Strona główna > Edukacja, Historia, Kultura, Religia, Słowianie, Uncategorized > Herkus Monte – Konrad Wallenrod Prusów / Diwan Klekin – Wódz Barcji

Herkus Monte – Konrad Wallenrod Prusów / Diwan Klekin – Wódz Barcji

Konrad Wallenrod Prusów


Ożywa legenda Herkusa Montego, pierwszego pogromcy Krzyżaków Herkus Monte uczynił więcej dla swojego ludu niż Robin Hood czy Wilhelm Tell dla swego – mówi Józef Burniewicz, olsztyński dziennikarz i historyk, twórca idei usypania pod Olsztynem wielkiego kopca, który będzie sławić Herkusa Montego, XIII-wiecznego pruskiego wojownika, bohatera walk z Krzyżakami. – Przez kilka lat rozbijał duże armie i wodził za nos najlepszych rycerzy średniowiecznej Europy. Trzeba oddać sprawiedliwość Prusom, narodowi, który żył na tych ziemiach i który w haniebny sposób unicestwiono – mówi Burniewicz.
Pomysł usypania kopca ożywił legendę Herkusa Montego. Wojownik stał się patronem jednej z warmińskich szkół podstawowych, miłośnicy tradycji rycerskich urządzają biesiady jego imienia, powstał nawet zespół rockowy Herkus Monte. Kościół patrzy na Herkusa niechętnym okiem. Hierarchowie olsztyńscy prosili Burniewicza przed trzema laty, by budowa kopca nie rozpoczęła się podczas obchodów millenium i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Kto bowiem zabił naszego męczennika? Właśnie Prusowie. W świadomości przeciętnego Polaka Prusowie to ci, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa, nie chcieli żyć według praw świata feudalnego i w dodatku napadali na nasze ziemie. To po to, by przeciwstawić się ich ekspansji, Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków.

[- piastowscy książęta sami nadgorliwie brali udział na przestrzeni kilku wieków, naturalnie pod płaszczykiem tzw. “chrystianizacji”, w narzucaniu Prusom nienawistnego im katolicyzmu-jahwizmu – przyp. opolczyk]

null
Rycerz Henryk, wódz plemienia Natangów
Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w 1225 r., a więc na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię chełmińską. Herkus pochodził z zamożnego rodu Montemidów z plemienia Natangów.
Młodych Prusów porywano z ich wiosek i grodów, by służyli rycerzom zakonnym; czasami ojcowie sami wydawali swych synów najeźdźcom. Herkus trafił do braci zakonnych w Magdeburgu, oddany pod ich „opiekę” przez rodziców. Został ochrzczony i nadano mu imię Henryk. Już wkrótce władał mieczem jak mało kto, co szybko zwróciło uwagę Krzyżaków. Z łatwością nauczył się też niemieckiego i łaciny.
Jako dwudziestoparolatek, już rycerz zakonny, wrócił w rodzinne strony. Mniej więcej wtedy, w 1249 r., po wieloletnich zmaganiach z najeźdźcą przedstawiciele pruskich plemion w obecności legata papieskiego podpisali z Krzyżakami w Christburgu (dzisiejszym Dzierzgoniu) dekret pokojowy. Prusowie zobowiązywali się m.in. do porzucenia pogańskich praktyk, wyrzeczenia się wielożeństwa i odbudowania zniszczonych kościołów. Zakon zaś miał ochraniać pruskich poddanych. To przyrzeczenie Krzyżacy jednak notorycznie łamali. Zdaniem Jerzego Necia, historyka i autora monografii o życiu Herkusa Montego, zakon sprowokował bunt, by dokonać fizycznej eliminacji Prusów, gdyż układ dzierzgoński mógł się stać „zaczątkiem budowy chrześcijańskiego państwa w Prusach, ale bez udziału rycerzy-mnichów”.
W 1260 r. wybuchło antykrzyżackie powstanie. Jego bezpośrednią przyczyną było podstępne wymordowanie członków pruskiej starszyzny, która przybyła negocjować z rycerzami zakonu. 13 lipca tego samego roku Żmudzini, pobratymcy Prusów, zadali rycerzom zakonnym druzgocącą klęskę nad jeziorem Durbe w Liwonii (Inflanty). Wtedy właśnie Henryk Herkus Monte przeszedł na stronę swoich rodaków. Na początku walki z zakonem nie zamierzał się jednak wyrzekać chrześcijaństwa. Wysłał petycję do papieża Urbana IV. Opisał bestialstwo Krzyżaków i prosił o poparcie dla swojego ludu, uroczyście oddając go pod opiekę papieską. Petycja pozostała bez odpowiedzi. Rozgoryczony Henryk Herkus zwrócił się znów do swych dawnych bogów. Stał się na powrót Herkusem – walecznym wodzem plemienia Natangów.

Powiesić legendę

W pierwszej fazie powstania (nazywanego drugim powstaniem pruskim) Prusowie niemal osiągnęli zwycięstwo. 20 września 1260 r. wszystkie plemiona pruskie uderzyły jednocześnie, co całkowicie zaskoczyło Krzyżaków. Zanim zakonowi udzielono pomocy z Zachodu, prawie cały kraj został wyzwolony. Oparły się jedynie załogi zamków utrzymujących kontakt ze światem drogą morską – Królewca, Bałgi, Elbląga oraz jedyna twierdza w głębi pruskiego terytorium – Bartenstein (zamek bartoszycki padł w końcu po trzech latach). Natangia była wolna!
Pobici Krzyżacy zaczęli się uciekać do podstępów. Przekupywali niektórych Prusów nadaniami ziemi w zamian za wpuszczenie za bramy warowni. Henryk Monte nie pozostawał im dłużny. W stroju rycerza zakonu przybywał do twierdz i siedzib krzyżackich i wyprowadzał braci na pewną śmierć albo do niewoli. Przez siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem sytuacja zaczęła się zmieniać. Zakon zakończył wojnę z księciem pomorskim Świętopełkiem, Krzyżaków zaczęli wspierać Polacy zaniepokojeni wdzieraniem się Prusów na ziemię chełmińską. Prusowie nadal jednak trzymali się mocno. Na Natangów uderzyły świetnie wyszkolone posiłki czeskie, ale nawet one nie poradziły sobie z wojownikami Herkusa. Krzyżacy wiedzieli jedno: po śmierci wodza Prusowie wpadną w popłoch. Dowiedziawszy się przez szpiegów, gdzie zatrzymał się Herkus, porwali go, a potem publicznie powiesili (ten rodzaj śmierci był uznawany przez Prusów za szczególnie hańbiący). Po uduszeniu kat przebił jeszcze dla pewności serce Herkusa sztyletem.
Rachuby okazały się słuszne: opór Natangów zaczął słabnąć. Powstanie w Prusach trwało jeszcze ponad 10 lat, ostatnie siedliska oporu unicestwiono w 1283 r.

Pomnik wystawiony przez Mickiewicza

Pozbawieni wielu praw, którymi cieszyła się większość napływowej ludności, Prusowie zostali zepchnięci na własnej ziemi na najniższy szczebel hierarchii społecznej (za zabicie Prusa trzeba było na przykład zapłacić jedynie stosunkowo niewielką grzywnę) i zmuszeni do dźwigania wielkich ciężarów ekonomicznych na rzecz nowych panów.
Pod koniec trzeciej dekady XVI wieku Prusowie powstali raz jeszcze i ponieśli druzgocącą klęskę. Potem de facto ulegli germanizacji. W XVII wieku ślad po tym narodzie ostatecznie zaginął. Legenda Herkusa Montego po wiekach znalazła miejsce w literaturze. Pisali o nim pisarze niemieccy i litewscy. W przypisach do „Konrada Wallenroda” Adam Mickiewicz stwierdził: „Często się zdarzało, że Prusacy (tj. Prusowie) i Litwini, dziećmi porwani i wychowani w Niemczech, powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach Zakonu Prusak Herkus Monte…”. Dlatego można domniemywać, że jego postać zainspirowała wieszcza do napisania dzieła o krzyżackim rycerzu, który zgubił swój zakon. Postaci wodza Natangów poświęcony jest film fabularny, zrealizowany w latach 70. na Litwie. Imię Montego nosi uniwersytet w Kłajpedzie, a od 1999 r. – szkoła w Kamińsku.

Wolni Prusowie

Winni zagłady Prusów są pośrednio też Polacy, bo to polski książę ściągnął w 1226 r. Krzyżaków na ziemię chełmińską [- piastowski książę Konrad Mazowiecki sprowadził na polskie tereny najgorszą zarazę katolicką – krzyżaków. Za ludobójstwa krzyżaków na ludzie pruskim ponoszą więc polscy katolicy (nasi niestety rodacy), jako potomkowie Piastów – nadgorliwych “chrystianizatorów” – współodpowiedzialność. – przyp. opolczyk].
Polacy nie potrafili się skutecznie bronić przed najazdami pruskich wojowników. Niektórzy z nich zapuszczali się pod Łęczycę, a więc prawie w środek ówczesnej Polski. Polscy rycerze organizowali wyprawy odwetowe, ale grzęzły one w mazurskich bagnach albo trzebione były w drodze powrotnej, bo Prusowie opanowali do perfekcji leśną partyzantkę. Trudno było zawrzeć pokój czy rozejm, bo każda wioska pruska miała swojego króla, niezależnego władcę, który organizował własne wyprawy.
Prusowie to nazwa nadana kilkunastu plemionom żyjącym na terenie późniejszych Prus Wschodnich. Mówili podobnym językiem, potrafili się porozumieć z przodkami dzisiejszych Litwinów i Łotyszy, jak oni byli Bałtami, którzy przybyli w ten zakątek Europy na początku naszej ery. Żyli głównie z uprawy roli, ale wielu trudniło się handlem (w ziemi odnajdywano także miecze wykuwane w najlepszych fryzyjskich czy burgundzkich warsztatach). Jan Długosz napisał, że zarówno pruscy mężczyźni, jak i kobiety chodzili codziennie do łaźni, aby „wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia i przedłużyć życie”.
Prusowie czcili naturę, funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje (za wtargnięcie do takiego gaju skazano św. Wojciecha na śmierć). Nosili amulety, czuli potrzebę nieustannego wróżenia. Przed walką składali bóstwom ofiary ze zwierząt i ludzi [Informacja o krwawych ofiarach z ludzi i zwierząt jest mało wiarygodna i napisana zapewne na podstawie kronikarzy katolickich, którzy podobne kłamstwa o poganach często wymyślali – przyp. opolczyk].

[Wytępieniu „pogaństwa” w Prusach Watykan nadał nawet rangę krucjat i w tym haniebnym i ludobójczym procederze brali udział także polscy katolicy, którzy przeistoczyli się w posłusznych kundli Watykanu.
Tutaj jeszcze pewna dygresja. Zaledwie kilka lat po sprowadzeniu krzyżackiej dziczy na ziemię chełmińską doszło do konfliktu pomiędzy Konradem a krzyżakami. Konrad odebrał krzyżakom wszystkie nadania, ale wtedy do akcji wkroczył katolicki cesarz niemiecki i wydał antydatowaną tzw. “Złotą Bullę“, w której dysponował on uzurpatorsko m.in. terenami polskimi. Bullę tego cesarza jahwisty uznało papiestwo stając po stronie ludobójców z zakonu Szpitala Najświętszej Maryji Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.
Nadgorliwość polskich Piastów w jahwizacji Prus, a zwłaszcza ściągnięcie do Polski na pomoc krzyżaków nie wyszła Polsce na dobre. Nie dość, że trzysta lat zakon ludobójców spod znaku rzymskiej szubienicy zagrażał Polsce, to jeszcze utworzone na jego gruzach w 1525 roku Prusy Książęce po przeistoczeniu się w Królestwo Prus były jednym z zaborców.
Naszym braciom – Prusom – winni jesteśmy przynajmniej pamięć o nich.
– przyp. opolczyk]

Autor: Rafał Geremek / Źródło: Tygodnik WPROST

Czytaj więcej :

Nasi pogańscy bracia – Prusowie
( Zajrzeć w pogańską duszę , czyli rzecz o religii dawnych Prusów ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/02/nasi-poganscy-bracia-prusowie/

Andrzej Szubert – Elegia o ludu Prusów
( Johannes Bobrowski – Pruzzische Elegie ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/01/elegia-o-ludu-prusow/
 

PRUSCY HEROSI – HERKUS MONTE /
WIELKI WÓDZ NATANGÓW I PRUSÓW Z RODU MONTEMIDÓW

 
Heroiczna postać nie mająca sobie równej w ówczesnej Europie i później, natchnęła wielkiego polskiego wieszcza Adama Mickiewicza do dzieła “Konrad Wallenrod”.
Po wyciszeniu Pomezanii, nie realizowaniu traktatu pokojowego z 1249 roku. Rozbiciu struktur społecznych Pomezan poprzez odseparowanie warstwy wodzowskiej i przesiedlenie jej z dala od ich rodzimej społeczności. Pomezańczycy którzy w pierwszym powstaniu występowali samotnie, nie odegrali już więcej znaczącej roli w następnych zmaganiach Prusów z Krzyżakami.

Krzyżacka zgraja niemieckich rycerzy żądna nowych mordów i zdobyczy terytorialnych, odwagą nigdy nie grzeszyła, wiemy to z ich walki ze światem Islamu. W przypadku Prusów było podobnie.
Ze strachu, przestali zagłębiać się w terytorium pruskie, wybierając inną taktykę.

Krzyżacki podbój Prusów potoczył się wzdłuż wybrzeża Zalewu Wiślanego, z którego dokonywano bestialskich wypadów w głąb lądu. Przedtem jednak zakładano na wybrzeżu warownie-sypialnie do których z wypraw wracali dla swojego bezpieczeństwa.
W miarę posuwania się wzdłuż Zalewu takie forty powstawały.

W ten sposób Krzyżacy dotarli do ziemi Natangów. Dzisiaj terytorium przez które przebiega granica z Rejonem Kaliningradzkim. Przywódcą Natangów był Nobiles, możny tego ludu z wybitnego rodu Montemidów.
Osaczony przez Krzyżaków i widząc ogrom bestialstwa i okrucieństwa, nie mając wyboru w ratowaniu najbliższych i powstrzymania dalszej eksterminacji Natangów, zaakceptował oddanie Krzyżakom zakładników.

Standardowym postępowaniem najeźdźców było zabieranie mężczyzn i dzieci zdolnych do pracy, jeśli przed tym nie zostali wymordowani.
Wśród zakładników znalazł się niepełnoletni syn Montemidów, Herkus. Los nie szczędził możnych. Tym bardziej porywano ich dzieci, żeby nie wywoływały buntów. Wyrachowanie i okrucieństwo Niemców nie miało sobie równego.

Niepełnoletni jeszcze Herkus, nie trafił do pracy dla Krzyżaków. Został przeznaczony do deportacji i wywieziony do Magdeburga w celach propagandowych, aby pokazać jak zakonni dbają o Prusów i krzewieniu wśród nich Chrześcijaństwa. Publicznie został ochrzczony i w zakonnych kazamatach pobierał nauki. Oczywiście w stylu niemieckim, z myślą, że ulegnie germanizacji.

Młody, zdolny Herkus bardzo chętnie przyjmował wiedzę, bardzo szybko nauczył się języków, nie tylko niemieckiego, również łaciny i biegle nimi władał. Zdolnościami swoimi, zwrócił na siebie uwagę wśród zakonnych . Zakonni zauważyli w nim możliwość, wykorzystania jego osobowości w podboju Prusów.

W związku z tym postanowieniem, zaczęto Herkusa szkolić w rycerskiej sztuce wojowania. W przyjmowaniu nauki w rzemiośle rycerskim i w biegłości używania miecza wykazał się niezwykłymi zdolnościami. Bardzo szybko stał się niedoścignionym nie tylko wśród rówieśników. Ku wielkiemu zadowoleniu zakonnych, iż będą mogli użyć Herkusa w Prusach.

Bez wątpienia młody Herkus, nie mógł zapomnieć jakim cierpieniom i okrucieństwom był poddany jego ród wraz z bliskimi jemu Natangami, których to zdarzeń był naocznym świadkiem.
Urodzony około roku 1225, pojmany w piętnastym roku życia, wrócił do Prus już jako dwudziestokilkuletni rycerz, ale w szrankach Zakonu Krzyżackiego.
Zbyt długo nie pozostawał z rycerzami Zakonu. Odwiedził swój sponiewierany ród, Montemidów, i lud Natangów broczący we krwi z rąk Zakonu.

Krzyżacy w obawie, iż Prusowie nawracają się na Chrześcijaństwo i mogą stracić możliwość utworzenia swojego państwa, jeszcze bardziej zintensyfikowali i z absolutną systematycznością dokonywali biologicznego wyniszczania ludu pruskiego.

Aktem maksymalnego niemieckiego bestialstwa, było zaproszenie pruskiej starszyzny do stołu negocjacyjnego. Kiedy starszyzna rodów pruskich przybyła do negocjacji pokojowych, wszystkich wymordowano.
Po uczcie, zaryglowano drzwi i okna, następnie podpalono i pilnowano żeby nikt przez przypadek nie ocalał.

Jakże łatwo, można, to zdarzenie porównać z napisem na bramie niemieckiego obozu śmierci Oświęcimia, “Arbeit macht frei” , (praca czyni wolnym).

Herkus Monte zrzuca habit zakonny i staje w szeregach Prusów jako ich przywódca. Tak zacznie się jego nieśmiertelna epopeja.
Rok 1260, to początek drugiego powstania Prusów w celu odzyskania dawnych swobód i wolności, ale nie walki z Chrześcijaństwem.
Jako dowód, przed powstaniem było wysłanie do papieża Urbana IV listu akceptującego przyjęcie Chrześcijaństwa, uroczyście oddającego Prusów pod opiekę stolicy Apostolskiej.
Pomimo, że wymieniono bestialstwa Krzyżaków, Urban IV przemilczał ten list, a jego następcy wręcz nawoływali do dalszej krucjaty przeciwko Prusom, jak to uczynił Klemens IV w roku 1265. Cała Europa pod tymi wpływami wysyłała, już nie tylko z naboru niemieckiego, coraz to nowsze doborowe hufce rycerstwa.

W takich warunkach Herkus Monte zaczął ścigać Krzyżaków gdziekolwiek to było możliwym, siejąc strach i panikę wśród zakonnych, którzy przestali być pewni ani dnia ani godziny.

21 stycznia 1261 roku Herkus Monte odniósł spektakularne zwycięstwo nad elitą krzyżacką.
Wspomnę tylko bitwę o krzyżacki Pokarvis, fort przyczółek na wybrzeżu Zalewu Wiślanego. Herkus rozpoczął tą batalię od przeczekania wyjścia głównej załogi Krzyżaków na ekspedycję w głąb Prus. Po ich odejściu przypuścił szturm na fort szybko opanowując jego biorąc niedobitków do niewoli. W tym forcie zaczaił się na powrót głównych sił Krzyżaków i wydał im drugą bitwę z której mało kto ocalał. Jednocześnie oswobodził wziętych do niewoli Prusów.

Sromotnie zakończona bitwa dla zakonnych, odbiła się głośnym echem wśród Prusów. Herkus pokazał, że Krzyżacy są do pokonania. Najeźdźców opanowała panika z obranej taktyki wodza Prusów.
Wśród pojmanych znalazł się Krzyżak o nazwisku Hirzhalis przyjaciel Herkusa z czasów jego deportacji w Magdeburgu. Należy nadmienić, że Herkus zrzucając habit zakonnych wraz ze swoimi wojami, wrócił do dawnych pruskich wierzeń. Według nich, po zwycięstwie jeden z pojmanych miał w ofierze stanąć na stosie. Dla wielu, być może, był to akt barbarzyńskich pogan.

Zapytuję.

Jakim aktem było mordowanie bezbronnej ludności Prus w imię wiary Chrześcijańskiej?

W losowaniu kto ma pójść na stos, los wskazał na Hirzahlisa. Herkus chciał ratować przyjaciela. Przekonał starszyznę do powtórnego losowania, również niekorzystnego dla przyjaciela. Kiedy po raz trzeci los dla Hirzahlisa był niefortunny, on sam poszedł na stos.
Herkus Monte niezmordowanie ścigał krzyżackie hufce gdziekolwiek pokazali się, nie dając im czasu i możliwości na przeorganizowanie się. Niejednokrotnie w przebraniu zakonnym mobilizował ich do ekspedycji karnych przeciwko Prusom, wprowadzając w dobrze zorganizowane zasadzki przez swoich wojów. Z tych wypraw Krzyżacy nie wracali, tak że nie mogli ostrzec innych jaki los ich spotkał.

Była to taktyka którą stosowali Krzyżacy.
Uwadze Herkusa nie umknął ciągły napływ nowych hufców niemieckiego i europejskiego rycerstwa. Odbywało się to drogą morską przez porty Elbląga, Bałgi i Królewca. Cała potęga europejskiego rycerstwa waliła się na Prusów.
Zebrał starszyznę Prusów, która zdecydowała o oblężeniu i ataku na Królewiec (dzisiaj Kaliningrad), gdyż prawie całe terytorium Prus zostało uwolnione od grasujących krzyżackich band.

Należy nadmienić, że w sukurs Prusom przyszedł książę pomorski Mściwój II, z którym wspólnie ograniczyli dostawy żywności do portów krzyżackich.
Sambowie w Królewcu zniszczyli flotę krzyżacką, a na lądzie Herkus Monte z Prusami oblegał miasto. Twierdza Królewiec okazała się nie do zdobycia i musiano odstąpić od oblężenia jej. Dodając do niepowodzenia Prusów w obleganiu Królewca, Herkus został poważnie ranny.

Pomimo tego niepowodzenia, Heros Natangów postanowił nadal atakować krzyżaków , tam gdzie najmniej się tego spodziewano. W roku1263 zorganizował błyskotliwą wyprawę do ziemi chełmińskiej, zadając Krzyżakom bardzo ciężkie straty. Kiedy był w odwrocie, w pogoń za nim z elitą rycerstwa puścił się osobiście mistrz krajowy Helmerich. Herkus Monte nie dał się jemu zaskoczyć i pod Lubawą, ze swoimi hufcami wojów stawił czoła mistrzowi. Krzyżacy pewni zwycięstwa szybko zaatakowali Natangów.
Bitwa skończyła się totalną klęską, sam mistrz w niej zginął i cała jego drużyna, nikt nie ocalał.

W roku 1267 wtórne przybycie króla Czech Przemysława Ottokara II a rok wcześniej Ottona III Branderburskiego, spowodowało, że natangijczycy z Herkusem Monte zostali osaczeni i ich sytuacja stała się coraz trudniejsza. Na domiar złego sąsiadujący z Natangami Prusowie, z ciągle nowo napływającymi siłami rycerstwa przestali sobie radzić. Wszystkim doskwierał głód nie tylko z powodu krzyżackiego rabunku ale i też, że czego nie mogli zabrać niszczyli i palili.

Z wymyślnymi okrucieństwami, Krzyżacy nie ustawali, dwunastorgu dzieciom, zakładnikom w Elblągu, wyłupano oczy i odesłano ich do rodziców.

Siedem lat wojował Herkus Monte z elitą europejskiego rycerstwa którzy nazywali siebie chrześcijanami. W tych walkach padły wszystkie krzyżackie twierdze, poza portowymi. Napływ coraz to większych sił z Europy, nie pozwoliło jemu na utrwalenie tej krwawo zdobytej wolności, a żeby jeszcze dodać, nowy mistrz krajowy Dytryk II z Miśni szczególnie krwawo rozprawiał się z Natangami.

Zaatakowany gród Herkusa padł a on sam ranny uszedł z życiem i skrył się w odstępach leśnych Natangii. Natychmiast ruszył za nim pościg. W roku 1273 znaleziono kryjówkę Herkusa Monte, pojmanego niezwłocznie powieszono a ze strachu żeby nie odżył przebito ciało jeszcze mieczem.

W historii podboju Prus chrześcijańska Europa ma białą plamę i poza barbarzyństwem nie ma żadnej chwały. Wkrótce zobaczymy, czy będzie ją stać do przyznania się. Z brakiem wielkiego wodza Prusów, Herkusa Monte, drugie powstanie osłabło ale w sumie razem trwało piętnaście lat.
 

PRUSCY HEROSI / DIWAN KLEKIN – Wódz Barcji

 
Prusowie na wodzów swojej społeczności, nie koniecznie wybierali ich z pośród klasy Nobilesów, rodów poprzez ich zamożność uprzywilejowanych. Wielokrotnie podstawą takiego wyboru były wrodzone przywódcze zdolności, poparte odwagą i męstwem. Taką postacią był wódz Bartów, o którym nie zbyt wielką posiadamy wiedzę.
Wiemy natomiast, że podczas polowania na niedźwiedzia został dotkliwie przez niego poturbowany i po tym spotkaniu nosił liczne blizny. Z tego to powodu otrzymał przydomek Klekine znaczący niedźwiedź.

Bartowie niewielki to był lud, ale solidarnie przyłączył się do Wielkiego Powstania Prusów. Z racji zajmowania się pszczelarstwem, cały ten lud nazwany został Barcją.
Do roku 1266 Diwan Klekine ze względu na szczupłość jego wojów, uczestniczył ze swoimi pruskimi sąsiadami we wszystkich wyprawach przeciwko krzyżakom.
Rok 1266 był dla niego tragicznym rokiem, w bitwie pod Kowalewem jak zwykle bardzo zaciętej i z przeważającymi krzyżackimi siłami, na polu chwały w walce o wolność Prusów, poległ Diwan Klekine wódz Bartów.
Bartowie nie wybrali następcy Diwana, natomiast nadal czynnie brali udział w powstaniu pod dowództwem wodzów swoich pruskich sąsiadów.
Chwała dla jego męstwa.

Źródło: http://prusowie.pl/historia/herosi/
 

Zapomniane powstanie Prusów

 
null
Należący do ludów bałtyckich Prusowie już ok. VI–V w. p.n.e. zasiedlili tereny między Wisłą a Niemnem. Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem.
(© prusowie.pl)

We wrześniu 2010 roku minęło dokładnie 750 lat od wybuchu antykrzyżackiego powstania Prusów, największego znanego powstania średniowiecznej Europy. Walki trwały 15 lat.
Odwet wzięty przez Krzyżaków na pokonanych powstańcach i ich rodzinach umieszczony został przez historiografów wśród najkrwawszych kart dziejów ludzkości.

Uroczystości rocznicowych jednak nie było, bo i Prusów dziś nie ma.

Należący do ludów bałtyckich Prusowie już ok. VI-V w. p.n.e. zasiedlili tereny między Wisłą a Niemnem. Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem, bartnictwem, hodowali zwierzęta, łowili ryby. Handlowali z Anglosasami, Germanami, Czechami, a nawet Arabami. O sprawach obrony, wyprawach wojennych czy podziale pracy decydowały wiece plemienne. Prusowie nigdy nie stworzyli organizacji plemiennej czy państwowej, do końca swojego istnienia funkcjonowali w ramach związków plemiennych. Byli przez to łatwym celem dla sąsiadów.

Tereny zamieszkiwane przez Prusów już ok. X w. próbowali podbić Duńczycy i Rusini. Po nieudanych misjach chrystianizacyjnych Wojciecha i Brunona na Prusy – z miernym skutkiem – wyprawili się Bolesław Chrobry, a później Bolesław Krzywousty. Najeżdżali na nie też kolejni władcy polscy, powodując odwetowe najazdy Prusów na ziemie polskie. Po tym, jak na czele misji chrystianizacyjnej w 1210 r. stanął mnich Chrystian, który kilka lat później został biskupem pruskim, misja nabrała rangi krucjaty.

Posłuchał Piast Piasta

Sytuacja zmieniła się znacznie, kiedy Henryk Brodaty podpowiedział Konradowi Mazowieckiemu, że zakon krzyżacki może ochronić północne granice Mazowsza przed Prusami. Konrad posłuchał księcia śląskiego i nadał zakonowi ziemię chełmińską. Okazało się jednak, że Krzyżacy bardziej niż ochroną granicy mazowiecko-pruskiej zainteresowani byli stworzeniem własnego państwa. Pod dowództwem Hermana von Balka oddział Krzyżaków wspierany przez papiestwo, wojska polskie, śląskie, pomorskie i zachodnioeuropejskie w 1230 r. zaczął podbijać ziemie pruskie, tworząc na zdobytych terenach państwo.

Prusowie nie pogodzili się z istnieniem państwa krzyżackiego na swoich ziemiach i narzucaniem im wiary chrześcijańskiej. Krzyżacy zdawali sobie zresztą sprawę z tego, jak silny jest sprzeciw Prusów, terroryzowali więc podbitą ludność, sądząc, że zastraszana da się łatwiej podporządkować i spacyfikować.

Skutek był odwrotny. W 1241 r. wybuchło pierwsze powstanie Prusów, pewnych, że chrześcijańska Europa zagrożona nagłym i potężnym najazdem mongolskim nie udzieli braciom zakonnym skutecznego wsparcia zbrojnego. Jednak Krzyżacy otrzymali pomoc od książąt piastowskich, którym najazd mongolski nie zagrażał. Wsparcia nie udzielił tylko książę pomorski Świętopełk. Najechał państwo krzyżackie i walczył z braćmi zakonnymi przez osiem lat, po czym uznał się za pokonanego i wycofał. Wkrótce powstanie upadło, a niewielka część Prusów zawarła z Krzyżakami w Dzierzgoniu układ, w którym zobowiązywała się do przyjęcia chrześcijaństwa oraz lojalności wobec zakonu, płacenia na jego rzecz dziesięcin i posiłkowania go w walkach. W zamian miała otrzymać równouprawnienie ze sprowadzaną przez Krzyżaków ludnością niemiecką, z zastrzeżeniem, że w przypadku niedotrzymania zobowiązań utraci wolność. Jednak to Krzyżacy łamali postanowienia układu i wobec podbitych ludów postępowali tak jak wcześniej.

Błąd krzyżackiego wójta

W 1260 r. klęską zakończyła się wyprawa zakonu na Żmudź, co Prusowie przyjęli z nieukrywaną radością. Zakon został osłabiony. Na terenie całych Prus rozpoczęły się uzgodnione przez starszyzny plemienne staranne przygotowania do ostatecznej rozprawy z Krzyżakami. Chcąc uniknąć grożącego już wyraźnie buntu, bracia zakonni postanowili wyeliminować tych, którzy mogliby go zorganizować i stanąć na jego czele. Wójt krzyżacki z położonego nad Zalewem Wiślanym Lenzenburga Volard Mirabilis zaprosił do siebie możnych z najgroźniejszych, najbardziej wojowniczych plemion Natangów i Warmów na negocjacje. Podczas spotkania kazał ich zabić.

Wśród zabitych byli ojcowie wykształconych w krzyżackich szkołach rycerskich Prusów, którzy stali się braćmi-rycerzami. Na wieść o zdradzieckim czynie Mirabilisa porzucili oni zakon, wrócili do swych plemion i obok starszyzny stanęli na czele powstania. Wiedzieli o armii krzyżackiej i zakonie wszystko. Posiadali też wiedzę o ówczesnym opartym na cesarsko-papieskiej dwuwładzy porządku łacińskiej części Europy i zależności zakonu od papieża. Wiedzieli, jak skutecznie walczyć z Krzyżakami, byli więc przywódcami groźniejszymi od zamordowanych.

null

Powstanie wybuchło 20.9.1260 Prusowie uderzyli równocześnie na twierdze w Pogezanii, na Warmii, w Barcji, Sambii i Natangii, palili wsie i wycinali niemieckich osadników, jeżeli ci nie zdążyli zbiec lub schronić się w twierdzach. Ich skoordynowane wsparte zbrojnie przez Litwinów, Żmudzinów i Jaćwingów działania zaskoczyły Krzyżaków. Zamknięci w obleganych przez powstańców twierdzach bracia zakonni nie dawali za wygraną. Organizowali wypady. Te jednak trafiały na zasadzki. Do twierdz powracali nieliczni. Państwo zakonne praktycznie przestało istnieć.

Heros zapomniany przez Europę

Gdy w krzyżackich rękach pozostawały już tylko nadmorskie twierdze Elbląg, Królewiec i Bałga oraz położone w głębi lądu Bartoszyce, papież Urban IV otrzymał od Prusów list, którego autorstwo przypisuje się wodzowi plemienia Natangów Herkusowi Montemu.

null

Herkus pochodził z wybitnego rodu pruskiego Montemidów. Był synem księcia Natangów zamordowanego na polecenie wójta Mirabilisa, zakładnikiem i wyjątkowo utalentowanym wychowankiem krzyżackiej szkoły rycerskiej w Magdeburgu, bratem-rycerzem zakonu, który porzucił na wieść o zabiciu ojca. Przerażał Krzyżaków walecznością i odwagą, przede wszystkim jednak talentem strategicznym i taktycznym. Zdarzało się, że Herkus Monte przebrany za Krzyżaka organizował krzyżacką ekspedycję i wprowadzał ją w zasadzkę, z której nikt żywcem nie uchodził.
W liście do papieża Herkus Monte zapewniał, że większość ludu pruskiego jest ochrzczona, a inni też wkrótce się nawrócą. Skarżył się na wiarołomstwo i okrucieństwo Krzyżaków postępujących niechrześcijańsko z Prusami i wyjaśniał, że walka z nimi toczona jest tylko z tego powodu. Z końcowej części listu, w której Herkus Monte poddaje ziemie i ludy pruskie władzy papieża, wynika, że Prusowie zdecydowali się na utworzenie własnego, uznającego zwierzchnictwo biskupa Rzymu, scentralizowanego państwa.

Urban IV nie odpowiedział. Nałożył na Czechy, Morawy i polskie księstwa obowiązek wyprawy krzyżowej przeciw buntownikom. Opieszałość w wywiązywaniu się z tego obowiązku i nieskuteczność krzyżowców w starciach z powstańcami zmusiła papieża Klemensa IV do ogłoszenia w 1265 kolejnej krucjaty.

Krzyżowa hekatomba

Dowodzona przez margrabiego brandenburskiego Ottona III Pobożnego krucjata w 1266 została przez Prusów zdziesiątkowana i wycofała się. Rok później wkroczyła czesko-niemiecka, licząca dziesiątki tysięcy krzyżowców krucjata, którą dowodził król czeski Przemysł Ottokar II. Krzyżowcy uratowali Krzyżaków przed całkowitą zagładą. Powstańcy walczyli jeszcze osiem lat. W przeciwieństwie do Krzyżaków nie mogli liczyć na żadną pomoc. Szeregi wojów się przerzedzały. Ginęli kolejni wodzowie. Herkus Monte został w 1275 przez Krzyżaków podstępnie ujęty i powieszony pod Stabławkami (dziś w obwodzie kaliningradzkim), a po stwierdzeniu zgonu przebity mieczem – na wszelki wypadek. Powstanie dobiegło końca.

Odwet wzięty później przez Krzyżaków i krzyżowców na powstańcach, ich rodach i plemionach uznawany jest przez historiografów za jedną z najkrwawszych kart w dziejach ludzkości. Wraz z prawowitymi gospodarzami regionu unicestwiona została licząca wówczas grubo ponad dwa tysiąclecia nieznana dziś cywilizacja.

Gdyby powstanie zakończyło się sukcesem Prusów, a papież uznał racje zwycięzców, prawdopodobnie powstałoby ich silne, scentralizowane państwo, a wówczas dzieje Europy, zwłaszcza Polski i Niemiec, potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Autor: Iga Burniewicz / Źródło: Dziennik Polska The Times

 
REKONSTRUKCJA HISTORYCZNA – PRUSOWIE , KRZYŻACY I LITWINI XIII-XV WIEK :
http://prusland.blogspot.de/

CZYTAJ WIĘCEJ :

Prusowie – pogańska śmierć :
http://ryuuk.salon24.pl/370754,prusowie-poganska-smierc

„ Jeśliś ochrzczony , bierzmuję cię mieczem ! ” :
http://ryuuk.salon24.pl/371034,jeslis-ochrzczony-bierzmuje-cie-mieczem
 

  1. 2012-08-07 o 10:52 AM

    Znalazłem jeszcze jeden link z ciekawymi fotografiami. Kilka z nich pokazuje resztki starych pruskich siedzib.

    http://www.pruthenia.strefa.pl/b8.html

    Lubię

  2. 2012-08-14 o 12:00 PM

    Krzyżowcy pod Szczecinem

    Wydarzenia jakie rozegrały się pod Szczecinem w 1147 roku są doskonałym przykładem cenzury i historycznego kłamstwa, które pokutuje po dziś dzień. Oto armia krzyżowa, pod dowództwem Albrechta Niedźwiedzia, margrabiego miśnieńskiego Konrada, arcybiskupa magdeburskiego i biskupów Wawelbergu, Halberstadtu, Münster i Bremy, ląduje pod chrześcijańskim Szczecinem i … no właśnie, co się wtedy stało? Rozpowszechniane po dziś dzień brednie mówią, że Szczecinianie wywiesili krzyże na murach, biskup szczeciński Wojciech ruszył w stronę obcych wojsk z procesją, a wtedy krzyżowcy, zapewne mocno zawstydzeni atakiem na chrześcijańskie miasto, odstąpili od oblężenia.

    O słodka naiwności … Wyobraźcie sobie: armia krzyżowa ponosiła nieustanne porażki w walce ze Słowianami i była głodna sukcesu. Olbrzymia część krzyżowców była poważnie zadłużona, a Szczecin był wtedy bardzo bogatym miastem (Słowiańskim miastem!). Że krzyżowcy kochają łupy i nie przejmują się wcale kogo okradają i zabijają, pokazuje doskonale przykład Damaszku (muzułmańskiego sojusznika chrześcijan), Lizbony (zamieszkanej także przez chrześcijan, których wymordowano razem z muzułmanami), Zadaru, Konstantynopola i Nowogrodu Wielkiego (czyli miast chrześcijańskich), które okazały się celem krucjat. Już arcybiskup Daimbert płynąc na czele pizańskiej floty do Jerozolimy w 1098 roku napadał i grabił wyspy archipelagu Jońskiego. W 1156 wojska księcia Antiochii spacyfikowały i dokonały rzezi mieszkańców Cypru. Także nie ma nic nowego ani niezwykłego w ataku krzyżowców na chrześcijańskie miasta. To wręcz norma.

    Szczecin zresztą dopiero od niedawna był oficjalnie chrześcijański. Biskupi z pewnością o tym wiedzieli, jednak wątpliwe, by szeregowi krzyżowcy mieli o tym pojęcie, jeśli w ogóle ich to obchodziło.

    Jeszcze jedno – jednym z uczestników był biskup ołomuniecki Henryk Zdik, zaufany Władysława Przemyślidy i oczywiście króla Konrada. Jeśli wspomnimy sprawę polskiego księcia Władysława Wygnańca, i poparcie dla niego ze strony niemieckiego króla (wszyscy ci trzej władcy byli skoligaceni rodzinnie), to pomysł ataku na Pomorze poprzez uzyskanie takiego przyczółka jak Szczecin, staje się wręcz oczywisty.

    Już w 1146 roku Konrad III próbował ataku na Polskę, by przywrócić władzę Władysława Wygnańca, jednak został powstrzymany rozlewami Odry i musiał to zapamiętać. Gdy zanalizujemy sytuację ze strony politycznej, to byłoby naprawdę niezwykłe, gdyby w tej sytuacji do ataku na Szczecin nie doszło.

    Poza tym, miastem władał książę Racibor, który nieźle dał się we znaki chrześcijanom podczas rajdu na Konungahelę w 1136 roku. Dodajmy do tego chorobliwy antysłowianizm, jaki charakteryzował biskupów (którzy mieli najwięcej do powiedzenia), a mamy już jasną sytuację – do oblężenia i walki musiało po prostu dojść.

    Wincenty z Pragi pisał, że biskup Wojciech spotkał się z biskupami saskimi, po czym ci zaprzestali grabieży, a następnie po wpłaceniu znacznego okupu przez miasto wycofali się. Kronikarz nadmienia też, że wojska biskupie poniosły znaczne straty w ludziach (!) oraz, że przybył specjalny poseł papieski, zabraniający przyjmowania okupu, rzekomo nawet grożący ekskomuniką. Tekst Wincentego jest dość nielogiczny, wskazujący (na co wielu historyków zwróciło uwagę), iż zwyczajnie był przerabiany a część (najbardziej kompromitująca) zapewne została usunięta.

    Jak więc było naprawdę? O co chodziło z tym „trybutem szczecińskim” i dużymi stratami w ludziach?

    Można śmiało przyjąć, że biskupie wojska grabiąc i mordując okolicznych mieszkańców, rozpoczęły oblężenie Szczecina. Z pewnością biskup Wojciech próbował to przerwać, udając się do obozu krzyżowców. Tam został ujęty i zażądano okupu za biskupa (był on najprawdopodobniej slawizowanym Germaninem), jednak z oblężenia nie zamierzano rezygnować. Tu jednak wkracza na arenę Mieszko Stary, który z pewnością przewidywał, że owa pobożna krucjata prędzej czy później znajdzie się pod Szczecinem (najbardziej soczystym kąskiem Pomorza) i nie zamierzał na to pozwolić. Sam miał plany związane z tym regionem, a poza tym, zdobycie przez Sasów takiego przyczółka postawiłoby Polskę w wyjątkowo niebezpiecznej sytuacji. W walce z Połabianami nie brał udziału (podobnie jak Bolesław Kędzierzawy, który wybrał się na Prusy), trzymając jednak rękę na pulsie.

    Należy zauważyć, że jego wojska (które były pewnie znudzone i spragnione walki) zupełnie nie musiały się hamować – mogły z zupełnym poczuciem bezkarności przejechać się po saskich karkach, gdyż nikt nie ośmieliłby się oskarżyć ich o atak na chrześcijańską armię krzyżową. W końcu to krzyżowcy pierwsi zaatakowali chrześcijańskie miasto) Stąd najprawdopodobniej owe duże straty (Polacy wykazali się entuzjazmem) po stronie Sasów.

    A ta rzekoma ekskomunika, którą miał nałożyć papież na przywódców rajdu pod Szczecin? Było to, jak twierdzi Andrzej Michałek, zwyczajowe działanie – po prostu papież domagał się swojej części (zwykle była to 1/3), a ponieważ z duchowieństwem niemieckim miał mocno na pieńku (podobnie jak wielu papieży przed nim i po nim), zastosował taki właśnie element przymusu. Papież zwyczajnie zażądał własnej działki.

    To Albrecht Niedźwiedź (najprawdopodobniej) powiadomił papieża o planowanej przez biskupów wyprawie pod Szczecin. Sam także ostrzył sobie zęby na łupy, ale pragnął oczywiście alibi na wypadek ewentualnego skandalu. Biorąc po uwagę odległość, jaką posłańcy musieli przebyć w tak niepewnych czasach, kwestia ataku musiała być poruszana dużo wcześniej.

    Krucjata połabska oraz jej atak na Szczecin nie cieszy się zbyt wielką popularnością (w porównaniu do wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej) wśród historyków. Nawet ci, co opisują krucjaty północne (Jak Christiansen), ograniczają się do skromnej wzmianki na ten temat. A szkoda, bo ktoś powinien ta sprawę ostatecznie wyjaśnić.

    Polecam „Słowianie zachodni. Początki państwowości” Andrzej Michałek – autor, jako jedyny w miarę obszernie opisał ten temat.

    Za: http://ryuuk.salon24.pl/300214,krzyzowcy-pod-szczecinem

    Lubię

  3. 2012-10-21 o 12:00 AM

    Krzyżacy i Prusowie

    Dzisiejszy region elbląski zamieszkały był we wczesnym średniowieczu przez pogańskich Prusów. Rzadko dziś o nich pamiętamy, a jeszcze rzadziej zastanawiamy się, czy naród ten rzeczywiście musiał wyginąć, czy nie mógł przyjąć chrześcijaństwa i przetrwać, tak jak choćby Litwini czy Łotysze ? A jeśli wyginąć nie musiał, to kto jest winien temu, że tak się stało ?

    Prusowie w Rzymie !

    Osiemset lat temu nic nie było jeszcze przesądzone. Około 1200 r. kilku zakonników — cystersów wyprawiło się w okolice dzisiejszego Elbląga w poszukiwaniu miejsca męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Gdy zakonnicy zostali uwięzieni przez miejscowych Prusów, opat z Łekna, Boguchwał wyruszył w ślad za zakonnikami i po żmudnych poszukiwaniach odnalazł ich. Przy okazji nawiązał przyjazne kontakty z Prusami, którzy wypuścili obu braciszków. Uradowany opat opisał to niezwykłe wydarzenie w liście do ówczesnego papieża Innocentego III sugerując, iż pokojowa chrystianizacja Prus jest możliwa. W odpowiedzi na ten list, 26 października 1206 r. Innocenty III opublikował oficjalne instrukcje dla polskiego duchowieństwa, zalecające prowadzenie działalności misyjnej metodami pokojowymi. Realizując te instrukcje, opat Boguchwał zdołał nawrócić dwóch pruskich możnowładców, mieszkających w okolicach jeziora Druzno. Po śmierci Boguchwała jego działalność kontynuowali inni cystersi, jego podwładni — jeden z nich , Chrystian, został nawet w 1212 r. mianowany misyjnym biskupem pruskim. Działalność Chrystiana przynosiła coraz większe sukcesy; jednym z nich było założenie pierwszego klasztory cysterskiego na ziemiach pruskich — w Zantyrze, w widłach Wisły i Nogatu.

    Aby naocznie pokazać swoje sukcesy, Chrystian pojechał do Rzymu w towarzystwie dwóch nobilów pruskich — Surwabuna oraz Warpoda (ten ostatni miał swoje posiadłości m.in. w Lanzanii, czyli na Wysoczyźnie Elbląskiej). Obaj Prusowie zostali w Rzymie ochrzczeni, a Chrystian zyskał podziw całej Europy.

    Sukcesy Chrystiana były jednak nie w smak Krzyżakom, ponieważ odbierały sens prowadzonemu przez nich podbojowi ziem pruskich. Okazja do wyeliminowania konkurenta trafiła się im w 1233 r., kiedy to Chrystian został wzięty do niewoli przez jedno z pruskich plemion. Krzyżacy postarali się o to, by Chrystian pozostał w niewoli jak najdłużej, sami zaś zaczęli rozpowszechniać wieści o śmierci biskupa. Pod nieobecność Chrystiana, w 1236 r., Krzyżacy wystarali się w Rzymie o zgodę na utworzenie w Prusach trzech diecezji, podległych krzyżackiej zwierzchności. W 1238 r., gdy Chrystian wreszcie powrócił z niewoli, było już za późno, by przeciwdziałać krzyżackim intrygom: w 1243 r. cesarz nadal Prusy jako lenno wielkiemu mistrzowi krzyżackiemu Garardowi von Mahlberg. Od tej chwili nic już nie stało na drodze zbrojnej ekspansji rycerskiego zakonu…

    Meandry krzyżackiej polityki

    Działalność biskupa Chrystiana dowodnie pokazuje, że chrystianizacja Prusów wcale nie musiała oznaczać eksterminacji tego narodu i jego zniknięcia z mapy Europy. Zagłada Prusów nastąpiła z winy zakonu krzyżackiego, który — oficjalnie głosząc propagowanie nowej wiary — kierował się w swej codziennej działalności głównie przesłankami politycznymi.

    Brutalne metody nawracania, przyniesione do Prus przez Krzyżaków sprawiły, że chrystianizacja dotyczyła przede wszystkim terytorium, w znikomym zaś stopniu rdzennych mieszkańców. Innymi słowy: liczba chrześcijan w Prusach zwiększała się dzięki temu, że miejsce zabijanych Prusów zajmowali chrześcijańscy osadnicy, głównie Niemcy…

    Zdecydowana większość Prusów trwała przy swojej dawnej wierze. Tam, gdzie rozproszeni Prusowie żyli w otoczeniu ludności niemieckiej, z reguły w szybkim tempie się germanizowali; wstępem do owej germanizacji było przyjęcie chrześcijaństwa. Gdzie jednak Prusowie zamieszkiwali w zwartych grupach, tam zachowali oni swoje dawne, pogańskie wierzenia, tym łatwiej, że niemieccy duchowni nie znali ich języka. Tym sposobem religia pogańska stopiła się z narodową tożsamością Prusów i zginęła wraz z nią…

    W XIII w. sprawa była prosta: Krzyżacy byli wrogami Prusów, a sojusznikami i obrońcami niemieckich osadników. Już od połowy XIV w. sytuacja zaczęła jednak ulegać zmianom: mieszczaństwu Elbląga, Gdańska i Torunia zaczęła ciążyć surowa i zachłanna (wysokie podatki !) władza zakonu, toteż kupcy (nawet niemieccy!) coraz przychylniej spoglądali w stronę Polski. Propolskie sympatie mieszczan znalazły wyraz m.in. po bitwie pod Grunwaldem, a zwłaszcza w latach Wojny Trzynastoletniej (1454-66), kiedy to mieszczanie wzięli na siebie główny ciężar walki z Krzyżakami. W tej sytuacji najsolidniejszą bazą społeczną zakonnej władzy niespodziewanie okazali się Prusowie, którzy nie mieli specjalnego powodu, by sprzyjać Polakom ( w końcu to polscy książęta sprowadzili na nich w 1226 r. tragedię, jaką był krzyżacki najazd, a wcześniej sami bezskutecznie próbowali podbić Prusów).

    Zmywanie chrztu

    Dodajmy, że byli to Prusowie wciąż pogańscy ! By się o tym przekonać, wystarczy przeczytać memoriał, napisany w 1428 r. przez zakonnika Beringera, a złożonym na ręce do wielkiego mistrza. Beringer skarżył się tam, iż Prusowie zazwyczaj trzymają się pogańskiego obrządku ze święceniami i wróżbami i nie dbają o naukę księży.

    Dwa lata później sambijski biskup Michał wydał zarządzenie, surowo nakazujące Prusom, by chrzczonych dzieci ponownie w wodzie nie chrzcili i innych oprócz chrzestnych imion, dzieciom nie nadawali.

    To zarządzenie pozostało jednak bez echa i w obiegu nadal funkcjonowały wyłącznie pruskie imiona. Warto przy okazji wyjaśnić, iż – wbrew opinii biskupa, nie rozumiejącego pruskiej obyczajowości — Prusowie nie chrzcili dzieci powtórnie. Dokonywali oni natomiast obrzędu „zmycia chrztu” — chodziło im o zmycie nienawistnej cechy obcego boga, o odesłanie jej wodą nazad, w obce strony, skąd przybyła. Był to zatem swego rodzaju antychrzest, akt oficjalnego powrotu do wiary pogańskiej.

    Jak podkreślał A. Bruckner, ostoję religii Prusów stanowił ich język, nie znany najgorliwszym nawet, chrześcijańskim misjonarzom: sam język pruski, ile sił zabraniany i rugowany, stworzył walną zaporę przeciw zbytniemu naporowi chrześcijaństwa.

    Składane przez misjonarzy pisma i memoriały nie robiły większego wrażenia na krzyżackich mistrzach, którzy dobrze wiedzieli, że w razie konfliktu zbrojnego z Polską Prusowie opowiedzą się po stronie zakonu. Krzyżacy przymykali więc oczy na odprawianie pogańskich rytuałów pruskich i nie wcielali w życie antypogańskich zarządzeń biskupów ani przed rokiem 1466, ani tym bardziej po tej dacie, gdy zakon stracił na rzecz Polski takie miasta, jak Elbląg, Gdańsk, Toruń czy Malbork, a stolicę zakonnego państwa przeniesiono do Królewca. Wówczas dokonała się ostateczna zmiana w relacjach pomiędzy Krzyżakami, a wiejską ludnością pruską. Można nawet zaryzykować tezę, iż w latach 1466 – 1525 zakonni rycerze żyli w politycznej symbiozie z mieszkającymi na obszarze ich państwa Prusami. Jest to problem mało zbadany, ale nader fascynujący. Pogańscy Prusowie, byle tylko pozwolić im na kultywowanie dawnych obyczajów, gotowi byli stać się lojalnymi poddanymi zakonnego państwa i trzeba powiedzieć, że słowa dotrzymali — nie zdradzili Krzyżaków nawet w najcięższych próbach.

    Przetrwały więc wśród Prusów dawne obrzędy, przetrwali także pogańscy kapłani. Mickiewiczowski „wajdelota” to pruski wajdel (wiedzący) — wróżbita, kapłan i znachor w jednej osobie.

    Podobna sytuacja panowała na sąsiedniej Litwie i Żmudzi. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że jeszcze w 1587 r. (!!!) biskup żmudzki, książę Michał Giedroyć, użalał się w liście do generała jezuitów, iż w wielkiej bardzo części mego biskupstwa nie ma nikogo, kto by się raz w życiu spowiadał, nikogo, kto by się raz komunikował, nikogo, kto by umiał pacierz lub znak krzyża św., nikogo, kto by miał jakąkolwiek wiadomość o tajemnicach wiary.

    A przecież od oficjalnego chrztu Litwy upłynęły już wówczas dwa stulecia !

    Kiejstut i wół

    Trzeba bowiem wyjaśnić, że elastyczność polityczną wobec pogaństwa wykazywali nie tylko Krzyżacy. Średniowieczni monarchowie europejscy też niekiedy zachowywali się tolerancyjnie, ale wyłącznie wtedy, gdy układ sił nie pozwalał im na militarne pokonanie pogan. Przykładem może być oficjalne zawarcie w 1351 r. pokoju, kończącego krwawą wojnę Ludwika, króla Węgier (a później także i Polski), przeciwko pogańskiemu księciu litewskiemu Kiejstutowi. Żywot tego księcia był niezwykle barwny — na malborskim zamku do dziś pokazywana jest cela, w której Kiejstut był więziony, zanim zdołał z niej uciec…

    Przebieg uroczystości był następujący: Kiejstut kazał przyprowadzić wołu. Pogańscy ofiarnicy nacięli żyły na karku zwierzęcia: obficie trysnęła krew, co stanowić miało oznakę życzliwości bogów. Potem litewscy kapłani odcięli wołu łeb i odsunęli go na kilka metrów od tułowia. Kiejstut przeszedł wówczas trzykrotnie pomiędzy łbem a tułowiem, a następnie pomazał ręce i twarz krwią zwierzęcia na znak, że jeśli nie dotrzyma traktatu, to niech spotka go taki los, jaki przed chwilą spotkał zabite zwierzę…

    Wszystko to odbyło się w obecności chrześcijańskiego króla Węgier i jego dworzan! Chrześcijański władca, walczący z pogańskimi Litwinami, oficjalnie uznawał zatem ważność pogańskiego rytuału jako gwarancji dotrzymania umowy międzynarodowej !

    Pogrzeb Kiejstuta w Wilnie, w 1382 r., był jedną z ostatnich, wielkich uroczystości pogańskich w średniowiecznej Europie. Ciało księcia zostało spalone na stosie, obok którego zabito wiele zwierząt ofiarnych.

    Odnotujmy przy okazji wydarzenie, które było ewenementem w ówczesnej Europie: Jagiełło, wielki książę litewski, został w 1385 r. uznany przez szlachtę królem Polski, pomimo że był jeszcze poganinem ! Szlachcie wystarczyła sama obietnica Jagiełły, że ochrzci się jeszcze przed ślubem z królową Jadwigą i przed koronacją. Chrzest Jagiełły odbył się dopiero 15 lutego 1386 r., na Wawelu. Ochrzcili się też wówczas trzej bracia władcy, ale cała Litwa pozostawała jeszcze pogańska… Po intensywnej akcji chrystianizacyjnej w 1387 r. Jagiełło zakazał wszystkim swoim poddanym wyznawania pogaństwa, ale nie usłuchała tego zakazu nawet Biruta — matka księcia Witolda, wdowa po Kiejstucie. Z poważniejszych ustępstw Jagiełły trzeba też wymienić automatyczne zalegalizowanie wszystkich małżeństw, zawartych uprzednio w obrządku pogańskim…

    Jeszcze bardziej tolerancyjni bywali poganie. Poprzednicy Jagiełły, pogańscy władcy Litwy: Giedymin i Olgierd, zatrudniali w swojej kancelarii, jako skrybów, chrześcijańskich duchownych ! Ba, Giedymin zbudował im nawet chrześcijańskie kościoły, sam pozostawał jednak przy pogaństwie i składał ofiary litewskim bogom.

    Wyczyny Waltina Supplita

    Dobitnym przykładem krzyżacko — pruskiej symbiozy są opisane w wielu dokumentach wydarzenia, jakie miały miejsce w latach 1519 — 1521, gdy trwała wojna polsko — krzyżacka, a do wybrzeży Sambii zbliżała się sprzymierzona z Polską flota gdańska. Pruski kapłan pogański Waltin Supplit oficjalnie zwrócił się wówczas do władz zakonu krzyżackiego z prośbą o zgodę na publiczne odprawienie masowych obrzędów pogańskich. Celem obrzędów miało być — wedle słów Supplita — poproszenie pogańskich bogów o to, by wroga flota odpłynęła od pruskich brzegów. I Waltin Supplit zgodę Krzyżaków dostał, w dodatku dwukrotnie !

    W obrzędach wzięły udział tłumy Prusów, przybyłych z całego państwa krzyżackiego. Obie ceremonie religijne odbyły się w miejscowości Rantau, na wzgórzu, z którego dobrze widoczne były wody Bałtyku. Tak opisał te wydarzenia Aleksander Brückner:

    Ofiarę z czarnego byka odbył publicznie jeszcze w 1520 r., za pozwoleniem samej zwierzchności, w Sambii, niejaki Waltin Supplit, aby nadpływające okręty gdańskie od brzegów pruskich odstraszyć. Okręty rzeczywiście odpłynęły (załogi ich widziały jakieś widma przeraźliwe) lecz z nimi odpłynęły i ryby i gdy połowu nie było, przyznał się Supplit, że przy zaklinaniu wszystkiego precz od brzegów pruskich zapomniał zrobić wyjątek dla ryb. Nową zatem, mniejszą ofiarą (czarnej świni) należało bogom o pomyłce donieść i rzecz naprawić.

    Źródła historyczne nie informują o tym, czy druga ofiara, złożona przez Supplita, okazała się równie skuteczna jak pierwsza i czy wzrosła ilość ryb, poławianych przez okolicznych Prusów…

    Zgodę na publiczne przeprowadzenie pruskich obrzędów pogańskich wyraził sam wielki mistrz zakonu Albrecht Hohenzollern, ten sam, który 1525 r. po słynnym hołdzie pruskim, został księciem Prus i lennikiem Polski. Powodem ustępliwości Krzyżaków wobec ludności pruskiej było rozpaczliwe położenie militarne zakonnych rycerzy, zagrożonych przez armię polsko — litewską i przez sprzymierzoną z Polakami, gdańską flotę. Ale fakt, że jeszcze w XVI w. funkcjonowali wśród Prusów pogańscy kapłani, tacy jak Waltin Supplit, świadczy najlepiej o sile tradycji i o przywiązaniu tego narodu do dawnych wierzeń.

    Można więc powiedzieć, że dla Krzyżaków chrystianizacja Prus nigdy nie była pierwszoplanowym celem: w XIII w. zwalczali religię Prusów tylko po to, żeby stworzyć własne państwo, a w XVI w., by to państwo utrzymać, godzili się na publiczne praktykowanie tejże religii…

    Sytuacja zmieniła się na niekorzyść Prusów dopiero po Hołdzie Pruskim, kiedy to zakon krzyżacki został zlikwidowany, zaś Albrecht Hohenzollern stał się protestanckim władcą Prus. Protestanccy duchowni zajęli się bliżej pruską obyczajowością, bez litości tępiąc dawne obrzędy i zwyczaje.

    Dopiero jednak w 1561 r. wydany został przetłumaczony i wydany w języku sambijskich Prusów katechizm; od tej pory protestanccy kaznodzieje zaczęli odnosić większe sukcesy w walce z dawnymi zwyczajami. Efektem tego była z jednej strony chrystianizacja, a z drugiej zaś postępująca jej śladem — germanizacja. Ostatnie świadectwa żywotności pruskiej religii i obyczajowości pochodzą z XVII wieku…

    Autor: Lech Brywczyński ; Źródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,77

    Lubię

  4. Atra
    2013-09-04 o 6:51 PM

    Powszechnie przyjęty w Polsce, pogląd na chrystianizację Litwy jest nie do końca zgodny z rzeczywistością z uwagi na fakt, iż absolutna większość ziem wchodzących w skład Wielkiego Księstwa była ziemiami ruskimi, które zostały schrystianizowane w 988 r. w obrządku prawosławnym, wraz z przyjęciem chrztu przez Ruś Kijowską. Wielkie Księstwo Litewskie za panowania Jagiełły było państwem pogańskim jedynie na ziemiach rdzennie litewskich, które stanowiły około 10% powierzchni państwa. Sam Jagiełło został po urodzeniu ochrzczony, przez swoją matkę – ruską księżniczkę Juliannę, w Kościele prawosławnym. Jagiełło był już więc chrześcijaninem, gdy w wieku dorosłym ponownie przyjął chrzest w Kościele katolickim

    Komentarz Opolczyka

    Tzw. „chrystianizacja” Rusi w roku 988 to żydłacka propaganda. To, że Włodzimierz zdradził pogaństwo i się ochrzcił, nie oznacza, iż mieszkańcy Rusi stali się gorliwymi żydłakami. Bunty wołchwów na Rusi utrzymywały się jeszcze przez wieki.

    „Wołchwowie cieszyli się wśród ludu wielkim poważaniem, chociaż nie mieli takiego wpływu na władzę jak żercy. W początkach chrześcijaństwa na Rusi kierowali buntami przeciwko nowej religii i porządkowi społecznemu, na przykład w Suzdalu w 1024 czy w Nowogrodzie i ziemi rostowskiej w 1071. Podczas buntu w Nowogrodzie w 1071 po stronie chrześcijaństwa opowiedział się tylko książę Gleb z drużyną, podczas gdy mieszkańcy stanęli po stronie wołchwa.
    Władza państwowa i kościelna surowo tępiły wołchwów. W 1227 w Nowogrodzie czterech z nich spalono na stosie. Jeszcze w II połowie XIV wieku św. Stefan z Permu musiał walczyć z silnymi wpływami wołchwa Pama wśród Zyrian.”
    Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wołchw

    Ponadto, rozbicie dzielnicowe Rusi (od roku 1054) i walki pomiędzy władcami rozdrobnionej Rusi nie sprzyjały umacnianiu się nadjordańskiej dżumy. Władcy zajęci byli walką o dominacją i na agitację religijną czasu specjalnie nie mieli. Także i później, gdy część Rusi dostała się w ręce pogańskich Litwinów, żydłackich guseł to nie wzmocniło. A i zagrożenie ze strony Mongołów sprawiało, że sprawy biologicznego bytu były ważniejsze od krzewienia jahwizmu.
    Odrodzenie pogańskie na Ukrainie, Białorusi i w Rosji jednoznacznie pokazuje, że bajka o „chrystianizacji” Rusi w roku 988 to tylko żydłacka propagandowa bajka. Podobna do tej kolportowanej w Polsce o „chrystianizacji” Polski w roku 966. A o wypędzeniu żydłackiej dżumy w czasach Bolesława II, żydłacka propaganda milczy. I o tym, że jeszcze w XIX wieku na polskiej wsi kwitła żywa pogańska wiara – żydłacka propaganda też milczy. Milczy też o tym, że jeszcze w roku 1936 na Opolszczyźnie zanotowano całkowicie pogańskie obchody Kupalnocki.
    Na Rusi zjahwizowała się elita, władcy – a lud przez długie wieki pozostawał pogański.
    Tak samo, jak w Polsce czy na Litwie.

    Ochrzczenie Jagiełły przez matkę, nie liczy się. Było to bez jego zgody. A przyjęcie żydo-chrześcijaństwa przez niego motywowane było politycznym wyrachowaniem. W duchu Jagiełło był poganinem, jak i cała Litwa za wyjątkiem kilku namolnych żydłaków.

    Komentarz Dobrogosta

    …chrystianizowanie Rusi przez bandziora Włodzimierza, który jako poganin latami zbójował z wikingami a jego kochanki szły ponoć w setki, to gruba przesada – owszem w końcu zdecydował się narzucić chrześcijaństwo (wcześniej stworzył panteon Słowiański jak i eksperymentował z islamem), było to działanie czysto polityczne, brutalne, wręcz zbrodnicze, jednak w istocie był to pozór – chrzczono na siłę kogo popadnie, sprowadził kler, ale w rzeczywistości Ruś nadal była pogańska jeszcze przez setki lat, pewnie dwór szybciej się schrystianizował – przynajmniej w deklaracjach🙂

    Przejdźmy teraz do Litwy, nawet „polska” wiki pisze tak:
    „Ok. 1235 roku, pod wpływem zagrożenia, najpierw ze strony zakonu kawalerów mieczowych (od 1202), a następnie zakonu krzyżackiego (od 1237 roku), Mendog zjednoczył litewskie plemiona i skupił władze w jednym ręku. W 1251 roku pod naciskiem zakonów, Mendog przyjął chrzest, a w 1253 otrzymał od papieża koronę i koronował się w Nowogródku. Panowanie Mendoga zakończyło się gwałtownie w 1263 roku zabójstwem władcy. Po śmierci władcy Litwini odrzucili chrześcijaństwo, państwo stało się ponownie celem krucjat. Pomimo długotrwałych wojen z zakonami rycerskimi, Wielkie Księstwo Litewskie rozrastało się szybko, Litwini podbili ziemie słowiańskie stanowiące tereny obecnej Białorusi, Ukrainy i fragmenty Polski oraz Rosji. Wielkie Księstwo Litewskie stało się największym państwem w Europie.” Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Litwa#Historia_Litwy

    Tak więc, chrzest Mendoga to czysta fikcja, ale jak Mendog zginął to przestali się wygłupiać, byli najczystszymi poganami nienawidzącymi chrześcijan. Co więc mogło się stać, gdy przyłączali tereny dzisiejszej Białorusi czy Ukrainy? Oczywiście lud tam mieszkający nie musiał już się bać nawracania i ucisku kościoła i spokojnie oficjalnie mógł wrócić do religii, którą i tak cały czas wyznawał. Pewnie było tam paru jahwistów, ale pod panowaniem Litwy raczej się z tym nie obnosili, bo byli by traktowani, jako potencjalni sojusznicy krzyżaków a takowych się wyrzynało🙂 Tak więc to, że rzekomo po włączeniu ziem Ruskich dotarło tam chrześcijaństwo, spokojnie można między bajki włożyć🙂 Szczególnie, że jak dalej podaje jahwistyczna wiki:
    „Następcą Mendoga został w 1315 Giedymin, który władał krajem ponad 20 lat. Skuteczne rządy doprowadziły do umocnienia państwa i poprawy stosunków z Królestwem Polskim. Synowie Giedymina, Olgierd i Kiejstut, sprawowali rządy od 1344. Po śmierci Kiejstuta (1377) władzę objął syn Olgierda, Jagiełło. Wchodząc w sojusz z Polską, Jagiełło w 1386 przyjął chrzest, poślubił Jadwigę Andegaweńską i został koronowany na króla Polski.”
    Matka Jagiełły „Według podań jest też fundatorką najstarszej w Wilnie cerkwi prawosławnej, znajdującej się na miejscu dzisiejszej cerkwi św. Mikołaja. Zmarła po roku 1392.” Za: http://pl.wikipedia.org/wiki/Julianna_twerska

    Tak więc, wszyscy z ojcem Jagiełły włącznie byli czystej krwi poganami, natomiast jego matka mogła być prawosławna, bo małżeństwo miało charakter polityczny – nie będę tu wnikał w wątpliwości, więc załóżmy, iż była w 100% prawosławna i Olgierd to tolerował, to i tak absolutnie niczego to nie zmienia a szczególnie tego, iż Jagiełło był czystej krwi poganinem. Owszem, ojciec Jagiełły prowadził pertraktacje z kościołem w sprawie przyjęcia chrztu, ale miało to również charakter polityczny, prowadził też pertraktacje ze Złotą Ordą, jak i z innymi wrogami, co jest naturalne🙂 To, iż Jagiełło w 1386 r. przyjął chrzest, miało tylko i wyłącznie charakter polityczny a był to wielki i przebiegły mąż stanu, nasz największy król, który uczynił z Polski potęgę…

    Ogólnie jest to kłamliwy komentarz mający zrobić wodę z mózgu, oparty o półprawdy. W istocie na tych półprawdach tworzy kłamstwo – dokładnie tego samego typu jak to, że rzekomy chrzest Mieszka sprawił, iż od tego wyimaginowanego momentu Polska stała się w 100% gorliwie chrześcijańska a jej peryferie stały się źródłem chrystianizacji ościennych narodów🙂 Wiemy doskonale, iż to brednia, nawet za Chrobrego, gorliwa chrystianizacja dotyczyła tylko małego fragmentu ziem centralnych, podczas gdy reszta była czysto pogańska, niczym nie skażona jeszcze przez setki lat. Do tego szybko wrócono do prawdziwej religii. Tak samo było za Włodzimierza, a nawet gorzej dla chrześcijaństwa, bo rdzenni kapłani nie utracili władzy ani miru domowego wśród ludu i przez długi czas z nimi walczono.
    Twierdzenie, iż Litwa poza 10% jej rdzennych ziem była chrześcijańska, bo przyłączyła ziemie Rusi to kłamliwa żydłacka brednia i plugawa jahwistyczna propaganda!

    Lubię

  5. 2014-03-27 o 9:00 AM

    „Przed Prusami ziemie te zamieszkiwali Ugrofinowie, którzy cofnęli się na północ – część nazw toponimicznych jest pozostałością po nich właśnie.”
    http://pruskihoryzont.blogspot.com/2012/10/prusai-prusowie-cz1-pochodzenie-prusow.html
    http://pruskihoryzont.blogspot.com/2012/11/prusai-prusowie-cz2.html
    „Większość lingwistów jeszcze nie zauważyła, że Bałtowie nie powstali w wyniku podziału Bałtosłowian na Prabałtów i Prasłowian –
    lecz w wyniku zmieszania się Prasłowian i Prafinów.”

    Lubię

  6. 2014-12-27 o 4:00 PM

    Kałdus i (legendarne) Culm-awi, państwo księcia Algi’mina – Prusowie oraz tajemnica kultu Bachusa i Wenery w Kałdusie nad Wisłą – Goci:
    „…wikingowie na stałe przebywali w ośrodku chełmińskim.” – „…sposób pochówku wskazuje na ich skandynawskie pochodzenie.” – „…archeologicznym świadectwem mogą być zarówno przedmioty związane bezpośrednio z handlem (…), jak również amulety pozostawione przez ich właścicieli, czy też kamień do gry z poroża z pismem runicznym.” – „…ludność skandynawska przebywająca w grodzie chełmińskim mogła pełnić różne funkcje związane z zarządzaniem tego ośrodka.” – „…przyłączenie się ludności tubylczej do ekspansji Gotów…”:

    Lubię

  1. 2012-09-01 o 11:30 AM
  2. 2012-09-22 o 2:32 AM
  3. 2013-06-22 o 3:09 AM

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: