Strona główna > Edukacja, Historia, Kultura, Nauka, Religia, Sztuka, Słowianie, Uncategorized > O Budynach i Nurach , czyli późniejszych Nurusach ( Rusach i Harusach ) oraz o Istach / Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lęgów ( Lugiów ) i Nurów ( Neurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

O Budynach i Nurach , czyli późniejszych Nurusach ( Rusach i Harusach ) oraz o Istach / Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lęgów ( Lugiów ) i Nurów ( Neurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

Słowiańskie obrzędy ognia 09_Zonglerka_ogniemSłowiańskie obrzędy Ognia

O Budynach i Nurach, czyli późniejszych Nurusach (Rusach i Har-Rusach) oraz o Istach

Kilka wniosków z cytatów:

Sidoniusz Apollinaris i Paweł Diakon (choć to bardzo późne wzmianki):

…..”za walecznym Rugijczykiem postępuje srogi Gepida…wdzierają się Hunowie, Bellonci, Neurowie, Basternowie, Turyngowie, Brukterowie i Frankowie”…../…..”podlegał zaś jego władzy (Attyli) ów znakomity król Gepidow Ardaryk,a także władca Gotów, Walamir, znakomitszy niż sam król……oraz wiele innych barbarzyńskich nacji mieszkających w północnych stronach.”……czy w szeregach Attyli maszerowali Słowiane?

Oczywiście, że tak – i to nie podlega dyskusji.

Prokopiusz z Cezarei w Historia sekretna przed 559 rokiem:

…….”tak więc niemal wszyscy po kolei najeżdżali i plądrowali kraj, nie zostawiając chwili wytchnienia… wszystko to jednak, a także i to co się przydarzyło za sprawą Medów, Saracenów, Sklawenów, Antów i innych barbarzyńców opowiadałem już w poprzednich księgach”……

Przekazywany w źródłach bizantyjskich najazd słowiańsko-bułgarski miał miejsce w 559r.

Meander podaje jednak, że Sklawinowie… “od dawna pustoszyli terytorium rzymskie, jeszcze wtedy, gdy żaden inny lud nie dotknął ich ziemi.”

Dlaczego nie wyciągamy prawidłowych wniosków z tych słów?

Kiedy NIKT JESZCZE – żaden inny lud – NIE DOTKNĄŁ ICH ZIEMI!

To było bardzo dawno już za czasów, kiedy Celtowie najeżdżali Rzym, kiedy Pałomąż I Pylajmen wypłynął spod Troi-Widłuży po jej zrujnowaniu przez trzęsienie ziemi i wylądował w Weńcu – dzisiejszej Wenecji. Potem, bili się z Dariuszem, panowali nad Kretą i mała Azją, potem wycofali się stamtąd tak samo jak z Weńca i okopali się za linią Dunaju, którą Grecy i Rzymianie usiłowali wielokrotnie sforsować, ale udało im się zdobyć tylko to, co po tej – to jest południowej – stronie, należało do Królestwa Sis, czyli Drację to jest Kraj Drzaków i Odrysów.

A chcieli oni bardzo te ziemie opanować bo stamtąd szło do nich nieustannie w wielkich ilościach zboże, ludzie (czyli niewolnicy, czytaj robotnicy, żołnierze i rolnicy – tak jak i dzisiaj) i żelazo, broń.

Mówi się, że Hunowie byli tureccy. Hunowie stanowili wojenny trzon federacji, a czy byli tureccy nie wiemy – wręcz przeciwnie –  wiele wskazuje, że mieli obyczaje słowiańskie, czego dowodzą opisy dworu Chytiłły (Atylli – według jak zwykle uproszczonych i pokręconych zapisów imion słowiańskich, nazwisk i nazw własnych – dla nich tj. Germanów, Romanów, Greków – np. – Jogaiłło-Jagiełło to Yagello-Jagello i dynastia Yagellon-Jagiellon, nawet Wałęsa – to za trudne i pisali o nim Waleza albo Walesa – chociaż to tylko 3 głoski, nie mówiąc już o tym jakie mają problemy z bardziej skomplikowanymi, albo zapisanymi w ruskim-słowiańskim alfabecie nazwiskami np. Tymoschenco, Tymoschuk, itp). Wyciąganie wniosków na podstawie ich zapisów jest bardzo zwodnicze, bowiem najpierw trzeba spróbowac je odczytac zwyczajnie po słowiańsku i zastanowić się nad ciągłością występowania tych nazw. Skoro Neurowie byli u herodota i sa u Pawła Diakona  10 wieków później , a cały czas w tym samym mniej więcej miejscu – to jak to interpretować?

Hunowie owszem pociągnęli za sobą plemiona tureckie, ale i mongolskie, a także skołockie (scyto-sarmackie) i słowiańskie.  A jakie były proporcje etniczne w tych najazdach?

Tureccy Hunowie musieli być w federacji w wybitnej mniejszości wobec mas Hunów słowiańskich i Hunów skołockich, o czym świadczy chociażby dzisiejsza demografia Białego Lądu – czyli Europy.

sk-wodz-skolockiParadny strój wojownika skołockiego – III wiek p. n. e.

Hunowie po prostu zmietli z powierzchni Ziemi Bizancjum i Rzym – taka jest historyczna prawda – a ich plemiona osiedliły się bez problemu na ziemiach dawnej potęgi, która wojskowo nie była im w stanie dorównać. Zajęli ziemie aż do Morza Śródziemnego i ziemie w Afryce, nikt nie przeczy, że byli w tej nawale w różnych okresach między innymi także Celtowie i Germanie, ale to Scyci i Sarmaci ścierali się z nimi najdłużej, od najdawniejszych czasów i najzacieklej.

Zadajmy sobie pytanie dlaczego tak było? Bo wpierw ścierali się o Małą Mazję od 1200 p. n. e., potem o Bogtoharię (Baktrię) i Sokodawę (Sogdiana) oraz Windję (Indie), o Medię i Ozerię (Asyrię (od 800 – 500 p.n.e.) i potem dalej o kolejne ziemie.

Jednak wciąż nieustannie powtarza się brednie o niezwyciężonych Rzymianach i Grekach, o niezwyciężonych Persach – którym jakoś ani razu nie udało sie wejść na terytorium Królestwa Sis i tutaj pozostać. A każda ekspedycja konczyła się wycofaniem w popłochu i ciężkimi stratami, albo okupami w złocie i trybutamki i coraz głebszym uzależnieniem.

Czyni się to biorąc za prawdziwe chełpliwe opisy wojen z kronik Greków i Rzymian – które się przecież zakończyły ich całkowitym upadkiem, więc nie były tak jak to oni opisują zwycięskie, a Barbarowie nie byli tak głupi i prości, ani niecywilizowani, żeby ich nie pokonać. Opisy gołych krwiożerczych wojowników – może mają jakieś odniesienie do Germanów przybyłych na kontynentalną część Białego Lądu z północy, ale nie do Słowian, którzy żyli wymieszani ze Scytami i Sarmatami od tysiąclecia – przed ostatecznym najazdem na Rzym.

Być może w ciepłym dla Germanów klimacie kontynentu do walki rozbierali się oni ze skór i innych ubrań, bo po prostu było dla nich za gorąco, ale na pewno nie miało to nic wspólnego z ich dzikim trybem życia na drzewach w ciemnych borach – jak twierdzą rzymscy pisarze (tylko trochę tutaj przesadziłem, bo z lektury tych dziejopisów takie można wyciągnąć wnioski).


Wystarczy jednak spojrzeć na strój  z grobów kagańskich z III wieku p.n.e z Ukrainy-Skrainy (Skrzystego Kraju skąd pochodzili Skrytowie). Nawet w opisy gołych Germanów należy wątpić, bowiem brzmią one dokładnie tak samo “wiarygodnie” jak opisy rzymskich zwycięstw nad barbarzyńcami, którzy rozbijali Rzymian po kawałku i wciąż aż wreszcie rozbili ich w perzynę. Weźmy na przykład opisy obyczajów germańskich czy słowiańskich albo scytyjskich (skołockich) – są one tak samo wiarygodne jak opisy dalekich ludów, które mają głowę na plecach i cztery rzędy oczu oraz po dwa ogony.

SK Skuncha król Obraz1Król Skuńcza władca Sokodawów na reliefie z Behistunu z czasów Darjusza I Wielkiego. Piszemy Darjusz a nie Dariusz, bowiem tu chodzi o imię, które oznacza posiadającego boską krew – jusz-ichor Dar-Jusz. Ichor-jusz, a nie krasz-war czyli krew błekitną, bardziej typową dla Niebian-Welan a nie czerwoną. Nota bene widać to zachowane w wizerunkach bogów Indii.

“Przekraczając rzekę Tanais, wchodzi się już nie do kraju scytyjskiego, lecz pierwsza część terytorium należy do Sauromatów, którzy począwszy od najdalszej zatoki Jeziora Meockiego ku północy zamieszkują przestrzeń piętnastu marszów dziennych, ogołoconą zupełnie i z dzikich, i z owocowych drzew. Nad tymi zajmują drugą część Budynowie, ziemię w całości gęsto zalesioną wszelakimi drzewami.

[Herodot; „Dzieje”; IV]

Meoci
Sąsiadowali z plemionami Scytów azjatyckich z rejonu Kubania . zajmowali się głownie rolnictwem i hodowlą bydła. Znaczną część zboża przeznaczano na wywóz do Pantikapaion. Odkryte cmentarzyska meockie z VII – IV p.n.e. były z reguły płaskie, z niewielkim wyposażeniem; misy, czarki, dzbany, miecze, oszczepy i grociki, a w grobach kobiecych; przęślice , szydła , bransolety z brązu i noże. Cmentarzyska tego typu występują wzdłuż brzegów rzeki Kubań środkowym jej biegu i na wybrzeżach Morza Azowskiego. Wszystkie pochówki należą do zwykłych członków wspólnot. Jednorodność inwentarza zdaje się świadczyć o braku większego zróżnicowania majątkowego W III i II wieku p.n.e. znaczącą rolę zaczyna odgrywać arystokracja plemienna, pojawiają się pochówki w dołach z niszami w jednej ze ścian komory grobowej, do których wkładano zmarłego, a także pochówki zawierające szkielety końskie. Możliwe , że związane jest to z przenikaniem na te tereny plemion sauromackich – to znaczy sarmackich, co znaczy z kolei nie co innego, jak serbo-mazońskich czyli serbo-amazońskich.

sk-ksiezniczkaStrój księżniczki – Ryżanówka na Ukrainie  – IV wiek p.n.e

Budynowie

Budynowie – plemiona koczownicze zamieszkujące lasy i step pomiędzy Dnieprem a Wołgą, wymienione przez Herodota, żyjące na północ od Scytów, w sąsiedztwie Sauromatów. Brali udział w wojnie Scytów z królem perskim Dariuszem ok. 513 p.n.e. jako sprzymierzeńcy Scytów. Nie budowali miast, ale na ich terytorium istniało jedno duże miasto o nazwie Gelonos (dziś Bielsk nad rzeką Worskłą w okolicach Połtawy na Ukrainie), zbudowane w całości z drewna, zamieszkane w większości przez ludność pochodzenia helleńskiego.

Przytaczamy tu opowieść romajskich kłamców o Budynach i Gelonach oraz o Gleniu-Gelonosie, a takżeo wojnie z królem Persów Darjuszem, po to byście ją mogli później porównać z tają Księgi Ruty którą wam niebawem przedstawimy, gdzie będzie także podanie o Golemo-Gleniu i Budymie I Kyju Rusym, a także o Golemach-Olbrzymach od których pochodzą tak Galindowie, Goljadziowie jak i Gołęszyce-Gołęczyce a także miano Galicja.

Lunula_Anhaenger_standartToporek Perunowy – słowiański talizman ochronny

Romajskie kłamstwo o Budynach i Gleniu, o który toczyła się Wojna Widłużańska czyli Trojańska – jedno z licznych, utrwalonych w zapisach kłamstw rażących niedbałością naciągania faktów.  Prawda na ten temat jest w Księdze Ruty wraz ze sprostowaniem wszystkich kłamstw Romajskich. Oto i owo kłamstwo, jedno z niezliczonych:

„Okres miasta Gelonos”

Druidzi poprowadzili plemię Gelonesa na wschód. Zdawali sobie bowiem sprawę w jakim kierunku postępować będzie ekspansja wojowniczych Scytów Skytesa i wybrali kierunek doń

przeciwny. Nową osadę zbudowano w lesistym środkowym obszarze rzeki Don – nazwaną ją Gelonos.

Z relacji Herodota wiemy, e obok ziemianek występowały tam równie domostwa drewniane. Badania archeologiczne wykazały że pod koniec swojego istnienia grodzisko zajmowało 42 km2 i otoczone było wałem obronnym – co jednak nie uchroniło miasta przed zagładą.

Mapa Persja PersjaimpTo wielkie imperium które tutaj widzimy wystąpiło przeciw Skołotom i tym samym całemu Królestwu Sis, które na tej mapie rozciąga się na całej linii na północ od granicy perskiej. Celem Darjusza nie była wcale zemsta za to że Skołoci jeszcze kilkadziesiąt lat wczesniej przez 28 lat okupowali Medię (którą my nazywamy po imieniu Miodewią, lub Miedją), zrujnowali Syry Kraj (Syrię) i złupili Jerozolimę (co znalazło swój opis w Starym Testamencie), a zatrzymali się u granicy Mlekomediru (kraju Mleka i Miodu – czyli Egiptu) przekupieni wielką ilością złota przez ówczesnego  faraona.  Wtedy to w rozkwicie potęgi Skołoci i Królestwo Sis zagroziło Ozerii – znanej z romajskich (greckich zapisów) jako Asyria i król ozyryjski Wielki Ozer Hadon (znany znów z zapisów jako Asarhaddon) z leku że Skołoci zdobedą Niniwę oddał ich kaganowi Bardzęcie (znanemu znów z zapisów jako Bardijata) za żonę własną córkę i zawarł z nimi wieczysty sojusz. Niestety jego synowie doprowadzili Ozerię do upadku i Skołoci musieli się wycofać zarówno z Miodewii i Syrego Kraju jak i z całego Półwyspu Małej Mazji (Azji) gdzie siedzieli od wieków. Celem Darjusza Wielkiego było zrujnowanie upraw zboż, wytopu żelaza i wyrobu broni  w Kraju Nurusów – czyli Nurów i Budynów, bo te uprawy i broń zasilały Romajów z Białego Lądu i Krety, z którymi Persja nie mogła sobie już wtedy poradzić. Romaje Małoazjatyccy – Jonowie postanowili pomóc Persom i zbudowali nawet przeprawę przez Dunaj w kraju Draków – ludu dawańskiego czyli dachskiego – potem rozbierali ten most pod nadzorem wojsk skołoco-nuruskich – przeczytajcie przypisy do taj w Dziale Księga Ruty, a dowiecie się wiele nowego.

To wielkie Imperium przegrało wojnę ze Skołotami i Darjusz ledwo uszedł z życiem dzięki pomocy obłudnych i podstępnych Romajów-Jonów z Małej Mazji, którzy bali sie powrotu Dawanów i Skołotów w tamten region, i którzy nocą ułożyli rozebrany most na Dunaju wbrew obietnicy złożonej Skobkowi i Isepokowi – kaganom Budynów z plemienia Isepodonów czyli Dońców Wyspowych.

Bajdy Romajów o Gelonosie -Gleniu i ich roli w jego założeniu oraz o późniejszej emigracji na Kretę są warte tyle samo co ich wersja Wojny trojańskiej (bo była to wojna o Helenę owszem – tyle że było nią Gelonos-Gleń (Golemo, Helenos) z którego chcieli mieć zboże i trybut, a na Skrytę – Kretę weszli goniący Darjusza i Jonów skołocko-słowiańscy Skrytowie-Skortowie, bo Gleniowe byli właśnie plemieniem większego szczepu Skrytów, znanych też jako Skrytowyrwowie i Skrzyntowie albo Skortowie a zapisanych także w Wedzie i bajecznych dziejach Indii.

Gelones zaślubił wskazaną przez mędrców kobietę. Nie zachowało się jej imię – była jedynie narzędziem w planach semnoteam. Druidom zależało aby Gelones jak najprędzej uzyskał męskiego potomka, którego mógłby pozostawić jako wodza osady i wyruszyć z nimi do Grecji. Późniejsze źródła Scytyjskie sugerują, że Gelonesowi podsuwano kolejne

wybranki jedną po drugiej tak aby zapewnić pozytywny efekt rozpłodu jak najszybciej – zachowało się u nich nawet określenie „gelonesowa orgia”. Brak wzmianek o późniejszych

konfliktach wewnątrz plemiennych, które miałyby na pewno miejsce w przypadku większej ilości dziedziców królewskiej krwi, każe jednak przypuszczać, że opowieść ta wyrosła z niechęci do jakże odmiennych krewnych.

Syn Gelonesa został nazwany Budynem. Odczekano jeszcze dziesięć lat po czym wyprawa złożona z Gelonesa, sporej grupy Druidów oraz kilku myśliwych-wojowników ruszyła rzeką Don na południe. Nie posiadamy w chwili obecnej żadnych pewnych informacji o tym jak przebiegały jego rządy. Z faktu, że w świadomości sąsiednich plemion Gelonowie zaczęli funkcjonować jako Budynowie każe historykom przypuszczać że prowadził dość aktywną politykę na zewnątrz osady. Były to najprawdopodobniej kontakty głównie handlowe. Wzdłuż rzek Donu i Dońca archeolodzy natrafili na liczne metalowy przedmioty bez wątpienia wywodzące się z Gelonos.

Gelones nigdy nie powrócił. Za to po upływie około 150 lat u bram jego miasta stanęła kilkunastoosobowa wyprawa z Aten. Byli to jego potomkowie i potomkowie jego potomków, wszyscy wyuczeni w mowie i zwyczajach Gelonów przez kolejne pokolenia Druidów i ich uczniów. Przynieśli oni wieści, że już wkrótce przyjdzie Gelonom opuścić wielką stolicę i wyruszyć w długą podróż do odległej ziemi wskazanej przez bogów. Plemię podzieliło się na dwie części. Jedna – nieznacznie większa – odrzuciła przybyszów jako oszustów. Na ich czele stali potomkowie Budyma pełni trwogi o utratę swej pozycji w plemieniu. Reszta poszła za głosem Druidów i własnych serc, bowiem jak głoszą przekazy z tamtego okresu

smuglewicz_poslowieFranciszek Smuglewicz
“Posłowie scytyjscy przed Dariuszem”, po 1785, olej na płótnie, 147 x 184 cm, Litewskie Muzeum Sztuki, Wilno

Czy na tym obrazie widać dzikusów z Królestwa Sis – czy to w ogóle możliwe żeby między nimi a Persami i Romajami była taka przepaść o jakiej piszą Romajskie zadufane w sobie Dzieje? – Nie, to nie jest możliwe o czym świadczą odkopane ruiny Glenia znanego Grekom jako Gelonos. Grecy bali się Skołotów jak ognia i zostaliby rozbici w puch gdyby nie wewnętrzna wojna Skołocko- Serbomazowska czyli wojna między Scytami a Sarmatami.

Od Gelonów biła potęga Zeusa i piękno Apollona”. Tytułem wyjaśnienia trzeba zaznaczyć, e mianem Gelonów od tej pory nazywano jedynie przybyszów z Grecji, reszta zaś do końca

okresu europejskiego zwana była Budynami. Badania archeologiczne potwierdzają, że pod koniec VII w. p.n.e. w obrębie Gelonos powstały dwa odrębne umocnione grodziska należące do dwóch skłóconych grup. Nie zmienia to jednak faktu e właśnie w tym okresie całe Gelonos zostało otoczone wałem obronnym a życie codzienne Budynów i Gelonów nie nosiło żadnych znamion rozbicia. Po pojawieniu się pół krwi Greków ożywiły się kontakty z położonym u ujścia Donu do Morza Azowskiego miastem Tanais, o którym Strabon pisze: “…dawniej był on wspólnym targowiskiem dla azjatyckich i europejskich kupców. Pierwsi dostarczali niewolników, skór i innych towarów, drudzy zaś w zamian przywozili na statkach odzież, wino i inne przedmioty typowe dla cywilizowanego świata…”, jak również z grecką kolonią Olbią, dla której plemiona scytyjskie były głównym partnerem wymiany handlowej.

Punktem zwrotnym w historii Gelonów i Budynów jest rok 513 p.n.e. kiedy to Persi pod wodzą Dariusza ruszyli na Scytów. Po naradzie ludów zagrożonych wojną jedynie Budynowie, Gelonowie oraz Sauromaci zdecydowali się stanąć po stronie Scytów. Reszta postanowiła zachować neutralność. Zbliżenie pomiędzy plemionami Gelonów i Budynów oraz Scytów wiązane jest z szacunkiem jaki z czasem pośród sąsiadów zdobyli sobie greccy potomkowie Gelonesa.

Pierwszy oddział Scytów, dowodzony przez króla Skopasisa do którego mieli dołączyć Sauromaci pociągnął wzdłuż wybrzeża morskiego. Wycofując się przed Persami w stronę Tanais zasypywał studnie oraz niszczył roślinność. Dwie pozostałe grupy do których szeregów należeli również Budynowie i Gelonowie odstępowały na północ utrzymując odległość jednego dnia marszu od Persów. Zadaniem tych oddziałów było wciągnięcie Persów na ziemie ludów neutralnych i wymuszenie na nich udzielenia pomocy militarnej. Prowadzona w ten sposób wojna spowodowała spustoszenie olbrzymich połaci zamieszkanych wcześniej terenów – była to wojna bez jednej bitwy. Konnica Scytyjska utrudniała utrzymanie łączności oraz starała się szarpać siły perskie jednak w obliczu regularnej piechoty była bez szans i unikała otwartej walki. Ciekawostką jest to, że pośród scytyjskiej konnicy największy popłoch budziły perskie muły i osły – gatunki nieznane zarówno Scytom jak i ich koniom. W końcu Dariusz zarządził odwrót. Niestety zmagania wojenne nie ominęły Gelonos. Wielka osada została praktycznie zrównana z ziemią.

Scyta warrior_of_scithians

Lekka jazda skołocka – Nikt nie uznał żadnej władzy Gelonów, przeczytajcie dokładnie zanalizujcie ten tekst – Greckie niedobitki zdrajców – którzy postawili most Darjuszowi puszczono wolno, a  Skrytowie Dnieprzańscy po raz drugi ruszyli na Kretę-Skrytę i tam zostali – przez pewien czas.

Ci którzy przeżyli uznali władzę greckich Gelonów. Nie wiadomo czy ocaleli potomkowie Budyna – niezależnie od tego nie pojawiają się już oni na kartach historii. Władzę nad niedobitkami plemienia przejął Nicefor. Przedstawił on scytyjskiemu Królowi zamiar opuszczenia zgliszczy Gelonos i poprosił o pomoc. Scyci, w zamian za wsparcie podczas wojny, wyposażyli Gelonów w odpowiednią ilość wozów, bydła oraz wszelkiego dobytku – sami otrzymali tajniki gelońskiej metalurgii. Tak więc, na przekór bogom, rody Skytesa i Gelonesa rozeszły się w pokoju a Ci spośród Gelonów którzy nie byli w stanie odbyć wyczerpującej wędrówki pozostali wśród Scytów. Gelonowie powędrowali do Grecji – na zachód wzdłuż wybrzeży Morza Czarnego. Okoliczne plemiona wyczerpane dopiero co zakończoną wojną nie utrudniały przemarszu do Olbii. Z tamtąd już statkami licząca blisko dwie setki grupa gelońskich wędrowców dotarła na Kretę, która miała być przedostatnim przystankiem ich tułaczki, a ostatnim epizodem okresu europejskiego.

Rus_wojDobrosław Wierzbowski – Rus Wojownik 

(Woj nuruski ? – CB)

Nurowie

Neurowie, starożytny lud identyfikowany przez większość badaczy polskich ze Słowianami. Najdawniejsze wiadomości (Herodot – V w. p.n.e.) lokalizują Neurowie na północny zachód od Morza Czarnego. Nazwa Neurowie wychodzi z użycia u schyłku starożytności, zastąpiona przez inne nazwy: Słowianie, Sporowie, Antowie, na Zachodzie – Wenetowie (Wenedowie).

Neurowie mają scytyjskie zwyczaje.
Na jedno pokolenie przed wyprawą Dariusza spotkało ich to nieszczęście, że musieli cały swój kraj opuścić z powodu węży. Mnóstwo ich wylęgło się w ich własnym kraju, a jeszcze więcej wtargnęło z wyżej położonych pustynnych okolic, tak że wreszcie, udręczeni tą plagą, opuścili ojczyznę i zamieszkali u Budynów.
Ci Neurowie wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie i zamieszkali w Scytii Hellenowie, że stale raz do roku każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać.

[Herodot; „Dzieje”; IV]

Zasiedlili ziemie na północ od Scytów Oraczy w dorzeczu Prypeci, na terenach obecnej północnej Ukrainy i południowej Białorusi. Byli prawdopodobnie twórcami tzw. Kultury miłogradzkiej, rozwijającej się od Horynia do Sejmu. W grodzisku Miłogradzkim odkryto domy w typie półziemianek oraz naziemne, wznoszone na słupach. W domach znajdowały się paleniska z kamieni, sierpy, rozcieracze, odciski ziaren zboża, kości zwierząt domowych, bransolety z brązu i srebra wskazujące na kontakty kulturowe z Zachodem i Południem.
Cmentarzyska położone w okolicy miejscowości Goroszkow i Asarewicze nosiły ślady konstrukcji nagrobnych umieszczone były tuż za obwarowaniem i fosą. Znaleziono tam naczynia i szczątki pokremacyjne oraz osobliwe mauzoleum “domek zmarłych” wypełniony kośćmi pozostałymi po kremacji. Są hipotezy , że Neurowie byli przodkami Prasłowian , lub co bardziej prawdopodobne Prabałtów, na co wskazuje obrządek ciałopalenia i umieszczanie prochów w dołach, lub pod kurhanem, w popielnicy, lub wsypanych luźno.

drzewotr9Symbol Drzewa Świata

Istowie

Estiowie, starożytny lud zamieszkujący południowo-wschodnie wybrzeża Bałtyku. Po raz pierwszy wspomina o nich Tacyt w Germanii (98 n.e.), informując m.in. o tym, że Estiowie trudnią się zbieraniem bursztynu. W początkach VI w. Teodoryk Wielki miał wysłać do Estiów list, dziękując za otrzymany bursztyn. Ponownie nazwa Estiowie pojawia się w IX w. u Einharda, Wulfstana. Wzmianki te pozwalają lokalizować Estiów u południowo-wschodnich wybrzeży Bałtyku, na wschód od ujścia Wisły. Spośród kilku koncepcji co do charakteru etnicznego Estiów obecnie najwłaściwszą wydaje się uznanie ich za Bałtów. Siedziby Estiów lokalizuje się głównie na Sambii, ich archeologicznym odpowiednikiem ma być kultura Dollkeim-Kovrovo.

Bałtowie, plemiona ludów indoeuropejskich. Nazwa Bałtowie została utworzona sztucznie, zaproponował ją w 1845 G.H.F. Nesselmann, nawiązując do łacińskiej nazwy Morza Bałtyckiego (Mare Balticum). Tradycyjnie dzieli się Bałtów na zachodnich (obejmujących Prusów i Jaćwingów), wschodnich (czyli Litwinów i Łotyszy) oraz zajmujących pozycję pośrednią Kurów. Bałtowie zachodni i Kurowie są już ludami wymarłymi; osłabieni najazdami polskimi, ruskimi i krzyżackimi, zostali wchłonięci przez sąsiadów do końca XVII w.

Pierwotne siedziby Bałtów wschodnich sięgały aż po górny Dniepr i Okę. Ulegli oni slawizacji w okresie od 2. połowy I tysiąclecia do początku II tysiąclecia n.e., znana jest nazwa tylko jednego z nich (prawdopodobnie wschodniobałtyjskiego) – Goliad, mającego siedziby w okolicy Smoleńska. Slawizacji tych obszarów sprzyjała bliskość językowa Słowian i Bałtów. Przyjmuje się, że tzw. wspólnota bałto-słowiańska rozpadła się dopiero ok. połowy I tysiąclecia n.e.

Badania językoznawcze i archeologiczne wskazują, że pierwotne siedziby Bałtów znajdowały się w dorzeczu górnego Dniepru, na północ od Prypeci, na południe od środkowej Dźwiny, na zachód od górnej Oki. Wytworzenie się w na tym obszarze kultur związanych z Bałtami odnieść należy do połowy I tysiąclecia p.n.e. Należą do nich m.in. kultury: ceramiki kreskowanej, dnieprzańsko-dźwińska, juchnowska, prawdopodobnie także miłogradzka.

Migracje z tych terenów, mające miejsce od VI w. p.n.e., doprowadziły do zasiedlenia przez Bałtów ziem nad Morzem Bałtyckim (zmieszawszy się z miejscową ludnością, uformowali oni plemiona Bałtów zachodnich). Najstarsza kultura związana z Bałtami zachodnimi to kultura kurhanów zachodniobałtyjskich, obejmująca stopniowo teren między Pasłęką a Niemnem.Kontakty z cesarstwem rzymskim (eksport bursztynu) doprowadziły do znacznego rozwoju kulturowego Bałtów zachodnich.

Dzięki pisarzom rzymskim znane są pierwsze nazwy plemion Bałtów: Galindów łączyć można z kulturą bogaczewską, Sudowów z kulturą sudowska, a Estiów z kulturą Dollkeim-Kovrovo. Bałtowie nie wzięli udziału w wędrówkach ludów (oprócz grupy olsztyńskiej), od V w. obserwuje się poszerzenie zasięgu ich osadnictwa na zachód, aż po Wisłę. Ponieważ Bałtowie nie wytworzyli (oprócz Litwy) własnych scentralizowanych organizmów państwowych, a także zachowali wierzenia pogańskie, padli ofiarą ekspansji sąsiedniej Rusi, Polski, a zwłaszcza Zakonu Krzyżackiego, który w 1283 pokonał Jaćwież, a w 1295 – Prusów.

pomnnik1

Prusowie z Ludu Istów – potomkowie Borusów-Porusów-Poruszów

Prusowie, lud bałtycki osiadły w starożytności i średniowieczu pomiędzy dolną Wisłą i dolnym Niemnem, spokrewniony kulturowo i językowo z Litwinami i Łotyszami. Dzielili się na liczne mniejsze plemiona: Bartów, Galindów, Jaćwingów, Nadrowów, Natangów, Pogezanów, Pomezanów, Sambów, Sasinów, Skalowów, Warmów.

Od czasów Bolesława I Chrobrego władcy Polski podejmowali próby ich chrystianizacji. Misja św. Wojciecha zakończyła się jego śmiercią (997). Dążący do utworzenia samodzielnego państwa cysterskiego mnisi z klasztoru w Łeknie podjęli na początku XIII w. próbę działań misyjnych wśród Prusów na większą skalę.

Do obrony terenów zamieszkanych przez Prusów nawróconych na wiarę chrześcijańską powołali zakon rycerski, znany później pod nazwą dobrzyńców. Książę Konrad I Mazowiecki obawiający się utraty wpływów politycznych w Prusach sprowadził w 1226 Zakon Krzyżacki i osadził go na pograniczu mazowiecko-pruskim.

1235 Krzyżacy inkorporowali dobrzyńców, 1237 kawalerów mieczowych. 1249 pomimo udanego powstania Prusowie zmuszeni zostali do podpisania układu z Krzyżakami. Porozumienie podpisane w Kiszporku zobowiązywało Prusów do przyjęcia chrześcijaństwa i złożenia przysięgi na wierność Zakonowi, w zamian mieli uzyskać równe prawa z przybyszami niemieckimi. Pod panowaniem krzyżackim ulegli całkowitej germanizacji.

Borusowie resiiBorusowie-Poruszowie

Jątowie – Jąćwędowie-Jaćwingowie

Jaćwingowie, Jaćwięgi, wymarły lud bałtyjski zaliczany do plemion pruskich. Zamieszkiwał tzw. Jaćwierz (Sudowię), obszar położony między Biebrzą na południu, Niemnem na wschodzie i północy, od zachodu ograniczony środkowym biegiem Szeszupy i terenami na wschód od jezior Śniardwy i Mamry.

Przybyli wraz z innymi plemionami Bałtów znad środkowego Dniepru, Prypeci i Protawy ok. VI w. W X-XIII w. prowadzili liczne najazdy łupieżcze na tereny księstw ruskich i polskich. W 2. połowie XIII w. ulegli połączonym siłom Rusi, Polski i Zakonu Krzyżackiego. Pod ich napoerm państwo plemienne Jaćwingów upadło w 1283, jego tereny zostały podzielone pomiędzy Zakon, Polskę i Litwę. Część ludności Krzyżacy wysiedlili do Sambii, gdzie przetrwali do XVI w.

średniowiecze, drzwi gnieźnieńskie

Mazurzy – naszym zdaniem Słowianie Mazowie

Mazury, historyczna i etnograficzna kraina położona w północnej Polsce, w obrębie Pojezierza Mazurskiego i regionów sąsiadujących.

We wczesnym średniowieczu zamieszkiwane przez plemię Prusów, w latach 1233-1238 podbitych przez Krzyżaków, którzy ich całkowicie wyniszczyli. Na terenie dawnych siedzib pruskich powstało państwo zwane Prusami Zakonnymi, a od czasów sekularyzacji zakonu krzyżackiego (1525) Prusami Książęcymi. Władzę w Prusach sprawowali książęta z rodu Hohenzollernów, wasale królów polskich do czasu połączenia się Prus Książęcych z Brandenburgią (1618) i utworzenia państwa o nazwie Prusy. Obecne Mazury, jako tzw. Prusy Wschodnie, stanowiły wówczas prowincję Prus.

Mieszkańcami Mazur w znacznej mierze była napływowa ludność polska, głównie przybyli z Mazowsza chłopi, którzy zachowali swój język, kulturę i religię. W okresie nasilenia akcji germanizacyjnej w XIX w. Niemcy starali się zatrzeć świadomość polskiego pochodzenia miejscowej ludności, nadając jej nazwę Mazurów. Pojawiła się nazwa Mazury jako nowe określenie Prus Wschodnich. Próby germanizacji napotkały opór, w obronie polskości stanęli wybitni działacze społeczni, m.in. H.M.G. Gizewiusz, K.C. Mrongowiusz. Powstawały polskie wydawnictwa lokalne i partie polityczne o charakterze narodowym (m.in. Mazurska Partia Ludowa).

Po I wojnie światowej działacze mazurscy utworzyli w Warszawie 1919 Mazurski Komitet Plebiscytowy, który prowadził agitację za przynależnością do Polski w okresie plebiscytu w 1920. Głosowanie prowadzone w warunkach sprawowania władzy administracyjnej przez Niemców przyniosło niekorzystne wyniki, gdyż tylko trzy gminy mazurskie włączone zostały do państwa polskiego. W okresie międzywojennym działało na Mazurach szereg polskich organizacji narodowych, które po 1922 weszły do Związku Polaków w Niemczech. Prześladowania działaczy mazurskich nasiliły się po dojściu Hitlera do władzy, wielu z nich zginęło w obozach koncentracyjnych.

Po II wojnie światowej, decyzją zwycięskich mocarstw, Mazury przyznano Polsce.

Wciąż i wciąż powtarza się wiele kłamstw, które stają się prawdą… A może jednak…?

 

Gleń ( Gołuń ) Gelonos

 

Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lugiów ( Lęgów ) i Neurów ( Nurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

 

Mapa przedstawia sytuację od 8000 p.n.e. do 4000 p.n.e. – Zasięg Wenetów [kliknij]

[Mapa na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”. Zasięg został wyznaczony przez pana Millera i w zasadzie pokrywa się z zasięgiem określonym dla Wenetów przez H. Łowmiańskiego, z tą różnicą, że Łowmiański zaznaczył też Wenetę na południu Wysp Brytyjskich i w Walii, na półwyspie Bretońskim gdzie Kręgi Carnacu – Czernca oraz osadnictwo Wenedów w Hiszpanii i Anatolii ]

Ponieważ ostatnio w Internecie pojawia się coraz więcej mapek przedstawiających niby to w obiektywnym świetle zupełnie fałszywy obraz zasięgu terytorialnego i przynależności plemion do rzekomego etnosu Germanii zamieszczamy tutaj kilka map dla sprostowania tej inwazji propagandowej prowadzonej w stylu iście goebelsowsko-hitlerowskim.

Oto wersja Goebels – Hitler z roku 2012:

Przedstawia rzekomą sytuację od 750 p.n.e do 400 n.e.

Oto jak ta mapa powinna wyglądać:

Jeszcze w XVIII wieku całe wybrzeże mówiło językiem wędlandzkim i drzewiańskim – bardzo podobnymi do kaszubskiego -a w X- XIII wieku obejmowało to zarówno ziemie za grodem Hammona (potem Hamburg) i okolice Kodenia (Kopenhaga).

Rekonkwista pokazana powyżej pochodzi od Niemców z Drezna, a jest rozpowszechniana po Polsce przez działaczy Ruchu Autonomii Śląska, którzy zapomnieli, że na Dolnym Śląsku w większości żyją teraz Nadbużanie, Lwowiacy, Kijowianie i inni Polacy ze Wschodu, którzy wcale nie popierają żadnej formy oderwania Śląska od Polski.

Porównajmy też z mapą rozkładu haplogrupy Słowiańskiej – tzw polskiej  R1a1g7 (mutacja M 458]. Podobny zasięg rzuca się w oczy. Zaznaczmy, co ważne, że to jest tylko ta ludność, która powstała z nadwiślańskiej mutacji haplogrupy R1a1 – Skołocko-Indo-Słowiańskiej, druga połowa ludności słowiańskiej ma haplogrupę taką samą jak SCYCI i Sarmaci- R1a1 – z 280. W Skandynawii dokonała się kolejna mutacja R1a1 – Z 284  (około 2400 p.n.e.) i ona jest składową Skandynawów współczesnych razem z R1b1 – Celtami oraz I1 – Staroeuropejczykami północnymi – Ilmerami. Skandynawowie to konglomerat tych trzech ludów. Mapa zielona u góry  pokazuje sytuację ekspansji chromosomu od roku 7500 p.n.e. -do 3000 p.n.e.

Poniżej na kilku mapach – trochę szerzej od 4000 p.n.e do roku 1000 z uwzględnieniem głównie Białej Chorwacji – ale obejmując także powyżej przedstawiony okres

Wenedowie, Lęgowie, Nurowie, Istowie, Burowie i Budynowie około 1500 p.n.e.

Straty terytorialne Wenedo-Lugio-Nurusji na zachodzie między 1500 – a 500 p.n.e. – na rzecz Celtów

Wenedo-Haria od 500 p.n.e – do 400 n.e (w pewnym okresie nazywana przez Rzymian Germanią) – różowe terytoria sukcesywnie tracone

Chorwacja Kraków i Popielidów (500 – 900 n.e.)

Sławia – Wiślania – Państwo Mieszka I w X wieku

Słowiańskie wybrzeże Bałtyku w VI- XII wieku

[6 powyższych map wykonano na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”.]

Każdą mapkę warto kliknąć żeby powiększyć – Zwracam uwagę na tej ostatniej na świątynie Trzygłowych bogów – Białobogi i Czarnogłowa rozlokowane na wybrzeżu Wenedyjskim (Wandalskim)

Ta mapa dobrze pokazuje Słowiańskie plemiona w VI-VII  wieku – Suiones – w Skandynawii i Goci – Gątowie – Geci Naddunajscy i  Nadazowscy oraz Dachowie – Dakhowie – to plemiona Słowiano-Drackie, znani są też Dakhowie, którzy współtworzyli Persję, a przeszli znad Morza Czarnego przez Kaukaz – to jest jedna z fal powrotnych R1a1 do Azji (gdzie w większości Słowiano-Indo-Skołoci mają haplogrupę R1a1 – Z 93 a razem z przedstawicielami innych mutacji R1a1 (Z280 i M 458) oraz innych haplogrup utworzyli etnosy słowiano-tureckie Khazachskie (Hazaria, Kazachstan, Kirgizja i inne) Bułgarskie, Awarskie, Huńskie, Madziarskie, razem ze Staroeuropejczykami I1 i Finami – (N) – utworzyli etnos Bałtyjski (Istyjski, Ilmeryjsko-Issedono-Aesti)

Należy zwrócić uwagę na często czynioną pomyłkę : Nie powinno się RÓWNAĆ ETNOSU Z HAPLOGRUPĄ.  Etnos słowiański jako składnik jest wszędzie tam gdzie występuje ta haplogrupa w składzie etnicznym na danym terytorium. On jest słowiańskim wkładem w “cywilizację” na danym obszarze, ale etnos jest współtworzony przez wszystkie występujące tam haplogrupy w ramach mieszania się ludności, a więc np w Polsce do 60 % R1a1 (złożonej z M458 i Z 280) dochodzą głównie R1b1 i I2 , a w Indiach inne haplogrupy, w Macedonii występuje równowaga R1a1, R1b1, I1, I2 oraz E. Ci ludzie mówią po słowiańsku i identyfikują się ze słowiańskością ale pochodzą od różnych haplogrup które razem stworzyły etnos Macedoński. To samo dotyczy Skandynawii i dzisiejszych Niemiec które są współtworzone przesz Słowian od zarania swego istnienia. Warto by Niemcy wreszcie zaczęli o tym mówić i zapamiętali to – 30% wkładu w ethnos niemiecki to Słowianie.

– A poza tym bez żadnego komentarza, niech mówią same mapy – które są w zgodzie absolutnej z rozprzestrzenieniem haplogrupy genetycznej Y-DNA R1a1 uznawanej powszechnie na świecie za Słowiańską (poza Niemcami, które dalej uprawiają Drang nach Osten – niezmordowanie od 1000 lat).

CB

Za: http://bialczynski.wordpress.com/2012/02/14/zasieg-wenedow-wedow-lugiow-legow-i-neurow-nurow-kontra-dalszym-falszerstwom-niemieckim/
 
Czytaj więcej:

Krainy , Miejsca , Ludy Królestwa SiS

 

  1. 2012-08-21 o 4:00 PM

    O SŁOWIAŃSKIM CHARAKTERZE POLAKÓW I ROSJAN

    „Nasze cechy osobnicze zależą od genów – chemicznych instrukcji dotyczących tego, jak powinniśmy się rozwijać i funkcjonować. (…) Dzięki genom dziedziczymy nie tylko „rodową twarz”, ale także wiele innych cech naszej fizjologii, psychiki i zachowania… „ – pisze biolog Robin Baker w swej kontrowersyjnej „Wojnie plemników” (Poznań 1999). Biologicznie jako zbiorowość – naród – jesteśmy Słowianami (oczywiście z przymieszkami obcymi, jak każdy naród na tym świecie). Dziedziczymy więc biologiczno-charakterologiczne (psychiczne) cechy naszych słowiańskich przodków (ową „słowiańską duszę”). Charakterem też przypominamy inne narody słowiańskie, w tym naród (etniczny) rosyjski (pomimo zdecydowanie większej u niego przymieszki „krwi azjatyckiej”).
    ***
    Cywilizacyjnie Słowiańszczyzna jest od wieków podzielona; z grubsza biorąc – na Zachód i Wschód. Jednak pomimo różnic cywilizacyjnych (i religijnych) Słowianie (do dzisiaj!) wykazują zadziwiające podobieństwa.
    Już bizantyjski cesarz Maurycy (w traktacie militarnym „Taktika” z VII w. po Chr.) zauważył, iż Słowianie „będąc anarchicznego usposobienia i nienawidząc się wzajemnie, nie znają szyku wojennego. (…) Gdy bowiem zajdzie pomiędzy nimi różnica zdań, wówczas albo w ogóle nie mogą dojść do zgody, albo nawet jeśli się pogodzą, to postanowienia ich zaraz inni przekroczą”. Zdarzało się w sytuacjach nadzwyczajnych – wobec zagrożeń zewnętrznych – że Słowianie potrafili niekiedy przynajmniej wymuszać jednomyślność na swych rozkrzyczanych wiecach, jak to było np. u Wieletów, gdzie okładano kijami nieprawomyślnych.
    Ta tradycyjna, słowiańska kłótliwość i zawiść, a także owa „wzajemna nienawiść” sprawiała, że trzeba było niekiedy wzywać obcych rządców kraju, jak to było u Rusów, zapraszających skandynawskich Waregów, czy u Słowian południowo-zachodnich rządzonych w VII wieku przez frankijskiego kupca Samona (prawdopodobnie Galla z pochodzenia). Stąd się wziął stereotyp zanarchizowanego Słowianina, niezdolnego do stworzenia sprawnej organizacji państwowej, zresztą nie do końca prawdziwy, ale funkcjonujący np. w tzw. europejskim podręczniku historii (w krajach członkowskich „jedenastki”). Kłótliwość, warcholstwo, niechęć do podporządkowywania się „swoim”, zawiść – to jednak stałe cechy charakteru słowiańskiego – jakby niereformowalne. Tylko pod żelaznymi rządami wybitnych, aczkolwiek azjatycko okrutnych indywidualności Słowianie byli zdolni dokonywać niemal cudów zdyscyplinowania i (wymuszonej raczej) lojalności. Dzięki takim rządom powstało największe imperium słowiańskie, Rosja, korzystające z doświadczeń swych niegdysiejszych pogromców – Mongołów. Losy naszego „demokratycznego” państwa, szczycącego się swą „złotą wolnością”, potoczyły się zupełnie inaczej – od wielkiej potęgi (choć nie był to tylko sen o potędze) do całkowitego upadku w państwowym niebycie…
    ***
    Rosja przypomina dziś pod wieloma względami Polskę. Polacy – pod wieloma względami Rosjan, choć rozdzieleni politycznie – we wrażych stosunkach .
    My, jak i Rosjanie, marzymy o silnym państwie, dobrobycie, ładzie i porządku, o ukróceniu złodziejstwa grosza publicznego (choć nie tylko)… Mimo różnic cywilizacyjnych, religijnych, obyczajowych w charakterze narodowym Polaków i Rosjan przebija wyraźnie – jak na palimpseście – owa słowiańskość.
    Gościnność jest cechą najbardziej bodaj charakterystyczną naszych narodów; stąd też owa łatwość asymilowania obcych – nawet Murzynów z dalekiej Afryki (np. Puszkin). Stąd i usposobienie współczujące; gotowość do pomocy innym, do dzielenia się tym, co się samemu posiada, nawet jeśli się samemu nie ma zbyt wiele.
    Choć Rosjanie mogą mówić za Dostojewskim, że niemal wszystko, czym się szczycą, wyrosło z prawosławia, to jednak nikt nie zaprzeczy, że wywiedziona stąd (przez Tiutczewa) „zdolność do samozaparcia i samopoświęcenia”, jest także cechą charakteryzującą nasz naród (mit „Chrystusa narodów” czy „Winkelrieda”) – bynajmniej nie ukonstytuowaną przez chrześcijaństwo wschodnie.
    My, jak i Rosjanie („Rosjanin nie potrafi się obejść bez serdecznego kontaktu z Bogiem” L. Tichomirow), traktujemy wiarę religijną jako główną podporę charakteru. Nawet przysłowia świadczą o podobnym podejściu do życia. Rosjanin powie o ubóstwie:

    Ubóstwo nie hańbi.
    Poddaj się biedzie – i bieda się podda.
    Im więcej zmartwień, tym bliżej Boga.
    Cierpliwość lepsza niż ratunek.
    A Polak mu wtóruje:
    Nie ten ubogi, który mało ma,
    ale ów, który więcej mieć pragnie.
    Ubogi przyszedł – Chrystus przyszedł.
    Cierpliwość najlepsze lekarstwo.
    Cierpliwy wszystko wytrwa.

    Podobnie jak Rosjanie mamy zadziwiającą łatwość rozstawania się z życiem; ów epicki spokój w obliczu śmierci (np. u L. Tołstoja) – u nas np. bohaterowie Trylogii Sienkiewicza.
    Tak samo jak Rosjanie nie przywiązujemy aż takiej wagi do bogactwa, zadowalając się umiarkowanym dostatkiem. Swobodnie moglibyśmy przyjąć za własne owe rosyjskie przysłowia:

    Kto na małym nie poprzestaje, ten dużego nie godzien.

    Będziesz żył nad stan, niczego się nie dorobisz.

    A jakże wspólne są naszym narodom takie cechy, jak:

    – otwartość i szczerość;
    – naturalna, niewymuszona prostota zachowania
    (sięgająca nawet granic prostodusznej naiwności);
    – brak próżności;
    – jowialność;
    – niezwykła łatwość nawiązywania kontaktów interpersonalnych;
    – wrażliwość;
    – wszechstronne zdolności;
    – otwartość i śmiałość decyzji…

    Czechow („W drodze”) zauważył u Rosjan niezwykłą ufność, dociekliwość i głębię myśli, ale „wszystko to rozpada się w pył w zetknięciu z beztroską, lenistwem i marzycielską lekkomyślnością”. To samo można powiedzieć i o nas – Polakach. Podobnie jak Rosjanie, miast trzeźwego pojmowania rzeczywistości, i my żywimy się sennymi marzeniami, fantazjami i romantyczno-mesjanistycznymi urojeniami. Nie umiemy przewidywać, jesteśmy zaskoczeni skutkami własnych nieprzemyślanych postępków; ulegli wobec losu, na ogół łatwo godzimy się z niepowodzeniami.
    Tak jak Rosjanie „pracujemy nie systematycznie, lecz zrywami” (W. Kluczewski). „Praca Rosjanina (etnicznego) nie ma w sobie prężnego, równomiernego napięcia; nie jest systematyczna i rytmiczna”, jak zauważył rosyjski działacz społeczny S. S. Masłow. Nie inaczej wygląda praca (etnicznego) Polaka. Ów brak systematyczności (tak charakterystyczny np. dla Niemców), wytrwałości, wewnętrznej dyscypliny – to podstawowe „słowiańskie” wady Polaków i Rosjan. „(Już nie wspominając o straszliwym pijaństwie prowadzącym do odczłowieczenia). Często nie potrafimy skupić całej woli na tym, co istotne. A niekiedy i samej woli nam nie starcza” (A. Sołżenicyn).
    Rosjanie, zupełnie jak Polacy, są przekonani o sprzedajności ludzi prawa (nasze przysłowie: Byś miał najsprawiedliwszą, a nie miał kalety, albo lisa w zanadrzu, albo wuja w prawie – przegrasz); wierzymy bardziej w „żywą sprawiedliwość” (rosyjskie – Niechby wszystkie prawa przepadły, byle tylko ludzie prawdą żyli). Tak samo w Polsce, jak i w Rosji korupcja jest piramidalna – na mongolskim poziomie (gdzie nam do Skandynawów!).
    Wreszcie jak współcześni Rosjanie zniechęciliśmy się do skorumpowanej polityki i działalności publicznej. Mamy dość tych wszystkich mafii i bandytyzmu. A „nasze” tęsknoty piłsudczykowskie świadczą, że tak, jak wschodni Słowianie wypatrujemy „męża Opatrznościowego”, który zrobi porządek w kraju – pogoni tych wszystkich „rozpanoszonych szujów i łajdaków”…
    Pomimo wszystkich podobieństw – od współczesnych Rosjan różnimy się nie tylko religią, cywilizacją, historią, tradycją i obyczajem – tym, że my jesteśmy w NATO, a oni nie; że „my” chcemy do unii, a oni nie; ale także tym, że oni oczekują cudu ze strony rządzących (może Putin?), my jakbyśmy zatracili wszelkie złudzenia i nadzieje (kto jeszcze wierzy w AWS czy SLD?). Jednocześnie tak samo, jak oni, wydajemy się być bezradni i ulegli wobec losu. Rządzący sobie rządzą, a lud biedę klepie – czasami tylko maszeruje i wykrzykuje w jałowych – nic nie znaczących manifestacjach…
    Tekst sprzed kilku dobrych lat…
    Autor: Ermikles

    Lubię

  2. 2012-08-27 o 6:00 PM

    Woje , obrzy i piraci , czyli starosłowiańska wojskowość

    Można by podejrzewać, że ideałem chrześcijańskiej historii byłoby stwierdzenie, że do czasu chrystianizacji nas (Słowian) w ogóle nie było. Dopiero z pokropionej wodą święconą ziemi wyrośli gorliwi chrześcijanie, którzy z radością przyjęli „dobrą nowinę” …

    Prawda nie jest jednak tak chrześcijańska. Istnieliśmy już wcześniej, mieliśmy własną kulturę i wierzenia (które zostały jedynie przechrzczone), własny język (wszyscy Słowianie kiedyś gadali tak samo) i prawdopodobnie słowo pisane (mowa nie tylko o głagolicy, ale też o runach słowiańskich, których istnienie jest najzacieklej negowane przez obecnych, zwłaszcza polskich historyków), wreszcie mieliśmy własne modele wojskowości, naprawdę niezwykłe.

    Czemu poruszam temat militarny? Ponieważ był on niesamowicie istotny w feudalnym chrześcijaństwie: wojskowość była omawiana przez duchowieństwo, nawet teologów – oręż godna i niegodna (jak np. kusze), prawo do jej noszenia, jej pogański i chrześcijański charakter, taktyka i sposób prowadzenia wojen (który różnił się w przypadku chrześcijan i pogan, czy innowierców). Feudalizm przetrwał tak długo, mimo swoich wad, tylko dzięki wsparciu militarnemu. Ale też pod wpływem (głównie) nowego modelu wojskowości ustąpił miejsca monarchii.

    Oczywiście w powszechnym mniemaniu pogańscy Słowianie (jeśli ktoś już uzna, że istnieli) byli prymitywnymi dzikusami na bagnach, niewartymi wspominki. Jeśli zwyciężali w boju, to tylko dzięki ogromnej przewadze. Czy aby na pewno?

    Nie ulega wątpliwościom, że Słowianie bardzo przerazili Bizancjum w 626 roku (nawet Słowianki brały udział w walce i oblężeniu Konstantynopola), nie mniej niż antyfeudalny bunt pod wodzą Tomasza Słowianina (Tomasza z Giazury), który niemal skończył z imperium. Gdy władcy muzułmańscy przejęli władzę w Hiszpanii, uczynili ze słowiańskich niewolników gwardię, która wielokrotnie budziła prawdziwą grozę. W latach dwudziestych X wieku emir Sabir (Słowianin!) był dowódcą floty arabskiej w czasie jej operacji na Sycylii i południowej Italii. Dużą część jego wojowników znowu stanowili Słowianie. Teofilakt Simonakta wyraźnie podaje, że już Awarzy w VII wieku starali się przeciągnąć Słowian na swoją stronę poprzez hojne podarki. Pseudo-Maurycjusz w swoim Strategikonie pisze o kiepskim stanie fizycznym legionistów italskich, którzy już nawet nie potrafili napiąć łuku, bez problemów obsługiwanego przez Słowian.

    Na podstawie obliczeń niemieckiego historyka Schunemanna okazało się, że od ekspedycji Karola Wielkiego w 789 roku do najazdu Fryderyka Rudobrodego na Polskę w 1157 roku, zorganizowano przeciwko Słowiańszczyźnie co najmniej 170 wypraw germańskich (frankijskich, niemieckich i saskich). Z tego zaledwie co trzecia odniosła sukces, reszta zaś skończyła się porażką, często dotkliwą, a w 20 wypadkach wręcz katastrofą germańskich wojsk. Warto od razu zaznaczyć, że w zdecydowanej większości wypadków przewaga militarna była absolutnie po stronie najeźdźców.

    Już Ibrahim ibn Jakub zwrócił uwagę, że „Na ogół Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile”.

    Od razu nasuwa się pytanie, jaka była ta tajemnica sukcesów Słowian?

    Przede wszystkim duża elastyczność, jeśli chodzie o czerpanie z innych wzorców. Wśród Słowian można znaleźć tak nomadów, jak i ciężką piechotę, machiny oblężnicze, rewelacyjnych marynarzy, doskonałą kawalerię i oczywiście oddziały sprawiające wrażenie dzikich watah. Jednak wszyscy oni zawsze zachowywali pewien specyficzny, słowiański rys.

    Dla wielu będzie to zaskoczeniem, ale prawdziwie rdzenną bronią dawnego Słowianina był łuk. Cisowy o długości nawet do 160 cm miał doskonałe osiągi, znacznie lepsze od krótkich łuków stosowanych wówczas na zachodzie Europy. Dopiero wprowadzenie (ale tylko w dużej ilości) kusz mogło zniwelować przewagę. Oczywiście w etnosie słowiańskim prawdziwe konne łucznictwo występowało sporadycznie, może za wyjątkiem okresu kontaktów z konnymi nomadami (jak Awarowie i Madziarzy), ale nawet nasi książęcy drużnicy zawsze mieli ze sobą przytroczone do siodła łuki – używali ich najprawdopodobniej podczas postoju lub w ogóle po zejściu z konia. Strzały czasami zatruwano, szczególnie na Połabiu. O dużym przywiązaniu do tej broni świadczy fakt częstych znalezisk łuków dziecięcych.

    Wiele znacząca jest też ogromna ilość rodzajów grotów strzał, znajdowana zwłaszcza na terenach Rusi Kijowskiej – do przebijania zbroi, wnikania w oczka kolczugi, ucinania kończyn, przecinania lin i czego tylko dusza zapragnie (mimo iż Rusowie nie słynęli jako wspaniali łucznicy). Pomysłowość w tym względzie jest wręcz oszałamiająca.

    Drugą taką ulubioną bronią Słowianina był długi i szeroki nóż, coś na kształt saksów, lecz bez tradycyjnych zdobień, o długości nawet do 40 i szerokości do 4 cm. Ciekawostką jest niewątpliwie, że Słowianie czasami decydowali się na pojedynki z użyciem noża, przywiązując do tego dużą wagę jako sposobu rozstrzygnięcia sporu bez walnej bitwy, o czym „Powieść minionych lat”, gdzie tak właśnie walczą kniaziowie Mścisław z Radedią, zaświadcza. Nie był to jednak „sąd boży” i nie był stosowany podczas „cywilnych” sporów.

    Miecze miały raczej ekskluzywną formę, używali ich bogatsi wojownicy, często darząc je szacunkiem i przekazując z ojca na syna. Podobny zwyczaj istniał na Pomorzu, ale tu z kolei przekazywano sobie topory. Były one bardziej preferowane, zwykle nieco lżejsze od np. normańskich (za wyjątkiem oczywiście Pomorza), albo maczugi, których używano nawet w walce na odległość (Połabianie nazywali je wiekiery).

    Chrześcijaństwo zawsze starało się wprowadzić nowe, właściwe sobie wzorce wojskowości, zwalczając jednocześnie wszelkie ślady pogaństwa. Tak było z Sasami, którzy wojskowo schrystianizowali się bardzo szybko i w zasadzie bez problemów. Z Normanami było już gorzej, zaś w przypadku Słowian była to udręka! Nawet książęcy drużnicy byli przywiązani do dawnych wzorów, trocząc do siodeł długie, nieporęczne łuki i topory o swojskich żeleźcach. W okresie wykształcenia się warstwy rycerskiej nasi wyglądali zawsze trochę inaczej. Szymon Kobyliński nazywał zachodnioeuropejskie rycerstwo gorylowatym (związane jest to z wyglądem zachodniego rycerza, nieco … okrąglejszego) w odróżnieniu od naszego, na wschodni sposób przypominającego smukłe, stalowe ostrze.

    Jednak najbardziej szokujący dla duchowieństwa był zwyczaj wśród „szeregowych” wojowników, polegający na ubieraniu się w zwierzęce skóry i zakładania na głowę wilczych lub niedźwiedzich czerepów. Uzyskiwało się dzięki temu doskonały efekt psychologiczny (tacy Wieleci i Rusowie jeszcze się tatuowali), wywołujący u wrogów drżenie kolan. Mimo nawet kazań o pogańskich obyczajach (które obejmowały także uzbrojenie), taki wojownik-wilkołak (zwłaszcza z plebsu) występował na naszych terenach aż po sam kres średniowiecza!

    Paradoksalnie owa barbaryzacja militariów szczególnie nasilała się podczas chrystianizacji, będąc przejawem buntu albo skutecznym sposobem walki z chrześcijańskim wojskiem. Ona też wpłynęła na szczególnie nasilenie na naszych terenach zakazów posiadania broni przez plebs. Szczególnie u Czechów posunięto ten zakaz do absurdu – grodowi pełnili służbę z kijami (zamiast włóczni), a po powrocie z wojennych wypraw, zaraz po przekroczeniu granicy, cała broń chłopskiej piechoty była składowana na wozach, pod czujnym okiem oczywiście …

    Rzecz jasna wilcze czerepy nie stanowiły jedynej osłony. Nie da się już zaprzeczyć (a próbowano!), że zbroją Słowian była skóra prażona na ogniu, wzmacniana kawałkami kości, często zakładana jedynie na tors – wykonanie jej było prostsze, co nie znaczy że była to ochrona prymitywna. Przeciwko strzałom była całkiem skuteczna i nie krępowała ruchów w walce wręcz. Były też oczywiście różne jej interesujące wersje, np. na wschodzie spotykano karaceny sporządzane z jelenich kopyt (bardzo twardych).

    Podobnie było z tarczą, która w słowiańskim wydaniu była lżejsza i okrągła (zamiast preferowanych w zachodniej wojskowości normańskich tarcz migdałowego kształtu), jej także uparcie używano przez bardzo długi czas. Wbrew pozorom, niewielka tarcza, zwłaszcza w ręce sprawnego wojownika, jest dużo bardziej skuteczna (można się nią bronić bez utraty kontaktu wzrokowego, do tego nie stając się worem do obijania), ale oczywiście w luźnej walce.

    Bo Słowianie właśnie preferowali walkę w luźnym szyku (tylko z pozoru bezładnym), ostrzał z łuków i miotanie oszczepów, dzirytów, włóczni, pojedynki jeden na jeden. W walce bezpośredniej stosowali chętnie i bardzo skutecznie krótkie włócznie. To dlatego właśnie germańska wojskowość za swoją podstawę w walce ze Słowianami uznała ścianę z normańskich tarcz w połączeniu z żelazną dyscypliną – po prostu w inny sposób nie dawali rady.

    Oczywiście nie sposób pominąć konnicy. Nie jest prawdą, że Słowianie nadawali się jedynie do piechoty – już kontakty z nomadami (Awarowie, Madziarzy i Proto-Bułgarzy, czyli Hunowie) zaowocowały szybko przyswojeniem tego sposobu walki. Tak było w Państwie Samona, Wielkomorawskiej Rzeszy i Wielkiej Bułgarii, tak było też później, np. na Rusi Kijowskiej. Obodrzyce na Połabiu dużo wcześniej niż Sasi zajmowali się hodowlą koni roślejszych i znacznie szybciej od nich stosowali formacje jazdy, często w sposób bardzo zaskakujący (przykładem są niesamowite desanty księcia Niklota). Jednak wielki koń, oprócz niewątpliwych zalet, ma też wady – trzeba na niego chuchać i dmuchać a kilka tygodni w polu wystarczy, by stracił swoje zdolności bojowe. Dlatego też, nie tylko w stepie ale i na naszych terenach (pokrytych puszczami), chętnie stosowano małe, leśne koniki, mniej wymagające i znacznie bardziej wytrwałe.

    Jeszcze ciekawostka – na terenach Moraw i dawnego Państwa Wiślan, aż do co najmniej IX wieku był popularny awarski wzorzec wojskowości, dzięki któremu wojownicy uzyskiwali wysoki status społeczny. Byli to konni łucznicy, świetnie opancerzeni, potrafiący walczyć mieczem i przede wszystkim stosować kawaleryjską szarżę z użyciem włóczni. Sprawne posługiwanie się wszystkimi tymi rodzajami broni uchodziło za szczyt wojennych umiejętności. Mimo awarskiego uzbrojenia i sposobu walki, byli to Słowianie, a zdradzają ich miejsca pochówku, w których odkrywano miecze (topory) zamiast szabel, słowiańskie umba przy tarczach, kościane zbroje zamiast metalowych (choć nie zawsze). To oni właśnie podtrzymywali tradycje owych strasznych „obrów”, olbrzymów nie do pokonania. Termin „obrzy” odnosi się zatem tak do Awarów jak i Słowian.

    Bez problemów Słowianie używali też machin oblężniczych, choćby w przypadku ataku na Sołuń w 622 roku, jak wieże oblężnicze, wyrzutnie do miotania wielkich kamieni (zwane na Rusi porokami), tarany i kusze wystrzeliwujące wielkie strzały. Potwierdzone jest także stosowanie przez Słowian … ognia greckiego („Kamień i Wolin” R. Kiersznowski), budzącej prawdziwą grozę broni średniowiecza, tak w bitwach morskich jak i w oblężeniach. Jan z Efezu (VI wiek) pisze o Sklawinach (Słowianach) którzy „przeszli przez cała Helladę, ziemie Tesalii i Tracji”, że „zdobyli wiele grodów i miast” i „nauczyli się się prowadzić wojnę lepiej niż Rhomajowie”.

    Mimo iż działalność morska Słowian ma późniejszą metrykę niż innych narodów, to i w tej dziedzinie potrafili oni dorównać a czasami nawet przewyższyć samych Greków i Wikingów, czego przykładami są Chorwaci, Rusowie, wojny morskie Obodrzyców i zwłaszcza Ranowie, z którymi Duńczycy zwyczajnie nie mogli się równać. Naprawdę pełne chwały są walki morskie na Bałtyku, podczas których Słowianie wyróżnili się niezwykłymi umiejętnościami w tej dziedzinie.

    Słowiańscy piraci zaś to fascynujący temat. Oczywiście są oni w zasadzie nieznani, tymczasem ich działalność trwała wieki a swój szczyt osiągnęła w XII w. Mimo dużych różnic pomiędzy etnosem skandynawskim i słowiańskim, w obu przypadkach używano niemal takich samych okrętów i w takim samym systemie lendungowym (podział terytorialny na jednostki zdolne do budowy i utrzymania okrętu) – zwykle czterdziestowiosłowce (sneki) lub sześćdziesięciowiosłowce (skeidy). Naprawdę szybkie i wspaniałe łodzie, które swoją skończoną formę uzyskały już w VIII wieku. Drakkary, jako zbyt duże (nawet 120 wioseł!) i kosztowne, były tak naprawdę niezmiernie rzadko spotykane, nawet u wielkich władców.

    Obie te nacje różniły sposoby zdobienia łodzi – Normanowie traktowali swoje jak obiekt kultu, umieszczając rzeźbioną głowę smoka na dziobie, Słowianie zaś przyczepiali tam końskie czaszki. Żagle Normanów były często wspaniale (i kosztownie!) purpurowe, zaś Słowianie używali czarnych. Podobnie było z burtami łodzi, tarczami, nawet odzieżą – wszystko czarne. Wywoływało to przerażający efekt i było bardzo popularne szczególnie u Ranów, zawołanych korsarzy.

    Słowiańscy piraci mieli niewątpliwie jedną przewagę na Wikingami. „Normańska burza” to działalność ciężkozbrojnej piechoty, natomiast Słowianie często transportowali oddziały szybkiej kawalerii, co umożliwiało im znacznie większą elastyczność. Do historii powinna przejść ogólnosłowiańska wyprawa pod wodza księcia Racibora, na Konungahalę (przeciwdziałająca układowi duńsko-niemieckiemu), której rozmiary do dziś zaskakują – miało to być 650 okrętów z prawie 29 tysiącami ludzi!

    Działalność słowiańskich piratów (która często była umotywowana politycznie i handlowo, nie tylko stanowiąca rozbójnicze eskapady) doprowadziła nawet w Danii do pomysłu utworzenia zakonu chrześcijańskiego, mającego się zająć tym problemem! Absolutne poprawne jest stwierdzenie (oparte na relacjach skandynawskich skaldów), że mit niepodzielnej dominacji Wikingów na morzach został brutalnie unicestwiony przez Słowian. Na pewno ironią jest to, że głównymi ofiarami słowiańskich piratów byli właśnie potomkowie Wikingów …

    Ciekawostka – niewątpliwie to berserkerowie są znani ze swojego szału bitewnego (berserkergang). Wielu historyków twierdzi, ze ów szał był zwyczajnie udawany, stanowił broń psychologiczną. Ale już naprawdę interesujące jest, że w taki szał wpadali też Słowianie, szczególnie znani z tego byli właśnie Ranowie. I nie było to udawane, bo kiedyś (najprawdopodobniej odurzeni) atakując przez trzy dni (!) w zasadzie gołymi rękoma armię Duńczyków, niemalże doprowadzili do własnej zagłady … ale to temat na inną opowieść.

    Nie da się ukryć, że przedchrześcijańska historia Słowian nie jest historią prymitywów siedzących na bagnach i rzucających kamienie. Nie powinniśmy mieć absolutnie żadnych kompleksów – nasze armie były często nie mniej nowoczesne od wojsk ówczesnych potęg, jak Bizancjum czy Frankowie, a nasi woje potrafili tłuc Wikingów (i ich potomków) na morzu, nomadów w stepie, czy innych wojowników w bezpośrednim starciu.

    Rzecz jasna kolejnym pytaniem, jakie automatycznie się nasuwa, jest: dlaczego pomimo wielu spektakularnych sukcesów, ponosili też dotkliwe klęski? Mongołowie pobili Rusów, Połabie zostało zaanektowane, Wielka Bułgaria pokonana przez Bizancjum, a i naszej historii jest wiele bolesnych momentów. Tylko że skromne i skłócone wojska Rusi nie mogły się równać liczebnie ze stricte militarną ordą o ogromnych rozmiarach. Połabie nie padło w wyniku klęsk militarnych ale wskutek wyniszczenia gospodarczego, jakie spadło na ten skromny obszarowo region, atakowany z chrześcijańską świętą zaciętością ze wszystkich stron. Wielka Bułgaria została tak naprawdę rozłożona od środka przez duchowieństwo greckie, wierne Bizancjum a nie swoim władcom. A i w naszym przypadku roi się od momentów dwuznacznych, jak choćby sprawa Krzyżaków – mieliśmy masę okazji, by z tym czysto bandyckim tworem skończyć, jednak zawsze stawał problem … wiary.

    Na koniec też należy dodać ostatni, ale bardzo istotny problem, z jakim etnos słowiański zawsze się borykał – rozdrobnienie i kłótliwość, często bardzo umiejętnie podsycana przez wrogów. Najlepiej to oddaje kolejny cytat z Ibrahima ibn Jakuba: „Słowianie wojują z Bizantyńczykami, Frankami, Longobardami i innymi narodami, a ich wojna toczy się miedzy nimi ze zmiennym szczęściem”.

    „ Historia Bułgarii ” Tadeusz Wasilewski .

    „ Historia Słowiańszczyzny ” Witold Hensel .

    „ Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny Zachodniej ” Gerard Labuda .

    „ Kronika Słowian – tom I – Państwo Wielkomorawskie i Kraj Wiślan ” Witold Chrzanowski .

    „ Słowianie Zachodni. Początki państwowości ” Andrzej Michałek .

    „ Słowianie Zachodni . Państwa wczesnofeudalne ” Andrzej Michałek .

    „ Słowianie Wschodni ” Andrzej Michałek .

    Za: http://ryuuk.salon24.pl/270981,woje-obrzy-i-piraci-czyli-staroslowianska-wojskowosc

    Zobacz też:
    Turnieje rycerskie :
    http://ryuuk.salon24.pl/388935,turnieje-rycerskie

    Lubię

  3. Ktoś
    2012-08-28 o 3:54 AM

    „Drugą taką ulubioną bronią Słowianina był długi i szeroki nóż, coś na kształt saksów, lecz bez tradycyjnych zdobień, o długości nawet do 40 i szerokości do 4 cm.” – był on o ostrzu twardym czy gietkim jak ostrza chińskich mieczy?

    Lubię

  4. 2012-10-26 o 11:00 AM

    1. Kapiszta w Rosi pod Biełogorodem w ziemicy Rosów była jedną z czterech wielkich świątyń bogini Roszy.
    Ziemica Rosów, rozłożona w dorzeczu Dunaju Roś, stała się zalążkiem historycznego państwa Rusów. Około I wieku n.e. dostała się pod panowanie Sarmatów. Swoje siedziby miało tutaj wtedy plemię Roksolanów[a]. Grupy bojowe tego plemienia składały się także ze słowiańskich, ruskich wojowników. Słowianie wchodzili od zarania swych dziejów w liczne związki z ludami tursko-irańskimi. Posiadają wiele wspólnych z Irańczykami nazw w obszarze słownictwa religijnego i nie tylko, jak również wiele pokrewnych mitów[b]. Udokumentowane są sojusze Słowian ze Scytami w VI wieku p.n.e.[c], jak i z Sarmatami około I-II w n.e.[d], czy w III-IV wieku z Hunami[e]. Wspólnie z Awarami opanowali w VI wieku południową i środkowo-zachodnią Europę, a wreszcie z turskimi Bułgarami, którzy zostali zasymilowani przez Słowian Naddunajskich[f], współżyli przez 200 lat we wspólnym państwie historycznym. W IV-V wieku nad Rosią miało swe siedziby plemię zarówno słowiańskich Rosów, jak i alańskich Rosomonów. Niektórzy badacze twierdzą, że zarówno Roksolanie, jak i Rosomoni byli czysto słowiańskiego pochodzenia. Od tych plemion pochodzi miano rozciągnięte na całą późniejszą Ruś. W tym czasie w widłach Rosi, Dniepru i Teterewu istniało królestwo Rosów związane z władztwem Attyli. Późniejszemu rozszerzeniu tej nazwy sprzyjało kilka okoliczności. Po pierwsze fakt przejęcia jej i rozpowszechnienia na północy i zachodzie Europy przez drużyny wojenno-kupieckiego bractwa normańskich Waregów, którzy zajmowali się handlem na Wołdze w IX wieku (zaczęto ich wtedy nazywać pośród Germanów Rossmenami albo Rossokarlami – członkami Bractwa Żeglarzy)[g]. Drugim czynnikiem sprzyjającym było ulokowanie centrum państwa Rurykowiczów w Kijowie, czyli ziemicy Rosów, Rosomonów, a wcześniej Roksolanów. Po trzecie w okresie późniejszym, gdy Słowenowie znad Ilmenia ustanowili swoim władcą Ruryka z Rossokarlów, książęce drużyny zbrojne, stanowiące władzę Rurykowiczów wśród plemion północno-wschodnich Słowian, nazywano Rusami.
    Rusowie nigdy nie nazywali Normanów inaczej niż Warjagami. Z kolei Nordowie nazywali Ruś zawsze Ostrogardem[h].
    Rosowie wywodzili się z ludu Budynów, a ich pierwszym władcą był Rus. Według podania wszyscy oni zrodzili się z krwi bogini Rossy, której synem był także Rusłan (Urusłan)[i].
    Druga ważna kapiszta Roszy-Sporzycy znajdowała się w ziemicy Istów, nad rzeką Wilją na wzgórzu Rossa[j]. Trzecie sanktuarium z Kopcem Roszy mieściło się w Charwacji Nadwiślańskiej – to dzisiejszy Rosiejów. Czwarta kapiszta leżała najpewniej w Roztoku w ziemicy Obodrzyców, nad rzeką Warnową (dzisiaj niemiecki Rostock).

    [a] Według zapisów Ptolemeusza.
    [b] Patrz: M. Składankowa Mitologia Iranu.
    [c] Potwierdza to Herodot pisząc o wspólnej ich walce przeciw perskiemu królowi Dariuszowi [SSS – Scytia t. V, str. 101-122].
    [d] Jedna z hipotez naukowych zakłada nawet istnienie wielkiego słowiańsko-alańskiego państwa plemiennego [SSS t. V. str. 5672].
    [e] Znane są huńskie groby książęce zachowane na terenie Polski i szereg znalezisk archeologicznych, które wskazują na pokojowe współżycie Hunów ze Słowianami. Słowianie jednakże podlegali Hunom, którzy zdobyli przemocą ziemice Lęgów (Śląsk, zachodnią Małopolskę, Wielkopolskę aż po Kujawy), a inne stały się krajami wasalnymi Attyli. Słowianie występowali później zbrojnie u boku Hunów [patrz też W. Hensel Polska starożytna, str. 574-581].
    [f] Współdziałanie części plemion wschodnich z Awarami, liczne sojusze np. Bułgarów, ale i zdrady (także np. Bułgarów), również opór morawsko-łużyckiego kraju Samona, rozbicie Awarów w Panonii przez Słowian – to epizody składające się na skomplikowane stosunki między Słowianami i Awarami. Nie ulega jednak wątpliwości, że fala słowiańska zalewająca południową Europę posuwała się najpierw wspólnie z Hunami, a potem z Awarami. Potwierdzają to liczne źródła kronikarskie z obszaru zwłaszcza Bizancjum, ale także np. bawarskie czy gockie. Jordanes na przykład pisze, że po zabiciu króla Antów (Wątów Nadczarnomorskich) Bozy przez króla gockiego Winitara (syna Hermanryka) Hunowie ruszyli na nich całą potęgą i pokonali ich, przepędzając z kraju nad Dunajem. Podobnych wzmianek jest wiele, np. w Powieści dorocznej, u Konstantyna Porfirogenety, Prokopa z Cezarei i innych [patrz SSS t. VII. str. 386-390].
    [g] Kupcy i żeglarze normańscy (Waregowie) wchodzili w liczne kontakty ze Słowianami, przeważnie pokojowe. Stykali się z plemionami wywodzącymi się z bałtyjskiego ludu Istów oraz z potomkami Burów i Budynów – głównie Krywiczami, Wiatyczami, Rosami i Rosomonami – o pochodzeniu mieszanym alańsko-słowiańskim. W tym czasie w ich ojczyźnie skandynawskiej zaczęto ich nazywać Rosokarlami, podczas gdy Rusowie zawsze zwali ich Warjagami. Wniosek o wareskim pochodzeniu nazwy Ruś nie ma większego uprawnienia niż wniosek o rodzimym pochodzeniu tej nazwy od plemienia Rosów. Przypisywanie takiego rodowodu nazwie Rusi jest wyrazem megalomanii Zachodu. Trwa w nauce spór, który nie będzie miał chyba końca. Kompromisowe propozycje tłumaczą pochodzenie nazwy zbiegiem okoliczności, na który i my w przypisie do tej tai wskazujemy [patrz także PP].
    [h] Patrz SSS np. t. V, str. 226 – Sklaweni (0strogard), hasła Ruś Rurykowicze, Waregowie – w innych tomach lub MSKDS.
    [i] Rusłan jest wspólnym słowiańsko-irańskim bohaterem licznych podań o wątkach wyraźnie mitologicznych. [patrz: Taja Jedenasta przypis: Rosza, M. Składankowa Mitologia Iranu, str. 170-203].
    [j] Dzisiaj znajduje się na tym wzgórzu wileński cmentarz.

    2. Lud Burów jest jednym z siedmiu wielkich ludów Sławian lub, jak kto woli, ośmiu ludów sławsko-istyjskich, wywodzącym się podobnie jak pozostałe wprost od Zerywanów. Był to odłam Sławian najbardziej wysunięty na północny wschód. Od wschodu otaczały Burów ludy turańskie i irańskie. Obcy kronikarze starożytni nazywali ich Czarnosiermiężnymi[a]. Wędrowali oni z Koliby tak jak wszyscy potomkowie Zerywanów. Osiedli nad Wołgą i Oką, później przesunęli się także nad Berezynę. Od południowego zachodu sąsiadowali z Budynami, od zachodu z Istami, od północy z Fennami (Finami).
    Około I wieku n.e. duży odłam Burów przemieścił się w okolicę źródeł Wisły i Odry, na Śląsk[b]. Tu zostali włączeni do wielkoplemiennego królestwa Lęgów, Utrzymywali żywe stosunki gospodarcze z naddunajskimi prowincjami Rzymu, dla których podobnie jak Charwacja Nadwiślańska stanowili zaplecze gospodarcze – hutnicze, górnicze, produkcji ceramicznej. Później zostali pobici przez wędrujących od północy Germanów i zmieszali się z nimi. W zbrojnych mieszanych słowiańsko-germańskich grupach wyruszyli na południe, atakując cesarstwo rzymskie w czasie wojen markomańskich. Marek Aureliusz zawarł z nimi przymierze. Wymienia ich w swoich relacjach Ptolemeusz. Główna część owego plemienia – poza wojownikami – pozostała na Śląsku. W VI wieku pod wodzą króla Wiatka powrócili do rodzinnych ziemic nad Oką i Donem. Wiatka pochodził z królewskiego rodu wędzkiego Wędtyczów[c]. Burowie śląscy uczynili go swoim władcą.
    Koronowanie władcy obcego pochodzenia było często praktykowane wśród Sławian. Jest wiele przykładów takiego postępowania, poczynając od Białochorwacji, gdzie królową uczyniono Wandę z rodu wędzkiego, przez Czechów, którzy w VI wieku wybrali na władcę Samona z plemienia Franków[d], Rusów, którym królował wareski Ruryk, aż po elekcyjnych królów historycznej Polski.
    Od imienia Wiatki okoliczni nadwołżańscy Burowie nazwali powracające plemię Wiatyczami.

    [a] Hekataios i Herodot wymieniają ich nazywając Melanchlajnami – Czarnosiermiężnymi [patrz PP t. l, str. I 14].
    [b] Być może znaleźli się oni nad Wisłą i Odrą dowodzeni przez Sarmatów, którym wcześniej podlegali. Nie wiadomo, czy nie był to jednak element wspólnej akcji zaprowadzania sarmackiego (słowiańsko-alańskiego) zwierzchnictwa nad ziemicami Sarmacji Europejskiej aż po linię Odry.
    [c] O Wiatce pisze Powieść doroczna, widząc w nim założyciela plemienia Wiatyczów wywodzącego się z Lachów (Lęgów).
    [d] Wielu uczonych uważa, że Samon był Chorwatem, a nie Frankiem. Byłby to więc władca słowiański pierwszego wielkiego państwa Morawy. Być może to jest właśnie okres świetności dynastii Swewładyczów, gdyż Morawa Samona objęła także Serbię Nadłabską (Łużycką), Karantanię i Słowian Panońskich oraz Chorwatów. Możliwe, że dalej na południowym wschodzie weszli w jej skład także Serbowie z Belgradu i Raszki [patrz SSS t. V, str. 39].

    Za – Przypisy (czytaj więcej): http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/czworksiag-wielki-wiary-przyrody/o-mitologii-slowianskiej/o-ksiedze-tura/taja-5-%E2%80%93-o-narodzeniu-potworow-i-ich-bitwie-o-niebo-wele-i-ziemie/

    Lubię

  1. 2012-09-17 o 8:29 AM

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: