Archiwum

Posts Tagged ‘PRASŁOWIANIE’

FILOZOFIA JANA STACHNIUKA / Etos pogański vs chrześcijański

Sierpień 20, 2012 4 uwag

Jan Stachniuk (1905-1963) jest w Polsce myślicielem mało znanym – celowo przemilczanym. Nie znajdziemy jego nazwiska w encyklopedii. A to za sprawą antykatolickiego światopoglądu, którego był gorącym orędownikiem przez całe swoje życie. null Jego zdaniem degrengolada narodu polskiego spowodowana jest przez katolicyzm ze swoim systemem wartości – sięga okresu, kiedy na ziemiach polskich zwyciężyła kontrreformacja. Ten stopniowy upadek narodu i państwa polskiego można dostrzec najlepiej, kiedy porówna się linie rozwojowe narodów opanowanych przez formację katolicką, z jej systemem wartości (przyjętych jako wartości narodowe) – oraz tych, które wyzwoliły się spod totalnych wpływów Kościoła katolickiego (narody protestanckie).
Przez ignorantów z prawej i lewej strony sceny politycznej Stachniuk określany był jako “komunista“ bądź “faszysta“. Nie był ani jednym, ani drugim. Był natomiast zdeklarowanym humanistą i panteistą.
Nie był komunistą, bo za sprawą komunistów właśnie stracił zdrowie – po jego uwięzieniu w 1949 roku. Zarzucano mu wówczas poglądy antysemickie i faszystowskie, gdyż przed wojną stworzył ruch polityczny o charakterze nacjonalistycznym pod nazwą Zadruga. Bardziej jednak niż Żydów Zadruga atakowała katolicyzm i chrześcijaństwo w ogóle, który nazywano “młodojudaizmem“. Stąd brał się zarzut ze strony obozu katolickiego w Polsce o “neopoganizm“ Stachniuka i stworzonego przezeń ruchu.
Co prawda ideowo Zadruga była nieco zbliżona do tradycyjnego nurtu polskiego nacjonalizmu z początku wieku XX (ruchy nacjonalistyczne pojawiły się w tym okresie we wszystkich narodach katolickich jako reakcja na przewagę narodów protestanckich w świecie), kiedy powstawały takie dzieła, jak “Egoizm narodowy wobec etyki“ Zygmunta Balickiego czy “Myśli nowoczesnego Polaka“ Romana Dmowskiego[1]. Jednak późniejsza ewolucja obozu narodowego – w kierunku jego katolicyzacji w okresie międzywojennym – z naczelnym hasłem “Bóg i Ojczyzna“ – nie była do przyjęcia ani przez Stachniuka, ani przez innych członków stworzonego przezeń ugrupowania[2]. Stąd trzeba zgodzić się z opinią, że Zadruga była nie tylko alternatywnym ruchem o charakterze narodowym w stosunku do katolickiego obozu narodowego, ale i całkowitą antytezą tejże formacji narodowo-katolickiej[3]. Z tym, że jej oddziaływanie i społeczna propaganda – w porównaniu z tradycyjnym obozem narodowym – było niewielkie przede wszystkim ze względu na swój wojujący antykatolicyzm.

 
Teoria wewnętrznego rozwoju Polski
- historiozofia według Jana Stachniuka.

“DZIEJE BEZ DZIEJÓW. Teoria wewnętrznego rozwoju Polski“ – to fundamentalna praca Jana Stachniuka (wydana w Warszawie 1939 roku)[4]. Zawiera ona nie tylko jego poglądy na “paradoksalnie bez dziejowe“ dzieje Polski, ale i “próbę wykrycia sił sprawczych, leżących u podstaw przeżywanej epoki. Stąd podtytuł książki: “Teoria rozwoju wewnętrznego Polski“[5]. Jak sam autor przyznaje, “Dzieje bez dziejów“ zrodziły się z postawy buntu wobec dziejów, którym brak znamion wielkości. (…) Praca (…) ta jest szeroko zakrojoną próbą uchwycenia w zwarty system myślowy rozlicznych powikłań, składających się na całość naszego życia zbiorowego w latach 1600-1950 (…)“[6].
Stachniuk narzekając na “bezproduktywne banały naszej oficjalnej nauki historii“, “komunały na użytek chwili preparowane“, starał się sięgnąć do “źródeł, skąd wyrastają siły istotnie czynne w rozwoju Polski“[7]. Jednocześnie podkreśla, że są one “duchowej natury“ i “pod ich działaniem rodzą się nieubłagane a ponure procesy, których nieodwracalność, tak długo jak długo czynne są te siły, jest niemożliwa“[8]. To implikuje – zdaniem autora – “konsekwentną postawę najgłębiej sięgającego rewizjonizmu“ oraz “postawę buntu wobec treści duchowych, które powszechnie zwykło się uważać za najwyższe na skali wszelkich wartości“[9].
W przedmowie do swej pracy Stachniuk wyraża nie tylko zdecydowaną wolę walki z “prawdami trwającymi od wieków w sklerotycznym zastoju“, ale ma też świadomość oporu z jakim spotka się jego idea – radykalnego i bezkompromisowego rewizjonizmu tradycyjnych wartości. Nie robił sobie także złudzeń co do tego, by jego przemyślenia rzucone na kartach “Dziejów bez dziejów“, wywołały jakieś natychmiastowe wstrząsy. Pisze, iż “co najmniej śmiesznym byłoby oceniać tę pracę według kryteriów, jakie narzuca bieżąca chwila. Tu raczej należy baczyć, by zachłyśnięcie się bieżącą chwilą nie stało się narzędziem tych sił, które kierowane swym pasożytniczym zmysłem, chwytają każdą okazję dla utwierdzenia się i zwiększenia swego żeru. Te to bowiem siły najczęściej szczują hasłem: “Polska nie ma czasu“[10]. Stachniukowi chodzi oczywiście o obrońców tradycyjnych wartości; przyjętych jako wartości rodzime, polskie, ale tak naprawdę o obcej proweniencji (chrześcijaństwo w wersji rzymskokatolickiej).
Autor przyznaje, że jego dzieło może spowodować krańcowo odmienne postawy psychiczne – także pesymistyczne. Nie zgadza się jednak całkowicie z tym potencjalnym, aczkolwiek – jego zdaniem – fałszywym zarzutem o skrajny pesymizm; jak przyznaje, jego intencje były wręcz odwrotne[11].

Przedmiotem “teorii rozwoju wewnętrznego Polski“ jest oczywiście historia polskiego narodu. W rozdziale pierwszym zatytułowanym “Historia narodu jako przedmiot teorii“, autor podkreśla, że “r z e c z y w i s t o ś ć p o l s k a, w i d z i a n a o c z a m i ż y j ą c e g o p o k o l e n i a j e s t t a k a, j a k ą j ą s t w o r z y ł n a r ó d w y s i ł k i e m p o k o l e ń u b i e g ł y c h i t e g o, k t ó r e a k t u a l n i e p o z i e m i n a s z e j s t ą p a“[12]. Stachniuk dystansuje się od tych wszystkich poglądów, które podkreślają decydującą rolę warunków biologicznych, geograficznych, geopolitycznych, klimatu itd.; winą za klęski narodu obarczają czynniki zewnętrzne, niekorzystne okoliczności etc. Pisze: “wpływy zewnętrzne, wyciskające swoje piętno na polskiej rzeczywistości, nie zmieniają istoty rzeczy, gdyż rozpatrywać je należy jako warunki dane, wśród których przebiegała aktywność życiowa licznych pokoleń, składających się z milionów jednostek. Narody ościenne, ich zasięgi i oddziaływania historyczne należą do tej samej kategorii zjawisk, jak klimat, gatunek gleby, roślinność, ukształtowanie powierzchni, system rzek. Naród, pojmowany jako ciąg pokoleń, działać musiał wśród tych okoliczności, dzięki czemu aktualna rzeczywistość cywilizacyjna jest wynikiem tego działania, produktem zachowania się życiowego setek milionów istnień zarówno już zmarłych, jak i żyjących. Wszystko, co się składa na “teraz“ jest sumą zobiektywizowanych aktywności życiowych niezliczonych milionów jednostek. Jutro zaś będzie takim, jakim je stworzą członkowie narodu polskiego żyjący “dziś“ [13]. Tym samym autor “Dziejów bez dziejów“ odcina się od teorii rozmaitych determinizmów, m.in. geograficznego i środowiskowego, podkreślając rolę światopoglądu, religii jako czynnika konstytuującego postawę życiową poszczególnych jednostek i narodu jako całości[14]; podkreśla przy tym mocno rolę “charakteru narodowego w stwarzaniu dziejów“[15].
Stachniuk zdecydowanie odcina się od rasizmu – jest to ważne, ponieważ “Dziejom bez dziejów“ stawiano zarzut, m.in. kopiowania rasizmu niemieckiego, a Stachniukowi wzorowanie się na nazistowskim mistyku Rosenbergu. Tak na przykład w czasie wojny ukazała się nakładem Frontu Odrodzenia Polski broszura Zofii Kossak pt. Po dyktandem Berlina[16]. Autorka komentuje w niej fakt drugiego wydania przez władze okupacyjne pracy Stachniuka. Co oczywiście świadczy jej zdaniem tylko o jednym, że Stachniuk jest “dywersantem niemieckim na usługach Berlina“[17], kopiującym wzorzec hitlerowski. Tymczasem w “Dziejach bez dziejów“ nie ma nawet zdania, które potwierdzałoby słuszność tych zarzutów (o naśladownictwo nazizmu).
Stachniuk zauważa natomiast, iż często na idee rasistowskie – na to, że rasa mogła zdecydować o polskim charakterze narodowym, powołują się ludzie stojący na stanowisku wybitnie wrogim wszelkiemu rasizmowi. “Szczególnie częstym jest – pisze on – twierdzenie przedstawicieli katolickich, którzy w obronie przed zarzutem, iż katolicyzm stworzył polski charakter narodowy, a tym samym i upadek narodu, głoszą, iż to nie katolicyzm zdegradował naród, lecz właśnie naród polski zdegradował katolicyzm“[18]. Stąd wniosek, że istnieje coś takiego jak “rasa polska“ jako źródło “istniejącej rzeczywistości polskiej“. “Mielibyśmy więc – naigrywa się Stachniuk – odrębny rasowy typ polski, typ rasy polskiej, która stworzyła upadek narodu w ostatnich trzech stuleciach, czemu nie mógł przeciwstawić się zwycięski, coraz potężniejszy katolicyzm. Nawet pomimo ogromnego rozrostu tegoż katolicyzmu zgubne skutki, sprawiane przez “rasę polską“, nie mogły być zneutralizowane“[19].
Zdaniem autora “Dziejów bez dziejów“ “bajdurzenie o polskiej rasie nie wytrzymuje krytyki“, gdyż “n i e m a p o d s t a w d o t w i e r d z e n i a, i ż c h a r a k t e r n a r o d o w y p o l s k i w y r ó s ł z r a s y, i ż j e s t o d b i c i e m d u s z y r a s o w e j“[20].
Stachniuk przytacza opinię Dmowskiego, który w swych “Myślach nowoczesnego Polaka“ zwrócił uwagę na to, że Prusacy to “potomkowie wspólnych nam przodków lub bliskich ich krewniaków“, a także “w ogromnej liczbie czystej krwi Polaków“. I ten sam “materiał“ – tylko poddany innym wpływom – “innej szkole państwowej, dał tak silny, żywotny, tak czynny politycznie naród, że zdołał on zorganizować całe Niemcy“[21].
Autor “Dziejów bez dziejów“ na zakończenie swych rozważań o “rasie polskiej“ zauważa – nie bez pewnej dozy ironii – że “rzekoma “rasa polska“ (…) dziwnie przylgnęła do prawd katolicyzmu. To samo widzimy w Hiszpanii, Portugalii, i w historii Włoch. Wynikałoby stąd, iż mniej wartościowe rasy – polska, hiszpańska, włoska – ciążą do katolicyzmu. Wobec tego oddalanie się od katolicyzmu, całkowite z e r w a n i e z n i m ś w i a d c z y ł o b y o t y m, i ż n i e n a l e ż y s i ę j u ż d o r a s y “n i ż s z e j“. Bunt przeciw katolicyzmowi musi być za tym dziełem tych elementów “rasowych“, które są pozbawione obciążeń niższości“[22].
W dalszej części swoich wywodów Stachniuk odpiera zarzut jakoby na charakter polski miało decydujący wpływ: środowisko geofizyczne[23]; typ zajęć i form życia gospodarczego[24]; czy instytucje społeczno-polityczne[25]. Jednocześnie zwraca uwagę na to, że tak “bardzo rzadko (…) możemy usłyszeć zdanie, iż charakter narodowy polski jest ukształtowany przez pewne czynniki duchowe. O tym, iż polski charakter narodowy, taki jaki on jest, jest równoznaczny z typem kulturalnym opartym o pewną zwartą konstrukcję światopoglądową, mówi się bardzo ostrożnie“[26]. Konkludując autor “Dziejów bez dziejów“ stwierdza, że “p o l s k a d u s z a z b i o r o w a, p o l s k i c h a r a k t e r n a r o d o w y, t a k i j a k i o n j e s t o d c z a s u p e ł n e g o z w y c i ę s t w a k a t o l i c y z m u w P o l s c e w XVI w., j e s t d z i e ł e m k a t o l i c y z m u“[27].
O tym, że katolicyzm stanowi istotę polskości potwierdza także wcześniej cytowany Dmowski[28], z tym, że z tego faktu wyciągał on całkowicie przeciwne wnioski aniżeli Stachniuk.

 
Część II

Stachniuk przeciwstawia postawę wegetatywną (wspólna całemu życiu organicznemu) – postawie heroicznej (właściwej tylko człowiekowi). “Postawa wegetatywna – pisze – jest wspólna całemu życiu organicznemu; przecina ona duchowość człowieka w ten sposób, iż życie uczuciowe i aparat umysłowy jest jakoby czymś niepotrzebnym. (…) Ponieważ człowiek posiada jeszcze życie psychiczne, tj. procesy uczuciowe i intelektualne, więc też w rytmie wegetacji muszą one być dostosowane, uciszone i włączone do ogólnej harmonii. To dostosowanie da nam lirykę wegetacji, lirykę trawienia w takim lub innym systemie kontemplacji. Wgłębienie się w wegetację dać musi zjawisko ucieczki od świata zewnętrznego, materialnego, wrogość doń, niechęć do kontaktu z nim, a więc niechęć do pracy, woli mocy, potęgi, wysiłku itp.
Postawa heroiczna jest przeciwstawieniem tego wszystkiego. Rozsadza ona rytm wegetacji. Aparat psychiczny, zamiast zamierać w liryce trawienia, w dziwach kontemplacji, staje się potężnym narzędziem opanowania żywiołów materialnych, oraz żywiołów, składających się na istotę człowieka. Postawa heroiczna ma strzałkę kierunkową wręcz przeciwną niż rytm wegetacji. Człowiek tą postawą opanowany, zamiast podporządkowywać się wegetacji, dąży do jej opanowania, do realizacji mitu wszechpotęgi[29].
Analizując sytuację Polski Stachniuk nie kryje, że “współczesne życie polskie jest rażącym zaprzeczeniem tego wszystkiego, co w duszy czującego narodowo Polaka wiąże się z odczuciem Wielkości. (…) Pomijając przeraźliwą nędzę materialną, niesłychanie niski poziom cywilizacyjny całości życia narodowego, n a j b a r d z i e j u d e r z a j ą c ą, n a j d o t k l i w i e j d a j ą c ą s i ę o d c z u ć j e s t n ę d z a d u c h o w a, m o r a l n a, n i e s a m o w i t e u b ó s t w o ż y c i a u c z u c i o w e g o“[30]. Stąd też “r o d z i s i ę n a k a z ś w i a d o m e g o w p ł y n i ę c i a n a t ę r z e c z y w i s t o ś ć, przekształcenia jej według posiadanego wzorca, będącego wykładnikiem naszej postawy wobec życia“[31].
Stachniuk analizuje cywilizacje wyrosłe z “postawy wegetacji“, wskazując na cechy wspólne – wydawałoby się najbardziej odległych od siebie systemów społeczno – kulturalnych i religijnych: “Buddyzmu, Braminizmu, starego Judaizmu, młodego Judaizmu (chrześcijaństwa), Konfucjonizmu, Mahometanizmu itp.“[32]. Ujmują one życie jako coś, “co jest bez reszty zamknięte w ramach sztywnych praw“ – pisze – a różnice występujące pomiędzy nimi “są barwną zasłoną utkaną z jaskrawych szczegółów drugorzędnych. (…) Różnice w sposobie łagodzenia strachu przed nicością, przed nieubłaganą “śmiercią“, rozmaite sposoby zwalczania i duszenia buntujących się mocy są czymś, co najbardziej się rzuca w oczy, aczkolwiek są to już rzeczy nieistotne, wtórne“[33].
W odróżnieniu od systemów wegetatywnych postawa heroiczna “pcha człowieka ku twórczości, ku władztwu nad żywiołami“; w systemie tym nie do pomyślenia jest izolowanie się jednostki od społeczeństwa. Twórczość człowieka powinna przebiegać według nakreślonego wcześniej planu, “linii rozwoju dziejowego“. “Jednostka jest na posterunku, na którym ktoś przed tym był czynny i dzieło doprowadził do pewnego punktu, od którego ona ma działać w sposób określony danymi warunkami. Jest to problem mitu, problem planu akcji dziejowej, rozwijającej się, przechodzącej swoje fazy, a więc zmiennej, gdzie o “odwiecznych zasadach“ mówić jest rzeczą śmieszną. Jest to ciągłość i zmienność, napięta myśl i wola, wytężenie i przystosowywanie się do logicznie nadążających zmian. Człowiek jest specjalną komórką, spełniającą doniosłe funkcje w milionowym organizmie społecznym, ewoluującym ku swym celom, etapami których jest narastająca moc i potęga[34]
Zdaniem Stachniuka “wielkość w dziejach jest niesłychanie rzadkim zjawiskiem. (…) Epoki owiane duchem wielkości są niesłychanie nikłym wycinkiem“[35]. Przy czym cały nasz dorobek zawdzięczamy światu antycznemu wraz z epoką porenesansową, tj. ok. 1000 – 1500 lat, a więc 40 – 50 pokoleń, gdy tymczasem “ród ludzki istnieje na globie ziemskim według obliczeń antropologów około 1000 000 lat, a więc około 30 000 pokoleń (…)“[36]. Podstawą tych wszystkich przemian cywilizacyjnych, dokonujących rewolucyjnego przełomu w dotychczasowej wegetacji, jest heroiczne ustosunkowanie się do bytu – heroizm, który u nas przyzwyczajono się kojarzyć – twierdzi Stachniuk – “z konikiem, szabelką, orderem, biodrzastą dziewczyną, nie zaś z napiętą wolą całego życia, prozaicznym zajęciom oddanego, jednak porządkującego świat na swoim drobnym odcinku według wewnętrznej wielkiej wizji, szarego, bezimiennego człowieka. (…) Każda wielka epoka to przede wszystkim zagadnienie m i t u. Mit jako plan akcji dziejowej, narzucający jednostce sposób zachowania się w jej codziennym życiu w najbardziej szarych zabiegach, a jednocześnie wiążący je w oczywisty i wyraźny węzeł z najwyższymi ideałami, nadający każdej chwili trwania głęboki sens, otaczający je aureolą najwyższego piękna, jest tym mechanizmem społecznym, który stwarza ujście dla postawy heroicznej, daje możliwość jej obiektywizacji. (…)
Postawa heroiczna jest to wola twórczości; ta zaś nie może się ograniczyć do wymiarów “duszy“, lecz musi uruchomić elementy świata zewnętrznego, rzucić pomost do żywiołów człowieka otaczających i wraz z jego natura psychofizyczną traktować wszystko razem jako tworzywo“[37]. Stachniuk odcina się jednak od materialistycznego pojmowania świata i jego zjawisk, przekonuje, że każda twórczość ujawnia tylko swoje zewnętrzne przejawy – ich ład, ukryta natomiast pozostaje siła duchowa, która tkwiła u jej źródeł. Krytykuje więc Karola Marksa za to, że, uchwycając prawidłowość w ruchu “e l e m e n t ó w m a t e r i a l n y c h wiru gospodarstw kapitalistycznego“, popełnił “zasadniczy błąd, mszczący się na tych, którzy, próbowali w oparciu o tę koncepcję przebudowywać świat“[38]. Marks nie dostrzegał bowiem “tych sił duchowych, które na podobieństwo motoru cały ten zawrotny ruch sprawiały“[39]. W innym miejscu autor “Dziejów bez dziejów“ chwali “kapitanów przemysłu“, twórców kapitalizmu i imperiów nowoczesnych jako reprezentantów heroicznej postawy wobec bytu[40]; nie ma nic przeciwko sprowadzeniu klasy proletariackiej do “rzędu towarów, a więc czynnika czysto materialnego“[41], co przecież oburzało twórców komunizmu.
Jak przekonuje Stachniuk warunkiem powodzenia obiektywizacji postawy heroicznej wobec bytu, która zawsze jest elementem stałym (to tylko świat pod jej wpływem ulega przemianom) jest skonstruowanie mechanizmu złączenia żywiołów psychicznych tkwiących w człowieku z elementami świata zewnętrznego. Przy czym “wszystkie elementy składowe są czymś oryginalnym. Tyczy to stanu cywilizacyjnego, kulturalnego (techniki, gospodarstwa, świata pojęć i wyobrażeń), jak i podłoża geofizycznego. Pomiędzy wolą twórczości ożywiającą jednostkę, a tymi elementami musi być rzucony system pasów transmisyjnych, jako warunek narzucenia człowiekowi wytężonego rytmu. Rzem stanowi to mit“[42]. Mit jest “planem akcji zbiorowej, wytycza tor aktywności dla całej grupy, a także dla każdej jednostki“[43]; organizuje życie całej zbiorowości, wskazując na głęboki sens nawet najbardziej prozaicznych czynności, które przybliżają poszczególne jednostki, jak i całą zbiorowość – do “płomiennie upragnionej wizji“. Zadaniem systemu wychowawczego jest reprodukowanie właściwego typu przeciętnej społecznej, który odpowiada ideałowi heroicznej postawy wobec bytu[44]. Postawa taka miałaby więc ożywiać całą zbiorowość – bez żadnych wyjątków.
Jak twierdzi Stachniuk “ta sama postawa woli twórczości może dać różne style twórczości, różne typy cywilizacji. Pochodzi to stąd, iż środowisko w które włącza się wola twórczości, jest z zasady produktem jemu tylko właściwego rozwoju historycznego. Cała historia danej grupy narodowej, będąca czymś nieskończenie oryginalnym, jest w pewnym momencie zasadniczym czynnikiem dokonywującego się złączenia elementów w syntezę. Stąd też wielość mitów narodowych naszej epoki“[45]. Zdaniem autora “Dziejów bez dziejów“ przykłady takiej postawy charakteryzującej się wolą twórczości odnajdujemy w cywilizacji grecko-rzymskiej, która jednak uległa “bakcylowi judejskiemu“ – upadła, rozsypała się “na elementy składowe, na wegetujące w pustelni takich, lub innych otok, izolowane persony“[46]. Następnie po upadku Imperium Zachodniorzymskiego “chrześcijaństwo, ogarniając Germanów, jest w stosunku do nich jako barbarzyńskich zdobywców słabe i nieporadne. Na wiele rzeczy, acz niechętnie, musi się zgodzić. Wiele cech tych ludów, ich obyczajów, tradycji chrześcijaństwo musi respektować, zgodzić się na ich zachowanie, mimo iż z ideałami ewangelii nie są zgodne“[47]. Jak widać temu okresowi (średniowieczu) w dziejach Europy i świata Stachniuk odmawia znamion wielkości. Wszystko, co było wartościowe i zdrowe – jego zdaniem – nie miało nic wspólnego z chrześcijaństwem; to raczej chrześcijaństwo musiało pogodzić się z wielu rzeczami przeciwnymi duchowi ewangelii. Trudno nie przyznać racji autorowi “Dziejów bez dziejów“. Duch bowiem, który ożywiał nawet wyprawy krzyżowe, kojarzące się nam z tą epoką, nie pochodził z ewangelii. Trudno bowiem byłoby powoływać się krzyżowcom na słowa Chrystusa, który mawiał, iż “kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie“, lub zalecającego nadstawianie drugiego policzka – nieprzeciwstawianie się złu.
W tym samym średniowieczu pojawia się także problem Słowiańszczyzny. “Kompromisy są tu zbyteczne – pisze Stachniuk – gdyż w oparciu o siłę oręża całej zachodniej – od paru wieków już chrześcijańskiej – Europy można spróbować pełnej chrystianizacji. Tam gdzie Słowiaństwo ulega chrześcijaństwu, nic nie pozostaje z jego dorobku cywilizacyjnego, z jego samorodnej, oryginalnej kultury. Sławia jest przeznaczona na kolonię chrześcijaństwa w najczystszej postaci. To co nie ginie od miecza wyznawców krzyża, nie spłonie na stosie, jest już czysto chrześcijańskie“[48]. Stąd samodzielny rozwój cywilizacyjny Słowiańszczyzny uległ zmąceniu. “Z postaw wegetacji wydedukowany system duchowy – chrześcijaństwo, niszczy cywilizację antyczną, nie pozwala jej przyjść do siebie, a na jej gruzach zakłada swoje niepodzielne władanie. W ramy tego systemu zostają wciągnięci Słowianie. Młodszość cywilizacyjna mści się na nich okrutnie. Ludy romańskie i germańskie, ogarnięte przez chrześcijaństwo o parę wieków wcześniej, w rękach kościoła służą jako narzędzia do zniszczenia rdzenia duchowego kultury Słowian. (…) Tradycja ulega całkowitemu zerwaniu. Dzieje plemion lechickich rozpoczynają się od dnia chrztu, od r. 966. Ni mniej ni więcej. Wszystko co istnieje przedtem jest obce. Nie zachowują się nawet nazwy dawnych bogów, obrządków, wierzeń. (…) W starciu zbrojnym z zachodnią, chrześcijańską Europą, przegraliśmy. Zostaliśmy zepchnięci na linię rozwoju, u podstaw którego leżą zasady wegetacji. Zasady te dokonały w rasowej duszy lechickiej spustoszeń dogłębnych. Skutki ich zaważyły w dziejach przełomowego wieku XVI“[49]. Stachniuk jest przekonany, że zniszczenie “tysiącletniego rozwoju kulturalnego Słowiańszczyzny“ okaleczyło duchowo słowiańskich przodków Polaków. Katolicyzm jednak nie mógł od razu narzucić swego “stylu duchowego, tym bardziej, iż w parę wieków po tym sam zaczął ulegać rozkładowi. Rozkład średniowiecza i powolne choć głębokie gnicie katolicyzmu, upadek papiestwa, pozwala Polsce na odbudowę swych sił. Dzielność Lechitów, ich żywotność, acz pozbawiona jakiegoś zwartego trzonu duchowego, żłobi sobie ujście na zewnątrz. Polska dźwiga się cywilizacyjnie, politycznie i gospodarczo[50]“. Jednak po tym okresie bujnego rozwoju następuje załamanie, a “życie polskie osiąga swój ideał w epoce saskiej“[51]. Ponowne “dążenie do utraconej harmonii saskiej“ następuje po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Stachniuk przewidywał, że gdyby nie “nacisk z zewnątrz i przykre skojarzenia z czasów niewoli, wywołujące ruchy przeciwdziałające, to już około 1950 r. stan epoki saskiej w głównych rysach byłby urzeczywistniony“[52].
Stachniuk wskazuje rok 1600 jako datę przełomową w historii Polski, aczkolwiek umowną. W tym to okresie Kościół katolicki “dynamizuje się“ i “zdobywa z powrotem wiele straconych pozycji (…) agituje, ogarnia system wychowawczy, preparuje pogląd na naszą historię, narzuca nam swoje “misje“ jako zadanie narodowe itp.“[53]. Katolicyzm włączył się w “konstelację życia zbiorowego narodu“ – pozornie nie zmieniając “konstelacji zastanej“. Dokonał się wówczas – twierdzi autor “teorii wewnętrznego rozwoju Polski“ – “n a j g ł ę b s z y przewrót w życiu narodu“, który jednak “uszedł łatwo uwadze badaczy historii“[54].
Cały omawiany okres w historii Polski (od XVI w. do 1950 r.) – jak przekonuje Stachniuk – nie tylko “s t a n o w i w n a s z y c h d z i e j a c h z a m k n i ę t ą, o d r ę b n ą c a ł o ś ć“[55], ale, i co ważniejsze, jest to “i d e a l n y n i e o m a l p r z e b i e g e k s p e r y m e n t u d z i e j o w e g o, w y p r ó b o w a n i e t o t a l n e j k o n c e p c j i k a t o l i c k i e j i j e j m o ż l i w o ś c i n a ż y w y m o r g a n i ź m i e n a r o d o w y m“[56].

 
Myśli Stachniuka

1. Wola zrodzona z napięcia uczuciowego tylko wtedy zaważyć może na przebiegu historii, gdy wesprze się silnie o intelekt.

2. Złoża duchowe dają energię, skuteczność działania zapewnia poznanie.

3. Poznanie określa ściśle cel i warunki jego realizacji.

4. Historia, tak jak czas, nie zna przerw.

5. Każdy rzut w przyszłość posiada głębokie uwarunkowania w czasach minionych, jak i obecnie przeżywanych.

6. Poznanie, wykrywając związki przyczynowe przebiegających zjawisk życia zbiorowego, daje możność świadomego oddziaływania na tok dziejów po myśli naszych pragnień i wyznawanych ideałów.

7. Narody zawsze od dogłębnych przewartościowań duchowych rozpoczynały swoje wielkie epoki; gdy ich nie stało, następowały nieubłaganie okresy bez dziejów.

8. Optymistą wydaje się być ten, kto wyrastając ponad komunały niedomówień, zwały tchórzliwych przemilczań, czy uznane powszechnie fikcje, szuka prawdy, choćby najbardziej bolesnej, by w oparciu o nią realizować wolę upragnionych zmian.

9. Na sztandarze naszej walki nie ma miejsca na słowo: katolicyzm. Nonsensem jest przypuszczać, byśmy swoje życia oddawali tego rodzaju celom. Tylko patentowani obrońcy uznanych “wiecznych prawd“ mogą uważać katpolicyzm za coś czemu warto się poświecić, już to walcząc z nim, już to go broniąc. Zbyt cenimy swoją wartość, by w naszym stosunku do katolicyzmu przekroczyć właściwe proporcje. Katolicyzm nadęty jest swoimi własnymi kryteriami wartościowania. Nasze kryteria są inne, stąd nie urzeka nas jego “moc“. Przedmiot naszych zainteresowań i ukochań leży w innym wymiarze. Gdy jednak w konkretnych warunkach katolicyzm stoi zawadą na drodze do realizacji naszych pragnień i ideałów, poświęcamy mu tyle czasu i trudu, ile wymaga tego skuteczność działania. Nic ponad to.

10. Trzeba rozwiązać myślowo problem całej Słowiańszczyzny, z którą czujemy się organicznie związani.

11. Serca nasze biją tęsknotą za Wielkością, za stylem życia polskiego, w którym znojny trud, męstwo i wytężenie człowieka każdą chwilę trwania otoczą blaskiem niewysłowionego piękna… Jakże daleko jesteśmy od tej chwili dziś, gdy otacza nas małość, strojna w pontyfikalne szaty! Małość, wszystko co nam drogie swoim całunem pokrywająca, małość co w mroczną otchłań bez dziejów wtrąciła już setki milionów istnień… Rozpocząć musimy nowy wątek życia, życia prawdziwie polskiego.

12. R z e c z y w i s t o ś ć p o l s k a, w i d z i a n a o c z a m i ż y j ą c e g o p o k o l e n i a j e s t t a k a, j a k ą j ą s t w o r z y ł n a r ó d w y s i ł k i e m p o k o l e ń u b i e g ł y c h i t e g o, k t ó r e a k t u a l n i e p o z i e m i n a s z e j s t ą p a.

13. Określamy naszą postawę wobec rzeczywistości polskiej, wobec płynącego strumienia życia polskiego: polega ona na woli uzyskania takiego wpływu na tok życia, by życie to spotęgować, narzucić mu potężny rytm, nadać znamiona Wielkości. Wola realizacji Wielkości w życiu polskim jest tą zasadniczą postawą duchową, która narzuca nam nakaz wzięcia jak najczynniejszego udziału w zachodzących procesach.

14. Niewiedza jest skuteczniejszą zaporą przed działaniem niż grube mury.

15. O ile niewiedza jest murem nie do przebycia dla jakiegokolwiek działania, to szczególnie zatwardziałą postacią niewiedzy jest błędna, fałszywa wiedza.

16. Poznanie jest zasadniczym warunkiem działania nie tylko w konkretnych sytuacjach codziennego życia.

17. W każdym niemal ubiegłym pokoleniu istniały w łonie narodu grupy czujące tak samo jak my, którzy pragniemy gruntownej odmiany kierunku rozwojowego, po którym Polska z nieubłaganym fatalizmem się toczy.

18. Naród więc stwarza swoją rzeczywistość. Charakter narodowy jest tu czynnikiem rozstrzygającym.

19. Bajdurzenie o polskiej rasie nie wytrzymuje krytyki.

20. Człowiek przychodząc na świat jest tylko możliwością.

 
[1] Zadrużanie usiłowali nawiązywać do “do pewnych elementów ideologii wczesnoendeckiej, a w szczególności do niektórych fragmentów spuścizny Balickiego czy Myśli nowoczesnego Polaka Dmowskiego. Afirmacja dynamizmu społecznego oraz krytyka polskiego charakteru narodowego zawarta w tych tekstach znajdowała uznanie w Zadrudze” (w:) B. Grott, Zygmunt Balicki ideolog Narodowej Demokracji, Kraków 1995, s. 72-73.
[2] “W Narodowej Wspólnocie Tworzącej etyka jest dziełem narodu polskiego – pisze jeden z zadrużan, Antoni Wacyk – i tylko jego dobro ma na celu. Świadomość tej prawdy miał Roman Dmowski (…). Następnie pisze: “wydając w roku 1927 broszurę “Kościół, Naród i Państwo”, Dmowski sprzeniewierzył się w niej temu, co pisał w roku 1905”. A. Wacyk, Mit polski – ZADRUGA, Wrocław 1990, s. 123-124. Tenże (w:) “O polski charakter narodowy – ZADRUGA”, s. 12: “Roman Dmowski, gdy przyniósł do Kraju nacjonalizm w postaci takiej, w jakiej go poznał na Zachodzie, zwrócił przeciwko sobie zwarte szeregi Ciemnogrodu; stał się cacy w oczach kołtuństwa endeckiego dopiero wówczas, gdy swój nacjonalizm ochrzcił”.
[3] B. Grott, , Kraków 1991, s. 267-289
[4] Omawiając tę pracę opieramy się o wierną jej kopię, wydaną przez wrocławskie wydawnictwo Toporzeł w 1990 r. Była to pierwsza publikacja książkowa zespołu ludzi, skupionych wokół miesięcznika “Zadruga”, zob. tamże, s. 5.
[5] Tamże, s. 3.
[6] Tamże.
[7] Tamże.
[8] Tamże, s. 3-4.
[9] Tamże, s. 4.
[10] Tamże.
[11] “Pewnie, że wnioski snute na kanwie “teorii wewnętrznego rozwoju Polski” daleko odbiegają od głęboko zakorzenionej w umysłowości polskiej skłonności do samoadoracji, i do wynoszenia własnych cech słabości na ołtarze “świętości narodowych”.
“Dzieje bez dziejów” to nie jakaś tam taka, lub owaka ocena polskiej rzeczywistości. (…) to przede wszystkim teoria, poznanie tego co jest. Ponad zakłamanie łzawego “optymizmu” wyrasta wola opanowania myślowego całości procesów życia Narodu. Od tego ogniwa zacząć musi każde zamierzenie rzutowane w przyszłość(…) Każda strona “Dziejów bez dziejów” jest wyrazem najśmielszego optymizmu, jest radosnym objawieniem, iż rdzeń Narodu, główne elementy Jego organizmu, są zdrowe, pełne uśpionych sił, zaś tajemnicza choroba, od wieków podcinająca Jego żywotność, okazała się tylko schorzeniem systemu nerwowego – duszy zbiorowej, schorzeniem, którego istotę, gdy się uświadomi łatwo będzie usunąć”. ”. Dz. cyt., s. 4 -5.
[12] Tamże, s. 9.
[13] Tamże.
[14] Tamże, s. 39 – 44.
[15] Tamże, s. 36-44.
[16] Z. Kossak-Szczucka, Pod dyktandem Berlina, Wydawnictwo Frontu Odrodzenia Polski. Warszawa 1943.
[17] Tamże, s. 12.
[18] “Dzieje bez dziejów…”, s. 40.
[19] Tamże, s. 40 –41.
[20] Tamże, s. 41.
[21] Tamże. Cytat za: R. Dmowski, “Myśli nowoczesnego Polaka”, Warszawa 1933, wyd. IV, s. 54.
[22] Tamże, s. 41-42.
[23] Tamże, s. 42, znajduje się następująca uwaga: “W tych samych warunkach geofizycznych żyją i inne narody, a pomimo to ich charakter, przebieg ich historii jest całkowicie inny”.
[24] Tamże – czytamy: “U s t r ó j p a ń s z c z y ź n i a n y, h e g e m o n i a w a r s t w y s z l a c h e c k i e j, żyjącej kosztem stanu chłopskiego, w niczym istotnym nie odbiegała od tego, co się działo w Polsce, Prusach, Rosji. W dziedzinie życia gospodarczego nie ma sił, o których by można było powiedzieć, iż one to zadecydowały o ukształtowaniu naszego charakteru narodowego’.
[25] “Coś tu się nie klei – pisze Stachniuk. Ciągłość ustroju społeczno-politycznego została zerwana w końcu XVIII w., a mimo to cechy duchowe rzekomo przez ten ustrój tworzone, odnajdują się ni stąd ni zowąd w Polsce Niepodległej. (…) Szlachetczyzna była kozłem ofiarnym”. Tamże.
[26] Tamże.
[27] Tamże, s. 44.
[28] R. Dmowski, Kościół, Naród i Państwo, Chicago 1985, s. 21.
[29] Tamże, s. 14.
[30] Tamże, s. 10.
[31] Tamże.
[32] Tamże, s. 16.
[33] Tamże, s. 16-17.
[34] Tamże, s. 17.
[35] Tamże, s. 18.
[36] Tamże.
[37] Tamże.
[38] Tamże, s. 20.
[39] Tamże.
[40] Tamże, ss. 18, 21.
[41] Tamże, s. 19-20.
[42] Tamże, s. 20-21.
[43] Tamże, s. 21.
[44] Tamże.
[45] Tamże, s. 21.
[46] Tamże.
[47] Tamże, s. 24.
[48] Tamże, s. 24.
[49] Tamże, s. 23-24.
[50] Tamże, s. 25.
[51] Tamże.
[52] Tamże.
[53] Tamże, s. 26.
[54] Tamże, s. 30.
[55] Tamże, s. 33
[56] Tamże, s. 34.
Autor: Ermikles

 

Etos pogański vs chrześcijański

 
Na prawicy.net możemy znaleźć artykuł niejakiego Jana Bodakowskiego pt. „Gospodarka i sprawy społeczne w myśli neopogańskiej Zadrugi i jej twórcy Stachniuka”. Artykuł napisany jest z pozycji typowo Polakatolickich, z licznymi błędami i językiem prostym jak budowa cepa (jest to chyba jeden z pierwszych, jak nie pierwszy tekst autora). Bodakowski odwołuje się tylko do… jednego opracowania[1]; nie ma cytatu z żadnego tekstu źródłowego. Odnosi się wrażenie, że część treści tekstu autor sobie wymyślił lub dowolnie zinterpretował. Co więcej Bodakowski, to niemal pewne, nawet nie przeczytał żadnej książki Jana Stachniuka – Stoigniewa w oryginale. Jest tak nieporadny i zapomina się do tego stopnia, że potyka się o własne nogi i chwyta za miecz obosieczny.
W swoim tekście chciałbym się odnieść tylko do jednej tezy autora, wyrażonej w zdaniu, „etos pogański nie przetrwał tysiąca lat konfrontacji z chrześcijaństwem, zwolennicy Stachniuka ignorowali fakty”.
Czy faktycznie etos pogański nie przetrwał konfrontacji z pogaństwem?
„Zadruga była środowiskiem – pisze Bodakowski – hołdującym przeświadczeniu że rzekomy etos przed chrześcijański (pisownia oryginalna – przyp. mój – WJR) był lepszy od etosu chrześcijańskiego. Utopijność tego przeświadczenia polegała na tym że rzekomy etos pogański był współczesną kreacją, sztucznym tworem. Etos pogański nie przetrwał tysiąca lat konfrontacji z chrześcijaństwem, zwolennicy Stachniuka ignorowali fakty”.
Nielogiczność tego stwierdzenia Bodakowskiego aż bije po oczach. Skoro „etos pogański” Zadrugi był „współczesną kreacją, sztucznym tworem” to w takim razie, jak mógł przez tysiąc lat konfrontować z chrześcijaństwem? Zupełnie opacznie to pojął Bodakowski. Tu chodzi o coś innego. Stachniuk wyraźnie podkreślał, że interesuje go wyłącznie postawa wobec świata dawnych Słowian. W „Drodze rewolucji kulturowej w Polsce” pisał, iż „wątek zerwany jest do nawiązania”, ale „śmieszne jest odnawianie symboliki Swantewita, Swarożyca, itd. Kwestie bałwanów niech zostaną dla bałwanów. Chodzi o żywą więź tego samego stosunku do życia; ta jest wspólna”. Stachniuk nawoływał do rekonstrukcji kultury polskiej opartej na panteizmie ewolucyjnym.
Zastanawiam się ponadto, o jakiej tysiącletniej konfrontacji pisze Bodakowski, skoro w zetknięciu z etosem katolickim, wspartym całą potęgą przymusu państwa, etos pogański musiał od razu zejść do podziemia lub całkowicie zginąć. Nie była to bowiem pokojowa konfrontacja, jakaś dyskusja, pokojowe nawracanie. I bynajmniej nie chodziło tu o Prawdę przez duże P, ale o stosunek sił – gdzie brutalna Siła, a nie Prawda dyktowała swe prawa. Ale czy ten pokaz bogactwa i siły z duchem chrześcijaństwa miał coś wspólnego? Chrześcijańska była tylko ornamentyka.
Zgoda, wierzenia przedchrześcijańskie Słowian, a wcześniej germańskich Sasów, nie przetrwały w konfrontacji z potęgą, jak najbardziej pogańską, bo militarną, ówczesnego cesarstwa i jego wasali. Ale to jeszcze nie świadczy o istotnej wartości i wyższości etosu chrześcijańskiego. Bodakowski chwyta za miecz, który jest bronią obosieczną. I bardzo łatwo można podać przykłady, kiedy etos katolicki, czy też szerzej chrześcijański, przegrał konfrontację z innymi etosami. Etos katolicki na przykład w Anglii nie przetrwał w starciu z etosem rodzimego kościoła – etosem anglikańskim. Idąc dalej tropem tego rozumowania w procesie historycznym aż do stosunkowo bliskich nam czasów Bodakowski musiałby stwierdzić, wbrew swemu całemu chrześcijaństwu, że etos muzułmański był lepszy niż chrześcijański – w Afryce Północnej, Egipcie czy Azji Mniejszej wygrał konfrontację z chrześcijaństwem. Podobnie – bolszewicki okazał się lepszy niż etos chrześcijańskiej Rosji, bo przecież bolszewicy i komuniści wygrali wojnę domową i przez prawie sto lat rządzili Rosją!
Zresztą Bodakowski decydując się na krytykę Zadrugi powinien przynajmniej znać podstawowy aparat pojęć używanych przez Stachniuka. Pewnie nie słyszał nigdy o „perwersyjnym instrumentalizmie chrześcijaństwa”. Gdyby bowiem słyszał, zrozumiałby, że to, co tak naprawdę zwyciężyło w IV wieku w Europie, w żadnej mierze nie było ewangelicznym chrześcijaństwem. Katolicyzm nie zwyciężył drogą negocjacji i powszechnej zgody. Górę wziął ów „perwersyjny instrumentalizm chrześcijaństwa”. Sam przecież człowiek-Bóg Jezus Chrystus nie pozwolił swoim uczniom użyć miecza w jego obronie. Powiedział, kto „mieczem wojuje, ten od miecza zginie”. Etos miecza nie należy więc do ducha prawdziwego chrześcijaństwa (jest tylko częścią zmanipulowanej tradycji chrześcijańskiej – nie bez udziału kochających miecz Germanów); należy jak najbardziej do etosu pogańskiego. Ale w perwersyjnym instrumentalizmie chrześcijaństwa można pójść aż tak daleko, żeby… święcić miecze i ostrzyć na murach kościołów swe szable – na pohybel poganom rzecz jasna. Nauki Chrystusa, jak widać, nie najwięcej tu ważą. A pogaństwo zwycięża zza grobu.
Jedno jest pewne, że nawet najbardziej niedorzeczne koncepcje religijne wygrywają w świecie tylko wtedy, kiedy mają za sobą cały aparat państwowego przymusu. Kiedy zawładną niepodzielnie umysłami władcy i władzy politycznej, stają się wtedy naprawdę niebezpieczne. Czym byłoby chrześcijaństwo bez wsparcia Konstantyna i Teodozjusza? Zapewne niczym wielkim i groźnym. A chrześcijanie budziliby dziś tylko naszą drwinę, tak jak wzbudzają ją domokrążni wyznawcy Jehowy, „głoszący Raj na Ziemi po przyjściu Pana, gdzie baranki bezpiecznie będą się pasać obok lwów”. Istna sielanka chrześcijańska, czysta liryka trawienia, jakby powiedział Stachniuk.
W konfrontacji z pogaństwem chrześcijaństwo było słabe, nieporadne, ale zaciekłe w swoim fanatyzmie i w głoszeniu swojej „Prawdy”. Tę zawziętość godną lepszej sprawy widzimy dziś często u mormonów czy świadków Jehowy krążących całymi dniami po ulicach i klatkach schodowych. Daje to nam wyobrażenie o tym, co kiedyś musieli wyprawiać chrześcijanie w głoszeniu „dobrej nowiny”[2]. Co oczywiście nie umniejsza w żadnym stopniu niedorzeczności głoszonych przez nich koncepcji. A co do tej tysiącletniej konfrontacji pogaństwa z chrześcijaństwem. Ks. Michał Poradowski pisał w swoim „Palimpseście”, że pogaństwo wciąż żyje w głębokich pokładach naszej duszy – niczym palimpsest. Tekst, jaki zapisało na naszej duszy chrześcijaństwo, jest coraz mniej czytelny, natomiast spod niego wyłania się pierwotniejszy (zapisywany też przez wielokrotnie dłuższy okres czasu) tekst – pogański – i ten odczytuje się bez trudu… Przyznaje to nawet kapłan chrześcijański – konfrontacja pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem wcale to a wcale się nie skończyła, nawet po tysiącu i dwóch tysiącach lat może na nowo się pojawić. Tak jak pojawiła się w ubiegłym i obecnym stuleciu, po dwóch tysiącach lat dominacji chrześcijaństwa.

[1] Grott B. „Religia, cywilizacja, rozwój wokół idei Jana Stachniuka”.
[2] 2000 lat jakby nie było nieco zweryfikowało i stępiło ten optymizm chrześcijaństwa; stąd pojawili się nowi głosiciele „dobrych nowin”.
Autor: Ermikles

Czytaj więcej :

 
O TOŻSAMOŚCI NARODOWEJ POLAKA ( z komentarzem Andrzeja Szuberta ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/22/jeszcze-o-tozsamosci-narodowej-polakow/

Katolicyzm a polski charakter narodowy :
http://epafroditos.blogspot.com/2008/12/katolicyzm-polski-charakter-narodowy.html

NASZA PRZESZŁOŚĆ – Gdy dusze były jeszcze słowiańskie :


http://rodzimowierca.wordpress.com/2012/06/02/gdy-dusze-byly-jeszcze-slowianskie/

Biografia i bibliografia – Jan Stachniuk :
http://toporzel.republika.pl/listasta.html

Panhumanizm – Jan Stachniuk :
http://www.racjonalista.pl/kk.php/d,123

Wizje socjalizmu w myśli zadrużnej Jana Stoigniewa Stachniuka :
http://instytut-brzozowskiego.pl/?p=280

Andrzej Szubert – Moje pogańskie vademecum … :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/20/moje-poganskie-vademecum/

 

O Budynach i Nurach , czyli późniejszych Nurusach ( Rusach i Harusach ) oraz o Istach / Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lęgów ( Lugiów ) i Nurów ( Neurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

Sierpień 16, 2012 6 uwag

Słowiańskie obrzędy ognia 09_Zonglerka_ogniemSłowiańskie obrzędy Ognia

O Budynach i Nurach, czyli późniejszych Nurusach (Rusach i Har-Rusach) oraz o Istach

Kilka wniosków z cytatów:

Sidoniusz Apollinaris i Paweł Diakon (choć to bardzo późne wzmianki):

…..”za walecznym Rugijczykiem postępuje srogi Gepida…wdzierają się Hunowie, Bellonci, Neurowie, Basternowie, Turyngowie, Brukterowie i Frankowie”…../…..”podlegał zaś jego władzy (Attyli) ów znakomity król Gepidow Ardaryk,a także władca Gotów, Walamir, znakomitszy niż sam król……oraz wiele innych barbarzyńskich nacji mieszkających w północnych stronach.”……czy w szeregach Attyli maszerowali Słowiane?

Oczywiście, że tak – i to nie podlega dyskusji.

Prokopiusz z Cezarei w Historia sekretna przed 559 rokiem:

…….”tak więc niemal wszyscy po kolei najeżdżali i plądrowali kraj, nie zostawiając chwili wytchnienia… wszystko to jednak, a także i to co się przydarzyło za sprawą Medów, Saracenów, Sklawenów, Antów i innych barbarzyńców opowiadałem już w poprzednich księgach”……

Przekazywany w źródłach bizantyjskich najazd słowiańsko-bułgarski miał miejsce w 559r.

Meander podaje jednak, że Sklawinowie… “od dawna pustoszyli terytorium rzymskie, jeszcze wtedy, gdy żaden inny lud nie dotknął ich ziemi.”

Dlaczego nie wyciągamy prawidłowych wniosków z tych słów?

Kiedy NIKT JESZCZE – żaden inny lud – NIE DOTKNĄŁ ICH ZIEMI!

To było bardzo dawno już za czasów, kiedy Celtowie najeżdżali Rzym, kiedy Pałomąż I Pylajmen wypłynął spod Troi-Widłuży po jej zrujnowaniu przez trzęsienie ziemi i wylądował w Weńcu – dzisiejszej Wenecji. Potem, bili się z Dariuszem, panowali nad Kretą i mała Azją, potem wycofali się stamtąd tak samo jak z Weńca i okopali się za linią Dunaju, którą Grecy i Rzymianie usiłowali wielokrotnie sforsować, ale udało im się zdobyć tylko to, co po tej – to jest południowej – stronie, należało do Królestwa Sis, czyli Drację to jest Kraj Drzaków i Odrysów.

A chcieli oni bardzo te ziemie opanować bo stamtąd szło do nich nieustannie w wielkich ilościach zboże, ludzie (czyli niewolnicy, czytaj robotnicy, żołnierze i rolnicy – tak jak i dzisiaj) i żelazo, broń.

Mówi się, że Hunowie byli tureccy. Hunowie stanowili wojenny trzon federacji, a czy byli tureccy nie wiemy – wręcz przeciwnie -  wiele wskazuje, że mieli obyczaje słowiańskie, czego dowodzą opisy dworu Chytiłły (Atylli – według jak zwykle uproszczonych i pokręconych zapisów imion słowiańskich, nazwisk i nazw własnych – dla nich tj. Germanów, Romanów, Greków – np. – Jogaiłło-Jagiełło to Yagello-Jagello i dynastia Yagellon-Jagiellon, nawet Wałęsa – to za trudne i pisali o nim Waleza albo Walesa - chociaż to tylko 3 głoski, nie mówiąc już o tym jakie mają problemy z bardziej skomplikowanymi, albo zapisanymi w ruskim-słowiańskim alfabecie nazwiskami np. Tymoschenco, Tymoschuk, itp). Wyciąganie wniosków na podstawie ich zapisów jest bardzo zwodnicze, bowiem najpierw trzeba spróbowac je odczytac zwyczajnie po słowiańsku i zastanowić się nad ciągłością występowania tych nazw. Skoro Neurowie byli u herodota i sa u Pawła Diakona  10 wieków później , a cały czas w tym samym mniej więcej miejscu – to jak to interpretować?

Hunowie owszem pociągnęli za sobą plemiona tureckie, ale i mongolskie, a także skołockie (scyto-sarmackie) i słowiańskie.  A jakie były proporcje etniczne w tych najazdach?

Tureccy Hunowie musieli być w federacji w wybitnej mniejszości wobec mas Hunów słowiańskich i Hunów skołockich, o czym świadczy chociażby dzisiejsza demografia Białego Lądu – czyli Europy.

sk-wodz-skolockiParadny strój wojownika skołockiego – III wiek p. n. e.

Hunowie po prostu zmietli z powierzchni Ziemi Bizancjum i Rzym – taka jest historyczna prawda – a ich plemiona osiedliły się bez problemu na ziemiach dawnej potęgi, która wojskowo nie była im w stanie dorównać. Zajęli ziemie aż do Morza Śródziemnego i ziemie w Afryce, nikt nie przeczy, że byli w tej nawale w różnych okresach między innymi także Celtowie i Germanie, ale to Scyci i Sarmaci ścierali się z nimi najdłużej, od najdawniejszych czasów i najzacieklej.

Zadajmy sobie pytanie dlaczego tak było? Bo wpierw ścierali się o Małą Mazję od 1200 p. n. e., potem o Bogtoharię (Baktrię) i Sokodawę (Sogdiana) oraz Windję (Indie), o Medię i Ozerię (Asyrię (od 800 – 500 p.n.e.) i potem dalej o kolejne ziemie.

Jednak wciąż nieustannie powtarza się brednie o niezwyciężonych Rzymianach i Grekach, o niezwyciężonych Persach – którym jakoś ani razu nie udało sie wejść na terytorium Królestwa Sis i tutaj pozostać. A każda ekspedycja konczyła się wycofaniem w popłochu i ciężkimi stratami, albo okupami w złocie i trybutamki i coraz głebszym uzależnieniem.

Czyni się to biorąc za prawdziwe chełpliwe opisy wojen z kronik Greków i Rzymian – które się przecież zakończyły ich całkowitym upadkiem, więc nie były tak jak to oni opisują zwycięskie, a Barbarowie nie byli tak głupi i prości, ani niecywilizowani, żeby ich nie pokonać. Opisy gołych krwiożerczych wojowników – może mają jakieś odniesienie do Germanów przybyłych na kontynentalną część Białego Lądu z północy, ale nie do Słowian, którzy żyli wymieszani ze Scytami i Sarmatami od tysiąclecia – przed ostatecznym najazdem na Rzym.

Być może w ciepłym dla Germanów klimacie kontynentu do walki rozbierali się oni ze skór i innych ubrań, bo po prostu było dla nich za gorąco, ale na pewno nie miało to nic wspólnego z ich dzikim trybem życia na drzewach w ciemnych borach – jak twierdzą rzymscy pisarze (tylko trochę tutaj przesadziłem, bo z lektury tych dziejopisów takie można wyciągnąć wnioski).


Wystarczy jednak spojrzeć na strój  z grobów kagańskich z III wieku p.n.e z Ukrainy-Skrainy (Skrzystego Kraju skąd pochodzili Skrytowie). Nawet w opisy gołych Germanów należy wątpić, bowiem brzmią one dokładnie tak samo “wiarygodnie” jak opisy rzymskich zwycięstw nad barbarzyńcami, którzy rozbijali Rzymian po kawałku i wciąż aż wreszcie rozbili ich w perzynę. Weźmy na przykład opisy obyczajów germańskich czy słowiańskich albo scytyjskich (skołockich) – są one tak samo wiarygodne jak opisy dalekich ludów, które mają głowę na plecach i cztery rzędy oczu oraz po dwa ogony.

SK Skuncha król Obraz1Król Skuńcza władca Sokodawów na reliefie z Behistunu z czasów Darjusza I Wielkiego. Piszemy Darjusz a nie Dariusz, bowiem tu chodzi o imię, które oznacza posiadającego boską krew – jusz-ichor Dar-Jusz. Ichor-jusz, a nie krasz-war czyli krew błekitną, bardziej typową dla Niebian-Welan a nie czerwoną. Nota bene widać to zachowane w wizerunkach bogów Indii.

“Przekraczając rzekę Tanais, wchodzi się już nie do kraju scytyjskiego, lecz pierwsza część terytorium należy do Sauromatów, którzy począwszy od najdalszej zatoki Jeziora Meockiego ku północy zamieszkują przestrzeń piętnastu marszów dziennych, ogołoconą zupełnie i z dzikich, i z owocowych drzew. Nad tymi zajmują drugą część Budynowie, ziemię w całości gęsto zalesioną wszelakimi drzewami.

[Herodot; "Dzieje"; IV]

Meoci
Sąsiadowali z plemionami Scytów azjatyckich z rejonu Kubania . zajmowali się głownie rolnictwem i hodowlą bydła. Znaczną część zboża przeznaczano na wywóz do Pantikapaion. Odkryte cmentarzyska meockie z VII – IV p.n.e. były z reguły płaskie, z niewielkim wyposażeniem; misy, czarki, dzbany, miecze, oszczepy i grociki, a w grobach kobiecych; przęślice , szydła , bransolety z brązu i noże. Cmentarzyska tego typu występują wzdłuż brzegów rzeki Kubań środkowym jej biegu i na wybrzeżach Morza Azowskiego. Wszystkie pochówki należą do zwykłych członków wspólnot. Jednorodność inwentarza zdaje się świadczyć o braku większego zróżnicowania majątkowego W III i II wieku p.n.e. znaczącą rolę zaczyna odgrywać arystokracja plemienna, pojawiają się pochówki w dołach z niszami w jednej ze ścian komory grobowej, do których wkładano zmarłego, a także pochówki zawierające szkielety końskie. Możliwe , że związane jest to z przenikaniem na te tereny plemion sauromackich – to znaczy sarmackich, co znaczy z kolei nie co innego, jak serbo-mazońskich czyli serbo-amazońskich.

sk-ksiezniczkaStrój księżniczki – Ryżanówka na Ukrainie  – IV wiek p.n.e

Budynowie

Budynowie – plemiona koczownicze zamieszkujące lasy i step pomiędzy Dnieprem a Wołgą, wymienione przez Herodota, żyjące na północ od Scytów, w sąsiedztwie Sauromatów. Brali udział w wojnie Scytów z królem perskim Dariuszem ok. 513 p.n.e. jako sprzymierzeńcy Scytów. Nie budowali miast, ale na ich terytorium istniało jedno duże miasto o nazwie Gelonos (dziś Bielsk nad rzeką Worskłą w okolicach Połtawy na Ukrainie), zbudowane w całości z drewna, zamieszkane w większości przez ludność pochodzenia helleńskiego.

Przytaczamy tu opowieść romajskich kłamców o Budynach i Gelonach oraz o Gleniu-Gelonosie, a takżeo wojnie z królem Persów Darjuszem, po to byście ją mogli później porównać z tają Księgi Ruty którą wam niebawem przedstawimy, gdzie będzie także podanie o Golemo-Gleniu i Budymie I Kyju Rusym, a także o Golemach-Olbrzymach od których pochodzą tak Galindowie, Goljadziowie jak i Gołęszyce-Gołęczyce a także miano Galicja.

Lunula_Anhaenger_standartToporek Perunowy – słowiański talizman ochronny

Romajskie kłamstwo o Budynach i Gleniu, o który toczyła się Wojna Widłużańska czyli Trojańska – jedno z licznych, utrwalonych w zapisach kłamstw rażących niedbałością naciągania faktów.  Prawda na ten temat jest w Księdze Ruty wraz ze sprostowaniem wszystkich kłamstw Romajskich. Oto i owo kłamstwo, jedno z niezliczonych:

„Okres miasta Gelonos”

Druidzi poprowadzili plemię Gelonesa na wschód. Zdawali sobie bowiem sprawę w jakim kierunku postępować będzie ekspansja wojowniczych Scytów Skytesa i wybrali kierunek doń

przeciwny. Nową osadę zbudowano w lesistym środkowym obszarze rzeki Don – nazwaną ją Gelonos.

Z relacji Herodota wiemy, e obok ziemianek występowały tam równie domostwa drewniane. Badania archeologiczne wykazały że pod koniec swojego istnienia grodzisko zajmowało 42 km2 i otoczone było wałem obronnym – co jednak nie uchroniło miasta przed zagładą.

Mapa Persja PersjaimpTo wielkie imperium które tutaj widzimy wystąpiło przeciw Skołotom i tym samym całemu Królestwu Sis, które na tej mapie rozciąga się na całej linii na północ od granicy perskiej. Celem Darjusza nie była wcale zemsta za to że Skołoci jeszcze kilkadziesiąt lat wczesniej przez 28 lat okupowali Medię (którą my nazywamy po imieniu Miodewią, lub Miedją), zrujnowali Syry Kraj (Syrię) i złupili Jerozolimę (co znalazło swój opis w Starym Testamencie), a zatrzymali się u granicy Mlekomediru (kraju Mleka i Miodu – czyli Egiptu) przekupieni wielką ilością złota przez ówczesnego  faraona.  Wtedy to w rozkwicie potęgi Skołoci i Królestwo Sis zagroziło Ozerii – znanej z romajskich (greckich zapisów) jako Asyria i król ozyryjski Wielki Ozer Hadon (znany znów z zapisów jako Asarhaddon) z leku że Skołoci zdobedą Niniwę oddał ich kaganowi Bardzęcie (znanemu znów z zapisów jako Bardijata) za żonę własną córkę i zawarł z nimi wieczysty sojusz. Niestety jego synowie doprowadzili Ozerię do upadku i Skołoci musieli się wycofać zarówno z Miodewii i Syrego Kraju jak i z całego Półwyspu Małej Mazji (Azji) gdzie siedzieli od wieków. Celem Darjusza Wielkiego było zrujnowanie upraw zboż, wytopu żelaza i wyrobu broni  w Kraju Nurusów – czyli Nurów i Budynów, bo te uprawy i broń zasilały Romajów z Białego Lądu i Krety, z którymi Persja nie mogła sobie już wtedy poradzić. Romaje Małoazjatyccy – Jonowie postanowili pomóc Persom i zbudowali nawet przeprawę przez Dunaj w kraju Draków – ludu dawańskiego czyli dachskiego – potem rozbierali ten most pod nadzorem wojsk skołoco-nuruskich – przeczytajcie przypisy do taj w Dziale Księga Ruty, a dowiecie się wiele nowego.

To wielkie Imperium przegrało wojnę ze Skołotami i Darjusz ledwo uszedł z życiem dzięki pomocy obłudnych i podstępnych Romajów-Jonów z Małej Mazji, którzy bali sie powrotu Dawanów i Skołotów w tamten region, i którzy nocą ułożyli rozebrany most na Dunaju wbrew obietnicy złożonej Skobkowi i Isepokowi – kaganom Budynów z plemienia Isepodonów czyli Dońców Wyspowych.

Bajdy Romajów o Gelonosie -Gleniu i ich roli w jego założeniu oraz o późniejszej emigracji na Kretę są warte tyle samo co ich wersja Wojny trojańskiej (bo była to wojna o Helenę owszem – tyle że było nią Gelonos-Gleń (Golemo, Helenos) z którego chcieli mieć zboże i trybut, a na Skrytę – Kretę weszli goniący Darjusza i Jonów skołocko-słowiańscy Skrytowie-Skortowie, bo Gleniowe byli właśnie plemieniem większego szczepu Skrytów, znanych też jako Skrytowyrwowie i Skrzyntowie albo Skortowie a zapisanych także w Wedzie i bajecznych dziejach Indii.

Gelones zaślubił wskazaną przez mędrców kobietę. Nie zachowało się jej imię – była jedynie narzędziem w planach semnoteam. Druidom zależało aby Gelones jak najprędzej uzyskał męskiego potomka, którego mógłby pozostawić jako wodza osady i wyruszyć z nimi do Grecji. Późniejsze źródła Scytyjskie sugerują, że Gelonesowi podsuwano kolejne

wybranki jedną po drugiej tak aby zapewnić pozytywny efekt rozpłodu jak najszybciej – zachowało się u nich nawet określenie „gelonesowa orgia”. Brak wzmianek o późniejszych

konfliktach wewnątrz plemiennych, które miałyby na pewno miejsce w przypadku większej ilości dziedziców królewskiej krwi, każe jednak przypuszczać, że opowieść ta wyrosła z niechęci do jakże odmiennych krewnych.

Syn Gelonesa został nazwany Budynem. Odczekano jeszcze dziesięć lat po czym wyprawa złożona z Gelonesa, sporej grupy Druidów oraz kilku myśliwych-wojowników ruszyła rzeką Don na południe. Nie posiadamy w chwili obecnej żadnych pewnych informacji o tym jak przebiegały jego rządy. Z faktu, że w świadomości sąsiednich plemion Gelonowie zaczęli funkcjonować jako Budynowie każe historykom przypuszczać że prowadził dość aktywną politykę na zewnątrz osady. Były to najprawdopodobniej kontakty głównie handlowe. Wzdłuż rzek Donu i Dońca archeolodzy natrafili na liczne metalowy przedmioty bez wątpienia wywodzące się z Gelonos.

Gelones nigdy nie powrócił. Za to po upływie około 150 lat u bram jego miasta stanęła kilkunastoosobowa wyprawa z Aten. Byli to jego potomkowie i potomkowie jego potomków, wszyscy wyuczeni w mowie i zwyczajach Gelonów przez kolejne pokolenia Druidów i ich uczniów. Przynieśli oni wieści, że już wkrótce przyjdzie Gelonom opuścić wielką stolicę i wyruszyć w długą podróż do odległej ziemi wskazanej przez bogów. Plemię podzieliło się na dwie części. Jedna – nieznacznie większa – odrzuciła przybyszów jako oszustów. Na ich czele stali potomkowie Budyma pełni trwogi o utratę swej pozycji w plemieniu. Reszta poszła za głosem Druidów i własnych serc, bowiem jak głoszą przekazy z tamtego okresu

smuglewicz_poslowieFranciszek Smuglewicz
“Posłowie scytyjscy przed Dariuszem”, po 1785, olej na płótnie, 147 x 184 cm, Litewskie Muzeum Sztuki, Wilno

Czy na tym obrazie widać dzikusów z Królestwa Sis – czy to w ogóle możliwe żeby między nimi a Persami i Romajami była taka przepaść o jakiej piszą Romajskie zadufane w sobie Dzieje? – Nie, to nie jest możliwe o czym świadczą odkopane ruiny Glenia znanego Grekom jako Gelonos. Grecy bali się Skołotów jak ognia i zostaliby rozbici w puch gdyby nie wewnętrzna wojna Skołocko- Serbomazowska czyli wojna między Scytami a Sarmatami.

Od Gelonów biła potęga Zeusa i piękno Apollona”. Tytułem wyjaśnienia trzeba zaznaczyć, e mianem Gelonów od tej pory nazywano jedynie przybyszów z Grecji, reszta zaś do końca

okresu europejskiego zwana była Budynami. Badania archeologiczne potwierdzają, że pod koniec VII w. p.n.e. w obrębie Gelonos powstały dwa odrębne umocnione grodziska należące do dwóch skłóconych grup. Nie zmienia to jednak faktu e właśnie w tym okresie całe Gelonos zostało otoczone wałem obronnym a życie codzienne Budynów i Gelonów nie nosiło żadnych znamion rozbicia. Po pojawieniu się pół krwi Greków ożywiły się kontakty z położonym u ujścia Donu do Morza Azowskiego miastem Tanais, o którym Strabon pisze: “…dawniej był on wspólnym targowiskiem dla azjatyckich i europejskich kupców. Pierwsi dostarczali niewolników, skór i innych towarów, drudzy zaś w zamian przywozili na statkach odzież, wino i inne przedmioty typowe dla cywilizowanego świata…”, jak również z grecką kolonią Olbią, dla której plemiona scytyjskie były głównym partnerem wymiany handlowej.

Punktem zwrotnym w historii Gelonów i Budynów jest rok 513 p.n.e. kiedy to Persi pod wodzą Dariusza ruszyli na Scytów. Po naradzie ludów zagrożonych wojną jedynie Budynowie, Gelonowie oraz Sauromaci zdecydowali się stanąć po stronie Scytów. Reszta postanowiła zachować neutralność. Zbliżenie pomiędzy plemionami Gelonów i Budynów oraz Scytów wiązane jest z szacunkiem jaki z czasem pośród sąsiadów zdobyli sobie greccy potomkowie Gelonesa.

Pierwszy oddział Scytów, dowodzony przez króla Skopasisa do którego mieli dołączyć Sauromaci pociągnął wzdłuż wybrzeża morskiego. Wycofując się przed Persami w stronę Tanais zasypywał studnie oraz niszczył roślinność. Dwie pozostałe grupy do których szeregów należeli również Budynowie i Gelonowie odstępowały na północ utrzymując odległość jednego dnia marszu od Persów. Zadaniem tych oddziałów było wciągnięcie Persów na ziemie ludów neutralnych i wymuszenie na nich udzielenia pomocy militarnej. Prowadzona w ten sposób wojna spowodowała spustoszenie olbrzymich połaci zamieszkanych wcześniej terenów – była to wojna bez jednej bitwy. Konnica Scytyjska utrudniała utrzymanie łączności oraz starała się szarpać siły perskie jednak w obliczu regularnej piechoty była bez szans i unikała otwartej walki. Ciekawostką jest to, że pośród scytyjskiej konnicy największy popłoch budziły perskie muły i osły – gatunki nieznane zarówno Scytom jak i ich koniom. W końcu Dariusz zarządził odwrót. Niestety zmagania wojenne nie ominęły Gelonos. Wielka osada została praktycznie zrównana z ziemią.

Scyta warrior_of_scithians

Lekka jazda skołocka – Nikt nie uznał żadnej władzy Gelonów, przeczytajcie dokładnie zanalizujcie ten tekst – Greckie niedobitki zdrajców – którzy postawili most Darjuszowi puszczono wolno, a  Skrytowie Dnieprzańscy po raz drugi ruszyli na Kretę-Skrytę i tam zostali – przez pewien czas.

Ci którzy przeżyli uznali władzę greckich Gelonów. Nie wiadomo czy ocaleli potomkowie Budyna – niezależnie od tego nie pojawiają się już oni na kartach historii. Władzę nad niedobitkami plemienia przejął Nicefor. Przedstawił on scytyjskiemu Królowi zamiar opuszczenia zgliszczy Gelonos i poprosił o pomoc. Scyci, w zamian za wsparcie podczas wojny, wyposażyli Gelonów w odpowiednią ilość wozów, bydła oraz wszelkiego dobytku – sami otrzymali tajniki gelońskiej metalurgii. Tak więc, na przekór bogom, rody Skytesa i Gelonesa rozeszły się w pokoju a Ci spośród Gelonów którzy nie byli w stanie odbyć wyczerpującej wędrówki pozostali wśród Scytów. Gelonowie powędrowali do Grecji – na zachód wzdłuż wybrzeży Morza Czarnego. Okoliczne plemiona wyczerpane dopiero co zakończoną wojną nie utrudniały przemarszu do Olbii. Z tamtąd już statkami licząca blisko dwie setki grupa gelońskich wędrowców dotarła na Kretę, która miała być przedostatnim przystankiem ich tułaczki, a ostatnim epizodem okresu europejskiego.

Rus_wojDobrosław Wierzbowski – Rus Wojownik 

(Woj nuruski ? – CB)

Nurowie

Neurowie, starożytny lud identyfikowany przez większość badaczy polskich ze Słowianami. Najdawniejsze wiadomości (Herodot – V w. p.n.e.) lokalizują Neurowie na północny zachód od Morza Czarnego. Nazwa Neurowie wychodzi z użycia u schyłku starożytności, zastąpiona przez inne nazwy: Słowianie, Sporowie, Antowie, na Zachodzie – Wenetowie (Wenedowie).

Neurowie mają scytyjskie zwyczaje.
Na jedno pokolenie przed wyprawą Dariusza spotkało ich to nieszczęście, że musieli cały swój kraj opuścić z powodu węży. Mnóstwo ich wylęgło się w ich własnym kraju, a jeszcze więcej wtargnęło z wyżej położonych pustynnych okolic, tak że wreszcie, udręczeni tą plagą, opuścili ojczyznę i zamieszkali u Budynów.
Ci Neurowie wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie i zamieszkali w Scytii Hellenowie, że stale raz do roku każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać.

[Herodot; "Dzieje"; IV]

Zasiedlili ziemie na północ od Scytów Oraczy w dorzeczu Prypeci, na terenach obecnej północnej Ukrainy i południowej Białorusi. Byli prawdopodobnie twórcami tzw. Kultury miłogradzkiej, rozwijającej się od Horynia do Sejmu. W grodzisku Miłogradzkim odkryto domy w typie półziemianek oraz naziemne, wznoszone na słupach. W domach znajdowały się paleniska z kamieni, sierpy, rozcieracze, odciski ziaren zboża, kości zwierząt domowych, bransolety z brązu i srebra wskazujące na kontakty kulturowe z Zachodem i Południem.
Cmentarzyska położone w okolicy miejscowości Goroszkow i Asarewicze nosiły ślady konstrukcji nagrobnych umieszczone były tuż za obwarowaniem i fosą. Znaleziono tam naczynia i szczątki pokremacyjne oraz osobliwe mauzoleum “domek zmarłych” wypełniony kośćmi pozostałymi po kremacji. Są hipotezy , że Neurowie byli przodkami Prasłowian , lub co bardziej prawdopodobne Prabałtów, na co wskazuje obrządek ciałopalenia i umieszczanie prochów w dołach, lub pod kurhanem, w popielnicy, lub wsypanych luźno.

drzewotr9Symbol Drzewa Świata

Istowie

Estiowie, starożytny lud zamieszkujący południowo-wschodnie wybrzeża Bałtyku. Po raz pierwszy wspomina o nich Tacyt w Germanii (98 n.e.), informując m.in. o tym, że Estiowie trudnią się zbieraniem bursztynu. W początkach VI w. Teodoryk Wielki miał wysłać do Estiów list, dziękując za otrzymany bursztyn. Ponownie nazwa Estiowie pojawia się w IX w. u Einharda, Wulfstana. Wzmianki te pozwalają lokalizować Estiów u południowo-wschodnich wybrzeży Bałtyku, na wschód od ujścia Wisły. Spośród kilku koncepcji co do charakteru etnicznego Estiów obecnie najwłaściwszą wydaje się uznanie ich za Bałtów. Siedziby Estiów lokalizuje się głównie na Sambii, ich archeologicznym odpowiednikiem ma być kultura Dollkeim-Kovrovo.

Bałtowie, plemiona ludów indoeuropejskich. Nazwa Bałtowie została utworzona sztucznie, zaproponował ją w 1845 G.H.F. Nesselmann, nawiązując do łacińskiej nazwy Morza Bałtyckiego (Mare Balticum). Tradycyjnie dzieli się Bałtów na zachodnich (obejmujących Prusów i Jaćwingów), wschodnich (czyli Litwinów i Łotyszy) oraz zajmujących pozycję pośrednią Kurów. Bałtowie zachodni i Kurowie są już ludami wymarłymi; osłabieni najazdami polskimi, ruskimi i krzyżackimi, zostali wchłonięci przez sąsiadów do końca XVII w.

Pierwotne siedziby Bałtów wschodnich sięgały aż po górny Dniepr i Okę. Ulegli oni slawizacji w okresie od 2. połowy I tysiąclecia do początku II tysiąclecia n.e., znana jest nazwa tylko jednego z nich (prawdopodobnie wschodniobałtyjskiego) – Goliad, mającego siedziby w okolicy Smoleńska. Slawizacji tych obszarów sprzyjała bliskość językowa Słowian i Bałtów. Przyjmuje się, że tzw. wspólnota bałto-słowiańska rozpadła się dopiero ok. połowy I tysiąclecia n.e.

Badania językoznawcze i archeologiczne wskazują, że pierwotne siedziby Bałtów znajdowały się w dorzeczu górnego Dniepru, na północ od Prypeci, na południe od środkowej Dźwiny, na zachód od górnej Oki. Wytworzenie się w na tym obszarze kultur związanych z Bałtami odnieść należy do połowy I tysiąclecia p.n.e. Należą do nich m.in. kultury: ceramiki kreskowanej, dnieprzańsko-dźwińska, juchnowska, prawdopodobnie także miłogradzka.

Migracje z tych terenów, mające miejsce od VI w. p.n.e., doprowadziły do zasiedlenia przez Bałtów ziem nad Morzem Bałtyckim (zmieszawszy się z miejscową ludnością, uformowali oni plemiona Bałtów zachodnich). Najstarsza kultura związana z Bałtami zachodnimi to kultura kurhanów zachodniobałtyjskich, obejmująca stopniowo teren między Pasłęką a Niemnem.Kontakty z cesarstwem rzymskim (eksport bursztynu) doprowadziły do znacznego rozwoju kulturowego Bałtów zachodnich.

Dzięki pisarzom rzymskim znane są pierwsze nazwy plemion Bałtów: Galindów łączyć można z kulturą bogaczewską, Sudowów z kulturą sudowska, a Estiów z kulturą Dollkeim-Kovrovo. Bałtowie nie wzięli udziału w wędrówkach ludów (oprócz grupy olsztyńskiej), od V w. obserwuje się poszerzenie zasięgu ich osadnictwa na zachód, aż po Wisłę. Ponieważ Bałtowie nie wytworzyli (oprócz Litwy) własnych scentralizowanych organizmów państwowych, a także zachowali wierzenia pogańskie, padli ofiarą ekspansji sąsiedniej Rusi, Polski, a zwłaszcza Zakonu Krzyżackiego, który w 1283 pokonał Jaćwież, a w 1295 – Prusów.

pomnnik1

Prusowie z Ludu Istów – potomkowie Borusów-Porusów-Poruszów

Prusowie, lud bałtycki osiadły w starożytności i średniowieczu pomiędzy dolną Wisłą i dolnym Niemnem, spokrewniony kulturowo i językowo z Litwinami i Łotyszami. Dzielili się na liczne mniejsze plemiona: Bartów, Galindów, Jaćwingów, Nadrowów, Natangów, Pogezanów, Pomezanów, Sambów, Sasinów, Skalowów, Warmów.

Od czasów Bolesława I Chrobrego władcy Polski podejmowali próby ich chrystianizacji. Misja św. Wojciecha zakończyła się jego śmiercią (997). Dążący do utworzenia samodzielnego państwa cysterskiego mnisi z klasztoru w Łeknie podjęli na początku XIII w. próbę działań misyjnych wśród Prusów na większą skalę.

Do obrony terenów zamieszkanych przez Prusów nawróconych na wiarę chrześcijańską powołali zakon rycerski, znany później pod nazwą dobrzyńców. Książę Konrad I Mazowiecki obawiający się utraty wpływów politycznych w Prusach sprowadził w 1226 Zakon Krzyżacki i osadził go na pograniczu mazowiecko-pruskim.

1235 Krzyżacy inkorporowali dobrzyńców, 1237 kawalerów mieczowych. 1249 pomimo udanego powstania Prusowie zmuszeni zostali do podpisania układu z Krzyżakami. Porozumienie podpisane w Kiszporku zobowiązywało Prusów do przyjęcia chrześcijaństwa i złożenia przysięgi na wierność Zakonowi, w zamian mieli uzyskać równe prawa z przybyszami niemieckimi. Pod panowaniem krzyżackim ulegli całkowitej germanizacji.

Borusowie resiiBorusowie-Poruszowie

Jątowie – Jąćwędowie-Jaćwingowie

Jaćwingowie, Jaćwięgi, wymarły lud bałtyjski zaliczany do plemion pruskich. Zamieszkiwał tzw. Jaćwierz (Sudowię), obszar położony między Biebrzą na południu, Niemnem na wschodzie i północy, od zachodu ograniczony środkowym biegiem Szeszupy i terenami na wschód od jezior Śniardwy i Mamry.

Przybyli wraz z innymi plemionami Bałtów znad środkowego Dniepru, Prypeci i Protawy ok. VI w. W X-XIII w. prowadzili liczne najazdy łupieżcze na tereny księstw ruskich i polskich. W 2. połowie XIII w. ulegli połączonym siłom Rusi, Polski i Zakonu Krzyżackiego. Pod ich napoerm państwo plemienne Jaćwingów upadło w 1283, jego tereny zostały podzielone pomiędzy Zakon, Polskę i Litwę. Część ludności Krzyżacy wysiedlili do Sambii, gdzie przetrwali do XVI w.

średniowiecze, drzwi gnieźnieńskie

Mazurzy – naszym zdaniem Słowianie Mazowie

Mazury, historyczna i etnograficzna kraina położona w północnej Polsce, w obrębie Pojezierza Mazurskiego i regionów sąsiadujących.

We wczesnym średniowieczu zamieszkiwane przez plemię Prusów, w latach 1233-1238 podbitych przez Krzyżaków, którzy ich całkowicie wyniszczyli. Na terenie dawnych siedzib pruskich powstało państwo zwane Prusami Zakonnymi, a od czasów sekularyzacji zakonu krzyżackiego (1525) Prusami Książęcymi. Władzę w Prusach sprawowali książęta z rodu Hohenzollernów, wasale królów polskich do czasu połączenia się Prus Książęcych z Brandenburgią (1618) i utworzenia państwa o nazwie Prusy. Obecne Mazury, jako tzw. Prusy Wschodnie, stanowiły wówczas prowincję Prus.

Mieszkańcami Mazur w znacznej mierze była napływowa ludność polska, głównie przybyli z Mazowsza chłopi, którzy zachowali swój język, kulturę i religię. W okresie nasilenia akcji germanizacyjnej w XIX w. Niemcy starali się zatrzeć świadomość polskiego pochodzenia miejscowej ludności, nadając jej nazwę Mazurów. Pojawiła się nazwa Mazury jako nowe określenie Prus Wschodnich. Próby germanizacji napotkały opór, w obronie polskości stanęli wybitni działacze społeczni, m.in. H.M.G. Gizewiusz, K.C. Mrongowiusz. Powstawały polskie wydawnictwa lokalne i partie polityczne o charakterze narodowym (m.in. Mazurska Partia Ludowa).

Po I wojnie światowej działacze mazurscy utworzyli w Warszawie 1919 Mazurski Komitet Plebiscytowy, który prowadził agitację za przynależnością do Polski w okresie plebiscytu w 1920. Głosowanie prowadzone w warunkach sprawowania władzy administracyjnej przez Niemców przyniosło niekorzystne wyniki, gdyż tylko trzy gminy mazurskie włączone zostały do państwa polskiego. W okresie międzywojennym działało na Mazurach szereg polskich organizacji narodowych, które po 1922 weszły do Związku Polaków w Niemczech. Prześladowania działaczy mazurskich nasiliły się po dojściu Hitlera do władzy, wielu z nich zginęło w obozach koncentracyjnych.

Po II wojnie światowej, decyzją zwycięskich mocarstw, Mazury przyznano Polsce.

Wciąż i wciąż powtarza się wiele kłamstw, które stają się prawdą… A może jednak…?

 

Gleń ( Gołuń ) Gelonos

 

Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lugiów ( Lęgów ) i Neurów ( Nurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

 

Mapa przedstawia sytuację od 8000 p.n.e. do 4000 p.n.e. – Zasięg Wenetów [kliknij]

[Mapa na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”. Zasięg został wyznaczony przez pana Millera i w zasadzie pokrywa się z zasięgiem określonym dla Wenetów przez H. Łowmiańskiego, z tą różnicą, że Łowmiański zaznaczył też Wenetę na południu Wysp Brytyjskich i w Walii, na półwyspie Bretońskim gdzie Kręgi Carnacu - Czernca oraz osadnictwo Wenedów w Hiszpanii i Anatolii ]

Ponieważ ostatnio w Internecie pojawia się coraz więcej mapek przedstawiających niby to w obiektywnym świetle zupełnie fałszywy obraz zasięgu terytorialnego i przynależności plemion do rzekomego etnosu Germanii zamieszczamy tutaj kilka map dla sprostowania tej inwazji propagandowej prowadzonej w stylu iście goebelsowsko-hitlerowskim.

Oto wersja Goebels – Hitler z roku 2012:

Przedstawia rzekomą sytuację od 750 p.n.e do 400 n.e.

Oto jak ta mapa powinna wyglądać:

Jeszcze w XVIII wieku całe wybrzeże mówiło językiem wędlandzkim i drzewiańskim – bardzo podobnymi do kaszubskiego -a w X- XIII wieku obejmowało to zarówno ziemie za grodem Hammona (potem Hamburg) i okolice Kodenia (Kopenhaga).

Rekonkwista pokazana powyżej pochodzi od Niemców z Drezna, a jest rozpowszechniana po Polsce przez działaczy Ruchu Autonomii Śląska, którzy zapomnieli, że na Dolnym Śląsku w większości żyją teraz Nadbużanie, Lwowiacy, Kijowianie i inni Polacy ze Wschodu, którzy wcale nie popierają żadnej formy oderwania Śląska od Polski.

Porównajmy też z mapą rozkładu haplogrupy Słowiańskiej – tzw polskiej  R1a1g7 (mutacja M 458]. Podobny zasięg rzuca się w oczy. Zaznaczmy, co ważne, że to jest tylko ta ludność, która powstała z nadwiślańskiej mutacji haplogrupy R1a1 – Skołocko-Indo-Słowiańskiej, druga połowa ludności słowiańskiej ma haplogrupę taką samą jak SCYCI i Sarmaci- R1a1 – z 280. W Skandynawii dokonała się kolejna mutacja R1a1 – Z 284  (około 2400 p.n.e.) i ona jest składową Skandynawów współczesnych razem z R1b1 – Celtami oraz I1 – Staroeuropejczykami północnymi – Ilmerami. Skandynawowie to konglomerat tych trzech ludów. Mapa zielona u góry  pokazuje sytuację ekspansji chromosomu od roku 7500 p.n.e. -do 3000 p.n.e.

Poniżej na kilku mapach – trochę szerzej od 4000 p.n.e do roku 1000 z uwzględnieniem głównie Białej Chorwacji – ale obejmując także powyżej przedstawiony okres

Wenedowie, Lęgowie, Nurowie, Istowie, Burowie i Budynowie około 1500 p.n.e.

Straty terytorialne Wenedo-Lugio-Nurusji na zachodzie między 1500 – a 500 p.n.e. – na rzecz Celtów

Wenedo-Haria od 500 p.n.e – do 400 n.e (w pewnym okresie nazywana przez Rzymian Germanią) – różowe terytoria sukcesywnie tracone

Chorwacja Kraków i Popielidów (500 – 900 n.e.)

Sławia – Wiślania – Państwo Mieszka I w X wieku

Słowiańskie wybrzeże Bałtyku w VI- XII wieku

[6 powyższych map wykonano na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”.]

Każdą mapkę warto kliknąć żeby powiększyć – Zwracam uwagę na tej ostatniej na świątynie Trzygłowych bogów – Białobogi i Czarnogłowa rozlokowane na wybrzeżu Wenedyjskim (Wandalskim)

Ta mapa dobrze pokazuje Słowiańskie plemiona w VI-VII  wieku – Suiones – w Skandynawii i Goci – Gątowie – Geci Naddunajscy i  Nadazowscy oraz Dachowie – Dakhowie – to plemiona Słowiano-Drackie, znani są też Dakhowie, którzy współtworzyli Persję, a przeszli znad Morza Czarnego przez Kaukaz – to jest jedna z fal powrotnych R1a1 do Azji (gdzie w większości Słowiano-Indo-Skołoci mają haplogrupę R1a1 – Z 93 a razem z przedstawicielami innych mutacji R1a1 (Z280 i M 458) oraz innych haplogrup utworzyli etnosy słowiano-tureckie Khazachskie (Hazaria, Kazachstan, Kirgizja i inne) Bułgarskie, Awarskie, Huńskie, Madziarskie, razem ze Staroeuropejczykami I1 i Finami – (N) – utworzyli etnos Bałtyjski (Istyjski, Ilmeryjsko-Issedono-Aesti)

Należy zwrócić uwagę na często czynioną pomyłkę : Nie powinno się RÓWNAĆ ETNOSU Z HAPLOGRUPĄ.  Etnos słowiański jako składnik jest wszędzie tam gdzie występuje ta haplogrupa w składzie etnicznym na danym terytorium. On jest słowiańskim wkładem w “cywilizację” na danym obszarze, ale etnos jest współtworzony przez wszystkie występujące tam haplogrupy w ramach mieszania się ludności, a więc np w Polsce do 60 % R1a1 (złożonej z M458 i Z 280) dochodzą głównie R1b1 i I2 , a w Indiach inne haplogrupy, w Macedonii występuje równowaga R1a1, R1b1, I1, I2 oraz E. Ci ludzie mówią po słowiańsku i identyfikują się ze słowiańskością ale pochodzą od różnych haplogrup które razem stworzyły etnos Macedoński. To samo dotyczy Skandynawii i dzisiejszych Niemiec które są współtworzone przesz Słowian od zarania swego istnienia. Warto by Niemcy wreszcie zaczęli o tym mówić i zapamiętali to – 30% wkładu w ethnos niemiecki to Słowianie.

- A poza tym bez żadnego komentarza, niech mówią same mapy – które są w zgodzie absolutnej z rozprzestrzenieniem haplogrupy genetycznej Y-DNA R1a1 uznawanej powszechnie na świecie za Słowiańską (poza Niemcami, które dalej uprawiają Drang nach Osten – niezmordowanie od 1000 lat).

CB

Za: http://bialczynski.wordpress.com/2012/02/14/zasieg-wenedow-wedow-lugiow-legow-i-neurow-nurow-kontra-dalszym-falszerstwom-niemieckim/
 
Czytaj więcej:

Krainy , Miejsca , Ludy Królestwa SiS

 

Jaćwież i Jaćwingowie

Sierpień 15, 2012 Dodaj komentarz

Jaćwież

 

null
W takim miejscu to można mieszkać / fot. Analityk

Był to lud bitny, napastliwy i dzielny. Zaprawiony w bojach i wyprawach łupieżczych. Przed odwetem broniły go przepaściste lasy, tereny bagienne i jeziora. Rusini nazywali ich Jatwieziami, Polacy Polxianami, Krzyżacy ich ziemie Sudawią, a Litwini Dajnową.
 

null
Przez gałęzie popatrzeć na wysepkę na
jeziorze Szurpiły / fot. Analityk

Kiedy pierwszy raz udawałem się na Jaćwież, oczami wyobraźni widziałem nieprzebyte lasy, jeziora, teren podobny do Mazur. To, co ukazało się mym oczom, to była ziemia pozbawiona drzew, która jednak szybko swymi urokami podbiła me serce.

To właśnie przez ostatnie 200 lat w promieniach wschodzącego słońca odbijanych przez ostrza siekier ginęła odwiecznie rosnąca tam puszcza. Dziś świadczą o niej tylko nazwy miejscowości, jak Rudka-Tartak.

null
Jezioro Szurpiły / fot. Analityk

Jaćwingowie, lud bałtycki przez niektórych nawet określany jako odłam plemienia Prusów, zamieszkiwali tereny między jeziorami mazurskimi a Niemnem granicząc na północy z Litwinami, a na południu z ziemią mazowiecką i Polesiem. Chroniąca ich puszcza zapewniała bezpieczeństwo. Przede wszystkim znani byli z wypraw łupieżczych, jakimi nawiedzali tereny zamieszkiwane przez Rusinów, Mazowszan, a czasem zapuszczali się nawet do Wielkopolski. Zawsze chętni do wypraw po sławę i łupy sprzymierzali się to z bratnimi Prusami i Litwinami, innym razem z rycerzami polskimi, aby na przykład uderzyć na ziemie swych pobratymców. Z pewnością nie byli łatwymi sąsiadami, bo walczyli z każdym i przeciw każdemu.

Kilkukrotnie lud ten pojawia się na kartach naszej historii. Długosz odnotował, że w roku 1043 mazowiecki rebeliant Masław stawiając opór Kazimierzowi Odnowicielowi wezwał na pomoc „Prusów, Jaćwingów i inną dzicz pruskiej ziemi”. W 1243 roku wsparli Konrada Mazowieckiego w jego walce z księciem krakowskim Bolesławem Wstydliwym. Zdobycie Drohiczyna, zamku nad Bugiem, zapewniło im centrum logistyczne dla ich wypraw łupieżczych. Szczęście przestało się do nich uśmiechać w roku 1280, kiedy to dokonali wyprawy na ziemię lubelską, a karna ekspedycja Leszka Czarnego dopadła powracających najeźdźców nad Niemnem, gdzie po ciężkiej walce wybito wszystkich Jaćwingów biorących udział w tej wyprawie. Po tym ciosie Jaćwingowie już się nie podnieśli, bo i Krzyżacy dbali o to, aby podnieść się nie mieli możliwości. Ostatnim ich bastionem była Góra Zamkowa, obecnie leżąca w obrębie Suwalskiego Parku Narodowego.

null
Widok z Góry Zamkowej / fot. Analityk

Góra Zamkowa

Góra Zamkowa to jedno z najstarszych miejsc osiedlania się człowieka na Suwalszczyźnie. Pierwsze ślady osiedlania szacowane są na 8-5 tys. lat p.n.e. Stałe osadnictwo datowane jest na X – VIII w p.n.e. Walory tego miejsca zarówno pod względem widokowym, jak i warunków obronnych, jakie dawało położenie między czterema jeziorami, musiały być przez człowieka docenione. Na przełomie V i VI w n.e. powstaje tam grodzisko, które w różnych okresach pełni różne funkcje: od funkcji mieszkalnych, po sakralne i obronne. Już w początkach X w. jest to w pełni ufortyfikowane miejsce. W XIII w, po kolejnych zwycięskich dla Krzyżaków bitwach, starszyzna plemienna zamyka się w tej twierdzy, bronionej wałami ziemno-kamiennymi, jeziorami, głębokimi rowami wykopanymi między poszczególnymi jeziorami i palami wbitymi w dno jezior, uniemożliwiającymi dopłynięcie. Twierdza wydaje się nie do zdobycia. I kto wie, czy Krzyżacy nie odeszliby od niej jak niepyszni, gdyby nie zdrada i otworzenie w nocy bram. Zdobycie twierdzy zakończyło się masową rzezią jej obrońców. Niedobitki ludności jaćwieskiej zostały przesiedlone za Niemen, na tereny obecnej Litwy i Łotwy. Do XV w. tereny wybitego ludu pozostawały praktycznie niezamieszkałe, schronienie znajdowali tam tylko ludzie wyjęci spod prawa. Chociaż, zgodnie z dostępnymi dokumentami, jeszcze w roku 1425 na Górze Zamkowej znajdował się litewski gród warowny.

Od tak dawna zamieszkiwane miejsce nie mogło nie przyciągać do siebie zarówno legend, jak i różnych mniej lub bardziej dokuczliwych duszków.

Jak opowiadają najstarsi mieszkańcy tych rejonów, na pobliskich drogach grasują duszki, które urywają w wozach koła.

null
Widok z Góry Zamkowej / fot. Analityk

Na wzgórzu w ciepłe dni i noce pojawia się piękna jaćwieska księżniczka, pokutująca za śmierć swego narzeczonego. Pokazuje się ona różnym wędrowcom odwiedzającym to miejsce. Pewnego dnia na zboczu przysnął młody, silny parobek. Gdy się obudził, pochylała się nad nim piękna dziewczyna prosząc go o uratowanie od ciążącej na niej klątwy. Miał ją 9 razy znieść z Góry Zamkowej, przy czym nie mógł się obejrzeć za siebie. Cóż to dla silnego parobka było znieść z niewysokiego przecież wzgórza 9 razy piękną dziewczynę. Raźno zabrał się do pracy i droga biegła szybko, a przy każdym zejściu dziewczyna stawała się coraz piękniejsza. Gdy już był u końca ostatniego zejścia nagle posłyszał, jak za nim spada lawina kamieni. Odruchowo obejrzał się za siebie. Dziewczę zapłakało i rzekło „zgubiłeś mnie, znowu będę musiała cierpieć lata męki”, po czym znikło.

null
Widok z Góry Zamkowej / fot. Analityk

Tak więc, drodzy panowie, może warto udać się na Górę Zamkową, zdrzemnąć się w ciepłym letnim słońcu ogrzewającym to wzgórze, przy wtórze owadów i woni kwiecia. Może też pojawi się piękne dziewczę, które da wam się 9 razy znieść ze wzgórza bez oglądania się za siebie, a dziewczę wynagrodzi to męstwo tak, jak to tylko księżniczki potrafią?

Za: http://interia360.pl/artykul/jacwiez,18824
 

Jaćwingowie

 

null
Oczom ukaże się przepiękna ukształtowana
przez lodowiec ziemia / fot. Analityk

Gdy trafisz na Jaćwież, zobaczysz przepiękny ukształtowany lodowcem teren rozświetlony taflami jezior. Kiedyś był w całości pokryty lasem, ale XX-wieczna siekiera zakończyła jego żywot. Tam żył w dostatku lud bitny i dumny, który na skutek sporów swych elit przegrał szansę na przetrwanie.
 
Kim byli?

Nawet nie wiemy, jak sami siebie nazywali, bo nie pozostawili po sobie źródeł pisanych. W językach polskim i rosyjskim mówimy o Jaćwingach (Jadźwingach), ich pobratymcy Litwini mówią o ludzie Dainava, w terminologii niemieckiej to Sudowie (Sudauer), zaś polskie teksty średniowieczne pisane po łacinie określają ich jako Pollexiani, co na nasze należałoby tłumaczyć Połekszanie (od rzeki Łek, czyli dzisiejszej Ełk). Również podział na Prusów i Jaćwingów jest podziałem sztucznym wynikającym z procesu zawłaszczania ziem w sumie blisko spokrewnionych ludów.

null
Widok z Góry Zamkowej, grodu obronnego
Jaćwingów / fot. Analityk

Dlatego w źródłach nie ma ścisłego rozróżniania Prusów i Jaćwięgów i tylko z opisów rozmieszczenia geograficznego domyślamy się, że chodziło o konkretne plemię.

Zamieszkiwali teren ograniczony rzeką Niemen na wschodzie i północy, Narwią na południu, a górną Szeszupą, Jeziorami Mazurskimi i dalej Pisą od zachodu. Pod względem językowym lud należał do grupy języków bałtyjskich*, które razem z prasłowiańskim po językach germańskich wyłoniły się z pnia języków indoeuropejskich. Językom bałtyjskim najbliżej jest do języków słowiańskich. Nie oznacza to jednak, że nawet w średniowieczu mogła być mowa o wzajemnym rozumieniu się, tak jak dziś ma to miejsce z Czechami czy Słowakami.

Najwcześniej imię Jaćwingów pojawia się w latopisach ruskich, które w roku 983 odnotowują następującą informację „Poszedł Włodzimierz na Jaćwingów i wziął ich ziemie”.

Do XII wieku w innych dokumentach nie ma wzmianki o samych Jaćwingach, nie są odróżniani od innych ludów bałtyjskich, a te wszystkie są określane ogólną nazwą Prusów. Co lepiej, Prusów Tacyt zalicza nawet do Germanów, ale pamiętajmy, że u Tacyta pojęcie Germania jest bardzo szerokie. Jednakże to właśnie on po raz pierwszy wspomina o Estiach, co jest pierwszą odnotowaną wzmianką o istnieniu Bałtów. Geograf Bawarski (IXw.), czyli dokument szpiegowski wymieniający wszystkie ludy i ich siły na północ od Dunaju wspomina Brunzi, których możemy identyfikować właśnie z ludami bałtyjskimi. W nieco późniejszym dokumencie arabskim sporządzonym w drugiej połowie X w. przez żydowskiego dyplomatę Ibrahima ibn Jakuba [w służbie kalifa kordobańskiego, Hiszpania] znajduje się wzmianka o państwie Mieszka, ale również o Bałtach. „Z Meszko sąsiadują na wschodzie Rus, na północy Burus. Siedziby Burus leżą nad oceanem [Bałtykiem]. Oni mają odmienny język, nie znają języka swych sąsiadów. Są sławni ze swego męstwa.” Informacje te Ibrahim uzyskał w czasie pobytu na dworze Ottona I w Magdeburgu. Pod koniec X w. Prusowie znowu pojawiają się w dokumentach za sprawą tragicznej misji św. Wojciecha, który 23 kwietnia 997 roku poniósł z ich ręki śmierć. W roku 1009 kroniki wspominają ponownie Bałtów, za sprawą śmierci kolejnego misjonarza św. Brunona z Kwerfurtu, który zginął na pograniczu Prus i Rusi. Jednak ani Thietmar, ani kroniki Kwedlinburga opisujące to wydarzenie o samych Jaćwingach nie wspominają.

Jaćwingowie a Ruś i Polska

null
Zawieszona dolina, element krajobrazu
polodowcowego / fot. Analityk

Tak naprawdę Jaćwingowie w naszej historii pojawiają się za sprawą Miecława na Mazowszu za czasów Kazimierza I Odnowiciela. Choć Gall Anonim wspomina tylko Pomorzan wspomagających Miecława, to jednak z ruskich latopisów możemy się dowiedzieć, że książę kijowski Jarosław Mądry brał udział w wyprawach przeciw Jaćwingom (1038), Litwie (1040) i Mazowszanom (1041). Z tego można wywnioskować, że sojuszowi Kazimierza Odnowiciela i Jarosława Mądrego Miecław przeciwstawił sojusz z Pomorzanami, Litwinami i Jaćwingami.

W późniejszym okresie intensywne walki z Prusami i Jaćwingami miały miejsce w 2 połowie XII wieku, był to okres słabości władzy w Polsce wynikającej z rozbicia dzielnicowego, co w zestawieniu z początkami koncentracji władzy na terenach Prusów i Jaćwingów równoważyło siły tych dwóch sąsiadów. Za rządów Bolesława IV Kędzierzawego, którego dzielnicą rodową było Mazowsze, do walk na pograniczu Mazowsza i terenów Prusów i Jaćwingów dochodziło wielokrotnie. W jednej z takich walk zginął brat Bolesława, Henryk książę sandomierski (1166). Kolejne udokumentowane starcie z Jaćwingami miało miejsce pod koniec panowania Kazimierza II Sprawiedliwego prawdopodobnie w roku 1193. Dość dużo miejsca wojnom z Jaćwingami (określanymi jako Pollexiani – Połekszanie) poświęcił w kronice Wincenty Kadłubek, gdzie wręcz wychwala ich dzielność, przezorność i przemyślność w walce.

Wydaje się, że pierwszym celem ekspansji Jaćwingów była Ruś Halicko-Włodzimierska. Z latopisów wiemy o napadzie przed rokiem 1196 i wyprawie odwetowej księcia Romana II Halickiego zimą 1196/1197, w której wojska Rusi jedynie paliły rozrzucone po lasach wioski, gdyż ludność schowała się w grodach obronnych. Lecz już w wojnie między księciem krakowskim Leszkiem Białym a księciem wołyńskim Danielem Romanowiczem (ok. 1217) po stronie Daniela brały udział wojska litewskie i jaćwieskie.

null
Prace archeologiczne na cmentarzysku Jaćwingów pod Górą Zamkową / fot. Analityk

W wydarzenia włączają się Krzyżacy

Uciążliwe napady Prusów i Jaćwingów na Mazowsze, o których informuje Kronika wielkopolska, doprowadziły do sprowadzenia w roku 1226 Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie w dolinę Wisły. Zakonnicy tworzyli swoje państwo podbijając kolejne plemiona pruskie i zajmując ich ziemie. Mimo sojuszu z Krzyżakami Konrad Mazowiecki wspomagał się pogańskimi Jaćwingami w swoich walkach o tron krakowski. Jednak w roku 1240 musiała nastąpić jakaś wojna między Konradem a Prusami, o czym wiemy tylko z jednego dokumentu, nadania wioski możnemu Gotardowi w pobliżu Warszawy, za zwycięstwo nad Litwinami, Jaćwingami i Prusami, w którym Gotard pojął siedmiu jaćwieskich notabli, a oni musieli się wykupić z niewoli niewiarygodną na ówczesne czasy sumą 700 grzywien srebra. W osobnym rozdziale Kroniki wielkopolskiej czytamy „Konrad powiódł pogan przeciw bratankowi” [Bolesławowi Wstydliwemu], kiedy to spustoszono m. in. Kielce.

Powstanie Prusów przeciw Krzyżakom (1242) spowodowało zerwanie sojuszu Konrada Mazowieckiego z Jaćwingami, gdyż Konrad popierał Krzyżaków. Wynikiem tego była zwiększona intensywność najazdów na ziemie Mazowsza, w tym spalenie Płocka (1243). To właśnie doprowadziło do zbliżenia Konrada Mazowieckiego z Rusami (ks. Wasylkiem) i napadu Jaćwingów na Ruś (1244). Latopisy mówią, że cały kraj wzięli w niewolę, zginęło 40 kniaziów. Wyprawa odwetowa zimą 1245/46 Konrada z Wasylkiem spaliła na panewce, ze względu na silne śniegi. Gdy Konrad ponownie wyprawił się tym razem na ziemie Bolesława Wstydliwego, wiódł ze sobą tylko Litwinów.

W XIII w, ostatnim wieku samodzielnych dziejów Prusów i Jaćwingów, znaleźli się oni w potrzasku między czterema siłami: Krzyżakami, Polakami, Rusinami oraz Litwinami, którzy niepomni braterstwa krwi również pragnęli podporządkować sobie ich ziemie. Bo właśnie w XIII w. Litwini jako jedyni spośród Bałtów tworzą pod wodzą Mendoga samodzielne państwo, będące w stanie prowadzić samodzielną politykę.

null
Wypalona w stosie pogrzebowym, dlatego nie poddająca się korozji sprzączka od paska / fot. Analityk

Po walkach z Prusami Krzyżacy stanęli na granicach Jaćwingów. Niebezpieczeństwo z ich strony wszakże odsunięte zostało pierwszym powstaniem pruskim (1242), w którym udział po stronie Prusów brali zarówno Jaćwingowie, jak i Litwini, a po stronie krzyżackiej również wojska Konrada Mazowieckiego. Powstanie to zostało stłumione. Nie wiemy z jakich powodów, ale w czasie jego trwania wystąpiły rozdźwięki między Jaćwingami i Litwinami, co po stłumieniu powstania pozostawiło Jaćwingów osamotnionymi między czterema wrogami Krzyżakami, Polakami, Rusinami i Litwinami pod wodzą Mendoga. Możliwe, że przyczyną były dążenia Mendoga do podporządkowania sobie zarówno Jaćwieży, jak i Żmudzi oraz mocne zbliżenie się Mendoga z Krzyżakami i papiestwem, co w roku 1253 zapewniło mu koronę.

W latach 1253 – 59 Mendog dość hojnie nadawał Krzyżakom ziemie Jaćwingów. Hojność ta każe przypuszczać, że ziemie te nie należały do niego, a celem takiego manewru było skierowanie Krzyżaków do tłumienia oporu plemion jaćwieskich, a także potwierdzenie prawa Mendoga do tych ziem. W działaniach tych brali udział również Polacy. W roku 1253 Kazimierz kujawski (syn Konrada Mazowieckiego) uzyskał od papieża zgodę na władanie ziemiami (Galindii i Połeksza) tam, gdzie poganie zgodzą się dobrowolnie przyjąć chrześcijaństwo.

Pokonani

null
Brosza XI – XII w. znaleziona na cmentarzysku
pod Górą Zamkową / fot. Analityk

Umowa między Krzyżakami, księciem Siemowitem I, synem i następcą Konrada I i Danielem Halickim nadała tym dwóm prawo do jednej trzeciej Jaćwieży. Prawdopodobnie wtedy również Mendog dzierżył władzę nad trzecią częścią Jaćwieży. Mimo to Jaćwingowie kontynuowali najazdy na ziemie ruskie. Zimą 1255/56 Daniel i Siemowit z posiłkami od Bolesława Wstydliwego poprowadzili wyprawę odwetową na ziemię Jaćwingów, w wyniku której Jaćwingowie poddali się Danielowi w zamian za zwrot jeńców i dali zakładników. Umowy tej nie chcieli dotrzymać, ale przestraszeni ponownym zbieraniem się wojsk pozwolili na pobudowanie na swych terenach grodów ruskich.

Rok 1260 to znowu wielka klęska, jaką ponieśli Krzyżacy z rąk Żmudzinów, i drugie powstanie pruskie. Państwo krzyżackie w Prusach było zagrożone. Mazowsze, sojusznika Krzyżaków, dosięgła niszczycielska wyprawa Mendoga. Dwa lata później kolejna wyprawa Mendoga na Mazowsze doprowadziła do pojmania i zabicia w Jazdowie (obecne Ujazdów – Warszawa) księcia Siemowita I i jego syna Konrada, co w odwecie doprowadziło do wyprawy tym razem Bolesława Wstydliwego na tereny Jaćwingów. I choć Długosz ogłosił wyniszczenie Jaćwingów, siedem najazdów pogan na Polskę w latach 1266-1281 wydaje się temu przeczyć. W roku 1282 doszło do spustoszenia ziemi lubelskiej i pogoni Leszka Czarnego za napastnikami, których dopadł za Narwią, pokonał i odzyskał zarówno łupy, jak i jeńców. Bitwa ta z pewnością miała wpływ na zaciekłe walki obronne, jakie w tym czasie prowadzili Jaćwingowie z Krzyżakami. Jednak stały napór Krzyżaków i porażki na innych frontach powodowały powolne rozluźnienie wśród Jaćwingów poczucia narodowego. Wodzowie poszczególnych plemion jaćwieskich dochodzili stopniowo do wniosku, że lepiej będzie im żyć pod władzą Krzyżaków. Jeden z wodzów Kantegride przeszedł na stronę Zakonu na czele ponoć 1600 ludzi. Po spustoszeniu przez Krzyżaków ziemi Krasima wódz Sudowów Skomand (młodszy) wraz ze swym ludem udał się na Litwę, gdzie jednak nie zrobił kariery i po kilku latach wróciwszy na swe włości, poddał się Krzyżakom, od których otrzymał skromne nadanie ziemskie na ich terenach i później im lojalnie służył. Podobne osadnictwo miało miejsce na ziemiach Polski i Rusi. Świadczą o nim po dziś dzień jaćwieskie nazwy wiosek.

null
Brosza powstała na Bałkanach, może świadek jednej z wypraw łupieżczych / fot. Analityk

Ziemia Jaćwingów systematycznie pustoszała, w zamyśle Krzyżaków i Litwinów teren ten miał być strefą buforową.

Co stało się z tym ludem?

Jak widzimy, wbrew powszechnej opinii, jakoby mieli być wymordowani, jest to nieprawda. Człowiek w tamtych czasach był jednym z cenniejszych dóbr. Pokonani Jaćwingowie osiedlali się na terenach państw ościennych, które właściwie dokonały rozbioru Jaćwieży. Procesy asymilacyjne emigrantów miały różny przebieg i czas, zależnie od tego, w jak dużych grupach ludność ta się osiedlała w nowym miejscu. Ziemie Jaćwingów do końca XV w. pozostawały niezaludnioną strefą buforową między Litwą i Państwem Zakonu Krzyżackiego, w której mieszkali tylko ludzie wyjęci spod prawa i ci, którzy z jakiś powodów wybierali samotniczy tryb życia.

null
Fragment pociętej w trakcie ceremonii pogrzebowej blaszki mosiężnej zdobiącej ubranie zmarłego / fot. Analityk

Powrót osadnictwa na ziemie Jaćwingów nastąpił dopiero w wiekach XV – XVI. Ludność przybywała z terenów Mazowsza, Rusi, Litwy, czasami również powracały dzieci rodowitych Jaćwingów, którzy kiedyś pod przymusem lub dobrowolnie udawali się na tereny zaborców. O tych powrotach świadczy fakt, że pozostały jaćwieskie nazwy rzek i miejscowości, a ktoś przecież musiał pamięć tych nazw przekazać. Dziś potomków Jaćwingów możemy poszukiwać na półwyspie Sambijskim oraz nad Niemnem, pod Grodnem i Wołkowyskiem. Wśród Polaków można się doszukiwać potomków Jaćwingów wśród szlachty pieczętującej się herbem Prus. Herb ten został utworzony dla pruskich nobilów osiedlających się na terenach Polski, wpisywanych w szlachtę naszego kraju.

Co możemy powiedzieć o ich życiu?

Na co dzień Jaćwingowie mieszkali w rozrzuconych po lasach wioskach, gdzie uprawiali ziemię, żyli z darów lasów. Do swej obrony mieli ukryte w niedostępnych miejscach grody, w których archeolodzy nie znajdują śladów codziennego bytowania, jak na przykład potłuczonych naczyń. Były to raczej miejsca ochronne, gdzie uciekali w chwilach zagrożenia. Dobrym przykładem takiego miejsca jest Góra Zamkowa na Suwalszczyźnie, gdzie po dziś dzień zachowały się ślady wspaniałych fortyfikacji. Ślady bytowania ludzkiego znajdujemy tam tylko na podgrodziu, a nie na terenach grodu obronnego, co potwierdza tezę, że teren grodu służył tylko jako miejsce czasowego schronienia.

null
Dzwoneczek zdobiący ubranie kobiety / fot. Analityk

Jadźwingowie ubierali się kolorowo, tak samo jak Słowianie stosowali szeroką gamę barwników naturalnych. Kobiety chodziły ubrane strojnie. Oblicza się, że przeciętnie kobieta nosiła na sobie około 2-3 kg ozdób, od bransolet ze zwiniętego drutu mosiężnego, przez brosze, zapinki i wreszcie dzwoneczki, wykonane z kwadratowej blaszki zawiniętej rogami z małym kamyczkiem w środku. Takimi dzwoneczkami przyszytymi do sukienki kobieta Jaćwingów przypominała swej rodzinie i sąsiadom o miejscu swego przebywania.

Dość ciekawy sposób pogrzebów, jakie stosowali, nie pozwala dziś archeologom powiedzieć wiele o ich życiu. Informacje o ich strojach mamy raczej z późniejszego okresu, przejścia na chrześcijaństwo, gdy zrezygnowali z ciałopalnych pochówków. Wcześniej po śmierci ciało było palone na stosie, następnie po wygaśnięciu stosu wszelkie pozostałości były dokładnie rozdrabniane i rozrzucane warstwami na wyznaczonym miejscu (cmentarzu). Badania takiego cmentarza pod Górą Zamkową trwały m.in. w roku 2010. Zdjęcia zamieszczone w tym artykule pochodzą właśnie z tego wykopaliska.

Co ich zgubiło?

Zgubił ich brak umiejętności utworzenia silnego państwa. Struktury plemienne jeszcze w okresie rozbicia dzielnicowego w Polsce pozwalały im na samodzielną egzystencję, lecz sąsiedzi tworząc struktury państwowe rośli w siłę, zawiązywali sojusze na dłużej i prowadzili coraz bardziej spójną politykę zewnętrzną. Jaćwingowie nie dostrzegli konieczności przejścia na chrześcijaństwo, co wówczas było warunkiem spokojnej egzystencji, a co wykorzystał litewski Mendog. Dodatkowo nie potrafili zbudować jednolitej armii, a raczej organizowali się w małe grupy i wyprawami łupieżczymi nękali sąsiadów. Prawdopodobnie właśnie ich wojowniczość doprowadziła do zjednoczenia krajów sąsiednich, które później wspólnymi działaniami zakończyły samodzielne bytowanie Jaćwingów. Niestety jednak jednym ze sposobów walki z wojowniczymi pogańskimi Bałtami było sprowadzenie Krzyżaków, za co zresztą Polska i Litwa w późniejszym czasie musiały mocno odpokutować.

Można by powiedzieć – kogo dziś interesują ludy, które przegrały swój czas jeszcze w średniowieczu. Historia jednak jest nauczycielką, pozwala uczyć się na skórze własnych ojców, a ci, co nie chcą pójść wskazaną przez nią drogą, drugi raz w tej samej sprawie tyłek na cięgi nastawiają. Dziś świat poszukuje rynków zbytu, a nie ma bogatszego i bardziej nienasyconego w naszych okolicach niż rynek rosyjski. Mamy wielką szansę, bo rozumiemy mentalność Rosjan, mamy bliskość językową. Jeżeli przez głupie fobie ją zaprzepaścimy, historia może się z nami obejść tak samo, jak zrobiła to z Jaćwingami.

* Języki bałtyjskie określane są przez niektórych jako „bałtyckie”, co jednak sugeruje czysto geograficzne usytuowanie, zaś określenie Bałtowie nie jest pojęciem historycznym, a wytworem dzisiejszej nauki.

Literatura:  Jerzy Strzelczyk „Zapomniane narody Europy” wyd. Ossolineum

Za: http://interia360.pl/artykul/jacwingowie,44145
 

Herkus Monte – Konrad Wallenrod Prusów / Diwan Klekin – Wódz Barcji

Sierpień 7, 2012 8 uwag

Konrad Wallenrod Prusów


Ożywa legenda Herkusa Montego, pierwszego pogromcy Krzyżaków Herkus Monte uczynił więcej dla swojego ludu niż Robin Hood czy Wilhelm Tell dla swego – mówi Józef Burniewicz, olsztyński dziennikarz i historyk, twórca idei usypania pod Olsztynem wielkiego kopca, który będzie sławić Herkusa Montego, XIII-wiecznego pruskiego wojownika, bohatera walk z Krzyżakami. – Przez kilka lat rozbijał duże armie i wodził za nos najlepszych rycerzy średniowiecznej Europy. Trzeba oddać sprawiedliwość Prusom, narodowi, który żył na tych ziemiach i który w haniebny sposób unicestwiono – mówi Burniewicz.
Pomysł usypania kopca ożywił legendę Herkusa Montego. Wojownik stał się patronem jednej z warmińskich szkół podstawowych, miłośnicy tradycji rycerskich urządzają biesiady jego imienia, powstał nawet zespół rockowy Herkus Monte. Kościół patrzy na Herkusa niechętnym okiem. Hierarchowie olsztyńscy prosili Burniewicza przed trzema laty, by budowa kopca nie rozpoczęła się podczas obchodów millenium i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Kto bowiem zabił naszego męczennika? Właśnie Prusowie. W świadomości przeciętnego Polaka Prusowie to ci, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa, nie chcieli żyć według praw świata feudalnego i w dodatku napadali na nasze ziemie. To po to, by przeciwstawić się ich ekspansji, Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków.

[- piastowscy książęta sami nadgorliwie brali udział na przestrzeni kilku wieków, naturalnie pod płaszczykiem tzw. “chrystianizacji”, w narzucaniu Prusom nienawistnego im katolicyzmu-jahwizmu - przyp. opolczyk]

null
Rycerz Henryk, wódz plemienia Natangów
Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w 1225 r., a więc na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię chełmińską. Herkus pochodził z zamożnego rodu Montemidów z plemienia Natangów.
Młodych Prusów porywano z ich wiosek i grodów, by służyli rycerzom zakonnym; czasami ojcowie sami wydawali swych synów najeźdźcom. Herkus trafił do braci zakonnych w Magdeburgu, oddany pod ich „opiekę” przez rodziców. Został ochrzczony i nadano mu imię Henryk. Już wkrótce władał mieczem jak mało kto, co szybko zwróciło uwagę Krzyżaków. Z łatwością nauczył się też niemieckiego i łaciny.
Jako dwudziestoparolatek, już rycerz zakonny, wrócił w rodzinne strony. Mniej więcej wtedy, w 1249 r., po wieloletnich zmaganiach z najeźdźcą przedstawiciele pruskich plemion w obecności legata papieskiego podpisali z Krzyżakami w Christburgu (dzisiejszym Dzierzgoniu) dekret pokojowy. Prusowie zobowiązywali się m.in. do porzucenia pogańskich praktyk, wyrzeczenia się wielożeństwa i odbudowania zniszczonych kościołów. Zakon zaś miał ochraniać pruskich poddanych. To przyrzeczenie Krzyżacy jednak notorycznie łamali. Zdaniem Jerzego Necia, historyka i autora monografii o życiu Herkusa Montego, zakon sprowokował bunt, by dokonać fizycznej eliminacji Prusów, gdyż układ dzierzgoński mógł się stać „zaczątkiem budowy chrześcijańskiego państwa w Prusach, ale bez udziału rycerzy-mnichów”.
W 1260 r. wybuchło antykrzyżackie powstanie. Jego bezpośrednią przyczyną było podstępne wymordowanie członków pruskiej starszyzny, która przybyła negocjować z rycerzami zakonu. 13 lipca tego samego roku Żmudzini, pobratymcy Prusów, zadali rycerzom zakonnym druzgocącą klęskę nad jeziorem Durbe w Liwonii (Inflanty). Wtedy właśnie Henryk Herkus Monte przeszedł na stronę swoich rodaków. Na początku walki z zakonem nie zamierzał się jednak wyrzekać chrześcijaństwa. Wysłał petycję do papieża Urbana IV. Opisał bestialstwo Krzyżaków i prosił o poparcie dla swojego ludu, uroczyście oddając go pod opiekę papieską. Petycja pozostała bez odpowiedzi. Rozgoryczony Henryk Herkus zwrócił się znów do swych dawnych bogów. Stał się na powrót Herkusem – walecznym wodzem plemienia Natangów.

Powiesić legendę

W pierwszej fazie powstania (nazywanego drugim powstaniem pruskim) Prusowie niemal osiągnęli zwycięstwo. 20 września 1260 r. wszystkie plemiona pruskie uderzyły jednocześnie, co całkowicie zaskoczyło Krzyżaków. Zanim zakonowi udzielono pomocy z Zachodu, prawie cały kraj został wyzwolony. Oparły się jedynie załogi zamków utrzymujących kontakt ze światem drogą morską – Królewca, Bałgi, Elbląga oraz jedyna twierdza w głębi pruskiego terytorium – Bartenstein (zamek bartoszycki padł w końcu po trzech latach). Natangia była wolna!
Pobici Krzyżacy zaczęli się uciekać do podstępów. Przekupywali niektórych Prusów nadaniami ziemi w zamian za wpuszczenie za bramy warowni. Henryk Monte nie pozostawał im dłużny. W stroju rycerza zakonu przybywał do twierdz i siedzib krzyżackich i wyprowadzał braci na pewną śmierć albo do niewoli. Przez siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem sytuacja zaczęła się zmieniać. Zakon zakończył wojnę z księciem pomorskim Świętopełkiem, Krzyżaków zaczęli wspierać Polacy zaniepokojeni wdzieraniem się Prusów na ziemię chełmińską. Prusowie nadal jednak trzymali się mocno. Na Natangów uderzyły świetnie wyszkolone posiłki czeskie, ale nawet one nie poradziły sobie z wojownikami Herkusa. Krzyżacy wiedzieli jedno: po śmierci wodza Prusowie wpadną w popłoch. Dowiedziawszy się przez szpiegów, gdzie zatrzymał się Herkus, porwali go, a potem publicznie powiesili (ten rodzaj śmierci był uznawany przez Prusów za szczególnie hańbiący). Po uduszeniu kat przebił jeszcze dla pewności serce Herkusa sztyletem.
Rachuby okazały się słuszne: opór Natangów zaczął słabnąć. Powstanie w Prusach trwało jeszcze ponad 10 lat, ostatnie siedliska oporu unicestwiono w 1283 r.

Pomnik wystawiony przez Mickiewicza

Pozbawieni wielu praw, którymi cieszyła się większość napływowej ludności, Prusowie zostali zepchnięci na własnej ziemi na najniższy szczebel hierarchii społecznej (za zabicie Prusa trzeba było na przykład zapłacić jedynie stosunkowo niewielką grzywnę) i zmuszeni do dźwigania wielkich ciężarów ekonomicznych na rzecz nowych panów.
Pod koniec trzeciej dekady XVI wieku Prusowie powstali raz jeszcze i ponieśli druzgocącą klęskę. Potem de facto ulegli germanizacji. W XVII wieku ślad po tym narodzie ostatecznie zaginął. Legenda Herkusa Montego po wiekach znalazła miejsce w literaturze. Pisali o nim pisarze niemieccy i litewscy. W przypisach do „Konrada Wallenroda” Adam Mickiewicz stwierdził: „Często się zdarzało, że Prusacy (tj. Prusowie) i Litwini, dziećmi porwani i wychowani w Niemczech, powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach Zakonu Prusak Herkus Monte…”. Dlatego można domniemywać, że jego postać zainspirowała wieszcza do napisania dzieła o krzyżackim rycerzu, który zgubił swój zakon. Postaci wodza Natangów poświęcony jest film fabularny, zrealizowany w latach 70. na Litwie. Imię Montego nosi uniwersytet w Kłajpedzie, a od 1999 r. – szkoła w Kamińsku.

Wolni Prusowie

Winni zagłady Prusów są pośrednio też Polacy, bo to polski książę ściągnął w 1226 r. Krzyżaków na ziemię chełmińską [- piastowski książę Konrad Mazowiecki sprowadził na polskie tereny najgorszą zarazę katolicką – krzyżaków. Za ludobójstwa krzyżaków na ludzie pruskim ponoszą więc polscy katolicy (nasi niestety rodacy), jako potomkowie Piastów – nadgorliwych “chrystianizatorów” – współodpowiedzialność. - przyp. opolczyk].
Polacy nie potrafili się skutecznie bronić przed najazdami pruskich wojowników. Niektórzy z nich zapuszczali się pod Łęczycę, a więc prawie w środek ówczesnej Polski. Polscy rycerze organizowali wyprawy odwetowe, ale grzęzły one w mazurskich bagnach albo trzebione były w drodze powrotnej, bo Prusowie opanowali do perfekcji leśną partyzantkę. Trudno było zawrzeć pokój czy rozejm, bo każda wioska pruska miała swojego króla, niezależnego władcę, który organizował własne wyprawy.
Prusowie to nazwa nadana kilkunastu plemionom żyjącym na terenie późniejszych Prus Wschodnich. Mówili podobnym językiem, potrafili się porozumieć z przodkami dzisiejszych Litwinów i Łotyszy, jak oni byli Bałtami, którzy przybyli w ten zakątek Europy na początku naszej ery. Żyli głównie z uprawy roli, ale wielu trudniło się handlem (w ziemi odnajdywano także miecze wykuwane w najlepszych fryzyjskich czy burgundzkich warsztatach). Jan Długosz napisał, że zarówno pruscy mężczyźni, jak i kobiety chodzili codziennie do łaźni, aby „wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia i przedłużyć życie”.
Prusowie czcili naturę, funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje (za wtargnięcie do takiego gaju skazano św. Wojciecha na śmierć). Nosili amulety, czuli potrzebę nieustannego wróżenia. Przed walką składali bóstwom ofiary ze zwierząt i ludzi [Informacja o krwawych ofiarach z ludzi i zwierząt jest mało wiarygodna i napisana zapewne na podstawie kronikarzy katolickich, którzy podobne kłamstwa o poganach często wymyślali - przyp. opolczyk].

[Wytępieniu "pogaństwa" w Prusach Watykan nadał nawet rangę krucjat i w tym haniebnym i ludobójczym procederze brali udział także polscy katolicy, którzy przeistoczyli się w posłusznych kundli Watykanu.
Tutaj jeszcze pewna dygresja. Zaledwie kilka lat po sprowadzeniu krzyżackiej dziczy na ziemię chełmińską doszło do konfliktu pomiędzy Konradem a krzyżakami. Konrad odebrał krzyżakom wszystkie nadania, ale wtedy do akcji wkroczył katolicki cesarz niemiecki i wydał antydatowaną tzw. “Złotą Bullę“, w której dysponował on uzurpatorsko m.in. terenami polskimi. Bullę tego cesarza jahwisty uznało papiestwo stając po stronie ludobójców z zakonu Szpitala Najświętszej Maryji Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.
Nadgorliwość polskich Piastów w jahwizacji Prus, a zwłaszcza ściągnięcie do Polski na pomoc krzyżaków nie wyszła Polsce na dobre. Nie dość, że trzysta lat zakon ludobójców spod znaku rzymskiej szubienicy zagrażał Polsce, to jeszcze utworzone na jego gruzach w 1525 roku Prusy Książęce po przeistoczeniu się w Królestwo Prus były jednym z zaborców.
Naszym braciom – Prusom – winni jesteśmy przynajmniej pamięć o nich.
- przyp. opolczyk]

Autor: Rafał Geremek / Źródło: Tygodnik WPROST

Czytaj więcej :

Nasi pogańscy bracia – Prusowie
( Zajrzeć w pogańską duszę , czyli rzecz o religii dawnych Prusów ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/02/nasi-poganscy-bracia-prusowie/

Andrzej Szubert – Elegia o ludu Prusów
( Johannes Bobrowski – Pruzzische Elegie ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/01/elegia-o-ludu-prusow/
 

PRUSCY HEROSI – HERKUS MONTE /
WIELKI WÓDZ NATANGÓW I PRUSÓW Z RODU MONTEMIDÓW

 
Heroiczna postać nie mająca sobie równej w ówczesnej Europie i później, natchnęła wielkiego polskiego wieszcza Adama Mickiewicza do dzieła “Konrad Wallenrod”.
Po wyciszeniu Pomezanii, nie realizowaniu traktatu pokojowego z 1249 roku. Rozbiciu struktur społecznych Pomezan poprzez odseparowanie warstwy wodzowskiej i przesiedlenie jej z dala od ich rodzimej społeczności. Pomezańczycy którzy w pierwszym powstaniu występowali samotnie, nie odegrali już więcej znaczącej roli w następnych zmaganiach Prusów z Krzyżakami.

Krzyżacka zgraja niemieckich rycerzy żądna nowych mordów i zdobyczy terytorialnych, odwagą nigdy nie grzeszyła, wiemy to z ich walki ze światem Islamu. W przypadku Prusów było podobnie.
Ze strachu, przestali zagłębiać się w terytorium pruskie, wybierając inną taktykę.

Krzyżacki podbój Prusów potoczył się wzdłuż wybrzeża Zalewu Wiślanego, z którego dokonywano bestialskich wypadów w głąb lądu. Przedtem jednak zakładano na wybrzeżu warownie-sypialnie do których z wypraw wracali dla swojego bezpieczeństwa.
W miarę posuwania się wzdłuż Zalewu takie forty powstawały.

W ten sposób Krzyżacy dotarli do ziemi Natangów. Dzisiaj terytorium przez które przebiega granica z Rejonem Kaliningradzkim. Przywódcą Natangów był Nobiles, możny tego ludu z wybitnego rodu Montemidów.
Osaczony przez Krzyżaków i widząc ogrom bestialstwa i okrucieństwa, nie mając wyboru w ratowaniu najbliższych i powstrzymania dalszej eksterminacji Natangów, zaakceptował oddanie Krzyżakom zakładników.

Standardowym postępowaniem najeźdźców było zabieranie mężczyzn i dzieci zdolnych do pracy, jeśli przed tym nie zostali wymordowani.
Wśród zakładników znalazł się niepełnoletni syn Montemidów, Herkus. Los nie szczędził możnych. Tym bardziej porywano ich dzieci, żeby nie wywoływały buntów. Wyrachowanie i okrucieństwo Niemców nie miało sobie równego.

Niepełnoletni jeszcze Herkus, nie trafił do pracy dla Krzyżaków. Został przeznaczony do deportacji i wywieziony do Magdeburga w celach propagandowych, aby pokazać jak zakonni dbają o Prusów i krzewieniu wśród nich Chrześcijaństwa. Publicznie został ochrzczony i w zakonnych kazamatach pobierał nauki. Oczywiście w stylu niemieckim, z myślą, że ulegnie germanizacji.

Młody, zdolny Herkus bardzo chętnie przyjmował wiedzę, bardzo szybko nauczył się języków, nie tylko niemieckiego, również łaciny i biegle nimi władał. Zdolnościami swoimi, zwrócił na siebie uwagę wśród zakonnych . Zakonni zauważyli w nim możliwość, wykorzystania jego osobowości w podboju Prusów.

W związku z tym postanowieniem, zaczęto Herkusa szkolić w rycerskiej sztuce wojowania. W przyjmowaniu nauki w rzemiośle rycerskim i w biegłości używania miecza wykazał się niezwykłymi zdolnościami. Bardzo szybko stał się niedoścignionym nie tylko wśród rówieśników. Ku wielkiemu zadowoleniu zakonnych, iż będą mogli użyć Herkusa w Prusach.

Bez wątpienia młody Herkus, nie mógł zapomnieć jakim cierpieniom i okrucieństwom był poddany jego ród wraz z bliskimi jemu Natangami, których to zdarzeń był naocznym świadkiem.
Urodzony około roku 1225, pojmany w piętnastym roku życia, wrócił do Prus już jako dwudziestokilkuletni rycerz, ale w szrankach Zakonu Krzyżackiego.
Zbyt długo nie pozostawał z rycerzami Zakonu. Odwiedził swój sponiewierany ród, Montemidów, i lud Natangów broczący we krwi z rąk Zakonu.

Krzyżacy w obawie, iż Prusowie nawracają się na Chrześcijaństwo i mogą stracić możliwość utworzenia swojego państwa, jeszcze bardziej zintensyfikowali i z absolutną systematycznością dokonywali biologicznego wyniszczania ludu pruskiego.

Aktem maksymalnego niemieckiego bestialstwa, było zaproszenie pruskiej starszyzny do stołu negocjacyjnego. Kiedy starszyzna rodów pruskich przybyła do negocjacji pokojowych, wszystkich wymordowano.
Po uczcie, zaryglowano drzwi i okna, następnie podpalono i pilnowano żeby nikt przez przypadek nie ocalał.

Jakże łatwo, można, to zdarzenie porównać z napisem na bramie niemieckiego obozu śmierci Oświęcimia, “Arbeit macht frei” , (praca czyni wolnym).

Herkus Monte zrzuca habit zakonny i staje w szeregach Prusów jako ich przywódca. Tak zacznie się jego nieśmiertelna epopeja.
Rok 1260, to początek drugiego powstania Prusów w celu odzyskania dawnych swobód i wolności, ale nie walki z Chrześcijaństwem.
Jako dowód, przed powstaniem było wysłanie do papieża Urbana IV listu akceptującego przyjęcie Chrześcijaństwa, uroczyście oddającego Prusów pod opiekę stolicy Apostolskiej.
Pomimo, że wymieniono bestialstwa Krzyżaków, Urban IV przemilczał ten list, a jego następcy wręcz nawoływali do dalszej krucjaty przeciwko Prusom, jak to uczynił Klemens IV w roku 1265. Cała Europa pod tymi wpływami wysyłała, już nie tylko z naboru niemieckiego, coraz to nowsze doborowe hufce rycerstwa.

W takich warunkach Herkus Monte zaczął ścigać Krzyżaków gdziekolwiek to było możliwym, siejąc strach i panikę wśród zakonnych, którzy przestali być pewni ani dnia ani godziny.

21 stycznia 1261 roku Herkus Monte odniósł spektakularne zwycięstwo nad elitą krzyżacką.
Wspomnę tylko bitwę o krzyżacki Pokarvis, fort przyczółek na wybrzeżu Zalewu Wiślanego. Herkus rozpoczął tą batalię od przeczekania wyjścia głównej załogi Krzyżaków na ekspedycję w głąb Prus. Po ich odejściu przypuścił szturm na fort szybko opanowując jego biorąc niedobitków do niewoli. W tym forcie zaczaił się na powrót głównych sił Krzyżaków i wydał im drugą bitwę z której mało kto ocalał. Jednocześnie oswobodził wziętych do niewoli Prusów.

Sromotnie zakończona bitwa dla zakonnych, odbiła się głośnym echem wśród Prusów. Herkus pokazał, że Krzyżacy są do pokonania. Najeźdźców opanowała panika z obranej taktyki wodza Prusów.
Wśród pojmanych znalazł się Krzyżak o nazwisku Hirzhalis przyjaciel Herkusa z czasów jego deportacji w Magdeburgu. Należy nadmienić, że Herkus zrzucając habit zakonnych wraz ze swoimi wojami, wrócił do dawnych pruskich wierzeń. Według nich, po zwycięstwie jeden z pojmanych miał w ofierze stanąć na stosie. Dla wielu, być może, był to akt barbarzyńskich pogan.

Zapytuję.

Jakim aktem było mordowanie bezbronnej ludności Prus w imię wiary Chrześcijańskiej?

W losowaniu kto ma pójść na stos, los wskazał na Hirzahlisa. Herkus chciał ratować przyjaciela. Przekonał starszyznę do powtórnego losowania, również niekorzystnego dla przyjaciela. Kiedy po raz trzeci los dla Hirzahlisa był niefortunny, on sam poszedł na stos.
Herkus Monte niezmordowanie ścigał krzyżackie hufce gdziekolwiek pokazali się, nie dając im czasu i możliwości na przeorganizowanie się. Niejednokrotnie w przebraniu zakonnym mobilizował ich do ekspedycji karnych przeciwko Prusom, wprowadzając w dobrze zorganizowane zasadzki przez swoich wojów. Z tych wypraw Krzyżacy nie wracali, tak że nie mogli ostrzec innych jaki los ich spotkał.

Była to taktyka którą stosowali Krzyżacy.
Uwadze Herkusa nie umknął ciągły napływ nowych hufców niemieckiego i europejskiego rycerstwa. Odbywało się to drogą morską przez porty Elbląga, Bałgi i Królewca. Cała potęga europejskiego rycerstwa waliła się na Prusów.
Zebrał starszyznę Prusów, która zdecydowała o oblężeniu i ataku na Królewiec (dzisiaj Kaliningrad), gdyż prawie całe terytorium Prus zostało uwolnione od grasujących krzyżackich band.

Należy nadmienić, że w sukurs Prusom przyszedł książę pomorski Mściwój II, z którym wspólnie ograniczyli dostawy żywności do portów krzyżackich.
Sambowie w Królewcu zniszczyli flotę krzyżacką, a na lądzie Herkus Monte z Prusami oblegał miasto. Twierdza Królewiec okazała się nie do zdobycia i musiano odstąpić od oblężenia jej. Dodając do niepowodzenia Prusów w obleganiu Królewca, Herkus został poważnie ranny.

Pomimo tego niepowodzenia, Heros Natangów postanowił nadal atakować krzyżaków , tam gdzie najmniej się tego spodziewano. W roku1263 zorganizował błyskotliwą wyprawę do ziemi chełmińskiej, zadając Krzyżakom bardzo ciężkie straty. Kiedy był w odwrocie, w pogoń za nim z elitą rycerstwa puścił się osobiście mistrz krajowy Helmerich. Herkus Monte nie dał się jemu zaskoczyć i pod Lubawą, ze swoimi hufcami wojów stawił czoła mistrzowi. Krzyżacy pewni zwycięstwa szybko zaatakowali Natangów.
Bitwa skończyła się totalną klęską, sam mistrz w niej zginął i cała jego drużyna, nikt nie ocalał.

W roku 1267 wtórne przybycie króla Czech Przemysława Ottokara II a rok wcześniej Ottona III Branderburskiego, spowodowało, że natangijczycy z Herkusem Monte zostali osaczeni i ich sytuacja stała się coraz trudniejsza. Na domiar złego sąsiadujący z Natangami Prusowie, z ciągle nowo napływającymi siłami rycerstwa przestali sobie radzić. Wszystkim doskwierał głód nie tylko z powodu krzyżackiego rabunku ale i też, że czego nie mogli zabrać niszczyli i palili.

Z wymyślnymi okrucieństwami, Krzyżacy nie ustawali, dwunastorgu dzieciom, zakładnikom w Elblągu, wyłupano oczy i odesłano ich do rodziców.

Siedem lat wojował Herkus Monte z elitą europejskiego rycerstwa którzy nazywali siebie chrześcijanami. W tych walkach padły wszystkie krzyżackie twierdze, poza portowymi. Napływ coraz to większych sił z Europy, nie pozwoliło jemu na utrwalenie tej krwawo zdobytej wolności, a żeby jeszcze dodać, nowy mistrz krajowy Dytryk II z Miśni szczególnie krwawo rozprawiał się z Natangami.

Zaatakowany gród Herkusa padł a on sam ranny uszedł z życiem i skrył się w odstępach leśnych Natangii. Natychmiast ruszył za nim pościg. W roku 1273 znaleziono kryjówkę Herkusa Monte, pojmanego niezwłocznie powieszono a ze strachu żeby nie odżył przebito ciało jeszcze mieczem.

W historii podboju Prus chrześcijańska Europa ma białą plamę i poza barbarzyństwem nie ma żadnej chwały. Wkrótce zobaczymy, czy będzie ją stać do przyznania się. Z brakiem wielkiego wodza Prusów, Herkusa Monte, drugie powstanie osłabło ale w sumie razem trwało piętnaście lat.
 

PRUSCY HEROSI / DIWAN KLEKIN – Wódz Barcji

 
Prusowie na wodzów swojej społeczności, nie koniecznie wybierali ich z pośród klasy Nobilesów, rodów poprzez ich zamożność uprzywilejowanych. Wielokrotnie podstawą takiego wyboru były wrodzone przywódcze zdolności, poparte odwagą i męstwem. Taką postacią był wódz Bartów, o którym nie zbyt wielką posiadamy wiedzę.
Wiemy natomiast, że podczas polowania na niedźwiedzia został dotkliwie przez niego poturbowany i po tym spotkaniu nosił liczne blizny. Z tego to powodu otrzymał przydomek Klekine znaczący niedźwiedź.

Bartowie niewielki to był lud, ale solidarnie przyłączył się do Wielkiego Powstania Prusów. Z racji zajmowania się pszczelarstwem, cały ten lud nazwany został Barcją.
Do roku 1266 Diwan Klekine ze względu na szczupłość jego wojów, uczestniczył ze swoimi pruskimi sąsiadami we wszystkich wyprawach przeciwko krzyżakom.
Rok 1266 był dla niego tragicznym rokiem, w bitwie pod Kowalewem jak zwykle bardzo zaciętej i z przeważającymi krzyżackimi siłami, na polu chwały w walce o wolność Prusów, poległ Diwan Klekine wódz Bartów.
Bartowie nie wybrali następcy Diwana, natomiast nadal czynnie brali udział w powstaniu pod dowództwem wodzów swoich pruskich sąsiadów.
Chwała dla jego męstwa.

Źródło: http://prusowie.pl/historia/herosi/
 

Zapomniane powstanie Prusów

 
null
Należący do ludów bałtyckich Prusowie już ok. VI–V w. p.n.e. zasiedlili tereny między Wisłą a Niemnem. Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem.
(© prusowie.pl)

We wrześniu 2010 roku minęło dokładnie 750 lat od wybuchu antykrzyżackiego powstania Prusów, największego znanego powstania średniowiecznej Europy. Walki trwały 15 lat.
Odwet wzięty przez Krzyżaków na pokonanych powstańcach i ich rodzinach umieszczony został przez historiografów wśród najkrwawszych kart dziejów ludzkości.

Uroczystości rocznicowych jednak nie było, bo i Prusów dziś nie ma.

Należący do ludów bałtyckich Prusowie już ok. VI-V w. p.n.e. zasiedlili tereny między Wisłą a Niemnem. Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem, bartnictwem, hodowali zwierzęta, łowili ryby. Handlowali z Anglosasami, Germanami, Czechami, a nawet Arabami. O sprawach obrony, wyprawach wojennych czy podziale pracy decydowały wiece plemienne. Prusowie nigdy nie stworzyli organizacji plemiennej czy państwowej, do końca swojego istnienia funkcjonowali w ramach związków plemiennych. Byli przez to łatwym celem dla sąsiadów.

Tereny zamieszkiwane przez Prusów już ok. X w. próbowali podbić Duńczycy i Rusini. Po nieudanych misjach chrystianizacyjnych Wojciecha i Brunona na Prusy – z miernym skutkiem – wyprawili się Bolesław Chrobry, a później Bolesław Krzywousty. Najeżdżali na nie też kolejni władcy polscy, powodując odwetowe najazdy Prusów na ziemie polskie. Po tym, jak na czele misji chrystianizacyjnej w 1210 r. stanął mnich Chrystian, który kilka lat później został biskupem pruskim, misja nabrała rangi krucjaty.

Posłuchał Piast Piasta

Sytuacja zmieniła się znacznie, kiedy Henryk Brodaty podpowiedział Konradowi Mazowieckiemu, że zakon krzyżacki może ochronić północne granice Mazowsza przed Prusami. Konrad posłuchał księcia śląskiego i nadał zakonowi ziemię chełmińską. Okazało się jednak, że Krzyżacy bardziej niż ochroną granicy mazowiecko-pruskiej zainteresowani byli stworzeniem własnego państwa. Pod dowództwem Hermana von Balka oddział Krzyżaków wspierany przez papiestwo, wojska polskie, śląskie, pomorskie i zachodnioeuropejskie w 1230 r. zaczął podbijać ziemie pruskie, tworząc na zdobytych terenach państwo.

Prusowie nie pogodzili się z istnieniem państwa krzyżackiego na swoich ziemiach i narzucaniem im wiary chrześcijańskiej. Krzyżacy zdawali sobie zresztą sprawę z tego, jak silny jest sprzeciw Prusów, terroryzowali więc podbitą ludność, sądząc, że zastraszana da się łatwiej podporządkować i spacyfikować.

Skutek był odwrotny. W 1241 r. wybuchło pierwsze powstanie Prusów, pewnych, że chrześcijańska Europa zagrożona nagłym i potężnym najazdem mongolskim nie udzieli braciom zakonnym skutecznego wsparcia zbrojnego. Jednak Krzyżacy otrzymali pomoc od książąt piastowskich, którym najazd mongolski nie zagrażał. Wsparcia nie udzielił tylko książę pomorski Świętopełk. Najechał państwo krzyżackie i walczył z braćmi zakonnymi przez osiem lat, po czym uznał się za pokonanego i wycofał. Wkrótce powstanie upadło, a niewielka część Prusów zawarła z Krzyżakami w Dzierzgoniu układ, w którym zobowiązywała się do przyjęcia chrześcijaństwa oraz lojalności wobec zakonu, płacenia na jego rzecz dziesięcin i posiłkowania go w walkach. W zamian miała otrzymać równouprawnienie ze sprowadzaną przez Krzyżaków ludnością niemiecką, z zastrzeżeniem, że w przypadku niedotrzymania zobowiązań utraci wolność. Jednak to Krzyżacy łamali postanowienia układu i wobec podbitych ludów postępowali tak jak wcześniej.

Błąd krzyżackiego wójta

W 1260 r. klęską zakończyła się wyprawa zakonu na Żmudź, co Prusowie przyjęli z nieukrywaną radością. Zakon został osłabiony. Na terenie całych Prus rozpoczęły się uzgodnione przez starszyzny plemienne staranne przygotowania do ostatecznej rozprawy z Krzyżakami. Chcąc uniknąć grożącego już wyraźnie buntu, bracia zakonni postanowili wyeliminować tych, którzy mogliby go zorganizować i stanąć na jego czele. Wójt krzyżacki z położonego nad Zalewem Wiślanym Lenzenburga Volard Mirabilis zaprosił do siebie możnych z najgroźniejszych, najbardziej wojowniczych plemion Natangów i Warmów na negocjacje. Podczas spotkania kazał ich zabić.

Wśród zabitych byli ojcowie wykształconych w krzyżackich szkołach rycerskich Prusów, którzy stali się braćmi-rycerzami. Na wieść o zdradzieckim czynie Mirabilisa porzucili oni zakon, wrócili do swych plemion i obok starszyzny stanęli na czele powstania. Wiedzieli o armii krzyżackiej i zakonie wszystko. Posiadali też wiedzę o ówczesnym opartym na cesarsko-papieskiej dwuwładzy porządku łacińskiej części Europy i zależności zakonu od papieża. Wiedzieli, jak skutecznie walczyć z Krzyżakami, byli więc przywódcami groźniejszymi od zamordowanych.

null

Powstanie wybuchło 20.9.1260 Prusowie uderzyli równocześnie na twierdze w Pogezanii, na Warmii, w Barcji, Sambii i Natangii, palili wsie i wycinali niemieckich osadników, jeżeli ci nie zdążyli zbiec lub schronić się w twierdzach. Ich skoordynowane wsparte zbrojnie przez Litwinów, Żmudzinów i Jaćwingów działania zaskoczyły Krzyżaków. Zamknięci w obleganych przez powstańców twierdzach bracia zakonni nie dawali za wygraną. Organizowali wypady. Te jednak trafiały na zasadzki. Do twierdz powracali nieliczni. Państwo zakonne praktycznie przestało istnieć.

Heros zapomniany przez Europę

Gdy w krzyżackich rękach pozostawały już tylko nadmorskie twierdze Elbląg, Królewiec i Bałga oraz położone w głębi lądu Bartoszyce, papież Urban IV otrzymał od Prusów list, którego autorstwo przypisuje się wodzowi plemienia Natangów Herkusowi Montemu.

null

Herkus pochodził z wybitnego rodu pruskiego Montemidów. Był synem księcia Natangów zamordowanego na polecenie wójta Mirabilisa, zakładnikiem i wyjątkowo utalentowanym wychowankiem krzyżackiej szkoły rycerskiej w Magdeburgu, bratem-rycerzem zakonu, który porzucił na wieść o zabiciu ojca. Przerażał Krzyżaków walecznością i odwagą, przede wszystkim jednak talentem strategicznym i taktycznym. Zdarzało się, że Herkus Monte przebrany za Krzyżaka organizował krzyżacką ekspedycję i wprowadzał ją w zasadzkę, z której nikt żywcem nie uchodził.
W liście do papieża Herkus Monte zapewniał, że większość ludu pruskiego jest ochrzczona, a inni też wkrótce się nawrócą. Skarżył się na wiarołomstwo i okrucieństwo Krzyżaków postępujących niechrześcijańsko z Prusami i wyjaśniał, że walka z nimi toczona jest tylko z tego powodu. Z końcowej części listu, w której Herkus Monte poddaje ziemie i ludy pruskie władzy papieża, wynika, że Prusowie zdecydowali się na utworzenie własnego, uznającego zwierzchnictwo biskupa Rzymu, scentralizowanego państwa.

Urban IV nie odpowiedział. Nałożył na Czechy, Morawy i polskie księstwa obowiązek wyprawy krzyżowej przeciw buntownikom. Opieszałość w wywiązywaniu się z tego obowiązku i nieskuteczność krzyżowców w starciach z powstańcami zmusiła papieża Klemensa IV do ogłoszenia w 1265 kolejnej krucjaty.

Krzyżowa hekatomba

Dowodzona przez margrabiego brandenburskiego Ottona III Pobożnego krucjata w 1266 została przez Prusów zdziesiątkowana i wycofała się. Rok później wkroczyła czesko-niemiecka, licząca dziesiątki tysięcy krzyżowców krucjata, którą dowodził król czeski Przemysł Ottokar II. Krzyżowcy uratowali Krzyżaków przed całkowitą zagładą. Powstańcy walczyli jeszcze osiem lat. W przeciwieństwie do Krzyżaków nie mogli liczyć na żadną pomoc. Szeregi wojów się przerzedzały. Ginęli kolejni wodzowie. Herkus Monte został w 1275 przez Krzyżaków podstępnie ujęty i powieszony pod Stabławkami (dziś w obwodzie kaliningradzkim), a po stwierdzeniu zgonu przebity mieczem – na wszelki wypadek. Powstanie dobiegło końca.

Odwet wzięty później przez Krzyżaków i krzyżowców na powstańcach, ich rodach i plemionach uznawany jest przez historiografów za jedną z najkrwawszych kart w dziejach ludzkości. Wraz z prawowitymi gospodarzami regionu unicestwiona została licząca wówczas grubo ponad dwa tysiąclecia nieznana dziś cywilizacja.

Gdyby powstanie zakończyło się sukcesem Prusów, a papież uznał racje zwycięzców, prawdopodobnie powstałoby ich silne, scentralizowane państwo, a wówczas dzieje Europy, zwłaszcza Polski i Niemiec, potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Autor: Iga Burniewicz / Źródło: Dziennik Polska The Times

 
REKONSTRUKCJA HISTORYCZNA – PRUSOWIE , KRZYŻACY I LITWINI XIII-XV WIEK :
http://prusland.blogspot.de/

CZYTAJ WIĘCEJ :

Prusowie – pogańska śmierć :
http://ryuuk.salon24.pl/370754,prusowie-poganska-smierc

„ Jeśliś ochrzczony , bierzmuję cię mieczem ! ” :
http://ryuuk.salon24.pl/371034,jeslis-ochrzczony-bierzmuje-cie-mieczem
 

Gdzie podziali się Germanie ? – Winicjusz Kossakowski / Dobrogost – Nasi młodsi bracia Germanie / 4000 lat naszej nieprzerwanej żywej tradycji

Sierpień 1, 2012 9 uwag

Winicjusz Kossakowski – Gdzie podziali się Germanie?

 

Artykuł pod tym tytułem opublikował Analityk. Autor zaznacza że, dane do opracowania są z „Distribution of European Y- chromosome DNA ( Y-DNA) haplogroups by country in percentage”.

Autor razem z naukowcami germańskimi szuka Haplogrupy chromosomu Y dla narodów uważanych za Germanów.

Niżej ważniejsze cytaty z opracowania pana Analityka.

Haplogrupa I

   HAPLOGRUPA    R1a

Poznawanie haplogrup zacznijmy od chyba dla nas najciekawszej, bo nosi ją ponad 50% obywateli naszego kraju, jak i krajów sąsiednich. Mutacja pojawiła się około 21 tys. lat temu na terenach południowej Rosji. Na naszych terenach jej przedstawiciele to kultura ceramiki sznurowej 3300 – 2500 lat p.n.e. Ekspansja tej haplogrupy związana jest z udomowieniem konia na stepach Eurazji. Ludność ta była na tyle ekspansywna, że dziś stanowi ponad 20% populacji tak oddalonych obszarów jak zachodnia część Skandynawii i Islandia. Należy dodać, że 80% populacji najwyższych kast w Indiach jest posiadaczką tej haplogrupy.

HAPLOGRUPA  R1b

Mówiąc o tej haplogrupie należy wspomnieć dzieje Europy z okresów V – VIII w. Dotychczasowa historia opisywała ten czas jako ekspansję ludów germańskich, które spychały Celtów na tereny dzisiejszej Brytanii, Walii, Szkocji. Ale  porównajmy te informacje z częstotliwością występowania  haplogrupy R1b na tych terenach. O ile w krajach dziś uważanych za germańskie(Niemcy, Austria, Szwajcaria) haplogrupa R1b występuje u 40 -50% mieszkańców, o tyle w Irlandii, Szkocji, Walii, zachodniej Francji, gdzie mówimy o potomkach Celtów, występuje ona u około 80% mieszkańców. To grupa ewidentnie skojarzona z Celtami. I co ciekawe, jest to haplogrupa młodsza od R1a, bo pojawiła się około 20 tys. Lat temu w okolicach Morza Kaspijskiego i centralnej Azji.

HAPLOGRUPA  I 1

Jako pre – germańską haplogrupę niektórzy chcą określić haplogrupę I 1.  Haplogrupa I, jest to najstarsza haplogrupa Europy, występowała z bardzo dużym prawdopodobieństwem u przeważającej większości ludzi z Cro – Mangan. Tak samo najstarsze budowle megalityczne tworzyli ludzie z tą haplogrupą. Później, między 10 a 5 tys. lat temu w Jutlandii i Skandynawii wyizolowała się z niej haplogrupa I1. Jest to grupa dziś stosunkowo nieliczna. Praktycznie nosi ją 30 – 40% ludności w środkowej Skandynawii i na Islandii. W krajach przez historie określanych jako germańskie występowanie I1 odnotowuje się w zakresie 10 – 20% . Nie ulega wątpliwości, że  to lokalna , skandynawska i stara mutacja mająca  niewielkie znaczenie w dzisiejszej Europie i na pewno nie byli to ci Germanie, którzy mogliby podbijać rozwinięte cywilizacje takie jak Cesarstwo Rzymskie.

 R1a1g7 a kultury archeologiczne

GDZIE SĄ WIĘC „CI” GERMANIE?

 

Powyżej przedstawiony sposób rozumowania i uzyskane wartości wskazywały by wyraźnie, że nie było migracji ludów germańskich do Europy. Ludy jakie przywykliśmy określać plemionami germańskimi to przemieszana ludność skandynawska I1, słowiańska R1a i celtycka R1b, którą połączyły wspólne interesy, wspólnota zamieszkiwanych terenów i wreszcie wspólny wódz, który poruszył ich do parcia na Rzym.

Jednak oddajmy głos obrońcom tezy, że Germanie wywodzą się od potomków starej europejskiej haplogrupy I1, której nosiciele zostali zastąpieni R1b. Jakie mają argumenty?

Po pierwsze – poligamia.

Mężczyzna o wyższym statusie społecznym miał szansę spłodzić dzieci

z większą liczbą kobiet. Indoeuropejczycy którzy wnieśli do Europy zarówno  udomowionego konia, jak i brąz, musieli uzyskać wyższy statut materialny nad autochtoniczną ludnością z grupy I1, co zapewniało im więcej potomstwa. Po drugie w wyniku walk ginęli mężczyźni lokalnych ludów (gorzej uzbrojeni i mniej waleczni), co w połączeniu z tym, że w grupie najeźdźców było zwykle więcej mężczyzn niż kobiet, tworzyło sytuację, w której po inwazji rodziło się więcej dzieci przybyszów niż dzieci ocalałych autochtonów. Po trzecie wskazują , że posiadacze R1b mogą wykazywać się większą predyspozycją do płodzenia chłopców w porównaniu do I1. O sukcesie rozprzestrzeniania się haplogrupy chromosomu Y decyduje sprawność plemnika  w stosunku do niosącego  chromosomu X u mężczyzn  z hapologrupą I1, prawdopodobieństwo spłodzenia potomka męskiego byłoby mniejsze niż u nosicieli R1b.

Ta linia obrony Skandynawii jako kolebki Germanów wykazuje, że I1  zarówno pod względem możliwości przekazywania genów, jak i cywilizacyjnym była recesywna. Tak więc ludność nosząca ten chromosom nie mogła być terytorialnie ekspansywna, czym wykazały się w historii ludy zwane Germanami.

Jednak, jakby nie patrzeć , to sukces tzw. ludów germańskich to okres, w skali genetyki,   stosunkowo niedługi. Ostatecznie to niewiele ponad tysiąc lat. Tak więc ludami, które w historii zapisały się jako ludy germańskie były połączone wspólnym interesem ludy niosące mutacje I1, R1a, R1b, czyli Skandynawowie, Słowianie i Celtowie z dzisiejszym udziałem w populacji (20% – 20% – 40%).

A KIM SĄ POLACY?

W roku 2009 w haplogrupie R1a1 odnaleziono kolejne mutacje wyodrębniając ciekawą dla nas haplogrupę R1a1a7, której wiek określono na 10,7 tys. Lat. Patrząc na rozkład w populacjach genetycy stwierdzili, że najwięcej przedstawicieli tej grupy mieszka w centralnej, a później w południowej Polsce. Stąd przyjmuje się, że właśnie w Polsce 10,7 tys. Lat pojawiła się mutacja, której posiadacze co najmniej od tego czasu zamieszkują tereny dzisiejszej Polski, stąd ta mutacja rozprzestrzeniła się na zewnątrz m. in. Na Bałkany, do Grecji, na Kretę, gdzie występuje u 2-3% populacji. Prowadzone badania antropologiczne kultur zamieszkujących Polskę zdają się to potwierdzać.

UGROFINOWIE

 

Haplogrupa N1c1 pojawiła się 12 tys. Lat temu w Syberii. Przyniesiona do Europy przez lud stepowy. Najczęściej występuje w Finlandii 58%, w Estonii 34%, Węgry 1%. U Węgrów współczesnych grupą dominującą jest R1a od 32% do 60%, czyli mutacja słowiańska. Jeden procent Madziarów zdominował ludność słowiańską i narzucił jej swój język.

Opierając  się na tym wynaturzeniu, szukał bym odpowiedzi na tytułowe pytanie:

„Gdzie podziali się Germanie ?”

Skąd język germański w środku Europy?

W tym miejscu musimy oderwać się od genetyki. Tadeusz Miller w pracy „3 tysiące lat państwa polskiego”, zamieścił mapkę wędrówki  plemion germańskich wraz z opisem.

Wg uczonego niemieckiego Fressela, Germanie mieszkali pierwotnie w Azji w okolicach Samarkandy. Stąd przez stepy nadkaspijskie, wyżynę wschodnioeuropejską, Wałdajską dotarli nad Bałtyk. W dalszej wędrówce z brzegów zatoki fińskiej przedostali się po lodzie na wyspy Alandzkie a następnie przez Zatokę Botnicką – na Półwysep Skandynawski. W okolice Sigtuny, Upsali i Birki, które stały się ich nowym miejscem osiedlenia. W VI w. przed narodzeniem Chrystusa próbowali zasiedlić północną część półwyspu Weneckiego, dziś nazwanego Jutlandzkim, łącząc się z miejscową ludnością słowiańską rozpoczęli wyprawy na Europę Zachodnią. Byli cenieni za doświadczenie wojenne i organizacyjne. Korzystali z ich pomocy militarnej książęta słowiańscy i legiony Rzymu. W czasie rozpadu Cesarstwa Rzymskiego nastąpił bunt w armii. Poszczególni dowódcy wykrajali z imperium niewielkie tereny i tworzyli własne księstwa. Z kolei ich koledzy, silniejsi militarnie, zagarniali je pod swoją komendę. Ostatecznie razem ruszyli złupić Rzym. („Imperia i barbarzyńcy migracje i narodziny Europy” – Peter Heather).

Nowo utworzona religia, wzorowana na powszechnie wyznawanym Mitraizmie (odłam z religii Zaratustry) Edyktem Mediolańskim z 313 r. miała za zadanie scalić narody imperium w jeden monolit z podstawowym prawem nadającym moc cesarzowi: „Władza pochodzi od Boga”.

Cesarz popełnił podstawowy błąd, zatrudniając do pracy w Nowym Kościele, na stanowiskach kapłanów, usłużnych Judejczyków. Wkrótce to się zemściło i imperium przestało istnieć. W czasie marszu na Rzym zbuntowanych wojsk zaciężnych zwanych braćmi i przyjaciółmi (germanus) , chrześcijanie służyli im pomocą. Rzym zdobyła armia składająca się z 10 tys. buntowników. Miejscowa hierarchia kościelna zwęszyła w ty własny interes – „Władzę nad całym imperium pod zmienioną nazwą”.

Przyjaciołom i braciom oddano władzę cywilną zostawiając sobie „władzę boską”, czyli mianowanie Cesarzy Rzymskich Narodu Niemieckiego, podczas naprędce wymyślonych rytuałów koronacji i wyświęcania.  Cesarz stał się zbrojnym ramieniem Nowego Kościoła, którego armię skierowano na „nawracanie” Słowian.

Powszechnie wiadomo, że założycielami miasta Rzymu i pierwszego państwa na półwyspie byli Etruskowie. Z ostatnio odczytanych zabytków wynika, że Etruskowie posługiwali się językiem słowiańskim, to oni Słowian mieszkających pomiędzy Wisłą i Renem uważali za braci i tak ich nazwali – po łacinie „germanus”. Tak wynika z logicznego rozumowania. Nazwa ta pojawiła się w dziele Tacyta, którego jedyny egzemplarz został odnaleziony w opactwie Hersfeld w Niemczech z którego, jak złośliwi twierdzą – „Jeszcze atrament nie wysechł” i w 1456 roku przeniesiony do Włoch.. W IX wieku n.e. Cesarz Porfirogeneta zostawił wiadomość, że Germanie (bracia) mówili językiem słowiańskim.

Nowo utworzona mieszanka etniczna ze zbuntowanych najemników składających się ze Słowian, Skandynawów  i miejscowej ludności celtyckiej, dostała zaszczytne miano „Braci” po  sprzymierzeńcach słowiańskich.

Kim byli ci, którzy przynieśli język zwany współcześnie germańskim?

Ich haplogrupy szukałbym wśród kilkuprocentowych mutacji współczesnych Germanów.   Może warto poszukać genetycznego materiału porównawczego w  okolicach Samarkandy, jak sugeruje niemiecki uczony Fressler. Mogło się powtórzyć wynaturzenie, jak w przypadku Madziarów.

Oczekuje wdzięczności za konstruktywną podpowiedź od współczesnych Germanów, których braćmi, za ich wybryki w Europie, nikt nie chce nazywać. – No, może ostatnimi czasy – „nasi”.

Jeszcze jedno spostrzeżenie. W zabytkach odnalezionych w Priwlitz jest tabliczka z brązu z wyrytym aktem małżeństwa opisanym alfabetem greckim wymieszanym z runami słowiańskimi. Treść napisu: Berofiej Barbara i anglik Soosnow  Bik – Kemekeiaam (str 183 „Polskie runy przemówiły”, wydanie z 2012 roku). Znaczenia słowiańskiego słowa Bik należy szukać w słowniku etymologicznym A. Brucknera . Czasownik  kemekejam kojarzę z klemą służącą do spinania. Zatem nie związek małżeński od związania  a spinanie od klemy. Proszę zwrócić uwagę, Anglik miał imię i nazwisko słowiańskie. Zabytek pochodzi z ery przedchrześcijańskiej o czym świadczy krzyż ośmioramienny. Czy przypadkiem Anglicy nie byli kiedyś Słowianami ?

Za tym pytaniem podąża następne. Czy inne plemiona uważane dzisiaj za germańskie nie są z pochodzenia i języka plemionami słowiańskimi?

 Winicjusz Kossakowski

Źródło: http://bialczynski.wordpress.com/2012/07/31/winicjusz-kossakowski-gdzie-podziali-sie-germanie/


Nasi młodsi bracia Germanie

Jeśli ktoś nie ma czystej miłości w sercu, otwartości i radosnej Słowiańskiej duszy – proszę niech tego nie czyta.

Jak wskazują badania genetyczne genotyp skandynawskich germanów pojawił się ok. 3000lat temu. Co o nich wiemy?
Uważa się, że do początków IV w. n.e. używano stosunkowo jednolitego języka pragermańskiego, którego początki owiane są tajemnicą. Uważa się, że język ten powstał w wyniku nawarstwienia się późnych dialektów praindoeuropejskich na bliżej nieokreślony substrat języków uraloałtajskich, co wydaje się przekonywujące. Wskazuje na to fakt występowania we współczesnych językach germańskich dużej liczby słów nieindoeuropejskiego pochodzenia – zwłaszcza tych związanych z morzem i żeglugą. Tak
więc początek Germanom dała jakaś grupa Słowian w połączeniu z ludami północnymi nieindoeuropejskiego pochodzenia. Jak wiemy Słowianie pierwotnie zamieszkiwali głównie ogromne obszary lądowe, jeśli więc jakaś grupa Słowian we wczesnym okresie ok. 5 tys lat temu zawędrowałaby na tereny Skandynawii, które to tereny uległy izolacji w wyniku ochłodzenia, jakie zaczęło się w tym okresie, nie posiadałaby określeń związanych z morzem i żeglugą, przez co zmuszona byłaby przejąć tego typu określenia od
miejscowych ludów. Łącząc się z miejscową ludnością naturalnym było przenikanie się języków, w wyniku czego ukształtował się i rozwinął w izolacji nowy język czyli pragermański.
Zarówno kultura materialna jak i duchowa Słowian znacznie przewyższała kulturę prymitywnych ludów autochtonicznych, przez co przyjęli oni tę kulturę – jak działo się to wszędzie – wnosząc do niej swoje pierwiastki, co stało się początkiem kultury pragermańskiej. Dalej kultura ta rozwijając się w izolacji przyjęła formę jaką poznaliśmy kiedy Germanie około początków naszej ery zaczynają pojawiać się na kartach historii.

Niewątpliwie kultura i wierzenia Germanów mimo okresu izolacji pozostała na tyle zbliżona do pierwotnej Słowiańskiej, że kiedy nasi młodsi bracia zaczęli powracać byli przyjmowani przez Słowian jako krewniacy, co zachowało się w dawnych językach germańskich, w których słowa przyjaciel, towarzysz były synonimami określającymi północnych Słowian. Potwierdza to również przyjacielski charakter wczesnej wędrówki dawnych Germanów przez ziemie Słowian. Kultura Germanów, ich mentalność i religia mimo
pokrewieństwa i niewątpliwych podobieństw różniła się od Słowiańskiej, czego wyrazem jest np. postać Thora i Odyna.
Odyn był najwyższym z bogów nordyckich – bóg wojny i wojowników, bóstwo mądrości, poezji i magii. Thor syn Odyna, drugi z najważniejszych Bogów -  Bóg burzy i piorunów, bóg sił witalnych, bóg rolnictwa, patron ogniska domowego i małżeństwa. Ci dwaj nordyccy Bogowie byli odbiciem dwu aspektów słowiańskiego najwyższego Boga znanego pod przydomkiem Swarożyca, którego innym odbiciem u ludów Grecji był Zeus. Nic więc dziwnego, że Germanie widzieli w Swarożycu i jego różnych aspektach Thora i Odyna,
zaś Słowianie w Odynie i Thorze widzieli Swarożyca. Tym niemniej Słowiański Swarożyc był Bogiem zdecydowanie bardziej przyjaznym i bliskim ludziom niż jego Germańskie odpowiedniki. Panteon Słowiański również różnił się od panteonu Germanów, jednak był on na tyle zbliżony, że i jedni i drudzy dostrzegali to podobieństwo i w Bogach przyjaciół dostrzegali aspekty swoich Bogów. Tym niemniej każdy z tych ludów kładł nacisk na zupełnie inne aspekty i inaczej je pojmował, inny był też stosunek tych
ludów do swoich Bogów i inna mitologia.

Bogowie skandynawscy byli surowi i mroczni jak klimat w jakim żyli ich wyznawcy, inne też stawiali wymagania swoim dzieciom, niż Słowiańscy Bogowie, którzy kochali swój lud, byli mu bliscy i troszczyli się o nich obdarzając ich dobrami w pięknym, o wiele łagodniejszym i przyjaznym klimacie słowiańszczyzny.
Bogowie skandynawscy budzili lęk i stawiali wysokie wymagania ich wyznawcom, aby nie skończyć w mrocznej otchłani Helli, córki Lokiego trzeba było za życia wykazać się nie byle czym zostając artystą, wspaniałym rzemieślnikiem lub bohatersko polec w boju. Jako że nie każdy mógł być wybitnym artystą najprościej było uniknąć piekła ginąc w boju, co też i Germanie czynili i co ukształtowało ich historię i sposób patrzenia na rzeczywistość. Zapewne właśnie ten strach przed Bogami i wysokie wymagania
jakie Oni stawiali sprawił, że Germanie stosunkowo chętnie przyjmowali Chrześcijaństwo, z jednej strony religię totalitarną bliską ich naturze, której Bóg podobnie jak Odyn konał na drzewie by zmartwychwstać, z drugiej jednak strony ten Bóg nie stawiał tak surowych wymagań, był wybaczający przez co nie było potrzeby poważnie brać Jego nauk, które nijak nie przystawały go Germańskiej mentalności.

Germanie nie tylko przyjęli nową religię, ale zdominowali i przekształcili ją na swój sposób, wprowadzili do niej swój sposób patrzenia na świat tworząc kulturę zachodniej europy, która jest całkowicie Germańska. Mimo iż przyjęli obcą religię nie umknęli przed Odynem i starymi Bogami, bo to nie było możliwe, dawni Bogowie pozostali jedynymi i wyłącznymi władcami ich dusz nie mniej strasznymi i wymagającymi. Mimo nowych form i imienia nadal bali i boją się swojego Boga, boją się straszliwego
królestwa Helli i wiedzą, że jedynym sposobem uniknięcia go, jest wykazanie się kunsztem lub/i toczenie nieustannej walki o dominację na każdym polu. Strach przed Bogiem, strach przed królestwem Helli determinują ich życie, sposób myślenia i patrzenia na świat, a ponieważ zachodnia kultura to ich świat, jest jaka jest: pełna wojen, podbojów, nieustannej walki o dominację i współzawodnictwa pozbawionego zasad na każdym polu, aby wykazać sobie, że jest się kimś na tyle wybitnym i lepszym od
innych by zasłużyć na łaskę Boga Odyna unikając Helli. Pięknie i przejrzyście mentalność tego ludu przeanalizował i zaprezentował Erich Fromm.

My Słowianie niewłaściwie rozumiemy i niewłaściwie oceniamy naszych młodszych Braci Germanów. Często zarzucamy im fałsz, hipokryzję, zakłamanie i wiele innych negatywnych cech – nie rozumiemy, że z ich perspektywy wygląda to zupełnie inaczej i jest jak najbardziej takie jakim to przedstawiają. Nie rozumieliśmy w przeszłości jak można w imię Boga miłosiernego nieść śmierć i pożogę najeżdżając spokojne nikomu nie wadzące ludy i dopatrywaliśmy się w tym fałszu, zakłamania i hipokryzji.
Tymczasem dla nich było zupełnie naturalne, że mordując nawracanych oddają im przysługę – pozwalają im polec w walce i trafić do Walhalli – więc postępują właściwie. Łupy i bogactwa zdobyte na nawracanych były zaś naturalną nagrodą jaką dawał im Odyn na znak, że jest z nich zadowolony – to widoma oznaka błogosławieństwa – podobnie jak majątek i powodzenie potwierdzają, że jest się wybranym przez Boga i będzie się zbawionym. Ostateczną oznaką słuszności i dowodem na to, że
Bóg jest po ich stronie jest dla nich zwycięstwo. Hitler przegrał więc nie miał racji, Bóg odrzucił jego koncepcję, jednak gdyby odniósł zwycięstwo dla Germanów byłby bohaterem i to właśnie zwycięstwo było by dowodem na to, że miał słuszność, a nie zwykli oni dyskutować z wyrokami Boskimi.

My Słowianie wszystko widzimy i postrzegamy inaczej niż nasi młodsi bracia Germanie, nasza relacja z naszymi Bogami oparta jest na miłości, nie na strachu. Nasi Bogowie wymagają od nas radości, braterstwa, zrozumienia i szacunku dla innych, nawet zupełnie odmiennych, dlatego nie postrzegaliśmy i nie postrzegamy ich jako zagrożenia. Czcimy Bogów ciesząc się z darów jakie nam zsyłają, radością i harmonią wypełniamy ich wolę i oddajemy im cześć, obrazą Bogów jest nie odnajdywanie radości w życiu,
fałsz czy brak szczerości. Kultywując cierpienie i inne mroczne rzeczy odwracamy się od Bogów, Oni jednak nigdy się od nas nie odwracają. Patrzymy na świat radośnie i z ufnością wierząc w dobro, a o tym co dobre a co złe nie decyduje zwycięstwo lub porażka. Nasi Bogowie również mają przerażające aspekty, jednak manifestują się one tylko wobec wrogów niszczących harmonię i zagrażających dobru, co najlepiej pokazują zapiski dawnych kronikarzy opisujących Słowian mówiące, że nie ma cnotliwszych
ludów, jednak zaatakowani stają się straszliwym żywiołem budzącym najwyższą grozę. Nasza Słowiańska natura jest otwarta, szczera, dobroduszna i wyrozumiała jak nasi Bogowie, a zarazem wrażliwa na niesprawiedliwość czy cierpienie obrażające Bogów. Dlatego patrząc na cokolwiek widzimy to zupełnie inaczej niż nasi młodsi bracia Germanie i nie winimy innych za nasze porażki, jak oni mają to w zwyczaju. Potrafimy podziwiać ich za to co godne podziwu i potępiać w nich to co warte potępienia, ale nie
potrafimy patrzyć na świat ich oczami, tak jak oni nie potrafią patrzeć na świat naszymi oczami. Nasi młodsi bracia zmieniają się, od kilkuset lat zaczynają mówić o równości, braterstwu, tolerancji i innych takich rzeczach, jednak jak mają to w zwyczaju wpadają w skrajności typowe dla młodych i typową gorliwość neofity – swoim zwyczajem próbują to wprowadzać mieczem, nie do końca rozumiejąc te nowe dla nich pojęcia. Być może nastał czas abyśmy jako starsi bracia spróbowali podzielić się
z nimi tą wiedzą, której poszukują. Podzielić się dla ogólnego dobra wszystkich, aby świat uczynić lepszym i radośniejszym miejscem. Oni jeszcze nie pojmują, że bombardowania, zbrojne napaści i okupacja, restrykcyjne prawo to nie są właściwe metody niesienia ludziom wolności, równości, braterstwa czy tolerancji. Czy możemy nauczyć ich przestać się bać wszystkiego co odmienne, uwolnić ich od życia w strachu i nauczyć radości życia bez nieustannej walki i współzawodnictwa? Może tak, a może nie,
ale myślę, że warto spróbować tym bardziej, że oni tego poszukują i jesteśmy im to winni jako starsi bracia.


Autor:
Dobrogost

4000 lat naszej nieprzerwanej żywej tradycji

W niniejszym tekście nie będę się odwoływał do hipotez formułowanych przez naszego najwybitniejszego archeologa genialnego prof. Witolda Hensela, ani do najnowszych badań antropologicznych Prof. Janusza Piontka, ustaleń dr Roberta Dąbrowskiego, teorii kurhanowej, ustaleń prof. Mario Alinei Czy też pracy Tadeusza Millera chcę tylko zasygnalizować pewną rzecz dobrze znaną każdemu, kto interesuje się choć trochę archeologią naszych ziem. Dla zilustrowania tego o czym chcę napisać kilka słów przytoczę za prof. Tadeuszem Sulimirskim pewien przykład:

„(…) przy tej sposobności należy za Konradem Jeżdżewskim podkreślić niezwykłą trwałość szeregu ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie, których część sięga bez porównania dalej w zamierzchłą przeszłość aniżeli wspomniane wyżej tradycje sarmackie. Są to przy tym tradycje oparte o realne fakty lub wydarzenia, jak wykazały wyniki badań archeologicznych. Doskonałym tego przykładem jest jeden z kurhanów z wczesnej epoki brązu, z czasów ok. 4000 lat temu, badany w Balicach koło Mościsk. Kurhan ten był jednym z mniejszych w grupie trzynastu, lecz według miejscowej tradycji pochowano w nim jakiegoś potężnego i bogatego władcę. Badania kurhanu wykazały, że grób w nim odkryty został najbogaciej wyposażony ze wszystkich w całej grupie i niewątpliwie był grobem jakiegoś miejscowego władcy.”

Tego typu przykładów jest sporo przy czym warto podkreślić, że te ludowe przekazy często leżą w całkowitej sprzeczności z aktualną wiedzą historyczno archeologiczną a jednak późniejsze wykopaliska potwierdzają w całej rozciągłości precyzję tych przekazów jak miało to miejsce np. w przypadku datowania kopca Kraka.
Oznacza to oczywiście ciągłość i precyzję ludowych przekazów, ale wynika z tego o wiele więcej na co nikt nie zdaje się zwracać uwagi.

Zgodnie z ogólnie przyjętymi hipotezami naukowymi nasze zimie w przeszłości miały być zamieszkiwane przez różne ludy różnego pochodzenia z których to jedne ludy podbijać miały i przeganiać lub wyżynać ludy wcześniejsze, miały też być okresy powszechnego wyludnienia a gdzieś w okresie początków naszej ery miały się tu zjawić ludy prasłowiańskie, które to wszystko od nowa zasiedliły przynosząc nową kulturę, język i nowe tradycje. Gdyby cokolwiek z tego było prawdą nie było by mowy o niezwykłej trwałości ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie dotyczących wydarzeń sprzed 4000 lat. Jakakolwiek migracja ludu z określonego obszaru, wyludnienie i przybycie innego ludu na te tereny położyło by ostatecznie i nieodwołalnie kres takiemu precyzyjnemu ustnemu przekazowi. Ponieważ jednak te przekazy zachowały ciągłość i precyzję przez co najmniej 4000 lat nie może być żadnych wątpliwości, że hipotezy o okresowym wyludnianiu czy wypieraniu jednych ludów przez drugie musi być całkowicie chybiona.
Hipotezy o najazdach, wyżynaniu czy wypieraniu jednych ludów przez inne jak i okresach wyludnienia stworzono przede wszystkim w oparciu o mętne koncepcje antycznych historyków i interpretowaniu w tej manierze znalezisk archeologicznych czyli przede wszystkim zmienności kultur archeologicznych. Jednak zmienność kultur archeologicznych na przestrzeni tysiącleci wcale nie oznacza najazdów, podbojów czy w ogóle fizycznego przybywania nowych ludów na dane tereny a jedynie pojawianie się określonych trendów w kulturze materialnej na co zwraca uwagę większość wybitnych archeologów.
Alieksiej Smirnow jeden z najwybitniejszych znawców starożytnych ludów stepowych Eurazji opierając się na wynikach badań archeologicznych wyraźnie kwestionuje koncepcje podbojów czy wypierania jednych ludów przez drugie ponieważ badania archeologiczne wskazują wyraźnie na ewolucyjny charakter przemian kultur archeologicznych i ich stopniowego przenikania się o czym świadczy występowanie współistniejących kultur archeologicznych na tym samym obszarze i w tym samym czasie z czasem przechodzących jedne w drugie i niemożność wyraźnego oddzielenia zaniku jednych a nagłym pojawieniem się innych jak miało by to miejsce w przypadku najazdów czy podbojów.
Taką samą sytuację mamy na ziemiach Polski gdzie w drodze stopniowej ewolucji pod wpływem różnorakich czynników jedne kultury archeologiczne przechodzą w inne i często jest to proces bardzo długotrwały o trudnych do uchwycenia granicach czy ramach czasowych. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że na podstawie wykopalisk nie sposób ustalić dokładnego obrazu procesów historycznych ze względu na ubogi materiał co przy braku źródeł historycznych dotyczących pradziejów czyni wszystkie koncepcje hipotetycznymi opartymi na jak się często okazuje chybionych hipotezach – o czym świadczy wiele znalezisk zupełnie nie pasujących do utrwalonych hipotez i założeń. Przykładem mogą być wykopaliska dotyczące okresu kultury ceramiki wstęgowej rytej w którym to okresie ludność miała być bardzo rozproszona osady zaś miały liczyć do max 150 osób przeważnie zaś 15-30 mieszkańców przemieszczających się z miejsca na miejsce podczas gdy w Wyciążu z tego okresu odkryto osadę złożoną z kilkuset ziemianek kultury ceramiki promienistej.

Odchodząc od archeologii, która niewiele może wyjaśnić trwałość ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie przez tysiąclecia niezbicie dowodzi, że nasza tradycja trwa nieprzerwanie co najmniej od 4000 lat, potwierdza to również ciągłość kultu niektórych świętych źródeł trwający nieprzerwanie od czasów neolitycznych do czasów historycznych. Innym przykładem może być ciągłość przedchrześcijańskiego kultu na górze Ślężą sięgającego co najmniej epoki brązu.
Co najmniej 4000 lat naszej nieprzerwanej tradycji powinno nas skłonić do refleksji szczególnie, że jesteśmy już ostatnim pokoleniem mającym z nią związek.

Rok 1990 możemy uznać za datę początku kresu naszej długotrwałej tradycji, kultury i języka. Nie do uniknięcia jest fakt, że za kilkanaście najdalej kilkadziesiąt lat przestaniemy istnieć jako naród a nasz język ulegnie zapomnieniu a my podzielimy los Słowian połabskich. Oczywiście w 1990 roku nie zostaliśmy najechani przez obcy lud, który wyniszczył nas biologicznie jak być może powiedzą za kilkaset lat archeolodzy jednak otwarliśmy się na amerykańską pop kulturę, która całkowicie nas zdominowała. Młodsze pokolenia mimo iż jeszcze chwilowo mówią językiem Polskim są już całkowicie zamerykanizowane i jest to proces nieodwracalny. Każde dziecko uczy się języka angielskiego zaś brak znajomości tego języka uczyniono synonimem ciemniactwa i zacofania, powodem do wstydu. Już teraz młode pokolenie (szczególnie emigrantów) mówi jasno, że język polski jest niepotrzebny i powinien zostać zastąpiony angielskim i mimo miłości do Polskości trzeba uczciwie przyznać, że tych tendencji bez jakiś rewolucyjnych zmian nie sposób powstrzymać. Należy się więc pogodzić z oczywistym faktem, że najdalej za kilkadziesiąt lat nie tylko zniknie nasz języka, ale znikniemy jako naród.
Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro 150 lat germanizacji na nic się zdało to dlaczego miało by się to stać teraz. Otóż kiedy próbowano nas germanizować nie było mas mediów oraz my nie chcieliśmy się dać zgermanizować. Teraz sytuacja jest inna my chcemy być europejczykami, chłoniemy amerykańską kulturę masową i nie wyobrażamy sobie abyśmy mogli nie uczyć się angielskiego. Ośmieszana Polskość kojarzy nam się z paranojami PIS albo tzw. „faszystami” czy innymi „moherami” lub chorymi z nienawiści „Polakami katolikami” (zresztą to celowa i nadzwyczaj skuteczna polityka), uczy się ludzi myśleć, że polskie znaczy zacofane, dziadańskie – ogólnie obciach – do tego dochodzą „reformy szkolnictwa”, zaśmiecanie języka i wiele innych działań. Te działania już przyniosły efekty, które są nieodwracalne. Gdyby przyszło mi pożyć jeszcze kilkadziesiąt lat to w języku swoich przodków będę mógł sobie pogadać w tajemnicy z innymi staruszkami, którzy nie znając dobrze angielskiego nie będą mogli nawet wnukom przekazać starych opowieści – inna sprawa, że wnuki grając w komputerowe gry i oglądając kreskówki będą miały w … majaczenia sklerotycznych dziadków.
Chociaż jeśli się tak głębiej zastanowić to docelowo językiem wnuków będzie język niemiecki przez wzgląd na sąsiedztwo i uwarunkowania ekonomiczne czyli w ostatecznym rozrachunku będzie to doskonała powtórka losu Polabian.


Autor:
Dobrogost

Przyznam, że długo się wahałam, czy wrzucić poniższy wiersz, napisany przez pochodzącego z Tylży (wówczas Tilsit) Johannesa Bobrowskiego (1917-1965). Wahałam się bo… nie ominęło go wcielenie do Wehrmachtu, nie ominęła walka przeciwko Polsce…
Poniższy wiersz jest jednak bardzo ciekawym zjawiskiem. Oto Niemiec, chrześcijanin, opisuje chrystianizację (czyt. mordownię, holocaust) pogańskich Prusów, przeprowadzoną w 13-tym wieku przez sprowadzonych w tym celu Krzyżaków. Jest to pewnego rodzaju wyznanie winy.
Bobrowski opisuje piękno pogańskiej krainy, zestawiając ten obraz z krwawym obrazem nowej wiary i jej uzbrojonych, bezwzględnych wyznawców. Krzyż nazywa “szubienicą”.
I jeszcze coś – lasy, wzgórza, źródła tej krainy poetycko obdarza pamięcią, tęsknotą, żalem; one wciąż mówią, szepczą, śpiewają swe prastare opowieści… Ich schrystianizować się się nie dało…

Pruzzische Elegie

Dir
Ein Lied zu singen,
Hell von zorniger Liebe -
Dunkel aber, von Klage
Bitter, wie Wiesenkräuter
Nass, wie am Küstenhang die
Kahlen Kiefern, ächzend
Unter dem falben Frühwind,
Brennend vor Abend -
Deinen nie besungnen
Untergang, der uns ins Blut schlug
Einst, als die Tage alle
Vollhingen noch von erhellten
Kinderspielen, traumweiten -
Volk
Der schwarzen Wälder,
Schwer andringender Flüsse,
Kahler Haffe, des Meers!
Volk
Der nächtigen Jagd,
Der Herden und Sommergefilde!
Volk
Perkuns und Pikolls,
Des ährenumkränzten Patrimpe!
All deiner Götter!
Volk,
Wie keines, der Freude!
Wie keines, keines! Des Todes -
Volk,
Vor des fremden Gottes
Mutter im röchelnden Springtanz
Stürzend -
Wie vor ihrer erzenen
Heermacht sie schreitet, aufsteigend
Über dem Wald! wie des Sohnes
Galgen ihr nachfolgt! –
Namen reden von dir,
Zertretenes Volk, Berghänge,
Flüsse, glanzlos, doch oft,
Steine und Wege -
Lieder abends und Sagen,
Das Rascheln der Eidechsen nennt dich
Und, wie Wasser im Moor,
Heut mein Gesang, -

Autor: Malwa

Wstrząsający wiersz…
Widocznie przeżycia wojenne i niewola obudziły w Bobrowskim Ducha praprzodków.

Ten wiersz jest wołaniem jego duszy za przeszłością i jej Duchem.
Wydaje mi się tylko, że on nie “obdarza” lasów, wzgórz i źródeł pamięcią. On WIE – że one ją mają…I nauczył się słuchać ich mowy i opowiadań…

Próbowałem wiersz przetłumaczyć na polski. Ale jest to niezwykle trudne, Nie znajduję np. poetyckiego odpowiednika wersu: Untergang, der uns ins Blut schlug.
Po polsku byłoby to całkiem inaczej…

Ten wiersz Bobrowskiego jest jednoznacznie wyrazem jego bólu nad pogańskim ludem Prusów, jego kulturą i jego nieszczęsnym losem zgotowanym przez niszczycielskich krzyżaków. Jest też tęsknotą do wartości pogańskich – czci ożywionej duchem Przyrody i radości życia.

Przypominam w tym miejscu, że aż 30 % Niemców ma słowiańskie pochodzenie (wg badań szwajcarskiej firmy Igenea).

Autor: opolczyk
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/21/powrot-do-poganskich-korzeni/

Elegia o ludu Prusów :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/01/elegia-o-ludu-prusow/

His name made me vaguely recall poems about pagan Prussia that impressed me years ago. I’ve just been refreshing my memory from my Penguin „Twentieth Century German Verse”:

„Volk
der schwarzen W?lder,
schwer andringender Fl?sse,
kahler Haffe, des Meers!
Volk
der n?chtigen Jagd,
der Herden und Sommergefilde!
Volk
Perkuns and Pikolls,
des ?hrenumkr?nzten Patrimpe!”

Johannes Bobrowski Pruzzische Elegie

Note that use of „Pruzzische”, not „Preussische”, which I suppose would suggest modern Germanic rather than Slavic Prussia.

In Balto-Slavic mythology, Perkuno was the supreme thunder-god, Pikollo was the god of death and Potrimpo was the corn-spirit. When Christianity was forced on the Prussians in 988, the oak idol of Perkuno was thrown into the Dnieper.

Harry

Bobrowski, Johannes – Pruzzische Elegie – Lutz Görner, der Rezitator: Gedicht des Tages :

Johannes Bobrowski was born in 1917 in Tilsit, Germany. His studies in art history in Berlin were interrupted by the war, and he fought on the Eastern front, where he began to write poetry. He was captured by the Russians and was a prisoner of war (working in a coal mine) until 1949, when he returned to Germany, living in East Berlin and working as an editor for a publishing house until his death in 1965. His works became known in West Germany only in 1960, through an anthology of East German poems published there. He published two novels, three collections of short prose, and two volumes of poetry in his lifetime (another, Wetterzeichen ? Weathersigns ? appeared posthumously, in 1966). Bobrowski?s most famous work is the novel Levin?s Mill, which has been translated into English.

?Sarmatische Zeit? (The Land of Sarmatia), poems, 1961
?Schattenland Str?me? (Shadowland), poems, 1962
?Levins M?hle, 34 S?tze ?ber meinen Gro?vater? (Levin?s Mill,34 Stories About My Grandfather ) novel, 1964
? Boehlendorff und M?usefest” Short stories, 1965
?Litauische Claviere ? (Lithuanian Pianos), novel, 1966
?Wetterzeichen? (Weathersigns), poems, 1967
?Der Mahner? (The Admonisher), short stories, 1967 translated with ?Boehlendorff und Mausefest” as ?I Taste Bitterness? in 1970
?Im Windgestr?uch? (In the windy wilderness), poems, 1970

Walki z profanacją Słowiańszczyzny cd. … Korespondencja z drem Brzostowiczem – Odpowiedź dra Piotra Beina

Lipiec 18, 2012 7 uwag

Słowianin:

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/07/26/zawiadomienie-o-popelnieniu-przestepstwa/

Fragment z publikacji RKP ( Rodzimy Kościół Polski ) :

„Słowianie musieli się wyrzec nie tylko własnego wyobrażenia (najwłaściwszego dla siebie sposobu zbliżenia się do) Boga, lecz także Jego imienia. Podczas przymusowej chrystianizacji wierni Wierze i tradycji Słowianie poddawani byli wielorakim okrutnym karom, za nie przestrzeganie tego zakazu karano bardzo surowo, często ścięciem głowy mieczem, paleniem na stosach, dożywotnimi lochami w podziemiach biskupich zamków, za śpiewanie ‚pogańskich’ pieśni wyrywano tak kobietom jak i dzieciom i mężczyznom języki, żerców rozrywano na strzępy końmi. Wiele kar czekało Słowian z ręki ich oprawców, nawet takie jak te za niedotrzymanie postu w piątek kiedy kat wybijał ‚grzesznikowi’ zęby.”

„I ci barbarzyńcy naszych przodków przedstawiają jako prymitywnych i złych ‚pogan’.” opolczyk

Szanujmy naszych słowiańskich bogów :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/24/szanujmy-naszych-slowianskich-bogow/

„Za Chrobrego chłopu za złamanie postu wybijano zęby. Złapanego za to samo drugi raz zabijano! Na ustach nosili jahwiści miłość bliźniego, a w sercach mieli pychę, nienawiść i żądzę mordu.
Katolicyzm-jahwizm podstępnie przywłaszczył sobie nasze pogańskie tradycje, zwyczaje, obrzędy a nawet daty świąt. Siano pod obrusem na ‚wigilię’ Szczodrych Godów (po skatoliczeniu ‚boże narodzenie’) czy pisanki na Jare Gody (po skatoliczeniu ‚wielkanoc’), to nasze pogańskie, a nie katolickie tradycje.
Gdyby odrzeć katolicyzm-jahwizm ze wszystkich przywłaszczeń, zostałyby jemu ofiary plemiennemu Jahwe w ichnich kościołach i sabat. Nawet niedzielę (dzień słońca) i krzyż sobie przywłaszczyli. Krzyż był symbolem solarnym – symbolem boga Słońca. Jahwiści z belki, na której powieszono Joszuę zrobili ‚krzyż’ i ustanowili tę rzymską szubienicę jako ich symbol (IV wiek) podszywając się pod krzyż solarny.
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/04/07/chrzescijanstwo-ideologiczna-bron-masowego-razenia-o-swiatowym-zasiegu/
Dalej…
XIII w. – bulla papieska potępia praktyki ‚pogańskie’ w stołecznym Krakowie.
XV w. – jahwista Długosz skarży się, że Polacy nadal obchodzą pogańską Kupałę.

XV w. – synod biskupów w Poznaniu potępia pogańskie praktyki nadal żywe u Polaków.
XVII w. – jahwiści próbują pogańskie ‚topienie Marzanny’ zastąpić zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież. Bez powodzenia. Z ambon naziemny personel biblijnego psychopaty Jahwe nadal potępia pogańskie praktyki Polaków.
XIX w. – Zorian Dołęga Chodakowski na wsiach odnajduje pamięć o pogańskich bogach. Polacy nadal pamiętają ich imiona, zachowują stare obrzędy!

A dzisiaj w Polsce istnieją pogańskie Związki Wyznaniowe i wzrasta ilość ludzi szukających naszych prawdziwych korzeni. Katolicy-żydłacy-jahwiści powinni wynieść się do ich ‚ziemi świętej’ – nad Jordan. Dość bezczeszczenia polskiej, słowiańskiej ziemi ‚rzymską szubienicą’ znad Jordanu.
Katolicy… Wynocha z naszych świętych gajów!!! I z naszej świętej słowiańskiej Ziemi.”

” …proszę więcej szacunku wykazać dla naszej słowiańskiej tradycji. Nasi praprzodkowie – i my, poganie rodzimowiercy – mamy bogów a nie ‚bożków’. Swarożyc, Swaróg, Świętowit, Trygław czy Mokosz (bogini) są bogami a nie ‚bożkami’. Bożkiem jest biblijny hebrajsko-chrześcijański, plemienny Jahwe, atrapa boga.
Jeśli my sami nie będziemy szanowali naszych bogów, to kto uczyni to za nas?”

O SŁAWIAŃSZCZYŹNIE PRZED CHRZEŚCIJAŃSTWEM :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/15/o-slawianszczyznie-przed-chrzescijanstwem-2/

„Tekst ten jest o tyle istotny, bo napisany został w 1818 roku – krótko po agonii i upadku Rz’plitej. Jak się okazuje, już wówczas byli światli ludzie, którzy w ‚nowej wierze’ zrodzonej u  Izraelitów widzieli przyczynę upadku Polski (od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi). Język autora jest nieco ‚staropolski’, ale jest pięknym świadectwem jego żywego przywiązania do tradycji słowiańskiej. Pytaniem jest, dlaczego o tej słowiańskiej tradycji nie uczą w Polsce w ‚polskich’ szkołach. Nawet za komuny o tym nas nie uczono. Co zresztą nie dziwi. Bo choć komuna była ateistyczna, ale była żydowska – była żydo-komuną. I nie zależało jej na rozbudzeniu w nas ducha polskości bazującego na Słowiaństwie.

Polecam też  ‚Na pohybel katolictwu’” : http://toporzel.pl/teksty/wacyk3f.html

opolczyk

Pogańskie korzenie Bożego Ciała :


„Jak głoszą niektórzy teolodzy ze świętem Bożego Ciała wiążą się symbole, które swoimi korzeniami sięgają czasów pogańskich. Do najważniejszych należy monstrancja, czyli złoty kielich, w którym umieszczone jest mistyczne ciało Chrystusa. Niegdyś był to symbol Wielkiej Matki. Naczynie to wiązało się z narodzinami, śmiercią i odrodzeniem. Tę symbolikę przejęło później chrześcijaństwo, które jednak odwróciło pradawne reguły: kielich z hostią zaczął wyobrażać ciało Chrystusa i świętego Graala ze średniowiecznych legend, zaś księżyc stał się atrybutem Matki Bożej.
Do innych zwyczajów wywodzących się z czasów pogańskich należy święcenie ziół i kwiatów w ostatnim dniu oktawy Bożego Ciała. Wiązankę lub wianuszek składający się z różnych gatunków ziół, które można zbierać na przełomie maja i czerwca. Najczęściej są to: macierzanka, dziurawiec, rumianek, rozchodnik, glistnik jaskółcze ziele oraz mięta. Tak skomponowany wianuszek należało wzmocnić łykiem lipowym (wszelkie sznurki wykonane ze sztucznych tworzyw są niewskazane, ponieważ zaburzają naturalny przepływ energii w roślinach). Po poświeceniu należało go zasuszyć i wykorzystywać przez cały rok w celach leczniczych zarówno dla ludzi jak i zwierząt.”

„Skoro to jest pogańskie święto, to dlaczego chrześcijanie je obchodzą?”

„Ponieważ Kościół zaadoptował już istniejące święta = obrzędy z kultury tzw. pogańskiej, a raczej słowiańskiej, która na naszych terenach obowiązywała. Także Boże Ciało, jak w zasadzie wg moich ‚badań’ wszystkie święta chrześcijańskie, takie korzenie posiada. Symbolika zresztą jest archetypowa i uniwersalna…”
http://anetpfajfer.wordpress.com/2012/06/07/pganskie-korzenie-bozego-ciala/
 

Religia pogańskich Słowian była ściśle związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczał naturalny cykl upraw i zjawisk atmosferycznych, od narodzin do życia wiosną, poprzez letni rozkwit, jesienny czas zbierania plonów i zimową martwicę. Podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki – Ziemi.
Święto Matki Boskiej Zielnej :
http://anetpfajfer.wordpress.com/2012/08/15/swieto-matki-boskiej-zielnej/

Płoną święte dęby na świętej pogańskiej Ziemi … :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/23/plona-swiete-deby-na-swietej-poganskiej-ziemi/

 

Szatański Plan ! Subkultury na tapecie Kościoła Katolickiego ! :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/19/szatanski-plan-subkultury-na-tapecie-kosciola-katolickiego/

Originally posted on Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina:

Szanowny Panie Dyrektorze Drze Michale Brzostowicz

Chciałbym dołączyć się do krytyki niedawno przedstawionej przez Pana Andrzeja Szuberta, odnośnie imprezy ahistoryczno-propagandowej “Festiwal kultury słowiańskiej i cysterskiej”. Zgadzam się z nim, że filmik z imprezy przedstawia gwałt kultury chrześcijańskiej-łacińskiej na słowiańskiej oraz profanację świętości wciąż drogich zwolennikom prastarej wiary i kultury Słowian.

Dziwaczna nazwa festiwalu przybija gwóźdź do kulturowej trumny. Inscenizacja przywołuje na myśl sterowane politycznie dla obcych interesów obecne wydarzenia w Syrii, w wykonaniu najemnych bandytów i miejscowych skrajnych fanatyków religijnych. Jest to powtórka podjudzonej i wspartej z zewnątrz przemocy sekciarskiej, przećwiczonej w Kosowie na prawosławnych Serbach, zastosowanej w Iraku, Afganistanie i w Libii do zniszczenia istniejącego porządku. Wydarzenia te aprobują i przekłamują w RP służebni politycy i media przejęte przez wrogów narodu polskiego.

http://www.prisonplanet.pl/polityka/szokujace_filmy,p1627568346

Chciałbym dorzucić parę obiekcji do happeningu w Lądzie. Historię polskiego chrześcijaństwa sprzed chrztu łacińskiego wymazano z pamięci narodowej, a co mówić o wcześniejszej słowiańskiej! Wykopaliska i…

View original 1 966 more words

Kategorie:Edukacja, Historia, Kultura, Muzyka, Nauka, Polityka, Religia, Sztuka, Słowianie, Uncategorized, Wiadomości, Świat Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Linki polskie , Słowiańskie i pogańskie – Polish , Slavic & Pagan Links … ( wpis będzie uaktualniany )

Lipiec 2, 2012 Dodaj komentarz

null

 

Poniższa lista będzie na bieżąco uzupełniana.

http://www.lucivo.pl/

http://welesowy-jar.fm.interia.pl/new_page_6.htm

http://kolomir.blogspot.de/

http://interia360.pl/tag/slowianie,8151,1

http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/

http://toporzel.pl/lista.php?dzial_id=zadruga

http://boruta.6te.net/readarticle.php?article_id=22

http://www.rodzimawiara.org.pl/

http://slowianie.republika.pl/glowna.htm

http://www.rkp.w.activ.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1

http://www.tryglaw.org/main.php?action=artykuly

http://fronsac.republika.pl/mitologiaslowianska/glowna.htm

http://www.slowianskawiara.pl/indexpolska.html

http://bialczynski.wordpress.com/

http://www.taraka.pl/spis.php?cat=34

http://wolnemedia.net/?s=s%C5%82owianie

http://chrobacja.narod.ru/

http://www.national-geographic.pl/szukaj/wszedzie/1/dopasuj-slowa//S%C5%82owianie/

http://www.bukowa.szczecin.pl/artykuy/rodzima-wiara.html

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jare_swieto_pierwszy_dzien_wiosny_i_wielkanoc_127453.html

http://free.of.pl/s/sedruga/index.html

http://free.of.pl/m/mysticearth/mitologia/slowianska.html

http://mitologie.wordpress.com/swieta-slowianskie/

http://watranews.wordpress.com/2012/03/02/jare-gody-2012/

http://www.wierczanie.pl/index.php?akcja=wstep

http://www.zertwa.pl/

http://iwyakruk1.wordpress.com/

http://swastika.cba.pl/

http://www.rbi.webd.pl/swarga/swarzyca.php

http://pl.paganfederation.org/czym-jest-poganstwo/rodzimowierstwo-slowianskie/

http://www.youtube.com/user/Polonocentryzm

http://www.zb.eco.pl/bzb/8/

http://slovianskieslovo.pl/

http://www.nawia.org.pl/

http://www.kamienne.org.pl/

http://szatanskiplan.republika.pl/

 

Kategoria -  Słowianie :

http://wczesnedziejepolan.dbv.pl/viewpage.php?page_id=4

 

Posłowie do książki ” Wczesne Dzieje Polan ” :

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html

http://prusowie.pl/

 

Dlaczego ich unicestwiono ? :

http://inicjacja.wordpress.com/slowianstwo/

 

Wskrzeszając Bogów Słowian :

http://wilczy.krag.szm.com/art21.html

 

WALKI SŁOWIAN POŁABSKICH W OBRONIE WIARY , ZIEMI I WOLNOŚCI :

http://japoganin.blogspot.com/p/reakcja-poganska.html

http://religiaslowian.wikidot.com/slowianie-i-ich-mitologia

http://srebroperuna.pl/wici_historia.htm

 

Wikingowie na Rusi – Prof. W. Duczko :

http://histmag.org/forum/index.php/topic,10317.0.html

 

SŁOWIANIE – ARIOWIE , SCYTOWIE , HELLENOWIE ? :

http://inicjacja.wordpress.com/slowianstwo/

http://www.upadeknarodu.cba.pl/slowian.htm

http://wilczy.krag.szm.com/art21.html

http://www.ashervah.republika.pl/menu.htm

http://www.tryglaw.com/Wiedza.htm

http://www.eioba.pl/a/1pel/slowianstwo-rodzima-wiara-ukrainska

http://acn.waw.pl/qkiel76/czywiesz.htm

http://www.jprzybyl.com/index.php?option=com_phocagallery&view=category&id=10%3Amitologia-sowiaska&Itemid=60&lang=pl

http://swastika.cba.pl/kult.htm

http://www.niklot.org.pl/tryglaw.html

http://gniazdo.rodzimowiercy.pl/

http://rodman.most.org.pl/J.T.Babel10.htm

http://religie.najlepsze.net/

 

Polemika z argumentami na rzecz istnienia Bolesława II Zapomnianego :

http://www.poczet.com/zapomniany.htm

http://dziennik3rp.blogspot.com/2009_03_05_archive.html

http://www.slowianskawiara.hekko.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1

http://www.nocswietojanska.swieta.biz/

http://imladis.p2a.pl/viewtopic.php?id=1343

http://zs.org.pl/historia.html

 

Obcojęzyczne :

http://ecumenicalbuddhism.blogspot.com/2010/02/swastika.html

http://www.ancientpoland.org/genetic-history.php

http://www.slovane.cz

http://rodnavira.cz/kupadelne-svatky/

http://www.pagansouls.ic.cz/sviatky.php

http://www.svatohaj.sk/perunovden.html

http://perun.ca/

http://www.pysanky.info/Symbolism/Paganism.html

http://www.romuva.lt/new/index.php?page=en

 
null

ARKAIM ( Arkajama – Święty Obwar Słowian w Górach Panów ) , Arka , Arkona i Ariowie – Ciągłość od Atlantydy do współczesnej Słowiańszczyzny – starożytne pismo i język słowiano-indo-skołocki / Tadeusz Wolański ( 1785 – 1865 ) “ O słowiańskich runach etruskich ” – “ Arkaim z lotu ptaka ” i “ Igry bogów ” – seria filmów Siergieja Striżaka – Czyli myślmy samodzielnie

Czerwiec 30, 2012 6 uwag

Arkaim – Arkajama – nowy przypis 43 do Taji 19

43 Arkajama – Gród Wiedzy, gród-obwar uczonych – goryniczów-górów, mogtów i kapłów – w Górach Kamiennych, czyli Górach Ural (Gural, Horol). Leży w ramionach rzeki Karaganki i Utjaganki, w podgórskiej dolinie Arkajym na wschodnich stokach Uralu. Odkryty z kosmosu w roku 1982 i znany obecnie jako Arkaim (Arkajym)a. Zwraca uwagę związek nazwy rzeki z Górą i rzeką Kara występującymi w najważniejszych starych podaniach perskich o Świętej Górze Kara, Wyspie i Morzu Kara oraz Drzewie Wyspowiszub.

W Arkajamie-Arkaimie mieszkali i pracowali górowie-gorynicze – nauczyciele wszelkich kapłów, a więc wołchwów, kudiesników, zinisów, świtungów, mogtów-magów, kowów-kowalisów, burtników, czarowników i innych rodzajów kapłów Wiary Przyrodzonej, którzy byli zrzeszeni w kilkudziesięciu oddzielnych gromadach (grumadach). Tutaj w Arkajamie gorynicze i ich uczniowie zajmowali się badaniem Wszechświata, określali współzależności ruchów ciał niebieskich i ich wpływ na Ziemię (Matkę), Przyrodę (Rodżanę) i człowieka (Zerywanów). Swoich największych odkryć nigdzie nie zapisywali. Nie występowali też nigdy ze swoją wiedzą publicznie. Na podstawie wieloletnich obserwacji opracowywali tajemne rytuały, obliczali terminy, ustalali zasady obrzędów, ustalali sposoby postępowania – arkana, czyli w‑taje‑mniczenie w wiedzę (w Wiedę, wniknięcie w Wedę) i wprowadzali je w życie plemienne. Dalsze widzenia-wwiedzenia – czyli obserwacje, weryfikowały początkowe spostrzeżenia i pozwalały na wprowadzenie poprawek do świętych obrzedów czy też sposobów postępowania (wytopu, kowania, leczenia, zaklinania, itp.). Te nieustanne poprawki wprowadzane do wiedzy (Wiedy) doskonaliły ją do tego stopnia, że gorynicze i ich uczniowie-kapłowie potrafili w końcu wyrazić pełną wiedzę  jednym twierdzeniem czy wywodem, albo jednym bądź dwoma krótkimi słowami, w których zawarta była istota tajemnego działania.

Wiedzę Tajemną (Arkana Wiedy) przekazywali gorynicze Arkajamy wyłącznie ustnie kilku swoim uczniom, których kształcili u swego boku przez długie lata. Ci uczniowie byli potem założycielami i mistrzami poszczególnych gromad kapłańskich (Grumad Kapłów), które różniły się od siebie zarówno zakresem wiedzy jak i narzędziami stosowanymi do jej pogłębiania i sposobami pośredniczenia w kontaktach między ludźmi a bogami, czy między żywymi a zmarłymi. Każda z gromad kapłów stosowała swoiste obrzędy magiczne, własne rytuały i sposoby czarownicze, wykorzystujące odpowiadający jej zakres wiedzy. Pod koniec życia ziemskiego gorynicz-góru (guru – to dosłownie będący górą, mieszkający w górach, pochodzący z gór, przedstawiciel świętej gromady kapłów-goroli, górujący wiedzą, gor- żar niecący, czyli wiedzący jak zapalać, niecić żar; wpierw dosłownie – żar-ogień, a potem w przenośni „żar-ogień” wiedzy i wiary), czyli mistrz – wyznaczał spośród członków gromad założonych przez swoich uczniów następcę, a sam udawał się w Zaświaty. Wyznaczał też następcę tymczasowego, kiedy okresowo przebywał w Zaświatach np. we wnętrzu Góry Kaganjątu (Kogajon – którą także niektórzy lokalizują w Górach Kamiennych, a nie w Bucegach). Także w miejscowym języku buriackim arka – znaczy osnowa, jądro, baza, podstawa. Słowo oral ma także znaczenia takie jak: oralny – wypowiadalny, głos, mowa, mowa główna, podstawowy język, czy horał – śpiewo-mowa uroczysta – święta.  Przyjmuje się, że to tutaj w Arkajamie powstały pierwsze hymny Ryg-Wedy i Gathy (gadki) Awesty (Obwiesty), tutaj też zgłębiano tajniki geometrii, tajemnice liczb (czerty i czarowanie, butry-oboroty i burtowanie-obracanie), tajemnice znaków-pisów i wici (taje, bukwy, wikły), tajemnice ruchów ciał niebieskich, okresów Księżyca, zasady wytopu brązu, czy tajniki składu i działania ziół oraz trucizn.

Nazwę Arkajama (Arkajym, Arkaim) nosi święte wzgórze położone obok grodu-obwaru i znajdujące się tutaj święte, śródleśne uroczysko. Fakt, że w Arkajamie nie posługiwano się pismem świadczy o ortodoksyjnym przestrzeganiu zakazu używania taj – czyli znaków świętego pisma, czyli z jednej strony o surowym przestrzeganiu zasad Wiary Przyrodzonej, a z drugiej strony o tym, iż ośrodek arkajamski działał już po Wojnie o Taje. Kradzież nasion z Drzewa Wyspowiszu i zabicie Ryby Kary, a także wyniesienie tajemnicy pisma, ale przede wszystkim użycie tajemnego pisma przez Żar‑zduszta (Zaratusztrę) stało się powodem, opisanej w perskich kronikach, wojny między Skołotami (Sakami) a Persami. Głoszenie Obwiesty i przyjęcie Żar-zduszta na dworze Wisztaspęty (Witszaspy) w grodzie Bałh (Balch) nad Orolem i Bałhaszem, spowodowało niekończący się ciąg wojen między Królestwem Sis a Persami. To tam, w Bałhu, Żar-zdusz dokonał największej zbrodni – zapisu w języku huno-awarskim Obwiesty, czyli użył publicznie taj za co władca całego Wielkiego Kaganatu Sis wydał na niego wyrok śmierci. Był to tak poważny wyrok, że mimo ochrony władcy perskiego Żar-zduszt pod koniec długiego życia w dodtatku i zaszczytach zginął zamordowany podstępnie z rąk Czaropanów (Karopanów-Karpianów). Stąd też późniejsza wyprawa Darjusza, syna Wisztaspęty przeciw Skołotom (Scytom), stąd dalsze nie kończące się wojny o zasady wiary.

Zwraca uwagę związek nazewniczy między Arkajamą, Arkoną i samą Arką. Czy Arka jest identyczna ze szkatułą – Skrzynią, w której bogowie skołocko-istyjsko-słowiańscy przechowywali Taje – albo też czy jest tożsama z obłym workiem  - Sakiem – widzialnym jako Biała Kula Światła, w którym przeniesiono Taje z Weli na Ziemię? Czy jest identyczna z Arką Pana – znaną z Biblii? Czy ci którzy skradli Taje Przeplątowi podczas wyprawy na Welę tutaj je ukryli – w Górach Kamiennych, a nie w Tajchu Beskidzkim, ani w innym miejscu: jak Schowek Harów (Hara-how, czy Góra Orza –znana dzisiaj jako Ararat? Należy pamiętać, że nazwa tych gór mogła by też znaczyć Góry Arki (Horol, Gorol, Haral, Goral, Góry, Hary Arki – Hara Arkayama). Góry Kamienne były też nazywane Górami Panów. Stąd, według podania, Panowie zostali przegnani przez Dziewannę i stali się Czaropanami (Haropanami, Panami Harpątów, czyli Karpat). Całość tego podania zawarta w Tai 23, pozostaje w zgodzie z danymi najnowszych odkryć genetyki dotyczącymi wędrówek Ludów Królestwa Sis (Słowian, Istów i Skołotów – ludów o haplogrupie R1a1). Także w Górach Horol i na wschód od tych gór mieszkały plemiona Saków – Wschodnich Skołotów (Wschodnich Scytów), niepokonanych nigdy przez Persów jako cały wieloplemienny szczep, od których pochodzą główne podania i legendy perskie i z których krwi pochodzili najwięksi perscy bohaterowie (boga-tyrowie, boga-tyrsowie), jak choćby, Żal (Zal-Zalazar) czy Rusłan (Rustam).

Arka-Jama to także jakby nazwa miejsca ukrycia Taj Wiary (Wiedy) Przyrodzonej – jama arki. W słowie arkajama po przestawieniu dwóch liter „rk” na „kr” (a przestawki u Słowian są częste, i były stosowane szczególnie w nazewnictwie wierzeniowym np. Weles-Wesel, jaro-rujo, Jarowit-Rujewit, zak-kaz, weń-naw i inne) zawiera się znaczenie „zakrycia” – ukry-joma, okry-joma, akra-jama. Słowo to wiąże się ze znaczeniem orzy – jarzęcy, świetlisty,święty,  jarzący się, kwiecisty i gwieździsty, kiełkujący, świeży, młody, silny, ziarno, jądro, skąd oriehorzech – jądro, oraz z samym mianem Ariów pochodzącym od Oryja – pierwszego władcy, albo Wyoranych na Zagonie Równi Welańskiej i Zerwanych a potem strąconych na Ziemię. Widać wyraźny związek słowa ory ze znaczeniem uprawy – orki, odkrywania, tajemnicy oraczy – rolników. Rdzeń or-orzy zawiera się w wielu nazwach miejscowych i plemiennych – jak choćby bliska nam Orawa i znana hetyckim zapisom Orzawa (Arzwa) w Małej Mazji (Azji). Rdzeń ten zawarty jest i w mianie totemowego ptaka Słowian – orłaorzego ptaka – słowiańskiego i sarmackiego godła (skołockim-sokołockim był sokół).

Czy Arkona i Rugia (Ruja, Roja, Oroja) – uważana przez badaczy za rodzaj pogańskiego państwa kościelnego była kontynuatorką tradycji Arkajamy? My twierdzimy, że tak. Była jej późniejszym odpowiednikiem, kształciła kapłów i była grodem świętym, rodzajem pogańskiego Rzymu dla świata barbarzyńskiego, czyli dla całego świata rozciągającego się na północ od linii Dunaju aż po wschodnie brzegi Mazji (Azji) – czyli Kamczatkę (Kończudkę).

Arkajama uchodzi za to miejsce, w którym narodziła się zarówno najstarsza wersja Wed (Wiedy, Ryg-weda, czyli Wiedza Ziarna, czy też Zboża, Wiedza Podstawowa, Zamknięta, Jądro Wiedzy, czy też równocześnie Wiedza pochodząca od Bogów – Zboża, Weda Boża, bo reg- zboże, sporze, żyto, ryż. Tutaj także miała się narodzic odszczepieńcza Awesta – Obwiesta, ogłoszona przez Żar-zdusza (Zaratusztrę), syna Burusza ze szczepu Mieniów-Kamieniów, z rodu Spisów zamieszkałych w Górach Kamiennych, w najstarszej wersji mało zrozumiałej dla Irańczyków, w języku huno-awarskim (czyli gunio-harskim, gunio-obryjskim). Stąd też wykradziono taje przekazane Romajom(Grekom  i Rzymianom)  i Mlekomedirowi (Egiptowi). Pierwszym zostały dane przez przyrodniego brata Lędy-Łabędy (Europy), syna Agi Nora i Jaśnieny II, albo przez Dziwnyjusza-Żalmoszysza (Dionizosa-Zalmoksisa), który był drugim ze złodziei nasion z Drzewa Wyspowiszu z Góry i Wyspy Kara. Drugim zostały przekazane przez Koszerysa znanego później w Indiach jako Kszatrij i w Melekomedirze jako Ozyrys. O ile w Windii i Mlekomedirze taje pozostawały w w ukryciu i nie były publicznie stosowane przez długie wieki (np. Wedy zostały spisane dopiero w 100 roku p.n.e. a wczesniej były przekazywane ustnie słowo w słowo tak jak Arkajamie, a w Egipcie tajemnice kapłańskie tak strzegły pisma, że dopiero niemal współczesni nam archeolodzy odczytali to pismo), o tyle Persowie i Romaje zaczęli go używać łamiąc Święty ZakaZ. Dlatego Wielka Skołotja (Scytia) i jej następczynie (Wielka Sarmacja i Słowiańszczyzna) znalazły się w odwiecznym konflikcie z Romajami i Persami. Windowie (Hindusi aryjscy) ani Mlekomedirzy (Egipcjanie) nie stali się wrogami Sistanu, bo dochowali tajemnicy Taj i uszanowali ZakaZ powszechnego posługiwania się znakami taj. ZakaZ ten był tak mocno przestrzegany w Królestwie Sis, że nie odnajdujemy do dzisiaj śladów pisma skołockiego (scytyjskiego) ani słowiańskiego (sarmackiego, serbo-mazowskiego), ani istyjskiego (bałtyjskiego), ani dracko-dawańskiego (tracko-dackiego) ze starożytności, mimo iż znane są słowa na określenie litery – bukwy, zapisu, księgi i inne potwierdzające znajomość pisma. Mimo bliskich związków i kontaktów, mimo bliskiego sąsiedztwa Scytów z Persami i Grekami znanych jest tylko kilkanaście do kilkudziesięciu inskrypcji i zapisów imion scytyjskich, które zostały wykonane przez Greków albo Persów. Dzisiaj dzięki licznym odkryciom archeologicznym coraz bardziej znany jest wysoki kunszt artystyczny i rzemieślniczy Scytów, ich głeboka znajomość sztuki wojennej, i narzędzi bojowych. Mimo tego, że ich wytwory w niczym nie ustępują wytworom greckim czy perskim Skołoci nie używali pisma a wiedzę przekazywali ustnie.  Dlaczego?

O korzeniach tego konfliktu i wywołanych nim wojen zapomniano, ale naszym zdaniem Tamta Pierwotna Wojna  – w niezliczonych odsłonach, wciąż odnawiana pod innymi pretekstami ideologicznymi, trwa od 4000 lat. Jest to naszym zdaniem prawdopodobnie odwieczna wojna między Aryjskim Wschodem (spadkobiercami R1a1 oraz zjednoczonymi z nimi przedstawicielami wenetyjskiej haplogrupy I2a2 – budowniczych megalitów Carnac [Czarniec] w Bretonii, w Stonhenge, nad Łabą i na Pomorzu Polskim) a Aryjskim Zachodem (spadkobiercami R1b1 i wenetyjskiej I1). Potwierdzają to mapy rozłożenia tych haplogrup w poszczególnych kulturach archeologicznych i ich zasięgi w epokach dziejowych. Jej ostatnim epizodem była II Wojna Światowa, której celem było zniszczenie Żydów i Słowian, a która skończyła się powrotem Królestwa Sis do tzw. Nowej Koliby  - nad Łabę i Odrę oraz 50 letnim podziałem Niemiec. Być może współcześnie jesteśmy świadkami długotrwałego procesu pojednania i zjednoczenia tych dwóch odwiecznie rywalizujących o dominację stron.

a W roku 1982 satelity przekazały na Ziemię fotografię kilku niezwykłych kręgów, wyraźnie wyodrębniających się na powierzchni stepu południowo-uralskiego. Te koncentryczne kręgi zostały zidentyfikowane jako jeden z najstarszych obiektów kultury indoeuropejskiej (aryjskiej). Sztuczne pochodzenie owych kręgów nie budziło od początku żadnych wątpliwości. Wiek znaleziska oceniono na około 1700 do 1600 p.n.e. Obecnie jest ono uważane za gród-obserwatorium zbudowany – podobnie do kręgu Stonehenge – na planie koła. Koło miało tutaj promień 160 metrów. Gród otaczała  dwumetrowa fosa napełniona wodą. Zewnętrzne mury były bardzo masywne. Przy wysokości 5,5 metra miały grubość 5 metrów. W murach znajdowały się 4 wyjścia, usytuowane po przeciwległych stronach. Największe było południowo-zachodnie, pozostałe 3 – mniejsze. Wchodzący do miasta trafiał od razu na jedyną ulicę w kształcie pierścienia, szerokości około 5 metrów, oddzielającą pomieszczenia (domostwa) przylegające do zewnętrznego muru od wewnętrznego pierścienia. Ulicę stanowił zbudowany z okrągłych belek pomost. Wszystkie mieszkania przylegające do zewnętrznego muru jak cząsteczki cytryny miały wyjścia na główną ulicę. W sumie zidentyfikowano 35 oddzielnych domostw w kręgu zewnętrznym. Liczba ta jest zbyt mała nawet dla wioski.

Dalej odkryto  tajemniczy pierścień murów wewnętrznych. Był on jeszcze potężniejszy aniżeli zewnętrzny. Miał szerokość  3 metrów, a jego wysokość osiągała 7 metrów. Mury te, według danych wykopaliskowych, nie posiadały przejść, poza jednym – od strony południowo-wschodniej. Tak więc 25 wewnętrznych domostw, identycznych jak te w okręgu zewnętrznym, było praktycznie odizolowane od reszty wysokim i grubym murem. Ażeby znaleźć maleńkie wejście do wewnętrznego kręgu, trzeba było przejść całą długość ulicy w kształcie pierścienia. Miało to ukryty sens. Wchodzący do obwaru musiał przejść drogę, którą przechodzi Słońce. Środek Arkajamy zajmuje centralny plac o kształcie nieomal kwadratowym, o wymiarach 25 na 27 metrów. Sądząc po śladach ognisk, usytuowanych według określonego porządku, był to plac przeznaczony do odprawiania tajemnych obrzędów związanych z Wiarą Przyrodzoną. W Arkajamie widzimy schemat mandali – kwadrat wpisany w koło. W starożytnych tekstach wierzeniowych koło symbolizuje Wszechświat, kwadrat Ziemię, nasz świat materialny. Ludzie już w starożytności na tyle dobrze znali strukturę Wszechświata i zdołali rozszyfrować zasady świętej geometrii, iż wiedzieli jak harmonijnie i naturalnie jest on urządzony. W trakcie budowy obwarów i grodów starali się więc odwzorować boski porządek Kłódzi, Weli i całego Wszechświata. W Arkajamie widać wyraźnie odwzorowanie struktury Kłódzi Swąta na Wierchu Weli.
Każde domostwo przylegało jedną stroną szczytową do zewnętrznego lub wewnętrznego muru i wychodziło na główną ulicę w kształcie pierścienia, albo na plac centralny. W zaimprowizowanym “przedpokoju” był specjalny odpływ wodny, który prowadził do kanału pod główną ulicą. Mieszkańcy tego miejsca  byli więc już w głębokiej starożytności wyposażeni w kanalizację. Ponadto w każdym domostwie znajdowała się studnia, piec i nieduża spiżarnia w kształcie kopuły. Piec i studnia były połączone kanałem powietrznym dającym „cug” tak mocny, iż pozwalał na wytop miedzi bez dodatkowego używania miechów.
Średnica wewnętrznego kręgu Arkajamy stanowi wszędzie równe 85 metrów, w rzeczywistości jest to pierścień o dwóch promieniach: 40 i 43,2 metrów. Promień pierścienia “księżyc Obri” w Stonehenge wynosi 43,2 metra. I Stonehenge i Arkaim usytuowane są na tej samej szerokości geograficznej. Obydwa miejsca w centrum doliny w kształcie misy, a odległość między nimi wynosi prawie 4000km…
b Patrz Taja 23

Z rosyjskiej książki Władimira Megre, “Rytuały miłości, Nowa Cywilizacja cz.2″

(tekst  przetłumaczony trochę topornie, ale lepsze to niż nic)

“W roku 1952 satelity przekazały na Ziemię fotografię kilku niezwykłych kręgów, wyraźnie wyodrębniających się na powierzchni stepu południowo-uralskiego. Sztuczne pochodzenie owych kręgów nie budziło żadnych wątpliwości. Jednak nikt nie był w stanie powiedzieć dokładnie, cóż to takiego. (…) Wielu badaczy żywiło nadzieję na znalezienie pozostałości kraju, w którym żyła legendarna biała rasa aryjska. Badacze starali się chociażby zaledwie musnąć utraconą wiedzę, ten skarb będący w posiadaniu starożytnych aryjczyków.
Kiedy zaczęto prowadzić wykopaliska w dolinie arkaimskiej, archeologowie oznajmili światu naukowemu, iż zlokalizowali najstarszy gród, liczący ponad czterdzieści wieków, oraz że zamieszkiwali go ludzie najstarszej cywilizacji indoeuropejskiej. Badacze zaczęli nazywać Arkaim Miastem, Świątynią i Obserwatorium jednocześnie. (…)
-Arkaim – to jednak nie jest miasto ani świątynia. Co zaś się tyczy obserwatorium – tak,  to prawda, jednak wcale nie jest to najważniejsze. Arkaim – to prawdopodobnie uczelnia, akademia jakby to można określić współcześnie. W Arkaimie mieszkali i pracowali nauczyciele wołchwów, kudiesników, zinisów, świtungów, mogtów-magów, kowów-kowalisów, burtników i czarowników oraz wszelkiego rodzaju innych kapłów Wiary Przyrodzonej . Tutaj zajmowali się oni badaniem Wszechświata, określali współzależności ciał kosmicznych, ich wpływ na człowieka. Swoich największych odkryć nigdzie nie zapisywali. Nie występowali też publicznie z długimi przemówieniami. Na podstawie wieloletnich obserwacji opracowywali rytuały, obliczali terminy, ustalali zasady obrzędów i wprowadzali je w życie ludzi, obserwując dalej na ile są one skuteczne. Kiedy było trzeba, wprowadzali poprawki. Wyniki tych  długotrwałych prac byli w końcu w stanie wyrazić jednym bądź dwoma krótkimi słowami, w których zawarta była istota tajemnego działania. (…)
O tym, w jaki sposób prowadzono owe obserwacje czy badania, można by napisać wielotomowe traktaty.
Jednak wołchwowie ich nie spisywali i nie zamęczali ludzi swoją wiedzą: przedstawiali ludziom w kilku słowach gotowy wniosek. A ludzie wierzyli wołchwom, bo ich rady prawie zawsze potwierdzało życie. (…)

Rekonstrukcja Arkajamy

Arkaim miał kształt koła o zewnętrznej średnicy około 160m. Jak widzimy dla miasta jest to zupełnie malutko – raczej należy nazywać go grodem. Jednak będę nazywać go miastem, jak to obecnie czynią naukowcy.
Otaczała go dwumetrowa fosa napełniona wodą. Zewnętrzne mury były bardzo masywne. Przy wysokości 5,5m miały grubość 5m. W murach znajdowały się 4 wyjścia, usytuowane po przeciwległych stronach. Największe było południowo-zachodnie, pozostałe 3 – mniejsze.
Wchodzący do miasta trafiał od razu na jedyną ulicę w kształcie pierścienia, szerokości ok. 5m, oddzielającą mieszkania przylegające do zewnętrznego muru od wewnętrznego pierścienia. Ulicę stanowił zbudowany z okrągłych belek pomost wpadał do kanału, po czym do zewnętrznego rowu.
Wszystkie mieszkania przylegające do zewnętrznego muru jak cząsteczki cytryny miały wyjścia na główną ulicę. W sumie wyznaczono 35 mieszkań w kręgu zewnętrznym. Liczba ta jest zbyt mała nawet dla wioski.
Dalej widzimy tajemniczy pierścień murów wewnętrznych. Był on jeszcze potężniejszy aniżeli zewnętrzny. Przy szerokości 3m jego wysokość osiągała 7m.
Mury te, wg danych wykopaliskowych, nie posiadały przejść, poza jedną niewielką wyrwą od strony południowo-wschodniej. Tak więc 25 wewnętrznych mieszkań, identycznych jak te w okręgu zewnętrznym, było praktycznie odizolowane od reszty wysokim i grubym murem. Ażeby znaleźć maleńkie wejście do wewnętrznego kręgu, trzeba było przejść całą długość ulicy w kształcie pierścienia. Miało to ukryty sens. Wchodzący do miasta musiał przejść drogę, którą przechodzi Słońce. Środek Arkaimu zajmuje centralny plac w kształcie nieomal kwadratowym. ok. 25x27m. Sądząc po śladach ognisk, usytuowanych według określonego porządku, był to plac przeznaczony do odprawiania jakichś rytuałów. Tak więc widzimy schemat mandali – kwadrat wpisany w koło. W starożytnych tekstach kosmogonicznych koło symbolizuje Wszechświat, kwadrat Ziemię, nasz świat materialny. Mądry człowiek starożytny, doskonale znający strukturę Kosmosu, widział, jak harmonijnie i naturalnie jest on urządzony. I dlatego w trakcie budowy miasta jakby od nowa stwarzał Wszechświat w miniaturze.

Arkaim wzniesiony był według wcześniej sporządzonego projektu, jako kompleks złożony z obiektów z największą dokładnością zorientowanych względem swoich astronomicznych odpowiedników. Układ 4 wejść w zewnętrznym murze Arkaimu przedstawia swastykę skierowaną zgodnie z ruchem Słońca.
Swastyka (w sanskrycie: “związana z łaską”, “największy sukces”) to jeden z najbardziej archaicznych symboli sakralnych, spotykanych już w okresie górnego paleolitu wśród wielu ludów świata. (…) Swastyka to symbol Słońca, sukcesu powodzenia, szczęścia, twórczości. I odpowiednio: swastyka skierowana w przeciwnym kierunku (odwrócona), symbolizuje ciemność, zniszczenie, “nocne Słońce” u dawnych Rusów. Jak widać na starych ornamentach, również na aryjskich dzbanach znalezionych w okolicach Arkaimu, używano obu swastyk. Ma to głęboki sens. Dzień następuje po nocy, światło nadchodzi po ciemności, nowe narodziny zastępują śmierć – i to jest naturalna kolej rzeczy we Wszechświecie. Dlatego w starożytności nie było “złych” i “dobrych” swastyk – odbierano je jako jedność.

Rekonstrukcja Atlantis

Arkaim z zewnątrz był piękny: miasto na planie idealnego koła, z wyodrębnionymi basztami przy wejściach, płonącymi ogniami i pięknie ukształtowaną “fasadą”. Lecz z pewnością stanowił on jakiś sakralny wzór, niosący głęboki sens. Wszak wszystko w Arkaimie przeniknięte jest sensem.

Każde mieszkanie przylegało jedną stroną szczytową do zewnętrznego lub wewnętrznego muru i wychodziło na główną ulicę w kształcie pierścienia albo na plac centralny. W zaimprowizowanym “przedpokoju” był specjalny odpływ wodny, który prowadził do kanału pod główną ulicą. Starożytni aryjczycy byli więc wyposażenie w kanalizację. Ponadto w każdym mieszkaniu znajdowała się studnia, piec i nieduża spiżarnia w kształcie kopuły.
Ze studni nad poziomem wody wyprowadzone były dwa odgałęzienia rur wydrążonych w ziemi. Jedna doprowadzona była do pieca, a druga do spiżarni w kształcie kopuły. A w jakim celu? Wszystko jest genialnie proste. Dobrze wiemy, że jeśli zajrzeć do studni, zawsze ciągnie od niej chłodne powietrze. Dochodząc do pieca, to chłodne powietrze tworzy cug, o takiej sile, że pozwalało to na wytop brązu bez posługiwania się miechami! Taki piec był w każdym mieszkaniu. Kowalom pozostawało tylko cyzelowanie mistrzostwa i współzawodniczenie w swojej sztuce. Druga “rura ziemna” doprowadzona była do spiżarni i zapewniała jej obniżoną temperaturę.
Znany rosyjski astroarcheolog K. Bystruszkin prowadził badania nad Arkaimem  jako obserwatorium astronomicznym i doszedł do następujących wniosków:

Arkaim to budowla, która nie jest wcale skomplikowana, jest wręcz nadzwyczaj złożona. W trakcie studiowania planu praktycznie od razu określono jego podobieństwo do znanych budowli Stonehenge w Anglii. Na przykład średnica wewnętrznego kręgu Arkaimu stanowi wszędzie równe 85 metrów, w rzeczywistości jest to pierścień o dwóch promieniach: 40 i 43,2m (spróbujcie wykreślić!) Natomiast promień pierścienia “księżyc Obri” w Stonehenge wynosi 43,2m. I Stonehenge i Arkaim usytuowane są na tej samej szerokości geograficznej. Oba w centrum doliny w kształcie misy, a między nimi odległość prawie 4000km…
(…)

Gród obwar oparty na okręgu w Iranie

Tak więc Arkaim jako obserwatorium astronomiczne służył również do obserwacji Księżyca. W sumie na owych ogromnych murach-kręgach można było zarejestrować 18 wydarzeń astronomicznych! Sześć związanych ze Słońcem i dwanaście związanych z Księżycem (włączając “wysoki” i “niski” Księżyc). Dla porównania badaczom Stonehenge udało się wyodrębnić tylko 15 wydarzeń niebieskich.
Oprócz tego uzyskano następujące dane: arkaimska miara długości – 80cm, środek wewnętrznego okręgu przesunięty jest względem zewnętrznego o 5,25 jednostek arkaimskiej miary, co jest bliskie kąta nachylenia orbity Księżyca – 5 stopni plus-minus 9-10minut. Zdaniem K. Bystruszkina, wyraża to stosunek pomiędzy orbitami Księżyca i Słońca (dla ziemskiego obserwatora). Odpowiednio, zewnętrzny okrąg Arkaimu poświęcony jest Księżycowi a wewnętrzny Słońcu. Ponadto pomiary astroarcheologiczne ukazały związek niektórych parametrów Arkaimu z precesją osi ziemskiej, a to już wyższa szkoła jazdy nawet we współczesnej astronomiii.

Tak więc widzimy: Arkaim, nawet z dużym marginesem błędu, nie przystaje do określenia ‘miasto’. W bardzo małym pokoiku nie ma możliwości ulokowania się wraz z rodziną. Dla filozoficznych rozmyślań natomiast – jest to przestrzeń idealna.
To, iż w starożytności wołchwowie uważani byli za mędrców i nauczycieli – historykom jest wiadome. Arkaim, mógł należeć tylko do wołchwów, czyli najogólniej określając tę gromadę „wiedzących” – do kapłów-mistrzów, goryniczów – dzisiaj powiedzielibyśmy” oświeconych” – guru.  Innych „uczonych obserwatorów” w owych czasach po prostu nie było.

To, iż wołchwowie wyliczyli odpowiedni czas i opracowali rytuały, nanosząc coraz nowe korekty na podstawie ciągłych obserwacji kosmosu jest wiadome, ale pojawia Si pytanie co takiego się  stało, że zostały całkowicie zaniedbane i zapomniane.
Tekst pochodzi ze strony: http://www.historycy.org

Mandala staroaryjska


Arkaim – największa rosyjska tajemnica

Wśród znawców miejsce to uchodzi za jedno z najbardziej tajemniczych i aktywnych paranormalnie na świecie. Arkaim to położona na Uralu, w obwodzie czelabińskim prastara twierdza, która określana bywa mianem rosyjskiego Stonehenge. Mimo że obiekt poddawany był wielu badaniom, większość zjawisk, które mają tam miejsce pozostaje niewyjaśniona. Przerażenie budzą zaś tragiczne wydarzenia, do jakich w przeszłości wielokrotnie dochodziło w okolicy.

Dołączona grafika

Zdaniem naukowców, forteca została wybudowana w epoce brązu i stanowi dziedzictwo kultury andronowskiej. Odkryto ją przypadkowo w 1987 r. podczas prac przygotowawczych, poprzedzających budowę planowanego w tym miejscu zbiornika retencyjnego. Budowla zawiera portale skierowane w cztery strony świata. Zdaniem naukowców, stanowi ona także rodzaj bardzo precyzyjnego kalendarza odnoszącego się do najważniejszych wydarzeń astronomicznych. Zdaniem ekspertów, kalendarz ten odzwierciedla 18 najistotniejszych zjawisk astronomicznych.

Nie ma pełnej zgody specjalistów, co do roli, jaką konstrukcja pełniła w przeszłości. Niektórzy twierdzą, że była to osada lub miasto; inni mówią o funkcji obserwatorium albo świątyni. Zainteresowanie większości osób budzi natomiast fakt, że struktura została wzniesiona na planie swastyki i często określana bywa mianem miasta-swastyki. Wg specjalistów, budowla mogła pomieścić nawet 2,5 tysiąca osób.

Na przestrzeni lat, w miejscu tym wielokrotnie dochodziło do tajemniczych zdarzeń. Jakiś czas temu, jedna ze studentek archeologii, która zajmowała się badaniem obiektu wyznała, że znajdując się w jego okolicy nawiązała kontakt… z duchami osób, które żyły tam dawno temu, a od których miała się dowiedzieć wielu intrygujących rzeczy. Niestety, jakiś czas po tych wydarzeniach uznano ją za niepoczytalną. Wkrótce potem, w miejsce to został wysłany archeolog Konstantin Bystruszkin. Naukowiec przez lata zajmował się badaniem tajemniczego miejsca, ale zamiast wyjaśnić przynajmniej część tajemnicy, odkrył cały szereg kolejnych fenomenów.

Badacze rosyjskiego Stonehenge zwracają uwagę, że wokół obiektu zawsze krążyły dziwne opowieści. Oprócz historii o duchach, dziwnych postaciach i Niezidentyfikowanych Obiektach Latających, którym przypisuje się związek z konstrukcją, w przeszłości popularne były też legendy, że Arkaim znajduje się na skraju znanej rzeczywistości, a przekroczenie jego murów może spowodować przemieszczenie się do innego miejsca.

Nie można w końcu zapomnieć o właściwościach, które niektóre społeczności przypisują murom starożytnej twierdzy. Do miejsca tego wciąż pielgrzymują tłumy. Wiele osób wierzyło, że odprawienie tam specjalnych rytuałów zaowocuje ziszczeniem się wszelkich życzeń. Obok fortecy znajduje się kilka ułożonych z kamieni spirali. Zgodnie z przesądem, wejście do którejś z nich boso lub najlepiej nago i wypowiedzenia życzenia w centralnej jej części, powinno pomóc w realizacji życzenia.

Wiara w to, że w miejscu tym działają potężne siły mobilizuje też ludzi chorych, którzy tłumnie przybywają, by wyleczyć się z rozmaitych dolegliwości. Wielu pielgrzymów twierdzi, że po wizycie w tym miejscu udało im się pozbyć chorób skóry.

Arkaim jest ściśle powiązany z trzema innymi miejscami położonymi wokół twierdzy. – informuje serwis pravda.ru. Pierwsze z nich jest celem turystycznych eskapad; w drugim wciąż trwają prace wykopaliskowe; natomiast w trzecim dochodzi do rzeczy tak przerażających, że wielu ludzi unika go jak ognia. W przeszłości miało w nim dochodzić do rzeczy rodem z horrorów, a obecne tam olbrzymie pokłady energii miały w dwojaki sposób oddziaływać na wszystkie przebywające tam osoby – czasami pozytywnie, a innym razem negatywnie.

Nie brakuje relacji o tajemniczych zniknięciach, do których dochodziło w pobliżu budowli. Pod koniec ubiegłego roku doszło tam do dziwnego zdarzenia. Dziewczyna, która wybrała się w okolice konstrukcji z dwoma przyjaciółmi była rzekomo ścigana przez tajemnicze światła. Dziewczyny nigdy nie udało się odnaleźć, zaś młodzieńcy, którzy jej towarzyszyli byli sparaliżowani tym co zobaczyli. To właśnie nieopodal tego miejsca doszło w końcu do słynnej tragedii, kiedy to dziewięcioro uczestników górskiej wyprawy zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach na stoku góry Cholat Sjakl. Miejsce, w którym doszło do tragedii znane jest dziś jako Przełęcz Diatłowa.

W 2005 r. z wizytą w miejscu tajemniczych zdarzeń przebywał ówczesny prezydent Rosji Władimir Putin.

tekst ze strony: http://niewiarygodne.pl/kat,1017181,title,Arkaim-najwieksza-rosyjska-tajemnica,wid,12355821,wiadomosc.html

Filmy o Arkajamie – Arkaimie

Słowiańskie runy – od Atlantów i Arkaimu po dzisiaj:

część 3

część 4

część 5

Na długo przed Arkaimem Ariowie:

część 6

O Arkaimie w ogóle:

arkaim część 1

część 2

Ariowie zniszczywszy starożytną kulturę Doliny Indusu podobno czcili swoich bogów pod gołym niebem a pierwsze stupy zbudowali buddyści. Tak twierdzi nauka, ale to chyba nie jest prawda. C. B.

O Ariach z Wikipedii

Ariowie (albo Indo-Irańczycy) – odłam ludów indoeuropejskich, który w III i II tysiącleciu p.n.e. zamieszkiwał Azję Środkową, by następnie rozprzestrzenić się na tereny Iranu i Indii.

Ariowie wyodrębnili się z indoeuropejskiej rodziny językowej prawdopodobnie około połowy III tysiąclecia p.n.e., a już około 2000 p.n.e. ich język stracił wszelki z nią kontakt. Oznacza to, że ich migracja z pierwotnych terytoriów, prawdopodobnie mniej więcej dzisiejszego Kazachstanu [1], musiała rozpocząć się już wcześniej.

Według Anatola Klosowa, który swoje badania oparł na datowaniu szczątków kopalnych z wykrytą haplogrupą Y-DNA R1a1, ok. 2300 p.n.e odłam ludu indoeuropejskiego zamieszkującego na terenach obecnej europejskiej Rosji i Ukrainy przemieścił się na wschód, na teren dzisiejszego Kazachstanu i południowego Uralu, tworząc tam kulturę andronowską. Około 1800 p.n.e zbudowali gród Arkaim na południu Uralu. Ok. 1600 p.n.e mieszkańcy porzucili Arkaim przemieszczając się na południe, na tereny obecnej Kirgizji i Tadżykistanu, a następnie Indii i Iranu.[2].

Ariowie prowadzili półkoczowniczy tryb życia, a źródłem ich przewagi militarnej był udomowiony przez nich koń, którego zaprzęgali do rydwanów. Ich społeczeństwo dzieliło się na trzy klasy – kapłanów, wojowników i wytwórców, odpowiadające późniejszym hinduskim braminom, kszatrijom i wajśjom. Obecność klasy kapłanów wiąże się z silnie zrytualizowanym charakterem ich religii, która opierała się na składaniu krwawych ofiar i sprawowaniu obrzędów związanych z kultem świętego napoju Homy (indyjskiej Somy). Wierzyli oni także w życie pozagrobowe i czcili rozbudowany panteon bóstw.

W nauce walczą ze sobą zwolennicy dwóch hipotez odnośnie trasy wędrówki Ariów do Iranu – przez Azję Środkową, albo przez Kaukaz. Obie mają za sobą silne argumenty pochodzące zarówno z badań archeologicznych, jak i tekstów źródłowych. Dlatego niektórzy historycy proponują, by przyjąć, iż Ariowie docierali na teren dzisiejszego Iranu obiema drogami [3].

Jest jednak faktem niepodważalnym, że w trakcie wędrówki Ariowie podzielili się na dwie grupy – irańską, która przybyła do dzisiejszego Iranu, i indyjską, która powędrowała do Indii. W okresie od XIX do XIV wieku p.n.e. rozprzestrzenili się na terenie doliny Indusu, wypierając z niej inne ludy – prawdopodobnie Drawidów. W późniejszym okresie zasiedlili cały Półwysep Indyjski, dziś są uważani za przodków większości Indusów.

Już z XVIII w. p.n.e. posiadamy źródła mówiące o kontaktach Ariów z Hurytami, z którymi następnie przemieszali się i wspólnie utworzyli państwo Mitanni. Część Ariów, która nie pozostała w północnej Mezopotamii, wyruszyła na tereny dzisiejszego Azerbejdżanu (ok. 1300 p.n.e.) – byli to poprzednicy Medów. Od nich oddzieliła się grupa podążająca na południe zachodniego Iranu – byli to protoplaści Persów. Ariowie wyparli lub zdominowali poprzedzającą ich ludność i zajęli jej miejsce.

Ponieważ więcej poważnych ani nawet niepoważnych tekstów o Arkajamie-Arkaimie – będącym wszak odkryciem porównywalnym ze Stonehenge  – w języku polskim nie znajduję, przytaczam poniżej teksty rosyjskie i angielskie dla tych którzy znają te języki albo dla tych którzy mogą wyciągnąć choćby odrobinę informacji z ułomnych tłumaczeń przez programy tłumaczące Google albo inne programy translatorskie.

Kręgi w Arkaimie

Некрополь Аркаим

АРКАИМ (Арkайым), археол. комплекс, включающий укрепленное поселение и прилегающие хоз. площадки, могильник, ряд неукрепленных селищ. Назв. “А.” (возможно, от тюрк. (баш.) “арка” (“арkа”) – “хребет”, “спина”, “основа”) дано по названию сопки и урочища. Комплекс расположен в Челябинской обл., (на терр. ист. Башкортостана), на р.Б.Караганка, и ее лев. притоке р.Утяганке, в предгорной долине у вост. склонов Уральских гор. Пам. датируется 2-й четв. 2-го тыс. до н.э. (17-16 вв. до н.э.). Радиоуглеродные даты – 3600-3900 лет тому назад. Комплекс исследуется с 1987 археол. экспедицией Челябинского ун-та под руководством Г.Б.Здановича.

Аркаим (аэрофотосъемка)

Укрепленное поселение А. Общая пл. 20000 м2. Пл. археол. раскопов (на 1993) – 8055 м2. Геофиз. иссл. проведены на пл. 7600 м2. Поселение фиксируется в виде двух, вписанных друг в друга, колец земляных валов с 4 проходами внеш. рва, двух кругов жилищных впадин и центр. площадью (рис.1). Валы являются остатками оборонительных стен, сложенных из грунта, сырцовых блоков и дерева. Диаметр внутр. стены (стены цитадели) – 85 м, внеш. – 143-145 м, толщина стен по основанию – от 3 до 5 м, высота грунтовой ч. в древности была не менее 3-3,5 м. К фортификационным сооружениям относятся радиальные стены, к-рые разбивали внеш. кольцо жилищ на 5 или 7 секторов. Жилища в плане трапециевидные, наземные, по 110-180 м2, сооружены из бревенчатых каркасов и грунтовых блоков. Смежные жилища имели общие длинные стены. Ок. 1/3 пл. жилища отводилось под общее пользование. Здесь расположены колодец, погреб, очаг, совмещенный с металлург. печью. Жилища цитадели обращены выходами к центр. площади. Пл. имела прямоугольную форму (25х27 м) и предназначалась, очевидно, для ритуальных действий. Жилища внеш. кольца обращены выходами к круговой ул., к-рая связывала все входы в пос. и все жилища с центр. площадью. Под настилом круговой ул. обнаружен ров ливневой канализации со сточными колодцами. На поселении археол. раскопами исследовано 29 жилищ: 17 во внеш. и 12 во внутр. круге. Геофизич. методами установлено, что всего во внеш. круге было 35 жилищ, во внутр. – 25 (19 – больших и 6 небольших, встроенных между осн. жилищами в процессе роста нас.). Собрано 9 тыс. фрагментов керамики, изделия из кости и камня, орудия из металла (ножи с перехватом, серпы-струги, шилья, украшения), мн. предметов, связанных с металлургией и металлообработкой: литейные формы, шлаки, сопла, молотки и наковальни. Насыщенность культ. слоя материальными остатками невелика. Х-во нас. А. базировалось на пастушеском скот-ве с элементами земледелия. 96% палеозоологических находок составляют кости домашних ж-ных: 60-65% – кр. рогатого скота, 20-25% – мелкого рогатого скота, 15% – лошадей. На терр. аркаимской долины в радиусе 5-6 км от укрепленного ц. зафиксировано не менее 5 многослойных поселений бронзового века с остатками слоев 17-16 вв. до н.э. Вероятно, это были небольшие по размерам поселения без фортификац. сооружений. Не исключено, что с укрепленным ц. были связаны и более удаленные неукрепленные поселения.


Общий план поселения Аркаим.

Могильник А. расположен на лев. берегу р. Б.Караганка, в 1-1,5 км к С.-В. от поселения А. Исследовано 5 курганов. Господствующее положение в могильнике занимают крупные, диаметром 17-19 м, могильные поля, объединяющие 12-20 ям. Своеобразие погребальной архитектуры определяют глубокие – до 3,5 м – могильные ямы с обширными полыми погребальными камерами, уступами, неск. деревянными перекрытиями. Сверху ямы были перекрыты индивид. грунтовыми насыпными конструкциями, либо ложносводчатыми куполами из глинобитных блоков. Захоронения в ямах одиночные, парные, групповые; трупоположение на боку, в слабо- или среднескорченном положении. Антропологич. тип погребенных – протоевропеоидный. Погребения сопровождаются богатым инвентарем, особенно в центр. ямах: бронз. листовидные ножи, топоры-тесла, долота, шилья, гарпун, наконечник копья, др. изделия из бронзы, наконечники стрел из камня и кости, каменная булава, принадлежности конской упряжи, украшения и т.д. В керамических комплексах доминируют острореберные горшки, украшенные геометрич. орнаментом. Многочисленны остатки жертвенных ж-ных (лошадь, кр. и мелкий рогатый скот, собака). Исследованы также могильные поля, объединяющие по 7-8 могильных ям со сравнительно бедным погребальным инвентарем.

Культурный комплекс А. входит в группу укрепленных поселений Южн. Урала, названную “Страной городов”. Она расположена к Ю. от р.Уй, занимает, в осн., водораздел рек Урал и Тобол. “Страна городов” состоит из двух десятков комплексов. Протяженность занимаемой терр. 350-400 км в направлении С.-Ю. и 120-150 км – З.-В. Расстояние между одноврем. существовавшими укрепленными пос. составляло 50-70 км. Радиус освоенной терр. соответствовал 25-35 км (пл. ок. 2000 км2). Культурные комплексы аркаимского (синташтинского) (см. Синташта) типа с их иерархией поселений и могильников целесообразно рассматривать как террит. образования с элементами ранней государственности, близкие к “вождеству” или “чифдому”.

Лит.: Зданович Г.Б. Феномен протоцивилизации бронзового века Урало-Казахстанских степей. Культ. и соц. обусловленность //Взаимодействие кочевых культур и древних цивилизаций. Алма-Ата, 1989; его же. Архитектура поселения Аркаим //Маргулановские чтения. Сб. материалов конф. Москва, 1992; его же. Аркаим: арии на Урале. Гипотеза или установленный факт? //Фантастика и наука (Гипотезы. Прогнозы). Международный ежегодник. Вып.25. М., 1992.

Г.Б.Зданович.

© Д.Н. Верхотуров



АРКАИМ: НЕСЧАСТЛИВОЕ ОТКРЫТИЕ

Аркаим – как один из самых известных памятников синташтинской культуры бронзового века на Южном Урале, в бассейне Урала, вызвал к себе огромный научный и ненаучный интерес, множество публикаций и огромное количество самых разнообразных теорий и гипотез, большая часть которых к самому Аркаиму имеет самое косвенное отношение.

С момента начала раскопок первых памятников, да и самого Аркаима прошло уже достаточно много времени, чтобы рассмотреть не только сами материалы раскопок уникальных городищ и могильников, но и сложившиеся вокруг них научные и ненаучные феномены, через призму которых сейчас нередко оцениваются материалы этих уникальных комплексов.

Рассматривая историю изучения Синташты и Аркаима, от уникального комплекса, который долгое время считался случайным исключением  [1] в южноуральских степях, через напряженную борьбу за сохранение Аркаимского городища, увенчавшуюся созданием заповедника, до восторженного поклонения городищу в качестве «родины Заратуштры», нельзя не признать того, что открытие Синташты и Аркаима было несчастливым открытием, которое так и не реализовало своего научного потенциала и не привело к переоценке наших представлений о ходе развития народов эпохи бронзы в южноуральских степях.

По исследованиям синташтинской культуры накопилась обширная библиография, значительная часть которой составляют краткие сообщения в «Археологических открытиях» тех лет, когда велись раскопки, и несколько статей, которые отразили предположения авторов раскопок относительно культурной принадлежности исследуемых памятников [2] . Только в 1992 году появилась полная публикация материалов раскопок Синташтинского комплекса.

Однако, что характерно, с момента выхода в свет монографии с результатами раскопок Синташтинского комплекса (городища, могильника, курганы и «святилище») [3] , в изучении этого круга памятников не произошло крупных изменений. Материалы двух сборников «Аркаим» [4] , а также ряда публикаций [5]  были направлены на публикацию накопленных материалов раскопок прошлых лет, более детального анализа отдельных вопросов, и комплексного ландшафтно-археологического изучения Аркаима. В вопросах культурной принадлежности с момента выдвижения В.Ф. Генингом в 1975 году гипотезы о том, что синташтинская культура может быть связана с ариями «Авесты», существенных сдвигов в осмыслении материалов уникальных комплексов не произошло. Кроме, пожалуй, того, что прежняя гипотетическая трактовка материалов Синташты и Аркаима как «арийских» лишилась определения «предположительно» и стала подаваться чуть ли не как стопроцентно доказанный факт. В статье И. Пыслару «передовые открытия эпохи бронзы», которые связываются с ариями, уже включают «высокоразвитое ремесло деревообработки», которое «…необходимо было при строительстве жилищ и устройстве фортификаций…» [6] , хотя до теории В.Ф. Генинга и весьма долго после нее индоариев полагали воинственными кочевниками.

Некоторые причины

Причин сложившемуся вокруг материалов синташтинского комплекса положению можно назвать несколько.

Во-первых, в сибирской археологии очень мало внимания уделялось раскопках городищ и городов. Если перелистать историографию, то легко убедиться в том, что основная часть археологического материала, который анализировался, происходил из могильников и курганов. Для примера, в сводной монографии Э.Б. Вадецкой [7] , посвященной общему обзору культур бронзового и раннего железного веков степной долины среднего Енисея, видно, что основной материал происходит из погребений. На основе погребального инвентаря была построена периодизация и характеристика этих археологических культур.

Бесспорно, археологи проделали огромную работу по изучению материала погребений, и сформулировали на основе этих результатов выводы, многие из которых не устарели по сей день. Однако нужно признать, что выводы, сделанные на основе только погребальных материалов, вне зависимости от воли археолога, являются односторонними.

Положение на Южном Урале мало чем отличалось от исследований бронзового века Енисея. И здесь также исследование культур бронзового века основывалось на погребальных материалах, что признается самим Г.Б. Здановичем, который говорил, что представления об андроновской культуре было сформировано на основе бедного погребального инвентаря: «Относительная бедность и погребений, и поселений приводила специалистов к выводу, что перед ними следы довольно архаичных коллективов с развитыми родовыми связями. Естественным было полагать, что в предыдущее время общество отличалось еще большей архаикой, а культура – примитивизмом»  [8]. Хотя, надо сказать, в его работе по периодизации бронзового века урало-казахстанских степей широко используются материалы поселений и городищ [9] .

Также, в археологии Сибири и Урала вплоть до раскопок Ташебинского дворца на Енисее и блестящих исследований в начале 60-х годов городов монгольского времени [10] , вовсе отрицалась возможность существования городов в древности, в особенности в столь отдаленное, как андроновская эпоха. Этот момент отмечал пионер исследований городской культуры Сибири Л.Р. Кызласов [11] . Даже и в настоящее время крайне редко встречаются объективные оценки роли городов в древней истории Сибири. Поэтому, можно сказать, что для челябинских археологов открытие Синташты и Аркаима было полной неожиданностью, и к этому они оказались совершенно не готовы. Аналогичный эффект получился и тогда, к примеру, когда академик В.И. Молодин провел с помощью геофизических методов исследования ничем не примечательного внешне и уже раскапывавшегося городища Чича-1. Магнитометрические исследования показали, что это было достаточно крупное поселение, занимавшее около 49 тысяч кв. метров и имевшее около 100 строений [12] . Это говорит о том, что недооценка роли городов археологами – явление достаточно распространенное.

Иными словами, В.Ф. Геннинг и Г.Б. Зданович открыли нечто такое, что никак не вписывалось в их представления о бронзовом веке Южного Урала. Путем множества оговорок они в конце концов свели дело к более или менее знакомым понятиям: Аркаим для них был «крепостью-святилищем», с не вполне понятным значением для скотоводческого общества. Более поздние «астроархеологические» теории возникли именно на основе этого непонимания. Для них логичнее было выдвинуть экстравагантные «астроархеологические» теории, чем назвать общество эпохи бронзы городским.

Во-вторых, сыграла свою роль ориентация археологов на миграционизм и теории происхождения индоиранских народов, к которым авторы раскопок Аркаима примкнули очень рано, практически в самом начале исследований. Практически, можно сказать, что гипотеза В.Ф. Геннинга об арийской принадлежности синташтинской культуры была в гораздо большей степени априорным убеждением, чем выводами из результатов исследований. В 1975 году изучение синташтинского комплекса только начиналось, Аркаим еще не был известен археологам, и феномена крупных укрепленных городищ бронзового века Южного Урала в науке еще не было. Однако, мнение об арийской принадлежности было высказано, и отказа или корректировки за истекшие 30 лет не произошло.

Стоит указать, что выдвижение этой гипотезы совпало со временем активного участия советских ученых в разработке вопросов происхождения индоиранских народов и выдвижения теории иранской принадлежности скифской культуры. Значительная часть работ по этим вопросам пришлась как раз на первую половину 70-х годов.

Эти представления, появившиеся в изучении синташтинской культуры на ранней стадии, загнали исследователей в узкий коридор возможных решений проблемы, который устанавливался теорией происхождения индоиранских народов. Материалы синташтинской культуры рассматривались через призму толкований «Авесты» и «Ригведы», происхождение и дальнейшая история носителей этой культуры связывалась практически исключительно с миграциями индоиранских народов [13] . Это опять-таки вело к представлениям об этом обществе, как о кочевом, легко мигрирующем на новые территории.

В-третьих, сыграло свою роль и то, что материалы синташтинской культуры анализировались в контексте только более западных культур – абашевской и срубной. Это вытекало из общей установки теории происхождения индоиранских народов, в которой это присхождение связывалось в первую очередь со срубной культурой. Коль скоро В.Ф. Геннинг и  Г.Б. Зданович оценили синташтинскую культуру как «индоевропейскую», то они неизбежно должны были связать ее со срубной культурой. Но стоит указать, что в более ранней работе отношения срубной и андроновской культуры характеризуются иначе: народы срубной культуры вытеснили андроновскую культуру из бассейна р. Урал [14] .

Возможно, до более детального разбора этого вопроса, носители синташтинской культуры и в самом деле внесли свой вклад в формирование этих культур. Но надо признать, что сложение и существование столь уникального сложного феномена, каким предстает перед нами синташтинская культура, необходимо вести в контектсе широкого круга культур.

Исследователям необходимо было вскрыть истоки столь яркой культуры, процесс формирования городской культуры, учесть влияния извне и распространение влияния самой синташтинской культуры. Эта задача с очевидностью решена не была. Культура в представлении археологов так и осталась уникальной, оторванной от общего развития народов бронзового века этого региона, которая будто бы взялась ниоткуда и в никуда отправилась. Несмотря на замечания Г.Б. Здановича, так и не было преодолено представление о синташтинской культуре как о случайном феномене.

Эти три фактора и привели к тому положению, что открытие Аркаима так и не реализовало своего научного потенциала. Надо сказать, что сибирская археология оказалась не готовой к открытиям такого класса, как Аркаим. Нельзя сказать, что авторы раскопок плохо сделали свою работу. Напротив, они ее сделали на достаточно высоком уровне. Но общий теоретический уровень, и в первую очередь представления об уровне развития народов Сибири в древности, не позволили им воспользоваться результатами своих работ.

Оседлые корни общества синташтинской культуры

Материалы раскопок Синташты и Аркаима, разведочных работ на Южном Урале позволяют составить достаточно подробное представление об обществе синташтинской культуры и даже сделать некоторые заключения по поводу его развития и истории. Конечнео, хотелось бы более подробной информации, но это требование пока трудно удовлетворить.

Для того, чтобы сделать подобные заключения, нужно несколько изменить отношение к археологическим материалам. В условиях археологического изучения древнего общества, о котором не сохранилось достаточного количества письменных источников или же они вовсе отсутствуют, как в примере с синташтинской культурой, появляется необходимость изменить подход к материалам. История Западной и Восточной Европы, Ближнего Востока, Китая хорошо реконструируется по письменным источникам, и археологические данные являются подсобным материалом. В условия же изучения истории Средней Азии, Сибири, Урала, которые гораздо хуже освещены письменными источниками, ценность археологических материалов резко увеличивается. «Археологические материалы освещают широкий хронологический диапазон: со времен первоначального появления предков человека в Сибири и до XVI-XVII века. Это значит, что археологические источники освещают, по сути дела, все исторические этапы в жизни Сибири, в чем и состоит их особенная значимость» [15] .

Как показывает практика исследований, широко принятый метод типологического исследования не всегда приводит к положительным  результатам. Существует ряд примеров исследований, основанных на типологии, которые не давали результатов [16] . Широко применяемая методика: «…выделения датированных вещей с узкой датой … и составления с участием этих вещей археологических цепочек, последнее звено которых связано с письменными памятниками» [17] , недостаточна для решения задач, стоящих перед исследователем истории «неписьменных» народов.

Не отрицая важности типологического метода и его большой роли в археологической науке [18] , предложим для изучения «неписьменных» археологических культур использовать метод, который можно условно назвать «методом связанных признаков». Иными словами, можно утверждать, что все признаки, которые выделяются при изучении артефакта (форма, вид, назначение, материал, способы обработки и использования, химический состав, связи с другими артефактами и так далее), связаны с определенными социально-экономическими явлениями, характерными для изучаемого древнего общества. Например, химический состав сплава бронзы связан с определенной технологией и экономической географией производства бронзы и изделий из нее. Если химический состав бронзы изделия – это признак артефакта, то вот географическое расположение источников компонентов сплава – это уже признак социально-экономического явления древнего общества. Поскольку связь между ними очевидна, они называются «связанными признаками».

Исследование нескольких «связанных признаков» артефактов археологического комплекса, позволит создать схему социально-экономических явлений, которые фиксируются материальными остатками. Изучение «связанных признаков» в масштабах памятника или даже археологической культуры позволит получить сведения, сопоставимые по полноте и достоверности со сведениями письменных источников.

Этот метод явочным порядком используется в археологической науке, и, к примеру, он был основанием трасологии. Но при систематическом изучении «связанных признаков» многих артефактов и археологических комплексов, можно получить гораздо более детальные и подробные сведения о социально-экономическом строении изучаемого древнего общества, чем было возможно до сих пор. Примеры использования этого метода показывают, что появляется возможность для реконструкции малоизвестного по письменным источникам древнего общества [19] .

Следует отметить, что данный метод не претендует на то, чтобы заменить собой типологию вообще. Типологический метод не является единственным методом в археологии: «Археологическая типология в моем представлении является частью общей теории археологии…» [20] . Л.С. Клейн далее указывал, что в эндоархеологическую теорию (познание специфики археологического материала и выработка способов продвижения от него к оставившим его целостным объектам и процессам прошлого), должны войти: выяснение сущности, состава и познавательного потенциала археологических источников, разработка археологической типологии, проблематика хронологии и культурной эволюции, теория системы археологических культур и модели происхождения археологической культуры [21] . Метод «связанных признаков», вероятно, должен дополнить этот раздел археологической теории, и приблизить его к реконструкции целостных объектов и процессов прошлого. Исследование «связанных признаков» нацелено на изучение таких сторон археологического материала, которые не попадают в сферу рассмотрения перечисленных методов и сфер эндоархеологической теории, но необходимы для формулирования исторических выводов на основе археологического материала.

Можно применить этот метод к изучению материалов синташтинской культуры и на основании опубликованных материалов попробовать построить социально-экономическую схему общества синташтинской культуры. Следует сразу оговориться, что такая схема не претендует на полноту и исчерпывание материала.

Аркаим – “Сколько поэзии! Где проза?”

Один великий человек, измученный поэтическими финтифлюшками, прикрасами и выдумками, воскликнул именно то, что в заголовке. Поэзия, так уж вышло, может все: сумасшедшие гиперболы, совершенно сказочные превращения, явь и сон – напополам. Но еще задолго до нашей эры поэты все эти штучки довели до такого с ног сшибательного предела, что новой поросли поэтов потребовалось уже выпрыгивать из самих себя, например, как ранний Гоголь или “переимчивый Княжнин”. Но это же – цветочки, а ягодок столько народилось, и всякая гиперболизирует, спит наяву, летает, загребая воздух руками…, что склонный к глубочайшей рациональности, умеренности в финтифлюшках, а главное – к незамутненной логике, наш великан мысли и пера воскликнул: “Сколько поэзии! Где проза?”

Давно замечено, что поэтики, которым бы дрова рубить, как раз и любят украшать свою бессмыслицу фиоритурами. Далеко ходить не надо, загляните на любую из попсовых эстрад, из них же пруд можно прудить. И каждый лепит из вздрагиваний и взвизгиваний свою “индивидуальность”, похожую на любое семечко из полного ведра. Но это все масс-культура, в которой я не большой специалист, я привел эти строчки, чтоб вам было понятнее куда я клоню. Она писана дураками и предназначена для дураков.

Гораздо вреднее сия метода в описательных науках, таких как история. Она вроде писана серьезными людьми, такими как основоположник пассионарности, а на самом деле – точная копия того, что рвет наши перепонки с эстрады. Вы только поглядите, как только историку нечего сказать конкретного, он тотчас же начинает рулады, в которых не история уже, а – сон наяву, сплошная поэзия. Именно поэтому я так назвал свою статью.

Попалась мне в Интернете ЛАИ – Лаборатория Альтернативной Истории, а в ней – древний город Аркаим. Статей о нем много, но в основном примерно как впаривающие панацеи из известки, колготки из стекла или “стволовые клетки” из кошачьих испражнений. Среди этого мусора я выбрал статью Михаила Зяблова, но он пишет не от своего имени, а от имени ученых, передавая их видения примерно как хороший микрофон, без искажений, прямиком в общероссийские провода. Статья называется “Великая тайна Аркаима” и в ней можно набрать несколько конкретных сведений, а не только сплошные рулады и пиццикато. Но и последних я несколько приведу. Итак.

Поэзия, из которой можно кое-что извлечь

Я поставлю на абзацах цифирки, чтоб потом ссылаться, явную воду без жалости вылью, а конкретизированные факты приведу, слегка сократив охи и вздохи.

1. Итак, Южный Урал. Степь с островками березового леса, покатые холмы. В 1952 году аэрофотосьемкой открыт вроде как древний город Аркаим. В 1987 году аркаимскую долину решили затопить водохранилищем для орошения засушливой степи. Археологам дали год и один из них. Г.Б. Зданович сказал, что Аркаиму 40 веков. Строительство почти завершенной плотины на реке Большая Караганка было прекращено.

2. Далее автор передает слово упомянутому ученому Здановичу: “Архитектура Аркаима ничуть не менее сложна, чем архитектура Крита. Аркаим – это 18 век до н.э., есть даты 20 в. до н. э. Но мы сейчас придерживаемся более осторожных – 18-17 века до н.э. Это современники Крито-Микенской цивилизации, это среднее царство Египта, это одно из звеньев индоиранцев. Это арии. И это, безусловно мир Авесты, мир Вед”.

3. Аркаим имел форму круга, наружным диаметром около 160 метров. Окружал его 2-х метровый обводной ров, заполнявшийся водой. Внешняя стена очень массивная. При высоте 5,5 м она имела пятиметровую ширину. В стене были обозначены четыре входа. Самый большой – юго-западный, остальные три – поменьше, на противоположных сторонах. Войдя в город, мы попадаем на единственную кольцевую улицу, шириной около 5 метров, отделявшую примыкающие к внешней стене жилища от внутреннего кольца стен”. Но лучше я приведу рисунок и продолжу.


4. Улица имела бревенчатый настил, под которым, по всей её длине была вырыта 2-х метровая канава, сообщающаяся с внешним обводным рвом. Таким образом, город имел ливневую канализацию – излишки воды, просачиваясь сквозь бревенчатую мостовую, попадали в канаву и затем во внешний обводной ров.

5. Все жилища, примыкавшие к внешней стене, как дольки лимона, имели выходы на главную улицу. Всего жилищ внешнего круга было обнаружено 35. Далее кольцо внутренней стены. Она была ещё массивнее внешней. При ширине 3 метра она достигала 7-метровой высоты. Эта стена, по данным раскопок не имеет прохода, кроме небольшого перерыва на юго-востоке. Таким образом, 25 внутренних жилищ, идентичных жилищам внешнего круга, становятся практически изолированными от всех высокой и толстой стеной. Чтобы подойти к маленькому входу во внутреннее кольцо, нужно было пройти по всей длине кольцевой улицы. Это преследовало не только оборонительную цель, но и имело скрытый смысл. Входящему в город нужно было пройти путь, который проходит Солнце. По всей видимости, в хорошо защищённом внутреннем круге находились те, кто обладал чем-то, что не следовало показывать даже своим, живущим во внешнем круге, не говоря уже о внешних наблюдателях. И, наконец, венчает Аркаим центральная площадь почти квадратной формы, примерно 25 на 27 метров.

6. Судя по остаткам костров, расположенных в определённом порядке, это была площадь совершения неких таинств. Это и лабиринты – ловушки у входов в Аркаим, это и множество переходов внутри внешней стены. По крышам жилищ проходила верхняя улица, по которой можно было ездить на колесницах! Аркаим построен полностью из дерева и кирпича, спрессованного из соломы, грунта и навоза. Стены состояли из деревянных срубов, заполнявшихся кладкой грунтового кирпича. Причем при раскопках было видно, что кирпичи, которыми облицовывали внешние стены имели разный цвет.

7. В прихожей был сток для воды, который уходил в канаву под главной улицей. Древние арии были обеспечены канализацией! Мало того, в каждом жилище был колодец, печь и небольшое куполообразное хранилище. Из колодца, над уровнем воды ответвлялись две земляных трубы. Одна вела в печь, другая в куполообразное хранилище. Зачем? Все гениальное просто. Все мы знаем, что из колодца, если в него заглянуть, всегда “тянет” прохладным воздухом. Так вот в арийской печке этот прохладный воздух, проходя по земляной трубе, создавал тягу такой силы, что она позволяла плавить бронзу без использования мехов! Такая печь была в каждом жилище, и древним кузнецам оставалось только оттачивать мастерство, соревнуясь в своем искусстве! Другая земляная труба, ведущая в хранилище, обеспечивала в нем пониженную температуру, по сравнению с окружающим воздухом. Своего рода холодильник! Молоко, например, здесь хранилось дольше.

8. К.К.Быструшкин в 1990-91 г. проводил исследования Аркаима как астрономической обсерватории. Аркаим – сооружение не просто сложное, но даже изощренно сложное. При изучении плана сразу же обнаружилось его сходство с известным памятником Стоунхендж в Англии. Например, диаметр внутреннего круга Аркаима указывается везде равным 85 метрам, на самом деле это кольцо с двумя радиусами – 40 и 43,2 метра. (Попробуйте начертить!) Между тем, радиус кольца “лунок Обри” в Стоунхендже – 43,2 метра! И Стоунхендж, и Аркаим расположены на одной широте, оба в центре чашеобразной долины. И между ними почти 4000 километров. Астрономический метод, примененный К.К.Быструшкиным состарил Аркаим еще на 1000 лет – это примерно 28 век до н.э.!!!

9. Число отчетливо видимых точек наблюдения Солнца – четыре. Две – точки восхода 22 июня и 22 декабря, и две таких же точки захода – на другой стороне горизонта. Добавьте две точки – моменты равноденствия 22 марта и 22 сентября. Это давало достаточно точное определение протяженности года. Однако в году есть множество других значимых событий. И их можно отмечать с помощью другого светила – Луны. Несмотря на сложности в ее наблюдении, все же древние люди знали законы ее движения по небосводу. Вот некоторые: 1) Полнолуния, приходящиеся близко к 22 июня, наблюдаются у точки зимнего солнцестояния (22 дек.) и наоборот. 2) События Луны мигрируют у точек солнцестояния с циклом в 19 лет (“высокая” и “низкая” Луна). Аркаим, как обсерватория, позволял отслеживать и Луну. Всего на этих огромных стенах-кругах можно было фиксировать 18 астрономических событий! Шесть – связанных с Солнцем, и двенадцать – связанных с Луной (включая “высокую” и “низкую” Луны). Для сравнения, исследователям Стоунхенджа удалось выделить лишь 15 небесных событий.

10. Грунтовые кирпичи прослужили примерно 200-300 лет, именно столько существовал Аркаим.

11. Вспомним уникальный “кухонный комбайн” древних ариев – печь, колодец и хранилище. (привожу фотографию из статьи). При раскопках, на дне колодцев обнаружены побывавшие в огне копыта, лопатки и нижние челюсти лошадей и коров. Причем кости животных помещались в колодец преднамеренно и аккуратно прикреплялись по кругу вбитыми березовыми колышками. Это открытие произвело на археологов очень сильное впечатление, ведь это не что иное, как наглядная иллюстрация, как говорится, в форме “натурального макета” древнейшего индоевропейского мифа о рождении бога Огня. Этот миф свидетельствовал, что АГНИ – Бог Огня родился из воды, воды темной и таинственной. На дно колодца, в ледяную воду, жители Аркаима помещали части жертвенных животных, тщательно прожаренных на костре. Это – жертвоприношение Богу Воды. Благодаря воде и колодцу в печи возникает тяга, которая не просто раздует огонь, но родит Бога Агни, который расплавит металл!!!

12. Древняя Индия. На рубеже 3 и 2 тысячелетия до н.э. сюда с севера, на заселенную черной расой территорию, приходит арийский народ. Белая раса высоких, светлокожих людей приносит с собой Ригведу – самую древнюю из Вед. Арии сразу же занимают высшее положение в обществе – касту брахманов, благодаря владению уникальными знаниями и технологиями. Вспомним изображения Кришны и Рамы. Кришна черный, Рама – светлокожий. Или, например, Бог Рудра – единственный из индуистских божеств, изображающийся с русыми волосами. Все это – память о приходе ариев. Древняя Персия. Здесь примерно в это же время расцветает Зороастризм. Прекрасное, жизнеутверждающее учение пророка Заратуштры, принесенное той же арийской расой.

13. Древняя Авеста, как и древнеиндийские ведические источники, помещают родину древних ариев где-то на севере, в стране Арианам-Вайджа (арийский простор). Причем в описании этой страны мы видим все приметы северного ее расположения – бобры, обитающие в реках, деревья, свойственные для севера или средней полосы. В одной из частей Авесты – Вендидаде говориться, что у Богов один день, и одна ночь – это год, что является описанием полярной ночи. И в индийском трактате “Законы Ману” говориться, что Солнце отделяет день и ночь – человеческие и божественные. У Богов день и ночь – (человеческий) год, разделенный надвое. День – период движения Солнца к северу, ночь – период движения Солнца к югу. Известный индийский ученый, знаток санскрита, Локаманья Бал Гангадхар Тилак, исследуя древневедические источники, обращает внимание также и на то, что в ряде древнеиндийских гимнов воспевается период зари, который бывает дважды в год и длится по 30 дней. Весьма странно и загадочно выглядят описания полярной страны в тропической Индии!

14. Итак, Южный Урал, Арийский простор, Аркаим. Места, где арийская раса останавливалась на своем славном пути из загадочной полярной страны. Как показывают раскопки, арии жили в этих местах 200-300 лет. Кроме Аркаима, здесь, на Южном Урале позднее были обнаружены остатки еще нескольких подобных городов. “Страна Городов” – так археологи назвали эту местность. Около 20 объектов круглой, овальной и прямоугольной формы образовали целое государство – примерно 150 км. с запада на восток и 350 км. с севера на юг по восточному склону южного Урала. Тот самый древний Арийский простор, “Арианам-вайджа”, “Ариаварта”. И, быть может, это место и есть та самая Аррата, откуда вышли предки легендарных шумер!?

15. ” Мы пришли из края зеленого. А до этого были отцы наши на берегах моря у Ра – реки. Так род славен ушел в земли, где Солнце спит в ночи. Мы сами арии, и пришли из земли арийской” – так повествует Велесова книга. “Ра” – древнее название реки Волги. Из зеленого края, находящегося где-то к востоку от Волги, предки древних русичей шли на запад, вслед за Солнцем. Шли и на территорию восточной Европы, давая начало многим великим народам, которых мы сейчас называем “индоевропейцы”.

16. Теперь уже становиться ясно, почему такое сходство у индийских и русских народных мотивов, почему так схожи древний санскрит и русский язык. Причем похожи не только некоторыми словами, как многие языки мира. Удивляет то, что в двух наших языках схожи структуры слова, стиль и синтаксис. Добавим еще большую схожесть правил грамматики.

17. Из книги доктора исторических наук Н.Р. Гусевой “Русские сквозь тысячелетия. Арктическая теория”. Впечатления жителя Индии, приехавшего в Москву.

“Когда я был в Москве, в гостинице мне дали ключи от комнаты 234 и сказали “dwesti tridtsat chetire”. В недоумении я не мог понять, стою ли я перед милой девушкой в Москве, или нахожусь в Бенаресе или Удджайне в наш классический период 2000 лет назад. На санскрите 234 будет: “dvishata tridasha chatvari”. Мне довелось посетить деревню Качалово, около 25 км от Москвы, и быть приглашенным на обед в русскую крестьянскую семью. Пожилая женщина сказала “On moy seen i ona moya snokha”. Как бы я хотел, чтобы Панини, великий индийский грамматист, живший около 2600 лет назад, мог бы быть со мной и слышать язык своего времени, столь чудесно сохраненный со всеми мельчайшими тонкостями! Русское слово “seen” – и “son” в санскрите. “Моя”- это “madya” в санскрите. Русское слово “snokha”- это санскритское “snukha”, которое может быть произнесено также, как и в русском”.

18. Поистине, застываешь в изумлении, когда вдруг находишь в “Велесовой книге” фразу: “Да святится имя Индры! Он – Бог наших мечей. Бог, знающий Веды” – ведь тот же Индра, мы знаем, главное божество древней Ригведы! Еще теснее соединяются культуры Индии и России! “Наши жрецы о Ведах заботились. Они говорили, что их у нас никто украсть не должен, если мы имеем берендеев наших и Бояна”.

19. Всем известно, какими уникальными знаниями владели древнерусские волхвы, как они их бережно хранили и передавали из уст в уста, как их древние предки пересказывали “АВЕСТУ”, как пересказывались Веды – “Ригведа”, “Самаведа”, “Яджурведа”,”Атхарваведа” и пятая Веда, “Панчамаведа”, или Тантра.

20. Все это вершилось в те славные времена, когда Боги еще жили среди людей, или память об этом времени была еще очень свежа. Южный Урал, Русь, Персия, Индия – вот арена всех славных свершений древности. Об этом нам поведали, поистине, величественные остатки древнего города Аркаим.

21. Впереди третье тысячелетие, которое откроет нам древнюю Гиперборею, Атлантиду и Лемурию, которое приблизит нас к пониманию многих загадок древности, а значит, приблизит нас к пониманию себя. Ибо сказано: “Человек, познай себя, и ты познаешь Мир и Богов”.


Проза

Как я надеюсь, вы видите, что выше вам представлен концерт, начавшийся с “разогрева” второстепенными деталями, за которые эти “артисты” получат по три копейки, потом на сцену выскочила первостепенная “дива” в наряде и обрамлении из миллионов деревянными. Вы – в эстазе и кидаете на сцену оставшиеся рубли вместе со своими сердцами. Все довольны: дива кое-как окупила антураж, вы по дороге домой подеретесь от переполнения чувствами, а антураж и разогреватели напьются дешевой водки и возмечтают о том, как они втихаря вытолкнут свою приму в оркестровую яму и займут ее место, всем своим гамузом, что совершенно нереально. Ибо у дивы всегда найдется запасной спонсор, он ее вытащит из ямы, вправит вывихи, подрежет, подтянет, где надо, принарядит и она будет как новенькая.

А теперь по порядку.

На 1. Во-первых, почему так медлили с затоплением, с 1952 по 1987 год? Потому, что Министерство мелиорации, ирригации и водного хозяйства СССР, каковое всегда было немного главнее Министерства обороны того же СССР, было очень занято. Оно без устали копало, заливало бетон и затопляло места в европейской России, где беспристрастные археологи могли чего-нибудь откопать. Одновременно беспристрастных археологов превращали в пристрастных. Только уже не это министерство, а другое, которое превратило бывшего зека Соловков в самого наилучшего интерпретатора Радзивилловской летописи, так что он совсем перестал замечать в ней подчистки, подделки, удаление и вставку туда новых листов и закончил свои дни “совестью нации”. Все это у меня описано в статье “Ирригация и мелиорация на службе… истории” и ряде других статей, ее дополняющих. Так что я не буду во всех подробностях, а только перечислю главные направления в хронологическом порядке: верховья Волги и ее притоков, особенно в районе нынешнего Рыбинского водохранилища и Волока Ламского. Каскад плотин и водохранилищ на реке Днепр, совершенно никчемных для плаваний и орошений, зато следы хазар в город Будапешт потерялись. Затопление древнего Саркела на Дону без малейшей народной пользы, отчего не только хазары, но и наш светлый князь Иван Калита остался без родины. Затем наступила очередь среднего и нижнего Поволжья, а затем уж Иртыша, чтоб скрыть следы Ермака из Соляного пути (см. мои другие работы). Так что до Аркаима очередь дошла только в 1987 году, хотя и он очень важен, как второй боковой путь по реке Яик.

Во-вторых, о прекращении затопления. 40 веков – не шутка. Тем самым я открываю себе путь к цифре 2.

На 2. Если бы не поверженный Гитлер со своей блажью насчет арийцев германской нации (примерно как Римская империя германской нации), об арийцах давно бы все историки забыли, упоминая их только в связи с Вавилоном и пленением в нем евреев. А теперь освободилось место, чтоб кому-нибудь иному стать их наследниками, и тут-то уж “основные победители” Гитлера годились как нельзя лучше. Дескать, не Крит вовсе, а мы сами – вот они. Как же тут топить такую “доказательную базу”? Тем более что фамилия Зданович – мастера на любые руки. Это я намекаю на специально обученных археологов, которые замечают соринку в чужом глазу, а у себя – бревна не замечают.

На 3. Во-первых, насчет “формы круга”, тем более что это вовсе не круг, а что-то приблизительное (см. пункт 5 и 8). При этом никого не надо пугать “кругом” как нечто исключительным, так как стоит заглянуть хотя бы в “Новохрон” Носовского и Фоменко на примере хотя бы Константинополя, чтобы убедиться, что округлая форма городов, если им ничего не мешает как в нашем случае и в Стоунхендже, – предпочтительна. – Из-за экономии длины стен.

Во-вторых, добавлю от себя, так как я это специально изучал, круглые 3-7-этажные дома-башни – исключительная принадлежность древнего Йемена. При этом эти дома ставились вплотную или почти вплотную друг к другу (в этом случае их объединяла специальная, высокая стена), так что все дома как раз и образовывали “город” округлой формы. А то, что образовывалось внутри, называлось словом “баз”, которое до сего дня сохранилось у казаков-разбойников, в том числе и на Дону. Затем, когда город рос как на дрожжах, он обзаводился второй стеной таких домов вокруг первой, – получалось как на нашей картинке. Напротив, когда город рос не как на дрожжах, а примерно как вечно голодный ребенок, пристраивали просто очередную дугу к кругу и получалось кривобокость. Примерно как на многих картинках растущего Константинополя у упомянутых новохронологистов. Тогда куча пристроенных базов-дворов называлась уже базиликой, а начальник такого комплекса дворов был – базилевс. Я, пожалуй, приведу все же картинку Константинополя из упомянутых авторов, а справа моя собственная картинка из Йемена.

Так что ничего сильно уж чудесного в кругообразии Аркаима нет.

В-третьих, остался у меня не объясненным “2-метровый обводной ров, заполнявшийся водой”, но я его пока трогать не буду, мне кое-что надо сгруппировать.

В-четвертых, площадь поперечного сечения стены 5,5 на 5 м, равна 27,5 кв. м, примерно как площадь всем известной однокомнатной хрущевки со совмещенным санузлом.

На 4. Заметьте, “ливневая канализация” – это ничто иное, как тот же самый “обводной ров, заполнявшийся водой”. Он ведь тоже “2-метровая канава” в те поры, когда внешнее кольцо “домов” еще даже не планировалось, тогда вы поймете то, что я скажу, когда придет время. Пока же обращу ваше внимание, что канава посередь улицы – не слишком удобная штука, вот ее и перекрыли бревнами, так как доски пилить еще не догадались, впрочем, и нечем их было пилить. Отчего, даже еще и при Петре I досок на Руси не было, вместо них употреблялись обаполы, обе половины вдоль расколотого напополам бревна. И именно он специальным указом повелел лишь десятую часть дров пилить, а не рубить. Заметьте, десятую. Так что “канализация” у аркаимцев получилась автоматическая, примерно как до сих пор во всех деревнях Руси уборные строят на откосе ручьев, чтоб все оттуда стекало в наши великие русские реки, к водозаборам столь же великих городов. А ведь 40 веков прошло, если Зданович не врет.

На 5. Во-первых, 3 м толщины стены и 5 – большая разница. Это никак не отвечает Москве. У Кремля стены толстые, а вокруг города вообще стен ныне нет, а когда-то были просто земляные валы, ныне улицы так называются. Этим я хочу сказать, что Аркаим развивался по константинопольскому принципу и еще по одному, о котором – ниже.

Во-вторых, насчет “изоляции” улиц друг от друга. Взгляните на Константинополь и вы увидите то же самое. В нем тоже надо “пройти по всей длине кольцевой улицы”. Только насчет “пути, который проходит Солнце”, в Константинополе – облом, взгляните сами, чтоб я не писал ненужных слов.

В-третьих, по Константинополю не видно также, что “во внутреннем круге находились те, кто обладал чем-то, что не следовало показывать даже своим, живущим во внешнем круге, не говоря уже о внешних наблюдателях”. Эта “догадка ученых” уже тем плоха, что я показал выше о вторичности по времени создания внешнего круга в порядке развития города, а еще и усугубленную эту глупость я покажу ниже.

В-четвертых, ничего особенного не “венчает центральная площадь” кроме, разумеется, того, что известно по древнему Йемену. Каковой весь каменный, значит стоит века до создания Аркаима, подробности – ниже.

На 6. Во-первых, костры даже дикие туристы зажигают всегда на одном и том же месте, оно чем-то удобно и вы все об этом знаете, так как почти все из вас – туристы выходных и праздничных дней.

Во-вторых, пришла пора ответить на кое-что, таинственно мной сюда направленное. Например, пункт “в третьих” предыдущей ссылки, пообещав усугубить глупость. Дело в том, что я знаю, зачем аркаимцам понадобилось “множество переходов внутри внешней стены”. Именно поэтому она получилась у них такая толстая. Там прятался оборотный капитал торгового племени, каковое только и догадалось строить города, сперва – просто караван-сараи, тогда как всем остальным города – неминуемая и быстрая смерть (подробности – в других моих работах). Кстати, я и картинку могу привести, как казаки-разбойники разрушали вот такие стены, даже и каменные.

Теперь видите, что я прав? Это, кажется, в Вавилоне, я уж забыл, откуда этот древнейший рисунок попал ко мне. Только обратите внимание на то, как “изгоняют” торговцев – владельцев города казаки-разбойники, чтоб не мешали обшарить “множество переходов внутри стен”, ведь все равно не помогут искать.

В-третьих, насчет того, что “по крышам жилищ проходила верхняя улица” мне надо еще несколько минут и кое-какие сведения, которые помогут ответить на этот вопрос.

В-четвертых, настала пора рассказать о почти всех закавыках, наставленных мной ранее. Дело в “кирпиче”, который у россиян называется кизяками. И это не столько кирпич, сколько – топливо для печек, только этот “кирпич” без капли “грунта”. Только “археологи” слегка и, по-моему, преднамеренно путают вам карты, вернее, вешают лапшу на уши, так будет понятнее не картежникам.

Никакой дурак не будет “заполнять деревянные срубы”, каковые просто деревянный, рубленый дом без крыши, смесью соломы, грунта и навоза, когда для этого годится просто грунт, вернее, смесь песка и глины, притом без какой-либо формовки. Именно таким “кирпичом”, каковой гребется простой лопатой, засыпались заранее сделанные из срубов для “скрытого смысла” “множество переходов внутри внешней стены”. В результате получались хранилища внутри стены. Итак, с грунтом мы разобрались.

Никакой дурак не будет в сформованные кизяки, изготовленные из навоза и травы-соломы, добавлять грунт, он ведь не горит, как известно 40 веков назад. Но высушенный на солнце летом кизяк требуется зимой, вы ведь сами читали, что Аркаим – в степи с редкими березняками. Но осенью будет столько дождей, что кизяк превратится в то, из чего он сделан, в говно, и гореть не будет. Поэтому его надо до снега хранить хотя бы под навесом. Поэтому часть “множества переходов внутри стен” заполнялось именно кизяками, примерно как нынешние колхозники заполняют сараюшку каменным углем, торфом или колотыми дровами. Вот тут-то и пригодится дорога по крыше и вообще вся крыша, на ней сушат кизяки. Только ведь надо еще и подвезти их ингредиенты с природы, в “жилищах” все это не растет и не испражняется, хотя немного и испражняется, человеком. Поэтому в Аркаиме было два сорта “кирпичей”: кизяки – действительно кирпичные, и “кирпичи” – сыпучие, каковых не бывает, так как это просто земля.

В-пятых, насчет “рвов вокруг стен, заполняемых водою”, и канав “по кольцевой улице”, заполняемых мочою. Эти рвы я оставил выше без должного разъяснения. Рвы эти ни что иное как карьеры при сооружении стены, и так как стены длинные и сплошные, то и канавы-карьеры – точно такие же. И ни для чего иного они не предназначены изначально, заполнялись стихийно дождем, а потом солнышком высушивались. И даже в случае, когда вокруг царил не лес, а природный дикий камень как в Йемене, хотя бы глинистый “раствор” все же требовался для кладки камней, а то – в щели дует. Правда, потом эти канавы по всей Земле пригождались, оно и поныне видно на примере “старых городов” внутри современных городов, например, в Ташкенте, где от этих канав здорово воняет. Только к обороне это не имеет ни малейшего отношения.

В-шестых, относительно того, что “кирпичи, которыми облицовывали внешние стены, имели разный цвет”. В нынешней Москве уже почти не увидишь, чтобы дом одновременно сверкал тремя-пятью разными красками: прошлогодней, трехгодичной, пятилетней и родной, нанесенной при строительстве дома. А 10 годами ранее это был – обычный пейзаж, хотите посмотреть – поезжайте в любой уездный городишко. И все же мне кажется, что ни один дурак не станет “облицовывать глиной” деревянный, рубленый дом – сгниет быстро. Кроме, естественно, древних сельских старушек, дом которых сквозь прогнил и зимой холодно, а на ускоренное гниение – наплевать, жить-то осталось. Впрочем, я не все сказал.

В-седьмых, дороги на крыше не могут быть без плоских крыш – слишком уж яркой приметы бездождливого летнего сезона от Индийского океана до наших дождливых широт. И эти крыши, как только солнышко начинает клониться к горизонту – любимое место всей семьи, вплоть до следующего восхода. Родившемуся в наших дождливых местах человеку никогда не придет в голову сделать крышу плоской, он непременно сделает ее похожей на копну или шалаш, или даже на непромокаемый муравейник. Поэтому стопроцентно Аркаим построен южанами, а не северянами, будь они хоть из самой Гипербореи, где дожди летом тоже идут. А вот южане, прибывшие торговать в окрестности Аркаима, точно так же как Ибн-Фадлан и Ибн-Даста – на Волгу, не знали этого да и прибыли, наверное, засушливым летом, что – не такая уж и редкость. Поэтому только один этот факт уничтожает всю “теорию” ученого Здановича о том, что цивилизация по Земле пошла из Аркаима.

На 7. О “канализации в домах древних ариев” с восклицательным знаком на конце я уже сказал. А вот о “колодце, печи и небольшом куполообразном хранилище, имевшемися в каждом жилище”, разговор пойдет большой, нудный и до слез смешной. Взгляните еще раз на картинку, чтоб мне легче было перейти к теплотехнике или хотя бы к простой школьной физике. Все знают о том, что дым практически всегда тянется к небу, туда, собственно, куда направлена обычная печная труба. Но вот не все знают, знают только дачники, входящие в жаркий день в прохладную внутренность дачи, что печку растопить – невозможная сложность, отчего изрядная часть дач дотла сгорела, когда печку пытались все же растопить бензином из автомобиля, на котором приехали. В результате авто присоединяется к уже запылавшей даче. Тут физика кончается и начинается маленькая, но подробная, ее часть – теплотехника.

Вообще говоря, дым идет, ибо он теплый, – в холодное место, которое не обязательно ближе к небу, может быть совсем наоборот, из печки – к полу холодной квартиры, а не в трубу, для дыма предназначенную. Ибо над трубой так жарко, что дым туда не спешит, стремясь к холодному полу квартиры. Деревенские жители меня засмеют за разрисовку этой банальности, а вот городские, всю зиму сидящие около батареи и не имеющие дачи, слушайте и запоминайте.

Хотя я уже все сказал. Так как далеко за нашей эрой, я думаю, не меньше 40 веков назад, раз уж Зданович такой срок нам поставил, были изобретены коптильни холодного копчения, в которых дым должен быть холодным, тогда копчености будут храниться очень долго при любой жаре, не было бы только мух. Горячее копчение я не рассматриваю, ибо это не копчение, а варка на пару, только коптильный пар хорошо пахнет, что и передается продукту, который на жаре портится примерно так же быстро как и вареные рыба-мясо. А вот мясо холодного копчения, если бы его нашли в египетских пирамидах, можно было бы попробовать точно так же, как и знаменитого мамонтенка с Чукотки, пролежавшего в замороженном виде 10 тысяч лет. Вот что такое холодное копчение, надоуменное нерастапливаемой, дымящей в жаркий день печкой.

Для тех, кто соорудил у себя на огороде по картинкам из журнала “Знание – сила” или “Наука и жизнь” (я уж теперь не помню) коптильню холодного копчения, опять будет смешно, так как аркаимская коптильня, представленная на рисунке, ну, – вылитая копия его собственной. Разница только в том, что нынешние коптильни сооружают попроще, с трубами из ненужных досок, обвалованных огородной землей, и колодец, в котором развешивают куски мяса или рыбы, собственно, не колодец, а просто – ящик из досок, тоже засыпанный землей, чтобы был холодным. Тогда дым пойдет именно туда, а не к небесам, остывая постепенно в трубе и достигая ящика совсем холодным. Так что и длина трубы – немаловажна, рассчитывается опытным путем.

Но в Аркаиме мы имеем дело с массовым, почти поточным производством разом в 60 “квартирах”, продолжающееся всю долгую в этих местах осень, поэтому технология была отточена до совершенства. Причем я сильно подозреваю, что не пришельцы выдумали ее, а – местное древнее население, живущее среди стад коров и лошадей, (см. пункт 11, к которому я еще не приступал). А пришельцы, будучи прирожденными торговцами, построившие город, только использовали местную технологию, дав ей по причине жажды прибылей прообраз конвейера Форда.

Что касается “куполообразного хранилища”, то тут все правда, только забыто одно, вернее даже, две вещи. Во-первых, там можно делать брынзу, во-вторых, колодец потому и глубокий, хотя там никогда не было воды, о чем врет автор, что туда всю зиму засыпался, трамбовался снег и все лето медленно таял, вода уходила в песок и весь колодец представлял собой ледник, широко известный вплоть до изобретения электрических холодильников.

Теперь выплюньте “тянет прохладным воздухом”, ибо ни из одного колодца в мире никогда не тянет, так как “тянет” предполагает движение воздуха, холод же просто ощущается, без какой-либо тяги. Выплюньте “прохладный воздух, проходя по земляной трубе, создавал тягу”, так как холодный воздух на дне колодца хочет как можно ниже, но дно не пускает, а вверх ему идти – природа, то есть физика, не дает. Осталась только фраза “все гениально просто”, вы уж ее оставьте для меня лично, всем ученым, сбившим с панталыку автора статьи, эта фраза ни к чему, она им имидж портит. А я, ободренный вашим “гениально просто”, пожалуй перейду к выплавке бронзы. Она пока под цифрой 7 болтается без дела.

Поначалу я вам приведу из БСЭ карту Челябинской области, нам без нее, ну, никак не обойтись в поисках бронзы для Аркаима.

Карта хоть и мелкая получилась, но для нас достаточно. Речку Большая Караганка, упомянутую в пункте 1, вы найдете в самом низу карты. С ее устья начинается Яик, по-нынешнему Урал. Остальная часть карты мне потребуется не только для поисков меди, без которой ни одной бронзы не бывает, но и кое-каких других целей.

Медь 40 тысяч лет назад можно было найти на Уральских горах, оловянную руду касситерит – в Средней Азии, но никак не на речке Большая Караганка. И если бы бронзу плавили в одной печке из шестидесяти, то это еще можно было как-то понять, сережки для царицы решили переплавить. Но 60 плавильных печей – это такая чушь для Аркаима, что чушь насчет “тяги” холодного воздуха вверх, в горячий воздух, покажется почти правдой. Так что вне всякого сомнения – “древние кузнецы” Аркаима “оттачивали свое мастерство” на копчении мяса.

На 8. К.К. Быструшина мне просто жалко. Если его посадить в любой огород на Земле и заставить в нем жить лет сорок, то он от скуки каждый день и ночь будет отмечать на заборе огорода восходы и закаты солнца и луны и достигнет того же самого, что он написал для Аркаима. Тем более что от аркаимских стен остались одни фундаменты, на которых ни одному дураку не придет в голову отмечать восходы и закаты.

На 9. Все, что тут написано, переписано из учебника школьной астрономии, даже с учетом того, что другие ученые накопали в Стоунхендже. Тем более что в Стоунхендже – круглый год туман, а в Аркаиме – облачность выше всякой середины.

На 10. Если поставить глиняный горшок с насыпанной в него землей (“грунтовый кирпич” горшечной формы), то этот “кирпич” будет “служить” вечно. Даже, когда от кувшина, нечаянно опрокинутого динозавром, останутся лишь черепки. “Кирпич” в виде кучки земли продолжит свою “службу”. А тут такие мелочи – 200-300 лет. Что касается кизяков, то они “прослужат” в штабеле под дождем не больше пятилетки – солома сгниет, а говно съедят жуки-навозники в течение ближайших полугода (см. мои статьи в папке “Бог”, об энтомологе Фабре).

На 11. Опять, черт возьми, “уникальный кухонный комбайн древних ариев” в виде коптильни. Во-первых, особенно хороши в нем “березовые колышки”, они дают мне право утверждать, что хвойных лесов тут с Адама не было, росли те же самые редкие березовые рощицы в бескрайней степи. Так как, если бы росла хоть одна сосна или еще лучше – лиственница, “древние арии” никогда бы не стали делать колышков из березы, она гниет чуть медленнее тополя или осины – чемпионов по скорости гниения.

Во-вторых, так как в колодце никогда не было ни искорки огня, то и “сильное впечатление” археологи пусть оставят при себе, нечего им пугать нашего малообразованного читателя, он и без того верит всяческой галиматье типа “бога огня” из колодца, хотя ему намного ближе родной леший. Или, в крайнем случае, – водяной, только не из “темной и таинственной воды”, а из простого болота. А уж фраза “Бог Агни, который расплавит металл!!!” – чистейшей воды поэзия современной эстрады, если вы еще не забыли введение.

В-третьих, на бис я приберег “побывавшие в огне копыта, лопатки и нижние челюсти лошадей и коров”. За что вешают окорока на базаре? – за место чуть выше копыт, так как за 40 веков научились отделять копыта заранее. Точно за это же самое место вещают окорока при копчении, правда, 40 веков назад вешали вместе с копытами. Для наиболее любознательных уточняю – в этом месте много жил, поэтому размягченное мясо не обрывается с березовых колышков и не падает на лед на дне колодца. Но разве за всеми кусками уследишь при такой-то потогонной системе труда, устроенной торговцами местным спецам копчения?

Когда коптят грудинку, ее вешают за нижнюю челюсть, пощупайте у себя под подбородком, напрягшись, как дуете на горячий кофе, там тоже – много жил ощутите. Ну, а лопатку коптить – за лопатку и вешать, пробив ее острым камушком в нужном месте, рядом с хрящиком, и этой дырочкой и надо вешать на колышек. Впрочем, знающие домашние коптильщики современности знают, что в месте подвешивания мясо не самое ценное, поэтому – хвать ножом и место, на котором висела копченость – осталось на колышке, а сама сырокопченость – на базаре.

На 12. Бескровное покорение белой расой чернокожих индусов юга Индостана, действительно шло с севера, (см. мои другие работы), только покорителям-торговцам из Аравии-Йемена этот юг изначально не был нужен, он потребовался несколько позднее, когда были освоены истоки рек Инд и Ганг с массой полезных ископаемых. Именно регион будущих штатов Индии Джама и Кашмир, Пакистана и Афганистана были освоены первоначально, поэтому древним историкам казалось, что изначально торговое племя как бы родилось в этих краях. В действительности же оно было с юга Аравии и попало туда через Персию-Иран, набравшись в указанных местах соответствующих генов, став по виду и по развитости ума кастой браминов. Только надо заметить здесь, что единственный путь отсюда в наши бескрайние засушливые степи и дождливые беспредельные леса лежал через Афганистан, ставший задним числом родиной ариев-арийцев.

На 13. Иран, Джама и Кашмир, Пакистан и Афганистан для торгового племени стали как бы второй родиной, здесь они на торговых прибылях плодились столь интенсивно, впитывая в себя как гены, так и достижения местного прогресса, что в более позднем представлении именно здесь возник пуп Земли. Но архитектура (если хорошенько подумать), взаимопроникновение всех известных религий (если глядеть в их корень) на основе хитрой веры торговцев, а также перекрещивание именно здесь афразийского дерева языков с индоевропейской его ветвью, (см. мои другие работы), показывает, что источник всей этой кутерьмы – все же Йемен. Но так как именно отсюда пошло дальнейшее распространение племени на север (создание Великого соляного путь от Баскунчака до Тихого океана) и на юг Индостана, то нет ничего удивительного в том, что именно здесь срослись знания ледяного Заполярья и рисовых краев. Ибо, если бы село Самара многажды переименованное не стало Ханты-Мансийском, то остров Самар на экваториальных Филиппинах и сегодня был бы побратимом этого заполярного села. И если уж линия горизонта (сам-ар, небо-земля) обозначается одинаковым словом на противоположных краях Земли, то “воспевание в древнеиндийских гимнах периода зари, который бывает дважды в год”, – семечки, как говорится. И даже – шелуха.

На 14. Да, “Южный Урал – Арийский простор”, продолжающийся до Ханты-Мансийска в одну сторону, и до Филиппин – в другую. Только не надо забывать, что первоисточник его – в Йемене. Как он переплывал Баб-эль-Мандебский пролив в Эфиопию и Египет, к проблеме данной статьи не относится, но и он у меня досконально изучен. Однако рассмотрим “Страну городов” вокруг Аркаима, обратив особое внимание на “объекты круглой, овальной и прямоугольной формы”, а также на “150 км с запада на восток и 350 км с севера на юг”, не забывая только, что это не “восточный склон южного Урала”. Для этого у меня, собственно, и карта припасена выше.

Во-первых, найдите речку Большая Караганка на юге и проведите взгляд на север, вы увидите водораздел между бассейном Яика-Урала и бассейном Тобола, Иртыша, Оби. Заметьте также, что многие реки того и другого бассейнов, начинающиеся с этого водораздела имеют в своем составе корень “кар”, включая Караганки большую и малую, Карталы-Аят и населенные пункты с этим же корнем. Теперь обратите внимание на одну из моих статей, наполовину посвященной этому корню “кар”, он же иногда “кор”, и вы узнаете следующее. От Кореи до Карпат идет штук двадцать водоразделов, в составе которых есть обязательно “кар” или “кор”. Затем вспомните Карельский и Коринфский перешейки и даже Карфаген, который – Апеннины (моя интерпретация), и если вас не затруднит, загляните в Центральную Америку, на страну Никарагуа, которая расположена на точно таком же перешейке-водоразделе. Для первого раза – достаточно.

Во-вторых, если представить себе, что корень “кар-кор” на всем нашем глобусе “произошел” из аркаимской “Гипербореи” как то утверждают наши доморощенные “историки”, то хотя бы Карфаген, не говоря уже о Никарагуа, в эту гипотезу никак не затолкаешь, а я ведь не все еще сказал. Как с Кореей-то быть? А с Кордильерами? Тоже ведь водоразделы.

В-третьих, придется вам все-таки признать, что торговое племя покорило своим глобальным изобретением получать прибыль из ничего, вернее, из того, что разрозненные между собою племена не знают истинной цены вещам друг у друга, весь мир. Но у меня сейчас речь идет о частном случае этого старейшего глобализма, “стране городов” на водоразделе между Иртышем и Яиком. Единственно, чем богата эта страна, это – мясо (я не о сегодняшнем дне), а мясо быстро портится. Поэтому эта страна – страна коптилен. Но есть еще одно “но”, заключающееся в том, что кружной путь – намного длиннее пути прямого.

В-четвертых, я доказал в других своих работах, что основа цивилизации северной части Азии – Великий проходной двор на пути поваренной соли с озера Баскунчак на Тихий океан в дну сторону и до Будапешта и Константинополя – в другую. Отсюда, с истоков Иртыша, устьев Яика и Волги прогресс двигался аж за Полярный круг. Вполне естественно, что торговцы с Иртыша и Яика хотели бы встретиться на севере и лучшего места, чем через “страну городов” Аркаим не найти. Иначе бы пришлось возвращаться по рекам, чтоб поговорить о делах на Великом проходном дворе соли. А тут поднялся по Большой Караганке на пригорок, а с противоположного его склона бредешь прямо в Тобол и Иртыш, сперва по бережку, а потом и вплавь. А тут, кстати, им еврейский бог Яхве и русский Иегова, что одно и то же, посылает столько дармового мяса, что грех не создать массовое коптильное производство, так как даже сегодня, спустя 40 тысяч лет, ни одно путешествие и даже на уикенд не обходится без копченостей.

В-пятых, на подробностях, почему и как торговое племя создавало первые на Земле производства товаров, я останавливаться не буду, ибо я этой темой вам уже все уши прожужжал в других своих работах.

На 15 – 21 чохом. Это все – фиоритуры и рулады, с которых я начал статью. То есть “тра-ля-ля”. Все друг к другу ходят в гости (пункт 15), особенно торговцы, у них, знаете ли, всегда найдется, о чем поговорить, в основном о конъюнктуре и ценах, чтоб не ошибиться в общих торговых делах. Так что одни “из края зеленого”, другие с мест, “где Солнце спит в ночи”. Теперь и вам должно “становиться ясно” (п.16), почему не только “санскрит и русский – схожи”, но и один японец разговаривал на своем родном японском, переплыв океан, с аборигеном Центральной Америки (см. мою “спецстатью”).

Когда замкнули Транссибирскую железно-дорожную магистраль, по всей ее 10-тысячекилометровой длине не менее ста народов России через неделю выучило совершенно новые и одинаковые слова “паровоз”, “билет” и “вагон”. Точно так же как 40 веков назад на всей Земле появились одинаковые числительные “два, три четыре” и притягательные местоимения “мое – твое”. Поэтому смешно удивляться одинаковости “dwesti tridtsat chetire” и “snokha” на прообразе Транссиба. Хоть на пути “из варяг в греки”, который я лично продлил до Зауралья, до Кондинской низменности, по которой протекает река Конда, которые “произошли” от “греко-еврейского” “con” – вместе, одинаковые. То есть “кондовые” (имеется в виду кондовая лиственница на венецианские сваи). Хоть на пути через афганцев, которые очень гордятся, сидя в допотопных своих пещерах, своим арийством. Точно так же как и крымские татары – своим якобы опустошением от народа наших дремучих лесов при царе Иоанне III (по 100 душ разом), тогда как их продавал донским казакам-разбойникам оптом тот же самый царь. Но особенно отличился этой торговлей своим народом Иван Калита, тоже с Дону, как я доказал. Иначе бы его знаменитая “калита” – карман в колчане никогда бы не наполнилась, ведь продавать из Московии тех пор было совсем нечего, не считая конопли для пеньки. Так что “застывать в изумлении” надо бы не от комментируемой статьи, а – от моих комментариев.

Уж точно: “впереди третье тысячелетие”. Не хватит ли врать? А то с эстрады такой треск-гром нечеловеческий несется, что уж и к “поэзии” его нельзя отнести. Куда девалась проза жизни? Вернее, истории. И зря я не назвал эту статью “Аркаим – мечта идиота.

24.04.06.

Несколько слов вдогонку

Выыше я обещал добавить кое-что о конструкции городов, да призабыл малость, старость, как говорится, не радость. Вот, посмотрите на рисунок, взятый из БСЭ.

Это не Аркаим, это – “Кой-Крылган-кала, общий вид после раскопок”. А теперь несколько строк в пояснение: “Кой-Крылган-Кала, остатки древнего поселения в пустыне Кызылкум, в Турткульском районе Каракалпакской АССР. Раскопками 1951–57 вскрыты остатки древнехорезмийского мавзолея-храма 4–3 вв. до н. э. с центральным двухэтажным круглым зданием (диаметр 44,4 м, высота около 9,5 м) и кольцом крепостной стены (толщина 7 м); между ними располагались хозяйственные постройки. Во 2–1 вв. до н. э. святилище было заброшено, а в 1 в. н. э. на его развалинах возникло поселение, существовавшее до 4 в. н. э.”.

Коль скоро это “хорезмийское поселение”, то вот еще несколько строк: “Хорезм, историческая область и древнее государство в Средней Азии, в низовьях р. Амударьи. Первые упоминания о Xорезме встречаются в Бехистунской надписи Дария I и “Авесте”; многие исследователи, кроме того, отождествляли с Xорезмом авестийскую Арьянам-войчах — первую зороастрийскую страну”.

Замечу, что Ибн-Фадлан как раз именно здесь делал остановку, плывя по Амударье из Бухары. Но к этому путешествию я как-нибудь вернусь в другой статье. Здесь же скажу только, что как раз в этом месте маршрут Ибн-Фадлана здорово запутан, так запутан, что толком не поймешь, куда же он отсюда направился?

Из представленной картинки можно сделать кучу выводов, но меня интересует в данном случае только соотношение Кой-Крылган-кала с Аркаимом.

Во-первых, Константинополь, представленный выше, тоже должен быть круглым, и там, где возможно, он округл, что говорит об однообразии архитектурного замысла, йеменского замысла. Там же, где Константинополь не округл, округлости его мешают непреодолимые препятствия: залив и рельеф. Другое дело ровная как стол площадка, что в Кой-Крылган-кала, что в Аркаиме. Значит, люди знали, что длина окружности короче длин сторон квадрата равной площади.

Во-вторых, Кой-Крылган-кала представляет собой тоже два кольца, как и в Аркаиме, с кольцевой же улицей, только планировка “квартир” здесь многообразная, по индивидуальным проектам, а не как в “хрущобе” Аркаима. И отсюда можно сделать три вывода: а) в Аркаиме параллельное производство одного и того же товара – копченой говядины во всех “секторах экономики”; б) в Кой-Крылган-кале и вообще в Хорезме – разноплановое производство, требующее соответственной планировки “квартир”; в) отсюда следует, что Хорезм старше. Поэтому не из Аркаима в Кой-Крылган-калу пришла “Авеста”, как утверждают любители потрафить великорусской великодержавности, а – совсем наоборот.

В-третьих, я не обратил вашего внимания на одну особенность планировки “квартир” в Аркаиме. Теперь, глядя на планировку Кой-Крылган-калы, вспомнил об этом. Дело в том, что как в Аркаиме, так и в Кой-Крылган-кале есть такие узкие квартирки и даже без дверей, каковые, если не иметь перед собой приведенных здесь планов, никогда не обнаружить, с налету взяв город и обшарив его вдоль и поперек. Именно в этом ценность таких квартирок-сейфов, что, в свою очередь, доказывает как наличие казаков-разбойников, бравших города, так и способа сохранить громоздкий оборотный торговый капитал.

В связи с этим я как-нибудь займусь поисками таких вот городов там, где ныне живут пуштуны. Ибо в связи с вот уже более 30 лет продолжающейся афганской войной о них стало известно во всем мире. Тем более что Ибн-Фадлан начал свое путешествие не из Багдада, как пытаются нам втолковать его “переводчики”, а откуда-то отсюда.

21.05.06.

Курган “Темир”

Огромной популярностью среди гостей заповедника пользуется музей-реконструкция «Курган Темир». Это точная копия родовой усыпальницы кочевников, воссозданная археологами в 1991 г. по материалам раскопок кургана, найденного и исследованного в Чесменском районе Челябинской области в 1982 г. Детали внешнего и внутреннего устройства этой погребальной конструкции были скрупулезно воспроизведены авторами проекта, коллектив которых возглавил доктор исторических наук А.Д. Таиров.

Памятник датируется IV в. до н.э. В те времена на территории Степи жили кочевые скифо-сарматские племена, на основании образа жизни которых, у античных греков возникли многочисленные легенды о кентаврах и амазонках. Курган – это родовая усыпальница знатных представителей племени, поэтому хоронить в нем могли только родственников по крови, в одном таком кургане совершалось погребение 5-6-и человек. Для кочевника, чьим домом была кибитка, родовые усыпальницы служили своеобразным напоминанием о родине, о месте, откуда он пришел и куда вернется его душа после смерти.

Arkaim: Russia’s Ancient City & the Arctic Origin of Civilisation

Posted by davidjones on November 1, 2008 · Share/Bookmark · Leave a Comment

By VICTORIA LEPAGE

Vast shadowy forces are moving in Central Asia – or rather in the greater region we call Eurasia – which may change the face of our global society and civilisation forever.

Even as the balance of geopolitical forces is shifting inexorably in favour of the Eurasian superpowers – principally Russia, China, the Central Asian states and India – a new spiritual wind is blowing out of Inner Asia and its many hidden mystical schools, promising to sweep the new entente into unprecedented heights of international power, politically and culturally. The immensity of the coming turbulence occasioned by this shift from West to East is incalculable, the outer symptom of a global revolution of consciousness.

Already the transformation of consciousness accompanying this hemispheric shift is creating both exaltation and unease in all people sensitive to evolutionary change. As the West moves through increasing economic and geopolitical tumult towards what many regard as a birthing into a new World Age, pressing questions are being asked. What are we mutating into and what kind of social realities will replace those we know? The mystery and the terror is not so much the speed of change as its unknown destination. Where are we heading? To what precipice sheer and awful, or to what blessed landfall?

Striving to answer such questions, many leading esotericists today have turned to certain very ancient traditions to throw light on the crisis of our times. Increasingly heeding the overwhelming evidence for their thesis, they suggest that the key to humanity’s future lies in its distant past, in the heritage of an unknown antediluvian race that lived in a time so remote that its existence has been erased from racial memory.1

A Forgotten Race

Perhaps 100,000 years ago or more, so the hypothesis runs, a great star-gazing Ice Age people lived in the Arctic region, at that time a temperate zone, before migrating south to Inner Asia as conditions changed and the great ice sheets melted. There, in a fertile, paradisaical land, these unknown sages became the core of a Ural-Altaic race that continued to evolve over the millennia, improving the stock of primitive humanity by intermarriage, developing cosmological sciences and political structures that sowed the seeds of our present civilised state, migrating across the earth and then disappearing, leaving immortal legends about itself behind.

The British author John Michell cites the massive evidence for such a civilisation, which he regards as essentially magical, and still faintly visible across the earth for those who care to look:

The entire surface of the earth is marked with the traces of a gigantic work of prehistoric engineering, the remains of a once universal system of natural magic, involving the use of polar magnetism together with another positive force related to solar energy. Of the various human and superhuman races that have occupied the earth in the past, we have only the dreamlike accounts of the earliest myths. All we can suppose is that some overwhelming disaster… destroyed a system whose maintenance depended upon its control of certain natural forces across the entire earth.2

Michell is one voice among many claiming that in the archives of prehistoric peoples a forgotten race has left traces of an advanced body of knowledge, seemingly both spiritual and technological, which can guide us, if we will, into a viable future.

Despite being ignored by mainstream historians and anthropologists, this theory is being ever more insistently put forward by highly accredited researchers as evidence for the enormous age of our species continues to be found not only in the legends of races in every part of the planet but also in the thousands of technological anomalies being unearthed in unlikely geological strata.

The ancient Greek historians had much to say on this subject, especially concerning the legends of Asia Minor which told of the descent thereto, in the depths of the Ice Ages, of the Hyperboreans, a mysterious race of superior beings from polar regions whose Pillar works on earth sought to mirror the starry heavens above. Yet it is Central and Inner Asia further to the east, a vast land of steppes, mountains and sandy deserts, whose people preserve the most significant memories of a time beyond telling when cities populated the deserts and an Elder race walked tall on the earth. And it is these Ural-Altaic regions that are now taking centre stage as the search continues for the roots of homo sapiens and the path into a viable future.

Arkaim: A Bronze Age Town in the Southern Urals

In 1987, in the middle of the Russian steppe, a team of Russian archaeologists unearthed the ruins of a fortified town called Arkaim, causing great excitement in scientific ranks and a surge of neo-pagan and nationalist enthusiasm among Russian intellectuals. The region was known to have preserved landmarks of the most diverse cultures, ranging from every epoch and every direction of the compass, but Arkaim was the first clear evidence of an ancient advanced culture flourishing on Russian soil.

Constructed on a circular principle around a central square, with about sixty semi-dugout houses built within its ramparts, the settlement was situated in the southern Urals, near the Russian city of Chelyabinsk. It was defended by two concentric ramparts of clay and adobe blocks on a wooden frame, and could only be entered via four intricately constructed passageways that would have made the entrance of enemies extremely difficult. The inhabitants and the common central square were thus well protected by Arkaim’s defensive, inward-turned ground plan. The town was found to be closely aligned to several celestial reference points, and is therefore believed to have been an observatory as well as a fortress, an administrative and a religious centre.

Dubbed “the Russian Stonehenge,” this Bronze age settlement was about 3,600 years old and was contemporaneous with the Cretan-Mycenaean civilisation, with the Egyptian Middle Kingdom and with the Mesopotamian and Indus valley civilisations, and older by several centuries than Homer’s fabled Troy, whose circular layout it so closely resembled. Arkaim was inhabited for 200 years and was then mysteriously burned down and deserted.

The Russian team’s explorations showed that Arkaim enjoyed an advanced technology for its time. It was equipped with a drainage gutter and storm sewage system and had actually been protected from fire: the timbered flooring of the houses and the houses themselves were imbued with a fireproof substance – a strong compound the remnants of which can still be found in the ruins. Each house gave onto an inner ring road paved with wooden blocks; and in each house there was a hearth, a well, cellars, an oven and provision for a cooled food storage system. The oven was such that it may have been possible to smelt bronze in it, as well as to fire pottery.

Subsequent to this exciting excavation, more than another twenty fortified settlements and necropolises were unearthed in the Arkaim Valley, some stone-built, larger and more impressive than Arkaim. With Arkaim possibly its capital, the complex came to be called the Land of Cities and presented scientists with many mysteries. It was the first concrete evidence of a lost neolithic civilisation in southern Russia, confirming what had long been believed, that the southern Urals and northern Kazakhstan, situated at the junction of Asia and Europe, was an important region in the formation of a complex Aryan society.

A possible light was thrown for the first time on the development, nature and wide migratory pattern of early Indo-European culture, and stimulated all sorts of theories in Russian circles about the Aryan roots of the Slavic people.3


This, however, has been only the beginning of the quest for a new ethnic, cultural and religious identity in a small but influential Russian minority since the demise of the Soviet Union. Increasingly rejecting the American and European vision of a global hegemony rooted in Western Christianity, Russians, besides their interest in their Indo-European roots, are turning eastwards to find a connection with the Turkic/Mongol ethnic strain. Many, especially among the young, are already embracing the mystique of a united Eurasian people and community cemented by spiritual bonds far older than those of Christianity or Islam. Arkaim has become a ready focus for these ideals, a symbol of the future basis for world peace.

Ar-ka means sky, and Im means earth, says Alex Sparkey, a Russian writer. He explains that this means Arkaim is a place where the Sky touches the Earth. Here the material and the spiritual are inseparable.

The East and the West are fused here. Today, in Russia, we feel that Mankind is faced by the necessity to choose Oneness. Western culture must come into unity with Eastern wisdom. If this can happen, the harmony that once reigned supreme in the Land of Cities will be restored.4

In fact, it is doubtful whether peace and harmony existed in the period of Arkaim, since it and the surrounding fortified settlements were obviously geared to warfare or at least to heavy defensive measures in a hostile environment. It is noteworthy that the cult of Tengri, the Mongol/Turkic Sky God who plays a prominent part in Central Asian religion, fosters a fierce competitive nationalism rather than peaceful relations with neighbours. However, Sparkey is right to emphasise the principle of harmonious accord implicit in the Arkaim ideology, pointing as it does to the settlement’s inheritance of a once more peaceful culture.

The head of the archaeological team observed:

A flight above Arkaim on board a helicopter gives you an incredible impression. The huge concentric circles on the valley are clearly visible. The town and its outskirts are all enclosed in the circles. We still do not know what point the gigantic circles have, whether they were made for defensive, scientific, educational or ritual purposes. Some researchers say that the circles were actually used as the runway for an ancient spaceport.5

The truth is that Arkaim was a troy town, so-called after the city in Asia Minor that the Greek king Agammenon destroyed during the Trojan Wars. Built on the same circular principle as Troy, as described in Homer’s Iliad, but at least six hundred years older, Arkaim finds its prototype in Plato’s Atlantis with its three concentric circles of canals; in legendary Electris, the Hyperborean city some said was built under the Pole Star by the sea-god Poseidon; and in Asgard, the sacred city dedicated to the Norse god Odin that is described in the Icelandic saga, the Edda. All these legendary troy towns have the same circular ground plan. They have gone down in history as neolithic Wisdom centres and the seats of ancient god-kings, and this undoubtedly throws light on the cultic function of Arkaim in its day, as we shall see.

In Russia’s more mystical quarters there is intense interest in the ancient town, seeing it as the city temple built by the legendary King Yama, ruler of the Aryans in the Golden Age, which will once again become the centre of the world.6 However, the discovery of the settlement has opened a historical aperture onto far more than the battles and conquests of an aggressive Indo-European people waged across Eurasia and south into the Mediterranean lands, where their war chariots shattered the peace of Old Europe. What the Land of Cities has revealed in its very structure and history is above all the still earlier past of the Ural-Altaic peoples – a past of such enormous antiquity that it presents more mysteries than it solves.

Built in the unique architectural mould of nordic Asgard, the most sacred shrine of the Aesir of which the Prose Edda relates that “men call it Troy,” Arkaim may have been a shrine dedicated to the Aryan Sun religion, yet the roots of its dedication would have lain ultimately in the far older cult of the Pole star. Essentially, this was the religion of the shaman, the wizard, the medicine-man and other wonder-workers in touch with the spirits of nature.

Thus the swastika, thought to be the exclusively Aryan symbol of sun-worship misappropriated by the Nazis,7 and found depicted on many of the clay pots unearthed in Arkaim, is an older religious and metaphysical symbol than that attached to the Aryan Sun God, its roots lying in totemic shamanism. René Guénon, the eminent French esotericist, points out that the swastika, symbolising eternal motion around a motionless centre, is a polar rather than a solar symbol, and as such was a symbol central to the Pole star cult, originally dedicated to a planetary deity connected to Ursa Major, the Great Bear. This centre, Guénon stresses, “constitutes the fixed point known symbolically to all traditions as the ‘pole’ or axis around which the world rotates…” The swastika is therefore known world-wide as the ‘sign of the pole.’8

In short, it would be a mistake for Russian ethnic pride to train too narrow a focus on Arkaim’s Aryan background, for the town was heir to a great civilising force that existed in the Eurasian corridor long before there were Indo-Europeans. One universal feature of troy towns is missing in Arkaim – presumably because it has been destroyed over the centuries – and that is the altar pillar in the central square. Undoubtedly, in Arkaim we see a late expression of a megalithic Pillar religion that once reigned universally in every corner of the globe, among nearly all peoples, whatever their ethnic type, and which became associated with troy towns. It is the oldest religion known to us and goes back to the most remote antiquity when men saw the heavens as revolving around the axis of the Pole Star.

Only later did the Sun, as the centre of the revolving stellar system, replace the Pole Star as the supreme deity of the Pillar cult and lead to the elevation of the Sun God of the Indo-European peoples. It led to their greater intellectual development, to complex civilisations, to advanced arts and sciences and the transcendence of nature.

Troy towns like Electris – and Arkaim – were built as stellar observatories. Their function was to unite earth to the starry cosmos above according to the principle of “as above so below” by means of a central axis symbolised by a stone pillar. Thus Diodorus Siculus of the first century BCE, quoting the historian Hecataeus, described the sanctuary of Electris as a troy town after the pattern of the spheres,

by which he meant an astronomical design similar to that of Stonehenge and other ancient sun temples, in which the scheme of the heavenly spheres or astral shells surrounding the earth was represented diagrammatically by a series of concentric circles marked by walls, ditches or moats around a central pillar-stone.9

These enclosed and heavily guarded sanctuaries sacred to the gods of the greater cosmos were inhabited only by initiated priests and their families, and were forbidden to the wandering nomads beyond the ramparts. The mystery to archaeologists is how such an advanced astronomical science can have been pursued at a time when hunter-gatherers still roamed the land. Colin Wilson, a highly accredited investigator, in answer takes us back to the Sumerians of ancient Mesopotamia, a people who almost certainly had their origin in Central Asia, as the Bible states: “As men migrated from the east, they found a plain in the land of Shinar [Sumer] and settled there.” Sumer is regarded as the site of one of the first true civilisations in human history.

Wilson points out that the Sumerians were accomplished astronomers who had compiled tables of the motions of all the planets, including Uranus and Neptune, as early as five thousand years ago, long before the existence of Arkaim. He adds that according to the library of clay tablets compiled by the Assyrian King Assurbanipal (669 – 626 BCE) and unearthed during the nineteenth century, the Sumerians had also understood the precession of the equinoxes, and therefore knew about the zodiac.10

Further revelations of the Sumerians’ sophisticated astronomical science convinced Wilson that the Chaldaean astronomers understood our solar system as well as Isaac Newton did.11 Indeed Wilson came to believe that a scientific knowledge of the universe existed on earth as far back as 64,000 years ago, if not far longer.

Evidently Arkaim was a Wisdom Centre in a network of such Centres that once related all the prehistoric peoples of the earth to each other under the spiritual aegis of the Pillar religion and its priestly elites. The remains of countless similar stone circles, menhirs and troy towns are scattered throughout Europe, the Americas, Eurasia and the Pacific lands, memorials to great crisscrossing migrations of peoples, all loyal to the same axial principle that relates earth to the heavens.

As to the cradle of this great diaspora, the mystical Russian painter and explorer Nicholas Roerich saw thousands of such megalithic pillar-works in the highlands of Tibet and believed them to be older than any found elsewhere. He suggested they had strong links to the works of the Celts and the Scythian tribes, as also to the megaliths of Carnac in Brittany, and that they represented a Pillar cult that had its beginnings long ago in the Trans-Himalayas of Inner Asia.12

Минойская цивилизация сложилась около XXVI в. до н.э. и достигла расцвета в XXVII в. до н.э. Ее политическим, экономическим и культурным центром был город Кносс, расположенный на северном побережье острова Крит. Кносс отнюдь не был единственным крупным городом в этом царсте. На острове раскопаны дворцы в Фесте, Маллии и Агия-Триаде. Однако это высокоразвитое общество исчезло примерно 3500 лет тому назад, и по поводу причины его гибели существуют лишь гипотезы.

This proposed Eurasian cradle of the troy town phenomenon is reinforced by the researches of one Jacob Bryant in 1776. Bryant, a noted expert in Homeric Troy, published an encyclopaedia of ancient mythology in which he claimed the Trojans were descended from a very old “Atlantean” race that had long ago settled across the whole of Eurasia.13 If the first troy towns were built in Central Asia, could the universal Pillar religion also have had its beginning there?

As I have said, various versions of the cult of the World Pillar as it spread around the world were once known from the Americas to northern Africa, where the blond Tamahu worshipped the Magna Mater and her spouse the Heaven-Bearer, as did their cousins in Brittany and Spain. In Hindu India the World Axis, Mt. Meru, ascended into the revolving heavens above through the centre of the three worlds, and in the Canary Islands the Cro-Magnon Guanches, now extinct, worshipped with sacrifices the god of the World Pillar whom they called “the God who Holds the Heavens,” and who thus prevented the collapse of the foundations of the world.”14 A remnant of this belief-system survives in the legend of Jacob’s Ladder in the Hebrew Book of Exodus, in which we learn that on this Ladder angels ascend and descend between heaven and earth.

Each race has considered a certain tree as symbolic of the World Pillar and therefore sacred. In the Voluspa, the song of the Old Norse prophetess, the tree on which the god Odin hung in order to receive the sacred runes was called Yggdrasil, the heaven-pole or world axis. The World Ash Yggdrasil was declared to be the greatest of all trees and the best; its limbs spread over the world and above the heavens, its shaft the pivot of the ever-revolving sky. At the foot of that tree the laws were first brought into being by the Aesir, the Norse gods, and Yggdrasil was worshipped as the source of all higher knowledge.15

To the inhabitants of Sumer, whose language is unknown – being neither Indo-European nor Semitic – the Pillar was a dominant religious feature: thus Nippur, one of Sumer’s chief cities, as long ago as 3800 BCE had the meaning of “Bond of Heaven-Earth.” A prominent researcher on this subject says that in the text of the Sumerian ‘Enuma Elish’, “clues to the purpose of Nippur were found in references to a heavenward tall pillar reaching to the sky.”16 In ancient Egypt, the land of the Hamitic peoples, the city of An or Anu, which was renamed Heliopolis by the Greeks, originally meant Pillar City.17 As a commentator has pointed out, this fact may shed light on the mysterious djed pillar, the “backbone of Osiris,” often associated with Heliopolis.18

Like others of the Pillar fraternities, the totemic shaman too dedicated his life and calling to the vision of the marriage of heaven and earth achieved by means of a heaven-bearing Tree of Life. In ancient Crete he was a familiar adjunct to the temple rituals of the Great Mother Demeter; in Siberia, Mongolia and the Americas, he was the magician and wise man of his tribe. Beating his drum and climbing the central pole of his yurt, the symbolic pillar by which he communed with the sky spirits above, the shaman thus brought down healings, prophecies and advice from the ancestors to the people of his community. The Mongol-Turkic shamanic tradition with its Sky God Tengri and its World Tree still survives over a vast area of the planet, although its roots are lost far back in the mists of the palaeolithic age.

The mystery of Arkaim is indeed the mystery of the Pillar religion. Who brought to all the primitive peoples of earth this knowledge of the Polar Axis, uniting them for many thousands of years in a common planetary culture? Who taught them the astronomical secrets of the solar system, the zodiac and precession of the equinoxes at a time in prehistory when human intelligence was not supposed to be evolved enough to have developed that knowledge alone? And what part did Arkaim play in that dissemination?

Tracing the Arctic Origins of Civilisation

The Babylonians believed in a mysterious paradise in “the far north” where a race of great sages lived; and the ancient Greeks too extolled a northern Elysium in which they believed the Hyperboreans, a wise, peaceful and long-lived race, lived in great splendour and prosperity. Even though Delphi was regarded as the centre of the Greek world, its god Apollo and his sister, the goddess Artemis, were acknowledged to be originally deities of this secret land far to the north, where stood the cosmic axle that the Greeks called Helice, “That Which Turns.” Many Greek historians as well as later scholars located this northern paradise in Scythia or the Altai, and as having its source in the shamanism that grew up around the semi-mythical magicians and pole-lords of Altai. But research and sacred tradition both suggest its origins go further back still to northeastern Asia within the Arctic Circle, to a society that flourished on the shores of the Siberian Sea.

How long ago, or for how long, this circumpolar culture may have existed no-one knows: possibly 200,000 years or more. In The Interpretation of Radium, the acclaimed physicist Frederick Soddy stated that some of the beliefs and legends which have come down to us from antiquity may be “evidence of a wholly unknown and unsuspected ancient civilisation of which all other relic has disappeared.”19 There may have been, he suggested, previous cycles in the unrecorded history of the world when civilised men lived “in a past possibly so remote that even the very atoms of civilisation literally have had time to disintegrate.”20

On the basis of years of investigation, Charles Hapgood, a New England professor of history, in 1982 declared that possibly as long ago as 100,000 years BCE the hub of a worldwide maritime civilisation with a highly developed level of scientific knowledge must have been in existence in the Arctic Circle.21 Until lately Hapgood’s finds, presented in Earth’s Shifting Crust (1958) and Maps of the Ancient Sea Kings (1966), have been largely ignored in scientific circles, even though they elicited support from the great physicist Albert Einstein; but today interest in them is mushrooming among a growing number of highly accredited investigators.

René Guénon appeals to the oldest and most authentic esoteric traditions in claiming that long before the Indo-European races arose, at a time when a hunter-gatherer humanity was still at a primitive stage of development, the tropics were differently distributed and a great Hyperborean culture flourished around the Arctic Circle, “in the Islands of the Blest on the shores of the Ocean where the great maelstrom whirls.”22

Only later, after a catastrophic change in geological conditions, did this senior race migrate southward, some to Central Asia, others, possibly crossing the Bering Strait, to Atlantis to the west. The latter has been located by some researchers in the Antilles, two large islands beyond the Gulf of Mexico widely regarded as the remains of what was once a great sunken landmass.23 (In support of this theory, the Caribs and the tribes of Hispaniola have long had a tradition that many of the islands of the Antilles, a well-known earthquake zone, were once connected by a single landmass, before a great cataclysm about 15,000 years ago submerged the connection and left only the known island fragments.)24

Leaving aside Guénon’s oblique reference to the two southern refuges of the Hyperboreans being in Russia and Central America, he suggests that in both cases the two groups brought with them advanced mathematical and astronomical knowledge and the seeds of arts and sciences that would eventually be passed on to our brute ancestors to become the basis, about eight thousand years ago, for our own civilisations.

Both Sumer in the Middle East and Central America have flood stories written down long before the biblical account of Noah’s flood, and in all these stories the salvific activity of the Elder race is pivotal. There is the Sumerian story of Utnapishtim and his wife, who, helped by the gods, survived a flood and were made immortal; and likewise early American accounts tell how the god Viracocha, who “came from the east,” destroyed the earth in a great flood. Later, after a man and a woman survived by taking refuge in a floating box, “Virachocha recreated the peoples of the earth, and gave each one his own language and songs.”25 Wilson cites many such instances in which flood stories about the Hyperboreans and their salvation of our race are to be found in both the Old World and the New.

Guénon is emphatic, however, that of the two primary locations, both of which have at times borne the name of Tula (known to the Greeks as Thule), that of Central Asia was the elder. The Atlantean Tula, says Guénon, must be distinguished from the Hyperborean Tula, the supreme Holy Land, which latter represents the first and supreme centre for the entire current Manvantara, and is the archetypal “sacred isle.”

All the other “sacred isles,” although everywhere bearing names of equivalent meaning, are still only images of the original. This even applies to the spiritual centre of Atlantean tradition, which only governed a secondary historical cycle, subordinate to the Manvantara.26

Plato himself notes this hierarchical distribution: the Atlantean empire, he said, was only one nexus established by the gods in a greater network of Centres whose capital was elsewhere “at the centre of the Universe.”27 Thus the Eurasian heartland, Guénon says in his brief but ground-breaking work, The Lord of the World, has indeed become that “centre of the Universe,” the authentic “supreme country” which,

According to certain Vedic and Avestan texts, was originally situated towards the North Pole, even in the literal sense of the word. Although it may change its localisation according to the different phases of human history, it still remains polar in a symbolic sense because essentially it represents the fixed axis around which everything revolves.28

However, this still does not tell us why the location in Central Asia was chosen as the Hyperboreans’ primary destination? Guénon’s response to this question is cryptic in the extreme. He admits he is dealing with proscripted material he is not permitted to divulge, but goes so far as to reveal that Mt. Meru, the “polar mountain” stands in the centre of the “supreme country” – and Mt. Meru, as is now generally understood, symbolises the mysterious World Axis or World Tree of esoteric tradition. In other words, Central Asia was chosen because the World Axis was there; that was the real goal of the migration. The World Axis was, and is, the “centre of the Universe”; it is the World Axis that renders its geographical location a Holy Land – a fact which is only now being elucidated in para-scientific circles.

As we shall see in the second part of this article, the earth’s esoteric structure is a subject that has been veiled in secrecy for thousands of years, and this applies especially to the mystic’s Mt. Meru or World Axis. John Major Jenkins, in his book Galactic Alignment, is one of the first modern researchers to throw light on the meaning of this and much other Hyperborean lore that Guénon was unwilling or unable to discuss. Beyond referring to the senior race as “the guardians of Earth’s sacred mysteries,” Guénon’s initiatory vows kept him silent.

Who, then, were these mysterious Hyperboreans – or as we might perhaps better call them, these Elders, these early Masters of Wisdom who understood the importance of the World Axis? The records of most of the Bronze age nations have a legend that an unknown race of Elders gave us kingship and civilisation and that they came from the gods and understood the most powerful secrets of our planet – secrets that have since been lost.

The Elders have been known as the Nephilim, the Sons of God, the Anunnaki, the Watchers and many other appellations; G.I. Gurdjieff spoke of them as agents of the divine Demiurge from a previous cycle of humanity. But beyond being credited with great wisdom and magical powers as well as having giant stature and extremely high craniums, little more is known about them. Did they really exist? All that can be said with certainty is that they remain a benign shadowy presence moving inscrutably in the background of virtually all the prehistoric traditions of our race.

These souls from Sirius, say the ancient texts, descended down the World Axis and incarnated on earth long ago in order to aid our fledgling species. When a great catastrophe towards the end of the Ice Age, around the twelfth millennium BCE, threatened us with extinction, these sons and daughters of the gods instituted the hieros gamos, a genetic science that mingled their genes with ours and so bred a superior human stock with a greater survival potential that spread gradually from the heart of Asia on one hand, and Atlantis on the other, to the rest of the world.29

The climate changed again around the ninth millennium BCE, which is widely regarded as the date of the demise of Atlantis and the enforced dispersal of its people both westward to Central America and eastwards to Europe. Bringing catastrophic earthquakes and coastal flooding to vast areas of the globe30 and a severe threat to the survival of our species, it was a racial crisis that brought another response from the senior race.

Although the Elders had gone, their dynastic descendants, a long line of neolithic priest-kings, began a new evolutionary programme. In their migrations from Central Asia, the Ural-Altaic race is credited with establishing in every corner of the earth its Pillar religion, which Plato’s Critias vividly describes as also the religion of the Atlanteans. Stone pillar altars have survived in Malta from c. 5000 BCE, also from Catal Huyuk, in Anatolia, c. 5800 BCE.31 The Pillar religion is the earliest known vehicle of a comprehensive body of wisdom originally centred on the Pole Star, in which the moon is the primary image of the mysteries of birth, generation and death. It is the fundamental root of all the religions and esoteric traditions we know today, as well as all our higher learning. Its spread heralded the dawn of peaceful, egalitarian, Goddess-loving societies clustered in neolithic towns and villages around the world wherein the feminine principle was dominant and strife little known.32

Arkaim and the Sun Gods

Modern historians have found that three great floods seem to have occurred in the known span of human history. According to Stephen Oppenheimer in Eden in the East, the third of these, around the fifth millennium BCE, corresponded to Noah’s Flood and was the greatest of the three, peaking during the fourth millennium.33 It caused catastrophic coastal flooding, tsunamis and severe earthquakes, and also desertification of the interior of the land masses, and civilisation disappeared. Once again the species was threatened with a reversion to savagery, and once again salvation appeared from Inner Asia.

In the third millennium BCE, so the Chinese Celestial records tell us, the Sons of the Sun – also known as the Sons of Heaven – fanned out across the world from their homeland in the Karakorum Range at the western end of the Trans-Himalayas, bearing with them the higher revelation of the Sun religion.34 It was a patriarchal and hierarchical belief-system that disclosed new depths of metaphysical and technological knowledge inducive to civilisation. Everywhere the stone circles whose central axis was dedicated to the Pole Star, like Stonehenge in ancient Britain, evolved over a further thousand years into more sophisticated observatories focused instead on the Sun and its circling planets, and human culture once more blossomed.

This innovation, however, was not without inter-faith warfare, since many ethnic groups, such as the Mongol/Turkic peoples of the eastern steppes, remained loyal to the Pole Star cult. At the same time, pyramids as well as defensive troy towns like Arkaim sprang up in dedication to the Sun Gods, whose mystique became more and more occulted as enmity grew for the powerful new faith. Indeed Arkaim may have been the seat of one of the Solar mystery religions of that period, and the fiery holocaust that destroyed the settlement after two hundred years of operation may well have been caused by that same internecine conflict between the old order and the new.

The pictorial evidence contained in the ‘Enuma Elish’ shows that the Sumerians understood full well that the Elders they revered so much were “from the gods” – not gods themselves but human beings, though far more advanced in consciousness. According to the murals they have left us, the early Egyptians too knew in some sense that their deities were really high shaman masters, each masked in the official headdress of his animal totem. But that understanding was to be occluded with the increasingly aggressive dominance of the Solar religion, when a kind of darkness of amnesia fell over the collective consciousness of our race. The Solar priesthoods withdrew behind barricades, and a spiritual division opened up in society that had never before existed.

As the historian Giorgio de Santillana has pointed out in Hamlet’s Mill, from then on the enlightened understanding of our forbears began to descend into mythology and superstition as small pockets of secret wisdom called temples shone out in a sea of darkness, and a mystique of gods replaced the cosmological knowledge of an earlier age.35 While bands of initiate culture-bearers spread out across the globe to sow the seeds of civilisation once more, a nucleus of the senior race withdrew deep into the mountain ranges of High Asia that surround the Takla Makan desert and severed all direct contact with the outside world.

Ever since, the whole Eurasian heartland, from the Urals to the Gobi and including southern Siberia, has borne the stamp of a special sanctity. High Asia in particular has been called by a succession of peoples and religions Paradesha, the Forbidden Land, the Land of the Living Gods, Thule, Djong, Uttarakuru, Olmolungring, Shambhala, the Holy Land and the Land of White Waters. Whatever its current name, almost all esoteric traditions in the Old World have related this vast, mysterious Inner Eurasian region, so rich in higher knowledge, to the legendary Elder race and revered it as the home of the Ancient Wisdom for the present World Age.

The legend of the Sons and Daughters of God has thus never died, though it has gone underground. Inner Asia, thought to be the immemorial cradle of shamanism as well as of all yogic and religious systems, is believed by many to be still spiritually efficacious, still a holy land which, under a single governing Hierarchy, nurtures without fear or favour arcane schools and brotherhoods persecuted elsewhere. Sufis, Buddhists, Nestorian Christians, Taoists, Zoroastrians, Jews, Neo-Platonists and others who have been hidden from the profane world by long chains of initiatic transmission have never failed to find sanctuary in that specially blessed protectorate, where everything began.

From being hidden in shadows for thousands of years, today the region is being illuminated by an intense spotlight from every possible angle. The discovery of Arkaim is only one such angle. The highly publicised row between China and Tibet is another; the ever-worsening struggle between the US and Russia for military dominance over the oil- and gas-rich provinces of Central Asia; the increasing commitment of Russia, China, Iran and India to a Eurasian geopolitical bloc, in tacit opposition to the Western powers; and at the same time the awakening of interest in the West to the mysterious spiritual wealth that can be glimpsed in the place, are yet other factors bringing the heart of Asia to the very centre of world attention. Yet the questions they pose remain unanswered.

What is the secret of the Holy Land? Who really were the Elders who gave us civilisation? Are they still guiding our evolution in discarnate form? What is the secret of the World Axis? Do we as yet understand the archetypal principles that shape our planet? And why are we only now beginning to ask such questions?

Footnotes:

1. Colin Wilson, Atlantis and the Kingdom of the Neanderthals, Bear & Co., Vermont, 2006.
2. John Michell, The View Over Atlantis, Sphere Books, London, 1975, 117.
3. V.A. Shnirelman, Archaeology and Ethnic Politics: the Discovery of Arkaim, Unesco, 1998.
4. Alex Sparkey, The Ancient Land of Arkaim, from Spirit of Ma’at: Russia: Land of Living Mysticism, Vol. 3, No. 9, 3.
5. Pravda.Ru, An Ancient Aryan Civilisation, 16/07/2005.
6. Shnirelman, op. cit., 38.
7. Louis Pauwels & Jacques Bergier, The Morning of the Magicians, Souvenir Press, London, 1960, 188.
8. René Guénon, The Lord of the World, Octagon Press, U.K., 1983, 9.
9. Victoria LePage, Shambhala, Quest Books, Illinois, USA, 1996, 197, citing Diodorus Siculus, The Library of History, Loeb Classical Library, London, 1936 – 67.
10. Colin Wilson, op. cit., 32.
11. Ibid., 32.
12. Nicholas Roerich, Shambhala: In Search of the New Era, Inner Traditions International, 1930, 221.
13. Jacob Bryant, A New System or An Analysis of Ancient Mythology, T. Payne, P. Elmsly, B. White and J. Walter, publishers, London, 1776.
14. Jurgen Spanuth, Atlantis of the North, Sidgwick & Jackson, 1979, 123 – 24.
15. Joseph Campbell, The Masks of God, Vol. 1, Penguin, Harmondsworth, 1984, 121.
16. Alan F. Alford, Gods of the New Millennium, Hodder & Stoughton, London, 1996, 261.
17. Ibid., 261
18. Ibid., 261
19. Frederick Soddy, The Interpretation of Radium and the Structure of the Atom, Putnam, New York, 1922, quoted by Colin Wilson, op. cit., 292.
20. Ibid., 292.
21. Colin Wilson, op. cit., 2.
22. Hesiod [Works], R. Lattimore, trans., University of Michigan Press, Ann Arbor, 1959, 172 – 3.
23. Lewis Spence, The History of Atlantis, Rider, London, 1926; cited by Geoffrey Ashe, Atlantis, Thames & Hudson, London, 1992, 21.
24. Eberhard Zangger, The Flood from Heaven, Sidgwick & Jackson, London, 1992, 66.
25. Colin Wilson, op. cit., 91.
26. René Guénon, op. cit., 56.
27. Plato, Timaeus and Critius, Desmond Lee, trans., Penguin, Harmondsworth, 1983, 145.
28. René Guénon, op. cit., 50.
29. Ibid, 56.
30. Stephen Oppenheimer, Eden in the East, Weidenfeld & Nicolson, London, 1998, 30 – 41.
31. Anne Baring & Jules Cashford, The Myth of the Goddess, Penguin, 1993.
32. Ibid., 50 –56.
33. Oppenheimer, op. cit., 35.
34. Andrew Tomas, Shambhala: Oasis of Light, Sphere Books, London, 1976, 26.
35. G. Santillana & H. Von Deschend, Hamlet’s Mill, Gambit International, Boston, 1969.

.

VICTORIA LEPAGE has published numerous articles on the new spiritual paradigm emerging in cultures worldwide and is the author of Shambhala: The Fascinating Truth Behind the Myth of Shangri-la, published in ten foreign languages. Her latest book is Mysteries of the Bridechamber: The Initiation of Jesus and the Temple of Solomon. She lives in New South Wales, Australia, and can be contacted through her website at www.victoria-lepage.org.


Ancient civilization achieved incredible technological progress 40 centuries ago

english.pravda.ru/science

President Putin has recently visited one of the most mysterious places on planet Earth – the ruins of the ancient town of Arkaim, which is situated on the outskirts of the city of Chelyabinsk. Historians, archaeologists and ufologists have spent many years trying to unravel the secrets of the town. Which nation was living in Arkaim more than 40 centuries ago? How did people of such ancient civilization manage to accomplish incredible technological progress, which still seems to be unachievable nowadays? A group of Russian researchers, with Vadim Chernobrovy at the head, has recently returned from the mysterious region. The scientist said that specialists and students had built numerous tent camps around Arkaim.

The Arkaim valley in the south of Ural was supposed to be flooded in 1987: local authorities were going to create a water reservoir there to irrigate droughty fields. However, scientists found strange circles in the center of the valley: the authorities gave archaeologists 12 months to explore the area. Scientists were shocked to find out that Arkaim was the same age as Egypt and Babylon, and a little older than Troy and Rome.

Gennady Zdanovich, the chairman of the archaeological expedition in Ural had to prove the scientific significance of Arkaim to regional officials. “We achieved what seemed to be absolutely unreal: the multi-million construction project in the region was shut down,” the scientist said.

Archaeological excavations showed that the people, who inhabited Arkaim, represented one of the most ancient Indo-European civilizations, particularly the branch, which is referred to as the Aryan culture. Arkaim turned out to be not only a town, but also a temple and an astronomic observatory.

“A flight above Arkaim on board a helicopter gives you an incredible impression. The huge concentric circles on the valley are clearly visible. The town and its outskirts are all enclosed in the circles. We still do not know, what point the gigantic circles have, whether they were made for defensive, scientific, educational, or ritual purposes. Some researchers say that the circles were actually used as the runway for an ancient spaceport,” Vadim Chernobrovy said.

Researchers discovered that the ancient town was equipped with the storm sewage system, which helped Arkaim’s residents avoid floods. The people were protected against fires as well: timbered floorings and houses themselves were imbued with fireproof substance. It was a rather strong compound, the remnants of which can still be found in the ruins of the town.

Each house was outfitted with “all modern conveniences,” as they would say nowadays. There was a well, an oven and dome-like food storage in every house. The well was branching out into two underground trenches: one of them was directed to the oven and the other one ended in the food storage. The trenches were used to supply chilly air to the oven and to the food storage. The cool air from the trenches was also creating a very powerful traction force in the Aryan oven, which made it possible to smelt bronze there.

The central square in Arkaim was the only object of square shape in the town. Judging upon traces of bonfires that were placed in a specific order on the square, the place was used as a site for certain rituals.

Arkaim was built according to a previously projected plan as a single complicated complex, which also had an acute orientation on astronomic objects. While archaeologists are meticulously brushing dust off ancient stones trying to recreate the lifestyle of Arkaim’s residents, ufologists study mysterious phenomena, which they register in the town: inexplicable fluctuations of voltage, magnetic field tension, temperatures and so on.

[W Polsce jakoś mało kto mówi w ogóle o Arkajimie – tylko i wyłącznie o Stonhenege, o którym dzisiaj już wiemy, że najprawdopodobniej był dziełem naszych sprzymierzeńców Wenedów (haplogrupa I2a2) - kniagina Widnura I Wodyna, podobnie jak Bretońskie megality w Carnacu i te na Pomorzu Polskim. C. B.].

ARKAIM

SOL Magazine (Issues ## 1 to 3)
by Yuri Smirnov, spaceoflove.com, Edited by Regina B. Jensen, PhD, fullyalivewellnesscenter.com

Part 1. Pearl of “The Land of Cities”

The archeological site Arkaim, in the Russian Chelyabinsk territory, was discovered in the summer of 1987 and declared a national archeological reserve in 1991. In 2005, Vladimir Putin himself visited the site which had become a national treasure. At the time of this writing, over twenty years later, one might assume that the excitement about this discovery and its significance would be waning, but instead, the interest this amazing, ancient site has attracted continues to increase.

Why all this excitement?

Many of the three to four thousand visitors to Arkaim every summer witness what some have called a veritable miracle: The remnants of this “Land of Cities” are thought to bear testimony to one of the most ancient civilizations known to man.

Walking among these ruins, people discover original designs, massive walls, complicated defensive structures, furnaces, craft workshops, especially early bronze forgeries and carefully designed infrastructures, as well as many other signs of a culture so ancient that their discovery has definitely disturbed many traditional archeologists. Here, it is believed, the first horses were domesticated and the first two-wheel chariots were built.

There are still scientists who insist upon placing “man’s origin” within certain rigid time-frames, even though they have long been dis-proven by many archeological discoveries. Nevertheless, for various reasons too complex to mention in this introductory article, these are still not added into our children’s history-books.

After the archaeologists, historians and ethnographers, the psychics arrived, along with prophets, pilgrims and members of various religious sects, all people thirsting for spiritual healing or enlightenment and each wanting to personally see “The Place”.

Arkaim has been featured in articles, both scientific and general, movies, presentations at scientific conferences and many carefully researched books and monographs which have since been published.

Many historians and archeologists agree that visitors to this area are viewing the ancestral homes of ancient Aryans, for which many scientists have searched diligently. Covering the vast territory of the Bolshaya Karaganskaya river valley, they believe that this is the place where at the turn of the third to second millennium BC a historical split occurred, namely that of Aryans dividing into two branches, the Indo-Iranian and Iranian, a scientific fact that had already been documented by linguists much earlier. Even some of the most conservative scientists are prepared to acknowledge that these places were the native lands of Zarathustra, the author of the sacred hymns of “Avesta”, a sage as legendary as the Buddha or Mahomet.

Understandably, many individuals who had been searching for the tap-roots of their ancestral origins had difficulties calming their excitement and imagination. After all, this discovery by South Ural archaeologists did represent somewhat of a miracle even to those observers unaffected by such longings. It was one of those discoveries that would force any diligent scientist to reconsider the paradigms they had developed over decades if not centuries. The implications of the findings as well as the ensuing research were as important to the field of archeology as they were for the – too frequently minimized – “spirito-philosophical” needs of many of the pilgrims.

Arkaim’s age represents a predicament which has forced historians to change their concepts of the Bronze Age on the territories of the Ural-Kazakhstan steppes. It now appears that the latter was not the era which was to define a world about to enter into its first experience of civilization. The discovery and signs of high levels of metallurgical development puts this region into another most significant position culturally, extending, as it does now, from the Mediterranean to present-day Kazakhstan and Central Asia.

Very unique metal objects of amazing workmanship had been found at the coasts of the Aegean sea as well as in the Southern Ural Mountains, attesting to extensive cultural contacts. It now appears that these in fact had “migrated” by caravan – or wandered, as it were – not “from there to here”, but “from here to there”, namely from Russia to Greece rather than the reverse, as had been assumed.

The importance of such detailed clarifications of historical travel and whether it happened from hither to thither or vice-versa might be brushed aside. But their importance is not lost on people who consider them essential to their regional patriotic ambitions, not a comfortable arena to enter into in modern-day Russia, nor anywhere else in the world. After all, it is still a world bleeding from ideological conflicts based upon misused patriotic identifications. But discoveries of such importance are extremely rare, occurring maybe once in a century. So we must not be shy nor hide behind the memories of our deepest wounds from the most perverse of perpetrations, nor beneath newly created hysterias. Some of these fears are very understandable. Yet neither our ever-living wounds of World II nor of other ancient or recent regional wars should distract us from this noble goal of finding something so possibly uniting for feuding nations as a common gene-pool to much of humankind. Many sciences already do point to such a possibility, notably gene-samples from all races. Must such innocent curiosities and claims really continue to be so heavily burdened with memories of political abuses by truly deranged leaders whose names we need not mention here?

But reasonable reactions notwithstanding, why have people who are looking for their roots in the direction of Vedic ancestry been more suspect than any other indigenous people curious about their heritage? After all, it would appear to be an uncommonly large area upon which such ancestors would have enjoyed their apparently advanced culture. Such a culture would seem to have “fed” much of what we now call Western civilization and parts of Asia, including migrated tribes, such as American Indians and even Europeans settling America.

Moreover, as we also explore elsewhere regarding linguistic research efforts around the so-called Nostratic or Proto-Language question, some linguists are struggling with the possibility of linguistic ancestral roots for possibly ALL humankind, of all colors, so that the suspect idea of any “superiority” should be supported as an excitement for all of humanity maybe re-discovering its true origin and common spiritual heritage.

But even if we just return to the simple idea of a very ancient highly evolved Vedic culture, as many scientists such as archeologist Michael Cremo are discovering and support. Again: Why was this essential piece of possible human history and origins so completely “lost” to a searching world for millennia? After all, we had not lost all their ancient remains. (Cremo coined the term Human Devolution and used it as the title of one of his books to describe that hypothesis of our human race having de-volved from a high civilization, rather than evolved from cavemen.)

And why did someone as powerful as Anastasia, the recluse of the Siberian Taiga who many of our readers admire for what seem to be super-human powers and a deep, spiritual integrity, pause and then say out loud and with very conscious caution and deliberation, “I am Ved-Russ“, seemingly prepared to inherit a great cosmic rain of wrath upon such a claim? She explained to author Vladimir Megre that she was a member of an unbroken ancestral lineage hailing from the Vedic culture which used to extend from her native boreal forest lands to large parts of Europe. Cremo has inherited, maybe not cosmic, but “establishment” wrath and professional ridicule, along with many others who have even lost their University positions because of unusual discoveries and related publications they dared to disseminate. WHY must anything disappear that is not in keeping with the “prevailing paradigm” of the short-lived human fairy-tale constructed for and bottle-fed to us modern folk? What could be so dangerous about discovering a bit of missing – though admittedly quite fabulous and empowering – human history?

Some people claim that such discoveries as Arkaim do not happen by chance, that Time itself works upon them – as if a critical mass of expectation might bring them to consciousness. (Ed. note: Your editor could not miss the fact that the discovery of this site happened exactly 21 years ago, in the year when many other “earth-moving” events happened, all in keeping with what people with transpersonal leanings called the Harmonic Convergence. Even our completion day for this special Magazine – perchance – had fallen upon the anniversary date of that event, which was considered a turning-point in the evolution of the planet’s quality of consciousness).

Maybe there are other explanations yet for the strange events leading to the discovery and last-minute preservation of Arkaim – which was slated to be flooded to create a reservoir – only to be found in the eleventh hour by some schoolboys who received a can of condensed milk for their literally ground-breaking discovery. Actually, the ruins had been perfectly visible on aerial photographs taken prior to the year of the ancient city’s discovery. Experts had been confused, was the speculation offered, by the excellent preservation of the ancient monuments: everybody assumed that these kinds of accurate geometrical forms must have been of purely modern origin. Why was no-one asking about these strange-looking arrangements? In the Russia of the past, a “top-secret” country full of restrictions, it was not encouraged to ask possibly unwelcome questions, and yet, one might assume that the government itself may have wanted to explore these unusual, presumably “modern” arrangements.

The “miracle-rescue” of Arkaim, namely the fact that this precious site had practically been doomed, did not escape the attention of the mass media, who spoke about this aspect as the second miraculous fact about Arkaim, the first being its very existence. With Its location as a construction zone for a huge water reservoir, orders had already been signed on the highest governmental levels. At the time that archaeologists were called in, blueprints had been confirmed, large investments had been made and construction was already under way. The estimated time frame for job completion was only a few months, if not weeks away, and it seemed there was no power in the world capable of stopping such a heavy flywheel of a planned and very profitable economic investment and local necessity. The retaining dam had been erected and all that was left to do was to fill up a short crosspiece – and the spring floods would have left no trace of Arkaim.

This second miracle, however, was not heaven-made but created by Man. Many people still remember how scientists, journalists and intellectuals took a stand for the “Ural’s Troy” (a comparison which, it turned out later, actually flattered the ancient Troy, which is considered to be a millennium younger than this hoary site). The struggle for Arkaim’s rescue was part of a public crusade against the typical arbitrary treatment of the Soviet system of that time, namely a bureaucratic attitude with focus on utilitarian rather than cultural values. It did indeed help the cause that this system was nearly dead and that Ural’s branch of the Academy of Sciences (AS) threatened to resign from the Academy if Arkaim was not protected.

Below are excerpts from letters received by the editorial office of the newspaper “The Science of Ural” which, at that time, was used as headquarters for the rescue campaign: “For how much longer will bureaucrats decide what is needed for the people and what is not? The Ministry of Water Industry does not need Arkaim. But we do!” And: “If Arkaim is not rescued, the idea of socialism for me will fall once and for all.”

The idea of socialism did fall indeed, but Arkaim remained.

What do scientists say about Arkaim? The man who has the honour of being the pioneer in the discovery of this ancient site, archaeologist Gennady Borisovich Zdanovich, explains: “I see Arkaim as the brightest example of an integration of primitiveness, unity and wholeness which combines very different functions. It is at once a fortress, a temple, a craft centre, and an inhabited settlement”. And astro-archeologist K. K. Bystrushkin adds another important note: “In addition, Arkaim is also a celestial observatory of extreme accuracy, the most complex of those presently known to mankind. In this respect it is compared to Stonehenge, the well-known megalithic structure standing on the Salisbury plain in Southern England. As early as the middle of the eighteenth century, it was believed to represent the most ancient observatory in the world. This hypothesis was confirmed and received wide recognition two hundred years later. However, Arkaim appears to be an observatory of much more sophistication than Stonehenge. Another important fact is its age: archeologists estimate that the age of Arkaim is close to 3800 – 3600 years. K. K. Bystrushkin, according to his methodology, increases this age by one thousand years. What do we do with evidence and a heritage of such a highly evolved culture – with an age of ~ 4800 years?

Part 2. A Culture too Ancient for our History Books?

After we learned about the fascinating story of Arkaim’s discovery in Part I of this amazing report, let’s go “inside” this culture now and find out what it might have been like to live as part of this highly developed settlement so many thousands of years ago.


Arkaim is located south of the river Uy, and mostly occupies the watersheds of the rivers Ural and Tobol. The “Land of Cities” as we describe the archeological and cultural expanse of the larger Arkaim, covers the territory of about 400 km (250 miles) length by 120-150 km (75 – 93 miles) width. More than twenty cities are part of the map of this “Land”, and the villages are even more in number. Each city acted as the center of a district, with multiple neighborhood villages, just as we know it from modern times.

As we look around, the cities are surprisingly similar to each other. As a rule, they are walled and ditched, features which actually act as rather complicated, fortified structures. In their lay-out they form either an oval, a circle or a rectangle, which is close to a square. There are six oval-shaped cities and as many circle-shaped ones, including the circular city of Arkaim itself. The angular cities are in the majority.

But whatever shape each city displays, all appear to have been built in accordance with a master blueprint. As a rule, there is a square in each center. One or two streets had been surfaced with wooden logs, in circles, with a storm-water sewer-system beneath, as well as household water drains. In the houses (or better, apartments, because they had shared walls, like a single-story house with ten and up to thirty apartments) there were wells, storage rooms, kitchens with stoves, a dining area and bedrooms. It is amazing to discover the many conveniences available to these early settlers.

The apartment-type dwellings seem to have been very large, up to ten bedrooms, with the total area of each apartment about 100-180 sq.m. (Ed: 1000-2000 sq.ft) Apparently, they were meant for a whole extended family – a Kin. The bedrooms were constructed for a certain number of families. Attached to each apartment was also a courtyard and workshop. The sophisticated inhabitants moulded tableware and knew how to weave and sew their clothes. They used the process of joining in their wood-work and built chariots (-the most ancient in the world). They apparently had amongst themselves many metalworkers and blacksmiths, bronze founders and moulders. Being townspeople, they had no cattle. But the city was the center of a rural area where several villages bred cattle and grew cereals. Even traces of irrigation were found.

Authorities now agree with the most popular opinion about these settlements, namely that the cities were spiritual centers for priests in which they could live and practice sacred rites: fellow tribesmen from across the country gathered here for sacred festivals. The square in the center of the city served as an open-air temple. Fortresses were garrisons for warriors of the tribe and the tribe took cover from the enemies under their protection. The cities were also industrial centers. Craftsmen lived under such protection for a reason: they were valued for their skills, especially the mastery of metal and the tools to work it.

The Designs

During the excavations of Arkaim no jewellery was found, no masterpieces of ancient art, no unknown writings, nor other such treasures – only fragments of broken ceramic ware, bones of domestic and wild animals, an occasional stone tool and even more rare, bronze tools. But even those common things are not well presented at Arkaim. The collection of “artefacts” is so poor and unimpressive, that it is not possible to make a museum exhibit appropriate to the site. Therefore, from the point of view of archeologists, the main value of the ruins was, and probably will be, the design of the structures itself and their lay-out.

The structures were tall; they had solid walls, gallery ceilings, wood-paved roadways, second floors and high wooden towers. Nowadays, archeologists have a more complete picture of how the settlement in the Arkaim Valley looked at the time of its peak, and it is quite impressive. First of all it is important to emphasize the point that this large settlement was not a collection of separate structures, but an all-inclusive design and construction. The total area extends to about twenty thousand square meters (twenty-four thousand square yards), and the settlement ground-plan is comprised of two circles, one inside the other, made of massive defensive walls.

The external wall is about 160 meters (500 feet) in diameter. It was surrounded by a ditch 2 meters (6.5 feet) wide, filled with water. The external wall is very massive, 5.5 meters (16 feet) high and five meters wide. It was constructed of timbered cages filled with soil and added lime, and an outer facing of cob blocks. Four entries were designated in the wall: the largest-one southwesterly and three smaller ones located on opposite sides.

Inside the city entrance is the only ring-shaped street, about 5 meters (18 feet) wide, that separates dwellings adjoining the external wall from the internal ring-shaped wall. As mentioned above, the street had timbered flooring under which, along its full length, the 2 meter-wide (6 feet) ditch was dug which connected to the external ditch. Thus, the city had their storm water drain, the overflow of water filtered through the timbered roadway into the ditch which then went into the external ditch.

Further on, we see the ring of the internal wall with a puzzling purpose. It is even more massive than the external wall, being 3 meters wide (9 feet) by 7 meters high (22 feet). This wall, according to excavation data, has no entry, except for a small doorway in the southeast which isolates the twenty-five internal premises from all the rest. To approach the small entry in the internal ring, one had to go along the whole length of the ring-shaped street. This not only served defensive purposes, but also had a sacred meaning. To enter the city, one had to follow the Sun. Most likely, people who lived within the internal ring possessed something that was not meant to be seen even by those living in the external ring, let alone external observers.

The circles of the dwellings were divided into sectors by radial walls, spaced in between every two premises. In the plan they look similar to wheel spokes. There were thirty-five dwellings at the external wall and twenty-five dwellings at the internal one.

One end of every dwelling adjoined either the external or the internal wall, and faced either the main ring-shaped street or the central square. In an improvised hall there was a special water drain which went into the ditch under the main street. Yes, as we saw earlier, ancient Aryans had a water drain! Furthermore, each dwelling enjoyed a well, a furnace and a small dome-shaped storage place. From the well, above the water level, two earthen pipes branched off. One of them went to the furnace, another one to the dome-shaped storage place. What for? The most ingenious things are often simple. We all know that if one looks into a well one feels a flow of cool air. And so in the Aryan furnace, this cool air, passing through the earthen pipe, created a draught of such power, that they could mould bronze without use of bellows. It appears that each dwelling had such a furnace and ancient metal smiths only needed to perfect their skills to compete in this art. Another earthen pipe provided air to the storage place, of a lower temperature than the ambient air: some type of a refrigerator?

The central square that crowns Arkaim is approximately 25 by 27 meters (82 by 88 feet). Judging by the remnants of the fire places which were situated in specific locations, this was the square to fulfill certain sacraments.

The complicated and well planned internal lay-out of dwellings and ring-shaped streets made a sophisticated trap for uninvited visitors, in the divide between the external defensive wall and other fortifications as well as an efficient storm water drainage system. Even the colors of the “facing materials” used by ancient Arkaim inhabitants were functionally and aesthetically significant.

Mandala

The obvious complexity of the social order of a people who built such a structural and artistic miracle several millennia ago is not all that an expert’s eye would notice in observing the contours of this ancient proto-city. The geometry of the construction conceals in itself some riddles: Why is it a circle? Was it linked to symbolism relevant to the spiritual philosophy of the ancients? If yes, then what do these symbols express and to whom? What kind of message are they meant to relay? Following are some suggestions made by the first researchers of Arkaim, G.B. Zdanovich and I.M. Batanina. They realized that its lay-out, the ground-plan of Arkaim, is related to the Mandala principle, a square inside a circle – one of the basic sacred symbols of Buddhist philosophy. The word Mandala is translated as “a circle”, “a disk”, “circular”. In the ancient Rig-Veda writings, where it has been first described, the word has a set of values: “a wheel”, “a ring”, “the country”, “space”, “society”, “gathering”.

The symbolic meaning of a Mandala is understood all over the world as a model of the Universe, even of the entire cosmos, where the two most important principles present in our Universe are represented in the form of a circle and a square. Arkaim, with its dwellings, having adjoining rooms, might possibly represent the “wheel of time”, where every aspect is defined by the previous one and in turn, defines the next one. Did these ancient sages, perfectly familiar with the structure of the Universe, see how harmoniously and naturally it is arranged and therefore, constructed their city as a mini-Universe? And the engineering genius of these ancient builders, which we already explored, is equally admirable.

And now, further into these explorations, come more far-reaching conclusions which can be taken as a key to the most important riddle of Arkaim: In the “Land of Cities”, its most amazing distinction is not any richness of artefacts, but its surprisingly high level of spiritual culture. It represents a special world that in many aspects is permeated with spirituality, from settlement and funeral architectural forms to sculptured images chiselled into stone.

Part 3. An Ancient Celestial Observatory of Ultimate Accuracy

Arkaim’s constructions are both complicated and sophisticated, but their true purpose and functions are not very obvious. And only when its accurate geometry is discovered in the lay-out is it possible to comprehend the builders’ messages. By way of various essential elements of geometry and the dimensions of Arkaim, researchers are directed to precise correspondences with certain parameters of Great Britain’s ancient Stonehenge.

In all archaeological publications about Arkaim the diameter of the ring-shaped wall of the citadel is listed as eighty-five meters. In fact, this figure is slighty rounded-off. If it is measured with the accuracy needed for astronomical purposes it turns out for the imperfectly shaped ring to be having radiuses of 40 and 43.2 meters. The radius of the “Obri holes” ring in Stonehenge is also 43.2 meters. Both ancient sites are located basically at the same latitude; both are in the middle of bowl-shaped valleys with hilly horizon views. And this is not all: The more accurately both sites are compared, the more details are found which are precisely concurring.

At Arkaim and associated ancient sites, the radiocarbon analysis was done not less than three times, using tens of probes. It turns out that in most cases Arkaim is of the same age as Stonehenge or even older.

The resemblance of these two ancient sites and their ages have much significance, particularly the implication that household articles of a civilized world migrated not from “cultural” Greece to “wild” Siberia, but very much the other way around. It also means that regarding the designs of both sites, one should search for one common denominator rather than dismiss the similarities, believing them to be mere coincidences.

There is of course, one complication: The stone monoliths of Stonehenge have passed through millennia practically damage-free, whereas the wooden elements of design of the Southern Ural proto-city are almost completely lost. They did not decay but were destroyed in a fire raging here almost five thousand years ago.

The fire that eliminated the “living” history of Arkaim is among the most intriguing riddles of this ancient structure. It would be less strange if it was one of those natural disasters that even today, quite often, suddenly destroy whole settlements, taking inhabitants off-guard and burying belongings, along with anyone who couldn’t escape. The singularity of Arkaim’s fire is that it was, apparently, not unexpected for inhabitants and it is quite possible that the inhabitants caused it themselves. Only this could explain the fact that in the ancient ashes there are no intact household items, only fragments and splinters and there are no human remains at all. They all left alive, and carried away everything valuable. Why? We can only guess now. Nevertheless there is an immutable fact; being built at once, as a one-time project, the proto-city Arkaim also ceased to exist overnight, was left by all inhabitants and, possibly, burnt down by them.

Comparisons of Arkaim with Stonehenge are not accidental. Careful research of Arkaim by archeologists and astronomers has determined that it is a celestial observatory of ultimate accuracy. Modern astronomers have been surprised by the fact that a project of such versatility, complexity and accuracy has been fulfilled, the more that no traces of earlier and simpler constructions were found. Notable in the collection of confirmed patterns is the use of the “Golden Section” rule in the internal circle, consisting of 27 walls and 12-sectioned zodiac partitionings. The internal circle has been devoted to the Sun, the external one to the Moon. The inclination of lunar orbit to the ecliptic plane (5º 09 ‘) is defined very precisely. In the erection of the ring-shaped internal wall they used a circle with a radius measuring 52.65 of Arkaim’s linear measures (one Arkaim linear measure equals 80.0 cm) that corresponds to 52º 39 ‘ – the latitude of Arkaim. The latitude of Arkaim, by the way, is close to the latitude of Altai barrow Arjan (52º 00 ‘) and Stonehenge (51º 17 ‘), and it is possible that this strip on the Earth’s surface, as well as the 30th parallel, had significant meaning for ancient astronomers and priests.

Measurements confirmed that the ancients of the Southern Ural were aware of the phenomenon of the precision of the Earth’s axis expressed in ratios of the internal circle. The period of this phenomenon is enormous – 25786 years, but Arkaim’s builders portrayed corresponding parameters perfectly and very precisely. Researchers specifically note that in order to create this sort of observatory they had to know that the Earth has the form of a sphere and together with other planets spins around the Sun… (On Arkaim’s ceramic ware, the sacred sign for the “sun wheel”, a swastika was found.) Another surprise is that the city itself, and mortuary facilities in its plan, represent the combination of a circle and a square.

On our planet, quite a few archeological finds confound modern science: the Egyptian and Mayan pyramids, the great figures of the Nasca desert, Stonehenge in England, Zorats-Kar in Armenia and, it seems, our Arkaim.

It is hard to explain how our ancestors managed to build these amazing constructions, or for what purpose, but it is impossible to ignore them. American researcher Jerald Hockings asserts that to erect Stonehenge required no less than one and a half million man-days, a vast, simply Immeasurable expenditure of power. For what? And then there is Arkaim – for what? The largest, and according to K.K. Bystrushkin, the most perfect celestial observatory, constructed by people we assumed were “primitive” and half-civilized, living almost five thousand years ago in the Southern Ural steppes?

Here we are talking about complicated sites such as Stonehenge and Arkaim and yet, we do not even understand the much more simple and humble Dolmen structures. But even they certainly have astronomically significant orientations and they are, in fact, the most ancient calendars of mankind, not to mention their other important functions.

Maybe we have yet to make an objective assessment of mankind’s distant past? With the chauvinistic attitude modern science brings to these discoveries, what if we have grossly misrepresented our ancestors’ level of “primitiveness”?

Suppose that our ancestors were no more primitive than we are and just lived differently, according to principles and values unknown to us? What if K.K. Bystrushkin is correct in asserting that Arkaim is more sophisticated than we are, and if we wish to understand it we would have to grow up in order to match its heights?


* * *

Note: Please find below our recognition of and great gratitude to only a few of the scientists who have brought this information to public attention.

G.B.Zdanovich – Gennady Borisovich Zdanovich, Doctor of Historical Sciences, chairman of History and Ethnography of Chelyabinsk State University, director of Arkaim reserve, the person who discovered Arkaim.

K.K.Bystrushkin – Konstantin Konstantinovich Bystrushkin, Astro-archeologist.

Ludmila Koryakova – Ural State University; Institute of History and Archeology

RE: Copyright acknowledgments and references. The internet, as our new “mother” for instant corroboration of scientific and historical facts, stands by with her large lap to satisfy any curious reader in only minutes of googling with endless scientific proof for the “story” told above – as it did for us. We would like to remain a publication which stimulates thought, curiosity and individual research – a heuristic venue, as it were – not to satisfy those who need pages of references.

We are ever committed to do the opposite, namely to free ourselves as best we can from the cumbersome paralyses caused by undue scientific or quasi-scientific requirements. Therefore, we shamelessly admit that much of the information was paraphrased from news-clippings or “notice taken” during television reports and ideas collected in the author’s mind over the years, although we DID carefully confirm all that we shared above.

May those who have not received proper attribution forgive us in the spirit of the “fruits of their labor toddling into the world without their parent/s.” Please do tell us if we have overlooked you or hurt your feelings, and we will gladly add you to our “social-glitch list” of guilty transgressions in the next issue.

Copyright © Yuri Smirnov  and SOL Magazine, 2009  All rights reserved

Arkaim – ciągłość od Atlantydy do współczesnej Słowiańszczyzny – starożytne pismo i język słowiano-indo-skołocki (ario-słowiański) czy ario-słowiano-celtycki?

Rosyjskie odczytanie pisma etruskiego przez W. Czudinowa

Moje publikacje z maja tego roku na temat Arkaimu (Arkajamy, Arki i Arkony) pobudziły bardzo dużą aktywność Rodzimowierców w Rosji, ale też w ogóle wzbudziły falę zainteresowania tematem, jakiej wcześniej nie notowałem.

Arkajama- Jama Arki – Miejsce Przekazu Wiedy

10 czerwca 2010 roku na mojej stronie gościłem – co wykazała statystyka strony: 4770 osób. Był to rekordowy dzień w historii mojego blogu, okazało się że 2710 to wejścia z Rosji. Kolejnego dnia pojawiło się juz ponad 11.000 czytelników, z czego ponad 8000 z Rosji.

Miesiąc temu na You Tube pojawił się ciekawy film który polecam wszystkim do oglądania w całości. Jest to pochodząca właśnie z Rosji, w miarę spójna wizja ciągłości kultury północnej Europy i północnej oraz centralno-zachodniej Azji na przestrzeni – jeśli nie 100.000 lat, jak chcą autorzy, to co najmniej 40.000 lat, a więc od Atlantydy (WądLądMaztydy, Ątlątmaztyki) do współczesności.

Słowiańskie runy – od Atlantów i Arkaimu po dzisiaj:

część 3

część 4

część 5

Z wieloma różnymi tezami tego filmu można się nie zgadzać. Mnie osobiście uderza luka w narracji, która sprowadza się do pominięcia pewnych faktów, które nie służą moskiewskim wielkomocarstwowym tezom, ale niestety według badań genetycznych są faktami.

Otóż Słowiano-Indo-Skołoci (SIStanie) wyszedłszy że Starej Koliby (Darii), odbyli Pierwszą Wędrówkę szlakiem południowym przez Gonur i potem stepami nad Morzem Czarnym (z rozgałęzieniem do Indii i Iranu) skąd weszli do Nowej Koliby nad Dunaj i Adriatyk (także w okolice dzisiejszej Wenecji – tzw. Wenec, ale i na ziemie słoweńskie, trackie – Dawania, Dracja i na ziemie macedońskie – Makodewa) w Białym Lądzie.

Tam żyli od mniej więcej 11.000 lat pne. Potem jednak około 5000 lat temu część z nich przeniosła się nad Odrę, Wisłę i Łabę . Byli też tacy którzy zawędrowali do Skandynawii (skąd dzisiaj duży procent haplogrupy R1a1a1 w Norwegii, Szwecji i Islandii) współtworząc ethnos nordycki. Stąd – znad Łaby, Wisły i Odry ruszyła na wschód – w kierunku południowego Uralu, do Azji Centralnej i do Indii oraz Iranu Druga Wielka Wędrówka.

Znaleziska

Rosja musi się pogodzić z faktem, że okolice Moskwy nie są tym obszarem kluczowym i pierwotnym, lecz wtórnym, bo zasiedlonym przez ludność znad Łaby, Odry i Wisły dopiero w Drugiej Wędrówce na Wschód i Południowy Wschód (znanej już z zapisów starożtytnych – jako ekspansja Ariów w kierunku Uralu, Małej Azji, Krety, Egiptu, Indii i Iranu).

Bardzo ciekawy w tym filmie jest wątek ciągłości słowiańskiego pisma poprzez pismo sanskryckie, a także poprzez pismo etruskie, czyli ze styku zachodniego Słowian (Prasłowian, czy Słowiano-Isto-Skołotów) z kulturami współtworzącymi w późniejszym czasie cywilizację Rzymu-Romy (romajską).

Tak jak ludność prasłowiańska (słowiano-isto-skołocka) współtworzyła być może z Etruskami (my nazywamy ich Hytruskami) kulturę zachodnio-romajską tak Makodewowie i Drakowie współtworzyli (a nie podlegali jedynie wpływom) kulturę wschodnio-romajską (helleńską) i hattycką w Małej Mazji (Małej Azji).


Jeśli idzie o Imperium Hettytów to obecność w dziejach Azji Scytów (Skołotów) jest bogato udokumentowana, począwszy od biblijnych zapisów, a skończywszy na dokumentach assyryjskich (ozeryjskich) i potem perskich czy hinduskich.

W filmie przez ładne zderzenie obrazów widać na oko ową ciągłość pisma od prawdopodobnie pierwotnych kobalnych-wiciowych (węzełkowych) zapisów, gdzie węzły podwieszone są do linii (nanizane na sznur), poprzez sanskryt i welesowicę do napisów etruskich i głagolicy.

Być może sprawa starożytnego pisma Słowian nie jest tak definitywnie i negatywnie rozstrzygnięta jak się to wielu wydawało – być może to są właśnie owe “zaginione’ w pomroce dziejów słowiańskie runy.

Wenetyjskie pismo kobalne z Doliny Zila Gail pod Górą Pleke

Być może przyjdzie nam jeszcze kiedyś przyznać rację “naukową” autorm koncepcji przedstawionych w tym filmie, nie tylko jeśli idzie o historię Słowian, ale ich runicznych zapisów. Może, jak chcą autorzy, to Grecy czerpali z tradycji słowiano-indo-scytyjskiej tworząc swoje pismo.

W filmie pojawia się także mapa Królestwa Słowiano-Isto-Skołockiego, z której wytworzeniem przez dłuższy czas nie potrafiłem sobie poradzić – nie jestem biegły w grafice komputerowej. Zwracam na nią uwagę, bo jest tam ładnie pokazany prawie że pełny obraz SIStanu Azjatyckiego – Mapa obejmuje niemal wszystkie historycznie przynależące do niego ziemie.

Nie pokazano Europy oraz największego zasięgu w Afryce – Awarinu, a także Indii pod panowaniem Koszan-Kuszanów.

Poniżej Królestwo Sis – bez ziem Białego Lądu (Europy) i Indii Kuszanów

Polecam cały ten film – mimo zastrzeżeń-  wszystkim, którzy chcą objąć świat nieco szerszym – holistycznym – całościowym spojrzeniem i otworzyć się na wiedzę bardzo co prawda świeżą, nie do końca zweryfikowaną i teoretycznie opracowaną, w pewnej części może nawet opartą na intuicji i spekulacji,  ale być może najwartościowszą właśnie z tego powodu.

Z moich zbiorów:

Runy wenetyjskie znad Adriatyku

Runiczny napis – wyraz bóg – Słowenia

Na koniec po dyskusji ze Sceptykiem, postanowiłem dla pełniejszego oglądu przytoczyć jednak trzy  opinie na temat autentyczności Knigi Welesa i w związku z tym także być może welesowicy:

Pierwsza to fragment z Wikipedii wskazujący na argumenty “obrony Księgi, druga opinia wspomnianego już Wojciecha Jóźwiaka – nie tak kategoryczna, jak ostatnia ( bo powołałem się na niego a nie przytoczyłem). Trzecia, ostatnia, zdecydowanie negatywnie oceniającego księgę i to co wokół niej odbywa się na Wschodzie – Przemysława Urbańczyka.

Oto one:

Welesowica – słynna tabliczka 16 z księgi Welesa

Z wikipedii argumenty obrońców:

Zdaniem obrońców Księgi Welesa za autentycznością tekstu miałoby przemawiać to, że do takiego fałszerstwa potrzebny byłby wybitny historyk i lingwista, a ani Izenbek, ani Mirolubow takimi nie byli. Zwolennicy wskazują na to, że Izenbek i Mirolubow nie odnieśli żadnej osobistej korzyści z badania tych tabliczek, więc takie oszustwo nie miałoby sensu, a ewentualne błędy w tekście powstały w wyniku jego przepisywania.

Niektórzy słowiańscy neopoganie (zwłaszcza na obszarze Rosji i Ukrainy), wbrew stosunkowo jednoznacznemu osądowi badaczy na temat autentyczności Księgi Welesa, uważają ten tekst za swoją świętą księgę[1]. Część z nich czyni to nawet całkowicie pomijając kwestie autentyczności rzeczonego źródła tłumacząc to tym, że nawet jeśli jest ona falsyfikatem, to jej autorzy (wnosząc po treści) bazować musieli na wcześniejszych autentycznych źródłach – Księga Welesa będąc więc nawet falsyfikatem, z ich punktu widzenia nadal przekazuje dość istotne, ważne dla ich wiary, treści.


Sanskryt – fragment Rygwedy

Wojciech Jóźwiak O Knidze Welesowej na portalu TARAKA:

“…

Ali Izenbek zmarł w Brukseli w sierpniu 1941, już pod niemiecką okupacją. Jego zbiory dostał Miroliubow, lecz tabliczek w nich nie było – zaginęły i nikt ich odtąd nie widział. Są domniemania, jakoby przechwyciło je Ahnenerbe, tajne historyczne archiwum SS, albo później KGB, albo wywiad brytyjski i w jakimś tajnym schowku leżą dotąd.

Po wojnie o tabliczkach dowiaduje się inny rosyjski emigrant, mieszkający w San Francisco Aleksandr Kurenkow, monarchista i miłośnik starożytności. Odnajduje Miroliubowa i w 1954 r. ściąga go do USA. W piśmie pt. “Żar-Ptica”, które wydaje Kurenkow, obaj publikują fragmenty Księgi – z zachowanych kopii. Jest jeszcze jeden świadek: Siergiej Liesnoj, profesor slawistyki w Canberra w Australii, któremu wcześniej Miroliubow przesłał fragmenty Księgi.

Ponieważ “tabliczki Izenbeka” zaginęły, istnieją trzy źródła Księgi: zapiski Miroliubowa, publikacje Kurenkowa w “Żar-Pticy” i książka Liesnoja. Teksty z tych trzech źródeł w jakimś stopniu różnią się między sobą. Na ich podstawie “Księga Welesa” była dotąd przynajmniej sześć razy tłumaczona na rosyjski lub ukraiński. Polskiego przekładu całości wciąż nie ma.

Co zawiera “Księga Welesa”? Jest to najdawniejsza historia Rusi, czy w ogóle Słowian, zaczynająca się w IX wieku przed naszą erą i doprowadzona do lat 800-tych naszej ery. Praojcem Słowian był wg niej Bogumir, żyjący w kraju Siedmiorzeczu. Jego potomkowie popadli później w niewolę u “cara Nabsursara”, lecz uwolnili się i uciekli do kraju Scytów. Dalej Księga opisuje kolejne wojny i przymierza Słowian z Kostobokami, Chazarami, Gotami, Hunami. Pojawiają się w niej imiona wodzów, jak gocki Hermaneryk, znanych ze źródeł greckich i rzymskich. (Fantastyczność tej historii nie oznacza jeszcze fałszywości Księgi – np. “Kronika Polska” Kadłubka zawiera pseudohistoryczne fantazje w dośc podobnym stylu!) W opowieść wplecione są wzmianki o rodzimych obyczajach, religii i bogach. Słowianie wg Księgi byli monoteistami szczególnego rodzaju: wierzyli w jednego boga, który pojawiał się i był czczony pod wieloma różnymi postaciami i imionami: jako Swarog, Perun, Weles, Trygław, mając do pomocy pomniejsze bóstewka. Tu fragment Księgi, z tabliczki nr 30, zamieszczony w Wikipedii, transliterowany z cyrylicy:

ašče bot’ ie blouden’ in’ iakove oleščašet’ boze toia odieliaščeve osvrgy izverżden’ bude izdry iako ne niemiachomă bozia razvie vyšen’ i svrg i inoi soute mnożestvoi jako bg ie iedîn’ i mnăżestven’ da sen ne razdiliaščet’ nikie  toa mnoż’stwa i ne reščašet’ jakożde imiachom’ bogy mnogoa se bo sventyre  ade do noi i da boudiem’ dostiščenoi ovia

[' - jer miękki, ă - jer twardy]

Co jest tłumaczone (przekładam z rosyjskiego):

A jeśli jakiś wszetecznik będzie liczyć bogów, oddzielając ich od Swaroga, wyklęty będzie z rodu, jako że nie ma u nas bogów oprócz Najwyższego. Istotą Swaroga i innych jest mnogość, bo bóg jest zarówno jeden jak i mnogi. Niech nikt nie rozdziela tej mnogości i nie mówi, że mamy wielu bogów.

Gdyby “Księga Welesa” była autentyczna, byłaby prawdziwą rewelacją! Niestety, większość badaczy uważa ją za falsyfikat. Zwłaszcza językoznawcy zarzucają, iż jej język jest chaotyczny, nie ma stałej gramatyki i zawiera słowa, które nie mogły istnieć w żadnym słowiańskim języku ponad 1000 lat temu, jak np. słowo zapisane pszebende – odpowiednik współczesnego polskiego “przebędzie”. Zwolennicy autentyczności Księgi ripostują, że błędy powyższego rodzaju mógł wprowadzić Miroliubow podczas kopiowania; także mogły wkraść się przy przepisywaniu tekstu współczesną rosyjską czcionką na maszynie do pisania.

Jeśli falsyfikat, to kto go w takim razie wyprodukował? Najbardziej podejrzany jest sam Miroliubow, od którego pochodzą wszystkie zapiski, kopie i jedyna fotografia, która zresztą okazała się być zdjęciem wcale nie autentycznej tabliczki tylko jej odrysu. Być może to on, z pomocą Kurenkowa, wyprodukował ową fałszywkę w San Francisco w latach 1950-tych, wplatając do swojej fikcji opowieść o rzekomym znalazcy, nieżyjącym już wtedy Izenbeku.

Lecz jeśli nie Miroliubow, to kto? Z pewnością nie Izenbek, który ani nie miał odpowiedniej wiedzy, ani nie zadbał o pokazanie tego zabytku światu. Zapewne faktycznie tabliczki te poniewierały się w splądrowanym dworze, lecz sporządzono je wcześniej. Pewne ślady naprowadzają na Aleksandra Sułakadzewa (1771-1830). Był on z pochodzenia Gruzinem, miłośnikiem “starożytnych” ksiąg i zabytków, które zarówno zbierał, jak i sam fabrykował. Miał prywatne muzeum, gdzie przemieszane były autentyki z podróbkami. Była wśród nich “na 45 bukowych deskach, księga Jagipa, smarda z IX wieku” – i zapewne to były owe “deski”, które sto lat później znalazł Izenbek.

Powyższa wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna. Księgę wykonano około 1800 r na zlecenie Sułakadzewa, nieznaną drogą weszła w posiadanie tamtej rodziny spod Charkowa, została znaleziona przez Izenbeka, po jego  śmierci zaginęła. Zdążył ją przepisać Miroliubow, który szczerze uważał ją za autentyczny strosłowiański zabytek.

Mimo niepewnego pochodzenia, “Księga Welesa” stała się świętą księgą rosyjskich neopogan i jako dzieło literackie powinien ją ktoś wreszcie przetłumaczyć całą na polski. Fragmenty przekładu są w zasobach Wikipedii, autor(ka) podpisuje się “Wikiskryba:Niki_K”.

Teksty buddyjskie w języku pali – Tipitaka

पाळिभासा विकिनिखिलकोसो પાલી ભાષા વિકિનિખિલકોષો পালী ভাষা বিকিনিখিলকোষো ปาลีบกาซ̣าฤิกินิคิละโก̄ซ̣โ̄ Pali Bhasa Wikinikhilakoso

Flag of Buddhism.svg

सागतं! विकिकोसो (निखिलकोसो – आङ्गलभाषा: Wikipedia)| अयं सद्दकोसो समानकिक्को होति, अबद्ध निखिलकोस करेतु। विखिसद्दकोसो इमस्स विखि-निखिलकोसस्स (http://pi.wiktionary.org) अक्खरपदिको सहायो। तुवम्पि इमस्मि सद्दकोसे वत्थूनि लिखेय्य! उपकारो:āngalabhāsā-pāli आङलभाषा-पाली अयं निखिलकोसो आरद्धकतो फुस्समासे १६, २५४९। इतिरचि २,३१७ भाथुनि लिखित: होन्ति| अपी च खो सब्बे भाथुनि आबध्दा भबेतब्बा| (GNU)। अभ्यासत्थाय सहायतापयोगट्ठले गच्छन्तु । अधस्तात् लेखनाय सुविधाय स्थलानि सन्ति -

Wikipedia w języku pali

I druga – Przemysław Urbańczyk

[kliknij- powiększ]

Na koniec muszę jednak dopisać swój komentarz. tekst Przemysława Urbańczyka pochodzi z roku 2004. Nie mógł znać faktów z 2010 roku. Nie zmienia to rzecz jasna nic w sprawie Księgi Welesowej, ale okazuje się, że najnowsze badania genetyczne przyznają rację Oldze Skurlatowej.

Jej słowa nie były więc rojeniem – bo Scytowie i Słowianie to nie tylko ta sama haplogrupa R1a1a1, ale także identyczność potwierdzona w tej chwili pomiarami czaszek, barwą włosów i innymi rekonstrukcjami. O ile mogę przyjąć (choć nie bez oporów, bo tam są poważne autorytety naukowe zaangażowane), że wszelkie te rekonstrukcje i pomiary to fałszywki, to nie jestem skłonny kwestionować wyników badań genetycznych – bo genetyka jest nauką ścisłą. Każdy inny genetyk (a w programie uczestniczą przecież Amerykanie i inni) może te wyniki potwierdzić lub obalić. Dotychczas nikt ich nie kwestionuje, mimo takiej możliwości. To już nie są żadni amatorzy, ani płynne teorie i spekulacje – to elektroniczna analiza materiału DNA z grobowców scytyjskich i jej porównanie ze słowiańskim współczesnym DNA.

I jakoś nie pasuje do niczego innego.

Stanisław Szukalski – Etruscan funerary portrait

Jeszcze jedna próba odczytania Etruskiego w języku polskim ze strony WWW T.S. Marskiego

Etruski jako lachski ze strony T.S. Marskiego

Etruski a sprawa Lachska ~ Słowiańska – czyli jak podzielić nad’słowa Etrusków przy pomocy rdzeni naszego języka, ogólne i szczególne tych języków podobieństwo.

itatmiaicacheramśvavatiexeunialiastresthemiasamexthutathefarieivelianassalcl

uveniasturucemunistasthuvastamerescailacvetulerasenasciavilhurvarteśiameita

leialcvealsasenacatraneszilacalseleitalaasnaśversitanimheramveavilenicaca pulumxva (Tak wygląda tekst etruski brakwnimodstępów, dlatego jego odszyfrowanie nie jest łatwe, niżej próba jego odczytania, za Aleksandrem Niemirowskim.)

ita tmia icac he ramśva vatiexe unialiastres themiasa 8

Tę wotywę i te świątynne dary, ofiarowane Junonie-Astarte, zbudowane. 10

mex thuta thefariei velianas sal cluvenias turuce 7

Władca państwa Thefarie Velianas w czas obrzędu wbijania gwoździa podarował

10

munistas thuvas tameresca ilacve tulerase nas ci avil 8

je dla tej świątyni i świątynnej przybudówki na boskie cele. I oto trzy lata, 14

hurvar teśiameitale ialcve alsase nac atranes zilacal 7

gdy w październiku przy pogrzebie… bóstwa…i oto sługę swego za ten zilatów 13

seleitala asnaśvers itanim heramve avil enicaca pulumxva 7 dar. Co się tyczy posągu w tej świątyni, to ich lata jak gwiazdy. 13

(ostatecznie daje to 37 słów etruskich, 60 polskich)

Wyglądał by ten język w tym podziale, na skrajnie syntetyczny (jedynymi językami syntetycznymi są języki słowiańskie minus macdonobułgarski, z martwych sanskryt i łacina, klasyczna greka) w powyższym odczytaniu jest tu tylko’10′wyrazów wyglądających na zaimki czy słowa posiłkowe [(ita, tmia, icac, he, mex, avil, sal, nas, nac,) ci-trzy to nie kwestionowany przez nas liczebnik], co stanowi czwartą część słów tego etruskiego tekstu, w polskim tłumaczeniu tekstu etruskiego, mamy 25 słów tego typu na 60 wszystkich słów czyli blisko połowę, mogło by to sugerować, że te tłumaczenie jest nieprawidłowe czyli podział tego superzdania jest niepoprawny, niżej używamy do podziału tego tekstu języka słowiańskiego czyli dzielimy go przy pomocy rdzeni naszego języka.

it at mia icac heram śvavati exe uni alias tre’sthe mia

To od mnie jako chram sławić dla Uni oraz trze’żcie mnie.

sam ex thuta thefarie ive liana s sal clu’venia sturucem

Sam od czucia szafarki życia lina z sal sło’wienia poruczam

Uni stas thu’vas ta mere’sca ila cve’tule rase nasci. Avil hur

Uni stos czu’wasz ta mor’ska s’iło świa’tła rase naście. Jawił hur

varteś ia mei tale i al cvealsa se nac at rane s zil acal

warteś ja mej cało i ale zwalcz ze nas od ran z sił ocal

sele i tala. As’naś vers i ta nim heram vea’vil eni caca

dusze i ciało. Jas’nyś wers i to nim chram wyja’wił nie inaczej pulumxva.~ gwiazdy~(może pola xvaru-svaru-ognia).

Staraliśmy się wykorzystać najczęstsze końcówki naszego fleksyjnego języka, typu wać~vati~wienia w tekście wyróżnione pogrubieniem, staraliśmy się wykazać, że możliwe jest podzielenie tego tekstu przy pomocy naszych rdzeni. Oczywiście możliwe są inne podziały np. Iveliana ­~ życia lina może być imieniem bo jest imię Ewelina, ja będę się upierał przy prawidłowym wydzieleniu frazy sele i tala (duszy i ciała) bo to czysta lidyjska czeszczyzna, też słowo posiłkowe s-z, heram-świątynia poza tym nie będę się upierał jeśli ktoś podzieli ten tekst inaczej z tym zastrzeżeniem, że do podziału tego tekstu użyje klucza z języków słowiańskich, no może użyć też łaciny bo przecież łacina przesiąkła leksyką etruską słowo ex-exe, czy angielskiego (it-to) zresztą nie jest ważne czy to prawidłowo wydzieliliśmy ważne jest to, że można to zrobić i to dość swobodnie. Etruskowie zamieszkiwali na obszarze Czech dorzecza górnej Łaby i Odry więc dzisiejsi kontynuatorzy zasiedlenia tych terenów, Czesi, Polacy, Niemcy, Anglicy (historycznie do 5 wieku nad dolną Łabą) powinni posiadać najwięcej zbieżności leksykalnych (izoglos) z językiem Etruskim, jak i też Łacina współzamieszkująca przecież razem z Etruskami Italię. Trzeba oczywiście uwzględnić trzy tysiące lat różnicy w ewolucji tych języków od wywędrowania Lidów-Etrusków-Rasnali-Rasena do Itali. Sam język Etruski oczywiście co do struktury słowotwórczej najbliższy czeszczyźnie i polszczyźnie w jej zachodniej formie.

Rozpatrywane przez nas słowa etruskie z dość długiego tekstu można podzielić więc odczytać, na wiele sposobów, krótsze zdania z inskrypcji nagrobnych można odczytać już dość jednoznacznie ze względu na to, że na grobach pisze się uwzględniając lokalną frazeologię religijną te same rzeczy we wszystkich stronach świata i we wszystkich językach, tu jest pochowany taki a taki, żył tyle i tyle, rodzina nieutulona w żalu niech zmarły odpoczywa w spokoju, lub niech śni snem sprawiedliwych.

Możliwe są jakieś lokalne warianty typu polecanie duszy temu czy innemu bogu itd. ale sens inskrypcji, będzie taki sam lub niewiele się będzie różnił, najlepiej jak wypiszemy te inskrypcje po kolei i spróbujemy je odczytać.

ar. larci. tusnu (tekst N 3594)

lt. mi(nate) tuśnu ( tekst N 249)

ar. caiś, tuśnu Is. caleria (tekst N 3781)

(u)leś, feluskeś, tusnut..pana(l)aś mi ni mul(uw~an)eke (tekst N 5213)

Feluśkuś tu śni panuś mnie(mój) miłuw~anek

(miłow~anek-koch~anek czyli był by to grób mężczyzny pochowanego przez żonę).

l. tetina. w. tuśnut (nal) (tekst N 810)

dziecina(detina) tu śni (wiec raczej byłby to grób dziecka)

vel aneś clauke, vel aneś tuśnu, vel aneś artal…

vel. anes. tusnu (tekst N 1726)

Powyższe zdania posiadają jedno słowo (tusnu, tuśnu, tuśnut) powtarzające się we wszystkich zdaniach odpowiada ono polskiej frazie ”tu śni” mającej znaczenie ”niech odpoczywa w pokoju” czy ”niech śpi snem sprawiedliwych” itp. (tusnu, tuśnu, tuśnut) te słowa to zrosty lub zostały źle podzielone ”tu snu, śnu, śnut” to ”snu, tu śni, śnić” więc odpowiada to polskiej odmianie, być może etruskie snu, śnu, śnut różnią się np. z powodu zapisu tego słowa w różnych dialektach, a nie z powodu jego odmiany, bo np. słowa śnić-snut różnią się tak jak polskie wać i czeskie vati, więc różnica byłaby jak miedzy dialektem polskim i czeskim języka Słowiańskiego.

Czwarte zdanie ma też końcówki podobne do naszych zdrobnień wyra-żających uczucia, najczęściej stosowanych przez kobiety i dzieci dlatego nie wiem czy prawidłowo je napiszę, zdrobnień typu Gosiunia, Gosieczka, Gosiusia, Gosiuśkusia, imię Felek, Feluskuś jest typowe dla polszczyzny jeśli chodzi o końcówki czyli podobieństwo szczególne jak i całe to zdanie jest ogólnie podobne do zdań polszczyzny, oczywiście Etruskowie wywędrowali z zachodniej polski i czech do północnych włoch przed 3000 lat więc nie jest możliwa absolutna zbieżność miedzy tymi językami, ale podobieństwa są na tyle duże, że należy uznać ich pokrewieństwo.

Napisy z monet na terenie Słowacji z imionami o końcówkach typu uś-us ek-ec znamy też z I wieku p.n.e. ”Maccius”, ”Biatec” pierwsze jak imię król Maciuś drugie Biatek może od obiata-ofiara, czyli Biatek ktoś ofiarny poświęcający się dla ogółu, a czy imię Maciuś jest polskie, jest słowo celtyckie mac-syn wiec maciuś to zdrobnienie typu synuś w każdym bądź razie ma to słowo polsko-etruską końcówkę.

Mamy też w tych słowach naszą końcówkę ~ek, mul(uwan)’eke, clau’ke, Sław’ek, Sław’ka, choć wygląda jakby niebyła końcówką odmienną lub była w jakiejś pierwotnej formie ‘eke’ żeby stworzyć podobną musimy dodać naszą końcówkę w dwóch przypadkach ek+ka~eka wtedy upodabnia się do końcówki etruskiej ‘eke’.

Wywodzimy imię Etrusków-Rasena (odmiana Rasnal), od naszych H’ytrusów-K’rasnali, zbieżność miedzy tymi wyrazami jest wyraźna, pomijając przedrostki czy zredukowane przednio wyrazy, to one w sposób absolutny odpowiadają naszym rodzimym wyrazom, nie są to słowa nieadekwatne w obu przypadkach są imionami praktycznie mitycznych czy bajkowych ludów, czy też przezwiskami czyli nie znaczą te słowa na przykład, wycior, czapka, majtki, czyli nie mają jakiegoś przypadkowego związku, są to słowa siedmio ~ sześcioliterowe w swej Italskiej formie, jak liczyliśmy na początku książki, słów sześcioliterowych jest w 24 literowym alfabecie 192 000 000, co praktycznie wyklucza przypadkowe podobień-stwo dwóch słów tej długości, zwłaszcza, że jest tu dodatkowa podwójna adekwatność względem znaczenia, jak i podobieństwa dwóch par słów.

Arkaim z lotu Niebiańskiego Orła

zobaczcie też ten film na You Tube – wygląda lepiej na pełnym ekranie i filmy pokrewne, na bocznym pasku, na YouToube:

Także warta zobaczenia w całości seria filmów  “Igry Bogów” (Gry Bogów)

na www.igrybogov.tv – film Siergieja Striżaka.

To oczywiście rosyjska wizja Baji Słowian. Nawet jeśli jej nie akceptujemy w całości to jest bardzo pomocna w samowyzwoleniu , w wyjściu spod wpływu wszelkich doktryn obowiązujących we współczesnej nauce oraz polityce  i podobnie jak filmy z Trechlebowem pomaga spojrzeć samodzielnie na Rzeczywistość – uniezależnić się od “autorytetów” i umocnić w osobistych sądach.

Współczesna Rosja jest zachwycona i zafascynowana odkrytymi po latach działami Tadeusza Wolańskiego (II Starosłowiańska Świątynia Światła Świata w Warszawie), który sądził podobnie jak Winicjusz Kossakowski, że runy etruskie należy czytać po słowiańsku. Ludzie w Polsce w ogóle nie wiedzą,  że ktoś taki istniał – podobnie zresztą nie wiedzą o Trentowskim, Szukalskim ani tak naprawdę nic nie wiedzą o Kochanowskim czy Mickiewiczu. Rosjanie zaś szaleją na punkcie książek Wolańskiego i wydaja je na nowo.  Wolańskiego zmarginalizowano bo jego doktryna nie pasowała do nauki germano-anglosaskiej, dopiero Rosja przywraca mu należne miejsce i cześć. Czy tak samo ma być z naszymi współczesnymi niepokornymi odkrywcami?

Tadeusz Wolański – Warszawsko-Wielkopolski Strażnik Wiary Słowian (1785 – 1865)

Tadeusz Wolański (ur. 17 października 1785 w Szawlach, zm. 16 lutego 1865 w Ryńsku) – polski archeolog i badacz napisów w języku etruskim. Herbem rodowym był Przyjaciel. W swoich dziełach niemieckojęzycznych podpisywał się jako Thadeus Freund von Wolan Wolański.

Jego ojciec Jan był radcą dworu króla Stanisława Augusta i znany był jako znakomity badacz przyrody oraz alchemik. Matką Tadeusza była Johanna de Buch.

Jako oficer armii napoleońskiej Tadeusz Wolański uczestniczył w kampanii 1812 roku, czyli w wyprawie na Rosję, za udział w której został uhonorowany Legią Honorową. Po poślubieniu Wilhelminy z domu Szretter osiedlił się w Wielkopolsce, w Rybitwach pod Pakością.

Wolański we wszystkich swych zamierzeniach i działaniach dążył do udowodnienia tezy o znacznej (czy nawet wybitnej) roli Słowian w dziejach starożytnych cywilizacji. Poglądy te już za jego życia budziły liczne kontrowersje, po jego śmierci uznane zostały za fantastyczne. Zasługą jego było jednak to, dostrzegał on konieczność gromadzenia i zabezpieczania znalezisk archeologicznych z ziem słowiańskich, w tym oczywiście z terenów Polski, mimo utrudnień spowodowanych porozbiorowymi podziałami, i rozbudzał zainteresowanie najstarszymi dziejami ziem słowiańskich, tworząc dobry klimat dla rozwoju poszukiwań archeologicznych.

Swe badania i zainteresowania historyczno-archeologiczne wspierał Wolański pasją kolekcjonerską. Zasłynął m.in. jako zbieracz monet i medali, w tym monet greckich i rzymskich, gromadził zabytki krajowe i zagraniczne, minerały, muszle, owady (znaczna kolekcja motyli), okazy ptaków. Sławy przysporzyła Wolańskiemu także ogromna biblioteka.

Dzieła

  • “Wyjaśnienie dotyczące poprawności w odczytaniu nazwiska Jana de Ognasd”, 1839, Przyjaciel Ludu, R.VI, 1839, t.1, nr 1, str. 6-7; [1]
  • “Tadeusza Wolańskiego odkrycie najdawniejszych pomników narodu polskiego. Cz.1″, 1843; [2]
  • “Tadeusza Wolańskiego odkrycie najdawniejszych pomników narodu polskiego. Cz.2″, 1843; [3]
  • “Tadeusza Wolańskiego listy o starożytnościach słowiańskich: zbiór pierwszy z 143 rycinami na XI tablicach”, wyd. Ernest Günther, Gniezno, 1845
  • “Briefe über slawische Alterthümer”, 1846; [4]
  • “Wyjaśnienie znaczenia napisów na etruskich pomnikach”, 1846, Przyjaciel Ludu, R.XIII, 1846, t.1, nr 5, str. 39-40; [5]
  • “Schrift-Denkmale der Slawen vor Christi Geburt”, wyd. Lange, Gniezno, 1850; [6]
  • “Die Opfergefässe des Tempels der Taurischen Diana, Tom 1″, wyd. Lange, Gniezno, 1851; [7]
  • “Описание памятников, объясняющих славяно-русскую историю”, 1854; [8]
  • “Tizba żalodya w czterech oddziałach: Na podstawie tragjedyi Francuzkiej Wiktora Hugo Znanej pod nazwa̜: Andżelo tyran Padwański wierszem ojczystym napisał Tadeusz Wolański”, 1863, nakład i druk J.B. Langego;

Bibliografia

Stronczyński, Kazimierz – Pieniądze Piastów od czasów najdawniejszych do roku 1300, Warszawa, 1847; [9]

  • Śliwa, Joachim – Tadeusz Wolański (1785-1865) i zabytki egipskie „znalezione nad Bałtykiem”, Alma Mater, nr 46/2002; [10]

Tadeusz Wolański (* 17. oktobra 1785; † 16. februara 1865) bě pólski archeolog a slědźer napisow w etrušćinje. Wón je awtor hipotezy o słowjanskim pochadźe Etruskow.

Twórby

  • Wyjaśnienie znaczenia napisów na etruskich pomnikach, 1846

Tadeusz Wolański,( 17 października 1785 – 16 lutego 1865) – polski archeolog i kolekcjoner, słowianofil, autor hipotezy o słowiańskim pochodzeniu Etrusków. Kolekcja Wolańskiego zawierała miedzy innymi wykonaną z brązu figurę Ozyrysa i gliniane figurki Ushebti. Obie zostały odkryte podczas wykopalisk w pobliżu Morza Bałtyckiego (!) I datą 07/04 wieku pne. er. Według Wolańskiego te dane świadczą o handlowym połączeniu pomiędzy starożytnym Egiptem i ziemią Słowiańską. Obecnie obie figurki są przechowywane na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ponadto, T. Wolański znany był z posiadania wielkiej biblioteki, los tych książek nie jest obecnie znany. Wolański wiedział, że jego odkrycia nie będą akceptowane w Europie Zachodniej. I tak, w liście do archeologa Karola Roganowskiego (1819-1888) pisał: “Czy we Włoszech, Indii i Persji – nawet w Egipcie – nie ma słowiańskich zabytków …? Czy starożytne księgi Zaratustry, bez wyjątku, czy ruiny Babilonu, zabytki Dariów, pozostałości miasta Persów (Persepolis), pokryte pismem klinowym, nie zawierają napisów oczywistych dla Słowian? Brytyjczycy, Francuzi i Niemcy patrzą na to, “Jak Kozioł Na Wodę”. My, Słowianie, będziemy w stanie doprowadzić te badania do końca, tylko wtedy, gdy nasze dzieci i wnuki będą chciały śledzić nasze ślady! Tradycyjnym historykom nie udało się obalić faktów ,że zapisy etruskie to napisy przy pomocy języków słowiańskich, jak również nie dali rady stanowić alternatywy czytania przy użyciu innych języków. Zatem badania Wolańskiego bezzasadnie uznano “fantastycznymi” i wycofano z obiegu. Istnieje przekonanie, że książka T. F. Wolańskiego w 1853 roku zostały włączone w Papieski Indeks ksiąg zakazanych “i skazane na spalenie.

Joachim Śliwa

Tadeusz Wolański (1785-1865) i zabytki egipskie „znalezione nad Bałtykiem” 

(z miesięcznika Alma Mater Uniwersytetu Jagiellońskiego)

Zagadnienie znalezisk egipskich z terenów Polski było przedmiotem zainteresowań badaczy-amatorów jeszcze na początku XIX wieku, z czasem dopiero stając się dziedziną badań specjalistów zajmujących się oddziaływaniem kultów orientalnych (w tym także egipskich) poza granicami Imperium Romanum czy też przebiegiem starożytnych szlaków handlowych. Parę dziesiątków lat upłynęło już od etapu bezkrytycznego podejścia do każdego „znaleziska” aż po bardziej racjonalną analizę przedmiotów spotykanych w tak znacznej odległości od owych wiodących ośrodków orientalnych. Znacznie większy stopień krytycyzmu w podejściu do zabytków (całkowicie zresztą uzasadniony) spowodował, iż obecnie brać można pod uwagę jedynie kilka znalezisk. Znajduje się wśród nich fajansowy amulet z wizerunkiem tzw. Pataikosa-Pantheosa znaleziony w Cieszkowie oraz skarabeusz z Sadzarzewic (1), Zadowic (2) i Leśna (1) . Ich obecność na ziemiach polskich może być łączona istotnie z funkcjonowaniem starożytnych szlaków handlowych wiodących z rejonów śródziemnomorskich na północ, poczynając od epoki późnego brązu (ok. 800-650 p.n.e.) aż po IV-V w. n.e.

Oprócz wymienionych zabytków wyróżniono też kategorię tzw. importów prawdopodobnych, do których zaliczyć można figurkę Izydy z Horusem z Małachowa, uszebti z okolic Solca i ewentualnie uszebti z Nowego Miasta. Ich proweniencja nie jest w pełni potwierdzona, nie jest jednak wykluczone, iż jako tzw. importy mogły dostać się na nasze ziemie już w starożytności. Część natomiast zabytków orientalnych dotarła na nasze tereny stosunkowo późno i tworzy kategorię tzw. Znalezisk pozornych, łącznie z obiektami stanowiącymi przedmiot intensywnych zainteresowań XIX-wiecznych starożytników i kolekcjonerów, które z nadmiaru gorliwości zostały uznane następnie za znaleziska terenowe o randze importów . W grupie tych właśnie tzw. znalezisk pozornych, występujących w dawnej literaturze przedmiotu (nie zawsze zachowanych po dzień dzisiejszy), wymienić należy brązową figurkę Ozyrysa z jeziora Gopło (znaleziona przed r.1852), głowę Izydy z Kartuz (znalezioną przed rokiem 1882) oraz brązową figurkę Izydy ze Świdnicy (znalezioną przed rokiem 1819). W tej kategorii umieścić należy także trzy zabytki z naszej uniwersyteckiej kolekcji. Jest brązowa figurka Ozyrysa znaleziona rzekomo w okolicach Kijowa i darowana Gabinetowi przez Kazimierza Pułaskiego z Żyliniec (przed 1877) oraz dwa interesujące zabytki egipskie, także o niekwestionowanej autentyczności, pochodzące z dawnej kolekcji Tadeusza Wolańskiego: brązowa figurka Ozyrysa i fajansowa figurka uszebti. Oba zabytki ofiarowane zostały Uniwersytetowi w roku 1872 przez Władysława Czartoryskiego. Wcześniej jednak zakupione zostały przez niego ze zbioru po słynnym w swoim czasie starożytniku i zbieraczu, Tadeuszu Wolańskim , któremu niżej poświęcimy więcej uwagi.

Pierwszy spośród wymienionych zabytków to brązowa figurka Ozyrysa (ryc. 1), opracowana starannie, ukazująca boga owiniętego w całun, z dłońmi w układzie dolnoegipskim (ułożone poziomo na piersiach, prawa powyżej lewej), wyzierającymi z rozcięć w całunie, dzierżącymi insygnia władzy królewskiej – w prawej znajduje się bicz nehaha, w lewej umieszczone jest berło heka. Głowę bóstwa zdobi atef, opatrzony dwoma strusimi piórami . Figurka odznacza się dobrym opracowaniem szczegółów, uwydatnionych liniami rytymi (oczy, brodę, pióra na atefie). Wykazuje ona cechy wyrobu, który przypisać można tzw. Okresowi saickiemu (czasy panowania XXVI dynastii, 664-525 p.n.e.). Drugi zabytek z kolekcji Woleńskiego to fajansowa figurka uszebti (ryc. 2) , datowana na czasy panowania XXX dynastii (380-343 p.n.e.) . Ukazana tu została mumio kształtna sylwetka w tzw. trójdzielnej peruce, z rękami skrzyżowanymi na piersiach. W prawej dłoni dzierży motykę, w lewej natomiast końcówkę sznura, na którym z tyłu, na plecach zwiesza się torba z ziarnem siewnym. Poniżej skrzyżowanych dłoni, na korpusie figurki zachowały się cztery pełne linie rytego tekstu i część następnej linii. Wynika z owego zapisu, iż figurka przeznaczona była dla kapłana imieniem Hor-udża, zrodzonego z Tanet-Amon. Dalej natomiast znajduje się fragment 6 rozdziału Księgi Umarłych: „O wy uszebti! Jeżeli wymieniono Ozyrysa kapłana Hor-udża do wykonywania wszelkich prac, które wykonuje się tam, w Państwie Umarłych. Oto ty usunąłeś zło [...]”. Oba zabytki są dość typowe, lecz w naszej kolekcji należą do ważnych eksponatów, również ze względów dydaktycznych. Ich znaczenie wiąże się jednak jeszcze z innym problemem, wspomnianym już na początku. Zdaniem ich niegdysiejszego właściciela Tadeusza Wolańskiego (ryc. 3), miały one być dowodem kontaktów ziem słowiańskich z odległą i wręcz bajeczną krainą nad Nilem. Istnienie tak dalekosiężnych kontaktów już w starożytności nobilitować miało ziemie słowiańskie, dość ubogie w świadectwa tego typu. Z jakichś względów Wolański był przeświadczony, iż obie figurki są właśnie takimi importami. Figurka Ozyrysa została opatrzona przez właściciela następującym tekstem naniesionym na jej plecach: „Znaleziono nad Bałtykiem. Ze zbioru Tadeusza Wolańskiego”, oraz tuszem na drewnianej podstawce: „Horus. Figurka egipska znaleziona podobno nad Bałtykiem. Ze zbirów po Tadeuszu Wolańskim”. Sądzić można z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż ten drugi napis jest już nieco późniejszy. Cechuje się on już pewną dozą ostrożności, jeśli chodzi o miejsce znalezienia, zawiera natomiast ewidentny błąd w identyfikacji bóstwa. Również opisana już wyżej figurka uszebti uważana była za znalezisko dokonane nad Bałtykiem, jak świadczą o tym resztki trudno już czytelnego tekstu naniesionego tuszem lub atramentem na jej tylnej stronie: „(…) znalezione nad Bałtykiem”.

Brak jednak jakichkolwiek innych informacji i przesłanek, które te stwierdzenia mogłyby potwierdzić, a więc nie kwestionując autentyczności figurek, musimy oba zabytki umieścić właśnie w kategorii tzw. znalezisk pozornych. Najpewniej oba zabytki wchodziły w skład czyjeś niewielkiej kolekcji prywatnej i wskutek nieporozumienia (jeśli wykluczymy działalność intencjonalną) uznane zostały w pewnym momencie za przedmioty „wykopane” na naszych ziemiach. Omawiając figurkę Ozyrysa z naszej kolekcji, Jerzy Kolendo pisze: „Bardzo poważne wątpliwości dotyczące faktu znalezienia figurki Ozyrysa nad Bałtykiem może budzić osoba jej pierwszego posiadacza Tadeusza Wolańskiego (1785-1865). Zbierane przez niego zabytki archeologiczne służyły z reguły do popierania fantastycznych zupełnie pomysłów odnoszących się do wczesnych dziejów ziem Polski” . Jak się okazuje, tego rodzaju „importów” było w kolekcji Wolańskiego więcej. Tymi słowy zwracał się Wolański do Karola Rogawskiego (1819-1888), współczesnego sobie archeologa i znakomitego kolekcjonera: „Dałem Panu Kondratowiczowi (Władysławowi Syrokomli) – który jest sekretarzem Towarzystwa Wileńskiego Starożytności – dwie małe figurki mitologiczne ze słowiańskiej ziemi wykopane oraz jeden metalowy naramiennik (taki sam jak Panu przesłałem) w celu składania takowych w zbiorze wileńskim. Trzeba wspierać wszystkie zbiory narodowe, bo przecież składamy wszyscy jedną tylko wielką familię od Czarnego do Bałtyckiego Morza, od lodów północnego bieguna aż za Karpaty! Co mówię? Alboż to Italia, Indie i Persja – nawet Egipt – nie starczą pomnikami słowiańskimi? Bądź w głazach, bądź w narzeczach? Alboż to Zoroastra księgi życiodawcze (Zę=daszta), alboż to rudera Babilońskie, pomniki Dariusza, szczątki Parsa=hrada (Persepolis) pokryte pismami klinowatymi, nie zawierają dosyć jeszcze zrozumiałą słowiańszczyznę? Anglicy, Francuzy i Niemcy patrzą na to, jak kozioł na wodę. Nam Słowianom tylko rzeczy te zostawione są do badania i wierzaj mi Pan, że dojdziemy do celu jeśli tylko dzieci i wnuki nasze (to jest Pańskie i moje) zechcą wstępować w nasze ślady![...]” . W cytowanym liście Wolańskiego zawarty został niemal pełny program jego wieloletnich trudów i zabiegów, zmierzających do wykazania znacznej (czy wręcz wybitnej) roli Słowian w dziejach starożytnych cywilizacji. „Wierząc w istnienie run słowiańskich, odczytywał je na monetach celtyckich, brakteatach skandynawskich, a nawet na sarkofagach etruskich. Poglądy swe wyłożył w kilku bogato ilustrowanych pracach w języku polskim i niemieckim” . Nie bez znaczenia jest jednak i to, iż dostrzegał Wolański konieczność gromadzenia i zabezpieczania znalezisk archeologicznych z ziem słowiańskich, w tym oczywiście z terenów Polski, mimo utrudnień spowodowanych porozbiorowymi podziałami, co wyraził jednoznacznie cytowanymi już słowami: „Potrzeba wspierać wszystkie zbiory narodowe”, do czego sam wybitnie się przyczynił. Sylwetka Tadeusza Wolańskiego zasługuje bez wątpienia na przypomnienie, choćby ze względu na ogromną aktywność i wielostronne zainteresowania. Najzwięźlej scharakteryzował go ostatnio jeden ze współczesnych archeologów: „(…) hrabia z Wolan, trzymany do chrztu przez samego Tadeusza Kościuszkę, alchemik, mistyk, mason, słowianofil i fantasta, poszukiwacz kamienia filozoficznego i eliksiru wiecznej młodości” . W dwa lata po śmierci Wolańskiego, tak oceniano jego działalność: „Zapalony aż do przesady miłośnik archeologii w poczynionych przez siebie odkryciach, pomimo niezaprzeczonej nauki, uniósł się mrzonkami i najdziwaczniejsze potworzył baśnie. Dowodzą one w swej treści, iż autor jest zbyt łatwowiernym i nadzwyczajnie bujną fantazją obdarzonym” .

“Odkrycie najdawniejszych pomników Narodu Polskiego”

- Książka Tadeusza Wolańskiego na Googlebooks

Rosyjskie wydanie  “Pisma o słowiańskich starożytnościach”

От издателей

Вы держите в руках запрещённую книгу!

Не пугайтесь: все книги Воланского в 1853 году были внесены в папский «Индекс запрещённых книг» и приговорены к сожжению. К нашему счастью папская инквизиция не всё смогла сжечь.

Нам как издателям приятно выпустить книгу с такой судьбой после её полуторавекового забвения. Инквизиции давно нет. На её совести сотни, если не тысячи бесследно сгинувших авторов и их трудов. Впервые русский читатель услышал имя Воланского благодаря книге историка-патриота Егора Ивановича Классена, доктора философии и магистра изящных наук, входившего в комиссию по коронации Николая I. В своём капитальном труде «Древнейшая история Славян и Славяно-Руссов до рюриковского времени» (1854) Е.И Классен включил в качестве приложения два выпуска труда Воланского «Описание памятников, объясняющих Славяно-Русскую историю».

Предшественником и Воланского, и Классена можно считать Мавро Орбини, книга которого «Историография початия имене славы и разширения народа славянского и их царей и владетелей под многими именами и со многими Царствиями, Королевствами и Провинциями», была издана в Санкт-Петербурге в 1722 году (переиздано в 2010 г. издательством «Белые альвы»). В этой книге Орбини пишет следующее:

«Славянский народ озлоблял оружием своим чуть ли не все народы во Вселенной; разорил Персиду: владел Азиею, и Африкою, бился с египтянами и с великим Александром; покорил себе Грецию, Македонию, Иллирическую землю; завладел Маравиею, Шеленскою землею, Чешскою, Польскою, и берегами моря Балтийского, прошёл во Италию, где многое время воевал против римлян.

Иногда побеждён бывал, иногда биючися в сражении, великим смертопобитием римлянам отмщевал; иногда же биючися в сражении, равен был.

Наконец, покорив под себя державство Римское, завладел многими их провинциями, разорил Рим, учиняя данниками цесарей римских, чего во всём свете иной народ не чинивал…».

Но разве официальные «историки» смогут признать такую мощь за славянским народом?! А ведь эту книгу писал не славянин. Орбини был Архимандритом Рагужским в сицилийском городе Рагузе. Его книга тоже попала в список запрещённых Ватиканом.

И в наши дни у государств есть списки «запрещённых книг», и их при изъятии тоже приговаривают к «уничтожению» – часто эти книги имеют отношение к политике. Но разве можно отделить исторические концепции и гипотезы от политики? Нельзя, конечно. Именно по этой причине традиционная наука труды и Воланского, и Орбини, и Классена до сих пор не признаёт. Ведь всё, что касается величия Русского народа и Славянства, сразу объявляется «ненаучным».

Эта книга по нашей просьбе была найдена в Нью-йоркской библиотеке, другом нашей редакции Наталией Гаттас, за что ей особая благодарность.

Любители истории получают настоящий подарок, который должен вдохновить современных исследователей на новые научные и творческие подвиги во славу Великой Истории Славянства.

Благодарим Сергея Сергеевича Робатеня за организацию перевода книги.

Олег ГУСЕВ
Роман ПЕРИН

О книге Ф. Воланского
«Письма о славянских древностях»

Этого события, перевода на русский язык, книга ждала долгих полтора века, с тех пор, как её автор выпустил польское и немецкое издания. Самое первое письмо было адресовано «Уважаемой Петербургской академии». Похоже, что Воланскому не удалось заинтересовать обнаруженными им фактами древнейшей славянской истории академиков, которые проигнорировали послание.

Книга была издана автором на собственные средства в двух частях. Первая часть, содержащая 5 писем с приложением 145 иллюстраций на 12 гравюрах, вышла в 1846 году в Гнезно, древнейшем городе Польского королевства.

Вторая часть, составленная из 7 писем и содержащая 88 иллюстраций на 10 гравюрах, вышла там же, в 1847 году. В письмах автор описал монеты, амулеты и другие предметы, найденные автором в своих экспедициях по славянским землям, а также изображения древних предметов, полученные от единомышленников. На многих из этих предметов имеются письменные знаки, которые автор определил, как славянские, сами предметы автор отнес к дохристианскому периоду славянской истории и культуры.

Имя Фаддея Воланского часто встречается в трудах первой половины XIX века, у исследователей русской и славянской истории, на его богатейшую коллекцию старинных предметов, амулетов, монет, содержащих славянские надписи, ссылались историки школы Н.С. Тихонравова.

Затем отношение к Воланскому изменилось, и завеса академического молчания покрыла его богатейшие материалы по славянской истории, письменности и культуре дохристианского периода, сделав их неизвестными публике более чем на столетие. Возможно, это проявление непознанных нами законов духовного развития, заставляющих нас забывать то, что было хорошо известно предкам, чтобы впоследствии вспоминать когда-то забытое и удивляться мудрости тех, кто создавал и сохранял славянскую культуру на протяжении многих тысячелетий её драматического развития.

Но так же следует учитывать конкретные мотивы тех общественных слоев, которые определяют содержание учебников по славянской истории и культуре с учетом своих собственных сословных интересов.

Замечательный израильский историк, профессор Тель-авивского университета Шломо Занд в переведенной на главные европейские языки книге «Кто и как изобрел еврейский народ»1 показал на богатейшем фактологическом материале, как менялись на протяжении одного только XX века концепции происхождения и исторических прав «вечного народа», как аккуратно забывались и вычеркивались из школьного обихода исторические идеи теоретиков сионизма 30-х годов, неудобные теоретикам сионизма в 50-е годы XX века. Оказывается, по Занду, у профессиональных создателей учебников истории нет никаких препятствий морального – этического плана для искажения, сокрытия и даже выдумывания исторических обстоятельств, если это востребовано политиками современного государства. Надо думать, что-то подобное имеет место в истории славянских народов.

Вот что сообщает Александр Семёнович Иванченко, изучавший рукопись воспоминаний Егора Классена в Русском музее Сан-Франциско.

«Когда труд Ф.Воланского в 1847 году вышел в свет в Варшаве2, католический примас Польши, входившей в состав Российской империи, обратился в святейший Синод России с просьбой испросить разрешение у императора Николая I применить к Воланскому аутодафе на костре из его книги. Тот, однако, Николай I, которого все наши писатели привыкли изображать невежественным Палкиным, затребовал, тем не менее, сначала книгу Воланского и вызвал из Москвы для её экспертизы Классена. Простой случайностью это быть не могло.

Вероятно, Николай I знал, что наша дохристианская письменность Классену известна. Потом император приказал «взять потребное количество оной книги под крепкое хранение, остальные же, дабы не наносить вред духовенству, сжечь, к Воланскому же прикомандировать воинскую команду для содействия ему в его экспедициях по сбиранию тех накаменных надписей и впредь и охранения его персоны от возможных злоключений».

Так распорядился Николай Палкин. Классену же велел опубликовать в своём сочинении такие таблицы из книги Воланского, которые бы не вызвали недовольство Русской православной церкви, что Классен и сделал со всей предусмотрительностью. Но недовольство со стороны церкви всё равно вызвал великое, как теперь раздражает наших ученых историков одно упоминание его имени.3

Обратим внимание на ключевые слова «вред духовенству», взятые Классеном из прямой речи императора. Этот фактор действует на протяжении тысяч лет, пока существует духовенство, которое само определяет, что ему вредно – инакомыслие, которым наполнены книги, написанные другими буквами, созданными в другом духовном мироощущении.

Неважно, что это мироощущение принадлежало собственным предкам. Политический заказ существует всегда, и всегда найдутся энтузиасты – исполнители, которые способны забыть собственных родителей, а не только пращуров.

Поэтому неугодные книги становятся нечитаемыми вследствие многочисленных реформ языка, проводимых правящими идеологами, и горят уже много сотен лет. Древние, бесценные для мировой культуры статуи взрываются даже в XXI веке, надписи соскребаются или исчезают в таинственных «частных коллекциях».

Возможно, и коллекция Воланского тоже где-то хранится или таится, чтобы быть обнаруженной, выкопанной из пепла в далеком будущем, как выкапывал свои находки сам Воланский и его единомышленники.

Эта книга относится к таким находкам. Она никогда не издавалась на русском языке, поэтому необходимы некоторые пояснения.

В русской традиции имя автора Фаддей Воланский является принятым в его эпоху результатом русификации иностранных имен для российских читателей. В немецком издании книги автор именует себя Тадеушем фон Волан Волански, оставаясь при этом славянским историком и патриотом.

Как видно, в его время немецкое или русское по форме имя было просто данью дипломатическому обычаю и не означало автоматической принадлежности носителя к конкретному народу. Дворянская частичка «фон», в подлиннике передаваемая одной буквой v. означает, что наш Фаддей происходит из поселения Волан, об этом же говорит его польское имя Воланский.

Вполне возможно, что эти метаморфозы имён в Европе как частное проявление глобальных идеологических реформ начались задолго до эпохи Воланского, и сама немецкая частичка происходит от славянского предлога «в», прямо указывающего читателю, где живёт Фаддей.

Поскольку книга представляет собой слегка обработанный автором сборник отдельных писем, написанных в разное время разным адресатам, то иллюстрации, на которые ссылается автор, живут отдельной жизнью на своих листах, размещённые довольно хаотично по отношению к последовательности текстового описания.

Имеются изображения, на которые напрасно искать описания в тексте. Возможно, Воланский, как энтузиаст, стучавший во все двери с целью привлечь общественное внимание к славянской письменной истории дохристианского периода, пользовался своим альбомом иллюстраций (гравюрами на медных досках) по разнообразным поводам, не описанным в рамках этой книги.

Некоторые утверждения Воланского, очевидные для него и его собеседника, покажутся современному читателю довольно легковесными или мало обоснованными.

Сам он понимал, что без ошибок в его толкованиях полустертых знаков не обошлось, но при этом осознавал себя первопроходцем, увидевшим русские смыслы в никем из современников не читаемых сочетаниях непонятных письмен на древних предметах, собранных в разных, не всегда доступных исследователю, коллекциях.

Переводчик Бобровская Екатерина Анатольевна приложила много усилий для того, чтобы довольно тяжеловесный немецкий текст начала XIX века воспринимался современным читателем без дискомфорта, но с сохранением авторского стиля и аромата эпохи.

Благодарим за материальную поддержку перевода книги Бобкова Сергея Вячеславича.
Административное сопровождение переводу оказывал Татур Вадим Юрьевич.
С пожеланием читателю открыть для себя глубину собственного культурного наследия
Сергей Робатень, редактор перевода

1 Занд Ш. Кто и как изобрел еврейский народ/ Шломо Занд; [пер. с ивр. М.Урицкого]. – М.: Эксмо, 2010. – 544 с. – (Подлинная история). ISBN 978-5-699-39598-9
2 Памятники письменности славян до Рождества Христова, собранные и объясненные Фаддеем Воланским. Три выпуска этой работы Воланского опубликованы Классеном в собственном переводе с комментариями в кн.: Егор Классен. Новые материалы для древнейшей истории славян вообще и Славянов–Руссов до рюриковского времени в особенности с легким очерком истории руссов до Рождества Христова. Выпуски 1-3. 1854 – 1861. – М.: Белые альвы, 1999. – 320с., ил.
3 Иванченко А.С. Путями великого россиянина. Роман – исследование. Редактор и издатель Гусев О.М. СПб, – 2006.-с.70-71

Świadomość własna, indywidualna, niepodległa to pierwszy stopień do zrozumienia, że jesteśmy bogami będąc cząstką Bogów.

Wiara Przyrody nie jest RELIGIĄ – pamiętajmy to zawsze i wszędzie – Wiara tym się różni od religii, że ma wymiar wyłącznie indywidualny

Ty Wierzysz , Ja Wierzę, On Wierzy

NIE MA DOKTRYNY POWSZECHNEJ

lecz jest Suma Indywidualnych Wierzeń

i

Wspólnota SUMY

na tej sumie oparta.

Wielka Przyrodo każdy kłania się Tobie i Twojemu Wieczystemu Pięknu!

Podnieście swoje głowy wy Drzewa, podnieście swoje głowy wy wieczne Źdźbła Traw

Sowa jest w Świątyni G(n-w)ieździe

Wielka Przyrodo  – Schronienie Serca

Twoje Filary są Święte

Każdy z nas kłania się Tobie Wielka Przyrodo

Tyś zawsze Wierna

O Wielki Sowi

Rozświetl przed nami Ciemności

Wielka Sowo  – Książę Mądrości

Duchu Nawi i Wewnętrznego Światła

Dwa są na słońcach swych przeciwnych – bogi!

Chwalimy cię O Pani, chwalimy cię  O Panie.

Niezbędny komentarz

Link od Mezamira – bardzo ważny – do Gier-Igrów (“igry” to po rosyjsku także” zabawy”) Bogów:

Mamy tu piękny obraz Niebieskiego Ptaka – Orła Nieba, Orła Przemiany i wykład na temat słowa Wiara, które w najwierniejszym brzmieniu przechował język Polaków – polski – czego autorzy nie zauważają przez ignorancję lub z powodu ich “kompleksu Polaków” i poczucia rosyjskiej “gorszości” od Europejczyków, a więc też od Polaków (łacinników) – co zupełnie nieuzasadnione.

Zgadza się. Dokładnie tak – film pokazuje sedno. Wiedza Trechlebowa jest głęboka i dotyka sedna. Dodajmy jednak dla porządku, ale też przede wszystkim dla pogłębienia, że:

1. Ukraińcy nie są żadnymi Małorusami – w tym punkcie widać skażenie imperialne i odchylenie rosyjskie, które każe im szukać w Ukraińcach niższości podczas gdy to oni są Macierzą Rusi. Ten problem nazewniczy rozwijają przypisy do Taj Księgi Ruty i objaśniają go. Ukraina i dawna Małopolska w granicach historycznych to jedność – Biała Chorwacja czyli Wielka Haria. Ona jednoczyła wszystkich Rusów – Ha-Rusów (Małopolan, Krakowian i Goroli-Goryniczów), Nu-Rusów (znad Nura i Nurzca, północnych), Mo-Rusów (Morawianów), Ka-Rusów (Czarnych Rusów, potem zwanych Małymi, których duża część wyprowadziła się do Czarnogóry, a są też znani jako Karo-Panowie-Karpianowie – to Słowacy i Poleszucy), Gie-Rusów (Herosów, Gierojów znad rzeki Gerros – inaczej Wielkich bo Białych Rusów, znanych też jako Białowierzanie i Bużanie i Bogatyrsi-Agatyrsi – jak najbardziej Ukraińców), Roso-Mężów (Rosiów i Rossomonów i Roskalanów-Heliszów-Kaliszów – czyli Skołotów zwanych Rudo-Rusymi czyli Czerwonymi Rusami – a Kalisze – znani są Grekom i ich mitom jako Helisi z Hylaji gdzie Echidna-Kąptorga – Matka Scytów – Mać Syra skąd Syromaci-Sauromaci, Sarmaci). To jest połączone starożytne królestwo Nurów i Budynów – NU-Rusja. Rosjanie są Bu-Rusami – Burami-Borysami – Czarnosiermiężnymi, a raczej potomkami Koszerysa i Borusa-Borysa – wędrujących na Wschód do Iranu i Indii dwóch braci z czasów przed Troją (Wojną o Helenę-Gelonos-Gleń-Gołuń), są ich spadkobiercami, wcale nie gorszymi, bo to piękna tradycja i wielka – tej powtórnej fali powrotnej, spadkobiercami znad Moskwy i Mokoszy oraz z Itilu i Czarnej Ziemi, z Borusji – Boranii, o której sami mówią i piszą i co pokazują także na różnych mapach, z Boranii bo tak się nazywał kraj otaczający Moskwę – z Tartarii starych map i podań.

2. Zapis jest ważny, ale nie można sprowadzić pamięci do znaku. Pamięć i tradycja to mowa. Dlatego zwracam uwagę, aby się uwolnić od zapisu – od ortograficznego traktowania słów – trzeba je traktować fonetycznie. Oczywiście Ruś zachowała to częściowo w ocalonym alfabecie, a my nie mamy tego w alfabecie łacińskim, a raczej mamy także śladowo – jako echo run słowiańsko-etruskich. Autor filmu nie bierze pod uwagę polskiego słowa WIARA gdzie w wymowie jest zachowane owo “Ja”.
3. Autor nie odkrywa tutaj niestety – nie wiem z jakiego powodu – może z braku wiedzy albo przez celowe pominięcie – bo w Rosji Rodzimowierstwo służy odrodzeniu nacjonalnemu, na nim buduje się Nowy Imperializm a więc wspólnotę, ale rozumianą w sposób XIX wieczny. Oto co jeszcze to słowo znaczy:
Wijara = Wieda
+
Wijara = Ja
+
Wijara = Ra

gdzie ra – oznacza rzeczywiście syntezę Trzech Ogni (u nas to Ogień Niebieski – Niebo – Światło – Dażbóg + Ogień Chemiczny – nazwijmy go “prawdziwym ogniem – Płomieniem – Swaróg + Ogień Plazmatyczny – Perun).

To Trójca Niebieska do której dochodzi 4 Żywioł – tworząc Czwórcę Górną Żywiołów- Wiatr – Strzybóg i jego cały Tyn Wiatrów i Powietrza.

Osiem Żywiołów tworzy 3 Trójce i jednocześnie dwie Czwórce.

Mamy
Trójcę Niebieską – Ognistą – reprezentującą Niebo i Prawię i Welę,
Trójcę Jasną – Żywotną lub Żywą (Życia) – Wiatr + Bór (Drzewo u Chińczyków) + Spor (zalęg, błoto – u Chińczyków Bagno)= Jawia
oraz
Trójcę Ziemi (Podziemi) czyli Spor + Woda + Ziemia = Nawie.

Czwórcę Żywiołów Dolnych, Ciężkich, Ciemnych tworzą: Bór + Spor + Woda + Ziemia.

Ja – to ja, czyli Tylko ja wiem, tylko tyle wiem ile wiem, tylko moja jest wiara a nie niczyja. Wiary się nie dzieli z innymi w sensie “jestem tylko z tymi i tymi, bo wyznaję to i to”. Wspólnota powstaje ponad Wiarą jako suma wierzeń. Wiara jest zupełnie indywidualna. Nie może być inaczej – tylko to daje jej wieczny żywot – Inaczej staje się doktryną – RELIGIĄ.

W odpowiedzi na pojawiający się nurt tzw Bogów Polskich i tworzenie odrębności polskiej w Wierze Przyrody stwierdzam, że przy całym szacunku dla tych poglądów i ich odkrywczej niepodważalnej dla NAUKI roli, brak im Głębokiej Wiedy z której wynika że WIARA Słowian była i jest JEDNA.

Nie ulegajmy pokusie rozbicia i zaściankowości wynikającej z zamknięcia Polaków w granicach etnicznych po 1945 roku;Niech nam 50 lat życia w Baraku Obozu Socjalistycznego nie przysłania że Polska nigdy nie była jednoetniczna i jednowyznaniowa. Nie było Wiary polskiej była tylko wspólna Wiara Słowiańska – to stwierdzenie nie grozi nam zruszczeniem ani dominacją Moskwy.

WIARA jest Indywidualna a Wspólnota jest Sumą Wierzeń. Wyzwalajmy się też cierpliwie z poczucia i syndromu postkolonialnego – Tylko stając na Równi z Rosją i jej tradycją stajemy się naprawdę wolni i zdolni do odrodzenia. Tylko Macierz jest rozwiązaniem współczesnego problemu narodowego – nie Ojczyzna i nie męskość i walka i wybijanie przeciwników, lecz żeńskość i jej płodność i rozrodczość ludzi i idei i ich rozpowszechnienie po całym Świecie. Bierzmy przykład z Żydów i paradoksalnie z chrześcijaństwa – jako sposobów ekspansji nie do powstrzymania. Ten pierwszy wzorzec jest najskuteczniejszym nowoczesnym narzędziem rozpowszechniania idei – odwiecznie oparty jest on na pierwiastku żeńskim i idzie przez tysiąclecia po kądzieli. Kto nie rozumie tego i tworzy męską Wspólnotę Wszechpolską do WALKI o NARÓD – ten przegrał i pozostał w XIX wieku – Kto stawia na NARÓD NOWOCZESNY – rozlokowany ponad granicami swojej Ojczyzny i Cudzych ojczyzn – ten stawia na Macierz, żeńskość i po kądzieli wchodzi w XXI wiek – jako człowiek wyzwolony z syndromu POSTKOLONIALIZMU.

Pamiętajcie zawsze POLACY – gdziekolwiek w Świecie teraz jesteście – piszę to bo wiem że mnie czytacie – twórzcie Wspólnoty Wiary Przyrodzonej – to są wasze ojczyzny a raczej macierze w obcych ojczyznach – to nasza wspólnota Światowa Polaków. Pomagajcie sobie nawzajem i trzymajcie się razem – zawsze razem i niech nad innego Polaka nie będzie wam nikt bliższy i bardziej godny pomocy i wsparcia. To jest nacjonalizm prawdziwy, najgłębszy, nie do pokonania.

Kto nie zna pamiętnika Kronikarza Rockefellerów i jego wyznań powinien nadrobić te zaległości bo to rzadkie żeby tak rzucał Żyd przed gojów słowa głębokiej prawdy.

pozdrawiam wszystkich i włączam to w treść artykułu razem z linkiem Mezamira, a także umieszczam na bocznym pasku w dziale Księga Wiedy pod tytułem “Jama Arki – Wieda i Wiara”, bo to jest zbyt cenne, aby nam mogło gdzieś umknąć i ulecieć. Tekst o Tadeuszu Wolańskim idzie, jako osobny, do II SSŚŚŚ w Warszawie.

CB

ODRY POTĘŻNIEJSZE NIŻ STONEHENGE :

Marta Czasnojc : Strażnicy Wiary Przyrody – Indianie Ameryki Północnej

Czerwiec 21, 2012 6 uwag

Słowianin:

Racjonalista w Kraju Apaczów : http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3570

Asymilacja i ludobójstwo kanadyjskich Indian :
http://prawda2.info/viewtopic.php?t=18334

AMERYKA INDIAŃSKA : http://amerykaindianska.bloog.pl/

NOSTALGIA : http://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/09/nostalgia/

Wierzenia Indian przypominały wiarę i świadomość Słowian ( religia naturalna ) :
http://pl.wikipedia.org/wiki/Religia_naturalna

Szamanizm a rodzima wiara :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/02/23/szamanizm-a-rodzima-wiara/

Czym jest szamanizm ? :
http://forum.swietageometria.info/index.php/topic,172

CAŁA PRAWDA – Ciekawostki o konopiach , haszyszu i marihuanie :
http://forum.nasionakonopi.pl/74,rozrywka/4195,ciekawostki-o-konopiach-haszyszu-i-marihuanie.html

” Duchowość Słowian dawniej i dziś ” – Kazimierz Moszyński ( komentarz ‚ Mezamir Snowid ‚ ) / Symbolika Smoka u Słowian – SMOKI / Ochrona psychiczna – Klątwy :
http://slowianin.wordpress.com/2012/06/29/duchowosc-slowian-kazimierz-moszynski-1887-1959-mezamir-snowid/

Tradycja Indian Prerii a Religie :
http://dragontn.blog.pl/2012/11/30/tradycja-indian-prerii-a-religie/

Kultura Indian Ameryki północnej i południowej :
http://www.sciaga.pl/tekst/19268-20-kultura_indian_ameryki_polnocnej_i_poludniowej

Manitou przemówił ? :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/07/23/manitou-przemowil/

Piosenka o Indianach ( naszych duchowych braciach ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/27/piosenka-o-indianach-naszych-duchowych-braciach/

Mapucze w kleszczach zachodniej antycywilizacji :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/01/mapucze-w-kleszczach-zachodniej-antycywilizacji-2/

Originally posted on białczyński:

Mitakuye Oyasin –  we are all related

Publikujemy dzisiaj artykuł Marty Czasnojc poświęcony rodzimej Wierze Przyrody w Ameryce Północnej. Dobrze się składa, gdyż lada chwila rozpocznie się w Krakowie konferencja międzynarodowa poświęcona rodzimowierstwu. Będą na niej amerykańscy studenci i być może wykładowcy z USA. Ciekawe, czy Indianie kiedykolwiek doczekają się wreszcie zadośćuczynienia za to co im uczyniono. Jak wykazuje autorka byliśmy poddawani przez zaborców w wielu wypadkach podobnym praktykom – zakaz używania języka polskiego w szkole i kościele, zakaz wyznawania Wiary Przyrodzonej wysiedlenia masowe, itp.  Działo się to jednocześnie w centrum Europy w XIX wieku – wieku pary i nauki – oraz w USA, gdzie Indian i Murzynów (jak się dzisiaj obłudnie powiada Afroamerykanów) traktowano jak zwierzęta a zwierzęta traktowano – jak chrześcijański Pan Bóg Przykazał.

Tyle, że my nie różniliśmy się od najeźdźców tak bardzo stylem życia i systemem wartości jak Indianie Lakota – ale to tylko dlatego że…

View original 4 357 more words

Kategorie:Edukacja, Historia, Kultura, Muzyka, Nauka, Religia, Słowianie, Uncategorized, Świat Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Piąta najstarsza znana zaginiona cywilizacja świata starożytnego : GONUR nad Morgłębą ( dziś Turkiestan ) – Stara Koliba Zerywanów ( haplogrupy R1a1a ) sprzed ponad 6500 lat . Odkrywanie tajemnic Gonur Depe ( Turkmenistan ) . Polak Kirgiz dwa bratanki ?

Czerwiec 16, 2012 5 uwag

Mówimy o kulturach zaznaczonych na mapach archeologicznych jako Andronovo i BMAC

O Gonurze i innych ośrodkach aryjskiej cywilizacji, które odkryto na terytorium dzisiejszego Turkiestanu niewiele sobie poczytacie w języku polskim w internecie, więc niestety siłą rzeczy większość materiału będzie po angielsku. Z Gonurem, Merv i innymi starożytnymi grodami  związany jest ośrodek cywilizacyjny, w którym upatruje się nową kolebkę cywilizacji, starsz i potężniejszą być może niż cywilizacja Międzyrzecza – czyli tak osławiona i rozreklamowana jako kolebka wszystkiego Mezopotamia. Olbrzymie terytorium, rozprzestrzeniające się od  Morza Koszów (Koszpijskiego) i rosyjskich stepów Azji Centralnej po rzekę Okosz (Oxus) i Jezioro Orol (Aral) było najprawdopodobniej usiane kwitnącymi ośrodkami, które mogły bez problemu konkurować z wielkimi metropoliami Międzyrzecza. Wiele wskazuje na to, że dotychczasowy pogląd, który tradycyjnie wskazywał na Mezopotamię, dolinę Nilu i dolinę Indusu, jako kolejne miejsca powstania pierwszych cywilizacji, musi ulec zmianie.

Jeden z bezcennych skarbów kultury Słowiano-Indo-Irańczyków – Głowa z Kupruk, kamień,  około 20.000 roku p.n.e. (Krąg kultur Arkajamy i Gonuru – Andronovo BMAC ale o wiele starszy zabytek)

W Polsce poświęcono tematowi nieco uwagi w roku 2007, kiedy te rewelacje wstrząsnęły środowiskiem archeologów. Dzisiaj, gdy wiemy, że tamten region jest i był obszarem, który uważa się za  Kolebkę Prasłowian, ludu który możemy określić jako nierozdzielone jeszcze grupy Ariów-  Słowian, Ariów Indyjskich i Ariów Irańskich, nie pisze się w ogóle na temat tamtego regionu, odkryć archeologicznych, skarbów kultury i wytworów materialnych jakie tam odkryto. Podobnie nikt prawie nie pisze o Arkaimie – innym ośrodku związanym z kulturą archeologiczną Andronovo  – uważaną dzisiaj za prasłowiańską.

Wzór z Gonuru przenoszony przez wieki na dywanach tkanych od Ałtaju po Zakopane, a nawet po Budziszyn,  do czasów współczesnych

Obydwa regiony (Arkaim i Gonur) są związane z tak zwaną grupą Indo-Irano-Słowiańska Ariów, uważaną przez genetyków za najstarszą, z której następnie wydzieliły się te trzy grupy: indyjska, irańska i słowiańska, już jako osobne – najprawdopodobniej w wyniku rozejścia się się w różnych kierunkach, lub zatrzymania i osiadania na określonych terytoriach, podczas gdy inna grupa wędrowała dalej. Są to wielkie ludy dzielące się następnie na liczne plemiona – ludzie pochodzący od wspólnego przodka o haplogrupie R1a - grupy plemiennej powstałej jako mutacja genetyczna  około 20.000 lat p.n.e -ludy posiadające dzisiaj w potężnym odsetku haplotyp R1a1a (Polacy ponad 60%) .

Jeden z licznych zabytków z Gonuru – i mówi się ze to była jakaś horda nomadów. W życiu nie słyszałem większej bzdury.

Human Origins / Prehistoric Culture

Central Asia’s Lost Civilization

The unveiling of a 4,000-year-old civilization calls into question conventional ideas about ancient culture, trade, and religion.

Viktor Sarianidi, barefoot at dawn, surveys the treeless landscape from a battered lawn chair in the Kara-Kum desert of Turkmenistan. „The mornings here are beautiful,” he says, gesturing regally with his cane, his white hair wild from sleep. „No wife, no children, just the silence, God, and the ruins.”

Viktor Sarianidi spends nearly half of
every year digging in Turkmenistan’s
Kara-Kum desert.

Courtesy of Kenneth Garrett

Where others see only sand and scrub, Sarianidi has turned up the remnants of a wealthy town protected by high walls and battlements. This barren place, a site called Gonur, was once the heart of a vast archipelago of settlements that stretched across 1,000 square miles of Central Asian plains. Although unknown to most Western scholars, this ancient civilization dates back 4,000 years—to the time when the first great societies along the Nile, Tigris-Euphrates, Indus, and Yellow rivers were flourishing.


Thousands of people lived in towns like Gonur with carefully designed streets, drains, temples, and homes. To water their orchards and fields, they dug lengthy canals to channel glacier-fed rivers that were impervious to drought. They traded with distant cities for ivory, gold, and silver, creating what may have been the first commercial link between the East and the West. They buried their dead in elaborate graves filled with fine jewelry, wheeled carts, and animal sacrifices. Then, within a few centuries, they vanished.

Grób i szkielet z Tillya Tepe (Afganistan), sensacji archeologicznej, miejsca gdzie znaleziono wiele fantastycznych  skarbów które zaprezentujemy poniżej w tym artykule  – Na zdjęciu powyżej odkrywca Tillya Tepe – Wiktor Sarianidi

News of this lost civilization began leaking out in the 1970s, when archaeologists came to dig in the southern reaches of the Soviet Union and in Afghanistan. Their findings, which were published only in obscure Russian-language journals, described a culture with the tongue-twisting name Bactria-Margiana Archaeological Complex. Bactria is the old Greek name for northern Afghanistan and the northeast corner of Iran, while Margiana is further north, in what is today Turkmenistan and Uzbekistan. Through the region runs the Amu Dar’ya River, which was known in Greek history as the Oxus River. Western scholars subsequently used that landmark to dub the newly found culture the Oxus civilization.

The initial trickle of information dried up in 1979 when the revolution in Iran and war in Afghanistan locked away the southern half of the Oxus. Later, with the 1990 fall of the Soviet Union, many Russian archaeologists withdrew from Central Asia. Undeterred, Sarianidi and a handful of other archaeologists soldiered on, unearthing additional elaborate structures and artifacts. Because of what they have found, scholars can no longer regard ancient Central Asia as a wasteland notable primarily as the origin of nomads like Genghis Khan. In Sarianidi’s view, this harsh land of desert, marsh, and steppe may instead have served as a center in a broad, early trading network, the hub of a wheel connecting goods, ideas, and technologies among the earliest of urban peoples.

Courtesy of Kenneth Garrett

Harvard University archaeologist Carl Lamberg-Karlovsky believes the excavation at Gonur is „a major event of the late 20th century,” adding that Sarianidi deserves credit for discovering the lost Oxus culture and for his „30 consecutive years of indefatigable excavations.” To some other researchers, however, Sarianidi seems more desert eccentric than dispassionate scholar. For starters, his techniques strike many colleagues as brutish and old-fashioned. These days Western archaeologists typically unearth sites with dental instruments and mesh screens, meticulously sifting soil for traces of pollen, seeds, and ceramics. Sarianidi uses bulldozers to expose old foundations, largely ignores botanical finds, and publishes few details on layers, ceramics, and other mainstays of modern archaeology.

Dywan z roku 2300 p.n.e.

His abrasive personality hasn’t helped his cause, either. „Everyone opposes me because I alone have found these artifacts,” he thunders during a midday break. „No one believed anyone lived here until I came!” He bangs the table with his cane for emphasis.

Sarianidi is accustomed to the role of outsider. As a Greek growing up in Tashkent, Uzbekistan, under Stalinist rule, he was denied training in law and turned to history instead. Ultimately, it proved too full of groupthink for his taste, so he opted for archaeology. „It was more free because it was more ancient,” he says. During the 1950s he drifted, spending seasons between digs unemployed. He refused to join the Communist Party, despite the ways it might have helped his career. Eventually, in 1959, his skill and tenacity earned him a coveted position at the Institute of Archaeology in Moscow, but it was years before he was allowed to direct a dig.

Beneath the Sands
The ancient Oxus culture may have arisen at sites like Anau, a settlement at the base of the Kopet-Dag mountains, which dates back to 6500 B.C. Later settlements like Gonur, roughly 4,000 years old, may have been founded by people from the Kopet-Dag cultures.
An apparent royal burial site at Gonur contains luxury goods, a cart with bronze-sheathed wheels, and the remains of a camel.
An American team works at Anau, in the foothills of the Kopet-Dag mountains.
Map courtesy of NASA; photos courtesy of Kenneth Garrett

Kolebka cywilizacji w Azji Środkowej

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

Mohenjo Daro. Źr. Wikipedia, fot. na lic. cc-by-sa 1.0.

Wykopaliska ze stanowisk w Azji Środkowej wywołały poruszenie w archeologicznym światku. Wiele wskazuje na to, że dotychczasowy pogląd, który tradycyjnie wskazywał na Mezopotamię, dolinę Nilu i dolinę Indusu, jako kolejne miejsca powstania pierwszych cywilizacji, musi ulec zmianie.

Olbrzymie terytorium, rozprzestrzeniające się od rosyjskich stepów Azji Centralnej po Zatokę Perską, do niedawna postrzegane jako „zaścianek” i peryferia cywilizacji, było najprawdopodobniej usiane kwitnącymi ośrodkami, które mogły bez problemu konkurować z wielkimi metropoliami Międzyrzecza. Takie wnioski zostały wyciągnięte przez badaczy uczestniczących w konferencji International Association for the Study of Early Civilizations in the Middle Asian Intercultural Space (Międzynarodowe Stowarzyszenie dla Studiów Wczesnych Cywilizacji Międzykulturalnej Przestrzeni Środkowoazjatyckiej), która odbyła się w Rawennie we Włoszech w lipcu tego roku.

Przykładem takiego ośrodka jest na pewno starożytne miasto znalezione przez zespół archeologów, pracujący pod kierownictwem Yousefa Madjidzadeha w pobliżu dzisiejszego Jiroft we wschodnim Iranie, przebadane w ciągu kilku ostatnich lat. Ta metropolia, funkcjonująca między połową do późnego 3-ciego tysiąclecia p.n.e., zajmowała obszar większy niż 2 kilometry kwadratowe i mogła konkurować pod względem rozległości i bogactwa ze współczesnym jej Ur, ważnym ośrodkiem Mezopotamii.

Dywan turkiestański współczesny, wzorowany na dywanie z XVIII wieku. Identyczny lecz góralski-harski z Wisły wisiał u mnie w domu jeszcze 30 lat temu.

Zespół badaczy odkrył tam ciekawe dzieła sztuki, jak ok. 400 odcisków pieczęci, wykonanych między 2480 a 2280 r. p.n.e. Zdaniem Holly Pittman, profesor University of Pennsylvania i specjalistki od bliskowschodniej gliptyki, tylko jedna na dziesięć pieczęci mogła pochodzić z Mezopotamii i dwie z doliny Indusu. Reszta to najprawdopodobniej wyrób lokalny. Wykopaliska na pobliskim cmentarzysku dostarczyły interesujących rzeźbionych naczyń z ciemnego kamienia, które były wyrabiane w tym rejonie. Naczynia te docierały drogą handlową do odległej Mezopotamii. Także na tym cmentarzu dokonano wykopu, który dowodzi, że na w tym rejonie już około 4000 r. p.n.e. znajdowało się osiedle, co świadczy o tym, że miasto opodal Jiroft nie było jedynie krótkotrwałą efemerydą, ale efektem długiej tradycji osadniczej. Inne podobne ośrodki znaleziono na całym wspomnianym terytorium. Na przykład w Szahr-i Sochta, na północ od Jiroft, istniało wielkie miasto między 2550 a 2400 r. p.n.e.

Mohenjo-Daro. Źr. Wikipedia.

W III tysiącleciu p.n.e. funkcjonowała również rozległa sieć handlowa, rozprzestrzeniająca się od Półwyspu Arabskiego po Azję Centralną, czego dowodzą znaleziska miedzianych naczyń z Omanu na całym tym obszarze, najprawdopodobniej aż po Indie. W dzisiejszym Turkmenistanie rosyjscy archeolodzy odkryli dwa ważne ośrodki, Gonur i Ałtyn Tepe, które działały pod koniec III tysiąclecia p.n.e. Zdaniem Wiktora Sarianidiego, który kieruje wykopaliskami w Gonur, znajdujący się tam ośrodek aktywnie handlował z Mezopotamią i Indiami.

Plan Tillya Tepe – gdzie ekspedycja afgańsko-rosyjska prowadzona przez Wiktora Sarianidi dokonała odkrycia bezliku skarbów archeologicznych

Elementem wspólnej kultury na tym obszarze mogą być spotykane prawie na każdym stanowisku masywne, ceremonialne platformy, które występowały od Mezopotamii po Afganistan. Nawet w indyjskim Mohenjo-Daro można się doszukać takiej platformy. Niektórzy badacze sugerują, że ten obszar kulturalny dysponował także własnym pismem, do niedawna uważanym za pismo proto-elamickie. Jednak ta kwestia wciąż wymaga dalszych badań.

dywan z Pazyryku 3 wiek p.n.e.

Bujnie rozwijające się ośrodki spotkał jednak niespodziewany koniec. Miasta zostały opuszczone, handel przestał funkcjonować, a rozwój cywilizacji zatrzymał się na wiele stuleci. Kryzys szczególnie dotkliwie dotknął wyżynę Irańską, gdzie zasadniczo nie znaleziono ośrodków datowanych na II tysiąclecie p.n.e. Podobnie do 1800 r. p.n.e. także ośrodki w dolinie Indusu zostały opuszczone. Nie są znane przyczyny tych wydarzeń. Przypuszcza się, że mógł być to wynik gwałtownych zmian klimatycznych. Niektóre badania wskazują na wielkie susze, panujące w tym czasie. Wynikiem tego mógł być upadek handlu, który pozbawił ludzi środków utrzymania, a także niestabilność polityczna. Niektóre ówczesne miasta, jak Jiroft, Szahdad, Gonur i Szahr-i Sochta nigdy już się nie odrodziły.

Skarb z Tillya Tepe – plakietka heraklidańska

Niezależnie od zagadkowego końca, ośrodki Azji Środkowej poważnie zmieniają punkt widzenia badaczy na najwcześniejsze losy cywilizacji. Nie ma już wątpliwości, że ludzkość na całym obszarze Azji Zachodniej tworzyła rozwinięte i kwitnące ośrodki miejskie, które niejednokrotnie były silnymi centrami kulturalnymi. Każdy z nich miał swoją specyfikę i niepowtarzalne cechy, które powodują, że obiekty wytworzone w tych centrach można łatwo rozpoznać na innych obszarach kulturowych. Niemniej jednak wielu badaczy wciąż widzi w Mezopotamii główne centrum cywilizacji, które w III tysiącleciu p.n.e. nadawało ton i inspirowało inne kultury. Niektórzy zdają się także podważać część wyników badań archeologów, którzy spotkali się w Rawennie. Następne lata prawdopodobnie odpowiedzą na pytanie, jaki faktyczny wpływ i znaczenie miały kultury Azji Środkowej.
Tytus Mikołajczak

Merv


Rosyjska ekspedycja archeologiczna odnalazła świątynię sprzed 5 tys. lat, w której przedmiotem kultu prawdopodobnie była woda. Stało się to w Turkmenii, w starożytnej osadzie Gonur, około 300 kilometrów od stolicy kraju Aszchabadu. Niedaleko odkrytego wcześniej pałacu królewskiego znaleziono szeroki na 50 metrów i głęboki na około 3 metry basen. Kierujący wykopaliskami Wiktor Sarianidi mówi, że miejsce to wykorzystywano w celach religijnych…


Merv

Histmag – Gonur kolebką Haplogrupy R, R1 i R1a1

Gonur, ros. ГОНУР, nad rzeką Murgab (Мургаб)

W indoeuropeistyce od dawna wskazuje się na Turkmenistan oraz rejon jeziora Aralskiego (Uzbekistan/Kazachstan), skąd mieliby indoeuropejscy Ariowie wyemigrować do Indii i Iranu. Na to też miałyby wskazywać pewne wypowiedzi w księgach Wedy i Awesty.
Teraz, po odkryciu na pustynui Kara-kum w Turkmenistanie starożytnej cywilizacji Gonur, ros. ГОНУР, nad rzeką Murgab (Мургаб) datowanej na przełom III i II tysiąclecia p.n.e, a upadłej około połowy II tysiąclecia i równoległej do równie niedawno odkrytej cywilizacji Arkaim (АРКAИМ) na poludniowym Uralu
mówi się i pisze, że jest to jedna z pięciu największych cywilizacji starozytności (obok egipskiej, mezopotamskiej, Indus i chińskiej) i że należy ją wiązać z Indoeuropejczykami.

Skarb z Tillya Tepe – plakietka

Dlatego np. na portalu Eurasianet tytuł:
„Turkmenistan pretenduje do roli kolebki cywilizacji”:

http://russian.eurasianet.org/departments/insight/articles/eav052107ru.shtml

Odkrycie tej wspaniałem cywilizacji (niestety niepiśmiennej) zawdzięcza się archeologowi Wiktorowi Sarianidiowi (Виктор Сарианиди), pracującemu tam od 1972 do dziś w ramach Ekspedycji Margianskiej („Археологический комплекс Бактриа-Маргиана” BMAC).

http://www.planetguide.ru/krugosvetka/ekspeditsii/margianskayaekspedit/gonurdepe/

Poszukajmy bliższych informacji w necie.
Tu warto wiedzieć, że w genetyce wskazuje sie na Azję Centralną (właśnie w omawianym  rejonie, między południowym Uralem a Turkmenistanem) jako miejsce powstania haplogrupy R, R1 i jej podgrup.
Mapa Firmy FTDNA od roku 2009 tam wskazuje kolebkę już haplogrupy P, podczas gdy kolebkę haplogrupy R nieco bardziej na północ – w rejonie Uralu, a R2 bardziej na wschód.
Warto też przeczytać w j. polskim temat pokrewny.

http://www.polskieradio.pl/nauka/artykul.aspx?id=13274

Prawdę jednak mówiąc, to stwierdzony upadek kultury kompleksu BMAC, do którego należy Gonur i kompleksu Andronovo około połowy II tysiąclecia kojarzy się z migracjami na południe:
wcześniej Protodrawidowie, haplogrupa R2 (z Kompleksu BMAC)
i nieco później Ariowie, haplogrupa R1a1a (z kręgu kultury Andronovo).

« Ostatnia zmiana: 18 Czerwiec 2010, 09:27:20

Skarby z Gonur – pierwowzór Orła Białego Polaków

Turkmenistan Landmarks – Gonur-Depe

Among the sand s of east ern part of the Kara-Kum Desert archeologists found the ruins of monumental fortresses and cathedrals capable of compet ing with the similar structures of Assyria and Babylon . In 1992 the archaeologists open ed a huge Gonur-Depe necropolis.

The entombments contained numerous utensils, mirrors, cosmetic vessels, silver decorations, alabaster and ceramic vases and a great variety of other artifacts dated 3,000 B.C.

Murgab delta and oasis (circled) in the south of Turkmenistan
The Murgab river spreads out and disappears into the Kara Kum desert to the north

Mouru & Murgab River Delta

Distribution of archaeological sites (in red)
in the Murgab Delta
Photo credit: University of Bologna

Mouru or Mourum, the third Vendidad nation, is generally thought to have included the Murgab river delta and the region around Merv, now a part of southern Turkmenistan. Ruins of over 150 ancient settlements dating back to the early Bronze Age (2500-1700 BCE) have been found in the the delta region covering an area of more than 3000 sq. km. and which consisted of 78 oasis. There are reports that the earliest agricultural settlements may date as far date as the 7th millennium BCE.

Monety z Tillya Tepe

The earlier 3rd millennium BCE settlements (Kelleli, Adji Kui, Taip, Gonur, and Togolok / Togoluk) are found to the north of the oasis, where in ancient times, the Murghab river came to the surface (see image to the right). It appears that the development of more advanced irrigation techniques in the early Iron Age, enabled the start of settlements south towards the ancient city of Merv which appears to have been an Achaemenian era (519-331 BCE) administrative centre or capital of the country which the Achaemenians called Margush.

Dywan z Gonur – nieśmiertelny słowiański motyw jelenia

The Region & Zoroastrianism

In trying to understand if the region was home to Zoroastrians, it is important to bear in mind that Zoroastrians have seldom lived in exclusively Zoroastrian communities. In listing the nations after Airyana Vaeja, the Vendidad cites non-Zoroastrian traits in many of the nations, indicating that that the Aryan Zoroastrians lived in multi-cultural communities – communities that were not exclusively Zoroastrian or Aryan. In addition, because ancient Zoroastrians did not worship in temples, because they did not bury their dead, and because they were careful about defiling the environment with garbage, they left scant evidence of their presence.

What we learn from the archaeological findings under the tepe or depes in the Murgab region supports the history contained in the Avesta, a history we have outlined in our pages on the Aryans.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe – pierwowzór Zaratusztriańskiego symbolu Ognia i Koła Życia (6.000 p.n.e.)

Tepe or Depe

Tepe or depe is a Turkoman word for a mound and is synonymous with the word tell used in the Middle East to denote mounds or hills. In treeless areas, such geographic features often indicate ancient settlements formed from mud-brick structures that later human occupation have compressed over time into artificial hills sometime consisting of the different layers of later construction, each with different a dating. The lower layers are therefore normally the older layers.

The largest of the settlements uncovered is Gonur-Tepe.

Gonur-Tepe & surrounding tepe settlements

Gonur

The Archaeological Site

Aerial view of Gonur-Tepe’s southern section (?)
Photo credit: Various. Country Turkmenistan & Stantours

The largest of all the ancient settlements uncovered in the Murgab delta is Gonur-Depe or Gonur-Tepe. Gonur is located seventy kilometres north of the ruins of Merv and a three-hour drive from Mary in an area that is now sparsely populated.

The Gonur site occupies an area of about 55 hectares and consists of the main settlement in the northern section of the site and a smaller (130 x 120 m) area south of the main settlement.

Skarb z Tillya Tepe  – medalion

In the centre of the northern section is a fortified area containing a palace-like complex.

The smaller three hectare southern section consists of a wide 8-10m high walled ‘fortress’ with round towers at its corners similar to the structure in the aerial photograph to the left. The walls enclosed residences and possibly a temple.

Reference:
Excavations at Southern Gonur, by V. Sarianidi, 1993, British Institute of Persian Studies.
» Brief History of Researches in Margiana at Museo-on.com
» Temples of Bronze Age Margiana: traditions of ritual architecture by Viktor Sarianidi

Figurki bogiń – 2300 pne (Mother goddess figurines, right, from Mundigak, left, from Deh Morasi Ghundai, 3rd Millennium B.C. (h. 5cm))

Description of Ancient Gonur

Gonur was a large town for the times and home to thousands of residents. The town had carefully designed streets, drains, temples and homes. The surrounding fields and orchards were watered using lengthy canals that the residents had dug from glacier-fed rivers. Since the rivers were fed by glaciers and since the framers did not have to rely on rain for irrigation, their crops were not threatened by drought. the people grew a wide variety of crops, including wheat, barley, lentils, grapes, and fleshy fruits.

The people of Gonur were also traders and developed the first trade links between the East and the West along what came to be known as the silk roads and traded with distant cities for ivory, gold, and silver. They buried their dead in elaborate graves filled with fine jewellery, wheeled carts, and animal sacrifices. The site provided archaeological evidence from only a few centuries, leaving historians to wonder if the society flourished for just a few hundred years, after which the residents abandoned the town.

Gonur had a central citadel surrounded by a high wall and towers 100m by 180m (nearly 350 by 600 feet) in size, set within another vast wall with square bastions, which in turn is surrounded by an oval wall enclosing large water basins and many buildings.

Viktor Sarianidi (see below) began a trend to call Gonur, Margush or the capital of Margush, a name used by the Achaemenians for Mouru or Merv.

Exposed underground water pipes
Photo credits: various
samoistina, CAIS, & Eurasianet.org

Water Management

In addition to the water canals the residents of Gonur had dug from the river to water their fields, the city also had a sophisticated water supply and sewage system.

Water was brought in to the city using underground ceramic pipes with socket (male/female) joints that would have required sophisticated manufacturing and fitting techniques. In the photograph to the right, we see an uncovered pipe for bringing water into a palace-like building.

The city also appears that two separate sewage systems, one for ordinary waste water and the other – it is suggested – for water that had been used for the ritual washing of bodies during funerals.

Święty Jeleń – zwierzę Dziewów (Dewów) zwłaszcza Dziewanny - Skarb z Tillya Tepe, Krąg Bogtoharski –   Gonur

Temple

A web article posted by State News Agency of Turkmenistan and quoting Viktor Sarianidi (see below) leader of the excavations, states that in the spring of 2006, his team uncovered a large temple building near the central palace, dated from the late 3rd to the early 2nd millennium BCE.

Other web articles include Discover Magazine, Anahita Gallery, Kar Po’s Travel Blog, Dan & Mary’s Monastery, Archaeology Online, Turkmenistan June 2006 and Stantours. Generally, we find the quality of research and reports available of the web to be less than adequate – poorly researched, highly speculative and sensationalistic.

In reading the articles, we should keep in mind that the early Bronze Age Zoroastrians did not construct temples. This does not mean that the residents of the town did not include Zoroastrians, for it is quite conceivable that Zoroastrians and non-Zoroastrians lived side-by-side.

Temple(?) building walls uncovered in Gonur-Depe
with three narrow rooms to the left
Photo credit: Country Turkmenistan

State News Agency of Turkmenistan article describes the building uncovered in 2006 as „a monumental building remarkable for the strict geometrical forms and brilliant architectural design. The central part of the shrine which has the walls sometimes 1.5 meters thick and strictly oriented to the sides of horizon is of particular interest. The rooms have the complementary angles. The principles of planning some architectural blocks indicate the specific purposes of using the temple complex. E.g., three single-type corridor-like rooms directly correspond to the architectural design of monumental constructions in the ancient Orient.”

The larger room has a circular foundation (see photograph above) which the article describes as a furnace with an inner and outer chamber. The inner chamber contained burnt material presumably residue of the fuel used but which the article does not identify.

Pots found in the vicinity had an internal lining that made them waterproof, thereby capable of holding liquids.

Przepiękna figurka zwirzęca- arcydzieło z Gonur – Motywy zwierzęce i roślinne były jednymi z najważniejszych przedstawień w sztuce Skołotów-Scytów, czyli Słowiano-Indo-Irańczyków

Speculation About the Use of Haoma

The report further states that the archaeologists found evidence that the haoma-like ritual was performed in the building. However, this report is disputed by scientists (Hiebert 1994: 123-129; Parpola 1998: 127;) using more credible analysis techniques (at laboratory of the Helsinki University). Sensationalistic claims by Viktor Sarianidi (see below) of the discover of narcotic material and completely unsubstantiated links with the haoma ritual were found after a more careful study to be implausible.

According to James P. Mallory 1989 & 1997 „… remains of ephedras have also been reported from the temple-fortress complex of Togolok 21 in the Merv oasis (ancient Margiana – Parpola 1988; Meier-Melikyan 1990) along with the remains of poppies. … In 1990 I received some samples from the site [forwarded by Dr. Fred Hiebert of Harvard University], which were subjected to pollen analysis at the Department of Botany, University of Helsinki. …. The largest amount of pollen was found in the bone tube (used for imbibing liquid?) from Gonur 1, but even in this sample, which had been preserved in a comparatively sheltered position when compared with the other investigated samples, only pollen of the family Caryophyllaceae was present. No pollen from ephedras or poppies was found and even the pollen left in the samples showed clear traces of deterioration (typical in ancient pollen having been preserved in a dry environment in contact with oxygen). Our pollen analysis was carefully checked for any methodological errors, but no inaccuracies were found.”

Skarb z Tillya Tepe – kolczyk

When the careful analysis of the residues in pots did not support Sarianidi claims of the discovery of narcotic substances, the excuse offered is that the vessels are now exposed to the sun and the evidence has been destroyed. Unfortunately, this excuse uncovers yet another problem with Sarianidi excavations – careless exposure of the artefacts and the ruins. Based on this unverifiable claim and quotes from Turkmenistan’s late President-for-life’s personality cult writings, Sarianidi also makes the unsubstantiated claim at Gonur is the birth place of Zoroastrianism. While Zoroastrians could have lived in Gonur – if not elsewhere in the vicinity – there is no basis for this claim.

In any case, it is very doubtful if any temple complex can be associated with Zoroastrians as they did not worship in temples in those days. In addition, if the users of the temple engaged in a haoma-like ritual, the ritual was not the ritual practiced by Zoroastrians.

Necropolis & Burial Customs

Pit grave in the necropolis
Ceramic vessels & a bronze mirror
lie next to the skull

In one section of Gonur North, is a burial site, the necropolis, west of the palace site, containing mostly small children buried in pots. An article by Kate Fitz Gibbon of Anahita Gallery states:

„Their tiny, newborn bones are so fragile that they crumble at a touch. The beautiful Bronze Age beads from plundered sites in Afghanistan have long fascinated me. Most often, buried bead materials are found in vessels placed close to the body, and as any stringing material has long since disintegrated with age, it is not even possible to guess how they were worn. In the Gonur Tepe palace, an unexpected find of a youth buried inside a large ceramic vessel included not only rich grave goods, but also clues as to how some beads were worn. Skull and neck vertebrae were held together with hardened mud, and as the dirt was removed, lapis, talc and a single, inch and a half long carnelian bead carved in chevron patterns were found encircling the neck. A single gold earring was embedded near the ear, and a half-dozen large, finely polished banded agate beads lay in the bottom of the vessel in which the youth was buried.

An apparent royal burial site at Gonur contains luxury goods,
a cart with bronze-sheathed wheels, and the remains of a camel.
Photo Credit: various. tzaralunga at Flickr &
Kenneth Garrett at Discover Magazine

„My mother and I spent most of our days at Gonur in the large necropolis to the west of the palace site. We used fine brushes to remove the last of the dirt from the whitened bones and grave goods uncovered by the diggers. Each day, three or four grave pits were uncovered and cleared of dirt to the undisturbed earth – about four feet below the present surface. After each day’s excavations at the necropolis, the pits were photographed and partially filled in again. Most skeletons appeared still to lie as they were buried; knees and elbows flexed, the head often resting on or near a small pile of ceramic and stone vessels. It was clear, however, that the necropolis had been robbed in antiquity. Very few items of jewellery were found, and in one grave, a fine, carved alabaster cylinder seal was unearthed under just a few inches of surface soil. A too hasty grave plunderer had apparently dropped it, several thousand years before.”

Pierwowzór Matki Pticy – Mati Sławy, czyli Bogini Ptaków, Weny, Słowa i Pogody???

Gonur Artefacts

The quality, artistry and workmanship of the artefacts unearthed at Gonur has surprised observers. They include intricate jewellery incorporating gold, silver, lapis lazuli, and carnelian. The prowess of the Gonur metalworkers – who used tin alloys and delicate combinations of gold and silver – were on par with the skills of their more famous contemporaries in Egypt, Mesopotamia, and the Indus Valley. Their creations display a rich repertoire of geometric designs, mythic monsters, and other creatures. Among them are striking humanoid statues with small heads and wide skirts, as well as horses, lions, snakes, and scorpions.

Wares in this distinctive style had long been found in regions far and near. As close as Gonur’s southern neighbour Balkh in today’s Afghanistan, and as far as Mesopotamia to the west, the shores of the Persian Gulf to the south, the Russian steppes to the north, and to the southeast across the Hindu Kush – the great cities of Harappa and Mohenjo Daro, which once flourished on the banks of the Indus River in today’s Pakistan. Archaeologists had puzzled over their origin. The Gonur excavations seem to solve the puzzle. These items in the distant lands originated in the region around Gonur and were actively traded by the merchants of Gonur and Central Asia, possible originators of the Silk Roads.

Gonur – znaki pisma na kamieniach

The Abandonment of Gonur

The archaeological record found in Gonur’s ruins lasts for a few hundred years. Archaeologists have not found later artefacts or later layers covering the Bronze Age layer. This has led researchers to surmise that Gonur was abandoned either for reasons of warfare or because of the receding waters of the Murgab, compelling resident to move towards Merv and the surrounding foothills.

In the Avesta’s Vendidad, the virtues associated with the people of Mouru are that they were brave and holy. The evils associated with Mouru are plunder and bloodshed. We do not know if the Mouru engaged in bloodshed and plunder or if they were the victims of plundering aggressors.

The people and nations of the Avesta, the Aryans, were a settled, organized people who farmed and lived in towns. Zoroastrian texts tell us that it is from the north that an ill wind blew and that brought with it a violent and destructive people who raided and plundered the towns of the Aryans.

To the north of the central Asian Aryan kingdoms lay deserts and grazing land inhabited by nomads, a pastoral people who relied on herds that were constantly on the move seeking new pastures. The nomads also hunted for their food and raided the settlements of their neighbours.

There is evidence that extensive fires destroyed some of Gonur’s central buildings – building that they were never rebuilt.

Boski Strasz-Orzeł Dwugłowy Upadający Bóg – pierwowzór rosyjskiego dwugłowego orła herbowego oraz boska Krowa Zemuna i Skrzysty-Skrzydlaty Niebiański  Tygrys

Kelleli

As with Gonur, Kelleli is a Bronze Age (2500-1200 BCE) settlement located some 40 km northwest of Gonur. The settlement has two major sites: Kelleli 3 and 4. Kelleli 3 is four hectares in size and had double external wall with towers flanking four symmetrical entrances. In the south-western sector, is an area of houses. Kelleli 4 is three hectares in size and also has a double outer wall with towers. According to a UNESCO document, both sites are poorly preserved.

Toguluk / Togulok

Plan of Togolok 21. Photo credit: various. Kispesti Kozert
Reconstructed model of Togolok 21
Photo credit:Aula Didactica

Togolok consists of two sites, Togolok 1 and Togoluk 21. Togoluk 21 is the larger of the two sites. According to Viktor Sarianidi:

„The next and last shrine excavated is located in the settlement of Togolok 21, which dates to the late 2nd millennium. Taking into account its large overall size (larger than the fortress of South Gonur), it is possible that the shrine of Togolok 21 served the inhabitants of the whole country of Margiana in the late Bronze Age. Similar to the above-described shrines, there is a domestic area near Togolok 21 associated with the shrine. At Gonur depe and Togolok 1 the settlements are many times larger than the shrines, while in Togolok 21 the settlement is a great deal smaller than the shrine itself.

„The shrine of Togolok 21 was built at the top of a small natural hill. Along the outer face of the exterior wall are circular and semicircular hollow towers. In the northern part of the wall are two pylons between which a central gateway, supposed to be the entrance to the shrine, is located. The second entrance was built in the middle of the southern wall. The whole inner area was not built up except at the western side where some extremely narrow rooms are located which appear to have had arched ceilings. Their purpose is unclear. Two altar sites located opposite each other in the northern part of the shrine were perhaps used for carrying out ritual ceremonies associated with libations and fire rituals.”

Scytyjski tygrys i łoś

Adji Kui

Another Bronze Age (2500-1200 BCE) settlement Adji Kui is located about 13 km northwest of Gonur. The present site, Adji Kui 8, is about 8.5 hectares in size.

Motyw Drzewa Świata - Karabach - Hotan

Taip

The ruins of Taip indicate that the settlement typifies the transition from a Middle Bronze Age form of settlement pattern to a Late Bronze Age settlement. Two close but distinct mounds consist of a 3.5 hectare walled square area with a large courtyard building in the south.

Very Poor Archaeological Practices

Thousands of pottery shards are scattered across the Gonur-depe excavation site.
Visitors steps over these priceless artefacts further destroying a priceless treasure.
Photo credit: Eurasianet.org

The discovery of the ruins in the Merv region may be a mixed blessing. One the one hand the world has become aware of another centre of civilization. On the other hand, the very poor archaeological practices may be the cause of the speedy destruction of the evidence. The following is a quote from Eurasianet.org’s article Turkmenistan: Making a Bid for Cradle-Of-Civilization Status

„In a painful irony, some of the dust that swirls around Gonur-depe comes from the crumbling walls themselves. To study the city, Sarianidi’s team had to remove the protective earthen shield laid down over millennia, thereby exposing the structures beneath to the desert sun and wind. Indeed, today’s photographs of Gonur-depe show a significant deterioration when compared to those of the 1970s and 1980s.”

„Without a greater commitment from the Turkmen state, funding will dry up, the guide said, and Gonur-depe will slowly blow away.”

Research Sites:
» Brief History of Researches in Margiana by Museo-on

Viktor Sarianidi

Viktor Sarianidi

For over 30 years, Turkmenistan’s Professor Viktor Sarianidi, Laureate of the Magtymguly International Prize and Doctor of History, has headed the Margiana Archaeological Expedition that has conducted excavations in Turkmenistan and other Central Asian states.

The sites include Namazga-Depe, Altyn-Depe, Delbarjin, the Dashly Oasis, Toholok 21, Gonur, Kelleli, Sapelli, and Djarkutan. In Gonur-Depe for instance, where others saw only sand and scrub, Sarianidi saw the remnants of a wealthy town protected by high walls and battlements. (Indeed all the sites have high protective walls.)

Ancient pottery carelessly strewn all over Sarianidi supervised sites

While some researchers have applauded Sarianidi for his dedication, others view him as an eccentric, employing brutish and old-fashioned techniques. These days Western archaeologists typically unearth sites with dental instruments and mesh screens, meticulously sifting soil for traces of pollen, seeds, and ceramics. Sarianidi uses bulldozers to expose old foundations, largely ignores botanical finds, and publishes few details on layers, ceramics, and other mainstays of modern archaeology. Ceramics that he has unearthed and which for millennia have remained protected deep in the sand now lie strewn about his sites with visitors stepping over them as they walk around. Local residents and animals also climb all over the fragile earthen structures. His reports are also sensationalistic, conjectural and poorly researched. Sarianidi’s conclusions are routinely contradicted by a more sober analysis. Nevertheless, his findings have provided rich fodder for those captivated by the fantasy generated by his claims. It is unfortunate that his lack of credibility by serious scholars may obscure his other accomplishments. A further tragedy that may overshadow his work is that paradoxically he may have a disservice in unearthing the ruins. The exposed ruins have been left with no protection and are being rapidly eroded.

Karabach – motywy słowiańsko-skołockie na dywanie

As a Greek growing up in Tashkent, Uzbekistan, under Stalinist rule, Sarianidi was denied training in law and turned to history instead. Ultimately, it proved too full of groupthink for his taste, so he opted for archaeology. „It was more free because it was more ancient,” he says. During the 1950s he drifted, spending seasons between digs unemployed. He refused to join the Communist Party, despite the ways it might have helped his career. Eventually, in 1959, his skill and tenacity earned him a coveted position at the Institute of Archaeology in Moscow, but it was years before he was allowed to direct a dig. In 1996, Sarianidi moved to Greece where he currently lives.

BMAC & Andronovo Archaeological Complexes

Bronze Age Indo-Iranian Archaeological Complexes
Image credit: Wikipedia

In 1976, Viktor Sarianidi proposed that the Bronze Age archaeological sites dating from c. 2200 to 1700 BCE and located in present day Turkmenistan, northern Afghanistan, southern Uzbekistan and western Tajikistan, were the remains of a connected Bronze Age civilization centered on the upper Amu Darya (Oxus). He named the complex the Bactria-Margiana Archaeological Complex (BMAC) and the inhabitants of that period and region, the Oxus civilization.

The name Andronovo complex comes from the village of Andronovo in Siberia where in 1914, several graves were discovered, with skeletons in crouched positions, buried with richly decorated pottery. The name has been used to refer to a set of similar Bronze Age cultures that flourished c. 2300–1000 BCE in western Siberia and the west Asiatic steppes of Kazakhstan. This culture is thought to have been a pastoral people who reared horses, cattle, sheep and goats.

The names of these groupings are those given by archaeologists and have no relation to historical names or one to another. They are better termed as archaeological complexes or archaeological horizons.

There are problems and inconsistencies using these archaeological complexes or archaeological horizons to construct history and anthropological (incorrectly called racial) or cultural connections. The archaeological horizons are the time period in which the groups are believed to have existed are based mainly on pottery and artefact similarities and datings. If no corresponding pottery or artefacts are found after a particular dating, the group is assumed to have disappeared or to have been displaced due to war, famine or disease.

Sarianidi is quoted (as cited in Bryant 2001:207) as saying that „direct archaeological data from Bactria and Margiana show without any shade of doubt that Andronovo tribes penetrated to a minimum extent into Bactria and Margianian oases”.

The following are quotes from the University of Chicago’s page on Archaeology and Language, The Indo-Iranians by C. C. Lamberg-Karlovsky:

„This review of recent archaeological work in Central Asia and Eurasia attempts to trace and date the movements of the Indo-Iranians—speakers of languages of the eastern branch of Proto-Indo-European that later split into the Iranian and Vedic families. Russian and Central Asian scholars working on the contemporary but very different Andronovo and Bactrian Margiana archaeological complexes of the 2d millennium BCE have identified both as Indo-Iranian, and particular sites so identified are being used for nationalist purposes. There is, however, no compelling archaeological evidence that they had a common ancestor or that either is Indo-Iranian. Ethnicity and language are not easily linked with an archaeological signature, and the identity of the Indo-Iranians remains elusive.”

["C. C. Lamberg-Karlovsky is Stephen Philips Professor of Archaeology in the Department of Anthropology at Harvard University and Curator of Near Eastern Archaeology at Harvard's Peabody Museum (Cambridge, Mass. 02138, U.S.A.). Born in 1937, he was educated at Dartmouth College (B.A., 1959) and the University of Pennsylvania (M.A., 1964; Ph.D., 1965). His research interests concern the nature of the interaction between the Bronze Age civilizations of the Near East and their contemporary neighbors of the Iranian Plateau, the Indus Valley, the Arabian Peninsula, and Central Asia. His recent publications include Beyond the Tigris and Euphrates Bronze Age Civilizations (Tel Aviv: Ben Gurion University of the Negev Press, 1996) and (with Daniel Potts et al.) Excavations at Tepe Yahya, Iran: Third Millennium (American School of Prehistoric Research Bulletin 42)."]

It is regrettable that through conjecture alone, the Andronovo complex has been connected racially and culturally to the people of the BMAC complex. This error is compounded with the conjecture that the Andronovo complex is connected to the Aryans, misleading some to further believe that the Aryans originated in the Siberian steppes. Because some parts of the Andronovo complex are part of Russian Siberia, in an additional leap of faith, some people have translated the Andronovo region to mean the Russian steppes, leading some to state that the Aryans originated in the Russian steppes, a name that is usually associated with the western Russian steppes – west of the Caspian sea. One error leads to another. There is no credibility to the assertion that the Aryans originated in the Russian steppes.

Tkanina z Gonur – motywy dobrze mi znane spod Krakowa . Czy Wendidad znaczy Wenedowie? Zdecydowanie tak – pięć Wędodawijskich Plemion

Nisaya, Nisa – Fifth Vendidad Nation

Nisaim, the fifth nation mentioned in the Vendidad, is identified with the later nations of Nisaya & Nisa. The capital of Nisa was Nisa city. Ancient Nisa was destroyed by an earthquake, which occurred during the first decade BC.

Ruins located near modern-day Bagir village, 18 km southwest of Ashgabat, the capital of Turkmenistan, and alongside the foothills of the Kopet Dag mountains, have been identified as Nisa. The ruins include impressive buildings and fortifications, mausoleums and shrines, inscribed documents, and a treasury robbed of its contents. The artefacts found include art and ivory drinking cups with their outer rims decorated with ancient Iranian classical mythological scenes and themes. The ruins were declared a World Heritage Site by UNESCO in 2007.

Some have identified Nisa with Parthaunisa, the first capital city of the Parthians, prior to its destruction.

The ancient nation of Nisa would have extended along the Kopet Dag mountains in both directions. Its eastern neighbour would have been Mouru. The foothills of the Kopet Dag are scattered with the ruins of an ancient civilization, a fact that did not go unnoticed by Raphael Pumpelly, geologist from New York, in the early 1900s.

Raphael Pumpelly (1837-1923)
Champion of a Central Asian Cradle of Civilization

Raphael Pumpelly

More than a century ago an unlikely geologist from New York put forth a proposition that „the fundamentals of civilization – organized village life, agriculture, the domestication of animals, weaving,” (including mining and metal work) „originated in the oases of Central Asia long before the time of Babylon.”

Raphael Pumpelly arrived at this conclusion after visiting Central Asia as a geologist and observing the ruins of cities on the ancient shorelines of huge, dried inland seas. By studying the geology of the area, he became one of the first individuals to investigate how environmental conditions could influence human settlement and culture. Pumpelly speculated that a large inland sea in central Asia might have once supported a sizeable population. He knew from his travels and study that the climate in Central Asia had become drier and drier since the time of the last ice age. As the sea began to shrink, it could have forced these people to move west, bringing civilization to westward and to the rest of the world. He hypothesized that the ruins of cities he saw were evidence of a great ancient civilization that existed when Central Asia was more wet and fertile than it is now.

Such assertions that civilization as we know it originated in Central Asia sounded radical at a time when the names of Egypt and Babylon, regions connected to the Bible, were considered to be the cradle of civilization. But Raphael Pumpelly was persistent. Forty years after his first trip to Central Asia, he convinced the newly established Andrew Carnegie Foundation to fund an expedition. Since the Russians controlled Central Asia, he charmed the authorities in Saint Petersburg into granting him permission for an archaeological excavation. The latter even provided Pumpelly with a private railcar. At the age of 65, Pumpelly was given the opportunity to prove his theory and he wasted no time in starting his work.

Anau

Map showing location of Anau & Kopet Dag Mountains
Image credit: Discover Magazine

On a previous trip, while travelling on Trans-Caspian railway along the foothills of rugged Kopet-Dag mountains which rise up to form the vast Iranian plateau, the three mounds or kurgans at Anau had caught Raphael Pumpelly’s eye.

Anau is a site eight kilometres southeast of Turkmenistan’s Ashgabat modern-day capital, Ashgabat, and its name is derived from Abi-Nau, meaning new water. In earlier times, its name was Gathar.

In the delta around Anau, there are three mounds or kurgans (also called tepe or depe), each containing ruins from a different period. The north mound has layers from the 5th millennium BCE to the 3rd millennium BCE, at which time in history the river Keltechinar appears to have changed course causing a population shift to the south mound that has layers from the mid-3rd millennium BCE to the 1st millennium BCE (the Bronze Age). The east mound has the most recent (medieval to classical period) ruins.

In 1886, a Russian general A. V. Komarov who mistakenly thought the mound was an ancient burial site with treasure worth plundering, had his army brigade cut through the north mound, bisecting the mound. When Pumpelly visited the site in 1903, his training as a geologist enabled him to see twenty stratified occupational layers in this trench. Pumpelly returned to the site in 1904 to start excavations along the Russian trench using sophisticated methods – methods in stark contrast with the plundering dig of the Russians.

Anau tepe in the distance

Pumpelly carefully excavated the north mound by digging a series of eight terraces and shafts. He carefully labelled the position of each item he uncovered. He employed fine-scale archaeology methods (methods that are now utilized by modern archaeologists) by using sieves to capture seeds and tiny bones. Then he had specialists, such as botanists and anatomists, analyze his finds. These pioneering methods would only gradually be used by archaeologists over the next century. In the absence of modern methods like radiocarbon dating, Pumpelly used his training as a geologist, keeping careful stratigraphic records to date sites. His findings would come close to matching data collected years later using modern technology and at considerably greater cost.

Pumpelly’s early interest in how humans respond to environmental change is still a keynote feature of archaeology. The kurgan digs unearthed pottery, objects of stone and metal, hearths and cooking utensils – even the remains of skeletons of children found near hearths. He discovered evidence of domesticated animals and cultivated wheat – evidence of the civilization the sought.

Watch towers along Anau city walls

Later Pumpelly was to write in his memoirs, „A close watch was kept to save every object, large and small,… and to note its relation to its surroundings. I insisted that every shovelful contained a story if it could be interpreted.” Indeed, every shovelful, even grain, and every shard had a story to tell.

The story of Anau that emerged was one of a planned walled city that was home to a community that farmed wheat, manufactured artefacts and traded with its neighbours.

His work had barely begun, when in 1904 a plague of locusts „filled the trenches faster than they could be shovelled,” and plunged the area into famine, forcing him to abandon the dig, never to return. This phenomenon should not go unnoticed since it might provide clues on the reasons why some settlements appear to have been abandoned in ancient times.

Traveling eastward, he noted the mounds dotting the foothills of the Kopet-Dag, indicating that Anau was not an isolated town, but part of a community of settlements that stretched for a few hundred kilometres, settlements that based themselves on the waters and fertile soil brought down from the mountains. Leaving the mountains, Pumpelly followed the river Murgab north towards the Kara Kum desert. Extreme heat stopped him from exploring the upper reaches of the Murgab delta. Had he done so, he could surely have arrived on the unmistakeable depe mounds of Gonur. That discovery would have to wait for another seventy years and the efforts of a Russian archaeologist of Greek descent, Viktor Sarianidi.

Fredrik Hiebert

Why Pumpelly Remains Unknown

Given Raphael Pumpelly’s extraordinary work and his use of methods that future archaeologists would emulate in years to come, why is it that very few people have ever heard of Pumpelly?

Fredrik Hiebert, an archaeologist with the National Geographic Society and formerly a professor of anthropology at the University of Pennsylvania, who conducted a 1988 dig in the Kara Kum Desert, says that one of the reasons why Pumpelly has been ignored by other archaeologists was their need to defend established theories and resulting bias. In 1904, Mesopotamia, Egypt, and the Mediterranean were the accepted great centres of civilization. „So why in the world would Pumpelly have gone to Turkmenistan to look for civilization? To his peers, it made no sense; people couldn’t comprehend it.”

American team works at Anau
with the the Kopet-Dag mountains in the background
Photo credit: Kenneth Garrett at Discover Magazine

Resumption of Anau Excavations

Hiebert returned to Turkmenistan in 1993 following Turkmenistan’s independence from Russia, this time choosing to work at Anau in collaboration with a Turkmen colleague, Dr. Murad Kurbansakhatov. In 1996, digging in the same kurgan (or tepe / depe meaning mound) Pumpelly had dug in 1904, Hiebert notes: „We dug further down than Pumpelly had been able to do, and what we found was a confirmation of everything he believed.” There was early evidence of civilization in the form of farming – specifically, tiny grains of white wheat, proof, says Hiebert, that the Turkmen people were engaged in agricultural production as early as 6,500 years ago. Hiebert’s wife, a zoo-archaeologist (who joined the dig just as Pumpelly’s wife Eliza had 95 years earlier), discovered bones of domesticated animals. „So here we were, almost 100 years after Raphael Pumpelly had been here, confirming that he was right.”

According to Dr. Hiebert, while Anau is a small site compared to nearby Silk Road sites like Namazga depe and Altyn depe, it none-the-less shows evidence of involvement in a wide-reaching, managed system of distribution and trade occurring at perhaps hundreds of sites throughout the Central Asian Bronze Age period. „This pattern of small and large settlements having elite and bureaucratic functions is unique to the area,” notes Dr. Hiebert.

In his report, Dr. Hiebert stated, „We like Anau because it was occupied for almost every period. Deposits stretch from the earliest village way of life (4500 BCE) to a Bronze Age town (2300 BCE) to a walled classical city (2nd c. BCE) which was eventually topped by a medieval mosque (1500th c CE) with glistening blue-green glazed tiles.”

Seal from Anau with unknown markings

During his excavations, Dr. Hiebert uncovered a unique engraved stamp seal made from a shiny jet-black stone. The seal bore an inscription that was emphasized with a reddish brown pigment. The design of the inscription does not match any known writing or symbol system. Researchers are careful not to claim this is a form of writing, for if it were, it would represent one of the earliest writing systems known. Writes Dr. Hiebert: „Seals are used in the administrative system of an economy that needs to keep track of goods such as supplies for temples, barracks, or palaces.”

Hiebert excavation unit where seal was discovered

Dr. Hiebert’s team discovered the stamp seal while excavating at the base of the Bronze Age mound at Anau. There they uncovered the eroded top of a very large, surprisingly well-built building with walls, that even 4300 years later, stand nearly two meters tall. Inside the rooms, archaeologists found the remains of finely made ceramics, some clearly from other regions, as well as and numerous pieces of clay used to seal vessels or parcels.

In 2004, on the occasion of the 100th anniversary conference of Pumpelly’s 1904 Anau dig, Raphael’s great-granddaughter Lisa Pompelli (who uses the original spelling of her family’s Italian surname), accompanied Hiebert and his archaeological team to Turkmenistan to attend the conference and celebrate the opening of that country’s museum devoted entirely to wheat and its early cultivation.

Ancient Kopet Dag Foothill Townships

Archaeological sites along the northern foothills of the Kopet Dag Mountains
Image credit: A Central Asian village at the dawn of civilization, excavations at Anau, Turkmenistan
by Fredrik Talmage Hiebert, Kakamurad Kurbansakhatov, Hubert Schmidt

Following the ground breaking excavations and observations of Raphael Pumpelly, discoveries of the settlement of early prehistoric civilizations along the northern foothills of the Kopet Dag mountains are rewriting the history books. This vast archipelago of settlements stretches across 6,000 square kilometres. Modern dating methods date a settlement at Djeitun (not very far from Anau – see site #13 in the map above, #18 being Anau North) at c. 6500 BCE (Ceramic Neolithic period). Two other nearby sites #11. Togolok and #12 Chopan also date back to the early Djeitun period.

A number of the sites, for instance Altyn depe (#32 above and meaning golden hill), contain artefacts from Harappa in the Indus valley and Sumer / Mesopotamia in the Tigris-Euphrates valley indicating extensive and far-reaching trading along the Silk Roads during the Eneolithic Age (between the late 4th and the late 3rd millennia BCE). (cf. Altyn-Depe by Vadim Mikhailovich Masson and Henry N. Michael, Published by Univ. of Pennsylvania Museum of Archaeology.)

If because of climate change, the fertile areas had been receding south towards the mountains, it is reasonable to expect that earlier settlements might have existed in areas that are now part of the dessert. The earliest settlements discovered to this point show well established farming and building techniques. These would not have suddenly manifested themselves but would have taken generations to develop.

In many ways the work of discovering the secrets of the past has only just started. Impeded that war and a changing political environment, the world is only just waking up to the possibility that the Aryan heartland of Central Asia may have an equal claim to being the cradle of civilization.

References:
» Altyn-Depe by Vadim Mikhailovich Masson and Henry N. Michael
» A Central Asian village at the dawn of civilization, excavations at Anau, Turkmenistan by Fredrik Talmage Hiebert, Kakamurad Kurbansakhatov, Hubert Schmidt

Murgab delta and oasis (circled) in the south of Turkmenistan
The Murgab river spreads out and disappears into the Kara Kum desert to the north

Location

As with Gonur, Merv lies in the Murgab river delta, the area generally considered to be the ancient land of Mouru, the third Vendidad nation.

The ancient city of Merv (Persian Marv), lies 30 km east of the city of Mary (a corrupted form of Merv) capital of the province, or vilayet / welayatlar, of the same name located in south-eastern Turkmenistan bordering Afghanistan. The province has an area of 87,000 square kilometres and a population of 1,146,800 (1995 figures). It is claimed that in medieval times, Merv was the largest city in the world.

Merv landscape. The site extends past the faint building in the background

Merv lies on one of the main arms of the ancient Silk Roads that carried trade between Europe and Africa and the Far East. Historically, Merv was also an important departure point for the 180 km journey across desert northwest to ancient Amul (today Turkmenabad) located on the banks of the Amu Darya river. The ruins of ancient Merv are located near the small town of Bairam Ali, a Russian garrison town established in the early twentieth century.

The broad delta of rich alluvial land created by the Murgab river, which flows northwards from Afghanistan, forms an oasis at the southern edge of the Kara Kum Desert.

Endangered Site

In 1987 the Government of Turkmenistan established an archaeological park to protect the sites of the old walled cities, some extra-mural areas, and outlying buildings, thereby protecting the site from agricultural encroachment and improving access to the monuments. In 1999, the United Nations declared Merv a World Heritage Site. Despite these actions, in 2000 the World Monuments Watch placed Merv on its list of the world’s 100 most endangered sites.

History & Cities of Merv

The ruins of Merv contain a succession of ancient cities developed over a period of 2500 years at the heart of the oasis formed by Murgab river delta, and close to the course of where the main river channel flowed in ancient times. Together, the cities of Merv once encompassed over 1200 hectares.

Predating the earliest ruins uncovered so far, Merv was part of the third Avestan nation of Mouru. Unless earlier ruins are discovered, it would appear that Mouru was centered at Gonur, an older city and one that appears to have been abandoned as the residents moved south to the sites of Merv.

Layout of the Ancient Cities of Merv
From: UCL Institute of Archaeology (Home1) (Home2)

Erk Kala

The oldest of Merv’s ruins, Erk Kala (a modern name meaning citadel castle), date from the 5th century BCE. Constructed by the Persian Achaemenians, Erk Kala appears to have been the central city of Margush as it was known to the Achaemenians serving as an important administrative and trading centre. It lay at the hub of the spectacular Silk Roads along which trade between the furthest reaches of the Persian empire flourished.

The site is some 12 hectares in size and lies 17 metres below today’s surface. Buried under more than 1,500 years of buildings old and new, it is virtually inaccessible to archaeological exploration. Little is therefore known about this enclosure. It is possible that the ruins of an earlier city lie beneath Erk Kala’s ruins.

Erk Kala
Gyaur Kala with Erk Kala (circular walled structure). Image credit: Wikimedia

Gyaur Kala

With the defeat of the Achaemenians by Alexander in the 4th century BCE, Merv came under Macedonian rule. After Alexander’s death, the lands he had conquered became the Seleucid Empire ruled, one of his generals Seleucus I (312-280 BCE). Selecus’ successor, Antiochus I (280-261 BCE), began a massive expansion of the city at Merv, constructing a walled city nearly two kilometres across called Antiochia Margiana (today called Gyaur Kala) and covering some 340 hectares. He converted the earlier city of Erk Kala into a citadel that lay within the new walled city. Gyaur Kala was to remain occupied for a thousand years.

The Seleucid dynasty succumbed to the Parthians in c 250 BCE, and the Parthian rule gave way to Sassanian rule in 226 CE. The Parthians and Sassanian continued to maintain Merv’s Gyaur Kala as a major administrative, military and trading centre. The defences were repeatedly rebuilt and strengthened. The vitality of the city during these times is reflected in the wealth of archaeological objects recovered from the excavations within Gyaur Kala. The city did suffer harsh times and destruction during destabilizing migrations and invasions from nomadic tribes. During the 5th century CE, Merv was probably the base for a disastrous Sassanian campaign against the Hephthalite Huns, when many of the Sassanian elite were killed.

Gyaur Kala in the Sassanian period. Reconstruction drawing by Claire Venables
From: UCL Institute of Archaeology

The Persian Sassanians were defeated by the Arabs in 649 CE. During the rule of the second Arab caliphate, the Umayyads (660 – 750 CE), Merv became the capital of Khorasan (the ‘eastern land’) and a centre of further Arab expansion. By the seventh century CE, koshks such as the Kiz Kala or Kyz Kala (see photograph on the page banner at the top of this page), stand alone buildings defended by striking, massive, corrugated walls had been constructed west the city walls.

Persian geographer, traveller and writer, Al-Istakhri (c 951 CE), a wrote that, „For its cleanliness, its good streets, the divisions of its buildings and quarters among the rivers and gardens…, their city (Merv) is superior to the rest of the cities of Khorasan.”

Like Erk Kala, Gyaur Kala also lies buried under a millennium and a half of construction on top of its ruins.

[To the east of Gyaur Kala, the Arabs built a separate walled town, Shaim Kala, to house colonists from over-crowed Basra. Sadly, Shaim Kala has been largely destroyed by a Soviet-planned village. Shaim Kala is not outlined in the satellite image plan above.]

Sultan Kala

By the beginning of the eighth century CE, suburbs had risen near the Majan canal which flowed a kilometre west of Gyaur Kala city wall. When Abbasid Abu Muslim established dynastic power in February 748 CE, he relocated the government buildings and major bazaars from the ancient city to a location near the suburb. Merv prospered at this site under the Abbasids and Tahirids, but went through a period of decline when political power moved to Nishapur and Bukhara.

The Seljuks arrived in the eleventh century CE and revived the city, establishing Merv as their eastern capital and calling it Marv al-Shahijan (today called Sultan Kala). In the process, they built fortification walls around the suburbs, a task that was completed at the end of the eleventh century during the reign of Sultan Malikshah (1072-92 CE).

Sultan Sanjar (1118-57 CE) is credited with construction of a fortified citadel, the Shahriyar Ark, in the northeast corner, and two additional walled suburbs that extended the city to the north and south. The Shahriyar Ark citadel enclosed a palace complex, administrative buildings and residences for the elite.

In 1221 CE, a Mongol army advanced on Merv and its cavalry rode around the walls for spent six days looking for the weak points. The terrified residents negotiated a surrender which only served to open the gates and allow the Mongols to enter, after which they proceeded to massacre the townspeople and burn the town.

The city remained occupied, an impoverished shadow of its former self, until the Timurids integrated the area into their empire in the late 14th century CE.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe – Koziorożec

Abdullah Khan Kala

In the 15th century CE, in preparation for establishing Merv as his capital, Timurid king Shahrukh (1405-47 CE) founded a new planned settlement, now known as the Abdullah Khan Kala, a kilometre south of Sultan Kala. The new town covered some 46 hectares. Shahrukh instituted a major building program, rebuilt the irrigation system, and is credited with construction of the dam at Merv. Construction came to a halt when Shahrukh decided to establish his capital in Samarkand instead. Resumption of development of Merv had to wait until Shaybanis’ reign (1500-98 CE) who built the fortification walls.

In the post-medieval period Merv remained a provincial center, a small town of less than a square kilometre that notwithstanding its diminutive size, boasted, one of the strongest fortification of its time. A mosque, madrasa and reservoir were situated in the center of the northern section, with a citadel in the north corner.

Bairam Ali Khan Kala

A rectangular extension known as Bairam Ali Khan Kala was constructed to the west of Abdullah Khan Kala in the eighteenth century. These two sites were probably in use until the early nineteenth century. By the time the Russians arrived in 1885 CE, the site had been abandoned and many of its buildings had been dismantled to provide bricks for new construction.

Additional reading: UNESCO document no. 886

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe – korona księżniczki- kniagini

GONUR DEPE

This is was truly fascinating place but quite difficult to photograph.  Said to be the birthplace of Zoroastrianism, Gonur Depe dates from the 3rd millenium BC and was discovered about 20 years ago and is still being excavated.  The Bronze Age ‘country’ was also known as Margush and Margiana which was also were referred to by Darius I in the 5th century BC. The Margush are considered the „lost fifth civilization”.  Personally, I thought it was truly stupendous but I guess you have to be there to really appreciate it.

Bactria–Margiana Archaeological Complex

From Wikipedia, the free encyclopedia

Archaeological cultures associated with Indo-Iranian migrations (after EIEC). The Andronovo, BMAC and Yaz cultures have often been associated with Indo-Iranian migrations. The GGC, Cemetery H, Copper Hoard and PGW cultures are candidates for cultures associated with Indo-Aryan migrations.

The extent of the BMAC (after EIEC).

The Bactria–Margiana Archaeological Complex (or BMAC, also known as the Oxus civilization) is the modern archaeological designation for a Bronze Age culture of Central Asia, dated to ca. 2200–1700 BC, located in present day Turkmenistan, northern Afghanistan and Iran, southern Uzbekistan and western Tajikistan, centered on the upper Amu Darya (Oxus). Its sites were discovered and named by the Soviet archaeologist Viktor Sarianidi (1976). Bactria was the Greek name for the area of Bactra (modern Balkh), in what is now northern Afghanistan, and Margiana was the Greek name for the Persian satrapy of Margu, the capital of which was Merv, in today’s Turkmenistan.

Pan Żmijów – czyli Czarnogłów – Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe (niektórzy głupcy wciąż mówią o baktryjskiej Hordzie Nomadów)

Overview

Sarianidi’s excavations from the late 1970s onward revealed numerous monumental structures in many different sites, including Namazga-Depe („governmental centre”), Altyn-Depe („secondary capital”), Delbarjin, the Dashly Oasis, Toholok 21, Gonur, Kelleli, Sapelli, and Djarkutan. The sites were fortified by impressive walls and gates. Reports on the BMAC were mostly confined to Soviet journals until the last years of the Soviet Union, so the findings were largely unknown to the West until Sarianidi’s work began to be translated in the 1990s.

Scholars do not agree on either the origins of the Bactria-Margiana complex, or the reasons for its decline. Its distinctive material culture disappears from the archaeological record a few centuries after it appears.[1] Radiocarbon dating suggests dating the complex to the last century of the 3rd millennium and the first quarter of the 2nd millennium BC.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe – ozdoba pasa

Geographically, the Bactria-Margiana complex spans a wide area from southeastern Iran to Balochistan and Afghanistan. Possibly the archaeologically unexplored terrain of Baluchistan and Afghanistan holds the heartland of the complex (see Lamberg-Karlovsky 2002).

BMAC materials such as seals have been found in the Indus civilisation, on the Iranian plateau, and in the Persian Gulf. BMAC finds are coming onto the international trade in illicit antiquities and are finding their way into Western collections and museums.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe (niektórzy głupcy wciąż mówią o baktryjskiej Hordzie Nomadów) – Dziewanna z Tillya Tepe (właściwie Atena – z Grecji, ale w tymże skarbie z tillia Tepe)

A previously unknown civilization?

The inhabitants of the BMAC were sedentary people who practised irrigation farming of wheat and barley. There has been interaction with the nomadic people of the contemporary Andronovo culture of the steppe to the north, as the findings of steppe pottery in the BMAC indicate. With their impressive material culture including monumental architecture, bronze tools, ceramics, and jewellery of semiprecious stones, the complex exhibits many of the hallmarks of civilization.

Skarb z Tillia Tepe – Atena (wyrób grecki-romajski)

The discovery of a single tiny stone seal with geometric markings from a BMAC site in Turkmenistan in 2001 led some to claim that the Bactria-Margiana complex had also developed writing, and thus may indeed be considered a literate civilization. It is not clear however if the markings represent a true writing system as opposed to isolated pictographs.V. Mair (2001) has shown that the Chinese-like signs are indeed parallel to Chinese inscriptions used some 2500 [when?] [vague] [dubious – discuss] years later in Xinjiang. The tiny seal has been dislocated down from its original, much later layer. Nevertheless, the BMAC seals contain motifs and even material that are distinctive from seals of Syro-Anatolia, Mesopotamia, the Persian Gulf, showing they form a type not derived from any other region.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe -naszyjnik

The Indo-Iranian hypothesis

Golden bull’s head from Altyn-Depe.

The Bactria-Margiana complex has also attracted attention as a candidate for those looking for the material counterparts to the Indo-Iranians, a major branch that split off from the Proto-Indo-Europeans. Sarianidi himself advocates identifying the complex as Indo-Iranian, going as far as to identify evidence of proto-Zoroastrian objects and rituals. James P. Mallory argues

„The geographic location of the BMAC … conforms, it is argued, with the historical situation of the Da(h)a and Parnoi mentioned in Greek and Latin sources, which have, in turn, been identified with the Dasas, Dasyus, and Panis of the Rig Veda who were defeated by the Vedic Arya.” –EIEC, p. 73.

Similarly, he argues that the design of the BMAC forts „matches the description of the fortified sites depicted in the Vedas”[2] and mentions evidence for the presence of the soma-cult. The alleged findings of ephedra stems in BMAC context have however been disproved (Bakels 2003).

Skarb z Tillia Tepe – znalezisko ekspedycji Wiktora Sarianidiego – chińskie lustro

Others maintain there is insufficient evidence for any ethnic or linguistic identification of the BMAC solely based on material remains, in the absence of written records. The archaeological record is inconclusive with regard to a migration of Indo-Aryans or Indo-Iranians to the BMAC[3], or with a migration of Indo-Aryans from the BMAC to the Indus Valley.[4] There is no archaeological evidence for an invasion into Bactria and Margiana.[5] Furthermore, there is no evidence that the complex even represented an ethnic/linguistic unity. Moreover, cultural links between the BMAC and the Indus Valley can also be explained by reciprocal cultural influences uniting the two cultures, or by the transfer of luxury or commercial goods.[6]

The BMAC complex is also very poor in horse remains or representations, which are often seen as a sign for Indo-Aryan presence.[7]

The Indo-Iranian substratum

Altyn-Depe location on the modern Middle East map as well as location of other Eneolithic cultures (Harappa and Mohenjo-daro).

As argued by Michael Witzel (1999) [1], (2003) [2] and Alexander Lubotsky[8], there is a pre-Indo-European substratum in proto-Indo-Iranian which can be more plausibly identified with the original language (or languages) of the BMAC, which was, then, eventually given up by the locals in favour of proto-Indo-Iranian.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe (niektórzy głupcy wciąż mówią o baktryjskiej Hordzie Nomadów)

Moreover, he points out a number of words apparently borrowed from the same language, which, however, are only attested in Indic. Provided this is not an accident of attestation, it may mean that the area where the language (or language family) in question was spoken included at least Gandhara as well, if not the Indus Valley also. This would fit the archaeological evidence mentioned above, pointing to a connection of the BMAC to these areas. Considering that the BMAC is suspected to extend into Afghanistan and Baluchistan (see above), these areas may be included as well. The assumed Indo-Iranian substratum, then, is potentially relevant to the question about the language of the Indus Valley Civilization, as well. However, some BMAC words have now also been found in Tocharian (G. Pinault 2003), which renders a widespread BMAC language, from Xinjiang to the Panjab, unlikely and points to cultural influence. This, however, suggests the possibility that the language in question was spoken natively in a more limited area (such as the BMAC), but used in a larger area as a lingua franca, considering the fact that the evidence is exclusively in the form of loanwords rather than grammatical or phonetic structures. Hence, it would originally have functioned as a superstrate language.[9]

As to known languages which might be related to the Indo-Iranian substratum, the most obvious candidate, geography considered, is the Burushaski language[10].

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe (niektórzy głupcy wciąż mówią o baktryjskiej Hordzie Nomadów)

Sites

  • Altyndepe
  • Namazga-Tepe
  • Jeitun
  • Gunar Tepe
  • Togolok 21
  • Koi Krylgan Kala
  • Toprak Kala
  • Ayaz Kala

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe (niektórzy głupcy wciąż mówią o baktryjskiej Hordzie Nomadów) – Człowiek jadący rydwanem

Notes

  1. ^ „the settlements of this culture are characterized by a very feeble accumulation: they were constructed in haste, apparently on the basis of a pre-established plan, and have not been occupied for very long” Bernard Sergent. Genèse de l’Inde. 1997, quoted from Elst 1999
  2. ^ Lyonnet (1993) and Sethna (1992) have noted that only one circular fort with three walls has been discovered (Dashly-3), or that the circular walls had no value of defence (Jettmar 1981). See Bryant 2001:220
  3. ^ Francfort H.-P. in Fussman, G.; Kellens, J.; Francfort, H.-P.; Tremblay, X. 2005
  4. ^ Bryant 2001; Francfort H.-P. in Fussman, G.; Kellens, J.; Francfort, H.-P.; Tremblay, X. 2005
  5. ^ Bryant 2001:220 (quotes Lyonnet 1993 and Parpola 1993); Fussman, G.; Kellens, J.; Francfort, H.-P.; Tremblay, X. 2005
  6. ^ e.g. Fussman, G.; Kellens, J.; Francfort, H.-P.; Tremblay, X. 2005; Bryant 2001:215-16
  7. ^ Bryant 2001
  8. ^ The Indo-Iranian Substratum
  9. ^ Sarah Thomason and Terence Kaufman, Language Contact, Creolization and Genetic Linguistics (University of California Press 1988)
  10. ^ compare an essay by Michael Witzel, page 6, note 11.

Odwzorowanie układu Gonur na tkaninach tradycyjnych z Turkmenii - Skarby Gonuru

References

  • Sarianidi, V. I. 1976. „Issledovanija pamjatnikov Dashlyiskogo Oazisa,” in Drevnii Baktria, vol. 1. Moscow: Akademia Nauk.
  • Lamberg-Karlovsky, C. C. 2002. „Archaeology and Language: The Indo-Iranians,” in Current Anthropology, vol. 43, no. 1, Feb. year University of Chicago

Gonur oryginalny układ grodu i swiątyni

Further reading

  • Edwin Bryant (2001). The Quest for the Origins of Vedic Culture: The Indo-Aryan Migration Debate. Oxford University Press. ISBN 0195169476.
  • CNRS, L’archéologie de la Bactriane ancienne. Paris: Editions du Centre National de la Recherche Scientifique, 1985
  • Fussman, G.; et al. (2005). Aryas, Aryens et Iraniens en Asie Centrale. Paris: de Boccard. ISBN 2868030726.
  • Mallory, J. P. (1997). „BMAC”. Encyclopedia of Indo-European Culture. London: Fitzroy Dearborn. ISBN 1884964982.
  • Lubotsky, A. (2001). „Indo-Iranian substratum”. in Carpelan, Christian. Early Contacts between Uralic and Indo-European. Helsinki: Suomalais-Ugrilainen Seura. ISBN 9525150593. http://www.ieed.nl/lubotsky/pdf/Indo-Iranian%20substratum.pdf.
  • Sarianidi, V. I. (1994). „Preface”. in Hiebert, F. T.. Origins of the Bronze Age Oasis Civilization of Central Asia. Cambridge: Harvard University Press. ISBN 0873655451.
  • Sarianidi, V. I. (1995). „Soviet Excavations in Bactria: The Bronze Age”. in Ligabue, G.; Salvatori, S.. Bactria: An ancient oasis civilization from the sands of Afghanistan. Venice: Erizzo. ISBN 8870770257.
  • Forizs, L. Apâm. Napât, Dîrghatamas and the Construction of the Brick Altar. Analysis of RV 1.143 (pdf, 386 kB), paper read at the Vedic Panel of the 12th World Sanskrit Conference, Motilal Banarsidass, 2007 (in preparation)

Bogtoharskie skarby z Kręgu Gonuru  – Skarb z Tillya Tepe, Afgańskie odkrycie Wiktora Sarianidiego (niektórzy głupcy wciąż mówią o baktryjskiej Hordzie Nomadów) – Kabłączek skroniowy, ozdoba rozpowszechniona także wśród Słowian wszystkich możliwych kultur archeologicznych

Tillya Tepe

Tillya tepe, Tillia tepe or Tillā tapa ( Pashto and Persian: طلا تپه) or (literally „Golden Hill” or „Golden Mound”) is an archaeological site in northern Afghanistan near Sheberghan, surveyed in 1979 by a Soviet-Afghan mission of archaeologists led by Victor Sarianidi, a year before the Soviet invasion of Afghanistan.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe – Sztylet zdobiony w swastyki i żmije-smoki. Takie same sztylety znajdowano w grobach Sarmatów europejskich.

The heavily fortified town of Yemshi-tepe, just five kilometres to the northeast of modern Sheberghan on the road to Akcha, is only half a kilometre from the now-famous necropolis of Tillia-tepe.

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe – Sarmacki sztylet i pochwa

The hoard is a collection of about 20,000 gold ornaments that were found in six graves (five women and one man) with extremely rich jewelry, dated to around the 1st century BCE. Altogether several thousand pieces of fine jewelry were recovered, usually made of gold, turquoise and/or lapis-lazuli. The ornaments include coins, necklaces set with gems, belts, medallions and crowns. A new museum in Kabul is being planned where the Bactrian gold will eventually be kept.

Some of the most spectacular finds were on display until Sept. 7th, 2008 at the National Gallery of Art, Washington, D.C. From Oct. 24th, 2008 to Jan. 25th, 2009 the collection was at the Asian Art Museum of San Francisco. From there they were to be displayed from February 22 to May 17, 2009 at The Museum of Fine Arts, Houston and then the Metropolitan Museum of Art, New York from June 23 to Sept. 20th, 2009.

Inny sarmacki sztylet z Rosji Europejskiej

Dates and context

Several coins dated up to the early 1st century CE, with none dated later, suggest a 1st century CE date for the burial. The burial could correspond to Scythian or Parthian tribes dwelling in the area, or may correspond to the extinction of the local Yuezhi royal dynasty after the conquests of all the other xihou or ‘princes’ in Daxia by Kujula Kadphises. (See Pre-Islamic period of Afghanistan.)

A silver coin was found from the reigns of the Parthian king Mithridates II, who ruled c. 123–88 BCE. The coin was found in tomb III, and was apparently held in the hand of the defunct woman.

An imitation gold coin of Parthian King Gotarzes I (95-90 BCE) was found in the left hand of the defunct woman in tomb 6. The fact that this coin is in gold, and not silver or bronze as is usually the case for Parthian coinage, suggest that this imitation was made for prestige purposes. The coin is counterstamped with the frontal depiction of what might have been a local chieftain. The counterstamp was added so as to not damage the portrait of the Parthian king, perhaps indicating some degree of dependency on the Parthians.

A gold coin was also found in tomb III showing the bust in profile of the wreath-crowned Roman Emperor Tiberius. On the reverse is an enthroned, sumptuously draped female figure holding a spray and scepter. Coins of this type were minted in the city of Lugdunum in Gaul, between 16 and 21 CE.[1]

Skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe

A Buddhist gold coin from India was also found in tomb IV (the male warrior). On the reverse, it depicts a lion with a nandipada, with the Kharoshthi legend „Sih[o] vigatabhay[o]” („The lion who dispelled fear”). On the obverse, an almost naked man only wearing an Hellenistic chlamys and a petasus hat (an iconography similar to that of Hermes/ Mercury) rolls a wheel. The legend in Kharoshthi reads „Dharmacakrapravata[ko]” („The one who turned the Wheel of the Law”). It has been suggested that this may be an early representation of the Zoroaster.[5]

Finally, a very worn coin has been identified as belonging to the Yuezhi chieftain Heraios.

Rekonstrukcja – skarb Kręgu Gonur – Bogtoharskie złoto z Tillya Tepe

It is thought that the site belonged to Sakas (Asian Scythians, who were later to migrate to India, where they are known as Indo-Scythians), although some suggest the Yuezhi (future Kushans) or eastern Parthians as an alternative. Several of the artifacts are highly consistent with a Scythian origin, such as the royal crown or the polylobed decorated daggers discovered in the tombs. Several of the defuncts exhibited ritual deformation of the skull, a practice which is well documented among Central Asian nomads of the period.

Mapa z okresu znacznie późniejszego – Władztwo Ujgurów znanych nam dzisiaj z rozruchów w Chinach, bo tam sięgała Haria Toki Maha (Maga) Wielkiego  (850 – 1250 n.e.)

Gonur Tepe: A Visit to Bronze Age Turkmenistan

Bronze belt stud, 2200-1800 BC, Northern Afghanistan Bronze Age, depicting a winged female figure poised between two griffins.A pit grave in the necropolis. Ceramic vessels and a bronze mirror lie next to the skull.  Afghanistan Bronze Age Talc head of a composite statue.Turkoman archeologist T. Khojanijazoff at work at Gonur North. Russian archeologist Victor Sarianidi plays at backgammon with a local Turkoman farmer under the meal tent.Jane and Kate Fitz Gibbon and Aq Kiz, displaying her embroidery work. Aq Kiz, a Tekke Turkoman wizard of a cook, made fine soups, complex stuffed breads and even crepes with camel’s cream – all on a single gas burner, working without refrigerator or ready access to supplies.  Aq Kiz’s brother Muhammad prepares the fire pit for roasting a lamb.Gonur Tepe – A Visit to Bronze Age Turkmenistan

Only in the last quarter century, has the culture of Bronze Age Central Asia become widely known in the West. Since 1972, the work of excavation and analysis of this contemporary of the Mesopotamian and Indus Valley civilizations has in large part been accomplished by the Margianan Archeological Expedition, directed today by the Russian archeologist Victor Sarianidi. Dr. Sarianidi’s recent work has focused on the Late Bronze Age sites, dating to the first half of the second millennium BC, located in the ancient delta of the Murgab River, in the southeastern part of present day Turkmenistan. Gonur Tepe was the largest of dozens of scattered Bronze Age sites established here in the early second millennium. Gonur appears to have served as an administrative and religious center for the region, and as a hub for long distance trade. Its sophisticated, monumental architecture, and elegant material remains in art and ornament indicate the high culture achieved before a variety of factors led to the movement of its peoples further south and east. A recent trip to the site brought Kate and Jane Fitz Gibbon first to Ashkabad, capital of Turkmenistan, then five hours northeast by paved road to Mary, and finally, across the open desert in an antique Russian military vehicle

It is evening, and a Greek popular song reeds from a cheap cassette. The mud-brick guest house, the shower hut and even the distant, low walls of the Gents and Ladies outhouses are framed and tipped with gold by the setting sun. Rough laughter sounds from the tents of the Turkoman diggers as they prepare their evening meal. The youngest haul water in buckets from an aging Russian tanker. The older men show off their cooking skills, and tease the young ones about the brides they hope to earn with their digger’s wages. We are deep in the Karakum Desert, 70 kilometers from ancient Merv, and even further from the boys’ homes in Mary and its surrounding villages. Russian archeologist Victor Sarianidi’s camp is so far from settled lands that we see no one but an occasional herdsman with his flock, or a roaming Bactrian camel, yet we are within fifteen minutes walk of three important sites of the ancient Bronze Age. To the east is the low hill that holds Gonur North, an enormous palace and administrative center. The bulldozer will work all night under generator lights to clear away the dirt hauled to the surface today. Gonur North grows every day under the digger’s shovels, and there are indications that still another set of buildings lies eastward of the main walls. Four thousand years ago, this was a rich trading center and the seat of kings. Though all that remains are its baked brick walls, it is easy to identify the large halls where rulers may have held audience; these are wide portaled, elegantly proportioned rooms. In one especially large one there are voids in the corners and along the walls where stood columns or statues of wood that have long since rotted away.

My mother and I are drawn here again and again, wandering through the rooms, trying to make sense of their arrangement, to piece together this ancient puzzle. Here our „job” – preparing the finds for photography, brushing the dirt gently from skeletons unearthed by the diggers – is difficult, for we find mostly small children buried in pots. Their tiny, newborn bones are so fragile that they crumble at a touch. The beautiful Bronze Age beads from plundered sites in Afghanistan have long fascinated me. Most often, buried bead materials are found in vessels placed close to the body, and as any stringing material has long since disintegrated with age, it is not even possible to guess how they were worn. In the Gonur Tepe palace, an unexpected find of a youth buried inside a large ceramic vessel included not only rich grave goods, but also clues as to how some beads were worn. Skull and neck vertebrae were held together with hardened mud, and as the dirt was removed, lapis, talc and a single, inch and a half long carnelian bead carved in chevron patterns were found encircling the neck. A single gold earring was embedded near the ear, and a half-dozen large, finely polished banded agate beads lay in the bottom of the vessel in which the youth was buried. My mother and I spent most of our days at Gonur in the large necropolis to the west of the palace site. We used fine brushes to remove the last of the dirt from the whitened bones and grave goods uncovered by the diggers. Each day, three or four grave pits were uncovered and cleared of dirt to the undisturbed earth – about four feet below the present surface. After each day’s excavations at the necropolis, the pits were photographed and partially filled in again. Most skeletons appeared still to lie as they were buried; knees and elbows flexed, the head often resting on or near a small pile of ceramic and stone vessels. It was clear, however, that the necropolis had been robbed in antiquity. Very few items of jewelry were found, and in one grave, a fine, carved alabaster cylinder seal was unearthed under just a few inches of surface soil. A too hasty grave plunderer had apparently dropped it, several thousand years before.

Sasha, the young archeologist who supervised the diggers (and who scandalized the conservative Turkomans with his scanty site-dress of swimming bikini and crucifix) called Sarianidi over to the necropolis to see the seal. Dr. Sarianidi examined it closely, said „Who found this?” and when the digger came forward, Sarianidi pulled off his own watch, handed it over to the boy, and slapped him on the back. The stone cylinder contained a rendering of a seated figure wearing a garment of the Sumerian „kaunakes” type The tongue shaped lappets of these garments may have been of cloth or felt, or they may. represent a long fleeced skin. In a very rich tomb at north Gonur which contained not human remains, but those of a lamb, Sarianidi found a huge scepter and a long pin of silver with an elegant seated female figure at its base, wearing this same type of garment. The same lappet-formed garment is found in the so-called „composite statues” that have been found in Margiana and in southern Bactria.
A small stone head of alabaster, presumably related to these objects, was found at Gonur. Typically the torso is made of dark steatite, carved into the tongue-like lappets, the head and hands carved from white stone, and at times the figures wear turban-like caps of dark stone. Most graves, however, contained only ceramic bowls and large, long-stemmed goblets, undecorated, but with the elegant, refined forms characteristic of the period. Long spouted vessels and ceramic strainers were also found. At times, a bronze mirror lay near the skull, a poignant reminder of fleeting beauty. Perhaps because of the extensive looting in antiquity, only a few examples of the so-called „compartmented seals” have been found in the necropolis. These stud-like ornaments were probably worn on belts. While most patterns are geometric designs set within roundels, some studs contain sophisticated renderings of animals and humans or god-like figures. A short walk over fine dry dirt – scattered with thousands of potsherds – took us to Gonur South, where excavations were completed a few years before. This was the temenos, as Sarianidi names it, a great religious complex that may have served the entire region in the later Bronze Age.

In it are spaces that housed the scared fires, storage areas for the pure white ash removed from the hearths, and several large rooms for sacred ritual, perhaps for the seating of the gods. Filling most of the area within the eight-foot thick walls of the complex are many small rooms for the servitors of the temple. These servitors’ rooms are like ordinary dwelling spaces except for an unusual architectural element; a large mud brick shelf, covered in white plaster and often holding a large clay vessel. The vessels appear to contain the remnants of an ancient narcotic drink. Chemical analysis has shown that they held a potent mix of hemp, poppy and ephedra, a heady cocktail that Sarianidi thinks may be the precursor to the soma of the Avesta (and of Aldous Huxley). It is the discovery of fire temples in close conjunction with the ritual use of a hallucinogenic drink, which Sarianidi finds so exciting. This joining prefigures elements of the texts of the Avesta, and according to Sarianidi, may be the first appearance of rites associated with later Zoroastrian tradition. In this religious edifice, and in what Sarianidi calls „ritual contexts” in other sites, he has found miniature columns made of various marble-like stones.

Their exact function is not yet clear, but Sarianidi believes that there is a connection between these objects and the cult libation of the hallucinogenic beverage produced in the temenos. Our own brief stay in Gonur Tepe ended with libations of a modern kind, and a ritual feast. Under the watchful eyes of Aq Kiz, the Tekke Turkoman camp cook, her two brothers built an enclosure of thorn and saksaul, laid carpets round the edges, and dug a pit for a fire. While we took our last walk through the sites with Sarianidi, the Turkomans spitted a whole sheep, doused it liberally with homemade Turkoman brandy, and placed in on the fire. As darkness closed in, Russians, Turkomans and Americans sat together eating the crackling meat, and toasted the land, the people and the ancient history of Margiana until we could toast no more.

Copyright © Kate Fitz Gibbon

NA KONIEC CZARNOGŁÓW POWIĘKSZONY

http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/czworksiag-wielki-wiary-przyrody/tom-iv-ksiega-wiedy/krainy-krolestwa-sis/gonur-nad-morgleba-dzis-turkiestan-%E2%80%93-stara-koliba-zerywanow-haplogrupy-r1a1a-sprzed-ponad-6500-lat/
 
 
Odkrywanie tajemnic Gonur Depe (Turkmenistan) by Wojtek Ejsmond

Artykuł autorstwa Wojtka Ejsmonda, absolwenta archeologii w Instytucie Archeologii UW i obecnego studenta asyriologii na tej właśnie uczelni. Artykuł  traktuje o stanowisku Gonur Depe, znajdującym się dziś na terenie Turkmenistanu w Azji Środkowej.

Gonur Depe

Po II Wojnie Światowej rozpoczęto w Turkmenistanie szeroko zakrojony program badań archeologicznych w ramach Południowo-turkmeńskiej Kompleksowej Ekspedycji Archeologicznej. Jednym z głównych obszarów badań była kraina historyczna zwana Margianą. Leży ona w sub-delcie rzeki Murgab (wsiąka ona w pustynię, rozgałęziając się na mniejsze kanały tworzące sub-deltę w kształcie wachlarza). W latach osiemdziesiątych XX wieku radziecki archeolog greckiego pochodzenia, Wiktor Sarianidi, rozpoczął wykopaliska na stanowisku Gonur depe, które jak twierdzi, kryje ruiny opisanej w starożytnych tekstach stolicy królestwa Mouru.

Zasięg Kultury Andronowskiej i Baktryjsko-Margiańskiego Zespołu Archeologicznego w pierwszej połowie II tys. p.n.e.

 Baktryjsko-Margiański Zespół Archeologiczny

W drugiej połowie III tys. przed naszą erą na terenach między Amu Darią a pasmem gór Koped Dag rozwinął się Baktryjsko-Margiański Zespół Archeologiczny, który był dominującą formacją kulturową w południowej części Azji Środkowej w epoce brązu. Jego cechą charakterystyczną była struktura i architektura dużych osad składających się najczęściej z centralnie położonej cytadeli, często o bardzo złożonej formie fortyfikacji, którą otaczały skromniejsze zabudowania i kolejne pierścienie murów.

Schemat murów okalających cytadele/sanktuaria Margiany (górny rząd: Adżi Kui 9, Togolog 1, Kelleli 4) i Baktrii (dolny rząd: Sapallil świątynia, Sapallil cytadela i Daszly 3).

Baktryjsko-Margiański Zespół Archeologiczny, nazywany też Cywilizacją Oxus (nazwa pochodzi od greckiej nazwy rzeki Oxus, obecnie Amu Darji) rozwinął się na bazie lokalnych kultur północnych przedgórzy Koped Dag, które były ekonomicznie i kulturowo związane z szerszymi zjawiskami, jakie zachodziły na Wyżynie Irańskiej, w Azji Środkowej i Dolinie Indusu. Powiązania kulturowe wyrażały się w eklektycznym stylu w jakim wykonywano luksusowe dobra oraz w monumentalnej architekturze świątyń i rezydencji. Po upadku ośrodków proto-miejskich i miejskich, który zapewne był związany z ogólnym kryzysem miast na Wyżynie Irańskiej w drugiej połowie III tys.,  ludność ze strefy podgórskiej zasiedliła we wczesnym i środkowym brązie oazy znajdujące się między Koped Dag a Amu Darią (zob.: Posshel 2003; Hiebert 2002; P’yankova 1994).

Cywilizacja Oxus utrzymywała bliskie kontakty handlowe z Cywilizacją Doliny Indusu. W Baktrii istniała nawet faktoria handlowa zamieszkana przez ludność z Doliny Indusu (stanowisko Szortugai, zob.: H. Francfort i inni 1989). Natomiast tereny Margiany przemierzała ze swoimi stadami, pochodząca z północnej części Azji Środkowej, nomadyczna ludność Kultury Andronowskiej, która, jak się przypuszcza, przemieszczała się między Margianą a Chorezmem. Ludność andronowska wywodzona jest z Kultury Trypolskiej, której populacja, zdaniem Ph. Kohla, przeszła transformacje z osiadłego na wędrowny tryb życia.

Przypuszcza się, że ludność Cywilizacji Oxus i/lub Kultury Andronowskiej posługiwała się językiem proto-indo-irańskim. Nie ma na to jednak pewnych dowodów. Od połowy II tys. na terenie doliny Indusu zaczęły się pojawiać coraz liczniej importy BMZA, co może się wiązać z napływem ludności z Azji Środkowej na subkontynent indyjski. Jest to łączone z napływem Ariów do Indii (warto przeczytać artykuł C.C. Lamberga-Karlovsky’ego poświęcony obecnemu stanowi badań nad Indo-Aryjczykami i najnowsze publikację podsumowującą stan badań nad Cywilizacją Doliny Indusu R. Wright zamieszczone w bibliografii).

 

Stolica królestwa Mouru?

Święta księga Zoroastrian,  Awesta, a dokładniej jej najstarsza część, przypisywana prorokowi Zaratustrze, który żył według M. Boyce w drugiej połowie II tysiąclecia p.n.e., zawiera dialog Zaratustry z Ahura Mazdą (bogiem-demiurgiem). Bóg opowiada w nim, jak stworzył świat i różne kraje, a także, jak jego zły brat (Angra Mainju) przy pomocy swoich demonów (staro-perskie Dewy) zaczął mocą swojej magii odwracać dzieło stworzenia:

Ahura Mazda rzekł do błogosławionego Zaratustry, mówiąc:

„Uczyniłem każdy kraj drogim dla jego mieszkańców, nawet gdy nie posiada on żadnych zalet. Czyż nie uczyniłem każdego kraju drogim dla jego mieszkańców, nawet gdy nie posiada on w ogóle żadnych zalet? Gdyby tak się nie stało, cały zamieszkany świat ruszyłby na Airjana Waedżah.

Pierwszą, z dobrych ziem i krain, które ja, Ahura Mazda, stworzyłem, była Airjana Waedżah, leżąca nad dobrą rzeką Daitją. Wtedy nadszedł Angra Mainju, który jest samą śmiercią, i przeciw-stworzył swoją magią węża w rzece i zimę, dzieło Dewów. Istnieje tam dziesięć zimowych miesięcy, dwa miesiące letnie i są one zimne dla wód, zimne dla ziemi, zimne dla drzew. Zima przychodzi tam z najgorszymi ze swych plag.

Drugą z dobrych ziem i krain, które ja Ahura Mazda stworzyłem, były równiny w Sughda (Sogdiana). Wtedy nadszedł Angra Mainju, który jest samą śmiercią, i przeciw-stworzył swoją magią muchę Skaitja, która przynosi śmierć bydłu.

Trzecią z dobrych ziem i krain, które ja Ahura Mazda stworzyłem, było silne, święte Mouru. Wtedy nadszedł Angra Mainju, który jest samą śmiercią, i przeciw-stworzył swoją magią grzeszną rozpustę.

(tłumaczenie autora na polski za angielskim przekładem J. Darmestetera)

Sarianidi uważa, że znalazł stolicę opisanego w Aweście królestwa Mouru. Interpretacja ta opiera się, na powszechnie przyjętej identyfikacji awestyjskiego Mouru, staro-perskiego Margu, greckiej Margiany ze współczesną nazwą Merw. Gonur depe jest największym stanowiskiem datowanym na epokę brązu w Oazie Merw. Naturalnym jest więc, że uważane jest ono za lokalną stolicę. Jednak we współczesnym mieście Merw, znajdują się ruiny zniszczonego przez najazd mongolski miasta o tej samej nazwie. Datowane są one na czasy muzułmańskie i sassanidzkie. Merw pojawia się w achemenidzkich źródłach, a według antycznych pisarzy Aleksander Wielki założył tam Aleksandrię Margianę, którą Seleukidzi przemianowali na Antiochię Margianę. Badania archeologiczne wykazały tam istnienie jeszcze wcześniejszego osadnictwa. Obecnie badania na stanowisku prowadzone są przez misję Ancient Merv Project pod kierownictwem prof. Tima Williamsa z University College of London (któremu zawdzięczam wiele informacji na temat jego obecnych badań). Najstarsze znajdowane tam zabytki datowane są na epokę brązu. Są to między innymi, kultowe, kamienne „mini-kolumienki”, które znajdowano również na innych stanowiskach, przeważnie w świątyniach i grobach elity. Czy odkrycia w Merwie, podważają interpretację Gonur depe jako stolicy królestwa Moru i czy stolica Margiany z epoki brązu znajduje się pod późniejszymi nawarstwieniami w Merwie? Niekoniecznie, gdyż rzeka Murgab, nad którą leżało dawniej Gonur, zmienia swoje koryto. Mieszkańcy starożytnych miast żeby zapewnić sobie dostęp do wody musieli przenosić swoje osady za zmieniającym się korytem Murgabu. Z tego powodu przenoszono również największe ośrodki, które mogły pełnić funkcje stołeczne. Nie wykluczone więc, że Gonur zamieszkiwała populacja, która pochodziła z Merwu, lub przybyła z Gonur do Merwu po przesunięciu się koryta rzeki. Około jedna trzecia powierzchni Margiany pokryta jest ruchomymi wydmami, co sprawia, że do badań dostępne są jedynie pozostałe dwie trzecie powierzchni oazy. Utrudnia to zatem badania nad strukturą i hierarchią osadnictwa.

Sarianidi przedstawia swoje interpretacje z dużą pewnością, jednak należy je traktować ze sporą rezerwą. Metodyczny poziom badań budzi bowiem wątpliwości. Opublikowany opis robi wrażenie, że cały zespół w Gonur powstał i funkcjonował w tym samym czasie, co wydaje się jednak mało prawdopodobne, a interpretacje wielu budynków wydają się mało uzasadnione. Przedstawiony poniżej opis powstał na podstawie najnowszej publikacji badań z 2009 roku; publikacji badaczy z zachodu, którzy wzięli udział w misji Sarianidiego w jednym z sezonów na początku lat dziewięćdziesiątych oraz wizyty autora na tym stanowisku w roku 2010.

Gonur depe było jednym z najważniejszych osiedli Margiany. Otoczona murem osada zajmowała około 28ha, natomiast powierzchnia całego stanowiska szacowana jest na 40ha. W centrum osady znajdowała się cytadela obwiedziona murem na planie trapezu, otoczona świątyniami, instalacjami kultowymi i innymi zabudowaniami, które otaczał kolejny mur na planie kwadratu. Za nim znajdowały się domostwa i zbiornik na wodę, a wszystko zamykał  owalny pierścień zewnętrznego muru. Powstanie tego założenia datuje się na podstawie badań radiowęglowych na lata 2300-2250 p.n.e. W XVIII w. p.n.e. nastąpił pożar, który strawił centralną część stanowiska, cytadela została odbudowana w niewiele zmienionym kształcie. Stanowisko zostało opuszczone w połowie drugiego tysiąclecia. Obecnie odsłonięto już prawie cały teren miasta.

Centralna część Gonur Depe.

Sarianidi, interpretuje cytadelę jako obronną siedzibę  władcy-kapłana. Wewnątrz znajdowała się rezydencja i zespół kultowy, zorientowane według kierunków świata, zbudowana na regularnym planie i składająca się z dużych pomieszczeń dekorowanych licznymi niszami. Drewniany strop w największych pomieszczeniach wsparty był na drewnianych kolumnach. Na powyższej ilustracji na szaro zaznaczono konstrukcje wypełnione pisakiem. Południowa mogła być świątynią tarasach a w północnej miało się znajdować wejście na dach lub piętro. W północnej części cytadeli odkryto pod podłogą ceramiczną rurę służącą do odprowadzania wody. Pałac otaczał gruby mur z licznymi basztami. Charakterystyczną cechą tych fortyfikacji są liczne trójkątne otwory na wysokości głowy, dwu-komorowe piece w basztach i regularnie rozmieszczone naczynia, które wpuszczono w posadzkę w korytarzu obiegającym mur od wewnętrznej strony. Do wnętrza cytadeli prowadziły cztery wejścia, po jednym od każdej strony. Nie różnią się między sobą wielkością, nie są również w żaden sposób wyróżnione dekoracją, lub instalacjami obronnymi. Interpretacja Sarianidiego, iż miała to być twierdza budzi pewne zastrzeżenia ponieważ otwory w murze, liczne piece i naczynia w posadzce mogły jedynie utrudniać ewentualną obronę.

Teren dookoła cytadeli został otoczony podobnym murem jak sama cytadela, lecz nie posiadającym trójkątnych otworów, pieców i korytarza, baszty były znacznie rzadziej rozmieszczone. Przestrzeń między cytadelą a murem była gęsto zabudowana konstrukcjami interpretowanymi jako świątynie, na południu znajdował się niewielki zbiornik na wodę. W zachodniej części wzniesiono Świątynię Ognia. Była ona kilka razy przebudowywana. W pierwotnej wersji posiadała cztery ołtarze ognia, obok których znajdowały się dwa wpuszczone w ziemię pojemniki na biały popiół. Mniej więcej w tym samym miejscu gdzie znajdowały się ołtarze ognia, w późniejszych fazach przebudowy świątyni były 2 pomieszczenia w amfiladzie. Niewielkie kwadratowe pomieszczenie mogło pełnić funkcję celli, a kolejne przedsionka. Obydwa posiadały ślepe okna, podobne do tych w cytadeli. Na południe od cytadeli znajduje się tzw. Świątynia Ofiar, która zajmuje całą południową część „międzymurza”. W środkowej części południowego „międzymurza” umieszczono zbiornik na wodę, który jest późniejszy niż znajdujące się wokół zabudowania. Dalej na zachód zbudowano okrągły ołtarz, a dwa analogiczne znajdują się w zachodniej części kompleksu. Umieszczono w nich podwójne piece, w jednym z zachodnich pieców odnaleziono onyksową czarkę i kamienną cylindryczną  pieczęć. Przedstawiono na niej trzy postacie, centralna jest zwrócona w lewo, siedzi na niewielkim podeście, głowę ma zwieńczoną rogami, a znad jej kolan wyskakują ryby (?), jest otoczona owalną linią, z której wystają liście, lub płatki kwiatu (?), na lewo od tej otoczki znajduje się przedstawienie kolejnej ryby, być może podobne znajdowało się po przeciwnej stronie, ale jest zbyt słabo zachowane, żeby to stwierdzić. Po bokach stoją dwie postacie, spowite w długie szaty, zwrócone w prawo, ręce mają swobodnie opuszczone, zgięte w łokciach tak, że przedramiona znajdują się poziomo. Z krawędzi postaci po lewej wyrastają długie liście zawijające się na końcach a z postaci po przeciwnej stronie wyrastają kłosy zboża.

Na północ od okrągłych ołtarzy jest duży budynek, interpretowany przez Sarianidiego jako miejsce spotkań wyznawców. Charakterystyczną cechą Świątyni Ofiar są liczne podwójne piece, które znajdują się w większości pomieszczeń. W północno-zachodniej części „międzymurza” usytuowano tzw. Królewskie Sanktuarium. Był to ośmioizbowy budynek, w którym trzy z nich były dekorowane ślepymi oknami. W jednym z pomieszczeń znajdował się tzw. „kiosk”. Było to prostokątne pomieszczenie ze ślepymi oknami, do którego wiodły dwa przejścia. W centrum znajdowały się cztery dekorowane rowkami filary. Analogiczne pomieszczenie odkryto w Mohendżo Daro, co więcej, w „kiosku” odkryto dolną część statuetki posiadającej analogie w sztuce Cywilizacji Indusu. W pozostałej części północnego „międzymurza” znajdowały się zabudowania mieszkalne, podwójne piece były tam mniej liczne niż w zachodniej części stanowiska.

Za murem, na północ od Królewskiego Sanktuarium, znajdowała się Świątynia Wspólnych Posiłków („The Temple of Communal Eating”). Interpretacja ta opera się na dużej ilości grubych nawarstwień popiołów, podwójnych pieców oraz pieców dwukomorowych, które miały być, według Sarianidiego, przeznaczone do rytualnego pieczenia mięsa. Odkrywca uważa, iż przybywali w to miejsce wyznawcy z okolic Gonur depe, którzy dokonywali ablucji w znajdującym się obok sztucznym zbiorniku wodnym i spożywali wspólnie rytualne posiłki. W religii zoroastryjskiej ogień, który jest uznawany za symbol i epifanię boga nie możne zostać skalany przez kontakt z tkanką miękką, uznawaną za siedlisko demonów. Wyjaśniałoby to szczególną uwagę, jaką przywiązywali mieszkańcy Gonur depe do zachowania rytualnej czystości ognia. Tłumaczyłoby to specjalną, dwukomorową, formę piecy.

Na zachód od Świątyni Wspólnych Posiłków znajdowała się Świątynia Solarna, interpretowana przez Sarianidiego jako miejsce kultu Mitry. Jak w wielu innych miejscach kompleksu znajdowały się tam podwójne piece. Charakterystyczne dla tego miejsca są okrągłe ołtarze, które umieszczono na terenie centralnego dziedzińca, a podobne znajdowały się w Świątyni Ofiar. Ich okrągły kształt ma według Sarianidiego przemawiać za solarnym charakterem kultu w tej świątyni. Oprócz ołtarzy odkryto ceramiczne, nie wypalane figurki przedstawiające siedzącą postać o małej głowie, której korpus i nogi spowija obszerny strój, spod którego wystają przedramiona i ręce położone na kolanach. Analogiczne, lecz wykonane z kamienia, figurki znajdowano w bogato wyposażonych grobowcach w Baktrii i Margianie.

Na wschód od Królewskiego Sanktuarium znajdowała się świątynia Haomy. Był to niewielki budynek składający się z ośmiu pomieszczeń. W jednym z nich ściany zostały pokryte białym tynkiem. Umieszczono tam kilka „ołtarzy”, tj. postumentów umieszczonych pod ścianami, na ich górnej powierzchni znajdowała się niecka, którą pokryto zaprawą mającą uszczelnić powierzchnię, w ich dnach wmurowano ceramiczne czarki, do których miały spływać płyny wylewane na ołtarz. W dwóch takich naczyniach znaleziono kości bydła, lub wielbłądów. Innymi znaleziskami z terenu świątyni były kościane pałeczki, tj. niewielkie, wydrążone wewnątrz pojemniki, w których górnej części wyrzeźbiono ludzkie oczy. Według odkrywcy miały służyć do przechowywania halucynogennej substancji. Znaleziono też ceramiczną figurkę mogącą być częścią dekoracji rytualnego naczynia. Analogiczne naczynia znaleziono w podobnych świątyniach w Togolog 1 i 21. Zdaniem Sarianidiego służyły one do picia haomy, rytualnego napoju o właściwościach psychotropowych, który produkowano w tych świątyniach.

W południowej części Gonur depe były dwa połączone ze sobą zbiorniki wodne, doprowadzano do nich wodę poprzez kanał łączący się od zachodu z jedną z odnóg Murgabu. Woda wpływała do większego, południowego zbiornika, a następnie przez rurę pod dnem wpływała do filtra znajdującego się po środku północnego zbiornika, który, jak się przypuszcza, posiadał trzcinowy wkład umożliwiający oczyszczenie zamulonej wody. Przefiltrowana w ten sposób woda nie nadawała się do spożycia, ale mogła być używana w czasie rytuałów. Po północno-zachodnie i południowej stronie największego zbiornika rozlokowano  zespoły budynków mające się wiązać z kultem. Sarianidi uważa, iż miała to być Świątynia Wody. W późniejszej fazie użytkowania, zachodni zespół był wykorzystywany przez rzemieślników, między innymi metalurgów, na co wskazują pozostałości po wytopie metalu. Na południowy-zachód od większego zbiornika znajdował się rząd pomieszczeń wciśniętych między brzeg zbiornika a zewnętrzny mur. Po przeciwnej stronie, tj. od południowego-wschodu znajdowały się zespoły budynków zorganizowanych wokół kilku małych dziedzińców. Dalej na wschód leżało cmentarzysko, tzw. Królewska Nekropola.

Nekropola została w dużej mierze wyrabowana. Składała się z zagłębionych w ziemię kilkukomorowych grobowców, których układ pomieszczeń nawiązywał do architektury mieszkalnej. Zmarłych składano na boku, często na niewielkich platformach. W skromniejszych grobach jamowych dno pokrywano wypalaną gliną, lub wysypywano je piaskiem. W tego typu zabiegach, zdaniem Sarianidiego, chodziło o niedopuszczenie do kontaktu między ciałem zmarłego a ziemią. Interpretacja ta, opiera się na założeniu, że mieszkańcy Gonur depe byli wyznawcami „protozoroastryzmu”, tj. kultu na bazie tradycji którego wyrósł późniejszy zoroastryzm. Zoroastryzm zabrania grzebania zmarłych w ziemi, gdyż, jak już wspomniano, tkanka miękka zmarłych jest rytualnie nieczysta. Zmarłych należy więc izolować od kontaktu z ziemią, wodą i ogniem, gdyż są to święte żywioły, których nie można skalać. Czasami w jednym grobowcu składano kilku zmarłych. Groby Królewskiej Nekropoli były bardzo bogato wyposażone w ofiary ze zwierząt, między innymi koni z rydwanami. Zmarłym towarzyszyły również wyroby ze złota i półszlachetnych kamieni oraz naczynia ceramiczne. Z najciekawszych znalezisk należy wymienić między innymi kamienne mozaiki, które zapewne były dekoracją drewnianych skrzyń. Pokrywały je przedstawienia gryfów, węży i geometryczne dekoracje. Na uwagę zasługują również figurki ze złota i kamienia przedstawiające drapieżne ptaki oraz wyobrażenia kobiet w obszernych sukniach przypominających sumeryjski kaunakes. Te ostanie zapewne wyobrażają boginie. Z przedmiotów o charakterze kultowym należy wymienić tzw. kamienne „mini kolumienki”, tj. niewielkich rozmiarów ścięte stożki wykonane z jednego kawałka kamienia. Jak podają N. Boroffka i E. Sava są to dość częste zabytki, które występują w wyposażeniu grobów epoki brązu na olbrzymim terytorium od stepów południowej Ukrainy, poprzez środkowoazjatycki step, Wschodni Iran, Afganistan a pojedynczy egzemplarz znaleziono nawet w Troi. Znane są różne lokalne warianty ich kształtów. Towarzyszą im czasami kamienne dyski – taki zestaw odnaleziono również w zespole grobowym przy świątyni na tarasach w Altyn depe. Funkcja tych przedmiotów nie została jeszcze wyjaśniona, ale wskazuje na istnienie pewnych wspólnych elementów w praktykach pogrzebowych na tak olbrzymim terenie. Kilka tego typu kolumienek odkryto również na cytadeli w Gonur depe, Togolok 21 i innych stanowiskach w Margianie. Niektórym zmarłym towarzyszyły również kamienne laski i berła, które miały podkreślać status społeczny zmarłych. Wyposażenie grobów jest podobne do bogatych pochówków ze strefy podgórskiej, tj. kamienne kolumienki, paleniska na podwyższeniach, ofiary ze zwierząt. Nowością jest składanie do grobu powozów, co związane jest ze zmianą środowiska w jakim przyszło żyć ludności, która przybyła ze strefy podgórskiej, gdzie powozy i rydwany były mniej praktyczne niż na otwartych przestrzeniach stepu.

Na południe od Gonur depe zlokalizowano niewielkie założenie kultowe zwane Gonur Południowym, powstałe po zbudowaniu opisanej wcześniej części Gonur depe. Jest znacznie mniejsze od opisanego powyżej zespołu. Wewnątrz budynku znaleziono pomieszczenia przeznaczone do wytwarzania haomy oraz wadratowe ołtarze ognia. W północno-wschodnim narożniku zewnętrznego muru okalającego świątynię znajdowały się dwa okrągłe ołtarze, których nieckowata powierzchnia pokryta była zaprawą. Na jednym z nich znaleziono ślady po rozpuszczonym w ogniu tłuszczu i mleku. Zapewne są to pozostałości po rytualnym „karmieniu” ognia.

Według Sarianidiego, Gonur depe było monumentalnym zespołem kultowym. W publikacjach badań stanowiska niewiele miejsca poświęcono budynkom, które nie były świątyniami. W zasadzie Sarianidi opisując świątynie wspomina o tych zabudowaniach jakby były ich częścią. Może to prowadzić do mylnego wniosku, iż Gonur żyło tylko świętami i ceremoniami religijnymi, na które zjeżdżała się ludność Margiany. Taka interpretacja wydaje się mało prawdopodobna. Za świątynie należałoby raczej uznać te budynki, w których  znaleziono pomieszczenia ze schodkowatymi niszami i dekoracjami. Pojawiają się one tylko w solidnie zbudowanych konstrukcjach i posiadają analogie w innych miejscach kultu na terenie Azji Środkowej i północnego Iranu. Natomiast podwójne lub dwukomorowe piece i ołtarze ognia występują często w prywatnych domach, a zatem nie należy interpretować każdego budynku gdzie je znaleziono jako świątyni.

Zabudowa Gonur położona między zewnętrznym pierścieniem murów a cytadelą otoczoną murem na planie kwadratu składa się z kilkuizbowych, niewielkich domostw. Ich charakterystyczną cechą były niewielkie pomieszczenia, zbyt małe aby można było w nich wygodnie mieszkać. Można to wyjaśnić w prosty sposób. W Margianie prawie nie rosną drzewa, dzięki którym można by skonstruować zadaszenie, więc jego budowa wymagałaby ich sprowadzenia z dużych odległości. Dokonano tego tylko na potrzeby cytadeli. We wschodniej i południowej części Gonur depe mogła się znajdować dzielnica rzemieślnicza. Znajdują się tam piece do wypalania ceramiki i wytopu metali oraz grube nawarstwienia popiołów. Na terenie Gonur Południowego odnaleziono odpady po obróbce metali, więc obydwie części stanowiska mogły się wiązać z podobnym profilem produkcji.

O ile centralna i północna część Gonur robi wrażenie odgórnie zaplanowanej o uporządkowanym planie, to część zewnętrzna i południowa jest znacznie bardziej chaotyczna. Domostwa koncentrowały się wokół nieregularnych placów i wolnych przestrzeni, gdzie umieszczano piece do wypalania ceramiki i inne instalacje związane z produkcją. Architektura zewnętrznej części Gonur różni się znacznie od zabudowań znajdujących się w obrębie cytadeli. Domostwa były niewielkie, niestarannie wykonanie, o cienkich ścianach. Ich chaotyczny układ wokół wolnych przestrzeni pozwala przypuszczać, iż przestrzenie te mogły służyć do trzymania zwierząt. Badania w Południowym Gonur wykazały, iż między zewnętrznym a wewnętrznym pierścieniem murów trzymano zwierzęta, analogiczna sytuacja mogła mieć miejsce w omawianej części osady. Jeżeli faktycznie tak było, to zbiornik na wodę w południowej części Gonur depe mógł służyć jako poidło dla zwierząt. Bardzo możliwe również, że wolne przestrzenie mogły służyć do rozstawiania namiotów gdy nomadzi tymczasowo mieszkali w osadzie.

Badania bioarcheologiczne flory i fauny nie były prowadzone systematycznie przez cały okres badań w Gonur depe. K.M. Moore udało się je przeprowadzić w trakcie udziału w jednym z sezonów wykopaliskowych. Produkcja rolna i hodowla zwierząt oparta była o gatunki udomowione na terenie Bliskiego Wschodu. Okazało się, że nie więcej niż 5% wszystkich kości odkrytych w tym sezonie należało do zwierząt dzikich. Dzikie świnie oraz gazele i onagry należały do dwóch nisz ekologicznych w jakich polowano. Dzikie świnie zamieszkiwały zarośla dobrze nawodnione tereny sub-delty Murgabu, natomiast gazele i onagry półpustynne stepy Kara Kum. Co ciekawe, w pierwszym okresie zasiedlenia Gonur depe (2200-2000 p.n.e.) udział kości dzikiej świni jest większy niż w kolejnym okresie (2000-1750 p.n.e.), co wskazuje na przemianę zarośli w tereny uprawne. Hodowano owce i kozy, ilość kości owiec jest większa niż kóz. Dużo kości należało do starszych osobników, co świadczy o hodowli nastawionej na pozyskanie wełny i mleka, a w mniejszym stopniu mięsa. Analiza próbek ziemi z Południowego Gonur depe wskazuje, że zwierzęta trzymano na podwórkach wewnątrz osady. Znacznie mniej odkrytych kości należało do bydła, wskazuje to na rzadkość jego występowania w tym okresie. Innym zwierzęciem, którego szczątki odnaleziono w wielu miejscach jest wielbłąd. Zapewne był wykorzystywany do transportu między oazami. Odkryto także szczątki koni i osłów. Część ludności Gonur zapewne zajmowała się wypasaniem zwierząt.

 Nomadzi 

Tereny zasiedlone przez osiadłą ludność Cywilizacji Oxus były penetrowane przez populacje Kultury Andronowskiej (2000-800 p.n.e.). Niektóre plemiona tej kultury zapewne przemieszczały się stałymi szlakami na terenach obejmujących Chorezm i Margianę. Stanowiska nomadów w Margianie datowane są głównie na środkowy i późny brąz (1700-1350 p.n.e.). Bardzo podobną ceramikę Kultury Andoronowskiej odkryto na stanowiskach w Chorezmie, co więcej na tych samych stanowiskach odkryto ceramikę typową dla Margiany. Artefakty Kultury Andronowskiej różnią się wyraźnie od ich odpowiedników z Zespołu Baktryjsko-Margiańskiego, co ułatwia identyfikacje stanowisk nomadów. Na wielu stanowiskach Cywilizacji Oxus odnaleziono ceramikę Kultury Andronowskiej. W okolicy Gonur depe T.F. Hiebert i K.M. Moor przebadali obozowisko nomadów, znaleziono na nim przede wszystkim zabytki Kultury Andronowskiej oraz kilka naczyń lokalnej produkcji. Co dziwne, na stanowisku nie odkryto żadnych kości zwierząt. Możliwe więc, że przebywano tam bardzo krótko. Być może w oczekiwaniu na wpuszczenie do miasta?

Przybywająca do Gonur depe ludność Kultury Andronowskiej mogła zajmować się handlem produktami wytworzonymi w związku z hodowlą zwierząt i przenosząc między ośrodkami osadniczymi Azji Środkowej różne surowce i wyroby. Możliwe więc, że wolne przestrzenie na terenie Gonur służyły jako miejsca na rozstawienie namiotów i trzymanie bydła, natomiast zbiorniki wody służyły do pojenia zwierząt. Duża ilość popiołów i instalacji związanych z produkcją metalurgiczną wskazuje na profil zajęć mieszkańców Gonur depe, którzy mogli się utrzymywać z wymiany wyrobów metalowych na produkty odzwierzęce dostarczane przez nomadów.

*

Badania w Gonur depe nie dobiegły jeszcze końca. W chwili obecnej odsłonięto przede wszystkim jego centralną część i znajdującą się na jej skraju Królewską Nekropolę,  położone obok mniejsze założenie zwane Gonur Południowym i zachodnie cmentarzysko. Nie wydano dotychczas publikacji zabytków ukazującej rozwój miasta i chronologię zespołów z jakich się składało. Rezultaty badań nie są na bieżąco publikowane, a w dostępnych publikacjach jest wiele nieścisłości i sprzecznych informacji. Sposób badań Sarianidiego i jego interpretacje budzą uzasadnione wątpliwości.

Bibliografia:

Boyce M., 1988, Zaratusztrianie, Łódź.

Boroffka N., Sava E., 2008, “Zu den steinernen “Zeptern/Stössel-Zeptern”, Miniatursäulen” und “Phalli” der Bronzezeit Eurasiens”, [w:] Archäologische Mitteilungen aus Iran und Turan 30, s. 17-113.

Hiebert F.T., 1994, “Production evidence for the origins of the Oxus Civilization”, [w:] Antiquity 68 (nr 259), s. 372-387.

Hiebert F.T., 2002, “The Kopet Dag Sequence of Early Villages in Central Asia”, [w:] Paleoorient 28, s. 25-41.

Hiebert F.T., Moor K.M., 2004, “A small steppe site near Gonur”, [w:] Near the Source of Civilizations, the Issue in Honor of the 75-Anniversary of Victor Sarianidi, Moscow, s. 294-302.

Kohle Ph.L., 2002, “Archeological transformations: crossing the pastoral/agricultural bridge”, [w:] Iranica Antiqua 37, s. 151-190

Lamberg-Karlovsky C.C., 2002, “Archaeology and Language: The Indo-Iranians”, [w:] Current Anthropology 43, no 1, s. 63-88.

Moore K.M., Miller N.F., Hiebert F.T., Meadow R.H., 1994, “Agriculture and herding in the early oasis settlements of Oxus Civilization”, [w:] Antiquity 68 (nr 259), s. 418-427.

P’yankova L., 1994, “Central Asia in the Bronze Age: sedentary and nomadic cultures”, [w:] Antiquity 68 (nr 259), s 355-372.

Posshel G.L. 2003, The Indus Civilization, A contemporary perspective, Walnut Greek, Lanham, New York, Oxford.

Sarianidi V., 2009, Margush, Mystery and Truth of The Great Culture, Asgabat.

Wright R.P., 2010, The Ancient Indus, Urbanism, Economy, and Society, Cambridge.

The Zend Awesta, part I, The Vendidad, tłumaczenie J. Darmesteter, seria Sacred Books of the East, tom IV, Osford 1880.

 
 
Zamieszczam poniżej artykuł Karola Robakowskiego ze strony: http://www.kyrgyzstan.pl/pl/artykuly/popularno-naukowe/58-kirgiz-polak-dwa-bratanki.html

Artykuł pochodzi z czerwca 2009 więc nie zawiera najaktualniejszych subtelnych rozróżnień. Jest tam także forum

Mowa tutaj – jak rozumiem – o pokrewieństwie tych ludzi w Polsce i Kirgizji którzy mają haplogrupę R1a1 a, bez wydzielonej R1a1a7. W odniesieniu do populacji R1a1 w Polsce i Kirgizji nic to nie zmienia – tyle że R1a1 jest u nas mniej niż sądzono początkowo, bo większość to R1a1a7. Oto artykuł:

Polak – Kirgiz dwa bratanki.

Czy to możliwe, aby Polacy byli jednym z narodów najbliżej genetycznie spokrewnionym z Kirgizami? Okazuje się, że tak!

Słowianie to indoeuropejska grupa ludnościowa w Europie, zamieszkująca wschodnią, środkową oraz południową część tego kontynentu a także północną część Azji. Należą do niej takie narody jak Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Rosjanie oraz południowi Słowianie: Serbowie, Chorwaci, Bułgarzy oraz Bośniacy. W tej chwili trwa dyskusja naukowa na temat prakolebki Słowian, skąd się wywodzili i gdzie pierwotnie zamieszkiwali. Możliwe są interpretacje wielkiej wędrówki z terenów Azji. Szczególnie taką wędrówkę ludów indoeuropejskich widać na mapie rozmieszczenia haplogrupy R1a1 w chromosomie Y. Są to charakterystyczne mutacje genów chromosomu męskiego, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Na mapie widać wyraźne dwa centra najwyższej intensywności haplogrupy R1a1. Są to Europa Centralna oraz terytorium Kirgistanu i Tadżykistanu. Badania genetyczne pokazują następująca intensywność mutacji:

* 63% Serbowie Łużyccy – Łużyce
* 56,4%-60% Polacy (Polska),
* 44%-54% Ukraińcy (Ukraina)
* 50% Rosjanie (Rosja)
* 63% Kirgizi (Kirgistan)
* 47% Uzbecy z Taszkientu (Uzbekistan)
* 49% Ujgurzy
* 64% Tadżycy z Khojand  (Tadżykistan)
* 19% Tadżycy z Duszanbe (Tadżykistan)
* 16,7%Duńczycy (Dania)
* 8,1% Niemcy (Niemcy)
* 17,3% Szwedzi (Szwecja)
* 26% Czesi (Czechy)
* 6% Turcy (Turcja)

Na postawie tych badań wynika że najwyższe pokrewieństwo wykazują między Kirgizami i w pewnym stopniu( większym niż inne narody niesłowiańskie) inne narody Azji Środkowej. Co więcej największą intensywność tej mutacji posiadają Polacy, Serbowie i Kirgizi, co można tłumaczyć bliskim pokrewieństwem narodów, a także historyczną izolacje tych narodów i niewielkie mieszanie się ludności tych krajów z narodami sąsiedzkimi.

Na mapie powyżej pokazano różne typy mutacji chromosomu Y. Widać na nich grupy pokrewieństw między poszczególnymi narodami. Kolor jasnoniebieski odpowiada za  R1a1. W chromosomie u Polaków widoczne są niewielkie mutacje podobne do tych, jakie mają mieszkańcy Arabii(kolor żółty)m natomiast u Kirgizów widoczna jest niewielka część Mongolskiego pochodzenia. Może to być związane z dawnymi podaniami, że Kirgizi po podboju prze Ordę Mongolską zmienili karnację na ciemniejszą i rysy twarzy na azjatyckie.

Na mapce powyżej Kirgizi występują  w grupie V, tam gdzie Słowianie obok Ukraińców. Polaków nie ma mapce , ale powinni się znajdować tuż obok Ukraińców, pomiędzy Ukraińcami a Kirgizami.

Polacy i Ukraińcy są najbardziej podobnie ze względu na wszystkie rodzaje haplogrup. Dominująca jednak haplogrupa R1a1 wykazuje wysokie pokrewieństwo u Polaków i Kirgizów, co może być związane ze wspólnym pochodzeniem, ale różnym dalszym losem w ich historii( inne mniej dominujące haplogrupy).

(kliknij, aby powiększyć, na tej mapce R1a1 to kolor czerwony)

Tym samym możemy mówić, że znacznie bliżej nam do Kirgizów niż do Czechów, nie mówiąc już o Niemcach, Szwedach czy Anglikach !

Autor: K. Robakowski
 
 

 
http://www.heritageinstitute.com/zoroastrianism/merv/gonur.htm

http://countryturkmenistan.tripod.com/index.blog?topic_id=1016195

Ignacy Pietraszewski i jego Zend Awesta – Strażnik Wiary Słowian :

 
Związki jogi z kulturą dawnych Słowian :

 
Od Indoeuropejczyków do Polaków :

 

Kategorie:Edukacja, Historia, Nauka, Uncategorized Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 28 other followers

%d bloggers like this: