Strona główna > Edukacja, Ezoteryka, Historia, Kultura, Nauka, Polityka, Religia, Uncategorized, Wiadomości, Świat > ZŁUDNA MAGIA CYFR – Rozmowa z prof. Aleksandrem Krawczukiem / Aleksander Krawczuk o poganach / Komentarz : Andrzej Szubert

ZŁUDNA MAGIA CYFR – Rozmowa z prof. Aleksandrem Krawczukiem / Aleksander Krawczuk o poganach / Komentarz : Andrzej Szubert

Poniższy wywiad jest bardzo ciekawy z uwagi na zbliżający się koniec roku 2012 i związaną z tym propagandę tzw. „końca świata”, mającą głównie na celu usprawiedliwienie planowanego „kryzysu” (czyt. złodziejstwa i kradzieży naszych pieniędzy przez międzynarodowych banksterów) w przyszłym roku. I choć artykuł ten dotyczy analizy i oceny wydarzeń związanych z rokiem 2000, to niewiele stracił na aktualności!
Warto by zapoznać się z tym tekstem oraz uczulić i przestrzec ludzi przed kolejną już – po roku 2000, próbą oszustwa i wyciągnięcia od ludzi pieniędzy… Słowianin

Komentarz Andrzeja Szuberta ” Opolczyka ” : No cóż, ja także obawiam się, że banksterzy psychozę „końca świata” wykorzystają do jakiegoś kolejnego podstępu, a być może nawet do wywołania większej wojny. Przy czym zakładam wręcz, że wielu idiotów przyjęłoby to ze swoistą satysfakcją stwierdzając, że jednak się nie mylili i kalendarz Majów mówił prawdę.
Banksterzy coś szykują. To nie ulega wątpliwości. Ciekawi mnie jedynie, czy wygra frakcja zwolenników stopniowej, czy frakcja gwałtownej depopulacji.
W każdym razie dobijanie gospodarek idzie pełną parą i katastrofalny kryzys ekonomiczny – ten wymarzony przez Rockefellera odpowiednio wielki kryzys – nadciąga dużymi krokami.
Z posiadanej przeze mnie wiedzy wynika, że banksterzy planują nawet zainscenizowanie ataku kosmitów na Ziemię. I wtedy ogłoszą to rzeczywiście globalnym zagrożeniem, któremu przeciwstawić może się jedynie globalny rząd posiadające odpowiednie kompetencje. Do realizacji tego giga-oszustwa potrzebują jednak banksterzy przejęcia pełnej kontroli nad Rosją i Chinami. Bo cóż z tego, że NATO ogłosi atak kosmitów, jeśli rosyjskie media stwierdzą, że to fikcja i inscenizacja.

 

ZŁUDNA MAGIA CYFR – Rozmowa z prof. Aleksandrem Krawczukiem

 
„Im szybszy rozwój techniki, tym większe niebezpieczeństwo, że do władzy może dojść polityk o poglądach z epoki głębokiego średniowiecza”
nullProf. ALEKSANDER KRAWCZUK – historyk i pisarz, wielki propagator wiedzy o antyku, profesor w Katedrze Historii Starożytnej Uniwersytetu Jagiellońskiego; w latach 1986-1989 minister kultury i sztuki. Autor licznych książek popularyzujących historię starożytnej Grecji i Rzymu, takich jak „Cesarz August”, „Konstantyn Wielki”, „Poczet cesarzy rzymskich”, „Poczet cesarzy bizantyjskich”.

„Dzisiejszy chrześcijanin w naszym kraju chętnie pójdzie 500 kilometrów w pielgrzymce, ale ze swoim wrogiem nie zrobi ani kroku, bo sprawiedliwości musi stać się zadość i z takim draniem mu nie po drodze!”

 
  Cały świat szalał z powodu nadejścia 2000 roku. A czym ta noc sylwestrowa była dla pana profesora, historyka epoki antyku, który na dzieje ludzkości patrzy z wielkiego dystansu?

  – Niczym szczególnym i myślę, że fascynacja naszego świata zmianą daty powinna teraz być przedmiotem badań socjologów, psychologów, historyków myśli. Ludzie pragną, aby istniały jakieś daty przełomowe, gdyż z tym wiążą się różnego rodzaju nadzieje i lęki. Szaleństwa ostatniej nocy sylwestrowej nie miały w sobie nic racjonalnego. Świat chciał być oszukany i to się stało. Mieszkańcy całego naszego globu ulegli psychozie magii 2000 roku, jako daty przełomowej. Wartość nauki, w tym również historii, polega właśnie na tym, że poprzez pokazanie źródeł historycznych możemy uwolnić się od często różnych bzdurnych wyobrażeń.

  Nie każdy ma przecież szansę przeżycia rocznicy drugiego milenium. Imperium Rzymskie, którym się pan profesor zajmuje, nie przetrwało dwóch tysięcy lat?

  – W połowie III wieku n.e., za panowania cesarza Filipa Araba, obchodzone było pierwsze i ostatnie święto tysiąclecia Rzymu, ale było to to święto wolne od strachów, jakie my ostatnio przeżywaliśmy. W czasach starożytnych ludzie bali się różnych rzeczy, zaćmień słońca, księżyca, potopu, trzęsienia ziemi, ale nie bali się nastania nowych czasów, gdyż to wiązało się z ich stosunkiem do historii. Dla nich czas dostatku już był, najlepiej żyło się w Złotym Wieku i wszystko, co nastąpi, nic lepszego nie przyniesie. My dzisiaj uważamy, że człowiek może kierować wydarzeniami, zmieniać ustroje, uszczęśliwiać ludzi swoimi teoriami. Tymczasem Rzymianie mieli bardzo obojętne podejście do historii. Wszystko, co ma być, to i tak będzie, niezależnie od ludzkiego wysiłku. Inne mieli też podejście do kwestii dat. W życiu codziennym nie numerowano lat, zaczynając od jakiejś daty. Mówiono tylko, że to i tamto stało się, gdy konsulami byli ci i ci, lub cesarzem był ten i ten. Dzięki temu nie ulegali magii cyfr. Tylko w księgach uczonych pojawiały się daty liczone od roku 753 p.n.e., czyli od założenia Rzymu. Rzymianie dzielili historię na okresy uzasadnione konkretnymi faktami. A czy my dzisiaj też nie posługujemy się pojęciami dotyczącymi pewnych epok, mówiąc że to było „za czasów Gomułki”, a tamto stało się „za wczesnego Gierka”? Na przykład dla mnie, jako historyka, wiek XIX to powinny być lata 1815-1914, a wiek XX to okres od 1914 do 1989 roku. Tymczasem my jesteśmy zafascynowani numerologią.

  Rzym upadł, a chrześcijaństwo dotrwało do dwutysiącznego roku i świętujemy go, licząc od narodzenia Chrystusa.

  – Okrągła rocznica urodzin Chrystusa minęła już co najmniej kilka lat temu i od dawna wszyscy historycy wiedzą, że w VI wieku popełniono błąd. Ze względów technicznych nie można tej pomyłki już naprawić i z tym błędem musimy żyć. Nie można przecież przeliczyć całej historii, cofając ją od 4 roku p.n.e., gdyż wtedy mielibyśmy dzisiaj rok 2004. A stało się tak, gdyż pierwsi chrześcijanie przez całe wieki nie badali, kiedy się Chrystus narodził. Dla chrześcijaństwa antycznego najważniejszym świętem był dzień Zmartwychwstania Pańskiego, w którym tkwiła istota wiary. Wiedziano, że urodził się za panowania cesarza Augusta, gdy żył jeszcze król Herod i to im zupełnie wystarczało. Dzisiaj wiemy, że Chrystus urodził się w roku 4 p.n.e., a może nawet kilka lat wcześniej…

  Zresztą dzień narodzin Chrystusa, 25 grudnia, też jest przez historyków kwestionowany?

  – To zupełnie pewne, że nie mógł przyjść na świat z końcem grudnia, choćby ze względu na obecność pasterzy, którzy w okresie zimowym również w tamtejszym klimacie nie wypasają swoich owiec. Dopiero w IV wieku chrześcijanie próbowali znaleźć odpowiedni dzień w kalendarzu dla świąt Bożego Narodzenia. Podjęli bardzo słuszny wybór, ustalając to święto na dzień 25 grudnia, gdyż jest to data przesilenia zimowego, od której dnia zaczyna przybywać. A poza tym 25 grudnia Rzymianie obchodzili dzień Słońca Zwycięskiego. Było to wielkie święto dla wyznawców Mitry. Równocześnie chrześcijanie też często identyfikowali Chrystusa ze słońcem. Poza tym pogańskie święto Słońca poprzedzone było radosnymi Saturnaliami, ludzie bawili się, obdarowywali się prezentami. Wybierając tę datę, chrześcijanom udało się schrystianizować to pogańskie święto. Atmosfera radosnych Saturnaliów też przeniosła się na nasz okres poprzedzający Boże Narodzenie. Dlatego też pod względem kalendarzowym, obyczajowym i religijnym cały czas kontynuujemy tradycje z czasów rzymskich.

  Również powitanie Nowego Roku?

  – Oczywiście. Od 153 roku p.n.e. w dniu 1 stycznia rzymscy konsulowie obejmowali swój urząd i dlatego od tego czasu jest to bardzo ważna data. Dla Rzymu Nowy Rok to nowa kadencja dwóch konsulów.

  Co jeszcze zawdzięczamy Rzymowi w naszej tradycji?

  – O, bardzo wiele. Na przykład to, że nie pracujemy w niedziele. Pamiętamy niedawną dyskusję w naszym Sejmie na temat otwarcia sklepów w niedziele i powoływanie się na tradycję chrześcijańską. Gdybym był w tej kadencji posłem, zapytałbym z sejmowej trybuny, gdzie w Starym czy Nowym Testamencie jest mowa o niedzieli jako dniu wolnym od pracy? Wszędzie mówi się o sobocie, jako siódmym dniu tygodnia, licząc od niedzieli. A zresztą Chrystus był bardzo tolerancyjny do kwestii pracy w tym dniu i, jak to zostało napisane w Ewangelii św. Mateusza, gdy faryzeusze donieśli mu, że jego uczniowie w tym dniu zbierają ziarna, powiedział: „Przecież sabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla sabatu”. Dopiero Konstantyn Wielki, około roku 330, czyli w IV wieku n.e., ustanowił na cześć Boga Słońca niedzielę jako dzień wolny od pracy, zastrzegając jednak, że jeżeli jest to konieczne, można wykonywać niezbędne prace na roli. Ustanowienie wolnych niedziel jest jednym z nielicznych edyktów rzymskich, które obowiązują do dnia dzisiejszego.

  Co jeszcze zawdzięczamy kulturze rzymskiej?

  – Choćby i to, że w kościołach katolickich mamy obrazy i figury. Dawni chrześcijanie nie mieli w swoich świątyniach ani obrazów, ani też rzeźb, gdyż stosowali się do II przykazania biblijnego, które zakazuje oddawania czci jakimkolwiek wyobrażeniom. Kościół dopiero w IV wieku, pod wpływem masowo nawracających się pogan, zaczął tolerować sztukę figuratywną i oddawanie jej czci, co zresztą było powodem wielu sprzeciwów. Pamiętamy chociażby o obrazoburcach w Bizancjum, którzy przez cały wiek niszczyli ikony jako wyraz pogańskiej sztuki. Dzisiaj w prawosławiu są wprawdzie obrazy, ale nie ma figur. Obrazów figuratywnych nie ma w krajach islamskich, u ortodoksyjnych Żydów, protestantów. Ponieważ zabrakło drugiego przykazania, aby było ich nadal dziesięć, podzielono sztucznie dziesiąte przykazanie i dzięki temu mamy dziewiąte – „Nie pożądaj żony bliźniego Twego” i dziesiąte – „Ani żadnej rzeczy, która jego jest”, chociaż stanowić to powinno jedną całość. Stąd też podróżując po świecie, zwłaszcza po krajach protestanckich, trzeba uważać na numerację przykazań, gdyż nie wszędzie poszczególne przykazania mają te same numery, co u nas. Zwolennicy swoistej interpretacji drugiego przykazania przez Kościół katolicki argumentują, że dzięki temu wspaniale rozwinęła się sztuka sakralna.

  Dlaczego tak bardzo interesuje się pan okresem wczesnego chrześcijaństwa?

  – Moim powołaniem jest uświadamianie, jak bardzo jesteśmy rzymscy i dzięki temu potrafimy lepiej zrozumieć chrześcijaństwo. Równocześnie bardzo pragnąłbym, aby współcześni mi ludzie, a szczególnie nasi politycy, którzy podają się za katolików, bardzo poważnie traktowali swoje chrześcijaństwo i zaczęli myśleć kategoriami pierwszych chrześcijan. Dzisiaj nasz polityk-katolik modli się – „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, po czym od siebie dodaje – „Ale sprawiedliwości musi stać się zadość!”, bo oko za oko, ząb za ząb. Natomiast chrześcijanin antyczny niczego już od siebie nie dodawał. Ja ci wybaczam, a wymierzenie sprawiedliwości zależy od Boga. Postępowano zgodnie z przykazaniem Chrystusa o „zasadzie drugiej mili”, o którym w żadnej współczesnej homilii nie słyszałem. Przecież Chrystus powiedział, że jeżeli ktoś cię przymusza, abyś szedł z nim jedną milę, idź z nim dwie, nie sprzeciwiaj się. Dzisiejszy chrześcijanin w naszym kraju chętnie pójdzie 500 kilometrów w pielgrzymce, ale ze swoim wrogiem nie zrobi ani kroku, bo sprawiedliwości musi stać się zadość i z takim draniem mu nie po drodze! Na tym właśnie polega różnica pomiędzy chrześcijaństwem obecnym a antycznym.

  Wróćmy jednak do 2000 roku. Dla pana profesora, jak zrozumiałem, to żadna ważna data. Ale czy, rzeczywiście, nie musimy się niczego obawiać w nowym tysiącleciu?

  – Jak już powiedziałem, problem roku 2000 nie leży w dacie. Sztucznie rozdmuchano psychozę nadejścia XXI wieku, gdyż był to znakomity biznes. Na euforii związanej z nowym tysiącleciem znakomicie zarobili organizatorzy zabaw, firmy turystyczne, komputerowe, kościoły. Cel został osiągnięty i na własne życzenie świat dał się oszukać i oszalał. Tymczasem poważny problem zmiany epok nie tkwi w numerologii, ale zupełnie gdzie indziej. Tragedią historii jest to, że w tym samym czasie na świecie żyją ludzie z różnych epok i dlatego jedni z drugimi nie mogą się porozumieć, inną mają mentalność, inną psychikę, inne kategorie myślenia i postrzegania. Jedni są już dawno w XXI wieku, a inni myślą jeszcze kategoriami głębokiego średniowiecza, a może nawet paleolitu. Dlatego też, przy tak szybkim rozwoju współczesnej techniki, stało się to niebezpieczne.

  Dlaczego?

  – Człowiek dysponujący łukiem lub kuszą niewiele mógł zrobić krzywdy innym, zabić jedną, dwie osoby. A co się stanie, gdy przy dostępnej obecnie technice wojennej do władzy dojdzie nie intelektualista mający poglądy odpowiadające trzeciemu tysiącleciu, ale człowiek o mentalności średniowiecznego fundamentalisty? Taki człowiek może jednego dnia dojść do wniosku, że należy wymordować wszystkich myślących lub kochających inaczej i to zrobi. Dlatego nie boję się nie mającej żadnego znaczenia zmiany daty, lecz tego, aby w XXI wieku o losach świata nie decydowali ludzie reprezentujący dawno minione czasy. Im szybszy rozwój nauki i techniki, tym zagrożenie to jest większe.

Rozmawiał: Leszek Konarski / 7 lutego 2000 / Źródło: Przegląd
 

Aleksander Krawczuk o poganach

 
  — Moim ulubionym cesarzem jest Marek Aureliusz. Jednak najbliższy jest mi Julian Apostata. Jest to wspaniała postać w historii Rzymu i jedna z najwspanialszych postaci w dziejach Europy. Imponuje mi on nie tylko ze względu na swój stosunek do religii, ale przede wszystkim ze względu na wspaniałe cechy charakteru. Proszę sobie wyobrazić młodego chłopaka, który kocha książki, spokojne życie uniwersyteckie i starą kulturę. Tak jak Krawczuk właśnie. I w pewnym momencie staje on przed zupełnie dla niego niepojętym zadaniem. Musi jechać z Aten do Galii i walczyć z Germanami. Zwycięży albo zginie. I ten człowiek postawiony w sytuacji rozpaczliwej sprawdza się. Dla mnie jest to coś wspaniałego. I jego stosunek do kultury, która była dla niego…religią. Słyszy pan, jak to ładnie brzmi — minister kultury czci człowieka, dla którego kultura była religią! On chciał ratować kulturę antyczną przed zalewem barbarzyństwa zewnętrznego i wewnętrznego. Tym barbarzyństwem wewnętrznym w owych czasach, niestety muszę to powiedzieć uczciwie, przez co narażę się wielu ludziom, było chrześcijaństwo. Cechowało się pogardą lub — w najlepszym wypadku — obojętnością dla dziedzictwa antycznego świata, które nierozerwalnie było związane z kultem bogów.

  — Pan jest wierzący?

  — Proszę pana, ten podział na wierzących i niewierzących jest po prostu bez sensu. Każdy normalny człowiek jest wierzący, bo wierzy w jakieś wartości, które niekoniecznie są uwarunkowane materialnie.
U nas niestety pokutuje bezsensowny podział na wierzących , którzy chodzą do kościoła i niewierzących, którzy są wstrzemięźliwi w tych poczynaniach. Natomiast gdyby pan zapytał mnie, czy ja jestem ateistą bądź marksistą , to w obu przypadkach bym zaprzeczył. I powiem panu coś, co wywoła uśmiech: ja jestem politeistą.
To znaczy, że wierzę w wielu bogów. No i powie pan: Krawczuk zwariował, bo tak się przejął starożytnością, że pewnie pali kadzidło przed Zeusem lub Afrodytą.
To dopiero poganin i grzesznik! Nie. To nie o to chodzi. Wszyscy, którzy są monoteistami wierzą w jednego, doskonałego Boga i zarazem, chcą czy nie chcą, muszą też wierzyć w jego przeciwieństwo, czyli esencję zła. W szatana. Z tej też przyczyny skłonni są dzielić wszystko, co na tym świecie się dzieje — dychotomicznie. Tu jasność, tam ciemność. Ja mam rację , ty jej nie masz, więc trzeba cię niszczyć. I stąd religie monoteistyczne są z reguły swej religiami nienawiści. I to jest zrozumiałe. Bo jeżeli ktoś nie jest po mojej stronie, to służy złu, diabłu i trzeba go wyplenić z korzeniami. Na co zresztą Pismo Święte daje szeroki przyzwolenie. Natomiast my, politeiści, jesteśmy sługami wielu bogów, którzy nie są doskonali. I stąd się biorą sympatyczne cechy politeistycznej religii — wyrozumiałość, łagodny sceptycyzm, naturalna tolerancja oraz pokora wobec ludzi i świata. My przede wszystkim jesteśmy otwarci, bo tak do końca nie jesteśmy pewni czy ten, czy tamten ma rację. Gdyby przybyli goście z kosmosu i chcieliby sklasyfikować ziemskie religie , to zastosowali by zapewne do tej klasyfikacji ewangeliczną zasadę: po owocach nie poznacie je. Oczywiście przedstawiciele wszystkich ziemskich religii uznaliby jedynie swoje za prawdziwe, doskonałe, dobroczynne, itd. Ale nasi goście z kosmosu na pewno by odrzucili te religie, które splamiły się krwią ludzką. Odrzuciliby chrześcijaństwo i islam. Natomiast zaakceptowaliby z tych wielkich religii jedynie jedną czystą — która nigdy nie skalała się krwią ludzką , prześladowaniami, inkwizycją, fanatyzmem, wojnami religijnymi — która ogarnia swoją miłością cały świat wszystkich istot żywych, czyli nie czyni przepaści nie tylko pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem, ale nawet roślinami. Tę religią, jak zapewne panu wiadomo, jest buddyzm. I co ciekawe, ten stary czysty buddyzm jest religią bez boga, a więc jakby religią ateistyczną. Czyli odpowiadając na pytanie, czy jestem wierzącym, mógłbym odpowiedzieć: tak, jestem wierzącym politeistą. Ale ja nie jestem buddystą, bo religia ta ma też swoje uwarunkowania historyczne i lokalne, które każą im raczej wyżej stawiać moich sympatycznych dawnych bogów. Pan uśmiecha się, bo dostrzega żartobliwą nutę w moich wypowiedziach.

  — Pokora jest jedną z najważniejszych potrzeb i wyzwań dnia dzisiejszego. Któż to jednak rozumie?

  — I tacy my byliśmy starożytni — pełni pokory. Podczas gdy na przykład wielkie religie są religiami pychy ludzkiej. Według nich cały kosmos został stworzony przez człowieka! Czy pan ogarnia bezmiar tej pychy? Ale tak to jest. Jest to pycha niewiarygodna.

  — Ale czy kosmos można ogarnąć?

  — Jednak te religie twierdzą, że wszystko, absolutnie wszystko zostało stworzone po to, żeby dusza moja czy pańska mogła zaistnieć i być zbawiona. Taki jest ich jedyny sens. Jest to taka pycha, że może nawet to prawda?

  — Czy w pańskiej wierze jest też miejsce dla słowiańskiego Światowida?

Dla Światowida i wszystkich dawnych kultów. Kulty antyczne, pogańskie, śródziemnomorskie i nasze słowiańskie — miały bardzo sympatyczną cechę, o której się zapomina — wszystkie były związane z przyrodą, z kultem przyrody. W wierzeniach tych występują święte gaje, każda gwiazda jest czymś żyjącym i wreszcie u nas, słowiańskich pogan, występują święte drzewa. I przychodzą pierwsze misje chrześcijańskie na nasze ziemie. Od czego zaczynają szerzenie swojej wiary? Od rąbania starych, świętych drzew, którymi poganie składali swoje ofiary. I tu, proszę pana, jest początek katastrofy ekologicznej. Śmieje się pan? Niech się pan śmieje ze starego Krawczuka. Ale ja udowodnię, jak moje racje są głęboko zakorzenione w Starym Testamencie. Tam na samym początku, słowami Boga jest powiedziane: „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Człowiek jest panem wszelkiego stworzenia, jest właścicielem i może robić z ziemią cokolwiek chce. Bo to jest jego, bo mu to Pan Bóg dał. Zupełnie inny był stosunek do ziemi naszych pobożnych pogan. Tak, pobożnych pogan. Można o nich przeczytać w tekstach greckich i rzymskich. Dla Rzymian i Greków chrześcijanie byli ateistami, bo nie uznawali bogów. Chrześcijanie mieli swojego Boga, który dla Rzymian i Greków był Bogiem obcym i chrześcijanin był ateistą, gdyż nie uznawał ich bogów.
Chrześcijaństwo przyniosło ze sobą władczy stosunek do świata. Stosunek pana, a nie współmieszkańca. Podczas gdy dla nas, jeszcze raz podkreślam, pobożnych pogan cały świat jest na równych prawach. I dlatego jestem politeistą.

Za: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1062

 

Komentarz Andrzeja Szuberta ” Opolczyka „

 
Krawczuk w kilku miejscach ma rację, ale o Rzymie wygaduje same głupoty.

Pełną rację ma Krawczuk co do nienawistnego charakteru religii monoteistycznych:

“Wszyscy, którzy są monoteistami wierzą w jednego, doskonałego Boga i zarazem, chcą czy nie chcą, muszą też wierzyć w jego przeciwieństwo, czyli esencję zła. W szatana. Z tej też przyczyny skłoni są dzielić wszystko, co na tym świecie się dzieje — dychotomicznie. Tu jasność, tam ciemność. Ja mam rację , ty jej nie masz, więc trzeba cię niszczyć. I stąd religie monoteistyczne są z reguły swej religiami nienawiści. I to jest zrozumiałe. Bo jeżeli ktoś nie jest po mojej stronie, to służy złu, diabłu i trzeba go wyplenić z korzeniami.”

Pełną rację ma on co do owego nieszczęsnego “czyńcie ziemię sobie poddaną”. Tylko, że Krawczuk to kolejny Polak szukający natchnienia i wzorców w imperialistycznym Rzymie zamiast na naszej Słowiańskiej Ziemi, pod świętymi dębami…

To Rzym – czego Krawczuk nie zauważa – sam był barbarzyński, choć nie-Rzymian nazywali Rzymianie barbarzyńcami.
Podboje, zniewalanie dziesiątków ludów i krain to była rzymska racja stanu. W tym w niczym Rzym nie różnił się od późniejszego katolicyzmu czy współczesnego żydo-globalizmu.
Sam kiedyś podziwiałem cesarza-filozofa, stoika Marka Aureliusza. Tylko co to za stoik który akceptuje rzymski imperializm, rzezie na arenach, niewolnictwo… A Apostata nie musiał być cesarzem (mógł korony nie przyjąć) ani jechać na wojnę do Galii. Zresztą, gdyby Galii Rzym nie podbił i nie zniewolił, Apostata nie musiałby tam w ogóle jechać.

To co robił Rzym w Europie, Azji i Afryce nie było niczym innym niż narzucaniem siłą i podbojami komu tylko można Pax Romana. Podbitych bezwzględnie eksploatowano łupieniem skarbów, podatkami i handlem wziętych do niewoli obrońców własnych krajów.
Czym się to różniło od tego, co później robili watykańscy jahwiści narzucając komu się dało Pax Catolica?
Tylko tym, że Rzym nie zmuszał nikogo do własnej religii. Ale zniewalał politycznie, mordował, uciskał i łupił jak jahwiści wieki po nim.

Krytyka nienawistności religii monoteistycznych przez Krawczuka jest jak najbardziej zasłużona.
Imperializm katolicki stał się wręcz ludobójczy. Ale i protestanci brali w chrześcijańskim ludobójstwie udział.
Ponadto protestantyzm, podobnie jak katolicyzm, w barbarzyński sposób traktował świętości podbijanych ludów.

Podam konkretny przykład takiego właśnie barbarzyństwa białych, głównie protestantów, w USA – oto co ta protestancka dzicz zrobiła ze świętymi Górami Czarnymi:

“Pomimo zagwarantowania przez rząd Stanów Zjednoczonych prawa Siuksów do Black Hills traktatami w Fort Laramie z lat 1851 i 1868 oraz wojen Indian Wielkich Równin w obronie ziem plemiennych w latach 60. i 70. XIX w., Góry Czarne stały się stopniowo obszarem amerykańskiego osadnictwa i eksploatacji przemysłowej, a ostatnio także – masowej turystyki.”
http://pl.wikipedia.org/wiki/Black_Hills

To samo, a nawet gorzej robiła biała chrześcijańska rasa z Aborygenami.

Ich świętą górę depczą buciorami turyści.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Uluru

Nie tylko to…

“Rządy Australii aż do połowy lat 60. XX wieku stosowały wobec Aborygenów politykę przymusowej asymilacji i dopiero wtedy wykreślono ich z oficjalnej Księgi Flory i Fauny (uznając ich za ludzi – stworzenia posiadające wolną wolę, zdolność logicznego myślenia oraz tzw. wyższą świadomość – i przyznając im prawa obywatelskie) …”
http://pl.wikipedia.org/wiki/Aborygeni_australijscy#Historia

Biała rasa z żydowskim łbem i otumaniona żydowskimi ideologiami/religiami to najgorsza plaga…

Rzym był nieco lepszy, ale tylko nieco lepszy. O czym minister kultury powinien wiedzieć. Podbite przez Rzym ludy czuły się często jak Polacy pod zaborami.
A pan Krawczuk wychwala zaborcę.

 
Teraz o wywiadzie profesora-ministra

Najbardziej denerwujące u niego jest dla mnie nazywanie obrzezanego cieśli „Chrystusem”. Skoro profesor nie jest jahwistą i jest miłośnikiem pogańskiego Rzymu – to dlaczego używa bzdurnej jahwistycznej terminologii. Jahwiści obwołali sobie Joszue „chrystusem” – i to jest ich sprawa. Niech się do ich obrzezanego „chrystusa” modlą. Tylko dlaczego nie-jahwista tego żyda tytułuje „Chrystusem”. Nie jest to sprawa wbrew pozorom błaha. Pokazuje ona do jakiego stopnia jahwizm zatruł umysły ludzi – miłośnik pogaństwa i Rzymu, profesor i minister kultury jak bezmyślny baran klepie za jahwistami „chrystus, chrystus, chrystus”…

Jest uproszczeniem stwierdzenie, że Rzym dał nam to czy tamto. W rzeczywistości nie Rzym, a żydo-chrześcijaństwo dało nam przywłaszczone przezeń od Rzymu niedzielę czy nowy rok 1 stycznia.
Rzym i tak skazany był na upadek. Imperium zbudowane na krwi, podbojach i niewolnictwie musiało upaść. Gdyby przed upadkiem nie przyjął Rzym żydo-chrześcijaństwa – nie mielibyśmy ani niedzieli, ani nowego roku 1 stycznia. Inną sprawą jest to, że nie mam nic przeciwko wolnej od pracy niedzieli. Lepiej świętujmy pogański dzień słońca niż żydowski szabat.
Nowy rok natomiast powinien wypadać – w moim przekonaniu 21 marca.
Jest to jeden jedyny w roku dzień, kiedy w południe słońce stoi prostopadle nad równikiem. A na naszej półkuli zaczyna się wiosna – czyli nowy roczny cykl. Arbitralne ustalenie nowego roku na 1 stycznia w związku z obejmowaniem urzędu przez konsulów było dobrym rozwiązaniem dla Rzymu, ale dla nas nie powinno to mieć żadnego znaczenia.
Dla mnie zresztą emocjonalnie zawsze rok zaczynał się wiosną. A nie 1 stycznia.
Natomiast z tego, że żydo-chrześcijaństwo od Rzymu przejęło rzeźby i obrazy – nie ma co Rzym być taki dumny. W Częstochowie nie byłoby czarnej żydówki-madonny. Od Rzymu przejęło też żydo-chrześcijaństwo „rzymską szubienicę” – co Rzymowi chluby nie przynosi.

Do okrągłych arbitralnych dat nie przywiązywałem nigdy wagi. Już b. dawno zauważyłem, że są one bzdurne. Skoro nie wiadomo, kiedy Joszue się urodził – to jak można liczyć czas od „jego urodzin”. A ponadto – co mnie jego urodziny obchodzą. Chińczycy mają inny kalendarz. Jahwiści muzułmanie też (u nich jest teraz coś ok 1400 rok). A u nas Słowian jest teraz rok 7520.

Przy czym profesor przeoczył jedną sprawę. Rok 2000 nie był początkiem nowego tysiąclecia. Był ostatnim rokiem drugiego tysiąclecia. Trzecie tysiąclecie zaczęło się wg. kalendarza obowiązującego na zjudaizowanym zachodzie 1 stycznia 2001 roku.

Nie wiem też, kogo ma na myśli profesor używając określenia „intelektualista mający poglądy odpowiadające trzeciemu tysiącleciu”.
Przecież intelektualiści byli prawie zawsze i prawie wszyscy na usługach rządzących. To intelektualiści wszystkich epok pracowali nad lepszą bronią dla ich władców. Robił to geniusz matematyki starożytnej Archimedes, robił to geniusz renesansu Leonardo da Vinci. Robili to genialni fizycy w XX wieku – budując bomby atomową, wodorową, neutronową.

Intelektualiści rozkochani w czczeniu i hołubieniu ich własnych rozumków i pomysłów to niebezpieczna kasta poprawiaczy i ulepszaczy Natury. Ja wolę już „prymitywnego dzikusa” niż jajogłowego intelektualistę.
U wielu plemion murzyńskich np. istniał w przeszłości zwyczaj zamykania kobiet i dzieci wszystkich walczących ze sobą plemion w otoczonej palisadą wiosce. Wojownicy mieli zakaz zbliżania się do takiej wioski na odległość głosu piejącego koguta. Wojownicy zabijali się więc nawzajem skolko ugodno, ale kobiety i dzieci obu stron były bezpieczne i nie cierpiały z powodu działań wojennych.
Dlaczego intelektualiści nie wymyślili czegoś podobnego w cywilizowanym świecie białego człowieka?

Zachwytu profesora nad Rzymem nie jestem w stanie zrozumieć. Z punktu widzenia garstki patrycjuszy była to piękna cywilizacja. Z punktu widzenia milionów podbitych nie-rzymian, mas niewolników pozbawionych jakichkolwiek praw i gladiatorów szlachtowanych ku uciesze motłochu Rzym aż taki wspaniały nie był.
 

ZOBACZ TEŻ :

Nieustający triumf mitologii żydowskiej ( z komentarzem Andrzeja Szuberta ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/22/nieustajacy-triumf-mitologii-zydowskiej/

Jestem głosicielem radosnej nowiny – Rozmowa z prof. Aleksandrem Krawczukiem : http://epafroditos.blogspot.com/2009/12/jestem-gosicielem-radosnej-nowiny.html

” Pogański ” duch Europy :
http://epafroditos.blogspot.com/2008/03/pogaski-duch-europy.html

Powrót do pogańskich korzeni … ( Andrzej Szubert o sobie ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/21/powrot-do-poganskich-korzeni/

Ojczysty Panteon i ojczyste spory :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Mitologia_słowiańska

Kategorie:Edukacja, Ezoteryka, Historia, Kultura, Nauka, Polityka, Religia, Uncategorized, Wiadomości, Świat Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
  1. Siwa
    2012-10-04 o 6:00 PM

    Z komentarzy na blogu Białczyńskiego , Opolczyka i
    coś jeszcze :

    ‚Ten mityczny przeskok 2012 to prawie już teraz. Z jednej strony dużo czytam w związku z tym tematem, a z drugiej idę rano do pracy i myślę o planach zawodowych na styczeń, luty, jakby nic nie miało się stać.’

    Bo też i nic się nie stanie. To znaczy zawsze jak się założy, że coś się ma stać w konkretnym dniu historycznego na świecie, to po fakcie coś tam się wynajdzie, co będzie można pod to z góry powzięte założenie podłożyć. Nie stanie się jednak nic takiego, co by można uznać za przełomowe, gdyby nie mieć tego założenia, że to powinien być ten dzień.
    Ciekawe to o tej podwójności i bardzo ludzkie przecież. Już dawno temu słynny filozof zadawał chrześcijanom pytanie czy wierzą naprawdę wskazując właśnie na ten rozdźwięk. Jak możesz grzeszyć, jeśli wierzysz w piekło dokładnie w takim samym sensie w jakim wierzysz w radary na drodze? Kiedy widzisz radar, zawsze zwalniasz. A kiedy słyszysz, że za ciupcianie bez ślubu nie idzie się do nieba to jednak ciupciasz, nie? No więc może w radary wierzysz jakoś inaczej a w niebo inaczej..?
    Z jednej strony czytanie o końcu świata, oczekiwanie, dyskusje, a z drugiej normalne snucie planów zawodowych, wydawniczych itd. Tak jest dlatego, że legenda o mającym nadejść końcu świata nie jest faktem, w który wierzymy w sensie dosłownym, tylko raczej pewnym sposobem wywoływania w sobie podniosłego nastroju, sposobem na to, by poczuć ekscytację, uwierzyć, że jest się depozytariuszem jakiejś wiedzy niedostępnej profanom. Kiedy ta przyjemność zostaje zaspokojona wraca się do codzienności.
    Z chrześcijanami jest podobnie. Oni w gruncie rzeczy nie mówią tego wszystkiego serio.
    Jest taka fajna książka gościa, który przez kilka lat przyłączał się do różnych grup religijnych czekających na koniec świata i obserwował proces. To znaczy narastanie napięcia, szczytowe napięcie w dniu X, to jak przeżywają, że się nic nie wydarzyło i co się później dzieje z taką grupą gdy się nic nie dzieje. No i wyodrębnił parę ciekawych prawidłowości. Jedna zaskakująca. Otóż grupa która doszła do dnia swojego końca świata i się go nie doczekała wcale się nie rozpada. Przeciwnie. Zaczyna wówczas bardziej intensywnie misjonować na zewnątrz. Im więcej znajdzie się ludzi gotowych uwierzyć, że pomyłka miała głębszy sens, tym lepsze uzasadnienie dla dalszego bycia w grupie i bardziej oddalone poczucie, że się wyszło na głupka. Dlatego niezrealizowany koniec świata dobrze takim grupom robi. Wzmacnia je, integruje, nasila misyjny zapał.. Świadkowie Jehowy już w powojennym okresie ćwiczyli to zdaje się trzy razy i po każdym coraz wychodzą bardziej pełni wiary.”

    „Poczynając od tego, że ludzie czekający na magiczne 20,12,2012 albo 12.12.2012 zupełnie ignorują fakt, że ten kalendarz, na którym opiera się ten zapis, wielokrotnie w ciągu ostatniego tysiąca lat zmieniano dodając dni i zmieniając numerację lat. Robili to kolejni papieże za pomocą edyktów na prośby ich matematyków, bo im się te kalendarze nie chciały dobrze astronomicznie domykać – więc nawet gdyby założyć, że wiadomo jaka była data początkowa tego kalendarza (a przecież jest całkowicie arbitralnie przyjęta) i gdyby założyć, że cyfry w systemie dziesiętnym pisane mają jakąśkolwiek moc, i gdyby założyć, że to właśnie ten kalendarz ma mieć tę moc, to i tak wciąż nie wiadomo, jaka jest ‚tak naprawdę’ ta data. Ten kalendarz się zmieniał.”

    „Z założenia podchodzę sceptycznie do przeróżnych ‚proroctw’, ‚przepowiedni’ czy dowolnych interpretacji kalendarza Majów.
    Tym bardziej, że jest on często wykorzystywany do siania paniki i nagłaśniania propagandy tzw. ‚końca świata’ w grudniu br.
    Często ta propaganda występuje w połączeniu z ‚Nibiru’.
    Ja o bredniach dotyczących ‚Nibiru’ pisałem jeden jedyny raz. Bzdurami się nie zajmuję:

    Czy istnieje rozumne życie w kosmosie? Albo sformułuję to pytanie bardziej bezpośrednio – czy istnieją obce, pozaziemskie cywilizacje?

    Rozpatrzmy to pytanie na podstawie dwóch konkurujących ze sobą poglądów – ewolucjonizmu i kreacjonizmu. Albo mówiąc inaczej – poglądu zwanego naukowym i poglądu religijnego o stworzeniu wszystkiego, w tym i życia, no i człowieka, przez Stwórcę.

    Nauka twierdzi, że życie powstało poprzez przypadkowe połączenia atomów w coraz to bardziej skomplikowane związki, aż do osiągnięcia przez nie formy materii ożywionej. A potem ewolucyjnie powstawały coraz wyższe formy życia, zwieńczone Homo sapiens’em.

    Ale w tym przypadku podobne procesy mogły, a wręcz musiały zachodzić na innych planetach, jeśli tylko warunki jako tako sprzyjały tam powstaniu życia.

    Wiemy, że nasza galaktyka zbudowana jest z setek miliardów gwiazd/słońc. Większość z nich jest podobna do naszego słońca. Wiemy, że w obserwowanej części kosmosu istnieją dziesiątki, być może nawet setki miliardów galaktyk. Wiemy też, że większość rodzących się gwiazd posiada dyski protoplanetarne. Z miesiąca na miesiąc rośnie też ilość odkrywanych egzoplanet, czyli planet spoza naszego układu słonecznego. Obecnie astronomia zna ich ok. 500-et.

    Zwykły rachunek prawdopodobieństwa mówi tak – jeśli prawa fizyki na innych planetach, gwiazdach i galaktykach są identyczne jak w naszym układzie słonecznym, to takich układów słonecznych w naszej tylko galaktyce musi być miliardy. Niech tylko co setny z nich wytworzy planetę w ‚strefie życia’ (nie za zimno, nie za gorąco) to musi tam dojść na podstawie tych samych praw fizycznych do powstania życia. Niech tylko co setne życie przetrwa kataklizmy podobne do tych, jakie miały miejsca na Ziemi w przeszłości, to i tak w naszej galaktyce muszą istnieć setki milionów planet, na których istnieje życie. Niech tylko na co setnej z nich życie ewoluuje podobnie do życia ziemskiego i mamy miliony cywilizacji w naszej galaktyce. Jedne z nich, powstałe później od cywilizacji ziemskiej, mogą być prymitywniejsze. Inne, powstałe wcześniej niż nasza, powinny być bardziej zaawansowane.

    A co z kreacjonizmem. Czyli z przekonaniem, że to Stwórca stworzył świadome życie – czyli że stworzył także i człowieka aktem własnej woli.

    Nie będą używał słowa Bóg, gdyż kojarzy się ono wielu ludziom nieuchronnie z biblijnym osobowym Bogiem Jahwe. Wolę nazywać Go Demiurgiem, Duchem Wszechświata, Praprzyczyną, lub po prostu Stwórcą.

    Nie uważam Stwórcy za istotę postępującą nielogicznie. Gdyby zamierzał On stworzyć życie tylko na Ziemi, nie potrzebował stwarzać miliardów galaktyk liczących setki miliardów gwiazd. Nam, do życie na Ziemi taka rozrzutność Stwórcy nie była niepotrzebna. Ale On jednak stworzył miliardy miliardów życiodajnych słońc. A ponieważ cechuje Go radość tworzenia życia (my jesteśmy tego najlepszym dowodem) to dlaczego nie chciałby On napełnić życiem milionów, miliardów innych Ziem, innych planet?

    Tak więc jest obojętne, czy wyjdziemy od ‚naukowego’ ewolucjonizmu, czy od kreacjonizmu – wszechświat musi tętnić życiem. Jeśli tego nie dostrzegamy, to tylko dlatego, że oazy życia w pustyni kosmosu są tak bardzo, bardzo odległe od siebie.

    Kolejnym pytaniem jest – czy obce cywilizacje naszą planetę w przeszłości odwiedzały.

    Zwolennicy paleoastronautyki twierdzą, że tak. Jako dowody na takie stwierdzenia pokazują oni rzeźby, płaskorzeźby i rysunki sprzed tysięcy lat pokazujące bogów-astronautów, w kombinezonach astronautów, w rakietach i innych pojazdach latających. Prastare kroniki hinduskie, chińskie czy zapiski Sumerów opisują wojny bogów. W wojnach tych bogowie używali potężnych broni, które łatwo jest zidentyfikować jako broń atomową, laserową i inne podobne im zaawansowane technologie militarne. Ale istniejące już tysiące lat temu. Istnieją też prastare płaskorzeźby pokazujące czołgi, samoloty, helikoptery, okręty podwodne, a nawet karabiny.

    Czyżby był to tylko wytwór ludzkiej fantazji lub halucynacji?

    Ja osobiście uważam, że istnieje Stwórca, choć nie ma on nic wspólnego z judaistycznym Jahwe. Stwórca dał materii takie, a nie inne własności fizyczne, pozwalające jej na spontaniczne powstawanie coraz bardziej skomplikowanych ‚kodów’ życia. Niemniej od czasu do czasu metodą zwaną w parapsychologii telekinezą świadomie Stwórca wpływał (i wpływa nadal w sposób dyskretny) na ‚kwantowe’ skoki w powolnej ewolucji. Jesteśmy więc w sumie dziełem i Boskiej kreacji i powolnej ewolucji.

    Jestem także dogłębnie przekonany, że istnieją miliony innych cywilizacji, a także, że Ziemia w przeszłości była przez przybyszów z kosmosu odwiedzana.

    Ale jak jest w takim razie z tą NIBIRU?

    W moim przekonaniu jest to tylko fikcja i mająca wątpliwą podbudowę legenda. Kosmici przybywali na Ziemię, ale nie z Nibiru.

    Życie w formie inteligentnych istot na Nibiru, a nawet jej egzystencja są wątpliwe zarówno z przyczyn astronomicznych, jak i z przyczyn egzystencjalnych i kreacjonistycznych.

    Zacznę od przyczyn astronomicznych.

    Każdy, kto choć pobieżnie liznął problematykę kosmologii, astronomii i wpływu grawitacji w kosmosie od razu ma pewność, że taka planeta, z taką orbitą, w takim systemie słonecznym, nie jest w stanie przetrwać ponad 4 miliardy lat.

    Zgodnie z teorią Nibiru co 3 600 lat przechodzi przez system słoneczny pomiędzy orbitami Marsa i Jowisza. Ale znajdując się w peryhelium jej orbity i w jego pobliżu za każdym razem byłaby Nibiru poddawana silnym wpływom planet zewnętrznych układu słonecznego, a zwłaszcza Jowisza. W konsekwencji tego orbita Nibiru podlegałaby powolnym, ale ciągłym zmianom jej kształtu. Zmieniałaby się powoli, ale stale prędkość orbitalna Nibiru, i czas jej obiegu dookoła słońca. Różnice kształtu orbity, prędkości orbitalnej i okresu obiegu pomiędzy kolejnymi przejściami przez peryhelium byłyby bardzo małe, ale pomiędzy pierwszym a tysięcznym obiegiem byłyby już istotne i zauważalne. W międzyczasie Nibiru musiałaby już ponad milion razy przeciąć system słoneczny. Jest jednak nieprawdopodobne, aby przez tyle przejść jej orbita nadal była taka, jak jest opisywana. Nibiru albo zostałaby wykatapultowana w kosmos, albo jej orbita przybrałaby kształt podobny do orbit pozostałych planet. Ewentualnie zderzyłaby się z którąś z innych planet naszego systemu słonecznego stając się jej częścią, lub rozsypałaby się na kawałki.

    Dodatkową trudnością dla Nibiru jest pas Kuipera, który musiałaby ona przemierzyć w jedną i drugą stronę na jej mocno ekscentrycznej orbicie. Tam musiałoby z konieczności dochodzić do wielu kolizji z krążącymi w tym rejonie układu słonecznego obiektami. Kolizje te także wywierałyby powolny, ale stały wpływ na zmianę masę, szybkości orbitalnej i na kształt orbity Nibiru.

    Ponadto Nibiru wywierałaby wpływ na wszystkie obiekty w naszym systemie słonecznym. Po kilkukrotnym jej przejściu przez pas planetoid Nibiru musiałaby je wszystkie albo wyłapać, albo wykatapultować z ich orbit. Nibiru musiałaby także wywoływać zaburzenia orbitalne Marsa, obok którego co 3 600 lat rzekomo przechodzi. Zaburzałaby także orbity księżyców wszystkich planet zewnętrznych – a więc Jowisza, Saturna, Urana i Neptuna. Po ponad milionie jej przejść większość księżyców wszystkich tych gazowych gigantów byłyby strącone na rodzime planety, lub wyrzucone w przestrzeń. Pozostałe miałyby niestabilne orbity coraz bardziej destabilizowane kolejnymi przejściami Nibiru. Także i nasz ziemski Księżyc mógłby mieć kłopoty z jego okołoziemską orbitą pod wpływem okresowego zakłócania przez Nibiru równowagi grawitacyjnej, w jakiej się nasz Księżyc znajduje.

    No dobrze, ale załóżmy, że Stwórca aktem woli zadbał o to, aby wpływy grawitacyjne nie zakłócały ruchu Nibiru. Czy może tam istnieć wysoka cywilizacja. A jeśli tak, to czy tam ona powstała, czy tylko się tam osiedliła, przylatując do naszego układu słonecznego z głębin kosmosu.

    Zbadajmy na na początek możliwość powstania życia na Nibiru z punktu widzenia tezy ewolucyjnej, ‚naukowej’. Przez krótki okres w peryhelium orbity na oświeconej słońcem stronie Nibiru panowałyby ‚znośne’ arktyczne warunki. Przez pozostałe ponad 3,5 tysiąca lat Nibiru znajdowałaby się w ‚lodowni’ kosmosu w temperaturze ok -270°C.

    Powstanie życia pod grubą powłoką lodu było tam naturalnie możliwe. Jednak z konieczności byłoby to inne życie, niż nasze, ludzkie, na powierzchni Ziemi. Ale przecież Anunnaki potrafiły rzekomo żyć na Ziemi. Znosiły słońce jak my, oddychały powietrzem jak my. Tyle, że na ich planecie w panujących tam warunkach nie było możliwe powstanie takich właśnie ciepło- i światłolubnych istot.

    A jeśli zostali oni stworzeni przez Stwórcę? Przecież dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych.

    Zgadza się, On może wiele. Ale w takim przypadku w ich biblii nie mogło być raju przypominającego nasz raj ziemski, biblijny. Jeśli zostali oni bowiem stworzeni przez Stwórcę, to od razu musiał im Stwórca zapewnić przetrwanie w ekstremalnych warunkach. Musiał im stworzyć ‚raj’ głęboko pod powierzchnią ich ziemi. W ogromnych pieczarach ogrzewali się ciepłem z jądra ich planety. Podziemne pieczary były dodatkowo dla nich konieczne jako ochrona przed bombardowaniem ich przez komety w pasie Kuipera.

    Tylko, że potrzebowali w takich pieczarach technologii do wytwarzania światła, do produkcji żywności, do oczyszczania powietrza z wydychanego dwutlenku węgla.

    Tak więc Stwórca, jeśliby zdecydował się na stworzenie życia na Nibiru, to musiał jej mieszkańcom dać od razu wysoką technologię. A nam tego nie dał. Do wszystkiego powoli dochodzić musieliśmy sami.

    Nie mógł też Stwórca w razie potrzeby (np. za złamanie przez nich jakiegokolwiek zakazu) wygnać ich z podziemnego ‚raju’. Na zewnątrz umarliby z zimna w ciągu sekundy.

    Ponadto, żyjąc w chroniących ich przez zamarznięciem i kometami pieczarach nie mieli mieszkańcy Nibiru potrzeby budowania statków międzyplanetarnych. Nawet nie za bardzo gdzie mieli możliwość, aby je wypróbować.

    Naturalnie, że mogło jednak tak być, iż Stwórca wbrew trudnościom i wyzwaniom stworzył rozumne życie na Nibiru. Jednak Stwórca, w jakiego ja wierzę, nie utrudnia sam sobie dzieła stworzenia. Skoro miał pod ręką taką Ziemię, dlaczego inteligentne życie stworzył przed milionami lat na nieprzychylnej życiu Nibiru. A na Ziemi zadziałał dopiero ok. 6 tysięcy lat temu, stwarzając (zgodnie z biblią) człowieka.

    Pozostaje jeszcze możliwość, że Nibiru została skolonizowana przez przybyszów z głębi kosmosu. Ale nie podejrzewam ich o brak rozsądku. Jeśli znaleźli oni w naszym układzie słonecznym tak przyjemną planetę jak Ziemia, na której przecież rzekomo przez setki tysięcy lat przebywali, to dlaczego ich głównej bazy nie zrobili właśnie na Ziemi, a wybrali sobie tak trudną i nieprzychylną do życia planetę, jak Nibiru?

    Udzielenie sobie odpowiedzi na powyższe pytania i wątpliwości pozostawiam czytelnikom.

    Jeszcze kilka uwag na zakończenie.

    Przez dziesięciolecia badaczy UFO i samo zjawisko UFO media albo ignorowały, albo ośmieszały. Ludzi zajmujących się tą problematyką przedstawiano jako niepoważnych oszołomów i naiwniaków, stukając się palcem w czoło pod ich adresem.

    A tutaj nagle jesienią 2010 roku ONZ ogłosiło, że szuka AMBASADORA do kontaktów z UFO i z kosmitami. Skąd taka nagła zmiana taktyki (bo to tylko taka ich taktyka)?

    Ideolodzy NWO chcą światu narzucić jednolity, dyktatorski rząd. Wszystkie dotychczasowe ich zabiegi nie przyniosły spodziewanego efektu.

    Klika Globalnych Banksterów straszy ludzi nieistniejącymi zagrożeniami:
    – globalną katastrofą klimatyczną,
    – wyssanymi z palca pandemiami.

    Dodatkowo celowo wytwarza ona rzeczywiste zagrożenia:
    – klęski ‚naturalne’ i ekologiczne,
    – lokalne wojny,
    – celowo wywoływane nowe źródła zapalne (Korea, Iran)
    – celowo wywoływane kryzysy finansowe i gospodarcze,
    – celowo wywoływane epidemie (AIDS) i klęski głodu,
    – celowo skłócane są ze sobą religie, narody, grupy etniczne,
    – straszą ludzi globalnym terroryzmem – który sami inscenizują.

    A wszystko po to, aby panował na Ziemi chaos i strach, aby w pewnym momencie ludzie, społeczeństwa, narody same zaczęły domagać się wprowadzenia porządku i ładu. Nawet za cenę wprowadzenia rządów ‚silnej ręki’. A oni tylko na to właśnie czekają. I wtedy natychmiast wprowadzą ichni ład i porządek.

    Jednak plany ich nie powiodły się do tego stopnia, jak tego oczekiwali. W tej sytuacji planują oni obecnie urządzenie przerażającej mistyfikacji. Do niej potrzebują ‚zagrożenia’ dla Ziemi i dla życia ludzkości jako całości. Dlatego odkurzono wyśmiewane wcześniej UFO i ogłoszono poszukiwania ambasadora do kontaktów z kosmitami.

    Pomagają też oni sami w nagłaśnianiu sprawy Nibiru. Setki portali żyje obecnie tym domniemanym kosmicznym zagrożeniem. Wystarczy więc obecnie zainscenizować masowe pojawianie się UFO, a jeszcze lepiej – zainscenizować ataki kosmitów na Ziemian (przy okazji przyspieszy się depopulację), aby stworzyć w ten sposób pozory globalnego i śmiertelnego zagrożenia całej ludzkości.

    Jeśli zrobią to zręczniej, niż zainscenizowali WTC, istnieje szansa, że przerażone miliony odmóżdżonych Gojów z chęcią, wręcz z radością zgodzi się na utworzenie światowego rządu. Bo tylko taki rząd będzie w ich przekonaniu w stanie koordynować globalną ochronę Ziemian przed globalnym zagrożeniem z kosmosu.

    I stąd ta cała historia z Nibiru…

    Poliszynel aka Opolczyk”

    Zobacz też: Brązowy karzeł Nibiru – prawda czy fikcja?

    I na koniec jeszcze mój komentarz (odpowiedź) dot. paleoastronautyki:
    http://opolczykpl.wordpress.com/wedy-a-slowianszczyzna/#comment-8834

     

    Słowianin

    Lubię

  2. Dama z Uruk
    2012-10-09 o 8:00 AM

    Zaginiona cywilizacja pod wodami Zatoki Perskiej

    Niegdyś żyzne tereny, dzisiaj ukryte pod wodami Zatoki Perskiej, mogły być miejscem, gdzie rozwinęła się pierwsza pozaafrykańska cywilizacja człowieka.

    Jak pisze na łamach tego prestiżowego magazynu „Current Anthropology” Jeffrey Rose, archeolog z Uniwersytetu w Birmingham, to w tej „oazie w Zatoce Perskiej” mogli się rozwijać ludzie anatomicznie współcześni, zanim teren został pochłonięty przez Ocean Indyjski. Nastąpiło to około 8000 lat temu.

    Sprawa jest niebagatelna, ponieważ archeolodzy od dawna zastanawiają się, co porabiali nasi przodkowie w okresie pomiędzy swoim pojawieniem się w Afryce (ok. 200 000 lat temu), a europejską eksplozją kulturalną pomiędzy 40 000 – 30 000 lat temu.

    Zatoka Perska mogła być miejscem, gdzie człowiek anatomiczny przez 100 000 lat przygotowywał się do swojego europejskiego „występu”, a potem opracował rewolucję neolityczną. Czas, w którym wody zalały ten teren, również jest przecież ogromnie ciekawy – to wówczas ludzie zaczęli uprawiać rolę i hodować zwierzęta. Umiejętności te pojawiły się najpierw na Bliskim Wschodzie. Być może i tego ludzie nauczyli się w Zatoce.

    Rose uważa, że człowiek mógł ustanowić stałe osady w tym rejonie dużo wcześniej niż przypuszczają archeolodzy. Na brzegach Zatoki Perskiej około 7500 lat temu nagle zaczęło pojawiać się osadnictwo. – Tam, gdzie wcześniej było zaledwie kilka osad, nagle pojawia się około 60 stanowisk archeologicznych – komentuje Rose. – Te nowe osady są dobrze zbudowane, z kamienia, posiadają ustalone kontakty handlowe, dobrą ceramikę, udomowione zwierzęta, a nawet jedne z najstarszych łodzi na świecie.

    Oczywiście, oznacza to, że kultura znad brzegów Zatoki jest przeszczepem gotowej kultury, która rozkwitła gdzie indziej. Nikt jednak nie wie, gdzie. Stąd wzięła się hipoteza Rose’a: kolebka tej kultury znajduje się na dnie Zatoki. – Być może to nie przypadek, że tak rozwinięte społeczności pojawiają się na jej brzegach w czasie, który zgadza się z zalaniem Zatoki – mówi Rose. – Nowi osadnicy mogli przyjść z samego serca Zatoki, w miarę jak wody Oceanu Indyjskiego podnosiły się, zalewając żyzne tereny.

    Badania wskazują, że Zatoka stała się miejscem przyjaznym dla ludzi około 75 000 lat temu. Słodkiej wody dostarczały jej rzeki Eufrat, Tygrys, Karun i Wadi Baton. W swoim „najlepszym” okresie przyjazny teren Zatoki mógł mieć wielkość dzisiejszej Wielkiej Brytanii.

    Pośrednim dowodem na to, że „zaginione archeologiczne ogniwo” jest pod wodami Zatoki, są afrykańskie w typie narzędzia kamienne, znajdowane w Jemenie i Omanie. Ludzie anatomicznie współcześni mogli się tam osiedlić już 100 000 lat temu. To bardzo wcześnie. Czyżby zatem mit potopu wziął się właśnie z Zatoki Perskiej?

    Źródło: Polskie Radio
     

    Odporność to wynik seksu z neandertalczykiem

    To mieszanie naszych genów z neandertalskimi oraz z DNA innej wymarłej grupy hominidów – denisowian – wzmocniło system immunologiczny Homo sapiens. Są na to dowody w DNA współczesnych ludzi.

    Mamy więc kolejny dowód, że dochodziło do międzygatunkowych krzyżówek po tym, jak nasz przodek opuścił Afrykę, a zatem od ok. 65 000 lat temu.

    Jeszcze niedawno nikt nie wierzył, że Homo sapiens w ogóle krzyżował się ze swoim europejskim kuzynem. Od 2010 roku mamy na to genetyczne dowody – i jest ich coraz więcej.

    Jeszcze niedawno nie podejrzewaliśmy także istnienia takiego gatunku, jak denisowianie. Zamieszkiwał on spore obszary Eurazji i około 50 000 lat temu krzyżował się z naszym gatunkiem. O odkryciu Denisowanian donosiło grudniowe pismo „Nature” – Zobacz więcej!

    Teraz o wpływie neandertalczyków i denisowian na naszą odporność pisze „Science”. Peter Parham, biolog z Uniwersytetu Stanforda, i jego zespół przeanalizowali geny HLA, czyli szybko ewoluujące składniki naszego systemu immunologicznego.

    – Nasi przodkowie emigrowali z Afryki w małych grupach; mieli więc małą pulę genów HLA i cierpiała na tym ich odporność – wyjaśnia Parham. – Krzyżowanie się z innymi gatunkami wprowadzało do ich systemów immunologicznych inne warianty HLA, co zwiększało odporność całej populacji.

    Znamy już genomy neandertaczyków i denisowian – wystarczyło zatem porównać te geny z naszymi. Okazuje się, że geny neandertalczyków i denisowian stanowią ponad połowę (!) wariantów genów HLA w populacjach Azjatów oraz Europejczyków. Jeden z neandertalskich wariantów posiada aż 95,3 proc. mieszkańców Papui-Nowej Gwinei, 80,7 proc. Japończyków, 72,2 proc. Chińczyków i 51,7 proc. Europejczyków. Występują także w Afryce, ale jako późniejsze domieszki: neandertalsko-denisowskie warianty HLA ma tam tylko 6,7 proc. mieszkańców.

    Te dane pokazują nam, jak przemieszczali się – i z kim krzyżowali – nasi przodkowie. Wszystko wskazuje na to, że na większą skalę krzyżowanie się miało miejsce ok. 50 000 lat temu. Denisowianie i neandertaczycy byli „produktem lokalnym”, a ich geny doskonale zaadaptowały się do miejscowej flory bakteryjnej i klimatu. Ich wersja HLA była zatem koniecznym dodatkiem, aby przybysze z Afryki mogli przetrwać.

    Jak jednak europejsko-afrykańskie geny znalazły się w Afryce? Około 10 000 lat temu część emigrantów powróciła, niosąc ze sobą urozmaiconą pulę genową. To nie wyjaśnia jednak faktu, że pula genowa w Afryce jest dużo bogatsza. Otóż na Czarnym Lądzie krzyżowało się ze sobą wielu różnych odmian Homo sapiens, podczas gdy poza Afryką byli to tylko potomkowie małych grup emigrantów, którzy „punktowo” dopuszczali do siebie obce geny. Wszyscy nie-Afrykańczycy są ich potomkami.

    Pionierem na polu odkrywania skomplikowanych relacji Homo sapiens z jego kuzynami był Svante Paabo z Instytutu Maxa Plancka. To Paabo wskazał na pierwsze genetyczne ślady krzyżówek i potwierdził genetyczną odrębność denisowian. Wskazał także, że 4 do 6 proc. Melanezyjczyków pochodzi od tego gatunku. Genetyk jest podekscytowany najnowszymi wynikami kolegów z USA. – Historia ludzkości jest jeszcze bardziej skomplikowana i interesująca – mówi.

    Źródło: PR / Discovery.com
     

    Pierwszy polski neandertalczyk z jaskini Stajnia !

    Rewelacyjne odkrycie archeologów z Uniwersytetu Szczecińskiego zostało oficjalnie opublikowane w niemieckim czasopiśmie naukowym. Od dawna wyczekiwane potwierdzenie przypuszczeń polskich naukowców stało się faktem: odkryto pierwszego polskiego neandertalczyka!
    Od dwóch lat w archeologicznym światku znane są odkrycia z jaskini Stajnia na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Początkowo rewelacje na temat znalezienia szczątków homo neanderthalensis w osadach jaskiniowych wydawały się mocno przesadzone. Jednak badania DNA potwierdziły przypuszczenia, iż znalezione zęby, należały do neandertalczyka. Oficjalne informacje o odkryciu najstarszych szczątków człowieka na ziemiach polskich, zostały opublikowane w minionym tygodniu na łamach niemieckiego czasopisma naukowego „Naturwissenschaften”. W celu uzyskania szerszych informacji na temat odkrycia z jaskini Stajnia, odsyłam na blog: Archeowieści.

    Poniżej prezentuję informacje na temat gatunku homo neanderthalensis:
    Neandertalczyk pojawił się w Europie i na Bliskim Wschodzie ok. 130 tys. lat temu, a być może nawet dużo wcześniej. Cechowała ich wyjątkowo silna struktura szkieletowa, która wskazuje na ogromną siłę mięśni. Ramiona i kończyny dolne były dość krótkie, proporcjonalne do krępej sylwetki. W zachowaniach neandertalczyków widać progresywne elementy cechujące populacje współczesne: opiekę nad chorymi, słabszymi czy upośledzonymi współplemieńcami. Ponadto byli pierwszymi istotami ludzkimi, które intencjonalnie grzebały zmarłych. Przypuszcza się, że homo neanderthalensis wyginął bezpotomnie ok. 25 tys. lat temu. Według niektórych badaczy było to przyczyną następującej zmiany klimatu, dla innych naukowców powodem śmierci była zbyt duża pojemność mózgoczaszki. Wobec tego kobiety nie były w stanie rodzić dzieci z tak gigantycznymi głowami i często dochodziło do śmierci podczas porodów, co spowodowało przerzedzenie i wyginięcie, nielicznego gatunku jakim był homo neanderthalensis.

    Autor: pablo ; Źródła: Archeowieści / J.K. Kozłowski „Wielka historia świata. Świat przed rewolucją neolityczną”, Kraków 2004 ;
    Data: 31 stycznia 2010 r. / 16 lutego 2010 r.

     

    Mamy polskiego neandertalczyka ! – Złapany za zęba

    null

    Nareszcie mamy swojego neandertalczyka i to nie jednego tylko od razu trzech! Co prawda są to jedynie ich zęby, ale to i tak przełom, gdyż dotychczas ich obecność na terenie Polski potwierdzały jedynie znaleziska narzędzi i kości upolowanych zwierząt. Zespół badaczy z Wrocławia i Szczecina natrafił na szczątki w jaskini Stajnia koło Myszkowa w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej już jakiś czas temu, ale pewność, że należą do neandertalczyka pojawiła się dopiero po przeprowadzeniu badań DNA (w Akademii Medycznej we Wrocławiu). – Nareszcie udało się nam złapać neandertalczyka za rękę – mówi prowadzący badania dr Mikołaj Urbanowski z Uniwersytetu w Szczecinie. – Te trzy zęby pierwszych Europejczyków dowodzą, że mieszkańcy naszych ziem również należeli do tej pierwszej europejskiej wspólnoty. Teraz możemy włączyć się w międzynarodową dyskusję o tym czy homo neanderthalensis był, czy nie był naszym przodkiem, bo podczas gdy genetycy wykluczają pokrewieństwo, archeolodzy są bardziej skłonni doszukiwać się pewnych powiązań z człowiekiem współczesnym.

    Trzy osobniki z jaskini Stajnia żyły stosunkowo wcześnie (między 100 a 80 tys. lat temu) i już wówczas posługiwały się narzędziami z kamienia, który trzeba było sprowadzać z daleka. Ślady na zębach powstałe na skutek używania wykałaczek świadczą o tym, że przykładano wagę do higieny jamy ustnej, a pozostałości czegoś, co przypomina grób – o potrzebach duchowych. Po raz kolejny potwierdziło się, że neandertalczycy nie byli zwykłymi prymitywami. Może badania Polaków pozwolą odpowiedzieć na pytanie jak to się stało, że neandertalczycy nie przetrwali. Zobacz więcej!

    Autor: Agnieszka Krzemińska dla Polityka.pl ; Data: 1 lutego 2010 r.
     

    I jeszcze taka ciekawostka :

    W zakresie zachowań społecznych bonobo wyróżniają się pokojowym usposobieniem, egalitarną strukturą stada oraz dominującą rolą interakcji seksualnych w kontaktach międzyosobniczych.

    Stada bonobo są luźno związane. System hierarchii społecznej istnieje, ale nie jest tak silnie akcentowany jak wśród pozostałych naczelnych.

    W odróżnieniu od szympansa Pan troglodytes, który znany jest z okazjonalnych polowań na inne małpy, bonobo jedzą głównie pokarm roślinny (szczególnie owoce), urozmaicony jednak owadami i znacznie rzadziej małymi kręgowcami.

    Kopulacja odgrywa istotną rolę w stadzie bonobo. Stosunki kopulacyjne są używane do powitań, rozwiązywania konfliktów i pokonfliktowego „godzenia się”, a także jako przywilej udzielany przez samice w zamian za pożywienie. Bonobo są jedynymi poza człowiekiem przedstawicielami naczelnych, u których zaobserwowano pocałunki językowe, spółkowanie pochwowe w pozycji twarzą w twarz, ocieractwo genitalne pomiędzy dwoma samcami (ang. „penis-fencing”). Wszystkie te zachowania zachodzą zarówno pomiędzy członkami rodziny (blisko spokrewnionymi osobnikami) jak i innymi bonobo w stadzie. Bonobo nie utrzymują stałych związków rodzinnych.

    Zdaniem niektórych badaczy[3] bogactwo zachowań seksualnych u bonobo jest mechanizmem przyczyniającym się do złagodzenia zachowań agresywnych u samców bonobo. Podobne znaczenie mają inne formy kontaktów interpersonalnych – zabawa, wzajemne iskanie, okazywanie troski i współczucia.

    Zachowania agresywne są rzadko obserwowane. Samce są na ogół tolerancyjne zarówno wobec samic jak i młodych.

    Wielką rolę odgrywają u bonobo samice, wokół których ogniskuje się życie zbiorowości i których pozycja wygląda na dominującą. Tworzą one bardzo bliskie wzajemne więzi, co jest rzadkością wśród naczelnych. Przypuszcza się, sojusze samic mogą stanowić antidotum na typową samczą agresywność albo są sposobem na podniesienie poziomu bezpieczeństwa samic podczas wspólnego żerowania.

    Poza rują samica jest receptywna seksualnie przez większą część całego swojego cyklu miesięcznego, utrzymując przez cały czas okazałe, zaróżowione obrzmienie sromu, zmieniając tylko jego wielkość stosownie do poszczególnych faz cyklu. Wydłużony okres aktywności seksualnej oraz duża ilość seksu niereprodukcyjnego bardzo upodabnia zachowania seksualne bonobo do zachowań ludzkich[5].

    W 1994 odkryto, że bonobo rozpoznają same siebie w lustrze czyli zdają tak zwany test samoświadomości. Bonobo komunikują się z innymi członkami stada przy pomocy gestów i dźwięków podobnie jak ludzie …

    Fragmenty za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Szympans_karłowaty

    Zobacz też: Jerzy Adam Kowalski – Homo eroticus

     


    Słowianin

    Lubię

  1. 2012-10-16 o 2:01 AM

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: