został do wyjazdu za granicę, a stamtąd, po narodzie najsławniejszych doktorów Berlińskich, do wysłania prośby o uwolnienie go ze służby. W wodach zagranicznych otrzymał on znaczną ulgę; ale uprzątnąć chorobę niepodobna było, powstała zatem nieuleczoną na dalsze życie jego, niewywierając atoli, wpływem przyjaźniejszego klimatu, zgubnych skutków. Będąc urodzonym w Prusiech, wybrał sobie odtąd na pobyt stały Berlin, słynny z uniwersytetu i tylu uczonych we wszystkich umiejętnościach, i gdzie w professorze Petermanie znalazł wylanego dlań przyjaciela i przewodnika w naukowych pracach. W tymże roku otrzymał stopień doktora filozofji w uniwersytecie Halskim i znajdował się na posiedzeniach filologicznych w Dreźnie, gdzie kilkakrotnie przemawiał o numizmatyce wschodniej, i tamże wybrano go członkiem towarzystwa orjentalnego. które wtedy się zawiązało. Następnie w r. 1845 przedsięwziął wycieczki po Europie w celu sprzedania bogatego swego muzeum nu-

mizmatycznego, aby, ogołocony ze wszelkich zasobów pieniężnych zdołał zapewnić sobie środki do utrzymania się i niezależnie poświęcić się badaniom uczonym wyłącznie. A najprzód, będąc powodowanym uczuciem narodowości, co w nim przedewszystkiem górowało, pragnął aby skarbiec jego, ba skarbiec nauki, pozostał na ziemi ojczystej dla przyszłych pokoleń, u których zjawia się bez wątpienia umiejętni odgrzebacze przeszłości wschodu; ale na nieszczęście nic było w Poznańskiem, gdzie bawił blizko roku, ani w innych szczęściach kraju, mecenasa takiego, coby ofiarą, zaiste najlepiej użytą. przez nabycie tego zbioru, przyniosł na wieki chlubę imieniowi polskiemu i dla siebie samego. Wtedy już udał się do Londynu. Dyrektorowie. British museum, a szczególnie Vaux i Th. Burton, uczeni orjentaliści przy tem muzeum, i profesor Wilson, obejrzawszy i pilnie rozpatrzywszy nieoszacowany ten zbiór, natychmiast zaopinjowali potrzebę nabycia go dla Anglji. Lecz wsparcie pieniężne, jakie corocznie przeznacza się na ten zakład, było wówczas zupełnie wyczerpanem, rząd więc odłożył kupno do roku następnego, bez wyraźnego atoli z obu stron zobowiązania się. Na starania lorda Dudley Stuarta złożono go tymczasem w muzeum Brytańsikiem, pod uroczystą rękojmią, do jesieni 1846 r. i w ciągu tego dość ograniczonego terminu, pozostawał tamże gabinet naszego ziomka dla ubiegania się wszystkich muzeów europejskich o kupno jego. Wprawdzie, orjentalista polski, wiedząc, że zbiór jego jest jedynym, i że, gdy tego rodzaju pomniki znikają coraz bardziej na wschodzie, może zostać jedynym nazawsze, cenił go wysoko a przeto oznaczał szacunek może i wygórowany, dość że w Londynie nie było kupców i muzeum Brytańskie cóś zamilkło: doradzono mu jechać do Paryża dla spróbowania, czy rząd francuzki nie oświadczy chęci nabycia. Na tę podróż musiał zaciągnąć nieznaczną pożyczkę, na zastaw swego zbioru u jakiegoś nieszlachetnego bankiera Londynu, a kiedy omyliła go nadzieja i w Paryżu, do czego przyczyniły się bez wątpienia wypadki polityczne, które zaskoczyły Europę w r. 1846, nie był w stanie zwrócić pożyczki w terminie. Bankier wtedy postąpił z nim jak istny wandal, podstępnie sprzedał całkowitą kolekcję drogą licytacji, naprędce ogłoszonej na wagę kruszcu, tak że Pietraszewskiemu nic się z tego nie dostało. Nie chcemy tu powtarzać miotanych następnie oskarżeń na dyrektorów muzeum Brytańskiego, i wieści, nie wiemy czy uzasadnionej, że jakoby najlepsza część monet Pietraszewskiego tym sposobem przeszła do tego muzeum, gdyż nie mamy na to legalnych dowodów i nie czujemy się w prawie rzucać publicznie cienia nawet podejrzenia na państwo, słynące z wysokiej cywilizacji swych instytucij. Cokolwiek bądź, ta nieodżałowana strata wpłynęła nieszczęśliwem następstwem na dalsze jego prace naukowe, zwichnięte czy skutkiem źle pojętego przezeń patryotyzmu, czy też, prawdopodobniej, skutkiem niespożytego bolu, co moralnie dojmuje silniej od cierpień fizycznych, i częstokroć cechuje jakiemś czarnem piętnem dalszy żywot nieskalanego dotąd męża.

Szczęśliwy nad wyraz, kto oblokłszy się w pancerz hartu i wytrwałości zdoła walczyć z przeciwnościami i jeśli nie zetrzeć głowę smokowi niedoli, przynajmniej trzymać go na wodzy, aby wywalczyć sobie odwagę i ufność w przyszłości: takim był z tego względu nasz Pietraszewski — nie uległ on pod brzemieniem losu i niedostatku, nie przestał, choć nieraz mu dokuczała bieda, a to przez piętnaście lat następnych po katastrofie ze swym zbiorem, postępować w zawodzie raz sobie zakreślonym. Lecz taka jest własność prawie wszystkich pracowników nauki, tego to daru boskiego, że przewracając lemieszem znoju skibę wiedzy, umieją wyrobić, zaiste ciężko i w pocie czoła, przeświadczenie, iż pracują dla pożytku społeczności, służą sprawie ogólnej, i to właśnie przeświadczenie utrzymuje w nich życie, co oburącz z niedolą tak szybko się nurtuje u innych. Wróciwszy do Berlina, przyjęty został, jako Lector regius, do uniwersytetu tamecznego, dla wykładu w nim języków wschodnich a zwłaszcza tureckiego, z myłem nader honorarium, bo tylko trzechset talarów i począwszy od r. 1847, długi czas z tego głównie się utrzymywał. Oprócz tego zajmował się dawaniem prywatnych lekcij tych języków dla przedsiębiorących podróżować po Azji — on to bowiem jedynym był w Berlinie, co mógł być w tym przypadku pożytecznym. Po wydaniu pierwszego swego dzieła “Numi Mohammedani, w Berlinie 1843, towarzystwa numizmatyczne w Londynie i Berlinie zamianowały go takoż swym członkiem, a później został i członkiem akademii Jagielońskiej. Do ogłoszenia tej pracy przyłożył się książę B. Koczubej, któremu i poświęcił ją autor: jest to katalog jego zbioru, a że w nim dynastja Mameluków zajmuje pierwsze miejsce, przeto Pietraszewski, nie trzymając się porządku chronologji, zaczyna, z uwagi na ważność i rzadkość, od Mameluków, przed Ommjadami, którzy wyprzedzili tamtych dziesięcią przeszło wiekami. Fatymidy pojawiają się u niego w ósmym rzędzie po Mamelukach, nie tylko za Seldżukidami i Atabehami, lecz po dynastji czarno baraniej, która panowała pięciu wiekami później od Fatymidów. W nauce (jak słusznie mu zarzuca p. Sawaszkiewicz), co dostarcza źródeł dla dziejów, należy szanować starość i trzymać się z drobiazgową sumiennością przodkowania chronologicznego; nieład w tym względzie jest nie do przebaczenia. Atoli dzieło to składające się ze 139 stronic in 4-o i z piętnastu tablic, pozostanie na zawsze, z powodu mnóstwa tam nowości wschodnich, pomocniczem dla badań uczonych orjentalistow. Niebawem wystąpił on z dziełem polskiem: “Nowy przekład dziejopisów tureckich, dotyczących się historii polskiej. Tom 1-y Berlin 1846″ str. 214 in 8-o. Zaledwie ukazały się Coltectanea Sękowskiego, natychmiast obudziły one ogólne zajęcie, z przyczyny ważności przedmiotu i rozjaśnienia wielu szczegółów dziejów naszych, a obok tego i niechęć dla pisarza, za wykazaną przezeń ostro, nawet oczywistą potwarzą, wzgardę dla dziejopisów polskich, a przeciwnie zapału dla tureckich. Ozwały się w pismach perjodycznych poniekąd słuszne wyrzuty dla Sękowskiego. Kiedy Pietraszewski po raz pierwszy czytał to dzieło, zawrzała mu, jak sam mówi. krew w żyłach, na wykrzykniki tam nieprzychylne dla ojczyzny; to pobudziło go do uczenia się języków wschodnich, a w dalszym czasie do przedsięwzięcia nowego przekładu ustępów z dziejopisów tureckich, w Kollektaneach pomieszczonych. W przedmowie swojej, dość uszczypliwie napisanej przeciw Sękowskiemu, wyrokuje o nim z góry, że przekazał się niewiernym w swoim przekładzie, pozmieniał myśli tureckie, ponaciągał fałsze, przybrał obłudę, oszczerstwo barwą niby prawdy, i powtrącał nawet myśli własne w osobnych i obszernych okresach, dając takowe w dobrej wierze, za prawdziwe tureckie. Pierwszy tomik Pietraszewskiego zawiera nowy przekład trzech poselstw umieszczonych w dodatku do Kollektaneów i listu Sułtana Miurada III-go do Stefana Batorego 7, drobiazgową i zjadliwą krytyką na tłumaczenie Sękowskiego. Najwięcej błędów upatrzył on w poselstwie do Rossji Derwisz-Muhammedefendego; a które skądinąd mieści bardzo mało wiadomości o naszym kraju. Ale, jeżeli mamy

wyrzec prawdę; zarzuty Pietraszewskiego nie są wielkiej wagi: odnoszą się po części do znaczenia wyrazów; i rzadka prostują Sękowskiego; a gdzie on w istocie źle wyczytał tekst lub fałszywie wytłumaczył; pozostało tak i w nowym przekładzie; że: pomiędzy wielu tego rodzaju dowodami; wybierzmy tylko jeden z tegoż poselstwa. Derwisz-efendi w drodze do Petersburga, bawił jakiś czas w Kijowie — opuściwszy to miasto przybył do Kozłowca; a stąd trzeciego dnia stanął w Bochnie (Bochny u Pietraszewskiego), miasteczku handlowem. kędy się wielka liczba Greków osiedliła (Colletanea tom 2-i str. 292; u Pietraszewskiego str. 180); następnie udał się w dalszą drogę i na dniu jedynastym stanął w Tuhła czyli Tule. Obaj nie zauważali tego, że z Kijowa do Tuły nie jedzie się przez Bochnię czy Bochna: widoczna tu omyłka w nazwie, wynikła z przepisywania rękopismów i zamiast Bochnia, Bochny, należy Czytać Nieżyn, miasto powiatowe w gubernji Czernichowskiej, handlowe i zamieszkałe przez znaczną ludność grecką. Szkoda, że Pietraszewski nie zaczął od wyciągów z dziejopisów tureckich, znalazłby tym wiele do sprostowania, osobliwie w nazwiskach i imionach. W pierwszym tomie Kollektaneów (str. 205,216) pomieścił Sękowski nader ciekawe szczegóły o wyprawie na Polskę, w r. 1653, Islam-Gireja Chana Krymskiego, wyjęte z Naima-efendego; lecz imiona właściwe w tekście tureckim są przekształcone do takiego stopnia, że niepodobna ich

odgadnąć i tak pozostały w przekładzie polskim, albo są wypuszczone. Dziejopis turecki mówi, że król ze Lwowa wystąpił z całą armją przeciw kozakom i przybył pod ściany fortecy, zowiącej się Kart Konstantin t. j. do Starego konstantynowa (przymiotnik turecki kart znaczy stary); Sękowski nie umiał wyczytać tej nazwy, wypuścił ją i przetłumaczył “król wyszedłszy z Ilbadyna (Lwowa) ciągnie prosto do ziemi kozackiej.” Podobnego rodzaju opuszczenia powtarzają się u niego bardzo często, a skaleczone nazwy miasteczek i zamków Czaczeplik, Dimukie, Markoska, Dunko, Wisłatyn, Aryzad, Diszno, rzeki Syr i t. p. dałyby się łatwo sprostować i poprawić na Czaczanik, Demowka, Markowka, Zinkow, Husiatyn, Zborów, Wiszniowiec, Styr, jak równie imię pełnomocnika polskiego (a nie dowódcy jak u Sękowskiego) Kytłazyusz nie wypadłoby tak zostawić — czy nie będzie to Koryciński Koricius) lub któs podobny. Nie ulega wątpliwości, że Sękowski nie wszędzie jest wiernym i dokładnym w swych przekładach, i że jego krytyka naszych historyków jest przesadzoną, ale nie wypadało też Pietraszewskiemu z taką grozą nań rzucać się i razić go pociskami dorywczego częstokroć sądu. Za staraniem jednego z ziomków, nowy przekład poselstw tureckich, uprzednio był umieszczony cząstkowo w Przeglądzie Poznańskim, lecz obcięto mu poły tak kuso, zwłaszcza w objaśnieniach, że sam tłumacz zaledwo mógł poznać pracę swoją. Prócz tego w Przyjacielu ludu były drukowane ciekawe wyjątki z jego opisu podróży ośmioletniej wschodzie (XIII. 306,322, 346,350).

Przyswoiwszy sobie znajomość trzech mów, tak bogatych i rozległych, Azji, to jest języków arabskiego, perskiego i tureckiego, Pietraszewaki pałał szlachetną żądzą naukowego zawodu, bo ten zawód obiecywał mu środki dla całkowitego poświęcenia się ulubionym przezeń badaniom wschodu. Nieprzyjazny los inaczej zrządził: zamiast uniwersyteckiej katedry, do której był usposobionym, ziomek nasz rzucony, został na obszar działalności dyplomatycznej, do czego posiadał zasoby jedynie tylko w szczerych i prawych zasadach krwi swojej staropolskiej. Nie powiódł się mu ten zawód; tęsknił po katedrze —! kiedy ją utrzymał w uniwersytecie Berlińskim chociaż nadetatową, zdawało się, że orjentalista polski powracał do celu, o którym niegdyś marzył i dla którego, według wszelkiego prawdopodobieństwa, miał się urodzić. Ale tu właśnie zmienia się sfera pracy jego uczonej.

Uderzony nader blizkiem, a niezaprzeczonem, powinowactwem języka Zendzkiego ze słowiańskiemi, a mianowicie z polskim, poświęca się już nauce Zendawesty Zoroastra, czyli, jak on czytał, Zędaszty a jeszcze lepiej Zędawsty t. j. życiodawczej książki — im więcej ją zgłębia, im bliżej zajmuję się językiem Zendzkim, tem mocniej przekonywa się o najważniejszem dla dziejów polskich odkryciu, o użyteczności dla całej słowiańszczyzny. W skutek takiego przekonania wydaje on w r. 1857 w Berlinie dwa sposzyty Zendawesty z transkrypcją, tłumaczeniem na cztery języki; polski, niemiecki, francuzki i turecki i kommentarzem, pod tytułem: “Miano Słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendaweste a Zędaszta to jest życie dawcza książeczka Zoroastra” (drugi takiż tytuł po niemiecku), nie szczędząc ni pracy, ni wielkich kosztów, własnym nakładem, jedynie dla chluby świata Słowiańskiego i w ogólności dla dobra nauki. W ocenieniu tego dzieła, posługiwać się będziemy zdaniem z prawa głębokiego znawcy Sanskrytu i Zendu, naszego ziomka, p. Kajetana Koszowicza, profeasora literatury Sanskryckiej przy wydziale języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim. “Jako wydawca Zendawesty, sądzi on, Pietraszewski zdaje się mieć wiele wspólnego z drugim, dawno już zmarłym męczenikiem nauki Słowiańskiej, Walentym Skorochodem Majewskim. Przed 40-tu z górą laty, kiedy w całej Europie li tylko w Paryżu była katedra języka Sanskryckiego, kiedy nikt jeszcze nie podejrzałby najmniejszego powinowactwa Sanakrytu z językami Europy, Majewski pierwszy mową polską wyrzekł o tem powinowactwie i one udowodnił. Licz jakiż wzięło skutek pierwsze odkrycie zasad, któremi słusznie tyle się szczyci filologja porównawcza? oto, że Majewski był zmuszony szczupły swój fundusz obracać na drukowanie swych dzieł, przez nikogo nie czytanych, i że o nim dziś rzadki z rodaków, a za granicą może nikt nie wie.

W przedmowie do “Rozpraw o języku Samskrytskim (1816)” Majewski wołał: “nie żądam jak tylko zwrotu kosztów, pracę zaś i zabiegi z serca szanownym poświęcam współziomkom” koszta jednakowo się niewracały. Z gorzkiem uczuciem wołał on później: “straci autor, to nie będzie zbierał i pisał, a tem samem wiele zyska” (str. LXIV), a jednakże zbierał i pisał i przekazał dzieła swoje, ku uwielbieniu pamięci dostojnego męża, stuleciom przyszłości.

“Pietraszewski pierwszy wskazał niezaprzeczone nader blizkie powinowactwo Zendu z językami słowiańskiemi, a zwłaszcza z polskim. Uczeni sławiańscy pracę jego, pełną zamiłowania i poświęcenia się, pokryli milczeniem, zagraniczni zaś ozwali się o niej z szyderstwem i pogardą bez żadnych udowodnień. Gdyby znawcy Zendu, których tak mało dotychczas, wykazali sumiennie uchybienia naszego uczonego, niezawodnie by skorzystał on z uwag bezstronnych, i wartość pracy jego, bez wątpienia, nabyłaby wyższego znaczenia (łacniej zaiste przesądzać i szydzić jak sememu cóś utworzyć); widząc zaś jedyną złośliwość w swych sędziach, on zrobił co winien był zrobić, nie przestawał poświęcać zdrowia swego i lichego mienią dla nauki słowiańszczyzny, na złość swym przeciwnikom. Przy mnóstwie rzeczywistych uchybień w badaniach nad językiem, którego dotąd nie posiadamy jeszcze ani grammatyki ani słownika, uchybień, które na nicby się przydało tu wytykać, Pietraszewski nawet i tem dziełem swojem jaśnieje, jako pierwszy co za Słowian wyrzekł nieznany u nas pewnik o bliskiem powinowactwie języka Zendu ze słowiańskiemi, i nawet w bliższym stopniu, niż jest z nimi spokrewniony Sanskryt, o czem pierwszy zawyrokował przed 40-tą laty, jakiem wzmiankował, nasz uczony Majewski, i co przez spółczesną filologją ostatecznie jest udowodnionem. Kwestje, wykryte przez naszych pracowników, nie pozostaną bez wywarcia dobroczynnego wpływu nie tylko na filologiczne, ale i na historyczne badania, a zatem na cały ogół powszechnej oświaty.”Przysyłając mi dwa sposzyty Zędaszty,”cuda istotnie odkryłem, pisał mi (20 marca 1857 r.) za Bożą pomocą, kiedy się wczytasz, sam oddasz mi sprawiedliwość, i tym że duchem zachwycenia owionionym będziesz. Historyk nasz Joachim owo co mi pisze: nie gniewaj się że milczę, nie odpisuję na twe dzieło dosłane i listy, bo recenzję doń piszę, rzucam, i znowu piszę, bo ni liter ni jakiegokolwiek bądź dzieła na świecie nie znam, coby mi na oparcie dłużyć mogło, twe dzieło pierwiastkiem niechybnym, emigracją niezawodną której odkrycia przez cały mój wiek wyglądałem, o czemużem cie młodszy, bo jutro 71 lat kończę, abym się doczekał czytać i ostatni twój sposzyt, niech cię  Bóg błogosławi z mozolną a miłą, ojczystą twą pracą!” Dzieło, za które oczekiwał on wdzięczności nie tylko od ziomków, ale od całego świata Słowiańskiego, zniechęciło ku niemu władze uniwersytetu i pozbawiło go nawet bardzo umiarkowanego wsparcia, jakie pobierał w uniwersytecie. W liście 26-go grudnia 1858 gorzko się mnie żali na tę niesprawiedliwość, jaki wzięła skutek Zędeszta! wzgardzili, odrzucili ją Słowianie, poczytali autora za dziwaka! Biada mnie, że właśnie Sławianie dziś jeszcze zbyt leniwi, przeczą nie własnemi głosami a niemieckiemi, na ich katedrach osiadłerni, mojemu odkryciu, rękawica rzucona tomem pierwszym; patrz co odpowiedział ministrowi urzędowie professor Bopp, mój kollega w uniwersytecie, na katedrze języka Sanskryckiego “ja nieznam Zendzkiego”! a tymczasem w akademji nauk, śród swych kollegów, “to nic nie warto” odpowiedział. Nie uwierzysz jak mi serce boli za upadek prawdy i cierpienie autora! Towarzystwo języków wschodnich, w r. 1845 w Dreźnie zawiązane, pod moją ręką, przystało kilku członków do ministra oświecenia (zaćmienia aby mię odepchnął ze służby i zarazem przeciął mi sposób wydania drugiego tomu Zędaszty, która jest policzkiem dla nich i on ich wysłuchał, zepchnął mię już od roku i już od roku głodem mrę. Myślę wracać na wschód, ale jak i o czem? droga doń wiele kosztuje, a jabym się na koszta nie zdobył, sprzedawszy nawet za bezcen drogą memu sercu bibljotekę. Boże opatrz środki!” W następnym liście, 14-go marca 1859 r. podaje. “Biada Zędaszcie mojej, niemylnej, od krycie nazwy Sławiaństwa udowadniającej! Biada i mnie, bom się jak rak wyszeptał ze złota, i ani kroku dalej pójść niemogę! biada grammatyce Zędzkiej, jest to czysty obraz grammatyki polsko-rusko-serbsko-czeskiej, do serca Słowian czysto przemawiającej! i słownictwu ze źródłami słów słowiańskich wypracowanemu, już skończonemu! biada oraz tomowi drugiemu tego dzieła, wszystko to leży w skryptach bez ceny, a ja nań patrzę jak kozioł na wodę, bo nie pojmuję ducha Słowian, chociaż w tak ważnem odkryciu dla słowiaństwa tylko, dla 80 miljonów naszej ludności, li w Europie! Na prawdę, ja nie pojmuję Słowian uczucia w ich własnej, a najważniejszej im sprawie, bo ja, jak owa kropla, kluję i kluję skałę, aby się z niej wydobyć, ją przebić”! Szczególniejsza to rzecz, professor, który z chlubą i pożytkiem z katedry uniwersytetu wykładał język perski czy turecki, poniósł stratę w katedrze tych języków za napisanie dzieła w przedmiocie całkiem od jego prelekcij odrębnym! W takiej rozpaczy, wielce pocieszył go wspaniałomyślny Butieniew b. poseł przy porcie otomańskiej, czy pamiętasz go? pisze Pietraszewski 8-go września 1859 r. on mię tu przyjął jako ojciec prawdziwy, on się dziś cieszy jak swemi dziećmi, mężami dzisiaj, co z pod ręki jego wyszli. On przyjąwszy do rąk tom pierwszy, uradował się mocno i oświadczył że to rzecz godna, ten język aby go rozkrzewiać w kraju, on mi życzył powrócić do Rossji i starać się o katedrę języka Zędzkiego, o czem on u ministra porobi kroki.” Pragnął tego z duszy i Pietraszewski ale jak wiadomo, brak summy etatowej stawał na przeszkodzie. Pośród dolegliwych, utrapień, los powołał go znowu na wschód. Rząd Pruski okazał się dlań wspaniałomyślniejszym i lepiej oceniającym naukę jego, jak uniwersytet, którego był członkiem. “Bóg wszechmocny, słowa z listu, pisanego 2-go stycznia 1860 r. dał mi wpaść na stare, lecz czerstwe lata, na pierwszą moją karjerę. Naznaczony jestem pierwszym drogomanem przy poselstwie Pruskiem do Persji, do Teheranu; ale ja ciągiem myślę o mojem dziele. Orjentaliści z Bombay, Londynu, Paryża i Niemiec, mozoląc się od 200 lat nad przetłumaczeniem Zendawesty, Awesty, Zędawesty; nic znając i nie rozumiejąc brzemienia słowiańskiego nadali mu tok liturgiczny, bałwochwalczy, znamienując wszystkie słowa polskie jako boginie i bożków. O jakże Bóg miłosierny. On mi dziś wszystkie trudy wynagradza. W Persji żyć spkojnie, chwalić Boga, i dalej pracować nad mojem dziełem będę: tam może i grammatykę Zędską wydrukuję, bo Teheran już ma drukarnię. 5-go lutego wyjeżdżam do Triestu, skąd 11-go dalej parostatkiem do Aten, Syry, i do Stambułu, nam doskonale znajomego, co tam pamiątek i przypomnień! Ostatnie nader zajmująco jego pismo, a pełne już nadziei i uroku otrzymałem właśnie z Teheranu z d. 4 czerwca, 1860 r. “Otoż odzywa się do mnie, siedzę od miesiąca w stolicy Persów, pierwszych ludów świata, w stolicy prapradziadów rodu słowiańskiego, ich język spotykałem w aułach ruskich, w prowincji Azerbejdżańskiej. Djalekta zaś Perskie, jako to Mazandaranu i Farsystanu brzmią do tyla po zędsku przy słowach czysto słowiańskich że mieszkańcy odległych prowincij i miast różnych, już się nie rozumieją po persku; więc azerbejdżańsko-tureckim językiem rozmawiają. Jeśliby człowiek miał więcej zasobów do podróży i wydatku na książki, wieleby tu można odkryć dla literatury Słowiańskiej. Poznałem się z Gebrami: jest to lud prosty lecz poczciwy nad podziw, ich mowa jest czysto Zędska więc powszechna, trzymają się oni czysto praw Zoroastra; ale pisma jego nie znają, do tyla bowiem ignorantyzm wkradł się pod ich strzechę rodu niegdyś czystego. Z powodu zaniedbania języka Zędzkiego, który się plugawił na wschodzie różnemi tłumaczeniami, tak jak w Europie rożnem małpowaniem; oni do dziś dnia nie składają na cmentarzu trupów, ale wybrawszy górę, niezmiernie wysoką kładą tam ciała martwych na nastwęptastwa, potem zaś nagie a suche kości do głębokiej, na owej górze wykopanej studni zrzucają. Wyziewy ciał ludzkich, mówią oni, szkodzić zdrowiu nie mają. Kiedym położył przed ich oczy Zędasztę, lepiej Zędawastę, życie dawającą księgę, to z nabożeństwem ją przyjęli; czytali jak mogli, i oświadczyli, pomódz drukować tom drugi, a pierwszy na język perski przełożyć,— zobaczemy. Z radością czytałem twej pracy chrestomatję w Bibliotece Szacha, niech cię Bóg błogosławi w dobrych twych pracach.” Los się uśmiechnął naszemu uczonemu badaczowi przeszłości wschodu, lecz nie na długo, w wycieczce bowiem naukowej, przedsięwziętej przez członków poselstwa pruskiego do Szyrazu w połowie listopada) zachorował wspólnie ze wszystkiemi osobami poselstwa na gorączkę, grasującą wyłącznie w tym roku w Persji i Szyrazem; zaskoczony nielitościwie w nowych swych poszukiwaniach z zapałem przezeń rozpoczętych, w dali od kraju, który tak kochał i od przyjaciół, którzy go tak kochali, dokonawszy z Bogiem i w Bogu, poczciwie, szlachetnie, bogobojnie chwalebne swe powołanie, na tej ziemicy niedoli i odczarowań.

A. Muchliński.

Pozwolono drukować, z obowiązkiem złożenia w komitecie cenzury prawem przepisanej liczby egzemplarzy. Wilno, d. 20 Stycznia 1861 r. Cenzor, Paweł Kukolnik.

W drukarni A. H. Kirkora.

Autor: OGRODZIŃSKI Władysław
Tytuł: Ignacy Pietraszewski. Uczony “Warmijczyk”. W 90 rocznicę zgonu
Miejsce wydania: Olsztyn
Data wydania: 1960
Wydawnictwo: POJEZIERZE
Format: 20,5 cm
Strony: 28
Ilustracje: ilustr.
Mapy:
Oprawa: okł. oryg.

Wszystkim, którzy  wątpią w WIARĘ Przyrodzoną Słowian – jej odwieczność, sens i jej wieczystość, w skuteczność jej Strażników i istnienie Świątyni Światła,  gratuluję dobrego samopoczucia i życzę dalszych sukcesów w zgłębianiu Rzeczywistości w zgodzie z tzw ateizmem lub z tzw religią.

I to by było na tyle

CB

Uzupełnienie niezbędne

– włączam w artykuł link od Jacka do jedynego polskiego tłumaczenia Awesty – wykonanego przez  Ignacego Pietraszewskiego – ponad 150 lat temu – udostępniono publicznie w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej w Poznaniu:

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=108962&from=latest

 

http://bialczynski.wordpress.com/2012/06/10/walenty-skorochod-majewski-1764-1835-straznik-wiary-wykpiony-odkrywca-zwiazku-jezyka-polslkiego-i-sanskrytu/

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/09/zwiazki-jogi-z-kultura-dawnych-slowian/

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/12/od-indoeuropejczykow-do-polakow/

Piąta najstarsza znana zaginiona cywilizacja świata starożytnego :
GONUR nad Morgłębą ( dziś Turkiestan ) – Stara Koliba Zerywanów ( haplogrupy R1a1a ) sprzed ponad 6500 lat . Odkrywanie tajemnic Gonur Depe ( Turkmenistan ).
Polak Kirgiz dwa bratanki ?
:

https://slowianin.wordpress.com/2012/06/16/gonur/

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: