Strona główna > Edukacja, Ezoteryka, Historia, Kultura, Nauka, Religia, Sztuka, Słowianie, Uncategorized, Świat > ” Duchowość Słowian dawniej i dziś ” – Kazimierz Moszyński ( komentarz ‚ Mezamir Snowid ‚ ) / Symbolika Smoka u Słowian – SMOKI / Ochrona psychiczna – Klątwy

” Duchowość Słowian dawniej i dziś ” – Kazimierz Moszyński ( komentarz ‚ Mezamir Snowid ‚ ) / Symbolika Smoka u Słowian – SMOKI / Ochrona psychiczna – Klątwy

KAZIMIERZ MOSZYŃSKI – Ewolucjonizm krytyczny :

Ochrona psychiczna – Klątwy ( Principy sovremiennoj psichiczeskoj samozaszczity ) – ” Mezamir Snowid ” :

POGAN – DUSZKI – o życiu i śmierci , o snach , o smokach i Naturze – rodzimozofia :

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/

Sprawy Słowiańszczyzny i nie tylko … :

Symbolika Smoka u Słowian – SMOKI – ” Mezamir Snowid ” :

http://bialczynski.files.wordpress.com/2011/06/serb-art-petar-meseldzija-the-noble-dragon.jpg
W baśniach pln.-słowiańskich spotyka się postać mitycznego zwierzęcia
o kształtach potwornych,o wielu głowach dyszących ogniem czy uzbrojonych w żądła.
W baśniach na Białorusi słyszy się o dziewczynach porywanych przez huragan
i niesionych”przez chmurę w której mieszka ów potwór”
Nazwa tego potwora u Białorusinów brzmi Zmej.
(Bułgaria-Zmej,Serbia,Chorwacja i Słowenia-Zmaj,Polska-Żmij,Źmij).

Na Bałkanach obok podobnych baśni(mających rozległy zasięg także poza Słowiańszczyzną)
istnieją żywe do dziś dnia wierzenia.
Owi mityczni Żmijowie mieszają się tam z jednej strony (tak jak u Słowian północnych)
z meteorytami,z drugiej(zwłaszcza na Małorusi) z wielkimi,również mitycznemi wężami

z trzeciej wreszcie – z istotami odpowiadającemi poniekąd naszym PŁANETNIKOM.
http://bialczynski.files.wordpress.com/2011/10/ac582tajska-szamanka-1928-shaman1.jpg
oraz ze Żmijami-Junakami,nie mającymi cech Płanetników;
tak że właściwie należałoby na terenie bałkańskim rozróżnić:
żmijów-meteoryty,
żmijów-węży,
żmijów-płanetników,
Jak głosi lud,nader często wstępują w powietrzne walki z potworami
a te znów ze swej strony w niektórych okolicach dzięki motywowi
odbierania urodzaju,jaki je częstokroć cechuje,mieszają się z demonicznymi czarownicami
odbierającymi mleko etc.

żmijów-ludzi nie będących płanetnikami
żmijów właściwych czyli Smoków.
(bułg.Chala,Lama,Lamija
serb-chorw.-Hala,Ala,Aźdaha,Aźdaja,Aźdava.

Stara ogólnosłowiańska nazwa smoka(Zmij itd)
przeważnie zmieniła na Bałkanach swe pierwotne znaczenie
określając dziś najczęściej istotę w rodzaju Płanetnika,
walczącą ze smokami lub istotę w rodzaju naszego baśniowego
smoka-człowieka,porywającego dziewczęta czy też wdającego się z niemi
w miłosne przygody(jak Żmijowie-Płanetnicy)   
natomiast właściwego smoka-potwora,Słowianie południowi
znają na ogół pod nazwami obcego pochodzenia,przytoczonymi wyżej.

Ażdach’y mają ponoć napadać na Słońce powodując jego zaćmienie.
Jedno z bułgarskich świadectw podaje że
Chala/Ażdach jest to”chmura opuszczająca swój ogon i potem znów go kurcząca
gdy ogon opuszcza deszcz wali wtedy strumieniem i wszystko zalewa”.

Zupełnie podobnie dla Serbów z Kosowego Pola
Ala/Ażdach jest to”chmura co opuszcza się w zawierusze do ziemi
ale tylko ogon opuszcza zaś łeb w chmurze kryje.
Chwała bogu że tak czyni,straszne to bowiem i wielkie zwierzę
Gdyby człowiek mógł jeszcze jej głowę ujrzeć toby ze strachu rozum stracił”.

http://bialczynski.files.wordpress.com/2011/06/serb-art-dragan-bibin-03-stefan-nemanja-ac582a-zyje-jest-duchem-czasu.jpg
Dragan Bibin – Stefan Nemanja – Ała jest żywym duchem

Potwory o jakich tu mowa wywodzą się od trąb powietrznych
które lud rozumie również jako każdą chmurę niosącą ulewny deszcz i grad.
Inne szczegóły charakterystyki Ażdach’ów podawane przez lud:
„Gdy latają w powietrzu wywołują silną wichurę,potworne te zwierzęta
nietylko przytem utożsamiają się z chmurami czy też „noszą” chmury.
Pomieszkują również w rzekach,głębokich jeziorach,wielkich wodach
w bezdennych moczarach,morzach etc”.
(Aztecki Quetzalcoatl,Nagowie,Lu,Żmije)

Wyjątkowo tylko słyszymy o ich(smoków czy żmijów?) jakoby ludzkim pochodzeniu;
częściej wyprowadza się je z wężów czy żmij co przeżywszy określoną ilość lat
(np 100),dosięgły olbrzymich rozmiarów,wypuściły z siebie nogi
uzbrojone w ostre pazury i ogromne skrzydła.
Głowa tych smoków ma być podobna do końskiej lub psiej
zaopatrzona w ostre zęby ciało pokryte łuską.
Niekiedy cały potwór ukazuje się w postaci gęstej mgły.
Dla niektórych zaś okolic Bułgarii
ciągnie on wodę do chmur jak gdzie indziej tęcza.

Pod Brzeżanami mówi się że Żmija przeżywszy dwakroć 7 lat
„dostaje”drugi łeb i robi się z niej smok(Jaźe)napadający ludzi.
W Polsce powiada się że jeśli wąż przez 7 lat nie widzi człowieka
ani nie słyszy jego głosu,to wyrasta z niego siedmiogłowy smok.

Sporo jest świadectw wedle których chłopi mieli możność
widywać smoki.W Tyńcu pod Krakowem odnośnie do jamy w kamieniołomach
nad Wisłą pod wzgórzem zwanem Grodzisko.
http://bialczynski.files.wordpress.com/2010/12/klasyczna-ilustracja-sc582owianska-popowicz_zmij_koczergin.jpgWierzenia o smokach podobnych do Ażdach,posiadają również górale Polscy i Słowaccy.
Smoli takie mają przebywaci wyrastać w jaskiniach,w bagnach,we wnętrzach pagórków
skąd -na skutek zaklęć -„wypruwają się” na zewnątrz.
Kiedy”robią skrzydłami” wtedy powstają wielkie wichury.
Czasem za sprawą czarnoksiężników,pojawiają się mgły
i niosą owe stwory w dalekie kraje.
Także i Płanetnicy „wiodą”je niekiedy.

Z książki Kazimierza Moszyńskiego

Telesfor był statecznym i starszym smokiem, uwielbiał słodycze.
Natomiast Teodor był młodym i nieopierzonym Smokiem
któremu trzeba było wszystko tłumaczyć. 

Smok (łac. Draco, dop. Draconis, skrót Dra) – konstelacja znana wielu starożytnym kulturom i przeważnie kojarzona z reprezentantem sił  chaosu(chaos to matka kosmosu)

W Babilonii była to Tiamat, a w Grecji – Ladon – smok pilnujący złotych jabłek Hesperyd
które Herakles musiał zdobyć w trakcie jednej ze swoich 12 prac.

Starożytna chińska astrologia lokalizowała gwiazdozbiór Smoka między Małą i Wielką Niedźwiedzicą.
Był utożsamiany z pozytywną siłą sprawczą.
https://i1.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c1/Draco_constelation_PP3_map_PL.jpg

W Polsce duchy domowe to duszyczki, bożęta domowi, Domownicy
gospodarze, sąsiedzi, Dobrochoty, Żyrownicy.

Wśród Słowian południowych pojęcie ducha domowego łączy się z czcią węża domowego,
co bywa też i na Białorusi, gdzie trzymano po chałupach zaskrońce (Natrix natrix).

Smok i Żmij mają się do siebie tak samo jak jaszczurka do węża.
Smoki to żywioł ognia i powietrza
Żmije to żywioł wody i ziemi.

http://bialczynski.files.wordpress.com/2011/06/ms-opk-51390dragons-burning-yin-yang-posters.jpg
Smok i Żmij img/smilies/wink

„Naga, Nagowie, (sanskryt: नाग nāga) – w mitologii hinduskiej wężokształtne bóstwa wodne.
Mieszkają w podziemnym mieście Bhogawati(Bogowie wody?)

gdzie strzegą skarbów ukrytych w ziemi, czasami dzieląc się z nimi ze śmiertelnikami.
Mogą przyjmować formę zupełnie LUdzką.
Lu=Naga,po tybetańsku.

Wiele dynastii starożytnych wywodziło swoje pochodzenie od związku jakiegoś herosa i nagini.
W starożytnych tekstach Nagami nazywano również mało znane plemiona
którym przypisywano nadnaturalne właściwości.
Również w dobie obecnej w górach Asamu żyją prymitywne plemiona określane mianem “Naga”.

Skojarzenia z Welesem czy Syrenką jak najbardziej na miejscu(podziemia,woda,skarby)
tym bardziej że Syrenka na początku miała ogon wężowy,dużo później zrobiono z niej rybę.
Więcej o Nagach/Syrenach znajdziecie tutaj
http://a.bongaruda.pl/biuletyn/publikac … 232099448/

https://i1.wp.com/farm4.staticflickr.com/3226/2395537732_f2643d5f75_z.jpg

https://i1.wp.com/www.dollsofindia.com/dollsofindiaimages/kalighat-paintings/kaliya-daman-CE14_l.jpg

https://i2.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/01/Kaliya_Daman.png/420px-Kaliya_Daman.png
Kali Daman
https://i1.wp.com/www.mapa-warszawy.info/images/midi_1202312545.jpg

https://i2.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/9/99/Warsaw_Sirene_1659.PNG/200px-Warsaw_Sirene_1659.PNG
Syrenka na księdze rachunkowej Starej Warszawy z 1659

https://i0.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d2/Wiadukt_Markiewicza_Warszawa_008.jpg

https://i2.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fe/Syrenka_Warszawska.jpg

„Nie wiadomo, skąd syrena wzięła się w herbie Warszawy”-wiki img/smilies/big_smile
Kto nie wie ten nie wie,bo nie chce wiedzieć.
Niektórym ciężko pogodzić się z faktem że nasz język nie wywodzi się z łąciny tylko z sanskrytu
anasze korzenie sięgają Indii a nie Jewrozolimy.

“Jeszcze ciekawiej zachowuje się to słowo w podświadomości języka arabskiego
Bałtyk nazywany jest przez nich Bahr ar-Rus wa’ s-Saqaliba,
“morze Rusów – Słowian” albo Bahr Warandż-Bahr Warank łączy się tę nazwę z Waręgami
jednak po arabsku Waran to jaszczurka, a Signum Antovie to właśnie pół jaszczurka
od pasa w górę kobieta (symbol który zmutował w Warszawską Syrenkę, kobietę z rybim ogonem).
Do tej jaszczurczej nazwy nawiązuje też język Angielski, varan-varanus – jaszczurka,
a słowo ang. Varan’gin – Wareg.

Jeszcze inne to związki słów (faktycznie izoglos, czyli węzłów nadjęzyka)
których zmianę znaczenia (logiczne, wytłumaczalne przesunięcie znaczenia słowa),
zrozumieć można dopiero po odwołaniu się np. do mitologii Indoeuropejskich,
więc polskie słowo ‘noga’ (naturalny środek przemieszczania się)
oraz indyjskie słowo ‘naga’ (wąż-żmija), a których związek możemy zrozumieć
tylko przy pomocy mitów greckich o gigantach, którzy zamiast nóg mieli węże,
jeśli na miejsce znaczenia naszej ‘nogi’ w zdaniu ‘chodzimy na nogach’,
podstawimy słowo indyjskie ‘naga’ najbliższe w pisowni naszemu słowu ‘noga’
to otrzymamy zdanie ‘chodzimy na nagach, czyli ‘chodzimy na wężach’,
geniusz nadjęzyka twierdzi więc, że jak giganci chodzimy na wężach,
czyli nadjęzyk twierdzi, że jesteśmy potomkami gigantów,
lub inaczej aczkolwiek to samo języki Indii i Polski twierdzą,
że giganci-olbrzymi-bharowie-słowianie od tysięcy lat,
do tej pory jak chodzili tak chodzą na wężowych nogach”. -Merski

„Legendę tę opowiadają często warszawscy przewodnicy oprowadzający wycieczki po Starym Mieście:
Dawno dawno temu przypłynęły z Atlantyku na Bałtyk dwie siostry – syreny;
piękne kobiety z rybimi ogonami, zamieszkujące w głębinach mórz.
Jedna z nich upodobała sobie skały w cieśninach duńskich
i do tej pory możemy ją zobaczyć siedzącą na skale u wejścia do portu w Kopenhadze.”-wiki

Pierdu pierdu zupa rybna.

Jedno z imion Idnry brzmi…
Wasawa img/smilies/smile
Indra (sanskr. इन्द्र lub इंद) – w mitologii indyjskiej jeden z najważniejszych z bogów panteonu wedyjskiego, najczęściej wymieniane w Rygwedzie bóstwo, król bogów.

Kraina Meluzyny
http://ninedin.blox.pl/2010/08/Kraina-Meluzyny.html
https://i1.wp.com/upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/51/Bangkok_Wat_Arun_Phra_Prang_Indra_Erawan.jpg
Wygląda na tych słoniach jak ośmiornica img/smilies/wink
Bronią z której słynął Indra był piorun (sankr. wadźra).
Piorun ?
http://bialczynski.files.wordpress.com/2010/04/kriz-perun-9.jpg
…hmmm.. img/smilies/big_smile
http://bialczynski.files.wordpress.com/2010/09/ros-now-korolkow-poslaniec-peruna-pacdagzwik-0_2c8c7_7b95da39_xl.jpg
Raraszek/Kania Ruda
https://i2.wp.com/s3.flog.pl/media/foto/1980799_kania-ruda.jpg

Panuje przekonanie że ptak związany ze Swarogiem to Sokół.
Nie prawda img/smilies/smile jest nim Jastrząb.

„Słowianie w odniesieniu do polskiego Jassy/Jessy kwalifikują się
do grupy ludów indoeuropejskich gdzie rdzeń *ansu (pan, władca, bóg)
przechodzi na bóstwa najwyższe i niebiańskie, czyli również:
Celtowie – Esus, Germanie – Ass, Sarmaci – Uaszo (również plemię Jassowie),
Persowie – Asza, Asura.
Spokrewnione znaczeniowo indoeuropejskie *awes-, aus-, *awsa- (świecić, błyszczeć)
objawia się natomiast w imieniu kaszubskiego boga Jaster/Jastrzebóg (jak dotąd ignorowanego w komparatystyce), a kulturowo najbliższego polańskiemu Jassie/Jessie. „

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html

https://i1.wp.com/4.bp.blogspot.com/_mLg59V057LE/SZ11TAjMFxI/AAAAAAAABzI/s7jDMXBsHJs/s400/Karuda.JPG
Karuda

https://i2.wp.com/www.muktinath.org/images/hinduismfolder/garuda.jpg
https://i1.wp.com/www.nongnit.net/buddhist/bali/vg_front.jpg
Garuda

http://bialczynski.files.wordpress.com/2009/12/w-korolkow-czislobog-podag-27-1.jpg
Podobieństwa między dawną kulturą słowiańską a wedyjską
http://nama-hatta.pl/articles.php?article_id=212

null
null

  1. 2012-06-29 o 2:25 AM

    Lubię

  2. Mezamir
    2012-06-29 o 3:41 PM

    Właśnie uaktualniłem swój wpis na forum🙂
    Trochę nowego tekstu i zdjęć
    Warto by było też tutaj dodać to co dodałem na forum.

    Lubię

    • 2012-06-29 o 4:15 PM

      Dziękuję bardzo za tę informację🙂 A zatem ten wpis zostanie zaktualizowany !
      Dodano również link do artykułu pt. ” Mezamir Snowid : Ochrona psychiczna – Klątwy ” .

      Lubię

  3. Mezamir
    2012-06-29 o 9:41 PM

    Z ostatniej chwili🙂

    „Na ostatnim obrazku koleś trzyma w ręce takie coś co wyglada jak klapka na muchy ;]
    to coś nazywa sie Namka – występuje i w Bon
    i jako ozdoba świąteczna w niektórych naszych wsiach… to takie oko boga czy tak jakoś”

    „Wawel to z tybetańskiego niebo ;] „

    Lubię

  4. 2012-06-30 o 2:24 PM

    null

    Lubię

  5. Jaksar
    2012-06-30 o 9:12 PM

    Zastanawiam sie, czy Zmij nie moze jednoczesnie byc symbolem wiedzy i nauki…nie bez znaczenia jest, ze Medycyna ma w swoim znaku weza, z jadu weza wyrabia sie surowice ale i inne szczepionki przeciwbolowe. Jakie znaczenie mial Zmij w Mitologi Slowian ? chyba nie tylko jedno z demonow sluzacych wg Bialczynskiego Czarnobogowi ?

    Mezamir, poszukaj sobie Add-on „Ninja” pomoze ci uniknac blokady filmikow Youtube w Niemczech, swoja droga jezeli mozesz skontaktuj sie ze mna !

    Lubię

  6. Mezamir
    2012-07-06 o 2:16 AM

    Smok czy Żmij może symbolizoać wszystko🙂 ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia.
    Żmij to woda i ziemia więc nie warto używać Żmija jako symbolu tego co i tak wiąże się np ze Smokiem🙂

    Jakie znaczenie Żmij miał dla Słowian,w domach trzymano Zaskrońce na szczęście🙂

    Lubię

    • 2012-07-06 o 12:45 PM

      A oto komentarz (którego kiedyś nie przepuszczono wyłącznie ze względów grzecznościowych) jakiegoś widza do filmu poniżej (chociaż właściwie po głębszej analizie RKP – w tym statutu i założeń doktrynalnych tego związku, to trzeba przyznać, że był bardzo trafny…).:

      „Dlaczego w tym filmie nie występują Słowianie, tylko koczownicy z Azji (Żydzi)?”

      Lubię

    • Jach Ciroan
      2014-05-07 o 8:43 PM

      chciałbym tu o Żmijach nieco
      Żmijowie to byli – nie jeden Żmij
      Żmijowie – z ich nasienia wzrośli Bogowie
      Żmijowie uskrzydlone węże z ludzkimi licami.
      Osobiście kojarzę Ich z legendarnymi bożkami Łysej Góry
      Świstem i Poświstem – Adoratorami Łady – Wielkiej Pysznej Pani.
      Wędrując szlakami Najstarszych Gór wciąż spotykamy ślady Najstarszych Bogów.
      W Świętokrzyskiem(brrr!) na każdym odpowiednio starym dębie znajdziecie kapliczkę poświęconą PANI – Matce Bogów. Ukłońcie się przechodząc! To Nasza PANI – niechcący wyniesiona przez czarnych pasterzy obcego baranka – na naszą Matkę.To ONA!!!!
      Poniżej sznureczek do obrazka który popełnił nawiedzony Boris nie widząc że jego Wampir to właśnie Żmij
      http://www.alexcastro.com/the-vampires-kiss-2/
      czekam na komentarze?
      Wasz Bajdun

      Lubię

  7. Mezamir
    2012-07-06 o 1:53 PM

    Czego by nie mówić o RKP,jest to najbardziej niezrozumiały przez Rodzimoiwierców związek Rodzimowierczy.

    Albo Rodzimowiercy są zbyt głupi by ogarnąć zbyt wymagające doktryny RKP,albo doktryny RKP celowo są pisane tak aby nikt ich nie rozumiał.

    Nie wiem czy to dobrze czy źle ale to dziwne gdy Rodzimowierca nie rozumie związku Rodzimowierczego.

    Skoro rozumiem nawet buddyzmy(chociaz nie jestem buddystą) to dlaczego nie mogę ogarnąć RKP(chociaż jestem Rodzimowiercą)?

    Lubię

  8. 2012-07-07 o 4:00 PM

    Feniks to mityczny ptak, który jest symbolem kultu Słońca; symbolem ognia; powietrza; burzy; zmartwychwstania, zmiany, twórczości, długowieczności, wiecznej młodości, nieśmiertelności; epok; eonów; poświęcenia się; dziewictwa, czystości; umiarkowania; sprawiedliwości; nadziei; wytrwałości; męskości; samowystarczalności; życia z chwili na chwilę; zmiany; snu; czerwonego kamienia; przeciwieństwo orła.

    Symbolizm feniksa ma charakter ambiwalentny: jest ptakiem lunarnym poprzez skojarzenia z księżycem w nowiu, ale i solarnym jako ognisty ptak. W ikonografii alchemików feniks przedstawiał kamień filozoficzny, który powstaje z całkowitego spalenia i dokonanej transmutacji surowca Wielkiego Dzieła magnum opus w tajnym ogniu zesłanym z nieba. Stąd emblemat farmaceutów i aptekarzy (w formie pelikana). W heraldyce zazwyczaj pojawia się jako klejnot – podobny do orła wyłania się spomiędzy płomieni. Feniks miał być ptakiem wielkości orła, o błyszczącym, złocistoszkarłatnym upierzeniu, złotym ogonie, dziobie, szponach i melodyjnym głosie, ptakiem istniejącym tylko w jednym egzemplarzu. Uważany był za ptaka tylko płci męskiej albo obojnaka. Feniks ma być łagodnym zwierzęciem. Nigdy nie zabija, gdyż żywi się rosą i ziołami. Jego łzy mają silną uzdrawiającą moc, a on sam może przenosić największe ciężary. Owidiusz pisze, iż łzy feniksa są kadzidłem, a jego krew balsamem. Pieśń feniksa jest magiczna: uważa się, że dodaje odwagi ludziom „o czystym sercu”, a napaja strachem serca nieczystych. Jego dotknięcie nie niszczy nawet roślin, dlatego uważany jest za uosobienie delikatności i niewinności. Na temat wieku feniksa istnieje wiele teorii. Niektórzy twierdzą, że żyje 1000 lat, Pliniusz oblicza jego wiek na 660 lat, Herodot 540, Seneka 500, a Albertus na 350 lat. Według Talmudu, przeżywszy 1000 lat, kurczy się do rozmiarów jajka, a potem ponownie odżywa. Jednak najczęściej w utworach starożytnych pisarzy feniks żyje 500 lat. Na ziemi może być tylko jeden feniks. Według greckich filozofów feniks pojawia się raz na 1461 lat. Inni uważają, że żyje on przez okres roku platońskiego – Wielkiego Roku. Czując zbliżającą się śmierć, budował na wysokiej palmie gniazdo z aro­matycznych gałęzi, korzeni i kadzidła, za­palał je i dawał się strawić płomieniom. Z tego stosu rodził się cudownym sposo­bem nowy feniks, który składał prochy ojca na ołtarzu boga Słońca Ra (Re) w egipskim Heliopolis („mieście Słońca”). Ten ptak ba­jeczny, związany z kultem Słońca, prze­jęty został przez kapłanów Heliopolis z mi­tów indyjskich alternatywnie arabskich.

    Adaptacja mi­tu do środowiska egipskiego związała feniksa z dwupienną palmą feniks (gr. phoiniks po­chodzi od nazwy Fenicji i oznacza, prócz ptaka feniksa, sprowadzane przez Greków z Fenicji: „palmę”, „czerwony barwnik” i „in­strument strunowy”). Feniks łączony był z Ozyrysem (bogiem śmierci i odrodzonego życia). Ptak ten był symbolem Słońca, mówiono bowiem, iż wznosi się w powietrze o świcie, tak jak boska gwiazda. Kalendarzem egipskim rządziło Słońce; ptak słoneczny był więc emblematem codziennego obiegu Słońca po niebie, dorocznego wylewu Nilu, płomiennych wschodów i zachodów Słońca, skrzydlatej tarczy słonecznej, cyklicznego odradzania się przyrody, epok, eonów, roku platońskiego, powracania do życia, nieśmiertelności; uważano feniksa za herolda jubileuszów, przewodnika dusz udających się na tamten świat. W sztuce egipskiej przedstawiano feniksa jako czaplę (bennu) wyobrażaną na monumentach jako atrybut wschodzącego Słońca i życia po śmierci; miewał też postać innych ptaków, jak złotego sokoła z głową czapli, pawia czy bażanta. Postać Feniksa wspominana była w pismach klasyków, najpierw przez Herodota, któremu w Egipcie opowiedziano o ptaku jako rzeczywistym zwierzęciu, co zamieścił w Dziejach. Według tych relacji co 500 lat Feniks udawał się przez Arabię do Egiptu co pięćset lat, by dostarczyć do Heliopolis jajo z mirry, zawierające ciało zmarłego ojca. Znana jest i inna wersja legendy, która głosi, iż życie Feniksa trwało 450 lat, a kiedy zbliżał się jego kres, uwijał sobie aromatyczne gniazdo, w którym umierał. Z kości i wnętrzności powstawał robak, który po pewnym czasie przeobrażał się w pisklę. Pisklę to przeniosło gniazdo do Heliopolis, składając je na ołtarzu boga Słońca. Widziano też związek cyklu życia Feniksa z wielkim rokiem kosmicznym, który mijał, kiedy słońce, księżyc i pięć planet dokonywało pełnego obrotu, by znaleźć się w jednej linii z gwiazdami stałymi.

    http://eragon-smoki.blog.onet.pl/Legendy,2,ID370929634,n

    Lubię

  9. Mezamir
  10. Kamila Szewczyk
    2012-07-19 o 9:00 PM

    Źródła autodestrukcji wyniesione z rodziny pochodzenia

     
    Często obserwujemy z boku osoby, które żyją w sposób niezrozumiały dla nas. Męczą się w swoich związkach, rodzinach czy miejscu pracy. Opowiadają o swoim nieszczęściu ale nie robią nic by to zmienić lub dokonują zmiany, która prowadzi do podobnych uwikłań. Czemu tak się dzieje? Dlaczego ludzie dają się powodować emocjami i nie mogą ich kontrolować? Dlaczego niektórzy reagują agresją z byle powodu, inni „zapadają się” we własnych oczach z powodu najmniejszej krytyki, a jeszcze inni drżą ze strachu, chociaż powodzi im się zupełnie nieźle? Są i tacy, którzy całe życie są smutni czy melancholijni, chociaż wydaje się, że nie ma realnej przyczyny dla takiego stanu psychicznego. Wiele zachowań wynika z tego, czym skorupka nasiąkła za młodu. Postaram się powiązać zachowania w rodzinie pochodzenia z efektami, jakie może to wywołać w późniejszym życiu człowieka.

    Najczęściej omawianą przyczyną nieszczęść jest rodzina patologiczna, w której dzieci zostają porzucone, są nadużywane fizycznie czy emocjonalnie, nie doświadczają podstawowej opieki gwarantującej bezpieczne życie (głód, chłód, brak podręczników szkolnych…). To są „wykroczenia”, które wszyscy dostrzegamy. Jest jednak jeszcze bardzo wiele zachowań, które traktujemy jako naturalne i normalne, które również odciskają swoje piętno destrukcji na dzieciach.

    Do podstawowych można zaliczyć pomylenie ról w rodzinie, czyli nakładanie na dzieci odpowiedzialności, która nie pasuje do ich wieku i możliwości. Rodzic, który obarcza dziecko odpowiedzialnością za swój stan emocjonalny (dla ciebie pozostaję w tym związku, przez ciebie nie mogłem/am pójść wymarzoną drogą, czuję się źle i ty masz zadbać o to, żebym poczuł się lepiej…) stawia dziecko wobec zadań, którym ono nie jest w stanie podołać. W efekcie czuje się niezdolne zaradzić jakimkolwiek trudnym emocjonalnie sytuacjom. Pragnie bliskości, bo każdy w sercu chce być kochanym, a równocześnie ucieka przed nadmierną bliskością, bo to kojarzy się z dziecięcą frustracją – niemożnością podołania zadaniu.

    Wiele dzieci wychowywanych przez samotnego rodzica podlega takiemu obciążeniu. Jednakże i dzieci z pełnych rodzin doświadczają takiego traktowania, w szczególności, gdy rodzice nie czują się szczęśliwi w swoim związku partnerskim. Wtedy często matka czyni ze swojego syna powiernika i zastępcę męża i lokuje w nim uczucia przynależne relacji partnerskiej. Podobnie mężczyzna sfrustrowany swoim związkiem czyni z córeczki księżniczkę i obdarza ją uwagą, opieką, wyróżnieniami należnymi żonie, a nie dziecku.

    Takie dziecko czuje się związane z rodzicem więzami, które utrudniają potem nawiązanie głębokich i pełnych zaangażowania partnerskich kontaktów. Do pewnego stopnia dziecko, będące w takiej relacji z rodzicem, wchodząc w nowy związek czuje, że „zdradza” rodzica. Z kolei rodzice w takiej sytuacji czują się zagrożeni utratą bliskich kontaktów (czasem jedynych) i często nawet nieświadomie manipulują dziećmi poprzez obarczanie ich poczuciem winy, koniecznością wspierania w najdrobniejszych zadaniach, zapadając na zdrowiu…

    Otwarte czy też zakamuflowane nieakceptowanie współmałżonka jest kolejną rafą, o którą rozbijają się powstające osobowości dzieci. Dziecko musi zaakceptować oboje rodziców by, używając biologicznych terminów, zgodzić się na zestaw swoich genów. Jeśli jedno z rodziców pokazuje się dziecku jako ten dobry rodzic, a drugiego dyskredytuje, ośmiesza, oskarża, odbiera mu wartość, to sprawia, że dziecko nie może pogodzić w sobie cech „męskich” i „kobiecych”, których w pierwszej kolejności uczy się od rodziców. Najgorszym układem jest odrzucenie ojca przez syna i odrzucenie matki przez córkę. Wtedy mamy do czynienia z zanegowaniem wartości swojej płci. A to rodzi różnorakie komplikacje, od kłopotów z samoakceptacją do niespełnienia w sferze seksualnej a co za tym idzie do prawdopodobnych wielkich problemów w związkach po homoseksualizm włącznie.

    Innym typowym normalnym zachowaniem jest narzucanie dziecku swojej wizji drogi życiowej. Rodzice w najlepszej wierze pchają dziecko ku szczęściu ścieżką, która jest bliska ich sercu, lub którą uważają za niosącą szanse na godne i dostatnie życie. Nie biorą przy tym pod uwagę tego, że każdy jest unikalną jednostką i talenty i predyspozycje dziecka nie pasują do wybranej przez rodziców drogi. Jest to oczywiście temat rzeka i pole do długich polemik, jak wyważyć starania, by uspołecznić dziecko, a równocześnie dać mu szansę rozwijać się indywidualnie i wybrać drogę często niełatwą, ale za to dającą wewnętrzną satysfakcję. Niemniej dziecko wyraźnie popychane w kierunku „zadanym” przez rodziców z założeniem, że kształtują oni w pełni osobowość dziecka, nie znajdzie najprawdopodobniej satysfakcji w tym, co robi, nawet odnosząc sukcesy. Jeśli motywacja nie wypływa z wnętrza człowieka, szybko się kończy i frustracja, tak zwane lenistwo czy ucieczka w używki jest wielce prawdopodobna.

    Kolejnym destrukcyjnym a absolutnie powszechnym i uznanym zachowaniem jest „inspirowanie” dzieci poprzez krytykę. Nikt nie lubi krytyki, więc skąd ten pomysł, że biczując dziecko narzekaniem, wymyślaniem, ośmieszaniem, krytykowaniem pomożemy mu rozwinąć skrzydła i wykorzystać swoje talenty? Niestety, żyjemy w czasach, w których krytycyzm naukowy jest metodą dowodzenia prawdy. Jeśli coś nie zgadza się chociażby w najmniejszym aspekcie z przewidywaniami teorii, to nie jest ona prawdziwa. I ten sposób myślenia przenieśliśmy na zachowania społeczne. Wszystko odnosi się do ideału. Jak długo nie osiągniemy upragnionego celu, jesteśmy „na minusie”. Ale takie postrzeganie życia nie przynosi spokoju i radości.

    A co się naprawdę dzieje z dzieckiem, które z różnych stron bombardowane jest krytyką? Czuje się mało wartościowe, nie ceni w sobie tego, co je wyróżnia, usiłuje zasłużyć na dobrą ocenę otoczenia, ale ma małe szanse, bo zawsze znajdzie się coś, co można skrytykować. Wieczne szukanie potwierdzenia swojej wartości na zewnątrz staje się życiowym zadaniem i – przekleństwem. Dopóki udziałem takiej osoby są liczne sukcesy, zadowolenie współpracowników, dobre stosunki z przyjaciółmi, życie jest znośne, ale gdy pojawiają się trudności w relacjach, zwolnienie z pracy, choroba w domu…. świat wali się, bo człowiek nie wierzy, że podoła wyzwaniom.

    Osoby o niskim poczuciu własnej wartości łatwo dają się „wmanewrowywać” w nadmierne obciążenia. Całe życie pragną zasłużyć na uznanie; poświęcają się rodzinie, oddają się pracy bez reszty, wyciągają pomocną rękę zapominając o sobie, o swoich potrzebach, o swoich prawach. Kończy się to frustracją, wypaleniem, poczuciem, że ludzie są niewdzięczni, świat niesprawiedliwy…

    Takie osoby często wchodzą w relacje uzależniające. Bliski, czy ważny człowiek (zazwyczaj zajmujący w sercu to samo miejsce, co rodzic, którego akceptacji się pragnie) jest źródłem pożądanej pozytywnej oceny – nadania jej życiu wartości. I nawet w warunkach, które patrzącemu z zewnątrz wydają się nie do przyjęcia, osoba uzależniona będzie trwać, bo ciągle czeka na uznanie, ciągle wierzy, że sytuacja się zmieni i w końcu „zasłuży” na miłość.

    Trzeba także przyjrzeć się kolejnej formie zachowań destrukcyjnych, które rzadko są omawiane jako szkodliwe. Mam na myśli wypieranie zdarzeń i emocji ze świadomości. „Udawanie”, że nic się nie dzieje, że poradziliśmy sobie z emocjami. Do tej klasy zachowań można zaliczyć także ukrywanie prawdy, robienie z jakiegoś wydarzenia czy sytuacji tematu tabu. Dorosłym wydaje się, że jeżeli przy dziecku nie wyrażają emocji (np. nie kłócą się otwarcie) lub nie mówią o trudnych sprawach, to chronią dziecko przed ich wpływem na jego psychikę. Nic bardziej mylącego. Dziecko wyczuwa znacznie więcej niż nam się wydaje. Z fachowych badań wynika, że przy porozumiewaniu się z drugim człowiekiem tylko kilka procent uwagi skupia się na treści przekazu, około trzydziestu procent poświęcone jest głosowi (sposobowi w jaki wysyłamy „komunikat”) a reszta (sic!) czyli ponad połowa uwagi skupiona jest na niewerbalnych sygnałach, czyli na „mowie ciała”. Chcąc nie chcąc cały czas przekazujemy informację. A małe dziecko, które jeszcze nie używa mowy, jest szczególnie wyczulone na przekaz pozawerbalny.

    Dzieci wyczuwają nasze nastroje, odbierają nasze nastawienie do innych ludzi, obserwują bacznie nasze zachowania. I uczą się tego przez odwzorowanie. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie dostają informacji, co z tym należy zrobić. Weźmy dla przykładu ojca czy matkę, którzy wcześnie stracili swojego rodzica. Taka osoba tęskni za miłością, która się nagle urwała, może nawet chcieć umrzeć, by nadal być blisko kochającej osoby. Może nosić w sobie żal do zmarłego, że odszedł. Może czuć się winna, że to z jej powodu ukochany rodzic zmarł. Może odczuwać złość, że miłość została „odebrana”. Z drugiej strony zmarły rodzic jest zazwyczaj gloryfikowany w pamięci. I… świadomie wyraża się miłość do zmarłego, ale na nieświadomym poziomie „siedzą” inne uczucia. I dziecko to wychwyci. Tyle tylko, że nie nauczy się radzić sobie z tymi „energiami”, bo nie wie skąd pochodzą, jak je uwolnić, dlaczego miłość łączy się z żalem, złością czy poczuciem winy. I potem takie uczucia stają się stałym składnikiem życia dziecka, które nie umie ich zrozumieć, uwalniać i wykorzystywać, co zaburza kontakty w pracy, w partnerstwie, z własnymi dziećmi.

    Wykluczenie członka rodziny rodzi podobne konsekwencje. „Zakazane” jest myślenie, mówienie i wyrażanie uczuć dotyczących osoby, której sposób życia czy rodzaj śmierci był nie do zaakceptowania dla żyjących. Dziecko może „wskoczyć” na miejsce takiej osoby i automatycznie zostać emocjonalnie odrzucone tak jak osoba wykluczona. Staje się wtedy z niezrozumiałych powodów trudnym dzieckiem, nie czuje się kochane. Idzie w życie z żalem do domu rodzinnego i przenosi ten żal na innych ludzi, którzy przypominają w jakiś sposób odrzucającego rodzica.

    Gdy rodzice reprezentują zupełnie odmienne światy i nie szanują świata partnera, rodzi się niebezpieczeństwo powstania w dziecku konfliktu wewnętrznego. Nie ma sposobu, by zadowolić obydwoje rodziców. Dziecko „dzieli się” na dwie części. Albo jest w zgodzie z zestawem wartości reprezentowanych przez ojca, albo przez matkę. Dziecko nie umie przekroczyć samodzielnie tej bariery. Potem w życiu ciągle szuka swojej drogi i zachowuje się troszkę jak osoba z zaburzonym poczuciem równowagi. Chodzi od jednej skrajności do drugiej. Np. kobieta raz chce być żoną i matką, a po paru tygodniach czy miesiącach szaleje, że już tego dłużej nie wytrzyma, bo jest urodzona do robienia kariery. Każdy kolejny projekt (a jest twórcza w ciągłym poszukiwaniu zmiany status quo) budzi wielkie emocje i nadzieje, ale nie udaje się go zrealizować do końca, bo „druga strona” osobowości sprzeciwia się takim wyborom i „ciągnie „ w swoją stronę.

    Co robić, by wypuścić dziecko w świat ze względnie czystą kartą potencjalnych zachowań destrukcyjnych?

    To proste. Zgodzić się na to, że uczymy się całe życie i że dziecko wyjdzie z domu ze swoim bagażem. Wszak dzieci chowane, wydawałoby się w identyczny sposób, różnie odbierają dom rodzinny i wyciągają odmienne wnioski z tych samych doświadczeń. Po drugie pamiętać, że tylko otwartość, szczerość i spójność tego, co mówimy z tym, co robimy, daje podwaliny pod prawdziwe porozumienie, a więc i do naprawiania tego, co „psujemy”. Jedno jest żelazną zasadą – dziecko ma pozostać w roli dziecka względem rodziców i pozostałych dorosłych. Rodzice dają, dzieci biorą. Taki jest porządek rzeczy w naturze. I dzieci niosą dar życia dalej. I one odpowiadają za swoje spełnienie na wybranej drodze zawodowej, w nowej rodzinie czy też decydując się na inne rozwiązanie.

    Dzieci nie są własnością rodziców. Powołanie nowego życia nakłada na rodziców zadanie wspierania dziecka w rozwoju, by mogło pójść w życie samodzielnie z wiarą, że sobie poradzi.

    Monika Zubrzycka – Nowak

    Lubię

  11. 2012-07-23 o 8:00 PM

    ПАСОЛЬСТВА РЭСПУБЛІКІ БЕЛАРУСЬ У РЭСПУБЛІЦЫ ПОЛЬШЧА

    AMBASADA REPUBLIKI BIAŁORUŚ W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

    19-23-07-2012

     

    Białoruski satelita na orbicie

    22 lipca z kosmodromu Bajkonur wystartowała rakieta nośna Sojuz-FG z pięcioma satelitami na pokładzie. Jednym z nich jest satelita białoruski. Na orbitę pomyślnie wyniesione zostały wszystkie satelity, w tym białoruski BKA. To jest pierwszy białoruski satelita na orbicie.

    BKA – satelita teledetekcyjny. Posiada masę ok. 400 kg, a docelowo ma znaleźć się na kołowej orbicie okołoziemskie na wysokości 500-520 km. Posiada białoruski sprzęt wyprodukowany przez „Peleng” S.A. oraz część sprzętu wyprodukowanego w Wielkiej Brytanii i Rosji.

    Białoruski satelita będzie monitorować sytuację na powierzchni Ziemi, m.in. ostrzegając przed nadzwyczajnymi wydarzeniami. BKA wraz z rosyjskim satelitą Kanopus-W mają współpracować w szybkim monitorowaniu wybranych obszarów.

    Lubię

  12. 2012-08-22 o 8:00 PM

    Słowiańskie bogi i boginie , smoki i demony

    Chyba nie ma szans, by kiedyś w naszym kraju powstało dzieło na miarę Kalewali Eliasa Lonnrota (poemat epicki, który wywarł ogromny wpływ na fińską kulturę i sztukę). I mimo iż Słowiańska mitologia powinna być nam kulturowo bliższa niż np. grecka (nie mówiąc już o wierzeniach semickich pasterzy z Bliskiego Wschodu), niewielkie są szanse na jej wprowadzenie do programu nauczania.

    Dlatego też warto poświęcić choć trochę czasu na przybliżenie nieco mitologii Słowian. Czas na małą wycieczkę po wierzeniach naszych przodków, którzy, co było zresztą normalne, wszędzie widzieli bogów i demony, istoty nadprzyrodzone, związane z miejscami, powietrzem, wodą, lasem i ogniskiem domowym.

    Jeszcze jedna uwaga – słowo „demon” w wierzeniach słowiańskich nie miało jedynie negatywnych konotacji i należy traktować je po prostu jako oznaczenie bytu nadprzyrodzonego.

    Jednym z najważniejszych słowiańskich bogów był niewątpliwie Perun (Pierun, Rugiewit, Porewit), którego przedstawiano jako dojrzałego mężczyznę na koniu, potężnego wojownika uzbrojonego w młot (wydaje się podobny nieco do Thora) To był groźny bóg, symbol przemian, wojen, katastrof, ale też odrodzenia, płodności i narodzin życia. Miejscami jego kultu były miejsca przez niego naznaczone, czyli te, w które kiedyś uderzył piorun. Szczególnie ulubione były dęby, symbolizujące Wielkie Drzewo, pod którymi płonął wieczny ogień. Miał tam zasiadać i stamtąd bić w ziemię błyskawicami. Perun uwalniał z nieba życiodajną wodę, którą z kolei kradł smoczy bóg, Żmij, i przetrzymywał w chmurach. Walkę jednak wygrywał Perun a na ziemię spadał deszcz.

    Ciekawostka – Perun jest chyba jedynym z bogów słowiańskich, który trafił do amerykańskich komiksów, niestety jako czarny charakter …

    Jaryło – oznacza wiosenny, czyli bóg wiosny, płodności i miłości, ale też męstwa i siły. Wyobrażano go sobie jako pięknego młodzieńca w białych szatach, strojnego w wieńce z kwiatów. Jare święto to oczywiście Wielka Noc – miało ono charakter dziękczynny za odrodzenie i zazielenienie się świata. Stary Jaryło był w nim przepędzany przez młodego, wybierano najładniejsze dziewczęta i wesoło ucztowano. Jare święto mogło mieć pewne elementy orgiastyczne …

    Swaróg – bóg słońca. Jego wschód Słowianie czcili odkrytą głową, porę południową zaś ukłonem. Nie wolno było pokazywać na słońce palcem, czy też wpatrywać się w nie zbyt mocno (co jest rozsądne) Synem Swaroga był Swarożyc, władający ogniem, który miał zawsze silne konotacje religijne wśród Słowian – zakładający nowe domy brali zawsze z rodzinnego trochę żaru. Utożsamiany z Radogostem, który był też bogiem dostatku.

    Weles, Trygław i Trojan – najprawdopodobniej to jeden i ten sam bóg, patronujący nad zaświatami, zjawiskami nadprzyrodzonymi, ale też handlarzom, poetom i pieśniarzom, pilnujący bydła. Weles posiadał też swoje własne smocze wcielenie. Zasiadał na tronie w Nawii, czyli w zaświatach. W wersji trzygławowej miał oczywiście trzy głowy, skierowane w niebo, ziemię i podziemia. Świątynia Trygława znajdowała się w Szczecinie, a jego kapłani byli bardzo wykształceni – używali zarówno łaciny jak i pisma runicznego.

    Żmij – uskrzydlony smok, mieszkaniec czarnych, skłębionych chmur. Czasem przedstawiany jako dobrotliwy i pomocny demon, czasem jako bestia siekąca ziemię deszczem i błyskająca piorunami. Albo też siedzący w korzeniach dębu, Wielkiego Drzewa (takie słowiańskie Yggdrasil, w jego gałęziach z kolei siedział Perun), lub drzemiący i pilnujący wejścia do krainy umarłych, Nawii (znajdującej się w korzeniach Wielkiego Drzewa). Wyobrażany był jako uskrzydlony wąż, ptak, czasami człowiek (ze skrzydłami rzecz jasna). Żmij mógł płodzić dzieci ze Słowiankami.

    Wij – drugi słowiański smok, zamieszkujący podziemia. Jego wzrok miał zabijać (pierwowzór bazyliszka), na szczęście straszne smoczysko nieustannie śpi.

    Kupała – jego święto (Noc Kupały to czas radości i miłości) obchodzono w najkrótszą noc w roku, czyli letnie przesilenie – 21/22 czerwca, czas zabawy na całego – trzeba skakać przez ogień, szukać kwiatu paproci i oddawać się przyjemnościom (każdy kto tego nie robi, może zostać impotentem). Z Kupalnocką wiązała się tragiczna historia Sobótki i Sieciecha. Chrześcijaństwo próbowało zamienić to święto na wigilię św. Jana, jednak Kupalnocka wróciła do łask) Tłumaczenie słowa „Kupała” może znaczyć tak kąpać się jak i pożądać …

    Mokosza (Mokusza, Wielka Matka, Wilgotna Ziemia) – żeńska bogini wyższego rzędu, opiekunka płodności, być może partnerka Peruna. Zapewniała urodzaj i materialny dobrobyt, związana nierozerwalnie ze sferą seksualną. Wyobrażana zazwyczaj jako piękna kobieta o pełnych kształtach, trzymająca róg wypełniony napojem. Jej kult, bardzo silny wśród słowiańskich kobiet, został zastąpiony kultem Maryjnym. „Że też cię Święta Ziemia nosi” odnosiło się właśnie do Wielkiej Matki, Mokoszy.

    Dola – kolejna żeńska (zwykle) bogini, bóstwo opiekuńcze, odpowiedzialne za szczęście, dobrobyt i życiowe powodzenie. Wyobrażano ja sobie na wiele sposobów – jako młodą, niezwykle urodziwą dziewczynę, pełną powagi matronę albo małe stworzenie, jak mysz …

    Strzybóg – bóg wiatru oraz siarczystego mrozu. Jak się łatwo domyślić, nie był on obdarzany zbytnią miłością z uwagi zapewne na niebezpieczne i mroźne zimy, których miał być sprawcą. Strzybóg miał pucułowate policzki (od dmuchania wiatrem) i oczywiście czterech potomków, jako cztery wiatry.

    Chors – utożsamiany z księżycem, ale też ze stworzeniami żyjącymi w mroku oraz zmarłymi w zaświatach. Podobno miał wyglądać jak hybryda psa i człowieka (?).

    Rodzanice (Rodanice, Rodżence) – bóstwa odpowiedzialne za ludzki los, pojawiły się pierwszy raz po narodzinach i naznaczały niemowlaka w sposób, który miał zaważyć na jego całym życiu. Drugi raz pojawiały się podczas obrzędu postrzyżyn, gdy dziecko przechodziło pod opiekę ojca, ofiarowano im wówczas obcięte włosy chłopca. Mogły też zjawić się podczas wesela. Rodzanice związane były niewątpliwie z duchami przodków danego rodu.

    Oczywiście mitologia Słowian była zmienna, zależnie od regionu. Dlatego też u tych czy innych plemion, poszczególni bogowie i boginie potrafią się znacznie różnić. Ciekawe są także boginki i demony trochę mniejszego rzędu, których wyobrażenia również były bardzo popularne.

    Domownik (Domowy, Dobrochot, Ojczulek) – czyli dobry duch domostwa, zamieszkujący za piecem lub na strychu, kryjący się w cieniu. Opiekował się domem, budził gospodarza w wypadku nieszczęścia, pilnował dobytku podczas nieobecności rodziny. Jego żona, Domowicha (Domocha), mieszkała w piwnicy i opiekowała się zgromadzonymi tam zapasami. Gdy rodzina przeprowadzała się do innego miejsca, zwykle „prosiła” Domownika, by udał się tam z nimi. Nosił się zwykle po chłopsku i miał długą brodę. Zwyczaj dodatkowego nakrycia na stole pochodzi właśnie od wiary w Domownika (choć jemu wystarczały okruszki).

    Dworownik (Dworowy, Dworowoj), opiekował się z kolei zagrodą i zwierzętami. Nosił różnokolorowe włosy i miał ogromną krzepę.

    Owinnik mieszkał w stodole, potrafił zmieniać się w kota i bywał złośliwy.

    Łaźnik (Bannik) był patronem łaźni i kąpieli – miał swoje własne wyznaczone daty i terminy kąpieli, których trzeba było przestrzegać i absolutnie mu nie przeszkadzać.

    Krasnoludki – pochodziły od germańskich Koboldów,żyły w mysich norach, na strychu lub w różnych trudno dostępnych miejscach – malutkie ludziki w jaskrawych czapeczkach.

    Południca (Żytniczka) – pojawiała się podczas żniw, zsyłała na pracujących w pełnym słońcu ludzi słabości, od bólu głowy do zasłabnięcia, czasami nawet śmierci. Nie lubiła cienia, więc by się jej ustrzec trzeba było właśnie odpoczywać w cieniu. Wyglądała jak wysoka kobieta z bladą twarzą. Manifestowała swoją obecność falowaniem łanów zbóż w bezwietrzny dzień. Niewątpliwie ciekawostką jest, że Południca potrafiła … załaskotać na śmierć.

    Polewik (Polewoj) był męskim odpowiednikiem Południcy, bardzo nie lubił pijanych ludzi i zawsze mógł wyrządzić im jakąś krzywdę. Do ochrony przed nim wypuszczano koguta na miedzę. Jak pić to z kogutem pod ręką.

    Leszy (Leśnik, Gajowik, Borowy) – niezbyt przyjazny demon, który często zwodził podróżujących przez las ludzi na błędne ścieżki. By ubrany na zielono i potrafił zmieniać się w zwierzęta. Inną wersją Leszego był Dobrochoczy, demon odpowiedzialny głównie za sprawy myśliwskie, czyli bardzo ważny. Ten z kolei był sprawiedliwy, pomagał bezbronnym i surowo karał złoczyńców. W spotkaniu z nim przydawało się czyste sumienie. Wzrost Dobrochoczego zależał od wysokości drzew, koło których przechodził – zawsze był im równy.

    Baba Jaga (Leśna Baba, Jędza, Wiedźma) – czasem traktowana jak demon, czasem jak boginka, do której udawały się po rodzinny ogień młode kobiety. Wiedźma pochodzi od wiedzieć, więc, w co obecnie trudno uwierzyć, Baba Jaga była taką swoistą mądralińską, udzielającą wielu pożytecznych rad.

    Dziwożona (Odmienica, Babula, Mamuna) – także leśny demon, występujący w zbiornikach wodnych i przybrzeżnych zaroślach. Dziwożony miały brzydki zwyczaj zamieniania ludzkich dzieci na swoje własne – podrzutki były strasznie żarłoczne, nie rosły, były złośliwe i mówiły bełkotliwie. O niegrzecznych dzieciach mawiano, że zostały podmienione. Młode matki zawsze przestrzegano, by nie zostawiały swoich dzieci bez opieki, bo Dziwożony tylko na to czekają.

    Wodnik (Pływnik, Utopiec) – bywał niebezpieczny lub nie, w zależności od regionu. Jego ofiarami padali nieostrożni ludzie. Czasem wyglądał jak mały, metrowy człowiek o zielonych włosach w czerwonym kubraku, czasem jak wysoki mężczyzna o długich kończynach i białych oczach. Był rozpustny i miewał wiele ludzkich kochanek. Zawsze ociekał wodą. Na rybach można było zdobyć jego przychylność pierwszą złowioną sztuką. Gdy w jakimś zbiorniku wodnym często tonęli ludzie, znaczyło to, że Wodnik jest rozgniewany i domaga się ofiary. Wówczas należało kupić konia, bez targowania się o jego cenę, po czym niestety utopić, czyli złożyć w ofierze Wodnikowi.

    Wodnica (Topielica, Brodawica, Wodjanicha, Wodzianna) – żeński odpowiednik wodnika. Bardzo piękne demony, obdarzone cudownym głosem. Lubiły śpiewać i tańczyć, czasem wabiły młodych mężczyzn, by ich utopić, lub, gdy miały odpowiedni nastrój, zatańcować na śmierć (albo coś bardziej zdrożnego) Pokazywały się zwykle w czasie pełni księżyca. Nazywano je też Rusałkami, Wiłami. W maju przez nawet tydzień (na wzór rzymskiego święta Rosalii) należało się bawić, pływać, urządzać uczty (rozpusta mile widziana) i nie wolno było pracować pod groźbą kary z ręki demona. Wodne stworzenia, w zależności od regionu oczywiście, bywały mniej lub bardziej przyjazne lub też całkiem nieprzyjazne. Ciekawostka: Wodzianny były autorkami igryszczy (igrowyszczy), czyli tzw. wilczych kół – popularnych kręgów w zbożu – ot, tajemnica rozwiązana.

    Bagiennik – żył w płytkich bagnach, wystawiając od czasu do czasu głowę na powierzchnię (tylko wtedy można było go zobaczyć). Prychał z nozdrzy mazią, która miała mieć właściwości lecznicze.

    Obłocznik (Płanetnik, Chmurnik, Gradownik) – demon zamieszkujący chmury i przynoszący deszcz, burze i gradobicie. Niebezpieczny i nieobliczalny, ale czasem bardzo pożyteczny. Obłocznikami zostawali samobójcy lub mężczyźni obdarzeni mocą. Wyobrażany był jako młody i szczupły mężczyzna, nawet chłopiec. Gdy Słowianie bardzo pragnęli deszczu, to jedna z młodych kobiet biegała nago po polach – zapewne, by Obłocznika nieco podrażnić …

    Latawiec i Latawica – demony wiatru, potrafiące rozkochiwać w sobie nawet szczęśliwych małżonków, w czym się zresztą specjalizowały – „licho nie śpi” to źle wróżyło trwałości małżeńskiej.

    Smółka – ten z kolei rozkochiwał młodzieniaszków w starszych kobietach, dlatego czczony szczególnie mocno przez stare panny.

    Bebok (Babok) – straszydło rodem z ciemności, używane zwykle do dyscyplinowania dzieci. Bogeyman jest jego angielskim odpowiednikiem.

    Przechera – zarażał chorobą mędrkowania i narażał na śmieszność.

    Rzędzicha – budził tęsknotę rządzenia.

    Rogalec – Wzmacniał wiarę w zabobony u tych, którzy nie chcieli wierzyć w słowiańskie bogi. Ot, wyjątkowy złośliwiec.

    Ogniki (Świcki), czyli świetliki bagienne – wywodziły się z nieuczciwych i okrutnych ludzi, dlatego też starały się skierować ludzi na środek bagna.

    Junacy – słowiańska wersja herosów, czyli dzieci boginek i ich ludzkich kochanków (lub vice versa), ewentualnie mleczni bracia boskiego potomstwa. Odznaczali się ogromną siłą, odwagą, walczyli z potworami, itd.

    To wszystko jedynie kawałki, zebrane fragmenty wierzeń naszych przodków, jednak czyż nie są interesujące?

    Pierwszą rzeczą jaka można zauważyć w religii dawnych Słowian to jest to, że wiele z tych demonów i małych bóstw pełniło rolę „mnemotechniczną” – uważaj na wodę bo Wodnik czyha, nie pracuj w południe – Żytniczka cię porazi, pilnuj dzieci – Dziwożona je podmienia, uważaj w lesie i na bagnach, itd., czyli dość przydatne. Drugą niewątpliwie jest dość naturalny stosunek do płciowości. Np. płodność wśród Słowian była wyżej ceniona niż dziewictwo. Ostatnią ciekawostką, ale często spotykaną w religiach, wierzeniach politeistycznych, jest „zmienność bogów”. Tzn. bogowie i boginki nie były zwykle określone jako czysto dobre i czysto złe (co jest tak charakterystyczne dla monoteizmu).

    Słowianie lubili dobrą zabawę. Utrzymywali wysoki poziom higieny (tępili nawet robactwo w zimie), jedli kiszonkę (co ich chroniło przed szkorbutem), podobno pierwsi dodawali chmielu do piwa (!), to oni zaczęli budować piece wewnątrz chat, zamiast kotów zaś trzymali w domu łasice (Baba Jaga zatem to taka dama z łasiczką) Pozostawili po sobie ślady w Grecji, Egipcie, Skandynawii, Hiszpanii i we Włoszech. Ale przede wszystkim byli raczej pozytywnie nastawionymi do życia ludźmi, niewiele mieli wspólnego z obecnym ponuractwem …

    PS

    Polecam:

    Andrzej Szyjewski ” Religia Słowian ”

    Aleksander Gieysztor ” Mitologie Słowian ”

    Ewa Nowacka ” Bożęta i my ”

    Czesław Białczyński ” Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony ”

    Leonard J. Pełka ” Polska demonologia ludowa ”

    Za: http://ryuuk.salon24.pl/265760,slowianskie-bogi-i-boginie-smoki-i-demony

    Zobacz też:
    Demonologia ludów słowiańskich :
    ” Kultura ludowa Słowian ” – Kazimierz Moszyński :
    http://horror.com.pl/publicystyka/art.php?id=40

    Lubię

  13. Mezamir
  1. 2012-07-20 o 2:14 PM
  2. 2012-07-24 o 1:32 PM
  3. 2012-07-24 o 6:00 PM
  4. 2012-07-30 o 8:00 PM

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: