Archiwum

Posts Tagged ‘PRASŁOWIANIE’

FILOZOFIA JANA STACHNIUKA / Etos pogański vs chrześcijański

Sierpień 20, 2012 4 uwag

Jan Stachniuk (1905-1963) jest w Polsce myślicielem mało znanym – celowo przemilczanym. Nie znajdziemy jego nazwiska w encyklopedii. A to za sprawą antykatolickiego światopoglądu, którego był gorącym orędownikiem przez całe swoje życie. null Jego zdaniem degrengolada narodu polskiego spowodowana jest przez katolicyzm ze swoim systemem wartości – sięga okresu, kiedy na ziemiach polskich zwyciężyła kontrreformacja. Ten stopniowy upadek narodu i państwa polskiego można dostrzec najlepiej, kiedy porówna się linie rozwojowe narodów opanowanych przez formację katolicką, z jej systemem wartości (przyjętych jako wartości narodowe) – oraz tych, które wyzwoliły się spod totalnych wpływów Kościoła katolickiego (narody protestanckie).
Przez ignorantów z prawej i lewej strony sceny politycznej Stachniuk określany był jako “komunista“ bądź “faszysta“. Nie był ani jednym, ani drugim. Był natomiast zdeklarowanym humanistą i panteistą.
Nie był komunistą, bo za sprawą komunistów właśnie stracił zdrowie – po jego uwięzieniu w 1949 roku. Zarzucano mu wówczas poglądy antysemickie i faszystowskie, gdyż przed wojną stworzył ruch polityczny o charakterze nacjonalistycznym pod nazwą Zadruga. Bardziej jednak niż Żydów Zadruga atakowała katolicyzm i chrześcijaństwo w ogóle, który nazywano “młodojudaizmem“. Stąd brał się zarzut ze strony obozu katolickiego w Polsce o “neopoganizm“ Stachniuka i stworzonego przezeń ruchu.
Co prawda ideowo Zadruga była nieco zbliżona do tradycyjnego nurtu polskiego nacjonalizmu z początku wieku XX (ruchy nacjonalistyczne pojawiły się w tym okresie we wszystkich narodach katolickich jako reakcja na przewagę narodów protestanckich w świecie), kiedy powstawały takie dzieła, jak “Egoizm narodowy wobec etyki“ Zygmunta Balickiego czy “Myśli nowoczesnego Polaka“ Romana Dmowskiego[1]. Jednak późniejsza ewolucja obozu narodowego – w kierunku jego katolicyzacji w okresie międzywojennym – z naczelnym hasłem “Bóg i Ojczyzna“ – nie była do przyjęcia ani przez Stachniuka, ani przez innych członków stworzonego przezeń ugrupowania[2]. Stąd trzeba zgodzić się z opinią, że Zadruga była nie tylko alternatywnym ruchem o charakterze narodowym w stosunku do katolickiego obozu narodowego, ale i całkowitą antytezą tejże formacji narodowo-katolickiej[3]. Z tym, że jej oddziaływanie i społeczna propaganda – w porównaniu z tradycyjnym obozem narodowym – było niewielkie przede wszystkim ze względu na swój wojujący antykatolicyzm.

 
Teoria wewnętrznego rozwoju Polski
– historiozofia według Jana Stachniuka.

“DZIEJE BEZ DZIEJÓW. Teoria wewnętrznego rozwoju Polski“ – to fundamentalna praca Jana Stachniuka (wydana w Warszawie 1939 roku)[4]. Zawiera ona nie tylko jego poglądy na “paradoksalnie bez dziejowe“ dzieje Polski, ale i “próbę wykrycia sił sprawczych, leżących u podstaw przeżywanej epoki. Stąd podtytuł książki: “Teoria rozwoju wewnętrznego Polski“[5]. Jak sam autor przyznaje, “Dzieje bez dziejów“ zrodziły się z postawy buntu wobec dziejów, którym brak znamion wielkości. (…) Praca (…) ta jest szeroko zakrojoną próbą uchwycenia w zwarty system myślowy rozlicznych powikłań, składających się na całość naszego życia zbiorowego w latach 1600-1950 (…)“[6].
Stachniuk narzekając na “bezproduktywne banały naszej oficjalnej nauki historii“, “komunały na użytek chwili preparowane“, starał się sięgnąć do “źródeł, skąd wyrastają siły istotnie czynne w rozwoju Polski“[7]. Jednocześnie podkreśla, że są one “duchowej natury“ i “pod ich działaniem rodzą się nieubłagane a ponure procesy, których nieodwracalność, tak długo jak długo czynne są te siły, jest niemożliwa“[8]. To implikuje – zdaniem autora – “konsekwentną postawę najgłębiej sięgającego rewizjonizmu“ oraz “postawę buntu wobec treści duchowych, które powszechnie zwykło się uważać za najwyższe na skali wszelkich wartości“[9].
W przedmowie do swej pracy Stachniuk wyraża nie tylko zdecydowaną wolę walki z “prawdami trwającymi od wieków w sklerotycznym zastoju“, ale ma też świadomość oporu z jakim spotka się jego idea – radykalnego i bezkompromisowego rewizjonizmu tradycyjnych wartości. Nie robił sobie także złudzeń co do tego, by jego przemyślenia rzucone na kartach “Dziejów bez dziejów“, wywołały jakieś natychmiastowe wstrząsy. Pisze, iż “co najmniej śmiesznym byłoby oceniać tę pracę według kryteriów, jakie narzuca bieżąca chwila. Tu raczej należy baczyć, by zachłyśnięcie się bieżącą chwilą nie stało się narzędziem tych sił, które kierowane swym pasożytniczym zmysłem, chwytają każdą okazję dla utwierdzenia się i zwiększenia swego żeru. Te to bowiem siły najczęściej szczują hasłem: “Polska nie ma czasu“[10]. Stachniukowi chodzi oczywiście o obrońców tradycyjnych wartości; przyjętych jako wartości rodzime, polskie, ale tak naprawdę o obcej proweniencji (chrześcijaństwo w wersji rzymskokatolickiej).
Autor przyznaje, że jego dzieło może spowodować krańcowo odmienne postawy psychiczne – także pesymistyczne. Nie zgadza się jednak całkowicie z tym potencjalnym, aczkolwiek – jego zdaniem – fałszywym zarzutem o skrajny pesymizm; jak przyznaje, jego intencje były wręcz odwrotne[11].

Przedmiotem “teorii rozwoju wewnętrznego Polski“ jest oczywiście historia polskiego narodu. W rozdziale pierwszym zatytułowanym “Historia narodu jako przedmiot teorii“, autor podkreśla, że “r z e c z y w i s t o ś ć p o l s k a, w i d z i a n a o c z a m i ż y j ą c e g o p o k o l e n i a j e s t t a k a, j a k ą j ą s t w o r z y ł n a r ó d w y s i ł k i e m p o k o l e ń u b i e g ł y c h i t e g o, k t ó r e a k t u a l n i e p o z i e m i n a s z e j s t ą p a“[12]. Stachniuk dystansuje się od tych wszystkich poglądów, które podkreślają decydującą rolę warunków biologicznych, geograficznych, geopolitycznych, klimatu itd.; winą za klęski narodu obarczają czynniki zewnętrzne, niekorzystne okoliczności etc. Pisze: “wpływy zewnętrzne, wyciskające swoje piętno na polskiej rzeczywistości, nie zmieniają istoty rzeczy, gdyż rozpatrywać je należy jako warunki dane, wśród których przebiegała aktywność życiowa licznych pokoleń, składających się z milionów jednostek. Narody ościenne, ich zasięgi i oddziaływania historyczne należą do tej samej kategorii zjawisk, jak klimat, gatunek gleby, roślinność, ukształtowanie powierzchni, system rzek. Naród, pojmowany jako ciąg pokoleń, działać musiał wśród tych okoliczności, dzięki czemu aktualna rzeczywistość cywilizacyjna jest wynikiem tego działania, produktem zachowania się życiowego setek milionów istnień zarówno już zmarłych, jak i żyjących. Wszystko, co się składa na “teraz“ jest sumą zobiektywizowanych aktywności życiowych niezliczonych milionów jednostek. Jutro zaś będzie takim, jakim je stworzą członkowie narodu polskiego żyjący “dziś“ [13]. Tym samym autor “Dziejów bez dziejów“ odcina się od teorii rozmaitych determinizmów, m.in. geograficznego i środowiskowego, podkreślając rolę światopoglądu, religii jako czynnika konstytuującego postawę życiową poszczególnych jednostek i narodu jako całości[14]; podkreśla przy tym mocno rolę “charakteru narodowego w stwarzaniu dziejów“[15].
Stachniuk zdecydowanie odcina się od rasizmu – jest to ważne, ponieważ “Dziejom bez dziejów“ stawiano zarzut, m.in. kopiowania rasizmu niemieckiego, a Stachniukowi wzorowanie się na nazistowskim mistyku Rosenbergu. Tak na przykład w czasie wojny ukazała się nakładem Frontu Odrodzenia Polski broszura Zofii Kossak pt. Po dyktandem Berlina[16]. Autorka komentuje w niej fakt drugiego wydania przez władze okupacyjne pracy Stachniuka. Co oczywiście świadczy jej zdaniem tylko o jednym, że Stachniuk jest “dywersantem niemieckim na usługach Berlina“[17], kopiującym wzorzec hitlerowski. Tymczasem w “Dziejach bez dziejów“ nie ma nawet zdania, które potwierdzałoby słuszność tych zarzutów (o naśladownictwo nazizmu).
Stachniuk zauważa natomiast, iż często na idee rasistowskie – na to, że rasa mogła zdecydować o polskim charakterze narodowym, powołują się ludzie stojący na stanowisku wybitnie wrogim wszelkiemu rasizmowi. “Szczególnie częstym jest – pisze on – twierdzenie przedstawicieli katolickich, którzy w obronie przed zarzutem, iż katolicyzm stworzył polski charakter narodowy, a tym samym i upadek narodu, głoszą, iż to nie katolicyzm zdegradował naród, lecz właśnie naród polski zdegradował katolicyzm“[18]. Stąd wniosek, że istnieje coś takiego jak “rasa polska“ jako źródło “istniejącej rzeczywistości polskiej“. “Mielibyśmy więc – naigrywa się Stachniuk – odrębny rasowy typ polski, typ rasy polskiej, która stworzyła upadek narodu w ostatnich trzech stuleciach, czemu nie mógł przeciwstawić się zwycięski, coraz potężniejszy katolicyzm. Nawet pomimo ogromnego rozrostu tegoż katolicyzmu zgubne skutki, sprawiane przez “rasę polską“, nie mogły być zneutralizowane“[19].
Zdaniem autora “Dziejów bez dziejów“ “bajdurzenie o polskiej rasie nie wytrzymuje krytyki“, gdyż “n i e m a p o d s t a w d o t w i e r d z e n i a, i ż c h a r a k t e r n a r o d o w y p o l s k i w y r ó s ł z r a s y, i ż j e s t o d b i c i e m d u s z y r a s o w e j“[20].
Stachniuk przytacza opinię Dmowskiego, który w swych “Myślach nowoczesnego Polaka“ zwrócił uwagę na to, że Prusacy to “potomkowie wspólnych nam przodków lub bliskich ich krewniaków“, a także “w ogromnej liczbie czystej krwi Polaków“. I ten sam “materiał“ – tylko poddany innym wpływom – “innej szkole państwowej, dał tak silny, żywotny, tak czynny politycznie naród, że zdołał on zorganizować całe Niemcy“[21].
Autor “Dziejów bez dziejów“ na zakończenie swych rozważań o “rasie polskiej“ zauważa – nie bez pewnej dozy ironii – że “rzekoma “rasa polska“ (…) dziwnie przylgnęła do prawd katolicyzmu. To samo widzimy w Hiszpanii, Portugalii, i w historii Włoch. Wynikałoby stąd, iż mniej wartościowe rasy – polska, hiszpańska, włoska – ciążą do katolicyzmu. Wobec tego oddalanie się od katolicyzmu, całkowite z e r w a n i e z n i m ś w i a d c z y ł o b y o t y m, i ż n i e n a l e ż y s i ę j u ż d o r a s y “n i ż s z e j“. Bunt przeciw katolicyzmowi musi być za tym dziełem tych elementów “rasowych“, które są pozbawione obciążeń niższości“[22].
W dalszej części swoich wywodów Stachniuk odpiera zarzut jakoby na charakter polski miało decydujący wpływ: środowisko geofizyczne[23]; typ zajęć i form życia gospodarczego[24]; czy instytucje społeczno-polityczne[25]. Jednocześnie zwraca uwagę na to, że tak “bardzo rzadko (…) możemy usłyszeć zdanie, iż charakter narodowy polski jest ukształtowany przez pewne czynniki duchowe. O tym, iż polski charakter narodowy, taki jaki on jest, jest równoznaczny z typem kulturalnym opartym o pewną zwartą konstrukcję światopoglądową, mówi się bardzo ostrożnie“[26]. Konkludując autor “Dziejów bez dziejów“ stwierdza, że “p o l s k a d u s z a z b i o r o w a, p o l s k i c h a r a k t e r n a r o d o w y, t a k i j a k i o n j e s t o d c z a s u p e ł n e g o z w y c i ę s t w a k a t o l i c y z m u w P o l s c e w XVI w., j e s t d z i e ł e m k a t o l i c y z m u“[27].
O tym, że katolicyzm stanowi istotę polskości potwierdza także wcześniej cytowany Dmowski[28], z tym, że z tego faktu wyciągał on całkowicie przeciwne wnioski aniżeli Stachniuk.

 
Część II

Stachniuk przeciwstawia postawę wegetatywną (wspólna całemu życiu organicznemu) – postawie heroicznej (właściwej tylko człowiekowi). “Postawa wegetatywna – pisze – jest wspólna całemu życiu organicznemu; przecina ona duchowość człowieka w ten sposób, iż życie uczuciowe i aparat umysłowy jest jakoby czymś niepotrzebnym. (…) Ponieważ człowiek posiada jeszcze życie psychiczne, tj. procesy uczuciowe i intelektualne, więc też w rytmie wegetacji muszą one być dostosowane, uciszone i włączone do ogólnej harmonii. To dostosowanie da nam lirykę wegetacji, lirykę trawienia w takim lub innym systemie kontemplacji. Wgłębienie się w wegetację dać musi zjawisko ucieczki od świata zewnętrznego, materialnego, wrogość doń, niechęć do kontaktu z nim, a więc niechęć do pracy, woli mocy, potęgi, wysiłku itp.
Postawa heroiczna jest przeciwstawieniem tego wszystkiego. Rozsadza ona rytm wegetacji. Aparat psychiczny, zamiast zamierać w liryce trawienia, w dziwach kontemplacji, staje się potężnym narzędziem opanowania żywiołów materialnych, oraz żywiołów, składających się na istotę człowieka. Postawa heroiczna ma strzałkę kierunkową wręcz przeciwną niż rytm wegetacji. Człowiek tą postawą opanowany, zamiast podporządkowywać się wegetacji, dąży do jej opanowania, do realizacji mitu wszechpotęgi[29].
Analizując sytuację Polski Stachniuk nie kryje, że “współczesne życie polskie jest rażącym zaprzeczeniem tego wszystkiego, co w duszy czującego narodowo Polaka wiąże się z odczuciem Wielkości. (…) Pomijając przeraźliwą nędzę materialną, niesłychanie niski poziom cywilizacyjny całości życia narodowego, n a j b a r d z i e j u d e r z a j ą c ą, n a j d o t k l i w i e j d a j ą c ą s i ę o d c z u ć j e s t n ę d z a d u c h o w a, m o r a l n a, n i e s a m o w i t e u b ó s t w o ż y c i a u c z u c i o w e g o“[30]. Stąd też “r o d z i s i ę n a k a z ś w i a d o m e g o w p ł y n i ę c i a n a t ę r z e c z y w i s t o ś ć, przekształcenia jej według posiadanego wzorca, będącego wykładnikiem naszej postawy wobec życia“[31].
Stachniuk analizuje cywilizacje wyrosłe z “postawy wegetacji“, wskazując na cechy wspólne – wydawałoby się najbardziej odległych od siebie systemów społeczno – kulturalnych i religijnych: “Buddyzmu, Braminizmu, starego Judaizmu, młodego Judaizmu (chrześcijaństwa), Konfucjonizmu, Mahometanizmu itp.“[32]. Ujmują one życie jako coś, “co jest bez reszty zamknięte w ramach sztywnych praw“ – pisze – a różnice występujące pomiędzy nimi “są barwną zasłoną utkaną z jaskrawych szczegółów drugorzędnych. (…) Różnice w sposobie łagodzenia strachu przed nicością, przed nieubłaganą “śmiercią“, rozmaite sposoby zwalczania i duszenia buntujących się mocy są czymś, co najbardziej się rzuca w oczy, aczkolwiek są to już rzeczy nieistotne, wtórne“[33].
W odróżnieniu od systemów wegetatywnych postawa heroiczna “pcha człowieka ku twórczości, ku władztwu nad żywiołami“; w systemie tym nie do pomyślenia jest izolowanie się jednostki od społeczeństwa. Twórczość człowieka powinna przebiegać według nakreślonego wcześniej planu, “linii rozwoju dziejowego“. “Jednostka jest na posterunku, na którym ktoś przed tym był czynny i dzieło doprowadził do pewnego punktu, od którego ona ma działać w sposób określony danymi warunkami. Jest to problem mitu, problem planu akcji dziejowej, rozwijającej się, przechodzącej swoje fazy, a więc zmiennej, gdzie o “odwiecznych zasadach“ mówić jest rzeczą śmieszną. Jest to ciągłość i zmienność, napięta myśl i wola, wytężenie i przystosowywanie się do logicznie nadążających zmian. Człowiek jest specjalną komórką, spełniającą doniosłe funkcje w milionowym organizmie społecznym, ewoluującym ku swym celom, etapami których jest narastająca moc i potęga[34]
Zdaniem Stachniuka “wielkość w dziejach jest niesłychanie rzadkim zjawiskiem. (…) Epoki owiane duchem wielkości są niesłychanie nikłym wycinkiem“[35]. Przy czym cały nasz dorobek zawdzięczamy światu antycznemu wraz z epoką porenesansową, tj. ok. 1000 – 1500 lat, a więc 40 – 50 pokoleń, gdy tymczasem “ród ludzki istnieje na globie ziemskim według obliczeń antropologów około 1000 000 lat, a więc około 30 000 pokoleń (…)“[36]. Podstawą tych wszystkich przemian cywilizacyjnych, dokonujących rewolucyjnego przełomu w dotychczasowej wegetacji, jest heroiczne ustosunkowanie się do bytu – heroizm, który u nas przyzwyczajono się kojarzyć – twierdzi Stachniuk – “z konikiem, szabelką, orderem, biodrzastą dziewczyną, nie zaś z napiętą wolą całego życia, prozaicznym zajęciom oddanego, jednak porządkującego świat na swoim drobnym odcinku według wewnętrznej wielkiej wizji, szarego, bezimiennego człowieka. (…) Każda wielka epoka to przede wszystkim zagadnienie m i t u. Mit jako plan akcji dziejowej, narzucający jednostce sposób zachowania się w jej codziennym życiu w najbardziej szarych zabiegach, a jednocześnie wiążący je w oczywisty i wyraźny węzeł z najwyższymi ideałami, nadający każdej chwili trwania głęboki sens, otaczający je aureolą najwyższego piękna, jest tym mechanizmem społecznym, który stwarza ujście dla postawy heroicznej, daje możliwość jej obiektywizacji. (…)
Postawa heroiczna jest to wola twórczości; ta zaś nie może się ograniczyć do wymiarów “duszy“, lecz musi uruchomić elementy świata zewnętrznego, rzucić pomost do żywiołów człowieka otaczających i wraz z jego natura psychofizyczną traktować wszystko razem jako tworzywo“[37]. Stachniuk odcina się jednak od materialistycznego pojmowania świata i jego zjawisk, przekonuje, że każda twórczość ujawnia tylko swoje zewnętrzne przejawy – ich ład, ukryta natomiast pozostaje siła duchowa, która tkwiła u jej źródeł. Krytykuje więc Karola Marksa za to, że, uchwycając prawidłowość w ruchu “e l e m e n t ó w m a t e r i a l n y c h wiru gospodarstw kapitalistycznego“, popełnił “zasadniczy błąd, mszczący się na tych, którzy, próbowali w oparciu o tę koncepcję przebudowywać świat“[38]. Marks nie dostrzegał bowiem “tych sił duchowych, które na podobieństwo motoru cały ten zawrotny ruch sprawiały“[39]. W innym miejscu autor “Dziejów bez dziejów“ chwali “kapitanów przemysłu“, twórców kapitalizmu i imperiów nowoczesnych jako reprezentantów heroicznej postawy wobec bytu[40]; nie ma nic przeciwko sprowadzeniu klasy proletariackiej do “rzędu towarów, a więc czynnika czysto materialnego“[41], co przecież oburzało twórców komunizmu.
Jak przekonuje Stachniuk warunkiem powodzenia obiektywizacji postawy heroicznej wobec bytu, która zawsze jest elementem stałym (to tylko świat pod jej wpływem ulega przemianom) jest skonstruowanie mechanizmu złączenia żywiołów psychicznych tkwiących w człowieku z elementami świata zewnętrznego. Przy czym “wszystkie elementy składowe są czymś oryginalnym. Tyczy to stanu cywilizacyjnego, kulturalnego (techniki, gospodarstwa, świata pojęć i wyobrażeń), jak i podłoża geofizycznego. Pomiędzy wolą twórczości ożywiającą jednostkę, a tymi elementami musi być rzucony system pasów transmisyjnych, jako warunek narzucenia człowiekowi wytężonego rytmu. Rzem stanowi to mit“[42]. Mit jest “planem akcji zbiorowej, wytycza tor aktywności dla całej grupy, a także dla każdej jednostki“[43]; organizuje życie całej zbiorowości, wskazując na głęboki sens nawet najbardziej prozaicznych czynności, które przybliżają poszczególne jednostki, jak i całą zbiorowość – do “płomiennie upragnionej wizji“. Zadaniem systemu wychowawczego jest reprodukowanie właściwego typu przeciętnej społecznej, który odpowiada ideałowi heroicznej postawy wobec bytu[44]. Postawa taka miałaby więc ożywiać całą zbiorowość – bez żadnych wyjątków.
Jak twierdzi Stachniuk “ta sama postawa woli twórczości może dać różne style twórczości, różne typy cywilizacji. Pochodzi to stąd, iż środowisko w które włącza się wola twórczości, jest z zasady produktem jemu tylko właściwego rozwoju historycznego. Cała historia danej grupy narodowej, będąca czymś nieskończenie oryginalnym, jest w pewnym momencie zasadniczym czynnikiem dokonywującego się złączenia elementów w syntezę. Stąd też wielość mitów narodowych naszej epoki“[45]. Zdaniem autora “Dziejów bez dziejów“ przykłady takiej postawy charakteryzującej się wolą twórczości odnajdujemy w cywilizacji grecko-rzymskiej, która jednak uległa “bakcylowi judejskiemu“ – upadła, rozsypała się “na elementy składowe, na wegetujące w pustelni takich, lub innych otok, izolowane persony“[46]. Następnie po upadku Imperium Zachodniorzymskiego “chrześcijaństwo, ogarniając Germanów, jest w stosunku do nich jako barbarzyńskich zdobywców słabe i nieporadne. Na wiele rzeczy, acz niechętnie, musi się zgodzić. Wiele cech tych ludów, ich obyczajów, tradycji chrześcijaństwo musi respektować, zgodzić się na ich zachowanie, mimo iż z ideałami ewangelii nie są zgodne“[47]. Jak widać temu okresowi (średniowieczu) w dziejach Europy i świata Stachniuk odmawia znamion wielkości. Wszystko, co było wartościowe i zdrowe – jego zdaniem – nie miało nic wspólnego z chrześcijaństwem; to raczej chrześcijaństwo musiało pogodzić się z wielu rzeczami przeciwnymi duchowi ewangelii. Trudno nie przyznać racji autorowi “Dziejów bez dziejów“. Duch bowiem, który ożywiał nawet wyprawy krzyżowe, kojarzące się nam z tą epoką, nie pochodził z ewangelii. Trudno bowiem byłoby powoływać się krzyżowcom na słowa Chrystusa, który mawiał, iż “kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie“, lub zalecającego nadstawianie drugiego policzka – nieprzeciwstawianie się złu.
W tym samym średniowieczu pojawia się także problem Słowiańszczyzny. “Kompromisy są tu zbyteczne – pisze Stachniuk – gdyż w oparciu o siłę oręża całej zachodniej – od paru wieków już chrześcijańskiej – Europy można spróbować pełnej chrystianizacji. Tam gdzie Słowiaństwo ulega chrześcijaństwu, nic nie pozostaje z jego dorobku cywilizacyjnego, z jego samorodnej, oryginalnej kultury. Sławia jest przeznaczona na kolonię chrześcijaństwa w najczystszej postaci. To co nie ginie od miecza wyznawców krzyża, nie spłonie na stosie, jest już czysto chrześcijańskie“[48]. Stąd samodzielny rozwój cywilizacyjny Słowiańszczyzny uległ zmąceniu. “Z postaw wegetacji wydedukowany system duchowy – chrześcijaństwo, niszczy cywilizację antyczną, nie pozwala jej przyjść do siebie, a na jej gruzach zakłada swoje niepodzielne władanie. W ramy tego systemu zostają wciągnięci Słowianie. Młodszość cywilizacyjna mści się na nich okrutnie. Ludy romańskie i germańskie, ogarnięte przez chrześcijaństwo o parę wieków wcześniej, w rękach kościoła służą jako narzędzia do zniszczenia rdzenia duchowego kultury Słowian. (…) Tradycja ulega całkowitemu zerwaniu. Dzieje plemion lechickich rozpoczynają się od dnia chrztu, od r. 966. Ni mniej ni więcej. Wszystko co istnieje przedtem jest obce. Nie zachowują się nawet nazwy dawnych bogów, obrządków, wierzeń. (…) W starciu zbrojnym z zachodnią, chrześcijańską Europą, przegraliśmy. Zostaliśmy zepchnięci na linię rozwoju, u podstaw którego leżą zasady wegetacji. Zasady te dokonały w rasowej duszy lechickiej spustoszeń dogłębnych. Skutki ich zaważyły w dziejach przełomowego wieku XVI“[49]. Stachniuk jest przekonany, że zniszczenie “tysiącletniego rozwoju kulturalnego Słowiańszczyzny“ okaleczyło duchowo słowiańskich przodków Polaków. Katolicyzm jednak nie mógł od razu narzucić swego “stylu duchowego, tym bardziej, iż w parę wieków po tym sam zaczął ulegać rozkładowi. Rozkład średniowiecza i powolne choć głębokie gnicie katolicyzmu, upadek papiestwa, pozwala Polsce na odbudowę swych sił. Dzielność Lechitów, ich żywotność, acz pozbawiona jakiegoś zwartego trzonu duchowego, żłobi sobie ujście na zewnątrz. Polska dźwiga się cywilizacyjnie, politycznie i gospodarczo[50]“. Jednak po tym okresie bujnego rozwoju następuje załamanie, a “życie polskie osiąga swój ideał w epoce saskiej“[51]. Ponowne “dążenie do utraconej harmonii saskiej“ następuje po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Stachniuk przewidywał, że gdyby nie “nacisk z zewnątrz i przykre skojarzenia z czasów niewoli, wywołujące ruchy przeciwdziałające, to już około 1950 r. stan epoki saskiej w głównych rysach byłby urzeczywistniony“[52].
Stachniuk wskazuje rok 1600 jako datę przełomową w historii Polski, aczkolwiek umowną. W tym to okresie Kościół katolicki “dynamizuje się“ i “zdobywa z powrotem wiele straconych pozycji (…) agituje, ogarnia system wychowawczy, preparuje pogląd na naszą historię, narzuca nam swoje “misje“ jako zadanie narodowe itp.“[53]. Katolicyzm włączył się w “konstelację życia zbiorowego narodu“ – pozornie nie zmieniając “konstelacji zastanej“. Dokonał się wówczas – twierdzi autor “teorii wewnętrznego rozwoju Polski“ – “n a j g ł ę b s z y przewrót w życiu narodu“, który jednak “uszedł łatwo uwadze badaczy historii“[54].
Cały omawiany okres w historii Polski (od XVI w. do 1950 r.) – jak przekonuje Stachniuk – nie tylko “s t a n o w i w n a s z y c h d z i e j a c h z a m k n i ę t ą, o d r ę b n ą c a ł o ś ć“[55], ale, i co ważniejsze, jest to “i d e a l n y n i e o m a l p r z e b i e g e k s p e r y m e n t u d z i e j o w e g o, w y p r ó b o w a n i e t o t a l n e j k o n c e p c j i k a t o l i c k i e j i j e j m o ż l i w o ś c i n a ż y w y m o r g a n i ź m i e n a r o d o w y m“[56].

 
Myśli Stachniuka

1. Wola zrodzona z napięcia uczuciowego tylko wtedy zaważyć może na przebiegu historii, gdy wesprze się silnie o intelekt.

2. Złoża duchowe dają energię, skuteczność działania zapewnia poznanie.

3. Poznanie określa ściśle cel i warunki jego realizacji.

4. Historia, tak jak czas, nie zna przerw.

5. Każdy rzut w przyszłość posiada głębokie uwarunkowania w czasach minionych, jak i obecnie przeżywanych.

6. Poznanie, wykrywając związki przyczynowe przebiegających zjawisk życia zbiorowego, daje możność świadomego oddziaływania na tok dziejów po myśli naszych pragnień i wyznawanych ideałów.

7. Narody zawsze od dogłębnych przewartościowań duchowych rozpoczynały swoje wielkie epoki; gdy ich nie stało, następowały nieubłaganie okresy bez dziejów.

8. Optymistą wydaje się być ten, kto wyrastając ponad komunały niedomówień, zwały tchórzliwych przemilczań, czy uznane powszechnie fikcje, szuka prawdy, choćby najbardziej bolesnej, by w oparciu o nią realizować wolę upragnionych zmian.

9. Na sztandarze naszej walki nie ma miejsca na słowo: katolicyzm. Nonsensem jest przypuszczać, byśmy swoje życia oddawali tego rodzaju celom. Tylko patentowani obrońcy uznanych “wiecznych prawd“ mogą uważać katpolicyzm za coś czemu warto się poświecić, już to walcząc z nim, już to go broniąc. Zbyt cenimy swoją wartość, by w naszym stosunku do katolicyzmu przekroczyć właściwe proporcje. Katolicyzm nadęty jest swoimi własnymi kryteriami wartościowania. Nasze kryteria są inne, stąd nie urzeka nas jego “moc“. Przedmiot naszych zainteresowań i ukochań leży w innym wymiarze. Gdy jednak w konkretnych warunkach katolicyzm stoi zawadą na drodze do realizacji naszych pragnień i ideałów, poświęcamy mu tyle czasu i trudu, ile wymaga tego skuteczność działania. Nic ponad to.

10. Trzeba rozwiązać myślowo problem całej Słowiańszczyzny, z którą czujemy się organicznie związani.

11. Serca nasze biją tęsknotą za Wielkością, za stylem życia polskiego, w którym znojny trud, męstwo i wytężenie człowieka każdą chwilę trwania otoczą blaskiem niewysłowionego piękna… Jakże daleko jesteśmy od tej chwili dziś, gdy otacza nas małość, strojna w pontyfikalne szaty! Małość, wszystko co nam drogie swoim całunem pokrywająca, małość co w mroczną otchłań bez dziejów wtrąciła już setki milionów istnień… Rozpocząć musimy nowy wątek życia, życia prawdziwie polskiego.

12. R z e c z y w i s t o ś ć p o l s k a, w i d z i a n a o c z a m i ż y j ą c e g o p o k o l e n i a j e s t t a k a, j a k ą j ą s t w o r z y ł n a r ó d w y s i ł k i e m p o k o l e ń u b i e g ł y c h i t e g o, k t ó r e a k t u a l n i e p o z i e m i n a s z e j s t ą p a.

13. Określamy naszą postawę wobec rzeczywistości polskiej, wobec płynącego strumienia życia polskiego: polega ona na woli uzyskania takiego wpływu na tok życia, by życie to spotęgować, narzucić mu potężny rytm, nadać znamiona Wielkości. Wola realizacji Wielkości w życiu polskim jest tą zasadniczą postawą duchową, która narzuca nam nakaz wzięcia jak najczynniejszego udziału w zachodzących procesach.

14. Niewiedza jest skuteczniejszą zaporą przed działaniem niż grube mury.

15. O ile niewiedza jest murem nie do przebycia dla jakiegokolwiek działania, to szczególnie zatwardziałą postacią niewiedzy jest błędna, fałszywa wiedza.

16. Poznanie jest zasadniczym warunkiem działania nie tylko w konkretnych sytuacjach codziennego życia.

17. W każdym niemal ubiegłym pokoleniu istniały w łonie narodu grupy czujące tak samo jak my, którzy pragniemy gruntownej odmiany kierunku rozwojowego, po którym Polska z nieubłaganym fatalizmem się toczy.

18. Naród więc stwarza swoją rzeczywistość. Charakter narodowy jest tu czynnikiem rozstrzygającym.

19. Bajdurzenie o polskiej rasie nie wytrzymuje krytyki.

20. Człowiek przychodząc na świat jest tylko możliwością.

 
[1] Zadrużanie usiłowali nawiązywać do “do pewnych elementów ideologii wczesnoendeckiej, a w szczególności do niektórych fragmentów spuścizny Balickiego czy Myśli nowoczesnego Polaka Dmowskiego. Afirmacja dynamizmu społecznego oraz krytyka polskiego charakteru narodowego zawarta w tych tekstach znajdowała uznanie w Zadrudze” (w:) B. Grott, Zygmunt Balicki ideolog Narodowej Demokracji, Kraków 1995, s. 72-73.
[2] “W Narodowej Wspólnocie Tworzącej etyka jest dziełem narodu polskiego – pisze jeden z zadrużan, Antoni Wacyk – i tylko jego dobro ma na celu. Świadomość tej prawdy miał Roman Dmowski (…). Następnie pisze: “wydając w roku 1927 broszurę “Kościół, Naród i Państwo”, Dmowski sprzeniewierzył się w niej temu, co pisał w roku 1905”. A. Wacyk, Mit polski – ZADRUGA, Wrocław 1990, s. 123-124. Tenże (w:) “O polski charakter narodowy – ZADRUGA”, s. 12: “Roman Dmowski, gdy przyniósł do Kraju nacjonalizm w postaci takiej, w jakiej go poznał na Zachodzie, zwrócił przeciwko sobie zwarte szeregi Ciemnogrodu; stał się cacy w oczach kołtuństwa endeckiego dopiero wówczas, gdy swój nacjonalizm ochrzcił”.
[3] B. Grott, , Kraków 1991, s. 267-289
[4] Omawiając tę pracę opieramy się o wierną jej kopię, wydaną przez wrocławskie wydawnictwo Toporzeł w 1990 r. Była to pierwsza publikacja książkowa zespołu ludzi, skupionych wokół miesięcznika “Zadruga”, zob. tamże, s. 5.
[5] Tamże, s. 3.
[6] Tamże.
[7] Tamże.
[8] Tamże, s. 3-4.
[9] Tamże, s. 4.
[10] Tamże.
[11] “Pewnie, że wnioski snute na kanwie “teorii wewnętrznego rozwoju Polski” daleko odbiegają od głęboko zakorzenionej w umysłowości polskiej skłonności do samoadoracji, i do wynoszenia własnych cech słabości na ołtarze “świętości narodowych”.
“Dzieje bez dziejów” to nie jakaś tam taka, lub owaka ocena polskiej rzeczywistości. (…) to przede wszystkim teoria, poznanie tego co jest. Ponad zakłamanie łzawego “optymizmu” wyrasta wola opanowania myślowego całości procesów życia Narodu. Od tego ogniwa zacząć musi każde zamierzenie rzutowane w przyszłość(…) Każda strona “Dziejów bez dziejów” jest wyrazem najśmielszego optymizmu, jest radosnym objawieniem, iż rdzeń Narodu, główne elementy Jego organizmu, są zdrowe, pełne uśpionych sił, zaś tajemnicza choroba, od wieków podcinająca Jego żywotność, okazała się tylko schorzeniem systemu nerwowego – duszy zbiorowej, schorzeniem, którego istotę, gdy się uświadomi łatwo będzie usunąć”. ”. Dz. cyt., s. 4 -5.
[12] Tamże, s. 9.
[13] Tamże.
[14] Tamże, s. 39 – 44.
[15] Tamże, s. 36-44.
[16] Z. Kossak-Szczucka, Pod dyktandem Berlina, Wydawnictwo Frontu Odrodzenia Polski. Warszawa 1943.
[17] Tamże, s. 12.
[18] “Dzieje bez dziejów…”, s. 40.
[19] Tamże, s. 40 –41.
[20] Tamże, s. 41.
[21] Tamże. Cytat za: R. Dmowski, “Myśli nowoczesnego Polaka”, Warszawa 1933, wyd. IV, s. 54.
[22] Tamże, s. 41-42.
[23] Tamże, s. 42, znajduje się następująca uwaga: “W tych samych warunkach geofizycznych żyją i inne narody, a pomimo to ich charakter, przebieg ich historii jest całkowicie inny”.
[24] Tamże – czytamy: “U s t r ó j p a ń s z c z y ź n i a n y, h e g e m o n i a w a r s t w y s z l a c h e c k i e j, żyjącej kosztem stanu chłopskiego, w niczym istotnym nie odbiegała od tego, co się działo w Polsce, Prusach, Rosji. W dziedzinie życia gospodarczego nie ma sił, o których by można było powiedzieć, iż one to zadecydowały o ukształtowaniu naszego charakteru narodowego’.
[25] “Coś tu się nie klei – pisze Stachniuk. Ciągłość ustroju społeczno-politycznego została zerwana w końcu XVIII w., a mimo to cechy duchowe rzekomo przez ten ustrój tworzone, odnajdują się ni stąd ni zowąd w Polsce Niepodległej. (…) Szlachetczyzna była kozłem ofiarnym”. Tamże.
[26] Tamże.
[27] Tamże, s. 44.
[28] R. Dmowski, Kościół, Naród i Państwo, Chicago 1985, s. 21.
[29] Tamże, s. 14.
[30] Tamże, s. 10.
[31] Tamże.
[32] Tamże, s. 16.
[33] Tamże, s. 16-17.
[34] Tamże, s. 17.
[35] Tamże, s. 18.
[36] Tamże.
[37] Tamże.
[38] Tamże, s. 20.
[39] Tamże.
[40] Tamże, ss. 18, 21.
[41] Tamże, s. 19-20.
[42] Tamże, s. 20-21.
[43] Tamże, s. 21.
[44] Tamże.
[45] Tamże, s. 21.
[46] Tamże.
[47] Tamże, s. 24.
[48] Tamże, s. 24.
[49] Tamże, s. 23-24.
[50] Tamże, s. 25.
[51] Tamże.
[52] Tamże.
[53] Tamże, s. 26.
[54] Tamże, s. 30.
[55] Tamże, s. 33
[56] Tamże, s. 34.
Autor: Ermikles

 

Etos pogański vs chrześcijański

 
Na prawicy.net możemy znaleźć artykuł niejakiego Jana Bodakowskiego pt. „Gospodarka i sprawy społeczne w myśli neopogańskiej Zadrugi i jej twórcy Stachniuka”. Artykuł napisany jest z pozycji typowo Polakatolickich, z licznymi błędami i językiem prostym jak budowa cepa (jest to chyba jeden z pierwszych, jak nie pierwszy tekst autora). Bodakowski odwołuje się tylko do… jednego opracowania[1]; nie ma cytatu z żadnego tekstu źródłowego. Odnosi się wrażenie, że część treści tekstu autor sobie wymyślił lub dowolnie zinterpretował. Co więcej Bodakowski, to niemal pewne, nawet nie przeczytał żadnej książki Jana Stachniuka – Stoigniewa w oryginale. Jest tak nieporadny i zapomina się do tego stopnia, że potyka się o własne nogi i chwyta za miecz obosieczny.
W swoim tekście chciałbym się odnieść tylko do jednej tezy autora, wyrażonej w zdaniu, „etos pogański nie przetrwał tysiąca lat konfrontacji z chrześcijaństwem, zwolennicy Stachniuka ignorowali fakty”.
Czy faktycznie etos pogański nie przetrwał konfrontacji z pogaństwem?
„Zadruga była środowiskiem – pisze Bodakowski – hołdującym przeświadczeniu że rzekomy etos przed chrześcijański (pisownia oryginalna – przyp. mój – WJR) był lepszy od etosu chrześcijańskiego. Utopijność tego przeświadczenia polegała na tym że rzekomy etos pogański był współczesną kreacją, sztucznym tworem. Etos pogański nie przetrwał tysiąca lat konfrontacji z chrześcijaństwem, zwolennicy Stachniuka ignorowali fakty”.
Nielogiczność tego stwierdzenia Bodakowskiego aż bije po oczach. Skoro „etos pogański” Zadrugi był „współczesną kreacją, sztucznym tworem” to w takim razie, jak mógł przez tysiąc lat konfrontować z chrześcijaństwem? Zupełnie opacznie to pojął Bodakowski. Tu chodzi o coś innego. Stachniuk wyraźnie podkreślał, że interesuje go wyłącznie postawa wobec świata dawnych Słowian. W „Drodze rewolucji kulturowej w Polsce” pisał, iż „wątek zerwany jest do nawiązania”, ale „śmieszne jest odnawianie symboliki Swantewita, Swarożyca, itd. Kwestie bałwanów niech zostaną dla bałwanów. Chodzi o żywą więź tego samego stosunku do życia; ta jest wspólna”. Stachniuk nawoływał do rekonstrukcji kultury polskiej opartej na panteizmie ewolucyjnym.
Zastanawiam się ponadto, o jakiej tysiącletniej konfrontacji pisze Bodakowski, skoro w zetknięciu z etosem katolickim, wspartym całą potęgą przymusu państwa, etos pogański musiał od razu zejść do podziemia lub całkowicie zginąć. Nie była to bowiem pokojowa konfrontacja, jakaś dyskusja, pokojowe nawracanie. I bynajmniej nie chodziło tu o Prawdę przez duże P, ale o stosunek sił – gdzie brutalna Siła, a nie Prawda dyktowała swe prawa. Ale czy ten pokaz bogactwa i siły z duchem chrześcijaństwa miał coś wspólnego? Chrześcijańska była tylko ornamentyka.
Zgoda, wierzenia przedchrześcijańskie Słowian, a wcześniej germańskich Sasów, nie przetrwały w konfrontacji z potęgą, jak najbardziej pogańską, bo militarną, ówczesnego cesarstwa i jego wasali. Ale to jeszcze nie świadczy o istotnej wartości i wyższości etosu chrześcijańskiego. Bodakowski chwyta za miecz, który jest bronią obosieczną. I bardzo łatwo można podać przykłady, kiedy etos katolicki, czy też szerzej chrześcijański, przegrał konfrontację z innymi etosami. Etos katolicki na przykład w Anglii nie przetrwał w starciu z etosem rodzimego kościoła – etosem anglikańskim. Idąc dalej tropem tego rozumowania w procesie historycznym aż do stosunkowo bliskich nam czasów Bodakowski musiałby stwierdzić, wbrew swemu całemu chrześcijaństwu, że etos muzułmański był lepszy niż chrześcijański – w Afryce Północnej, Egipcie czy Azji Mniejszej wygrał konfrontację z chrześcijaństwem. Podobnie – bolszewicki okazał się lepszy niż etos chrześcijańskiej Rosji, bo przecież bolszewicy i komuniści wygrali wojnę domową i przez prawie sto lat rządzili Rosją!
Zresztą Bodakowski decydując się na krytykę Zadrugi powinien przynajmniej znać podstawowy aparat pojęć używanych przez Stachniuka. Pewnie nie słyszał nigdy o „perwersyjnym instrumentalizmie chrześcijaństwa”. Gdyby bowiem słyszał, zrozumiałby, że to, co tak naprawdę zwyciężyło w IV wieku w Europie, w żadnej mierze nie było ewangelicznym chrześcijaństwem. Katolicyzm nie zwyciężył drogą negocjacji i powszechnej zgody. Górę wziął ów „perwersyjny instrumentalizm chrześcijaństwa”. Sam przecież człowiek-Bóg Jezus Chrystus nie pozwolił swoim uczniom użyć miecza w jego obronie. Powiedział, kto „mieczem wojuje, ten od miecza zginie”. Etos miecza nie należy więc do ducha prawdziwego chrześcijaństwa (jest tylko częścią zmanipulowanej tradycji chrześcijańskiej – nie bez udziału kochających miecz Germanów); należy jak najbardziej do etosu pogańskiego. Ale w perwersyjnym instrumentalizmie chrześcijaństwa można pójść aż tak daleko, żeby… święcić miecze i ostrzyć na murach kościołów swe szable – na pohybel poganom rzecz jasna. Nauki Chrystusa, jak widać, nie najwięcej tu ważą. A pogaństwo zwycięża zza grobu.
Jedno jest pewne, że nawet najbardziej niedorzeczne koncepcje religijne wygrywają w świecie tylko wtedy, kiedy mają za sobą cały aparat państwowego przymusu. Kiedy zawładną niepodzielnie umysłami władcy i władzy politycznej, stają się wtedy naprawdę niebezpieczne. Czym byłoby chrześcijaństwo bez wsparcia Konstantyna i Teodozjusza? Zapewne niczym wielkim i groźnym. A chrześcijanie budziliby dziś tylko naszą drwinę, tak jak wzbudzają ją domokrążni wyznawcy Jehowy, „głoszący Raj na Ziemi po przyjściu Pana, gdzie baranki bezpiecznie będą się pasać obok lwów”. Istna sielanka chrześcijańska, czysta liryka trawienia, jakby powiedział Stachniuk.
W konfrontacji z pogaństwem chrześcijaństwo było słabe, nieporadne, ale zaciekłe w swoim fanatyzmie i w głoszeniu swojej „Prawdy”. Tę zawziętość godną lepszej sprawy widzimy dziś często u mormonów czy świadków Jehowy krążących całymi dniami po ulicach i klatkach schodowych. Daje to nam wyobrażenie o tym, co kiedyś musieli wyprawiać chrześcijanie w głoszeniu „dobrej nowiny”[2]. Co oczywiście nie umniejsza w żadnym stopniu niedorzeczności głoszonych przez nich koncepcji. A co do tej tysiącletniej konfrontacji pogaństwa z chrześcijaństwem. Ks. Michał Poradowski pisał w swoim „Palimpseście”, że pogaństwo wciąż żyje w głębokich pokładach naszej duszy – niczym palimpsest. Tekst, jaki zapisało na naszej duszy chrześcijaństwo, jest coraz mniej czytelny, natomiast spod niego wyłania się pierwotniejszy (zapisywany też przez wielokrotnie dłuższy okres czasu) tekst – pogański – i ten odczytuje się bez trudu… Przyznaje to nawet kapłan chrześcijański – konfrontacja pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem wcale to a wcale się nie skończyła, nawet po tysiącu i dwóch tysiącach lat może na nowo się pojawić. Tak jak pojawiła się w ubiegłym i obecnym stuleciu, po dwóch tysiącach lat dominacji chrześcijaństwa.

[1] Grott B. „Religia, cywilizacja, rozwój wokół idei Jana Stachniuka”.
[2] 2000 lat jakby nie było nieco zweryfikowało i stępiło ten optymizm chrześcijaństwa; stąd pojawili się nowi głosiciele „dobrych nowin”.
Autor: Ermikles

Czytaj więcej :

 
O TOŻSAMOŚCI NARODOWEJ POLAKA ( z komentarzem Andrzeja Szuberta ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/22/jeszcze-o-tozsamosci-narodowej-polakow/

Katolicyzm a polski charakter narodowy :
http://epafroditos.blogspot.com/2008/12/katolicyzm-polski-charakter-narodowy.html

NASZA PRZESZŁOŚĆ – Gdy dusze były jeszcze słowiańskie :


http://rodzimowierca.wordpress.com/2012/06/02/gdy-dusze-byly-jeszcze-slowianskie/

Biografia i bibliografia – Jan Stachniuk :
http://toporzel.republika.pl/listasta.html

Panhumanizm – Jan Stachniuk :
http://www.racjonalista.pl/kk.php/d,123

Wizje socjalizmu w myśli zadrużnej Jana Stoigniewa Stachniuka :
http://instytut-brzozowskiego.pl/?p=280

Andrzej Szubert – Moje pogańskie vademecum … :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/20/moje-poganskie-vademecum/

 

O Budynach i Nurach , czyli późniejszych Nurusach ( Rusach i Harusach ) oraz o Istach / Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lęgów ( Lugiów ) i Nurów ( Neurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

Sierpień 16, 2012 6 uwag

Słowiańskie obrzędy ognia 09_Zonglerka_ogniemSłowiańskie obrzędy Ognia

O Budynach i Nurach, czyli późniejszych Nurusach (Rusach i Har-Rusach) oraz o Istach

Kilka wniosków z cytatów:

Sidoniusz Apollinaris i Paweł Diakon (choć to bardzo późne wzmianki):

…..”za walecznym Rugijczykiem postępuje srogi Gepida…wdzierają się Hunowie, Bellonci, Neurowie, Basternowie, Turyngowie, Brukterowie i Frankowie”…../…..”podlegał zaś jego władzy (Attyli) ów znakomity król Gepidow Ardaryk,a także władca Gotów, Walamir, znakomitszy niż sam król……oraz wiele innych barbarzyńskich nacji mieszkających w północnych stronach.”……czy w szeregach Attyli maszerowali Słowiane?

Oczywiście, że tak – i to nie podlega dyskusji.

Prokopiusz z Cezarei w Historia sekretna przed 559 rokiem:

…….”tak więc niemal wszyscy po kolei najeżdżali i plądrowali kraj, nie zostawiając chwili wytchnienia… wszystko to jednak, a także i to co się przydarzyło za sprawą Medów, Saracenów, Sklawenów, Antów i innych barbarzyńców opowiadałem już w poprzednich księgach”……

Przekazywany w źródłach bizantyjskich najazd słowiańsko-bułgarski miał miejsce w 559r.

Meander podaje jednak, że Sklawinowie… “od dawna pustoszyli terytorium rzymskie, jeszcze wtedy, gdy żaden inny lud nie dotknął ich ziemi.”

Dlaczego nie wyciągamy prawidłowych wniosków z tych słów?

Kiedy NIKT JESZCZE – żaden inny lud – NIE DOTKNĄŁ ICH ZIEMI!

To było bardzo dawno już za czasów, kiedy Celtowie najeżdżali Rzym, kiedy Pałomąż I Pylajmen wypłynął spod Troi-Widłuży po jej zrujnowaniu przez trzęsienie ziemi i wylądował w Weńcu – dzisiejszej Wenecji. Potem, bili się z Dariuszem, panowali nad Kretą i mała Azją, potem wycofali się stamtąd tak samo jak z Weńca i okopali się za linią Dunaju, którą Grecy i Rzymianie usiłowali wielokrotnie sforsować, ale udało im się zdobyć tylko to, co po tej – to jest południowej – stronie, należało do Królestwa Sis, czyli Drację to jest Kraj Drzaków i Odrysów.

A chcieli oni bardzo te ziemie opanować bo stamtąd szło do nich nieustannie w wielkich ilościach zboże, ludzie (czyli niewolnicy, czytaj robotnicy, żołnierze i rolnicy – tak jak i dzisiaj) i żelazo, broń.

Mówi się, że Hunowie byli tureccy. Hunowie stanowili wojenny trzon federacji, a czy byli tureccy nie wiemy – wręcz przeciwnie –  wiele wskazuje, że mieli obyczaje słowiańskie, czego dowodzą opisy dworu Chytiłły (Atylli – według jak zwykle uproszczonych i pokręconych zapisów imion słowiańskich, nazwisk i nazw własnych – dla nich tj. Germanów, Romanów, Greków – np. – Jogaiłło-Jagiełło to Yagello-Jagello i dynastia Yagellon-Jagiellon, nawet Wałęsa – to za trudne i pisali o nim Waleza albo Walesa - chociaż to tylko 3 głoski, nie mówiąc już o tym jakie mają problemy z bardziej skomplikowanymi, albo zapisanymi w ruskim-słowiańskim alfabecie nazwiskami np. Tymoschenco, Tymoschuk, itp). Wyciąganie wniosków na podstawie ich zapisów jest bardzo zwodnicze, bowiem najpierw trzeba spróbowac je odczytac zwyczajnie po słowiańsku i zastanowić się nad ciągłością występowania tych nazw. Skoro Neurowie byli u herodota i sa u Pawła Diakona  10 wieków później , a cały czas w tym samym mniej więcej miejscu – to jak to interpretować?

Hunowie owszem pociągnęli za sobą plemiona tureckie, ale i mongolskie, a także skołockie (scyto-sarmackie) i słowiańskie.  A jakie były proporcje etniczne w tych najazdach?

Tureccy Hunowie musieli być w federacji w wybitnej mniejszości wobec mas Hunów słowiańskich i Hunów skołockich, o czym świadczy chociażby dzisiejsza demografia Białego Lądu – czyli Europy.

sk-wodz-skolockiParadny strój wojownika skołockiego – III wiek p. n. e.

Hunowie po prostu zmietli z powierzchni Ziemi Bizancjum i Rzym – taka jest historyczna prawda – a ich plemiona osiedliły się bez problemu na ziemiach dawnej potęgi, która wojskowo nie była im w stanie dorównać. Zajęli ziemie aż do Morza Śródziemnego i ziemie w Afryce, nikt nie przeczy, że byli w tej nawale w różnych okresach między innymi także Celtowie i Germanie, ale to Scyci i Sarmaci ścierali się z nimi najdłużej, od najdawniejszych czasów i najzacieklej.

Zadajmy sobie pytanie dlaczego tak było? Bo wpierw ścierali się o Małą Mazję od 1200 p. n. e., potem o Bogtoharię (Baktrię) i Sokodawę (Sogdiana) oraz Windję (Indie), o Medię i Ozerię (Asyrię (od 800 – 500 p.n.e.) i potem dalej o kolejne ziemie.

Jednak wciąż nieustannie powtarza się brednie o niezwyciężonych Rzymianach i Grekach, o niezwyciężonych Persach – którym jakoś ani razu nie udało sie wejść na terytorium Królestwa Sis i tutaj pozostać. A każda ekspedycja konczyła się wycofaniem w popłochu i ciężkimi stratami, albo okupami w złocie i trybutamki i coraz głebszym uzależnieniem.

Czyni się to biorąc za prawdziwe chełpliwe opisy wojen z kronik Greków i Rzymian – które się przecież zakończyły ich całkowitym upadkiem, więc nie były tak jak to oni opisują zwycięskie, a Barbarowie nie byli tak głupi i prości, ani niecywilizowani, żeby ich nie pokonać. Opisy gołych krwiożerczych wojowników – może mają jakieś odniesienie do Germanów przybyłych na kontynentalną część Białego Lądu z północy, ale nie do Słowian, którzy żyli wymieszani ze Scytami i Sarmatami od tysiąclecia – przed ostatecznym najazdem na Rzym.

Być może w ciepłym dla Germanów klimacie kontynentu do walki rozbierali się oni ze skór i innych ubrań, bo po prostu było dla nich za gorąco, ale na pewno nie miało to nic wspólnego z ich dzikim trybem życia na drzewach w ciemnych borach – jak twierdzą rzymscy pisarze (tylko trochę tutaj przesadziłem, bo z lektury tych dziejopisów takie można wyciągnąć wnioski).


Wystarczy jednak spojrzeć na strój  z grobów kagańskich z III wieku p.n.e z Ukrainy-Skrainy (Skrzystego Kraju skąd pochodzili Skrytowie). Nawet w opisy gołych Germanów należy wątpić, bowiem brzmią one dokładnie tak samo “wiarygodnie” jak opisy rzymskich zwycięstw nad barbarzyńcami, którzy rozbijali Rzymian po kawałku i wciąż aż wreszcie rozbili ich w perzynę. Weźmy na przykład opisy obyczajów germańskich czy słowiańskich albo scytyjskich (skołockich) – są one tak samo wiarygodne jak opisy dalekich ludów, które mają głowę na plecach i cztery rzędy oczu oraz po dwa ogony.

SK Skuncha król Obraz1Król Skuńcza władca Sokodawów na reliefie z Behistunu z czasów Darjusza I Wielkiego. Piszemy Darjusz a nie Dariusz, bowiem tu chodzi o imię, które oznacza posiadającego boską krew – jusz-ichor Dar-Jusz. Ichor-jusz, a nie krasz-war czyli krew błekitną, bardziej typową dla Niebian-Welan a nie czerwoną. Nota bene widać to zachowane w wizerunkach bogów Indii.

“Przekraczając rzekę Tanais, wchodzi się już nie do kraju scytyjskiego, lecz pierwsza część terytorium należy do Sauromatów, którzy począwszy od najdalszej zatoki Jeziora Meockiego ku północy zamieszkują przestrzeń piętnastu marszów dziennych, ogołoconą zupełnie i z dzikich, i z owocowych drzew. Nad tymi zajmują drugą część Budynowie, ziemię w całości gęsto zalesioną wszelakimi drzewami.

[Herodot; „Dzieje”; IV]

Meoci
Sąsiadowali z plemionami Scytów azjatyckich z rejonu Kubania . zajmowali się głownie rolnictwem i hodowlą bydła. Znaczną część zboża przeznaczano na wywóz do Pantikapaion. Odkryte cmentarzyska meockie z VII – IV p.n.e. były z reguły płaskie, z niewielkim wyposażeniem; misy, czarki, dzbany, miecze, oszczepy i grociki, a w grobach kobiecych; przęślice , szydła , bransolety z brązu i noże. Cmentarzyska tego typu występują wzdłuż brzegów rzeki Kubań środkowym jej biegu i na wybrzeżach Morza Azowskiego. Wszystkie pochówki należą do zwykłych członków wspólnot. Jednorodność inwentarza zdaje się świadczyć o braku większego zróżnicowania majątkowego W III i II wieku p.n.e. znaczącą rolę zaczyna odgrywać arystokracja plemienna, pojawiają się pochówki w dołach z niszami w jednej ze ścian komory grobowej, do których wkładano zmarłego, a także pochówki zawierające szkielety końskie. Możliwe , że związane jest to z przenikaniem na te tereny plemion sauromackich – to znaczy sarmackich, co znaczy z kolei nie co innego, jak serbo-mazońskich czyli serbo-amazońskich.

sk-ksiezniczkaStrój księżniczki – Ryżanówka na Ukrainie  – IV wiek p.n.e

Budynowie

Budynowie – plemiona koczownicze zamieszkujące lasy i step pomiędzy Dnieprem a Wołgą, wymienione przez Herodota, żyjące na północ od Scytów, w sąsiedztwie Sauromatów. Brali udział w wojnie Scytów z królem perskim Dariuszem ok. 513 p.n.e. jako sprzymierzeńcy Scytów. Nie budowali miast, ale na ich terytorium istniało jedno duże miasto o nazwie Gelonos (dziś Bielsk nad rzeką Worskłą w okolicach Połtawy na Ukrainie), zbudowane w całości z drewna, zamieszkane w większości przez ludność pochodzenia helleńskiego.

Przytaczamy tu opowieść romajskich kłamców o Budynach i Gelonach oraz o Gleniu-Gelonosie, a takżeo wojnie z królem Persów Darjuszem, po to byście ją mogli później porównać z tają Księgi Ruty którą wam niebawem przedstawimy, gdzie będzie także podanie o Golemo-Gleniu i Budymie I Kyju Rusym, a także o Golemach-Olbrzymach od których pochodzą tak Galindowie, Goljadziowie jak i Gołęszyce-Gołęczyce a także miano Galicja.

Lunula_Anhaenger_standartToporek Perunowy – słowiański talizman ochronny

Romajskie kłamstwo o Budynach i Gleniu, o który toczyła się Wojna Widłużańska czyli Trojańska – jedno z licznych, utrwalonych w zapisach kłamstw rażących niedbałością naciągania faktów.  Prawda na ten temat jest w Księdze Ruty wraz ze sprostowaniem wszystkich kłamstw Romajskich. Oto i owo kłamstwo, jedno z niezliczonych:

„Okres miasta Gelonos”

Druidzi poprowadzili plemię Gelonesa na wschód. Zdawali sobie bowiem sprawę w jakim kierunku postępować będzie ekspansja wojowniczych Scytów Skytesa i wybrali kierunek doń

przeciwny. Nową osadę zbudowano w lesistym środkowym obszarze rzeki Don – nazwaną ją Gelonos.

Z relacji Herodota wiemy, e obok ziemianek występowały tam równie domostwa drewniane. Badania archeologiczne wykazały że pod koniec swojego istnienia grodzisko zajmowało 42 km2 i otoczone było wałem obronnym – co jednak nie uchroniło miasta przed zagładą.

Mapa Persja PersjaimpTo wielkie imperium które tutaj widzimy wystąpiło przeciw Skołotom i tym samym całemu Królestwu Sis, które na tej mapie rozciąga się na całej linii na północ od granicy perskiej. Celem Darjusza nie była wcale zemsta za to że Skołoci jeszcze kilkadziesiąt lat wczesniej przez 28 lat okupowali Medię (którą my nazywamy po imieniu Miodewią, lub Miedją), zrujnowali Syry Kraj (Syrię) i złupili Jerozolimę (co znalazło swój opis w Starym Testamencie), a zatrzymali się u granicy Mlekomediru (kraju Mleka i Miodu – czyli Egiptu) przekupieni wielką ilością złota przez ówczesnego  faraona.  Wtedy to w rozkwicie potęgi Skołoci i Królestwo Sis zagroziło Ozerii – znanej z romajskich (greckich zapisów) jako Asyria i król ozyryjski Wielki Ozer Hadon (znany znów z zapisów jako Asarhaddon) z leku że Skołoci zdobedą Niniwę oddał ich kaganowi Bardzęcie (znanemu znów z zapisów jako Bardijata) za żonę własną córkę i zawarł z nimi wieczysty sojusz. Niestety jego synowie doprowadzili Ozerię do upadku i Skołoci musieli się wycofać zarówno z Miodewii i Syrego Kraju jak i z całego Półwyspu Małej Mazji (Azji) gdzie siedzieli od wieków. Celem Darjusza Wielkiego było zrujnowanie upraw zboż, wytopu żelaza i wyrobu broni  w Kraju Nurusów – czyli Nurów i Budynów, bo te uprawy i broń zasilały Romajów z Białego Lądu i Krety, z którymi Persja nie mogła sobie już wtedy poradzić. Romaje Małoazjatyccy – Jonowie postanowili pomóc Persom i zbudowali nawet przeprawę przez Dunaj w kraju Draków – ludu dawańskiego czyli dachskiego – potem rozbierali ten most pod nadzorem wojsk skołoco-nuruskich – przeczytajcie przypisy do taj w Dziale Księga Ruty, a dowiecie się wiele nowego.

To wielkie Imperium przegrało wojnę ze Skołotami i Darjusz ledwo uszedł z życiem dzięki pomocy obłudnych i podstępnych Romajów-Jonów z Małej Mazji, którzy bali sie powrotu Dawanów i Skołotów w tamten region, i którzy nocą ułożyli rozebrany most na Dunaju wbrew obietnicy złożonej Skobkowi i Isepokowi – kaganom Budynów z plemienia Isepodonów czyli Dońców Wyspowych.

Bajdy Romajów o Gelonosie -Gleniu i ich roli w jego założeniu oraz o późniejszej emigracji na Kretę są warte tyle samo co ich wersja Wojny trojańskiej (bo była to wojna o Helenę owszem – tyle że było nią Gelonos-Gleń (Golemo, Helenos) z którego chcieli mieć zboże i trybut, a na Skrytę – Kretę weszli goniący Darjusza i Jonów skołocko-słowiańscy Skrytowie-Skortowie, bo Gleniowe byli właśnie plemieniem większego szczepu Skrytów, znanych też jako Skrytowyrwowie i Skrzyntowie albo Skortowie a zapisanych także w Wedzie i bajecznych dziejach Indii.

Gelones zaślubił wskazaną przez mędrców kobietę. Nie zachowało się jej imię – była jedynie narzędziem w planach semnoteam. Druidom zależało aby Gelones jak najprędzej uzyskał męskiego potomka, którego mógłby pozostawić jako wodza osady i wyruszyć z nimi do Grecji. Późniejsze źródła Scytyjskie sugerują, że Gelonesowi podsuwano kolejne

wybranki jedną po drugiej tak aby zapewnić pozytywny efekt rozpłodu jak najszybciej – zachowało się u nich nawet określenie „gelonesowa orgia”. Brak wzmianek o późniejszych

konfliktach wewnątrz plemiennych, które miałyby na pewno miejsce w przypadku większej ilości dziedziców królewskiej krwi, każe jednak przypuszczać, że opowieść ta wyrosła z niechęci do jakże odmiennych krewnych.

Syn Gelonesa został nazwany Budynem. Odczekano jeszcze dziesięć lat po czym wyprawa złożona z Gelonesa, sporej grupy Druidów oraz kilku myśliwych-wojowników ruszyła rzeką Don na południe. Nie posiadamy w chwili obecnej żadnych pewnych informacji o tym jak przebiegały jego rządy. Z faktu, że w świadomości sąsiednich plemion Gelonowie zaczęli funkcjonować jako Budynowie każe historykom przypuszczać że prowadził dość aktywną politykę na zewnątrz osady. Były to najprawdopodobniej kontakty głównie handlowe. Wzdłuż rzek Donu i Dońca archeolodzy natrafili na liczne metalowy przedmioty bez wątpienia wywodzące się z Gelonos.

Gelones nigdy nie powrócił. Za to po upływie około 150 lat u bram jego miasta stanęła kilkunastoosobowa wyprawa z Aten. Byli to jego potomkowie i potomkowie jego potomków, wszyscy wyuczeni w mowie i zwyczajach Gelonów przez kolejne pokolenia Druidów i ich uczniów. Przynieśli oni wieści, że już wkrótce przyjdzie Gelonom opuścić wielką stolicę i wyruszyć w długą podróż do odległej ziemi wskazanej przez bogów. Plemię podzieliło się na dwie części. Jedna – nieznacznie większa – odrzuciła przybyszów jako oszustów. Na ich czele stali potomkowie Budyma pełni trwogi o utratę swej pozycji w plemieniu. Reszta poszła za głosem Druidów i własnych serc, bowiem jak głoszą przekazy z tamtego okresu

smuglewicz_poslowieFranciszek Smuglewicz
“Posłowie scytyjscy przed Dariuszem”, po 1785, olej na płótnie, 147 x 184 cm, Litewskie Muzeum Sztuki, Wilno

Czy na tym obrazie widać dzikusów z Królestwa Sis – czy to w ogóle możliwe żeby między nimi a Persami i Romajami była taka przepaść o jakiej piszą Romajskie zadufane w sobie Dzieje? – Nie, to nie jest możliwe o czym świadczą odkopane ruiny Glenia znanego Grekom jako Gelonos. Grecy bali się Skołotów jak ognia i zostaliby rozbici w puch gdyby nie wewnętrzna wojna Skołocko- Serbomazowska czyli wojna między Scytami a Sarmatami.

Od Gelonów biła potęga Zeusa i piękno Apollona”. Tytułem wyjaśnienia trzeba zaznaczyć, e mianem Gelonów od tej pory nazywano jedynie przybyszów z Grecji, reszta zaś do końca

okresu europejskiego zwana była Budynami. Badania archeologiczne potwierdzają, że pod koniec VII w. p.n.e. w obrębie Gelonos powstały dwa odrębne umocnione grodziska należące do dwóch skłóconych grup. Nie zmienia to jednak faktu e właśnie w tym okresie całe Gelonos zostało otoczone wałem obronnym a życie codzienne Budynów i Gelonów nie nosiło żadnych znamion rozbicia. Po pojawieniu się pół krwi Greków ożywiły się kontakty z położonym u ujścia Donu do Morza Azowskiego miastem Tanais, o którym Strabon pisze: “…dawniej był on wspólnym targowiskiem dla azjatyckich i europejskich kupców. Pierwsi dostarczali niewolników, skór i innych towarów, drudzy zaś w zamian przywozili na statkach odzież, wino i inne przedmioty typowe dla cywilizowanego świata…”, jak również z grecką kolonią Olbią, dla której plemiona scytyjskie były głównym partnerem wymiany handlowej.

Punktem zwrotnym w historii Gelonów i Budynów jest rok 513 p.n.e. kiedy to Persi pod wodzą Dariusza ruszyli na Scytów. Po naradzie ludów zagrożonych wojną jedynie Budynowie, Gelonowie oraz Sauromaci zdecydowali się stanąć po stronie Scytów. Reszta postanowiła zachować neutralność. Zbliżenie pomiędzy plemionami Gelonów i Budynów oraz Scytów wiązane jest z szacunkiem jaki z czasem pośród sąsiadów zdobyli sobie greccy potomkowie Gelonesa.

Pierwszy oddział Scytów, dowodzony przez króla Skopasisa do którego mieli dołączyć Sauromaci pociągnął wzdłuż wybrzeża morskiego. Wycofując się przed Persami w stronę Tanais zasypywał studnie oraz niszczył roślinność. Dwie pozostałe grupy do których szeregów należeli również Budynowie i Gelonowie odstępowały na północ utrzymując odległość jednego dnia marszu od Persów. Zadaniem tych oddziałów było wciągnięcie Persów na ziemie ludów neutralnych i wymuszenie na nich udzielenia pomocy militarnej. Prowadzona w ten sposób wojna spowodowała spustoszenie olbrzymich połaci zamieszkanych wcześniej terenów – była to wojna bez jednej bitwy. Konnica Scytyjska utrudniała utrzymanie łączności oraz starała się szarpać siły perskie jednak w obliczu regularnej piechoty była bez szans i unikała otwartej walki. Ciekawostką jest to, że pośród scytyjskiej konnicy największy popłoch budziły perskie muły i osły – gatunki nieznane zarówno Scytom jak i ich koniom. W końcu Dariusz zarządził odwrót. Niestety zmagania wojenne nie ominęły Gelonos. Wielka osada została praktycznie zrównana z ziemią.

Scyta warrior_of_scithians

Lekka jazda skołocka – Nikt nie uznał żadnej władzy Gelonów, przeczytajcie dokładnie zanalizujcie ten tekst – Greckie niedobitki zdrajców – którzy postawili most Darjuszowi puszczono wolno, a  Skrytowie Dnieprzańscy po raz drugi ruszyli na Kretę-Skrytę i tam zostali – przez pewien czas.

Ci którzy przeżyli uznali władzę greckich Gelonów. Nie wiadomo czy ocaleli potomkowie Budyna – niezależnie od tego nie pojawiają się już oni na kartach historii. Władzę nad niedobitkami plemienia przejął Nicefor. Przedstawił on scytyjskiemu Królowi zamiar opuszczenia zgliszczy Gelonos i poprosił o pomoc. Scyci, w zamian za wsparcie podczas wojny, wyposażyli Gelonów w odpowiednią ilość wozów, bydła oraz wszelkiego dobytku – sami otrzymali tajniki gelońskiej metalurgii. Tak więc, na przekór bogom, rody Skytesa i Gelonesa rozeszły się w pokoju a Ci spośród Gelonów którzy nie byli w stanie odbyć wyczerpującej wędrówki pozostali wśród Scytów. Gelonowie powędrowali do Grecji – na zachód wzdłuż wybrzeży Morza Czarnego. Okoliczne plemiona wyczerpane dopiero co zakończoną wojną nie utrudniały przemarszu do Olbii. Z tamtąd już statkami licząca blisko dwie setki grupa gelońskich wędrowców dotarła na Kretę, która miała być przedostatnim przystankiem ich tułaczki, a ostatnim epizodem okresu europejskiego.

Rus_wojDobrosław Wierzbowski – Rus Wojownik 

(Woj nuruski ? – CB)

Nurowie

Neurowie, starożytny lud identyfikowany przez większość badaczy polskich ze Słowianami. Najdawniejsze wiadomości (Herodot – V w. p.n.e.) lokalizują Neurowie na północny zachód od Morza Czarnego. Nazwa Neurowie wychodzi z użycia u schyłku starożytności, zastąpiona przez inne nazwy: Słowianie, Sporowie, Antowie, na Zachodzie – Wenetowie (Wenedowie).

Neurowie mają scytyjskie zwyczaje.
Na jedno pokolenie przed wyprawą Dariusza spotkało ich to nieszczęście, że musieli cały swój kraj opuścić z powodu węży. Mnóstwo ich wylęgło się w ich własnym kraju, a jeszcze więcej wtargnęło z wyżej położonych pustynnych okolic, tak że wreszcie, udręczeni tą plagą, opuścili ojczyznę i zamieszkali u Budynów.
Ci Neurowie wydają się być czarodziejami. Opowiadają bowiem Scytowie i zamieszkali w Scytii Hellenowie, że stale raz do roku każdy z Neurów na kilka dni staje się wilkiem, a potem znowu przybiera dawną postać.

[Herodot; „Dzieje”; IV]

Zasiedlili ziemie na północ od Scytów Oraczy w dorzeczu Prypeci, na terenach obecnej północnej Ukrainy i południowej Białorusi. Byli prawdopodobnie twórcami tzw. Kultury miłogradzkiej, rozwijającej się od Horynia do Sejmu. W grodzisku Miłogradzkim odkryto domy w typie półziemianek oraz naziemne, wznoszone na słupach. W domach znajdowały się paleniska z kamieni, sierpy, rozcieracze, odciski ziaren zboża, kości zwierząt domowych, bransolety z brązu i srebra wskazujące na kontakty kulturowe z Zachodem i Południem.
Cmentarzyska położone w okolicy miejscowości Goroszkow i Asarewicze nosiły ślady konstrukcji nagrobnych umieszczone były tuż za obwarowaniem i fosą. Znaleziono tam naczynia i szczątki pokremacyjne oraz osobliwe mauzoleum “domek zmarłych” wypełniony kośćmi pozostałymi po kremacji. Są hipotezy , że Neurowie byli przodkami Prasłowian , lub co bardziej prawdopodobne Prabałtów, na co wskazuje obrządek ciałopalenia i umieszczanie prochów w dołach, lub pod kurhanem, w popielnicy, lub wsypanych luźno.

drzewotr9Symbol Drzewa Świata

Istowie

Estiowie, starożytny lud zamieszkujący południowo-wschodnie wybrzeża Bałtyku. Po raz pierwszy wspomina o nich Tacyt w Germanii (98 n.e.), informując m.in. o tym, że Estiowie trudnią się zbieraniem bursztynu. W początkach VI w. Teodoryk Wielki miał wysłać do Estiów list, dziękując za otrzymany bursztyn. Ponownie nazwa Estiowie pojawia się w IX w. u Einharda, Wulfstana. Wzmianki te pozwalają lokalizować Estiów u południowo-wschodnich wybrzeży Bałtyku, na wschód od ujścia Wisły. Spośród kilku koncepcji co do charakteru etnicznego Estiów obecnie najwłaściwszą wydaje się uznanie ich za Bałtów. Siedziby Estiów lokalizuje się głównie na Sambii, ich archeologicznym odpowiednikiem ma być kultura Dollkeim-Kovrovo.

Bałtowie, plemiona ludów indoeuropejskich. Nazwa Bałtowie została utworzona sztucznie, zaproponował ją w 1845 G.H.F. Nesselmann, nawiązując do łacińskiej nazwy Morza Bałtyckiego (Mare Balticum). Tradycyjnie dzieli się Bałtów na zachodnich (obejmujących Prusów i Jaćwingów), wschodnich (czyli Litwinów i Łotyszy) oraz zajmujących pozycję pośrednią Kurów. Bałtowie zachodni i Kurowie są już ludami wymarłymi; osłabieni najazdami polskimi, ruskimi i krzyżackimi, zostali wchłonięci przez sąsiadów do końca XVII w.

Pierwotne siedziby Bałtów wschodnich sięgały aż po górny Dniepr i Okę. Ulegli oni slawizacji w okresie od 2. połowy I tysiąclecia do początku II tysiąclecia n.e., znana jest nazwa tylko jednego z nich (prawdopodobnie wschodniobałtyjskiego) – Goliad, mającego siedziby w okolicy Smoleńska. Slawizacji tych obszarów sprzyjała bliskość językowa Słowian i Bałtów. Przyjmuje się, że tzw. wspólnota bałto-słowiańska rozpadła się dopiero ok. połowy I tysiąclecia n.e.

Badania językoznawcze i archeologiczne wskazują, że pierwotne siedziby Bałtów znajdowały się w dorzeczu górnego Dniepru, na północ od Prypeci, na południe od środkowej Dźwiny, na zachód od górnej Oki. Wytworzenie się w na tym obszarze kultur związanych z Bałtami odnieść należy do połowy I tysiąclecia p.n.e. Należą do nich m.in. kultury: ceramiki kreskowanej, dnieprzańsko-dźwińska, juchnowska, prawdopodobnie także miłogradzka.

Migracje z tych terenów, mające miejsce od VI w. p.n.e., doprowadziły do zasiedlenia przez Bałtów ziem nad Morzem Bałtyckim (zmieszawszy się z miejscową ludnością, uformowali oni plemiona Bałtów zachodnich). Najstarsza kultura związana z Bałtami zachodnimi to kultura kurhanów zachodniobałtyjskich, obejmująca stopniowo teren między Pasłęką a Niemnem.Kontakty z cesarstwem rzymskim (eksport bursztynu) doprowadziły do znacznego rozwoju kulturowego Bałtów zachodnich.

Dzięki pisarzom rzymskim znane są pierwsze nazwy plemion Bałtów: Galindów łączyć można z kulturą bogaczewską, Sudowów z kulturą sudowska, a Estiów z kulturą Dollkeim-Kovrovo. Bałtowie nie wzięli udziału w wędrówkach ludów (oprócz grupy olsztyńskiej), od V w. obserwuje się poszerzenie zasięgu ich osadnictwa na zachód, aż po Wisłę. Ponieważ Bałtowie nie wytworzyli (oprócz Litwy) własnych scentralizowanych organizmów państwowych, a także zachowali wierzenia pogańskie, padli ofiarą ekspansji sąsiedniej Rusi, Polski, a zwłaszcza Zakonu Krzyżackiego, który w 1283 pokonał Jaćwież, a w 1295 – Prusów.

pomnnik1

Prusowie z Ludu Istów – potomkowie Borusów-Porusów-Poruszów

Prusowie, lud bałtycki osiadły w starożytności i średniowieczu pomiędzy dolną Wisłą i dolnym Niemnem, spokrewniony kulturowo i językowo z Litwinami i Łotyszami. Dzielili się na liczne mniejsze plemiona: Bartów, Galindów, Jaćwingów, Nadrowów, Natangów, Pogezanów, Pomezanów, Sambów, Sasinów, Skalowów, Warmów.

Od czasów Bolesława I Chrobrego władcy Polski podejmowali próby ich chrystianizacji. Misja św. Wojciecha zakończyła się jego śmiercią (997). Dążący do utworzenia samodzielnego państwa cysterskiego mnisi z klasztoru w Łeknie podjęli na początku XIII w. próbę działań misyjnych wśród Prusów na większą skalę.

Do obrony terenów zamieszkanych przez Prusów nawróconych na wiarę chrześcijańską powołali zakon rycerski, znany później pod nazwą dobrzyńców. Książę Konrad I Mazowiecki obawiający się utraty wpływów politycznych w Prusach sprowadził w 1226 Zakon Krzyżacki i osadził go na pograniczu mazowiecko-pruskim.

1235 Krzyżacy inkorporowali dobrzyńców, 1237 kawalerów mieczowych. 1249 pomimo udanego powstania Prusowie zmuszeni zostali do podpisania układu z Krzyżakami. Porozumienie podpisane w Kiszporku zobowiązywało Prusów do przyjęcia chrześcijaństwa i złożenia przysięgi na wierność Zakonowi, w zamian mieli uzyskać równe prawa z przybyszami niemieckimi. Pod panowaniem krzyżackim ulegli całkowitej germanizacji.

Borusowie resiiBorusowie-Poruszowie

Jątowie – Jąćwędowie-Jaćwingowie

Jaćwingowie, Jaćwięgi, wymarły lud bałtyjski zaliczany do plemion pruskich. Zamieszkiwał tzw. Jaćwierz (Sudowię), obszar położony między Biebrzą na południu, Niemnem na wschodzie i północy, od zachodu ograniczony środkowym biegiem Szeszupy i terenami na wschód od jezior Śniardwy i Mamry.

Przybyli wraz z innymi plemionami Bałtów znad środkowego Dniepru, Prypeci i Protawy ok. VI w. W X-XIII w. prowadzili liczne najazdy łupieżcze na tereny księstw ruskich i polskich. W 2. połowie XIII w. ulegli połączonym siłom Rusi, Polski i Zakonu Krzyżackiego. Pod ich napoerm państwo plemienne Jaćwingów upadło w 1283, jego tereny zostały podzielone pomiędzy Zakon, Polskę i Litwę. Część ludności Krzyżacy wysiedlili do Sambii, gdzie przetrwali do XVI w.

średniowiecze, drzwi gnieźnieńskie

Mazurzy – naszym zdaniem Słowianie Mazowie

Mazury, historyczna i etnograficzna kraina położona w północnej Polsce, w obrębie Pojezierza Mazurskiego i regionów sąsiadujących.

We wczesnym średniowieczu zamieszkiwane przez plemię Prusów, w latach 1233-1238 podbitych przez Krzyżaków, którzy ich całkowicie wyniszczyli. Na terenie dawnych siedzib pruskich powstało państwo zwane Prusami Zakonnymi, a od czasów sekularyzacji zakonu krzyżackiego (1525) Prusami Książęcymi. Władzę w Prusach sprawowali książęta z rodu Hohenzollernów, wasale królów polskich do czasu połączenia się Prus Książęcych z Brandenburgią (1618) i utworzenia państwa o nazwie Prusy. Obecne Mazury, jako tzw. Prusy Wschodnie, stanowiły wówczas prowincję Prus.

Mieszkańcami Mazur w znacznej mierze była napływowa ludność polska, głównie przybyli z Mazowsza chłopi, którzy zachowali swój język, kulturę i religię. W okresie nasilenia akcji germanizacyjnej w XIX w. Niemcy starali się zatrzeć świadomość polskiego pochodzenia miejscowej ludności, nadając jej nazwę Mazurów. Pojawiła się nazwa Mazury jako nowe określenie Prus Wschodnich. Próby germanizacji napotkały opór, w obronie polskości stanęli wybitni działacze społeczni, m.in. H.M.G. Gizewiusz, K.C. Mrongowiusz. Powstawały polskie wydawnictwa lokalne i partie polityczne o charakterze narodowym (m.in. Mazurska Partia Ludowa).

Po I wojnie światowej działacze mazurscy utworzyli w Warszawie 1919 Mazurski Komitet Plebiscytowy, który prowadził agitację za przynależnością do Polski w okresie plebiscytu w 1920. Głosowanie prowadzone w warunkach sprawowania władzy administracyjnej przez Niemców przyniosło niekorzystne wyniki, gdyż tylko trzy gminy mazurskie włączone zostały do państwa polskiego. W okresie międzywojennym działało na Mazurach szereg polskich organizacji narodowych, które po 1922 weszły do Związku Polaków w Niemczech. Prześladowania działaczy mazurskich nasiliły się po dojściu Hitlera do władzy, wielu z nich zginęło w obozach koncentracyjnych.

Po II wojnie światowej, decyzją zwycięskich mocarstw, Mazury przyznano Polsce.

Wciąż i wciąż powtarza się wiele kłamstw, które stają się prawdą… A może jednak…?

 

Gleń ( Gołuń ) Gelonos

 

Zasięg Wenedów ( Wędów ) , Lugiów ( Lęgów ) i Neurów ( Nurów ) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

 

Mapa przedstawia sytuację od 8000 p.n.e. do 4000 p.n.e. – Zasięg Wenetów [kliknij]

[Mapa na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”. Zasięg został wyznaczony przez pana Millera i w zasadzie pokrywa się z zasięgiem określonym dla Wenetów przez H. Łowmiańskiego, z tą różnicą, że Łowmiański zaznaczył też Wenetę na południu Wysp Brytyjskich i w Walii, na półwyspie Bretońskim gdzie Kręgi Carnacu – Czernca oraz osadnictwo Wenedów w Hiszpanii i Anatolii ]

Ponieważ ostatnio w Internecie pojawia się coraz więcej mapek przedstawiających niby to w obiektywnym świetle zupełnie fałszywy obraz zasięgu terytorialnego i przynależności plemion do rzekomego etnosu Germanii zamieszczamy tutaj kilka map dla sprostowania tej inwazji propagandowej prowadzonej w stylu iście goebelsowsko-hitlerowskim.

Oto wersja Goebels – Hitler z roku 2012:

Przedstawia rzekomą sytuację od 750 p.n.e do 400 n.e.

Oto jak ta mapa powinna wyglądać:

Jeszcze w XVIII wieku całe wybrzeże mówiło językiem wędlandzkim i drzewiańskim – bardzo podobnymi do kaszubskiego -a w X- XIII wieku obejmowało to zarówno ziemie za grodem Hammona (potem Hamburg) i okolice Kodenia (Kopenhaga).

Rekonkwista pokazana powyżej pochodzi od Niemców z Drezna, a jest rozpowszechniana po Polsce przez działaczy Ruchu Autonomii Śląska, którzy zapomnieli, że na Dolnym Śląsku w większości żyją teraz Nadbużanie, Lwowiacy, Kijowianie i inni Polacy ze Wschodu, którzy wcale nie popierają żadnej formy oderwania Śląska od Polski.

Porównajmy też z mapą rozkładu haplogrupy Słowiańskiej – tzw polskiej  R1a1g7 (mutacja M 458]. Podobny zasięg rzuca się w oczy. Zaznaczmy, co ważne, że to jest tylko ta ludność, która powstała z nadwiślańskiej mutacji haplogrupy R1a1 – Skołocko-Indo-Słowiańskiej, druga połowa ludności słowiańskiej ma haplogrupę taką samą jak SCYCI i Sarmaci- R1a1 – z 280. W Skandynawii dokonała się kolejna mutacja R1a1 – Z 284  (około 2400 p.n.e.) i ona jest składową Skandynawów współczesnych razem z R1b1 – Celtami oraz I1 – Staroeuropejczykami północnymi – Ilmerami. Skandynawowie to konglomerat tych trzech ludów. Mapa zielona u góry  pokazuje sytuację ekspansji chromosomu od roku 7500 p.n.e. -do 3000 p.n.e.

Poniżej na kilku mapach – trochę szerzej od 4000 p.n.e do roku 1000 z uwzględnieniem głównie Białej Chorwacji – ale obejmując także powyżej przedstawiony okres

Wenedowie, Lęgowie, Nurowie, Istowie, Burowie i Budynowie około 1500 p.n.e.

Straty terytorialne Wenedo-Lugio-Nurusji na zachodzie między 1500 – a 500 p.n.e. – na rzecz Celtów

Wenedo-Haria od 500 p.n.e – do 400 n.e (w pewnym okresie nazywana przez Rzymian Germanią) – różowe terytoria sukcesywnie tracone

Chorwacja Kraków i Popielidów (500 – 900 n.e.)

Sławia – Wiślania – Państwo Mieszka I w X wieku

Słowiańskie wybrzeże Bałtyku w VI- XII wieku

[6 powyższych map wykonano na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”.]

Każdą mapkę warto kliknąć żeby powiększyć – Zwracam uwagę na tej ostatniej na świątynie Trzygłowych bogów – Białobogi i Czarnogłowa rozlokowane na wybrzeżu Wenedyjskim (Wandalskim)

Ta mapa dobrze pokazuje Słowiańskie plemiona w VI-VII  wieku – Suiones – w Skandynawii i Goci – Gątowie – Geci Naddunajscy i  Nadazowscy oraz Dachowie – Dakhowie – to plemiona Słowiano-Drackie, znani są też Dakhowie, którzy współtworzyli Persję, a przeszli znad Morza Czarnego przez Kaukaz – to jest jedna z fal powrotnych R1a1 do Azji (gdzie w większości Słowiano-Indo-Skołoci mają haplogrupę R1a1 – Z 93 a razem z przedstawicielami innych mutacji R1a1 (Z280 i M 458) oraz innych haplogrup utworzyli etnosy słowiano-tureckie Khazachskie (Hazaria, Kazachstan, Kirgizja i inne) Bułgarskie, Awarskie, Huńskie, Madziarskie, razem ze Staroeuropejczykami I1 i Finami – (N) – utworzyli etnos Bałtyjski (Istyjski, Ilmeryjsko-Issedono-Aesti)

Należy zwrócić uwagę na często czynioną pomyłkę : Nie powinno się RÓWNAĆ ETNOSU Z HAPLOGRUPĄ.  Etnos słowiański jako składnik jest wszędzie tam gdzie występuje ta haplogrupa w składzie etnicznym na danym terytorium. On jest słowiańskim wkładem w “cywilizację” na danym obszarze, ale etnos jest współtworzony przez wszystkie występujące tam haplogrupy w ramach mieszania się ludności, a więc np w Polsce do 60 % R1a1 (złożonej z M458 i Z 280) dochodzą głównie R1b1 i I2 , a w Indiach inne haplogrupy, w Macedonii występuje równowaga R1a1, R1b1, I1, I2 oraz E. Ci ludzie mówią po słowiańsku i identyfikują się ze słowiańskością ale pochodzą od różnych haplogrup które razem stworzyły etnos Macedoński. To samo dotyczy Skandynawii i dzisiejszych Niemiec które są współtworzone przesz Słowian od zarania swego istnienia. Warto by Niemcy wreszcie zaczęli o tym mówić i zapamiętali to – 30% wkładu w ethnos niemiecki to Słowianie.

- A poza tym bez żadnego komentarza, niech mówią same mapy – które są w zgodzie absolutnej z rozprzestrzenieniem haplogrupy genetycznej Y-DNA R1a1 uznawanej powszechnie na świecie za Słowiańską (poza Niemcami, które dalej uprawiają Drang nach Osten – niezmordowanie od 1000 lat).

CB

Za: http://bialczynski.wordpress.com/2012/02/14/zasieg-wenedow-wedow-lugiow-legow-i-neurow-nurow-kontra-dalszym-falszerstwom-niemieckim/
 
Czytaj więcej:

Krainy , Miejsca , Ludy Królestwa SiS

 

Jaćwież i Jaćwingowie

Sierpień 15, 2012 Dodaj komentarz

Jaćwież

 

null
W takim miejscu to można mieszkać / fot. Analityk

Był to lud bitny, napastliwy i dzielny. Zaprawiony w bojach i wyprawach łupieżczych. Przed odwetem broniły go przepaściste lasy, tereny bagienne i jeziora. Rusini nazywali ich Jatwieziami, Polacy Polxianami, Krzyżacy ich ziemie Sudawią, a Litwini Dajnową.
 

null
Przez gałęzie popatrzeć na wysepkę na
jeziorze Szurpiły / fot. Analityk

Kiedy pierwszy raz udawałem się na Jaćwież, oczami wyobraźni widziałem nieprzebyte lasy, jeziora, teren podobny do Mazur. To, co ukazało się mym oczom, to była ziemia pozbawiona drzew, która jednak szybko swymi urokami podbiła me serce.

To właśnie przez ostatnie 200 lat w promieniach wschodzącego słońca odbijanych przez ostrza siekier ginęła odwiecznie rosnąca tam puszcza. Dziś świadczą o niej tylko nazwy miejscowości, jak Rudka-Tartak.

null
Jezioro Szurpiły / fot. Analityk

Jaćwingowie, lud bałtycki przez niektórych nawet określany jako odłam plemienia Prusów, zamieszkiwali tereny między jeziorami mazurskimi a Niemnem granicząc na północy z Litwinami, a na południu z ziemią mazowiecką i Polesiem. Chroniąca ich puszcza zapewniała bezpieczeństwo. Przede wszystkim znani byli z wypraw łupieżczych, jakimi nawiedzali tereny zamieszkiwane przez Rusinów, Mazowszan, a czasem zapuszczali się nawet do Wielkopolski. Zawsze chętni do wypraw po sławę i łupy sprzymierzali się to z bratnimi Prusami i Litwinami, innym razem z rycerzami polskimi, aby na przykład uderzyć na ziemie swych pobratymców. Z pewnością nie byli łatwymi sąsiadami, bo walczyli z każdym i przeciw każdemu.

Kilkukrotnie lud ten pojawia się na kartach naszej historii. Długosz odnotował, że w roku 1043 mazowiecki rebeliant Masław stawiając opór Kazimierzowi Odnowicielowi wezwał na pomoc „Prusów, Jaćwingów i inną dzicz pruskiej ziemi”. W 1243 roku wsparli Konrada Mazowieckiego w jego walce z księciem krakowskim Bolesławem Wstydliwym. Zdobycie Drohiczyna, zamku nad Bugiem, zapewniło im centrum logistyczne dla ich wypraw łupieżczych. Szczęście przestało się do nich uśmiechać w roku 1280, kiedy to dokonali wyprawy na ziemię lubelską, a karna ekspedycja Leszka Czarnego dopadła powracających najeźdźców nad Niemnem, gdzie po ciężkiej walce wybito wszystkich Jaćwingów biorących udział w tej wyprawie. Po tym ciosie Jaćwingowie już się nie podnieśli, bo i Krzyżacy dbali o to, aby podnieść się nie mieli możliwości. Ostatnim ich bastionem była Góra Zamkowa, obecnie leżąca w obrębie Suwalskiego Parku Narodowego.

null
Widok z Góry Zamkowej / fot. Analityk

Góra Zamkowa

Góra Zamkowa to jedno z najstarszych miejsc osiedlania się człowieka na Suwalszczyźnie. Pierwsze ślady osiedlania szacowane są na 8-5 tys. lat p.n.e. Stałe osadnictwo datowane jest na X – VIII w p.n.e. Walory tego miejsca zarówno pod względem widokowym, jak i warunków obronnych, jakie dawało położenie między czterema jeziorami, musiały być przez człowieka docenione. Na przełomie V i VI w n.e. powstaje tam grodzisko, które w różnych okresach pełni różne funkcje: od funkcji mieszkalnych, po sakralne i obronne. Już w początkach X w. jest to w pełni ufortyfikowane miejsce. W XIII w, po kolejnych zwycięskich dla Krzyżaków bitwach, starszyzna plemienna zamyka się w tej twierdzy, bronionej wałami ziemno-kamiennymi, jeziorami, głębokimi rowami wykopanymi między poszczególnymi jeziorami i palami wbitymi w dno jezior, uniemożliwiającymi dopłynięcie. Twierdza wydaje się nie do zdobycia. I kto wie, czy Krzyżacy nie odeszliby od niej jak niepyszni, gdyby nie zdrada i otworzenie w nocy bram. Zdobycie twierdzy zakończyło się masową rzezią jej obrońców. Niedobitki ludności jaćwieskiej zostały przesiedlone za Niemen, na tereny obecnej Litwy i Łotwy. Do XV w. tereny wybitego ludu pozostawały praktycznie niezamieszkałe, schronienie znajdowali tam tylko ludzie wyjęci spod prawa. Chociaż, zgodnie z dostępnymi dokumentami, jeszcze w roku 1425 na Górze Zamkowej znajdował się litewski gród warowny.

Od tak dawna zamieszkiwane miejsce nie mogło nie przyciągać do siebie zarówno legend, jak i różnych mniej lub bardziej dokuczliwych duszków.

Jak opowiadają najstarsi mieszkańcy tych rejonów, na pobliskich drogach grasują duszki, które urywają w wozach koła.

null
Widok z Góry Zamkowej / fot. Analityk

Na wzgórzu w ciepłe dni i noce pojawia się piękna jaćwieska księżniczka, pokutująca za śmierć swego narzeczonego. Pokazuje się ona różnym wędrowcom odwiedzającym to miejsce. Pewnego dnia na zboczu przysnął młody, silny parobek. Gdy się obudził, pochylała się nad nim piękna dziewczyna prosząc go o uratowanie od ciążącej na niej klątwy. Miał ją 9 razy znieść z Góry Zamkowej, przy czym nie mógł się obejrzeć za siebie. Cóż to dla silnego parobka było znieść z niewysokiego przecież wzgórza 9 razy piękną dziewczynę. Raźno zabrał się do pracy i droga biegła szybko, a przy każdym zejściu dziewczyna stawała się coraz piękniejsza. Gdy już był u końca ostatniego zejścia nagle posłyszał, jak za nim spada lawina kamieni. Odruchowo obejrzał się za siebie. Dziewczę zapłakało i rzekło „zgubiłeś mnie, znowu będę musiała cierpieć lata męki”, po czym znikło.

null
Widok z Góry Zamkowej / fot. Analityk

Tak więc, drodzy panowie, może warto udać się na Górę Zamkową, zdrzemnąć się w ciepłym letnim słońcu ogrzewającym to wzgórze, przy wtórze owadów i woni kwiecia. Może też pojawi się piękne dziewczę, które da wam się 9 razy znieść ze wzgórza bez oglądania się za siebie, a dziewczę wynagrodzi to męstwo tak, jak to tylko księżniczki potrafią?

Za: http://interia360.pl/artykul/jacwiez,18824
 

Jaćwingowie

 

null
Oczom ukaże się przepiękna ukształtowana
przez lodowiec ziemia / fot. Analityk

Gdy trafisz na Jaćwież, zobaczysz przepiękny ukształtowany lodowcem teren rozświetlony taflami jezior. Kiedyś był w całości pokryty lasem, ale XX-wieczna siekiera zakończyła jego żywot. Tam żył w dostatku lud bitny i dumny, który na skutek sporów swych elit przegrał szansę na przetrwanie.
 
Kim byli?

Nawet nie wiemy, jak sami siebie nazywali, bo nie pozostawili po sobie źródeł pisanych. W językach polskim i rosyjskim mówimy o Jaćwingach (Jadźwingach), ich pobratymcy Litwini mówią o ludzie Dainava, w terminologii niemieckiej to Sudowie (Sudauer), zaś polskie teksty średniowieczne pisane po łacinie określają ich jako Pollexiani, co na nasze należałoby tłumaczyć Połekszanie (od rzeki Łek, czyli dzisiejszej Ełk). Również podział na Prusów i Jaćwingów jest podziałem sztucznym wynikającym z procesu zawłaszczania ziem w sumie blisko spokrewnionych ludów.

null
Widok z Góry Zamkowej, grodu obronnego
Jaćwingów / fot. Analityk

Dlatego w źródłach nie ma ścisłego rozróżniania Prusów i Jaćwięgów i tylko z opisów rozmieszczenia geograficznego domyślamy się, że chodziło o konkretne plemię.

Zamieszkiwali teren ograniczony rzeką Niemen na wschodzie i północy, Narwią na południu, a górną Szeszupą, Jeziorami Mazurskimi i dalej Pisą od zachodu. Pod względem językowym lud należał do grupy języków bałtyjskich*, które razem z prasłowiańskim po językach germańskich wyłoniły się z pnia języków indoeuropejskich. Językom bałtyjskim najbliżej jest do języków słowiańskich. Nie oznacza to jednak, że nawet w średniowieczu mogła być mowa o wzajemnym rozumieniu się, tak jak dziś ma to miejsce z Czechami czy Słowakami.

Najwcześniej imię Jaćwingów pojawia się w latopisach ruskich, które w roku 983 odnotowują następującą informację „Poszedł Włodzimierz na Jaćwingów i wziął ich ziemie”.

Do XII wieku w innych dokumentach nie ma wzmianki o samych Jaćwingach, nie są odróżniani od innych ludów bałtyjskich, a te wszystkie są określane ogólną nazwą Prusów. Co lepiej, Prusów Tacyt zalicza nawet do Germanów, ale pamiętajmy, że u Tacyta pojęcie Germania jest bardzo szerokie. Jednakże to właśnie on po raz pierwszy wspomina o Estiach, co jest pierwszą odnotowaną wzmianką o istnieniu Bałtów. Geograf Bawarski (IXw.), czyli dokument szpiegowski wymieniający wszystkie ludy i ich siły na północ od Dunaju wspomina Brunzi, których możemy identyfikować właśnie z ludami bałtyjskimi. W nieco późniejszym dokumencie arabskim sporządzonym w drugiej połowie X w. przez żydowskiego dyplomatę Ibrahima ibn Jakuba [w służbie kalifa kordobańskiego, Hiszpania] znajduje się wzmianka o państwie Mieszka, ale również o Bałtach. „Z Meszko sąsiadują na wschodzie Rus, na północy Burus. Siedziby Burus leżą nad oceanem [Bałtykiem]. Oni mają odmienny język, nie znają języka swych sąsiadów. Są sławni ze swego męstwa.” Informacje te Ibrahim uzyskał w czasie pobytu na dworze Ottona I w Magdeburgu. Pod koniec X w. Prusowie znowu pojawiają się w dokumentach za sprawą tragicznej misji św. Wojciecha, który 23 kwietnia 997 roku poniósł z ich ręki śmierć. W roku 1009 kroniki wspominają ponownie Bałtów, za sprawą śmierci kolejnego misjonarza św. Brunona z Kwerfurtu, który zginął na pograniczu Prus i Rusi. Jednak ani Thietmar, ani kroniki Kwedlinburga opisujące to wydarzenie o samych Jaćwingach nie wspominają.

Jaćwingowie a Ruś i Polska

null
Zawieszona dolina, element krajobrazu
polodowcowego / fot. Analityk

Tak naprawdę Jaćwingowie w naszej historii pojawiają się za sprawą Miecława na Mazowszu za czasów Kazimierza I Odnowiciela. Choć Gall Anonim wspomina tylko Pomorzan wspomagających Miecława, to jednak z ruskich latopisów możemy się dowiedzieć, że książę kijowski Jarosław Mądry brał udział w wyprawach przeciw Jaćwingom (1038), Litwie (1040) i Mazowszanom (1041). Z tego można wywnioskować, że sojuszowi Kazimierza Odnowiciela i Jarosława Mądrego Miecław przeciwstawił sojusz z Pomorzanami, Litwinami i Jaćwingami.

W późniejszym okresie intensywne walki z Prusami i Jaćwingami miały miejsce w 2 połowie XII wieku, był to okres słabości władzy w Polsce wynikającej z rozbicia dzielnicowego, co w zestawieniu z początkami koncentracji władzy na terenach Prusów i Jaćwingów równoważyło siły tych dwóch sąsiadów. Za rządów Bolesława IV Kędzierzawego, którego dzielnicą rodową było Mazowsze, do walk na pograniczu Mazowsza i terenów Prusów i Jaćwingów dochodziło wielokrotnie. W jednej z takich walk zginął brat Bolesława, Henryk książę sandomierski (1166). Kolejne udokumentowane starcie z Jaćwingami miało miejsce pod koniec panowania Kazimierza II Sprawiedliwego prawdopodobnie w roku 1193. Dość dużo miejsca wojnom z Jaćwingami (określanymi jako Pollexiani – Połekszanie) poświęcił w kronice Wincenty Kadłubek, gdzie wręcz wychwala ich dzielność, przezorność i przemyślność w walce.

Wydaje się, że pierwszym celem ekspansji Jaćwingów była Ruś Halicko-Włodzimierska. Z latopisów wiemy o napadzie przed rokiem 1196 i wyprawie odwetowej księcia Romana II Halickiego zimą 1196/1197, w której wojska Rusi jedynie paliły rozrzucone po lasach wioski, gdyż ludność schowała się w grodach obronnych. Lecz już w wojnie między księciem krakowskim Leszkiem Białym a księciem wołyńskim Danielem Romanowiczem (ok. 1217) po stronie Daniela brały udział wojska litewskie i jaćwieskie.

null
Prace archeologiczne na cmentarzysku Jaćwingów pod Górą Zamkową / fot. Analityk

W wydarzenia włączają się Krzyżacy

Uciążliwe napady Prusów i Jaćwingów na Mazowsze, o których informuje Kronika wielkopolska, doprowadziły do sprowadzenia w roku 1226 Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie w dolinę Wisły. Zakonnicy tworzyli swoje państwo podbijając kolejne plemiona pruskie i zajmując ich ziemie. Mimo sojuszu z Krzyżakami Konrad Mazowiecki wspomagał się pogańskimi Jaćwingami w swoich walkach o tron krakowski. Jednak w roku 1240 musiała nastąpić jakaś wojna między Konradem a Prusami, o czym wiemy tylko z jednego dokumentu, nadania wioski możnemu Gotardowi w pobliżu Warszawy, za zwycięstwo nad Litwinami, Jaćwingami i Prusami, w którym Gotard pojął siedmiu jaćwieskich notabli, a oni musieli się wykupić z niewoli niewiarygodną na ówczesne czasy sumą 700 grzywien srebra. W osobnym rozdziale Kroniki wielkopolskiej czytamy „Konrad powiódł pogan przeciw bratankowi” [Bolesławowi Wstydliwemu], kiedy to spustoszono m. in. Kielce.

Powstanie Prusów przeciw Krzyżakom (1242) spowodowało zerwanie sojuszu Konrada Mazowieckiego z Jaćwingami, gdyż Konrad popierał Krzyżaków. Wynikiem tego była zwiększona intensywność najazdów na ziemie Mazowsza, w tym spalenie Płocka (1243). To właśnie doprowadziło do zbliżenia Konrada Mazowieckiego z Rusami (ks. Wasylkiem) i napadu Jaćwingów na Ruś (1244). Latopisy mówią, że cały kraj wzięli w niewolę, zginęło 40 kniaziów. Wyprawa odwetowa zimą 1245/46 Konrada z Wasylkiem spaliła na panewce, ze względu na silne śniegi. Gdy Konrad ponownie wyprawił się tym razem na ziemie Bolesława Wstydliwego, wiódł ze sobą tylko Litwinów.

W XIII w, ostatnim wieku samodzielnych dziejów Prusów i Jaćwingów, znaleźli się oni w potrzasku między czterema siłami: Krzyżakami, Polakami, Rusinami oraz Litwinami, którzy niepomni braterstwa krwi również pragnęli podporządkować sobie ich ziemie. Bo właśnie w XIII w. Litwini jako jedyni spośród Bałtów tworzą pod wodzą Mendoga samodzielne państwo, będące w stanie prowadzić samodzielną politykę.

null
Wypalona w stosie pogrzebowym, dlatego nie poddająca się korozji sprzączka od paska / fot. Analityk

Po walkach z Prusami Krzyżacy stanęli na granicach Jaćwingów. Niebezpieczeństwo z ich strony wszakże odsunięte zostało pierwszym powstaniem pruskim (1242), w którym udział po stronie Prusów brali zarówno Jaćwingowie, jak i Litwini, a po stronie krzyżackiej również wojska Konrada Mazowieckiego. Powstanie to zostało stłumione. Nie wiemy z jakich powodów, ale w czasie jego trwania wystąpiły rozdźwięki między Jaćwingami i Litwinami, co po stłumieniu powstania pozostawiło Jaćwingów osamotnionymi między czterema wrogami Krzyżakami, Polakami, Rusinami i Litwinami pod wodzą Mendoga. Możliwe, że przyczyną były dążenia Mendoga do podporządkowania sobie zarówno Jaćwieży, jak i Żmudzi oraz mocne zbliżenie się Mendoga z Krzyżakami i papiestwem, co w roku 1253 zapewniło mu koronę.

W latach 1253 – 59 Mendog dość hojnie nadawał Krzyżakom ziemie Jaćwingów. Hojność ta każe przypuszczać, że ziemie te nie należały do niego, a celem takiego manewru było skierowanie Krzyżaków do tłumienia oporu plemion jaćwieskich, a także potwierdzenie prawa Mendoga do tych ziem. W działaniach tych brali udział również Polacy. W roku 1253 Kazimierz kujawski (syn Konrada Mazowieckiego) uzyskał od papieża zgodę na władanie ziemiami (Galindii i Połeksza) tam, gdzie poganie zgodzą się dobrowolnie przyjąć chrześcijaństwo.

Pokonani

null
Brosza XI – XII w. znaleziona na cmentarzysku
pod Górą Zamkową / fot. Analityk

Umowa między Krzyżakami, księciem Siemowitem I, synem i następcą Konrada I i Danielem Halickim nadała tym dwóm prawo do jednej trzeciej Jaćwieży. Prawdopodobnie wtedy również Mendog dzierżył władzę nad trzecią częścią Jaćwieży. Mimo to Jaćwingowie kontynuowali najazdy na ziemie ruskie. Zimą 1255/56 Daniel i Siemowit z posiłkami od Bolesława Wstydliwego poprowadzili wyprawę odwetową na ziemię Jaćwingów, w wyniku której Jaćwingowie poddali się Danielowi w zamian za zwrot jeńców i dali zakładników. Umowy tej nie chcieli dotrzymać, ale przestraszeni ponownym zbieraniem się wojsk pozwolili na pobudowanie na swych terenach grodów ruskich.

Rok 1260 to znowu wielka klęska, jaką ponieśli Krzyżacy z rąk Żmudzinów, i drugie powstanie pruskie. Państwo krzyżackie w Prusach było zagrożone. Mazowsze, sojusznika Krzyżaków, dosięgła niszczycielska wyprawa Mendoga. Dwa lata później kolejna wyprawa Mendoga na Mazowsze doprowadziła do pojmania i zabicia w Jazdowie (obecne Ujazdów – Warszawa) księcia Siemowita I i jego syna Konrada, co w odwecie doprowadziło do wyprawy tym razem Bolesława Wstydliwego na tereny Jaćwingów. I choć Długosz ogłosił wyniszczenie Jaćwingów, siedem najazdów pogan na Polskę w latach 1266-1281 wydaje się temu przeczyć. W roku 1282 doszło do spustoszenia ziemi lubelskiej i pogoni Leszka Czarnego za napastnikami, których dopadł za Narwią, pokonał i odzyskał zarówno łupy, jak i jeńców. Bitwa ta z pewnością miała wpływ na zaciekłe walki obronne, jakie w tym czasie prowadzili Jaćwingowie z Krzyżakami. Jednak stały napór Krzyżaków i porażki na innych frontach powodowały powolne rozluźnienie wśród Jaćwingów poczucia narodowego. Wodzowie poszczególnych plemion jaćwieskich dochodzili stopniowo do wniosku, że lepiej będzie im żyć pod władzą Krzyżaków. Jeden z wodzów Kantegride przeszedł na stronę Zakonu na czele ponoć 1600 ludzi. Po spustoszeniu przez Krzyżaków ziemi Krasima wódz Sudowów Skomand (młodszy) wraz ze swym ludem udał się na Litwę, gdzie jednak nie zrobił kariery i po kilku latach wróciwszy na swe włości, poddał się Krzyżakom, od których otrzymał skromne nadanie ziemskie na ich terenach i później im lojalnie służył. Podobne osadnictwo miało miejsce na ziemiach Polski i Rusi. Świadczą o nim po dziś dzień jaćwieskie nazwy wiosek.

null
Brosza powstała na Bałkanach, może świadek jednej z wypraw łupieżczych / fot. Analityk

Ziemia Jaćwingów systematycznie pustoszała, w zamyśle Krzyżaków i Litwinów teren ten miał być strefą buforową.

Co stało się z tym ludem?

Jak widzimy, wbrew powszechnej opinii, jakoby mieli być wymordowani, jest to nieprawda. Człowiek w tamtych czasach był jednym z cenniejszych dóbr. Pokonani Jaćwingowie osiedlali się na terenach państw ościennych, które właściwie dokonały rozbioru Jaćwieży. Procesy asymilacyjne emigrantów miały różny przebieg i czas, zależnie od tego, w jak dużych grupach ludność ta się osiedlała w nowym miejscu. Ziemie Jaćwingów do końca XV w. pozostawały niezaludnioną strefą buforową między Litwą i Państwem Zakonu Krzyżackiego, w której mieszkali tylko ludzie wyjęci spod prawa i ci, którzy z jakiś powodów wybierali samotniczy tryb życia.

null
Fragment pociętej w trakcie ceremonii pogrzebowej blaszki mosiężnej zdobiącej ubranie zmarłego / fot. Analityk

Powrót osadnictwa na ziemie Jaćwingów nastąpił dopiero w wiekach XV – XVI. Ludność przybywała z terenów Mazowsza, Rusi, Litwy, czasami również powracały dzieci rodowitych Jaćwingów, którzy kiedyś pod przymusem lub dobrowolnie udawali się na tereny zaborców. O tych powrotach świadczy fakt, że pozostały jaćwieskie nazwy rzek i miejscowości, a ktoś przecież musiał pamięć tych nazw przekazać. Dziś potomków Jaćwingów możemy poszukiwać na półwyspie Sambijskim oraz nad Niemnem, pod Grodnem i Wołkowyskiem. Wśród Polaków można się doszukiwać potomków Jaćwingów wśród szlachty pieczętującej się herbem Prus. Herb ten został utworzony dla pruskich nobilów osiedlających się na terenach Polski, wpisywanych w szlachtę naszego kraju.

Co możemy powiedzieć o ich życiu?

Na co dzień Jaćwingowie mieszkali w rozrzuconych po lasach wioskach, gdzie uprawiali ziemię, żyli z darów lasów. Do swej obrony mieli ukryte w niedostępnych miejscach grody, w których archeolodzy nie znajdują śladów codziennego bytowania, jak na przykład potłuczonych naczyń. Były to raczej miejsca ochronne, gdzie uciekali w chwilach zagrożenia. Dobrym przykładem takiego miejsca jest Góra Zamkowa na Suwalszczyźnie, gdzie po dziś dzień zachowały się ślady wspaniałych fortyfikacji. Ślady bytowania ludzkiego znajdujemy tam tylko na podgrodziu, a nie na terenach grodu obronnego, co potwierdza tezę, że teren grodu służył tylko jako miejsce czasowego schronienia.

null
Dzwoneczek zdobiący ubranie kobiety / fot. Analityk

Jadźwingowie ubierali się kolorowo, tak samo jak Słowianie stosowali szeroką gamę barwników naturalnych. Kobiety chodziły ubrane strojnie. Oblicza się, że przeciętnie kobieta nosiła na sobie około 2-3 kg ozdób, od bransolet ze zwiniętego drutu mosiężnego, przez brosze, zapinki i wreszcie dzwoneczki, wykonane z kwadratowej blaszki zawiniętej rogami z małym kamyczkiem w środku. Takimi dzwoneczkami przyszytymi do sukienki kobieta Jaćwingów przypominała swej rodzinie i sąsiadom o miejscu swego przebywania.

Dość ciekawy sposób pogrzebów, jakie stosowali, nie pozwala dziś archeologom powiedzieć wiele o ich życiu. Informacje o ich strojach mamy raczej z późniejszego okresu, przejścia na chrześcijaństwo, gdy zrezygnowali z ciałopalnych pochówków. Wcześniej po śmierci ciało było palone na stosie, następnie po wygaśnięciu stosu wszelkie pozostałości były dokładnie rozdrabniane i rozrzucane warstwami na wyznaczonym miejscu (cmentarzu). Badania takiego cmentarza pod Górą Zamkową trwały m.in. w roku 2010. Zdjęcia zamieszczone w tym artykule pochodzą właśnie z tego wykopaliska.

Co ich zgubiło?

Zgubił ich brak umiejętności utworzenia silnego państwa. Struktury plemienne jeszcze w okresie rozbicia dzielnicowego w Polsce pozwalały im na samodzielną egzystencję, lecz sąsiedzi tworząc struktury państwowe rośli w siłę, zawiązywali sojusze na dłużej i prowadzili coraz bardziej spójną politykę zewnętrzną. Jaćwingowie nie dostrzegli konieczności przejścia na chrześcijaństwo, co wówczas było warunkiem spokojnej egzystencji, a co wykorzystał litewski Mendog. Dodatkowo nie potrafili zbudować jednolitej armii, a raczej organizowali się w małe grupy i wyprawami łupieżczymi nękali sąsiadów. Prawdopodobnie właśnie ich wojowniczość doprowadziła do zjednoczenia krajów sąsiednich, które później wspólnymi działaniami zakończyły samodzielne bytowanie Jaćwingów. Niestety jednak jednym ze sposobów walki z wojowniczymi pogańskimi Bałtami było sprowadzenie Krzyżaków, za co zresztą Polska i Litwa w późniejszym czasie musiały mocno odpokutować.

Można by powiedzieć – kogo dziś interesują ludy, które przegrały swój czas jeszcze w średniowieczu. Historia jednak jest nauczycielką, pozwala uczyć się na skórze własnych ojców, a ci, co nie chcą pójść wskazaną przez nią drogą, drugi raz w tej samej sprawie tyłek na cięgi nastawiają. Dziś świat poszukuje rynków zbytu, a nie ma bogatszego i bardziej nienasyconego w naszych okolicach niż rynek rosyjski. Mamy wielką szansę, bo rozumiemy mentalność Rosjan, mamy bliskość językową. Jeżeli przez głupie fobie ją zaprzepaścimy, historia może się z nami obejść tak samo, jak zrobiła to z Jaćwingami.

* Języki bałtyjskie określane są przez niektórych jako „bałtyckie”, co jednak sugeruje czysto geograficzne usytuowanie, zaś określenie Bałtowie nie jest pojęciem historycznym, a wytworem dzisiejszej nauki.

Literatura:  Jerzy Strzelczyk „Zapomniane narody Europy” wyd. Ossolineum

Za: http://interia360.pl/artykul/jacwingowie,44145
 

Herkus Monte – Konrad Wallenrod Prusów / Diwan Klekin – Wódz Barcji

Sierpień 7, 2012 8 uwag

Konrad Wallenrod Prusów


Ożywa legenda Herkusa Montego, pierwszego pogromcy Krzyżaków Herkus Monte uczynił więcej dla swojego ludu niż Robin Hood czy Wilhelm Tell dla swego – mówi Józef Burniewicz, olsztyński dziennikarz i historyk, twórca idei usypania pod Olsztynem wielkiego kopca, który będzie sławić Herkusa Montego, XIII-wiecznego pruskiego wojownika, bohatera walk z Krzyżakami. – Przez kilka lat rozbijał duże armie i wodził za nos najlepszych rycerzy średniowiecznej Europy. Trzeba oddać sprawiedliwość Prusom, narodowi, który żył na tych ziemiach i który w haniebny sposób unicestwiono – mówi Burniewicz.
Pomysł usypania kopca ożywił legendę Herkusa Montego. Wojownik stał się patronem jednej z warmińskich szkół podstawowych, miłośnicy tradycji rycerskich urządzają biesiady jego imienia, powstał nawet zespół rockowy Herkus Monte. Kościół patrzy na Herkusa niechętnym okiem. Hierarchowie olsztyńscy prosili Burniewicza przed trzema laty, by budowa kopca nie rozpoczęła się podczas obchodów millenium i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Kto bowiem zabił naszego męczennika? Właśnie Prusowie. W świadomości przeciętnego Polaka Prusowie to ci, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa, nie chcieli żyć według praw świata feudalnego i w dodatku napadali na nasze ziemie. To po to, by przeciwstawić się ich ekspansji, Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków.

[- piastowscy książęta sami nadgorliwie brali udział na przestrzeni kilku wieków, naturalnie pod płaszczykiem tzw. “chrystianizacji”, w narzucaniu Prusom nienawistnego im katolicyzmu-jahwizmu – przyp. opolczyk]

null
Rycerz Henryk, wódz plemienia Natangów
Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w 1225 r., a więc na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię chełmińską. Herkus pochodził z zamożnego rodu Montemidów z plemienia Natangów.
Młodych Prusów porywano z ich wiosek i grodów, by służyli rycerzom zakonnym; czasami ojcowie sami wydawali swych synów najeźdźcom. Herkus trafił do braci zakonnych w Magdeburgu, oddany pod ich „opiekę” przez rodziców. Został ochrzczony i nadano mu imię Henryk. Już wkrótce władał mieczem jak mało kto, co szybko zwróciło uwagę Krzyżaków. Z łatwością nauczył się też niemieckiego i łaciny.
Jako dwudziestoparolatek, już rycerz zakonny, wrócił w rodzinne strony. Mniej więcej wtedy, w 1249 r., po wieloletnich zmaganiach z najeźdźcą przedstawiciele pruskich plemion w obecności legata papieskiego podpisali z Krzyżakami w Christburgu (dzisiejszym Dzierzgoniu) dekret pokojowy. Prusowie zobowiązywali się m.in. do porzucenia pogańskich praktyk, wyrzeczenia się wielożeństwa i odbudowania zniszczonych kościołów. Zakon zaś miał ochraniać pruskich poddanych. To przyrzeczenie Krzyżacy jednak notorycznie łamali. Zdaniem Jerzego Necia, historyka i autora monografii o życiu Herkusa Montego, zakon sprowokował bunt, by dokonać fizycznej eliminacji Prusów, gdyż układ dzierzgoński mógł się stać „zaczątkiem budowy chrześcijańskiego państwa w Prusach, ale bez udziału rycerzy-mnichów”.
W 1260 r. wybuchło antykrzyżackie powstanie. Jego bezpośrednią przyczyną było podstępne wymordowanie członków pruskiej starszyzny, która przybyła negocjować z rycerzami zakonu. 13 lipca tego samego roku Żmudzini, pobratymcy Prusów, zadali rycerzom zakonnym druzgocącą klęskę nad jeziorem Durbe w Liwonii (Inflanty). Wtedy właśnie Henryk Herkus Monte przeszedł na stronę swoich rodaków. Na początku walki z zakonem nie zamierzał się jednak wyrzekać chrześcijaństwa. Wysłał petycję do papieża Urbana IV. Opisał bestialstwo Krzyżaków i prosił o poparcie dla swojego ludu, uroczyście oddając go pod opiekę papieską. Petycja pozostała bez odpowiedzi. Rozgoryczony Henryk Herkus zwrócił się znów do swych dawnych bogów. Stał się na powrót Herkusem – walecznym wodzem plemienia Natangów.

Powiesić legendę

W pierwszej fazie powstania (nazywanego drugim powstaniem pruskim) Prusowie niemal osiągnęli zwycięstwo. 20 września 1260 r. wszystkie plemiona pruskie uderzyły jednocześnie, co całkowicie zaskoczyło Krzyżaków. Zanim zakonowi udzielono pomocy z Zachodu, prawie cały kraj został wyzwolony. Oparły się jedynie załogi zamków utrzymujących kontakt ze światem drogą morską – Królewca, Bałgi, Elbląga oraz jedyna twierdza w głębi pruskiego terytorium – Bartenstein (zamek bartoszycki padł w końcu po trzech latach). Natangia była wolna!
Pobici Krzyżacy zaczęli się uciekać do podstępów. Przekupywali niektórych Prusów nadaniami ziemi w zamian za wpuszczenie za bramy warowni. Henryk Monte nie pozostawał im dłużny. W stroju rycerza zakonu przybywał do twierdz i siedzib krzyżackich i wyprowadzał braci na pewną śmierć albo do niewoli. Przez siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem sytuacja zaczęła się zmieniać. Zakon zakończył wojnę z księciem pomorskim Świętopełkiem, Krzyżaków zaczęli wspierać Polacy zaniepokojeni wdzieraniem się Prusów na ziemię chełmińską. Prusowie nadal jednak trzymali się mocno. Na Natangów uderzyły świetnie wyszkolone posiłki czeskie, ale nawet one nie poradziły sobie z wojownikami Herkusa. Krzyżacy wiedzieli jedno: po śmierci wodza Prusowie wpadną w popłoch. Dowiedziawszy się przez szpiegów, gdzie zatrzymał się Herkus, porwali go, a potem publicznie powiesili (ten rodzaj śmierci był uznawany przez Prusów za szczególnie hańbiący). Po uduszeniu kat przebił jeszcze dla pewności serce Herkusa sztyletem.
Rachuby okazały się słuszne: opór Natangów zaczął słabnąć. Powstanie w Prusach trwało jeszcze ponad 10 lat, ostatnie siedliska oporu unicestwiono w 1283 r.

Pomnik wystawiony przez Mickiewicza

Pozbawieni wielu praw, którymi cieszyła się większość napływowej ludności, Prusowie zostali zepchnięci na własnej ziemi na najniższy szczebel hierarchii społecznej (za zabicie Prusa trzeba było na przykład zapłacić jedynie stosunkowo niewielką grzywnę) i zmuszeni do dźwigania wielkich ciężarów ekonomicznych na rzecz nowych panów.
Pod koniec trzeciej dekady XVI wieku Prusowie powstali raz jeszcze i ponieśli druzgocącą klęskę. Potem de facto ulegli germanizacji. W XVII wieku ślad po tym narodzie ostatecznie zaginął. Legenda Herkusa Montego po wiekach znalazła miejsce w literaturze. Pisali o nim pisarze niemieccy i litewscy. W przypisach do „Konrada Wallenroda” Adam Mickiewicz stwierdził: „Często się zdarzało, że Prusacy (tj. Prusowie) i Litwini, dziećmi porwani i wychowani w Niemczech, powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach Zakonu Prusak Herkus Monte…”. Dlatego można domniemywać, że jego postać zainspirowała wieszcza do napisania dzieła o krzyżackim rycerzu, który zgubił swój zakon. Postaci wodza Natangów poświęcony jest film fabularny, zrealizowany w latach 70. na Litwie. Imię Montego nosi uniwersytet w Kłajpedzie, a od 1999 r. – szkoła w Kamińsku.

Wolni Prusowie

Winni zagłady Prusów są pośrednio też Polacy, bo to polski książę ściągnął w 1226 r. Krzyżaków na ziemię chełmińską [- piastowski książę Konrad Mazowiecki sprowadził na polskie tereny najgorszą zarazę katolicką – krzyżaków. Za ludobójstwa krzyżaków na ludzie pruskim ponoszą więc polscy katolicy (nasi niestety rodacy), jako potomkowie Piastów – nadgorliwych “chrystianizatorów” – współodpowiedzialność. – przyp. opolczyk].
Polacy nie potrafili się skutecznie bronić przed najazdami pruskich wojowników. Niektórzy z nich zapuszczali się pod Łęczycę, a więc prawie w środek ówczesnej Polski. Polscy rycerze organizowali wyprawy odwetowe, ale grzęzły one w mazurskich bagnach albo trzebione były w drodze powrotnej, bo Prusowie opanowali do perfekcji leśną partyzantkę. Trudno było zawrzeć pokój czy rozejm, bo każda wioska pruska miała swojego króla, niezależnego władcę, który organizował własne wyprawy.
Prusowie to nazwa nadana kilkunastu plemionom żyjącym na terenie późniejszych Prus Wschodnich. Mówili podobnym językiem, potrafili się porozumieć z przodkami dzisiejszych Litwinów i Łotyszy, jak oni byli Bałtami, którzy przybyli w ten zakątek Europy na początku naszej ery. Żyli głównie z uprawy roli, ale wielu trudniło się handlem (w ziemi odnajdywano także miecze wykuwane w najlepszych fryzyjskich czy burgundzkich warsztatach). Jan Długosz napisał, że zarówno pruscy mężczyźni, jak i kobiety chodzili codziennie do łaźni, aby „wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia i przedłużyć życie”.
Prusowie czcili naturę, funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje (za wtargnięcie do takiego gaju skazano św. Wojciecha na śmierć). Nosili amulety, czuli potrzebę nieustannego wróżenia. Przed walką składali bóstwom ofiary ze zwierząt i ludzi [Informacja o krwawych ofiarach z ludzi i zwierząt jest mało wiarygodna i napisana zapewne na podstawie kronikarzy katolickich, którzy podobne kłamstwa o poganach często wymyślali – przyp. opolczyk].

[Wytępieniu „pogaństwa” w Prusach Watykan nadał nawet rangę krucjat i w tym haniebnym i ludobójczym procederze brali udział także polscy katolicy, którzy przeistoczyli się w posłusznych kundli Watykanu.
Tutaj jeszcze pewna dygresja. Zaledwie kilka lat po sprowadzeniu krzyżackiej dziczy na ziemię chełmińską doszło do konfliktu pomiędzy Konradem a krzyżakami. Konrad odebrał krzyżakom wszystkie nadania, ale wtedy do akcji wkroczył katolicki cesarz niemiecki i wydał antydatowaną tzw. “Złotą Bullę“, w której dysponował on uzurpatorsko m.in. terenami polskimi. Bullę tego cesarza jahwisty uznało papiestwo stając po stronie ludobójców z zakonu Szpitala Najświętszej Maryji Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.
Nadgorliwość polskich Piastów w jahwizacji Prus, a zwłaszcza ściągnięcie do Polski na pomoc krzyżaków nie wyszła Polsce na dobre. Nie dość, że trzysta lat zakon ludobójców spod znaku rzymskiej szubienicy zagrażał Polsce, to jeszcze utworzone na jego gruzach w 1525 roku Prusy Książęce po przeistoczeniu się w Królestwo Prus były jednym z zaborców.
Naszym braciom – Prusom – winni jesteśmy przynajmniej pamięć o nich.
– przyp. opolczyk]

Autor: Rafał Geremek / Źródło: Tygodnik WPROST

Czytaj więcej :

Nasi pogańscy bracia – Prusowie
( Zajrzeć w pogańską duszę , czyli rzecz o religii dawnych Prusów ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/02/nasi-poganscy-bracia-prusowie/

Andrzej Szubert – Elegia o ludu Prusów
( Johannes Bobrowski – Pruzzische Elegie ) :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/01/elegia-o-ludu-prusow/
 

PRUSCY HEROSI – HERKUS MONTE /
WIELKI WÓDZ NATANGÓW I PRUSÓW Z RODU MONTEMIDÓW

 
Heroiczna postać nie mająca sobie równej w ówczesnej Europie i później, natchnęła wielkiego polskiego wieszcza Adama Mickiewicza do dzieła “Konrad Wallenrod”.
Po wyciszeniu Pomezanii, nie realizowaniu traktatu pokojowego z 1249 roku. Rozbiciu struktur społecznych Pomezan poprzez odseparowanie warstwy wodzowskiej i przesiedlenie jej z dala od ich rodzimej społeczności. Pomezańczycy którzy w pierwszym powstaniu występowali samotnie, nie odegrali już więcej znaczącej roli w następnych zmaganiach Prusów z Krzyżakami.

Krzyżacka zgraja niemieckich rycerzy żądna nowych mordów i zdobyczy terytorialnych, odwagą nigdy nie grzeszyła, wiemy to z ich walki ze światem Islamu. W przypadku Prusów było podobnie.
Ze strachu, przestali zagłębiać się w terytorium pruskie, wybierając inną taktykę.

Krzyżacki podbój Prusów potoczył się wzdłuż wybrzeża Zalewu Wiślanego, z którego dokonywano bestialskich wypadów w głąb lądu. Przedtem jednak zakładano na wybrzeżu warownie-sypialnie do których z wypraw wracali dla swojego bezpieczeństwa.
W miarę posuwania się wzdłuż Zalewu takie forty powstawały.

W ten sposób Krzyżacy dotarli do ziemi Natangów. Dzisiaj terytorium przez które przebiega granica z Rejonem Kaliningradzkim. Przywódcą Natangów był Nobiles, możny tego ludu z wybitnego rodu Montemidów.
Osaczony przez Krzyżaków i widząc ogrom bestialstwa i okrucieństwa, nie mając wyboru w ratowaniu najbliższych i powstrzymania dalszej eksterminacji Natangów, zaakceptował oddanie Krzyżakom zakładników.

Standardowym postępowaniem najeźdźców było zabieranie mężczyzn i dzieci zdolnych do pracy, jeśli przed tym nie zostali wymordowani.
Wśród zakładników znalazł się niepełnoletni syn Montemidów, Herkus. Los nie szczędził możnych. Tym bardziej porywano ich dzieci, żeby nie wywoływały buntów. Wyrachowanie i okrucieństwo Niemców nie miało sobie równego.

Niepełnoletni jeszcze Herkus, nie trafił do pracy dla Krzyżaków. Został przeznaczony do deportacji i wywieziony do Magdeburga w celach propagandowych, aby pokazać jak zakonni dbają o Prusów i krzewieniu wśród nich Chrześcijaństwa. Publicznie został ochrzczony i w zakonnych kazamatach pobierał nauki. Oczywiście w stylu niemieckim, z myślą, że ulegnie germanizacji.

Młody, zdolny Herkus bardzo chętnie przyjmował wiedzę, bardzo szybko nauczył się języków, nie tylko niemieckiego, również łaciny i biegle nimi władał. Zdolnościami swoimi, zwrócił na siebie uwagę wśród zakonnych . Zakonni zauważyli w nim możliwość, wykorzystania jego osobowości w podboju Prusów.

W związku z tym postanowieniem, zaczęto Herkusa szkolić w rycerskiej sztuce wojowania. W przyjmowaniu nauki w rzemiośle rycerskim i w biegłości używania miecza wykazał się niezwykłymi zdolnościami. Bardzo szybko stał się niedoścignionym nie tylko wśród rówieśników. Ku wielkiemu zadowoleniu zakonnych, iż będą mogli użyć Herkusa w Prusach.

Bez wątpienia młody Herkus, nie mógł zapomnieć jakim cierpieniom i okrucieństwom był poddany jego ród wraz z bliskimi jemu Natangami, których to zdarzeń był naocznym świadkiem.
Urodzony około roku 1225, pojmany w piętnastym roku życia, wrócił do Prus już jako dwudziestokilkuletni rycerz, ale w szrankach Zakonu Krzyżackiego.
Zbyt długo nie pozostawał z rycerzami Zakonu. Odwiedził swój sponiewierany ród, Montemidów, i lud Natangów broczący we krwi z rąk Zakonu.

Krzyżacy w obawie, iż Prusowie nawracają się na Chrześcijaństwo i mogą stracić możliwość utworzenia swojego państwa, jeszcze bardziej zintensyfikowali i z absolutną systematycznością dokonywali biologicznego wyniszczania ludu pruskiego.

Aktem maksymalnego niemieckiego bestialstwa, było zaproszenie pruskiej starszyzny do stołu negocjacyjnego. Kiedy starszyzna rodów pruskich przybyła do negocjacji pokojowych, wszystkich wymordowano.
Po uczcie, zaryglowano drzwi i okna, następnie podpalono i pilnowano żeby nikt przez przypadek nie ocalał.

Jakże łatwo, można, to zdarzenie porównać z napisem na bramie niemieckiego obozu śmierci Oświęcimia, “Arbeit macht frei” , (praca czyni wolnym).

Herkus Monte zrzuca habit zakonny i staje w szeregach Prusów jako ich przywódca. Tak zacznie się jego nieśmiertelna epopeja.
Rok 1260, to początek drugiego powstania Prusów w celu odzyskania dawnych swobód i wolności, ale nie walki z Chrześcijaństwem.
Jako dowód, przed powstaniem było wysłanie do papieża Urbana IV listu akceptującego przyjęcie Chrześcijaństwa, uroczyście oddającego Prusów pod opiekę stolicy Apostolskiej.
Pomimo, że wymieniono bestialstwa Krzyżaków, Urban IV przemilczał ten list, a jego następcy wręcz nawoływali do dalszej krucjaty przeciwko Prusom, jak to uczynił Klemens IV w roku 1265. Cała Europa pod tymi wpływami wysyłała, już nie tylko z naboru niemieckiego, coraz to nowsze doborowe hufce rycerstwa.

W takich warunkach Herkus Monte zaczął ścigać Krzyżaków gdziekolwiek to było możliwym, siejąc strach i panikę wśród zakonnych, którzy przestali być pewni ani dnia ani godziny.

21 stycznia 1261 roku Herkus Monte odniósł spektakularne zwycięstwo nad elitą krzyżacką.
Wspomnę tylko bitwę o krzyżacki Pokarvis, fort przyczółek na wybrzeżu Zalewu Wiślanego. Herkus rozpoczął tą batalię od przeczekania wyjścia głównej załogi Krzyżaków na ekspedycję w głąb Prus. Po ich odejściu przypuścił szturm na fort szybko opanowując jego biorąc niedobitków do niewoli. W tym forcie zaczaił się na powrót głównych sił Krzyżaków i wydał im drugą bitwę z której mało kto ocalał. Jednocześnie oswobodził wziętych do niewoli Prusów.

Sromotnie zakończona bitwa dla zakonnych, odbiła się głośnym echem wśród Prusów. Herkus pokazał, że Krzyżacy są do pokonania. Najeźdźców opanowała panika z obranej taktyki wodza Prusów.
Wśród pojmanych znalazł się Krzyżak o nazwisku Hirzhalis przyjaciel Herkusa z czasów jego deportacji w Magdeburgu. Należy nadmienić, że Herkus zrzucając habit zakonnych wraz ze swoimi wojami, wrócił do dawnych pruskich wierzeń. Według nich, po zwycięstwie jeden z pojmanych miał w ofierze stanąć na stosie. Dla wielu, być może, był to akt barbarzyńskich pogan.

Zapytuję.

Jakim aktem było mordowanie bezbronnej ludności Prus w imię wiary Chrześcijańskiej?

W losowaniu kto ma pójść na stos, los wskazał na Hirzahlisa. Herkus chciał ratować przyjaciela. Przekonał starszyznę do powtórnego losowania, również niekorzystnego dla przyjaciela. Kiedy po raz trzeci los dla Hirzahlisa był niefortunny, on sam poszedł na stos.
Herkus Monte niezmordowanie ścigał krzyżackie hufce gdziekolwiek pokazali się, nie dając im czasu i możliwości na przeorganizowanie się. Niejednokrotnie w przebraniu zakonnym mobilizował ich do ekspedycji karnych przeciwko Prusom, wprowadzając w dobrze zorganizowane zasadzki przez swoich wojów. Z tych wypraw Krzyżacy nie wracali, tak że nie mogli ostrzec innych jaki los ich spotkał.

Była to taktyka którą stosowali Krzyżacy.
Uwadze Herkusa nie umknął ciągły napływ nowych hufców niemieckiego i europejskiego rycerstwa. Odbywało się to drogą morską przez porty Elbląga, Bałgi i Królewca. Cała potęga europejskiego rycerstwa waliła się na Prusów.
Zebrał starszyznę Prusów, która zdecydowała o oblężeniu i ataku na Królewiec (dzisiaj Kaliningrad), gdyż prawie całe terytorium Prus zostało uwolnione od grasujących krzyżackich band.

Należy nadmienić, że w sukurs Prusom przyszedł książę pomorski Mściwój II, z którym wspólnie ograniczyli dostawy żywności do portów krzyżackich.
Sambowie w Królewcu zniszczyli flotę krzyżacką, a na lądzie Herkus Monte z Prusami oblegał miasto. Twierdza Królewiec okazała się nie do zdobycia i musiano odstąpić od oblężenia jej. Dodając do niepowodzenia Prusów w obleganiu Królewca, Herkus został poważnie ranny.

Pomimo tego niepowodzenia, Heros Natangów postanowił nadal atakować krzyżaków , tam gdzie najmniej się tego spodziewano. W roku1263 zorganizował błyskotliwą wyprawę do ziemi chełmińskiej, zadając Krzyżakom bardzo ciężkie straty. Kiedy był w odwrocie, w pogoń za nim z elitą rycerstwa puścił się osobiście mistrz krajowy Helmerich. Herkus Monte nie dał się jemu zaskoczyć i pod Lubawą, ze swoimi hufcami wojów stawił czoła mistrzowi. Krzyżacy pewni zwycięstwa szybko zaatakowali Natangów.
Bitwa skończyła się totalną klęską, sam mistrz w niej zginął i cała jego drużyna, nikt nie ocalał.

W roku 1267 wtórne przybycie króla Czech Przemysława Ottokara II a rok wcześniej Ottona III Branderburskiego, spowodowało, że natangijczycy z Herkusem Monte zostali osaczeni i ich sytuacja stała się coraz trudniejsza. Na domiar złego sąsiadujący z Natangami Prusowie, z ciągle nowo napływającymi siłami rycerstwa przestali sobie radzić. Wszystkim doskwierał głód nie tylko z powodu krzyżackiego rabunku ale i też, że czego nie mogli zabrać niszczyli i palili.

Z wymyślnymi okrucieństwami, Krzyżacy nie ustawali, dwunastorgu dzieciom, zakładnikom w Elblągu, wyłupano oczy i odesłano ich do rodziców.

Siedem lat wojował Herkus Monte z elitą europejskiego rycerstwa którzy nazywali siebie chrześcijanami. W tych walkach padły wszystkie krzyżackie twierdze, poza portowymi. Napływ coraz to większych sił z Europy, nie pozwoliło jemu na utrwalenie tej krwawo zdobytej wolności, a żeby jeszcze dodać, nowy mistrz krajowy Dytryk II z Miśni szczególnie krwawo rozprawiał się z Natangami.

Zaatakowany gród Herkusa padł a on sam ranny uszedł z życiem i skrył się w odstępach leśnych Natangii. Natychmiast ruszył za nim pościg. W roku 1273 znaleziono kryjówkę Herkusa Monte, pojmanego niezwłocznie powieszono a ze strachu żeby nie odżył przebito ciało jeszcze mieczem.

W historii podboju Prus chrześcijańska Europa ma białą plamę i poza barbarzyństwem nie ma żadnej chwały. Wkrótce zobaczymy, czy będzie ją stać do przyznania się. Z brakiem wielkiego wodza Prusów, Herkusa Monte, drugie powstanie osłabło ale w sumie razem trwało piętnaście lat.
 

PRUSCY HEROSI / DIWAN KLEKIN – Wódz Barcji

 
Prusowie na wodzów swojej społeczności, nie koniecznie wybierali ich z pośród klasy Nobilesów, rodów poprzez ich zamożność uprzywilejowanych. Wielokrotnie podstawą takiego wyboru były wrodzone przywódcze zdolności, poparte odwagą i męstwem. Taką postacią był wódz Bartów, o którym nie zbyt wielką posiadamy wiedzę.
Wiemy natomiast, że podczas polowania na niedźwiedzia został dotkliwie przez niego poturbowany i po tym spotkaniu nosił liczne blizny. Z tego to powodu otrzymał przydomek Klekine znaczący niedźwiedź.

Bartowie niewielki to był lud, ale solidarnie przyłączył się do Wielkiego Powstania Prusów. Z racji zajmowania się pszczelarstwem, cały ten lud nazwany został Barcją.
Do roku 1266 Diwan Klekine ze względu na szczupłość jego wojów, uczestniczył ze swoimi pruskimi sąsiadami we wszystkich wyprawach przeciwko krzyżakom.
Rok 1266 był dla niego tragicznym rokiem, w bitwie pod Kowalewem jak zwykle bardzo zaciętej i z przeważającymi krzyżackimi siłami, na polu chwały w walce o wolność Prusów, poległ Diwan Klekine wódz Bartów.
Bartowie nie wybrali następcy Diwana, natomiast nadal czynnie brali udział w powstaniu pod dowództwem wodzów swoich pruskich sąsiadów.
Chwała dla jego męstwa.

Źródło: http://prusowie.pl/historia/herosi/
 

Zapomniane powstanie Prusów

 
null
Należący do ludów bałtyckich Prusowie już ok. VI–V w. p.n.e. zasiedlili tereny między Wisłą a Niemnem. Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem.
(© prusowie.pl)

We wrześniu 2010 roku minęło dokładnie 750 lat od wybuchu antykrzyżackiego powstania Prusów, największego znanego powstania średniowiecznej Europy. Walki trwały 15 lat.
Odwet wzięty przez Krzyżaków na pokonanych powstańcach i ich rodzinach umieszczony został przez historiografów wśród najkrwawszych kart dziejów ludzkości.

Uroczystości rocznicowych jednak nie było, bo i Prusów dziś nie ma.

Należący do ludów bałtyckich Prusowie już ok. VI-V w. p.n.e. zasiedlili tereny między Wisłą a Niemnem. Zajmowali się przede wszystkim rolnictwem, bartnictwem, hodowali zwierzęta, łowili ryby. Handlowali z Anglosasami, Germanami, Czechami, a nawet Arabami. O sprawach obrony, wyprawach wojennych czy podziale pracy decydowały wiece plemienne. Prusowie nigdy nie stworzyli organizacji plemiennej czy państwowej, do końca swojego istnienia funkcjonowali w ramach związków plemiennych. Byli przez to łatwym celem dla sąsiadów.

Tereny zamieszkiwane przez Prusów już ok. X w. próbowali podbić Duńczycy i Rusini. Po nieudanych misjach chrystianizacyjnych Wojciecha i Brunona na Prusy – z miernym skutkiem – wyprawili się Bolesław Chrobry, a później Bolesław Krzywousty. Najeżdżali na nie też kolejni władcy polscy, powodując odwetowe najazdy Prusów na ziemie polskie. Po tym, jak na czele misji chrystianizacyjnej w 1210 r. stanął mnich Chrystian, który kilka lat później został biskupem pruskim, misja nabrała rangi krucjaty.

Posłuchał Piast Piasta

Sytuacja zmieniła się znacznie, kiedy Henryk Brodaty podpowiedział Konradowi Mazowieckiemu, że zakon krzyżacki może ochronić północne granice Mazowsza przed Prusami. Konrad posłuchał księcia śląskiego i nadał zakonowi ziemię chełmińską. Okazało się jednak, że Krzyżacy bardziej niż ochroną granicy mazowiecko-pruskiej zainteresowani byli stworzeniem własnego państwa. Pod dowództwem Hermana von Balka oddział Krzyżaków wspierany przez papiestwo, wojska polskie, śląskie, pomorskie i zachodnioeuropejskie w 1230 r. zaczął podbijać ziemie pruskie, tworząc na zdobytych terenach państwo.

Prusowie nie pogodzili się z istnieniem państwa krzyżackiego na swoich ziemiach i narzucaniem im wiary chrześcijańskiej. Krzyżacy zdawali sobie zresztą sprawę z tego, jak silny jest sprzeciw Prusów, terroryzowali więc podbitą ludność, sądząc, że zastraszana da się łatwiej podporządkować i spacyfikować.

Skutek był odwrotny. W 1241 r. wybuchło pierwsze powstanie Prusów, pewnych, że chrześcijańska Europa zagrożona nagłym i potężnym najazdem mongolskim nie udzieli braciom zakonnym skutecznego wsparcia zbrojnego. Jednak Krzyżacy otrzymali pomoc od książąt piastowskich, którym najazd mongolski nie zagrażał. Wsparcia nie udzielił tylko książę pomorski Świętopełk. Najechał państwo krzyżackie i walczył z braćmi zakonnymi przez osiem lat, po czym uznał się za pokonanego i wycofał. Wkrótce powstanie upadło, a niewielka część Prusów zawarła z Krzyżakami w Dzierzgoniu układ, w którym zobowiązywała się do przyjęcia chrześcijaństwa oraz lojalności wobec zakonu, płacenia na jego rzecz dziesięcin i posiłkowania go w walkach. W zamian miała otrzymać równouprawnienie ze sprowadzaną przez Krzyżaków ludnością niemiecką, z zastrzeżeniem, że w przypadku niedotrzymania zobowiązań utraci wolność. Jednak to Krzyżacy łamali postanowienia układu i wobec podbitych ludów postępowali tak jak wcześniej.

Błąd krzyżackiego wójta

W 1260 r. klęską zakończyła się wyprawa zakonu na Żmudź, co Prusowie przyjęli z nieukrywaną radością. Zakon został osłabiony. Na terenie całych Prus rozpoczęły się uzgodnione przez starszyzny plemienne staranne przygotowania do ostatecznej rozprawy z Krzyżakami. Chcąc uniknąć grożącego już wyraźnie buntu, bracia zakonni postanowili wyeliminować tych, którzy mogliby go zorganizować i stanąć na jego czele. Wójt krzyżacki z położonego nad Zalewem Wiślanym Lenzenburga Volard Mirabilis zaprosił do siebie możnych z najgroźniejszych, najbardziej wojowniczych plemion Natangów i Warmów na negocjacje. Podczas spotkania kazał ich zabić.

Wśród zabitych byli ojcowie wykształconych w krzyżackich szkołach rycerskich Prusów, którzy stali się braćmi-rycerzami. Na wieść o zdradzieckim czynie Mirabilisa porzucili oni zakon, wrócili do swych plemion i obok starszyzny stanęli na czele powstania. Wiedzieli o armii krzyżackiej i zakonie wszystko. Posiadali też wiedzę o ówczesnym opartym na cesarsko-papieskiej dwuwładzy porządku łacińskiej części Europy i zależności zakonu od papieża. Wiedzieli, jak skutecznie walczyć z Krzyżakami, byli więc przywódcami groźniejszymi od zamordowanych.

null

Powstanie wybuchło 20.9.1260 Prusowie uderzyli równocześnie na twierdze w Pogezanii, na Warmii, w Barcji, Sambii i Natangii, palili wsie i wycinali niemieckich osadników, jeżeli ci nie zdążyli zbiec lub schronić się w twierdzach. Ich skoordynowane wsparte zbrojnie przez Litwinów, Żmudzinów i Jaćwingów działania zaskoczyły Krzyżaków. Zamknięci w obleganych przez powstańców twierdzach bracia zakonni nie dawali za wygraną. Organizowali wypady. Te jednak trafiały na zasadzki. Do twierdz powracali nieliczni. Państwo zakonne praktycznie przestało istnieć.

Heros zapomniany przez Europę

Gdy w krzyżackich rękach pozostawały już tylko nadmorskie twierdze Elbląg, Królewiec i Bałga oraz położone w głębi lądu Bartoszyce, papież Urban IV otrzymał od Prusów list, którego autorstwo przypisuje się wodzowi plemienia Natangów Herkusowi Montemu.

null

Herkus pochodził z wybitnego rodu pruskiego Montemidów. Był synem księcia Natangów zamordowanego na polecenie wójta Mirabilisa, zakładnikiem i wyjątkowo utalentowanym wychowankiem krzyżackiej szkoły rycerskiej w Magdeburgu, bratem-rycerzem zakonu, który porzucił na wieść o zabiciu ojca. Przerażał Krzyżaków walecznością i odwagą, przede wszystkim jednak talentem strategicznym i taktycznym. Zdarzało się, że Herkus Monte przebrany za Krzyżaka organizował krzyżacką ekspedycję i wprowadzał ją w zasadzkę, z której nikt żywcem nie uchodził.
W liście do papieża Herkus Monte zapewniał, że większość ludu pruskiego jest ochrzczona, a inni też wkrótce się nawrócą. Skarżył się na wiarołomstwo i okrucieństwo Krzyżaków postępujących niechrześcijańsko z Prusami i wyjaśniał, że walka z nimi toczona jest tylko z tego powodu. Z końcowej części listu, w której Herkus Monte poddaje ziemie i ludy pruskie władzy papieża, wynika, że Prusowie zdecydowali się na utworzenie własnego, uznającego zwierzchnictwo biskupa Rzymu, scentralizowanego państwa.

Urban IV nie odpowiedział. Nałożył na Czechy, Morawy i polskie księstwa obowiązek wyprawy krzyżowej przeciw buntownikom. Opieszałość w wywiązywaniu się z tego obowiązku i nieskuteczność krzyżowców w starciach z powstańcami zmusiła papieża Klemensa IV do ogłoszenia w 1265 kolejnej krucjaty.

Krzyżowa hekatomba

Dowodzona przez margrabiego brandenburskiego Ottona III Pobożnego krucjata w 1266 została przez Prusów zdziesiątkowana i wycofała się. Rok później wkroczyła czesko-niemiecka, licząca dziesiątki tysięcy krzyżowców krucjata, którą dowodził król czeski Przemysł Ottokar II. Krzyżowcy uratowali Krzyżaków przed całkowitą zagładą. Powstańcy walczyli jeszcze osiem lat. W przeciwieństwie do Krzyżaków nie mogli liczyć na żadną pomoc. Szeregi wojów się przerzedzały. Ginęli kolejni wodzowie. Herkus Monte został w 1275 przez Krzyżaków podstępnie ujęty i powieszony pod Stabławkami (dziś w obwodzie kaliningradzkim), a po stwierdzeniu zgonu przebity mieczem – na wszelki wypadek. Powstanie dobiegło końca.

Odwet wzięty później przez Krzyżaków i krzyżowców na powstańcach, ich rodach i plemionach uznawany jest przez historiografów za jedną z najkrwawszych kart w dziejach ludzkości. Wraz z prawowitymi gospodarzami regionu unicestwiona została licząca wówczas grubo ponad dwa tysiąclecia nieznana dziś cywilizacja.

Gdyby powstanie zakończyło się sukcesem Prusów, a papież uznał racje zwycięzców, prawdopodobnie powstałoby ich silne, scentralizowane państwo, a wówczas dzieje Europy, zwłaszcza Polski i Niemiec, potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Autor: Iga Burniewicz / Źródło: Dziennik Polska The Times

 
REKONSTRUKCJA HISTORYCZNA – PRUSOWIE , KRZYŻACY I LITWINI XIII-XV WIEK :
http://prusland.blogspot.de/

CZYTAJ WIĘCEJ :

Prusowie – pogańska śmierć :
http://ryuuk.salon24.pl/370754,prusowie-poganska-smierc

„ Jeśliś ochrzczony , bierzmuję cię mieczem ! ” :
http://ryuuk.salon24.pl/371034,jeslis-ochrzczony-bierzmuje-cie-mieczem
 

Gdzie podziali się Germanie ? – Winicjusz Kossakowski / Dobrogost – Nasi młodsi bracia Germanie / 4000 lat naszej nieprzerwanej żywej tradycji

Sierpień 1, 2012 10 uwag

Winicjusz Kossakowski – Gdzie podziali się Germanie?

 

Artykuł pod tym tytułem opublikował Analityk. Autor zaznacza że, dane do opracowania są z „Distribution of European Y- chromosome DNA ( Y-DNA) haplogroups by country in percentage”.

Autor razem z naukowcami germańskimi szuka Haplogrupy chromosomu Y dla narodów uważanych za Germanów.

Niżej ważniejsze cytaty z opracowania pana Analityka.

Haplogrupa I

   HAPLOGRUPA    R1a

Poznawanie haplogrup zacznijmy od chyba dla nas najciekawszej, bo nosi ją ponad 50% obywateli naszego kraju, jak i krajów sąsiednich. Mutacja pojawiła się około 21 tys. lat temu na terenach południowej Rosji. Na naszych terenach jej przedstawiciele to kultura ceramiki sznurowej 3300 – 2500 lat p.n.e. Ekspansja tej haplogrupy związana jest z udomowieniem konia na stepach Eurazji. Ludność ta była na tyle ekspansywna, że dziś stanowi ponad 20% populacji tak oddalonych obszarów jak zachodnia część Skandynawii i Islandia. Należy dodać, że 80% populacji najwyższych kast w Indiach jest posiadaczką tej haplogrupy.

HAPLOGRUPA  R1b

Mówiąc o tej haplogrupie należy wspomnieć dzieje Europy z okresów V – VIII w. Dotychczasowa historia opisywała ten czas jako ekspansję ludów germańskich, które spychały Celtów na tereny dzisiejszej Brytanii, Walii, Szkocji. Ale  porównajmy te informacje z częstotliwością występowania  haplogrupy R1b na tych terenach. O ile w krajach dziś uważanych za germańskie(Niemcy, Austria, Szwajcaria) haplogrupa R1b występuje u 40 -50% mieszkańców, o tyle w Irlandii, Szkocji, Walii, zachodniej Francji, gdzie mówimy o potomkach Celtów, występuje ona u około 80% mieszkańców. To grupa ewidentnie skojarzona z Celtami. I co ciekawe, jest to haplogrupa młodsza od R1a, bo pojawiła się około 20 tys. Lat temu w okolicach Morza Kaspijskiego i centralnej Azji.

HAPLOGRUPA  I 1

Jako pre – germańską haplogrupę niektórzy chcą określić haplogrupę I 1.  Haplogrupa I, jest to najstarsza haplogrupa Europy, występowała z bardzo dużym prawdopodobieństwem u przeważającej większości ludzi z Cro – Mangan. Tak samo najstarsze budowle megalityczne tworzyli ludzie z tą haplogrupą. Później, między 10 a 5 tys. lat temu w Jutlandii i Skandynawii wyizolowała się z niej haplogrupa I1. Jest to grupa dziś stosunkowo nieliczna. Praktycznie nosi ją 30 – 40% ludności w środkowej Skandynawii i na Islandii. W krajach przez historie określanych jako germańskie występowanie I1 odnotowuje się w zakresie 10 – 20% . Nie ulega wątpliwości, że  to lokalna , skandynawska i stara mutacja mająca  niewielkie znaczenie w dzisiejszej Europie i na pewno nie byli to ci Germanie, którzy mogliby podbijać rozwinięte cywilizacje takie jak Cesarstwo Rzymskie.

 R1a1g7 a kultury archeologiczne

GDZIE SĄ WIĘC „CI” GERMANIE?

 

Powyżej przedstawiony sposób rozumowania i uzyskane wartości wskazywały by wyraźnie, że nie było migracji ludów germańskich do Europy. Ludy jakie przywykliśmy określać plemionami germańskimi to przemieszana ludność skandynawska I1, słowiańska R1a i celtycka R1b, którą połączyły wspólne interesy, wspólnota zamieszkiwanych terenów i wreszcie wspólny wódz, który poruszył ich do parcia na Rzym.

Jednak oddajmy głos obrońcom tezy, że Germanie wywodzą się od potomków starej europejskiej haplogrupy I1, której nosiciele zostali zastąpieni R1b. Jakie mają argumenty?

Po pierwsze – poligamia.

Mężczyzna o wyższym statusie społecznym miał szansę spłodzić dzieci

z większą liczbą kobiet. Indoeuropejczycy którzy wnieśli do Europy zarówno  udomowionego konia, jak i brąz, musieli uzyskać wyższy statut materialny nad autochtoniczną ludnością z grupy I1, co zapewniało im więcej potomstwa. Po drugie w wyniku walk ginęli mężczyźni lokalnych ludów (gorzej uzbrojeni i mniej waleczni), co w połączeniu z tym, że w grupie najeźdźców było zwykle więcej mężczyzn niż kobiet, tworzyło sytuację, w której po inwazji rodziło się więcej dzieci przybyszów niż dzieci ocalałych autochtonów. Po trzecie wskazują , że posiadacze R1b mogą wykazywać się większą predyspozycją do płodzenia chłopców w porównaniu do I1. O sukcesie rozprzestrzeniania się haplogrupy chromosomu Y decyduje sprawność plemnika  w stosunku do niosącego  chromosomu X u mężczyzn  z hapologrupą I1, prawdopodobieństwo spłodzenia potomka męskiego byłoby mniejsze niż u nosicieli R1b.

Ta linia obrony Skandynawii jako kolebki Germanów wykazuje, że I1  zarówno pod względem możliwości przekazywania genów, jak i cywilizacyjnym była recesywna. Tak więc ludność nosząca ten chromosom nie mogła być terytorialnie ekspansywna, czym wykazały się w historii ludy zwane Germanami.

Jednak, jakby nie patrzeć , to sukces tzw. ludów germańskich to okres, w skali genetyki,   stosunkowo niedługi. Ostatecznie to niewiele ponad tysiąc lat. Tak więc ludami, które w historii zapisały się jako ludy germańskie były połączone wspólnym interesem ludy niosące mutacje I1, R1a, R1b, czyli Skandynawowie, Słowianie i Celtowie z dzisiejszym udziałem w populacji (20% – 20% – 40%).

A KIM SĄ POLACY?

W roku 2009 w haplogrupie R1a1 odnaleziono kolejne mutacje wyodrębniając ciekawą dla nas haplogrupę R1a1a7, której wiek określono na 10,7 tys. Lat. Patrząc na rozkład w populacjach genetycy stwierdzili, że najwięcej przedstawicieli tej grupy mieszka w centralnej, a później w południowej Polsce. Stąd przyjmuje się, że właśnie w Polsce 10,7 tys. Lat pojawiła się mutacja, której posiadacze co najmniej od tego czasu zamieszkują tereny dzisiejszej Polski, stąd ta mutacja rozprzestrzeniła się na zewnątrz m. in. Na Bałkany, do Grecji, na Kretę, gdzie występuje u 2-3% populacji. Prowadzone badania antropologiczne kultur zamieszkujących Polskę zdają się to potwierdzać.

UGROFINOWIE

 

Haplogrupa N1c1 pojawiła się 12 tys. Lat temu w Syberii. Przyniesiona do Europy przez lud stepowy. Najczęściej występuje w Finlandii 58%, w Estonii 34%, Węgry 1%. U Węgrów współczesnych grupą dominującą jest R1a od 32% do 60%, czyli mutacja słowiańska. Jeden procent Madziarów zdominował ludność słowiańską i narzucił jej swój język.

Opierając  się na tym wynaturzeniu, szukał bym odpowiedzi na tytułowe pytanie:

„Gdzie podziali się Germanie ?”

Skąd język germański w środku Europy?

W tym miejscu musimy oderwać się od genetyki. Tadeusz Miller w pracy „3 tysiące lat państwa polskiego”, zamieścił mapkę wędrówki  plemion germańskich wraz z opisem.

Wg uczonego niemieckiego Fressela, Germanie mieszkali pierwotnie w Azji w okolicach Samarkandy. Stąd przez stepy nadkaspijskie, wyżynę wschodnioeuropejską, Wałdajską dotarli nad Bałtyk. W dalszej wędrówce z brzegów zatoki fińskiej przedostali się po lodzie na wyspy Alandzkie a następnie przez Zatokę Botnicką – na Półwysep Skandynawski. W okolice Sigtuny, Upsali i Birki, które stały się ich nowym miejscem osiedlenia. W VI w. przed narodzeniem Chrystusa próbowali zasiedlić północną część półwyspu Weneckiego, dziś nazwanego Jutlandzkim, łącząc się z miejscową ludnością słowiańską rozpoczęli wyprawy na Europę Zachodnią. Byli cenieni za doświadczenie wojenne i organizacyjne. Korzystali z ich pomocy militarnej książęta słowiańscy i legiony Rzymu. W czasie rozpadu Cesarstwa Rzymskiego nastąpił bunt w armii. Poszczególni dowódcy wykrajali z imperium niewielkie tereny i tworzyli własne księstwa. Z kolei ich koledzy, silniejsi militarnie, zagarniali je pod swoją komendę. Ostatecznie razem ruszyli złupić Rzym. („Imperia i barbarzyńcy migracje i narodziny Europy” – Peter Heather).

Nowo utworzona religia, wzorowana na powszechnie wyznawanym Mitraizmie (odłam z religii Zaratustry) Edyktem Mediolańskim z 313 r. miała za zadanie scalić narody imperium w jeden monolit z podstawowym prawem nadającym moc cesarzowi: „Władza pochodzi od Boga”.

Cesarz popełnił podstawowy błąd, zatrudniając do pracy w Nowym Kościele, na stanowiskach kapłanów, usłużnych Judejczyków. Wkrótce to się zemściło i imperium przestało istnieć. W czasie marszu na Rzym zbuntowanych wojsk zaciężnych zwanych braćmi i przyjaciółmi (germanus) , chrześcijanie służyli im pomocą. Rzym zdobyła armia składająca się z 10 tys. buntowników. Miejscowa hierarchia kościelna zwęszyła w ty własny interes – „Władzę nad całym imperium pod zmienioną nazwą”.

Przyjaciołom i braciom oddano władzę cywilną zostawiając sobie „władzę boską”, czyli mianowanie Cesarzy Rzymskich Narodu Niemieckiego, podczas naprędce wymyślonych rytuałów koronacji i wyświęcania.  Cesarz stał się zbrojnym ramieniem Nowego Kościoła, którego armię skierowano na „nawracanie” Słowian.

Powszechnie wiadomo, że założycielami miasta Rzymu i pierwszego państwa na półwyspie byli Etruskowie. Z ostatnio odczytanych zabytków wynika, że Etruskowie posługiwali się językiem słowiańskim, to oni Słowian mieszkających pomiędzy Wisłą i Renem uważali za braci i tak ich nazwali – po łacinie „germanus”. Tak wynika z logicznego rozumowania. Nazwa ta pojawiła się w dziele Tacyta, którego jedyny egzemplarz został odnaleziony w opactwie Hersfeld w Niemczech z którego, jak złośliwi twierdzą – „Jeszcze atrament nie wysechł” i w 1456 roku przeniesiony do Włoch.. W IX wieku n.e. Cesarz Porfirogeneta zostawił wiadomość, że Germanie (bracia) mówili językiem słowiańskim.

Nowo utworzona mieszanka etniczna ze zbuntowanych najemników składających się ze Słowian, Skandynawów  i miejscowej ludności celtyckiej, dostała zaszczytne miano „Braci” po  sprzymierzeńcach słowiańskich.

Kim byli ci, którzy przynieśli język zwany współcześnie germańskim?

Ich haplogrupy szukałbym wśród kilkuprocentowych mutacji współczesnych Germanów.   Może warto poszukać genetycznego materiału porównawczego w  okolicach Samarkandy, jak sugeruje niemiecki uczony Fressler. Mogło się powtórzyć wynaturzenie, jak w przypadku Madziarów.

Oczekuje wdzięczności za konstruktywną podpowiedź od współczesnych Germanów, których braćmi, za ich wybryki w Europie, nikt nie chce nazywać. – No, może ostatnimi czasy – „nasi”.

Jeszcze jedno spostrzeżenie. W zabytkach odnalezionych w Priwlitz jest tabliczka z brązu z wyrytym aktem małżeństwa opisanym alfabetem greckim wymieszanym z runami słowiańskimi. Treść napisu: Berofiej Barbara i anglik Soosnow  Bik – Kemekeiaam (str 183 „Polskie runy przemówiły”, wydanie z 2012 roku). Znaczenia słowiańskiego słowa Bik należy szukać w słowniku etymologicznym A. Brucknera . Czasownik  kemekejam kojarzę z klemą służącą do spinania. Zatem nie związek małżeński od związania  a spinanie od klemy. Proszę zwrócić uwagę, Anglik miał imię i nazwisko słowiańskie. Zabytek pochodzi z ery przedchrześcijańskiej o czym świadczy krzyż ośmioramienny. Czy przypadkiem Anglicy nie byli kiedyś Słowianami ?

Za tym pytaniem podąża następne. Czy inne plemiona uważane dzisiaj za germańskie nie są z pochodzenia i języka plemionami słowiańskimi?

 Winicjusz Kossakowski

Źródło: http://bialczynski.wordpress.com/2012/07/31/winicjusz-kossakowski-gdzie-podziali-sie-germanie/


Nasi młodsi bracia Germanie

Jeśli ktoś nie ma czystej miłości w sercu, otwartości i radosnej Słowiańskiej duszy – proszę niech tego nie czyta.

Jak wskazują badania genetyczne genotyp skandynawskich germanów pojawił się ok. 3000lat temu. Co o nich wiemy?
Uważa się, że do początków IV w. n.e. używano stosunkowo jednolitego języka pragermańskiego, którego początki owiane są tajemnicą. Uważa się, że język ten powstał w wyniku nawarstwienia się późnych dialektów praindoeuropejskich na bliżej nieokreślony substrat języków uraloałtajskich, co wydaje się przekonywujące. Wskazuje na to fakt występowania we współczesnych językach germańskich dużej liczby słów nieindoeuropejskiego pochodzenia – zwłaszcza tych związanych z morzem i żeglugą. Tak
więc początek Germanom dała jakaś grupa Słowian w połączeniu z ludami północnymi nieindoeuropejskiego pochodzenia. Jak wiemy Słowianie pierwotnie zamieszkiwali głównie ogromne obszary lądowe, jeśli więc jakaś grupa Słowian we wczesnym okresie ok. 5 tys lat temu zawędrowałaby na tereny Skandynawii, które to tereny uległy izolacji w wyniku ochłodzenia, jakie zaczęło się w tym okresie, nie posiadałaby określeń związanych z morzem i żeglugą, przez co zmuszona byłaby przejąć tego typu określenia od
miejscowych ludów. Łącząc się z miejscową ludnością naturalnym było przenikanie się języków, w wyniku czego ukształtował się i rozwinął w izolacji nowy język czyli pragermański.
Zarówno kultura materialna jak i duchowa Słowian znacznie przewyższała kulturę prymitywnych ludów autochtonicznych, przez co przyjęli oni tę kulturę – jak działo się to wszędzie – wnosząc do niej swoje pierwiastki, co stało się początkiem kultury pragermańskiej. Dalej kultura ta rozwijając się w izolacji przyjęła formę jaką poznaliśmy kiedy Germanie około początków naszej ery zaczynają pojawiać się na kartach historii.

Niewątpliwie kultura i wierzenia Germanów mimo okresu izolacji pozostała na tyle zbliżona do pierwotnej Słowiańskiej, że kiedy nasi młodsi bracia zaczęli powracać byli przyjmowani przez Słowian jako krewniacy, co zachowało się w dawnych językach germańskich, w których słowa przyjaciel, towarzysz były synonimami określającymi północnych Słowian. Potwierdza to również przyjacielski charakter wczesnej wędrówki dawnych Germanów przez ziemie Słowian. Kultura Germanów, ich mentalność i religia mimo
pokrewieństwa i niewątpliwych podobieństw różniła się od Słowiańskiej, czego wyrazem jest np. postać Thora i Odyna.
Odyn był najwyższym z bogów nordyckich – bóg wojny i wojowników, bóstwo mądrości, poezji i magii. Thor syn Odyna, drugi z najważniejszych Bogów –  Bóg burzy i piorunów, bóg sił witalnych, bóg rolnictwa, patron ogniska domowego i małżeństwa. Ci dwaj nordyccy Bogowie byli odbiciem dwu aspektów słowiańskiego najwyższego Boga znanego pod przydomkiem Swarożyca, którego innym odbiciem u ludów Grecji był Zeus. Nic więc dziwnego, że Germanie widzieli w Swarożycu i jego różnych aspektach Thora i Odyna,
zaś Słowianie w Odynie i Thorze widzieli Swarożyca. Tym niemniej Słowiański Swarożyc był Bogiem zdecydowanie bardziej przyjaznym i bliskim ludziom niż jego Germańskie odpowiedniki. Panteon Słowiański również różnił się od panteonu Germanów, jednak był on na tyle zbliżony, że i jedni i drudzy dostrzegali to podobieństwo i w Bogach przyjaciół dostrzegali aspekty swoich Bogów. Tym niemniej każdy z tych ludów kładł nacisk na zupełnie inne aspekty i inaczej je pojmował, inny był też stosunek tych
ludów do swoich Bogów i inna mitologia.

Bogowie skandynawscy byli surowi i mroczni jak klimat w jakim żyli ich wyznawcy, inne też stawiali wymagania swoim dzieciom, niż Słowiańscy Bogowie, którzy kochali swój lud, byli mu bliscy i troszczyli się o nich obdarzając ich dobrami w pięknym, o wiele łagodniejszym i przyjaznym klimacie słowiańszczyzny.
Bogowie skandynawscy budzili lęk i stawiali wysokie wymagania ich wyznawcom, aby nie skończyć w mrocznej otchłani Helli, córki Lokiego trzeba było za życia wykazać się nie byle czym zostając artystą, wspaniałym rzemieślnikiem lub bohatersko polec w boju. Jako że nie każdy mógł być wybitnym artystą najprościej było uniknąć piekła ginąc w boju, co też i Germanie czynili i co ukształtowało ich historię i sposób patrzenia na rzeczywistość. Zapewne właśnie ten strach przed Bogami i wysokie wymagania
jakie Oni stawiali sprawił, że Germanie stosunkowo chętnie przyjmowali Chrześcijaństwo, z jednej strony religię totalitarną bliską ich naturze, której Bóg podobnie jak Odyn konał na drzewie by zmartwychwstać, z drugiej jednak strony ten Bóg nie stawiał tak surowych wymagań, był wybaczający przez co nie było potrzeby poważnie brać Jego nauk, które nijak nie przystawały go Germańskiej mentalności.

Germanie nie tylko przyjęli nową religię, ale zdominowali i przekształcili ją na swój sposób, wprowadzili do niej swój sposób patrzenia na świat tworząc kulturę zachodniej europy, która jest całkowicie Germańska. Mimo iż przyjęli obcą religię nie umknęli przed Odynem i starymi Bogami, bo to nie było możliwe, dawni Bogowie pozostali jedynymi i wyłącznymi władcami ich dusz nie mniej strasznymi i wymagającymi. Mimo nowych form i imienia nadal bali i boją się swojego Boga, boją się straszliwego
królestwa Helli i wiedzą, że jedynym sposobem uniknięcia go, jest wykazanie się kunsztem lub/i toczenie nieustannej walki o dominację na każdym polu. Strach przed Bogiem, strach przed królestwem Helli determinują ich życie, sposób myślenia i patrzenia na świat, a ponieważ zachodnia kultura to ich świat, jest jaka jest: pełna wojen, podbojów, nieustannej walki o dominację i współzawodnictwa pozbawionego zasad na każdym polu, aby wykazać sobie, że jest się kimś na tyle wybitnym i lepszym od
innych by zasłużyć na łaskę Boga Odyna unikając Helli. Pięknie i przejrzyście mentalność tego ludu przeanalizował i zaprezentował Erich Fromm.

My Słowianie niewłaściwie rozumiemy i niewłaściwie oceniamy naszych młodszych Braci Germanów. Często zarzucamy im fałsz, hipokryzję, zakłamanie i wiele innych negatywnych cech – nie rozumiemy, że z ich perspektywy wygląda to zupełnie inaczej i jest jak najbardziej takie jakim to przedstawiają. Nie rozumieliśmy w przeszłości jak można w imię Boga miłosiernego nieść śmierć i pożogę najeżdżając spokojne nikomu nie wadzące ludy i dopatrywaliśmy się w tym fałszu, zakłamania i hipokryzji.
Tymczasem dla nich było zupełnie naturalne, że mordując nawracanych oddają im przysługę – pozwalają im polec w walce i trafić do Walhalli – więc postępują właściwie. Łupy i bogactwa zdobyte na nawracanych były zaś naturalną nagrodą jaką dawał im Odyn na znak, że jest z nich zadowolony – to widoma oznaka błogosławieństwa – podobnie jak majątek i powodzenie potwierdzają, że jest się wybranym przez Boga i będzie się zbawionym. Ostateczną oznaką słuszności i dowodem na to, że
Bóg jest po ich stronie jest dla nich zwycięstwo. Hitler przegrał więc nie miał racji, Bóg odrzucił jego koncepcję, jednak gdyby odniósł zwycięstwo dla Germanów byłby bohaterem i to właśnie zwycięstwo było by dowodem na to, że miał słuszność, a nie zwykli oni dyskutować z wyrokami Boskimi.

My Słowianie wszystko widzimy i postrzegamy inaczej niż nasi młodsi bracia Germanie, nasza relacja z naszymi Bogami oparta jest na miłości, nie na strachu. Nasi Bogowie wymagają od nas radości, braterstwa, zrozumienia i szacunku dla innych, nawet zupełnie odmiennych, dlatego nie postrzegaliśmy i nie postrzegamy ich jako zagrożenia. Czcimy Bogów ciesząc się z darów jakie nam zsyłają, radością i harmonią wypełniamy ich wolę i oddajemy im cześć, obrazą Bogów jest nie odnajdywanie radości w życiu,
fałsz czy brak szczerości. Kultywując cierpienie i inne mroczne rzeczy odwracamy się od Bogów, Oni jednak nigdy się od nas nie odwracają. Patrzymy na świat radośnie i z ufnością wierząc w dobro, a o tym co dobre a co złe nie decyduje zwycięstwo lub porażka. Nasi Bogowie również mają przerażające aspekty, jednak manifestują się one tylko wobec wrogów niszczących harmonię i zagrażających dobru, co najlepiej pokazują zapiski dawnych kronikarzy opisujących Słowian mówiące, że nie ma cnotliwszych
ludów, jednak zaatakowani stają się straszliwym żywiołem budzącym najwyższą grozę. Nasza Słowiańska natura jest otwarta, szczera, dobroduszna i wyrozumiała jak nasi Bogowie, a zarazem wrażliwa na niesprawiedliwość czy cierpienie obrażające Bogów. Dlatego patrząc na cokolwiek widzimy to zupełnie inaczej niż nasi młodsi bracia Germanie i nie winimy innych za nasze porażki, jak oni mają to w zwyczaju. Potrafimy podziwiać ich za to co godne podziwu i potępiać w nich to co warte potępienia, ale nie
potrafimy patrzyć na świat ich oczami, tak jak oni nie potrafią patrzeć na świat naszymi oczami. Nasi młodsi bracia zmieniają się, od kilkuset lat zaczynają mówić o równości, braterstwu, tolerancji i innych takich rzeczach, jednak jak mają to w zwyczaju wpadają w skrajności typowe dla młodych i typową gorliwość neofity – swoim zwyczajem próbują to wprowadzać mieczem, nie do końca rozumiejąc te nowe dla nich pojęcia. Być może nastał czas abyśmy jako starsi bracia spróbowali podzielić się
z nimi tą wiedzą, której poszukują. Podzielić się dla ogólnego dobra wszystkich, aby świat uczynić lepszym i radośniejszym miejscem. Oni jeszcze nie pojmują, że bombardowania, zbrojne napaści i okupacja, restrykcyjne prawo to nie są właściwe metody niesienia ludziom wolności, równości, braterstwa czy tolerancji. Czy możemy nauczyć ich przestać się bać wszystkiego co odmienne, uwolnić ich od życia w strachu i nauczyć radości życia bez nieustannej walki i współzawodnictwa? Może tak, a może nie,
ale myślę, że warto spróbować tym bardziej, że oni tego poszukują i jesteśmy im to winni jako starsi bracia.


Autor:
Dobrogost

4000 lat naszej nieprzerwanej żywej tradycji

W niniejszym tekście nie będę się odwoływał do hipotez formułowanych przez naszego najwybitniejszego archeologa genialnego prof. Witolda Hensela, ani do najnowszych badań antropologicznych Prof. Janusza Piontka, ustaleń dr Roberta Dąbrowskiego, teorii kurhanowej, ustaleń prof. Mario Alinei Czy też pracy Tadeusza Millera chcę tylko zasygnalizować pewną rzecz dobrze znaną każdemu, kto interesuje się choć trochę archeologią naszych ziem. Dla zilustrowania tego o czym chcę napisać kilka słów przytoczę za prof. Tadeuszem Sulimirskim pewien przykład:

„(…) przy tej sposobności należy za Konradem Jeżdżewskim podkreślić niezwykłą trwałość szeregu ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie, których część sięga bez porównania dalej w zamierzchłą przeszłość aniżeli wspomniane wyżej tradycje sarmackie. Są to przy tym tradycje oparte o realne fakty lub wydarzenia, jak wykazały wyniki badań archeologicznych. Doskonałym tego przykładem jest jeden z kurhanów z wczesnej epoki brązu, z czasów ok. 4000 lat temu, badany w Balicach koło Mościsk. Kurhan ten był jednym z mniejszych w grupie trzynastu, lecz według miejscowej tradycji pochowano w nim jakiegoś potężnego i bogatego władcę. Badania kurhanu wykazały, że grób w nim odkryty został najbogaciej wyposażony ze wszystkich w całej grupie i niewątpliwie był grobem jakiegoś miejscowego władcy.”

Tego typu przykładów jest sporo przy czym warto podkreślić, że te ludowe przekazy często leżą w całkowitej sprzeczności z aktualną wiedzą historyczno archeologiczną a jednak późniejsze wykopaliska potwierdzają w całej rozciągłości precyzję tych przekazów jak miało to miejsce np. w przypadku datowania kopca Kraka.
Oznacza to oczywiście ciągłość i precyzję ludowych przekazów, ale wynika z tego o wiele więcej na co nikt nie zdaje się zwracać uwagi.

Zgodnie z ogólnie przyjętymi hipotezami naukowymi nasze zimie w przeszłości miały być zamieszkiwane przez różne ludy różnego pochodzenia z których to jedne ludy podbijać miały i przeganiać lub wyżynać ludy wcześniejsze, miały też być okresy powszechnego wyludnienia a gdzieś w okresie początków naszej ery miały się tu zjawić ludy prasłowiańskie, które to wszystko od nowa zasiedliły przynosząc nową kulturę, język i nowe tradycje. Gdyby cokolwiek z tego było prawdą nie było by mowy o niezwykłej trwałości ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie dotyczących wydarzeń sprzed 4000 lat. Jakakolwiek migracja ludu z określonego obszaru, wyludnienie i przybycie innego ludu na te tereny położyło by ostatecznie i nieodwołalnie kres takiemu precyzyjnemu ustnemu przekazowi. Ponieważ jednak te przekazy zachowały ciągłość i precyzję przez co najmniej 4000 lat nie może być żadnych wątpliwości, że hipotezy o okresowym wyludnianiu czy wypieraniu jednych ludów przez drugie musi być całkowicie chybiona.
Hipotezy o najazdach, wyżynaniu czy wypieraniu jednych ludów przez inne jak i okresach wyludnienia stworzono przede wszystkim w oparciu o mętne koncepcje antycznych historyków i interpretowaniu w tej manierze znalezisk archeologicznych czyli przede wszystkim zmienności kultur archeologicznych. Jednak zmienność kultur archeologicznych na przestrzeni tysiącleci wcale nie oznacza najazdów, podbojów czy w ogóle fizycznego przybywania nowych ludów na dane tereny a jedynie pojawianie się określonych trendów w kulturze materialnej na co zwraca uwagę większość wybitnych archeologów.
Alieksiej Smirnow jeden z najwybitniejszych znawców starożytnych ludów stepowych Eurazji opierając się na wynikach badań archeologicznych wyraźnie kwestionuje koncepcje podbojów czy wypierania jednych ludów przez drugie ponieważ badania archeologiczne wskazują wyraźnie na ewolucyjny charakter przemian kultur archeologicznych i ich stopniowego przenikania się o czym świadczy występowanie współistniejących kultur archeologicznych na tym samym obszarze i w tym samym czasie z czasem przechodzących jedne w drugie i niemożność wyraźnego oddzielenia zaniku jednych a nagłym pojawieniem się innych jak miało by to miejsce w przypadku najazdów czy podbojów.
Taką samą sytuację mamy na ziemiach Polski gdzie w drodze stopniowej ewolucji pod wpływem różnorakich czynników jedne kultury archeologiczne przechodzą w inne i często jest to proces bardzo długotrwały o trudnych do uchwycenia granicach czy ramach czasowych. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że na podstawie wykopalisk nie sposób ustalić dokładnego obrazu procesów historycznych ze względu na ubogi materiał co przy braku źródeł historycznych dotyczących pradziejów czyni wszystkie koncepcje hipotetycznymi opartymi na jak się często okazuje chybionych hipotezach – o czym świadczy wiele znalezisk zupełnie nie pasujących do utrwalonych hipotez i założeń. Przykładem mogą być wykopaliska dotyczące okresu kultury ceramiki wstęgowej rytej w którym to okresie ludność miała być bardzo rozproszona osady zaś miały liczyć do max 150 osób przeważnie zaś 15-30 mieszkańców przemieszczających się z miejsca na miejsce podczas gdy w Wyciążu z tego okresu odkryto osadę złożoną z kilkuset ziemianek kultury ceramiki promienistej.

Odchodząc od archeologii, która niewiele może wyjaśnić trwałość ludowych tradycji podawanych ustnie z pokolenia na pokolenie przez tysiąclecia niezbicie dowodzi, że nasza tradycja trwa nieprzerwanie co najmniej od 4000 lat, potwierdza to również ciągłość kultu niektórych świętych źródeł trwający nieprzerwanie od czasów neolitycznych do czasów historycznych. Innym przykładem może być ciągłość przedchrześcijańskiego kultu na górze Ślężą sięgającego co najmniej epoki brązu.
Co najmniej 4000 lat naszej nieprzerwanej tradycji powinno nas skłonić do refleksji szczególnie, że jesteśmy już ostatnim pokoleniem mającym z nią związek.

Rok 1990 możemy uznać za datę początku kresu naszej długotrwałej tradycji, kultury i języka. Nie do uniknięcia jest fakt, że za kilkanaście najdalej kilkadziesiąt lat przestaniemy istnieć jako naród a nasz język ulegnie zapomnieniu a my podzielimy los Słowian połabskich. Oczywiście w 1990 roku nie zostaliśmy najechani przez obcy lud, który wyniszczył nas biologicznie jak być może powiedzą za kilkaset lat archeolodzy jednak otwarliśmy się na amerykańską pop kulturę, która całkowicie nas zdominowała. Młodsze pokolenia mimo iż jeszcze chwilowo mówią językiem Polskim są już całkowicie zamerykanizowane i jest to proces nieodwracalny. Każde dziecko uczy się języka angielskiego zaś brak znajomości tego języka uczyniono synonimem ciemniactwa i zacofania, powodem do wstydu. Już teraz młode pokolenie (szczególnie emigrantów) mówi jasno, że język polski jest niepotrzebny i powinien zostać zastąpiony angielskim i mimo miłości do Polskości trzeba uczciwie przyznać, że tych tendencji bez jakiś rewolucyjnych zmian nie sposób powstrzymać. Należy się więc pogodzić z oczywistym faktem, że najdalej za kilkadziesiąt lat nie tylko zniknie nasz języka, ale znikniemy jako naród.
Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro 150 lat germanizacji na nic się zdało to dlaczego miało by się to stać teraz. Otóż kiedy próbowano nas germanizować nie było mas mediów oraz my nie chcieliśmy się dać zgermanizować. Teraz sytuacja jest inna my chcemy być europejczykami, chłoniemy amerykańską kulturę masową i nie wyobrażamy sobie abyśmy mogli nie uczyć się angielskiego. Ośmieszana Polskość kojarzy nam się z paranojami PIS albo tzw. „faszystami” czy innymi „moherami” lub chorymi z nienawiści „Polakami katolikami” (zresztą to celowa i nadzwyczaj skuteczna polityka), uczy się ludzi myśleć, że polskie znaczy zacofane, dziadańskie – ogólnie obciach – do tego dochodzą „reformy szkolnictwa”, zaśmiecanie języka i wiele innych działań. Te działania już przyniosły efekty, które są nieodwracalne. Gdyby przyszło mi pożyć jeszcze kilkadziesiąt lat to w języku swoich przodków będę mógł sobie pogadać w tajemnicy z innymi staruszkami, którzy nie znając dobrze angielskiego nie będą mogli nawet wnukom przekazać starych opowieści – inna sprawa, że wnuki grając w komputerowe gry i oglądając kreskówki będą miały w … majaczenia sklerotycznych dziadków.
Chociaż jeśli się tak głębiej zastanowić to docelowo językiem wnuków będzie język niemiecki przez wzgląd na sąsiedztwo i uwarunkowania ekonomiczne czyli w ostatecznym rozrachunku będzie to doskonała powtórka losu Polabian.


Autor:
Dobrogost

Przyznam, że długo się wahałam, czy wrzucić poniższy wiersz, napisany przez pochodzącego z Tylży (wówczas Tilsit) Johannesa Bobrowskiego (1917-1965). Wahałam się bo… nie ominęło go wcielenie do Wehrmachtu, nie ominęła walka przeciwko Polsce…
Poniższy wiersz jest jednak bardzo ciekawym zjawiskiem. Oto Niemiec, chrześcijanin, opisuje chrystianizację (czyt. mordownię, holocaust) pogańskich Prusów, przeprowadzoną w 13-tym wieku przez sprowadzonych w tym celu Krzyżaków. Jest to pewnego rodzaju wyznanie winy.
Bobrowski opisuje piękno pogańskiej krainy, zestawiając ten obraz z krwawym obrazem nowej wiary i jej uzbrojonych, bezwzględnych wyznawców. Krzyż nazywa “szubienicą”.
I jeszcze coś – lasy, wzgórza, źródła tej krainy poetycko obdarza pamięcią, tęsknotą, żalem; one wciąż mówią, szepczą, śpiewają swe prastare opowieści… Ich schrystianizować się się nie dało…

Pruzzische Elegie

Dir
Ein Lied zu singen,
Hell von zorniger Liebe -
Dunkel aber, von Klage
Bitter, wie Wiesenkräuter
Nass, wie am Küstenhang die
Kahlen Kiefern, ächzend
Unter dem falben Frühwind,
Brennend vor Abend -
Deinen nie besungnen
Untergang, der uns ins Blut schlug
Einst, als die Tage alle
Vollhingen noch von erhellten
Kinderspielen, traumweiten -
Volk
Der schwarzen Wälder,
Schwer andringender Flüsse,
Kahler Haffe, des Meers!
Volk
Der nächtigen Jagd,
Der Herden und Sommergefilde!
Volk
Perkuns und Pikolls,
Des ährenumkränzten Patrimpe!
All deiner Götter!
Volk,
Wie keines, der Freude!
Wie keines, keines! Des Todes -
Volk,
Vor des fremden Gottes
Mutter im röchelnden Springtanz
Stürzend -
Wie vor ihrer erzenen
Heermacht sie schreitet, aufsteigend
Über dem Wald! wie des Sohnes
Galgen ihr nachfolgt! –
Namen reden von dir,
Zertretenes Volk, Berghänge,
Flüsse, glanzlos, doch oft,
Steine und Wege -
Lieder abends und Sagen,
Das Rascheln der Eidechsen nennt dich
Und, wie Wasser im Moor,
Heut mein Gesang, -

Autor: Malwa

Wstrząsający wiersz…
Widocznie przeżycia wojenne i niewola obudziły w Bobrowskim Ducha praprzodków.

Ten wiersz jest wołaniem jego duszy za przeszłością i jej Duchem.
Wydaje mi się tylko, że on nie “obdarza” lasów, wzgórz i źródeł pamięcią. On WIE – że one ją mają…I nauczył się słuchać ich mowy i opowiadań…

Próbowałem wiersz przetłumaczyć na polski. Ale jest to niezwykle trudne, Nie znajduję np. poetyckiego odpowiednika wersu: Untergang, der uns ins Blut schlug.
Po polsku byłoby to całkiem inaczej…

Ten wiersz Bobrowskiego jest jednoznacznie wyrazem jego bólu nad pogańskim ludem Prusów, jego kulturą i jego nieszczęsnym losem zgotowanym przez niszczycielskich krzyżaków. Jest też tęsknotą do wartości pogańskich – czci ożywionej duchem Przyrody i radości życia.

Przypominam w tym miejscu, że aż 30 % Niemców ma słowiańskie pochodzenie (wg badań szwajcarskiej firmy Igenea).

Autor: opolczyk
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/21/powrot-do-poganskich-korzeni/

Elegia o ludu Prusów :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/01/elegia-o-ludu-prusow/

His name made me vaguely recall poems about pagan Prussia that impressed me years ago. I’ve just been refreshing my memory from my Penguin „Twentieth Century German Verse”:

„Volk
der schwarzen W?lder,
schwer andringender Fl?sse,
kahler Haffe, des Meers!
Volk
der n?chtigen Jagd,
der Herden und Sommergefilde!
Volk
Perkuns and Pikolls,
des ?hrenumkr?nzten Patrimpe!”

Johannes Bobrowski Pruzzische Elegie

Note that use of „Pruzzische”, not „Preussische”, which I suppose would suggest modern Germanic rather than Slavic Prussia.

In Balto-Slavic mythology, Perkuno was the supreme thunder-god, Pikollo was the god of death and Potrimpo was the corn-spirit. When Christianity was forced on the Prussians in 988, the oak idol of Perkuno was thrown into the Dnieper.

Harry

Bobrowski, Johannes – Pruzzische Elegie – Lutz Görner, der Rezitator: Gedicht des Tages :

Johannes Bobrowski was born in 1917 in Tilsit, Germany. His studies in art history in Berlin were interrupted by the war, and he fought on the Eastern front, where he began to write poetry. He was captured by the Russians and was a prisoner of war (working in a coal mine) until 1949, when he returned to Germany, living in East Berlin and working as an editor for a publishing house until his death in 1965. His works became known in West Germany only in 1960, through an anthology of East German poems published there. He published two novels, three collections of short prose, and two volumes of poetry in his lifetime (another, Wetterzeichen ? Weathersigns ? appeared posthumously, in 1966). Bobrowski?s most famous work is the novel Levin?s Mill, which has been translated into English.

?Sarmatische Zeit? (The Land of Sarmatia), poems, 1961
?Schattenland Str?me? (Shadowland), poems, 1962
?Levins M?hle, 34 S?tze ?ber meinen Gro?vater? (Levin?s Mill,34 Stories About My Grandfather ) novel, 1964
? Boehlendorff und M?usefest” Short stories, 1965
?Litauische Claviere ? (Lithuanian Pianos), novel, 1966
?Wetterzeichen? (Weathersigns), poems, 1967
?Der Mahner? (The Admonisher), short stories, 1967 translated with ?Boehlendorff und Mausefest” as ?I Taste Bitterness? in 1970
?Im Windgestr?uch? (In the windy wilderness), poems, 1970

Walki z profanacją Słowiańszczyzny cd. … Korespondencja z drem Brzostowiczem – Odpowiedź dra Piotra Beina

Lipiec 18, 2012 7 uwag

Słowianin:

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/07/26/zawiadomienie-o-popelnieniu-przestepstwa/

Fragment z publikacji RKP ( Rodzimy Kościół Polski ) :

„Słowianie musieli się wyrzec nie tylko własnego wyobrażenia (najwłaściwszego dla siebie sposobu zbliżenia się do) Boga, lecz także Jego imienia. Podczas przymusowej chrystianizacji wierni Wierze i tradycji Słowianie poddawani byli wielorakim okrutnym karom, za nie przestrzeganie tego zakazu karano bardzo surowo, często ścięciem głowy mieczem, paleniem na stosach, dożywotnimi lochami w podziemiach biskupich zamków, za śpiewanie ‚pogańskich’ pieśni wyrywano tak kobietom jak i dzieciom i mężczyznom języki, żerców rozrywano na strzępy końmi. Wiele kar czekało Słowian z ręki ich oprawców, nawet takie jak te za niedotrzymanie postu w piątek kiedy kat wybijał ‚grzesznikowi’ zęby.”

„I ci barbarzyńcy naszych przodków przedstawiają jako prymitywnych i złych ‚pogan’.” opolczyk

Szanujmy naszych słowiańskich bogów :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/24/szanujmy-naszych-slowianskich-bogow/

„Za Chrobrego chłopu za złamanie postu wybijano zęby. Złapanego za to samo drugi raz zabijano! Na ustach nosili jahwiści miłość bliźniego, a w sercach mieli pychę, nienawiść i żądzę mordu.
Katolicyzm-jahwizm podstępnie przywłaszczył sobie nasze pogańskie tradycje, zwyczaje, obrzędy a nawet daty świąt. Siano pod obrusem na ‚wigilię’ Szczodrych Godów (po skatoliczeniu ‚boże narodzenie’) czy pisanki na Jare Gody (po skatoliczeniu ‚wielkanoc’), to nasze pogańskie, a nie katolickie tradycje.
Gdyby odrzeć katolicyzm-jahwizm ze wszystkich przywłaszczeń, zostałyby jemu ofiary plemiennemu Jahwe w ichnich kościołach i sabat. Nawet niedzielę (dzień słońca) i krzyż sobie przywłaszczyli. Krzyż był symbolem solarnym – symbolem boga Słońca. Jahwiści z belki, na której powieszono Joszuę zrobili ‚krzyż’ i ustanowili tę rzymską szubienicę jako ich symbol (IV wiek) podszywając się pod krzyż solarny.
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/04/07/chrzescijanstwo-ideologiczna-bron-masowego-razenia-o-swiatowym-zasiegu/
Dalej…
XIII w. – bulla papieska potępia praktyki ‚pogańskie’ w stołecznym Krakowie.
XV w. – jahwista Długosz skarży się, że Polacy nadal obchodzą pogańską Kupałę.

XV w. – synod biskupów w Poznaniu potępia pogańskie praktyki nadal żywe u Polaków.
XVII w. – jahwiści próbują pogańskie ‚topienie Marzanny’ zastąpić zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież. Bez powodzenia. Z ambon naziemny personel biblijnego psychopaty Jahwe nadal potępia pogańskie praktyki Polaków.
XIX w. – Zorian Dołęga Chodakowski na wsiach odnajduje pamięć o pogańskich bogach. Polacy nadal pamiętają ich imiona, zachowują stare obrzędy!

A dzisiaj w Polsce istnieją pogańskie Związki Wyznaniowe i wzrasta ilość ludzi szukających naszych prawdziwych korzeni. Katolicy-żydłacy-jahwiści powinni wynieść się do ich ‚ziemi świętej’ – nad Jordan. Dość bezczeszczenia polskiej, słowiańskiej ziemi ‚rzymską szubienicą’ znad Jordanu.
Katolicy… Wynocha z naszych świętych gajów!!! I z naszej świętej słowiańskiej Ziemi.”

” …proszę więcej szacunku wykazać dla naszej słowiańskiej tradycji. Nasi praprzodkowie – i my, poganie rodzimowiercy – mamy bogów a nie ‚bożków’. Swarożyc, Swaróg, Świętowit, Trygław czy Mokosz (bogini) są bogami a nie ‚bożkami’. Bożkiem jest biblijny hebrajsko-chrześcijański, plemienny Jahwe, atrapa boga.
Jeśli my sami nie będziemy szanowali naszych bogów, to kto uczyni to za nas?”

O SŁAWIAŃSZCZYŹNIE PRZED CHRZEŚCIJAŃSTWEM :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/15/o-slawianszczyznie-przed-chrzescijanstwem-2/

„Tekst ten jest o tyle istotny, bo napisany został w 1818 roku – krótko po agonii i upadku Rz’plitej. Jak się okazuje, już wówczas byli światli ludzie, którzy w ‚nowej wierze’ zrodzonej u  Izraelitów widzieli przyczynę upadku Polski (od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi). Język autora jest nieco ‚staropolski’, ale jest pięknym świadectwem jego żywego przywiązania do tradycji słowiańskiej. Pytaniem jest, dlaczego o tej słowiańskiej tradycji nie uczą w Polsce w ‚polskich’ szkołach. Nawet za komuny o tym nas nie uczono. Co zresztą nie dziwi. Bo choć komuna była ateistyczna, ale była żydowska – była żydo-komuną. I nie zależało jej na rozbudzeniu w nas ducha polskości bazującego na Słowiaństwie.

Polecam też  ‚Na pohybel katolictwu'” : http://toporzel.pl/teksty/wacyk3f.html

opolczyk

Pogańskie korzenie Bożego Ciała :


„Jak głoszą niektórzy teolodzy ze świętem Bożego Ciała wiążą się symbole, które swoimi korzeniami sięgają czasów pogańskich. Do najważniejszych należy monstrancja, czyli złoty kielich, w którym umieszczone jest mistyczne ciało Chrystusa. Niegdyś był to symbol Wielkiej Matki. Naczynie to wiązało się z narodzinami, śmiercią i odrodzeniem. Tę symbolikę przejęło później chrześcijaństwo, które jednak odwróciło pradawne reguły: kielich z hostią zaczął wyobrażać ciało Chrystusa i świętego Graala ze średniowiecznych legend, zaś księżyc stał się atrybutem Matki Bożej.
Do innych zwyczajów wywodzących się z czasów pogańskich należy święcenie ziół i kwiatów w ostatnim dniu oktawy Bożego Ciała. Wiązankę lub wianuszek składający się z różnych gatunków ziół, które można zbierać na przełomie maja i czerwca. Najczęściej są to: macierzanka, dziurawiec, rumianek, rozchodnik, glistnik jaskółcze ziele oraz mięta. Tak skomponowany wianuszek należało wzmocnić łykiem lipowym (wszelkie sznurki wykonane ze sztucznych tworzyw są niewskazane, ponieważ zaburzają naturalny przepływ energii w roślinach). Po poświeceniu należało go zasuszyć i wykorzystywać przez cały rok w celach leczniczych zarówno dla ludzi jak i zwierząt.”

„Skoro to jest pogańskie święto, to dlaczego chrześcijanie je obchodzą?”

„Ponieważ Kościół zaadoptował już istniejące święta = obrzędy z kultury tzw. pogańskiej, a raczej słowiańskiej, która na naszych terenach obowiązywała. Także Boże Ciało, jak w zasadzie wg moich ‚badań’ wszystkie święta chrześcijańskie, takie korzenie posiada. Symbolika zresztą jest archetypowa i uniwersalna…”
http://anetpfajfer.wordpress.com/2012/06/07/pganskie-korzenie-bozego-ciala/
 

Religia pogańskich Słowian była ściśle związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczał naturalny cykl upraw i zjawisk atmosferycznych, od narodzin do życia wiosną, poprzez letni rozkwit, jesienny czas zbierania plonów i zimową martwicę. Podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki – Ziemi.
Święto Matki Boskiej Zielnej :
http://anetpfajfer.wordpress.com/2012/08/15/swieto-matki-boskiej-zielnej/

Płoną święte dęby na świętej pogańskiej Ziemi … :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/23/plona-swiete-deby-na-swietej-poganskiej-ziemi/

 

Szatański Plan ! Subkultury na tapecie Kościoła Katolickiego ! :
http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/19/szatanski-plan-subkultury-na-tapecie-kosciola-katolickiego/

Originally posted on Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina:

Szanowny Panie Dyrektorze Drze Michale Brzostowicz

Chciałbym dołączyć się do krytyki niedawno przedstawionej przez Pana Andrzeja Szuberta, odnośnie imprezy ahistoryczno-propagandowej “Festiwal kultury słowiańskiej i cysterskiej”. Zgadzam się z nim, że filmik z imprezy przedstawia gwałt kultury chrześcijańskiej-łacińskiej na słowiańskiej oraz profanację świętości wciąż drogich zwolennikom prastarej wiary i kultury Słowian.

Dziwaczna nazwa festiwalu przybija gwóźdź do kulturowej trumny. Inscenizacja przywołuje na myśl sterowane politycznie dla obcych interesów obecne wydarzenia w Syrii, w wykonaniu najemnych bandytów i miejscowych skrajnych fanatyków religijnych. Jest to powtórka podjudzonej i wspartej z zewnątrz przemocy sekciarskiej, przećwiczonej w Kosowie na prawosławnych Serbach, zastosowanej w Iraku, Afganistanie i w Libii do zniszczenia istniejącego porządku. Wydarzenia te aprobują i przekłamują w RP służebni politycy i media przejęte przez wrogów narodu polskiego.

http://www.prisonplanet.pl/polityka/szokujace_filmy,p1627568346

Chciałbym dorzucić parę obiekcji do happeningu w Lądzie. Historię polskiego chrześcijaństwa sprzed chrztu łacińskiego wymazano z pamięci narodowej, a co mówić o wcześniejszej słowiańskiej! Wykopaliska i…

View original 1 966 słów więcej

Kategorie:Edukacja, Historia, Kultura, Muzyka, Nauka, Polityka, Religia, Sztuka, Słowianie, Uncategorized, Wiadomości, Świat Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Linki polskie , Słowiańskie i pogańskie – Polish , Slavic & Pagan Links … ( wpis będzie uaktualniany )

Lipiec 2, 2012 Dodaj komentarz

null

 

Poniższa lista będzie na bieżąco uzupełniana.

http://www.lucivo.pl/

http://welesowy-jar.fm.interia.pl/new_page_6.htm

http://kolomir.blogspot.de/

http://interia360.pl/tag/slowianie,8151,1

http://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/

http://toporzel.pl/lista.php?dzial_id=zadruga

http://boruta.6te.net/readarticle.php?article_id=22

http://www.rodzimawiara.org.pl/

http://slowianie.republika.pl/glowna.htm

http://www.rkp.w.activ.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1

http://www.tryglaw.org/main.php?action=artykuly

http://fronsac.republika.pl/mitologiaslowianska/glowna.htm

http://www.slowianskawiara.pl/indexpolska.html

http://bialczynski.wordpress.com/

http://www.taraka.pl/spis.php?cat=34

http://wolnemedia.net/?s=s%C5%82owianie

http://chrobacja.narod.ru/

http://www.national-geographic.pl/szukaj/wszedzie/1/dopasuj-slowa//S%C5%82owianie/

http://www.bukowa.szczecin.pl/artykuy/rodzima-wiara.html

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jare_swieto_pierwszy_dzien_wiosny_i_wielkanoc_127453.html

http://free.of.pl/s/sedruga/index.html

http://free.of.pl/m/mysticearth/mitologia/slowianska.html

http://mitologie.wordpress.com/swieta-slowianskie/

http://watranews.wordpress.com/2012/03/02/jare-gody-2012/

http://www.wierczanie.pl/index.php?akcja=wstep

http://www.zertwa.pl/

http://iwyakruk1.wordpress.com/

http://swastika.cba.pl/

http://www.rbi.webd.pl/swarga/swarzyca.php

http://pl.paganfederation.org/czym-jest-poganstwo/rodzimowierstwo-slowianskie/

http://www.youtube.com/user/Polonocentryzm

http://www.zb.eco.pl/bzb/8/

http://slovianskieslovo.pl/

http://www.nawia.org.pl/

http://www.kamienne.org.pl/

http://szatanskiplan.republika.pl/

 

Kategoria –  Słowianie :

http://wczesnedziejepolan.dbv.pl/viewpage.php?page_id=4

 

Posłowie do książki ” Wczesne Dzieje Polan ” :

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html

http://prusowie.pl/

 

Dlaczego ich unicestwiono ? :

http://inicjacja.wordpress.com/slowianstwo/

 

Wskrzeszając Bogów Słowian :

http://wilczy.krag.szm.com/art21.html

 

WALKI SŁOWIAN POŁABSKICH W OBRONIE WIARY , ZIEMI I WOLNOŚCI :

http://japoganin.blogspot.com/p/reakcja-poganska.html

http://religiaslowian.wikidot.com/slowianie-i-ich-mitologia

http://srebroperuna.pl/wici_historia.htm

 

Wikingowie na Rusi – Prof. W. Duczko :

http://histmag.org/forum/index.php/topic,10317.0.html

 

SŁOWIANIE – ARIOWIE , SCYTOWIE , HELLENOWIE ? :

http://inicjacja.wordpress.com/slowianstwo/

http://www.upadeknarodu.cba.pl/slowian.htm

http://wilczy.krag.szm.com/art21.html

http://www.ashervah.republika.pl/menu.htm

http://www.tryglaw.com/Wiedza.htm

http://www.eioba.pl/a/1pel/slowianstwo-rodzima-wiara-ukrainska

http://acn.waw.pl/qkiel76/czywiesz.htm

http://www.jprzybyl.com/index.php?option=com_phocagallery&view=category&id=10%3Amitologia-sowiaska&Itemid=60&lang=pl

http://swastika.cba.pl/kult.htm

http://www.niklot.org.pl/tryglaw.html

http://gniazdo.rodzimowiercy.pl/

http://rodman.most.org.pl/J.T.Babel10.htm

http://religie.najlepsze.net/

 

Polemika z argumentami na rzecz istnienia Bolesława II Zapomnianego :

http://www.poczet.com/zapomniany.htm

http://dziennik3rp.blogspot.com/2009_03_05_archive.html

http://www.slowianskawiara.hekko.pl/index.php?option=com_frontpage&Itemid=1

http://www.nocswietojanska.swieta.biz/

http://imladis.p2a.pl/viewtopic.php?id=1343

http://zs.org.pl/historia.html

 

Obcojęzyczne :

http://ecumenicalbuddhism.blogspot.com/2010/02/swastika.html

http://www.ancientpoland.org/genetic-history.php

http://www.slovane.cz

http://rodnavira.cz/kupadelne-svatky/

http://www.pagansouls.ic.cz/sviatky.php

http://www.svatohaj.sk/perunovden.html

http://perun.ca/

http://www.pysanky.info/Symbolism/Paganism.html

http://www.romuva.lt/new/index.php?page=en

 
null

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 34 obserwujących.

%d bloggers like this: